miminko
08.02.10, 21:23
a właściwie złapał, jeden posępny pan na peronie metra. umawiam się tam z
nianią kiedy jest bardzo zimno, żeby nie stała na dworze albo w zimnym tunelu
- odbieram od niej dziecko po pracy. zwykle sama przyjeżdżam metrem więc nie
ma problemu, ale tym razem jechałam tramwajem i zeszłam do metra bez biletu.
nie skasowałam biletu, bo zwykle to są dwie minuty, odebrałam dziecko i
pobiegłam z nim do windy. po drodze złapał mnie kanar. tłumaczę mu, że jestem
tu na moment, że nie jeżdżę na gapę tylko po prostu odbieram dziecko bo tam
jest najcieplej i proszę, żeby się zlitował. on oczywiście, nie ma zmiłuj,
strefa biletowa. wypisał mi mandat, ja go nie podpisałam. czy mogę się gdzieś
odwołać i czy w ogóle mam szanse na niebulenie stówy za to że byłam chwilę na
peronie? jestem kompletnie bez kasy - ostatnio prawie nie pracuje, bo dziecko
nonstop chore, do tego ojciec dziecka od paru mies. nie płaci alimentów 'bo
nie ma'. ech, co za pech.
najgorsze jest to, ze ja naprawde, nie jezdze na gape - nie cierpie tego
robic. dlaczego na peronie tramwaju, pociagu mozna stac bez biletu a na
peronie metra nie? co za bzdura!