loorien
24.02.10, 09:18
mój starszak chodzi do fajnego przedszkola, ma fajną panią, ale
zdarzyło się w zeszłym tygodniu w piątek ze odebrał go dziadek i
przyniosl nie jego spodnie ocieplane, twierdzi ze nie było innych.
Myślalam ze w poniedzialek sytuacja sie wyjasni, ale dziecko której
spodnie zabrał dziadek przynioslo jeszcze inne spodnie a nasze
zginely. Panie po spacerze zamiast odwieszac spodnie na wieszak
kazdego dziecka wieszają hurtowo na jednym okrągłym wieszaku, sama
miałam trudnosc znaleźć spodnie własnego dziecka. Dzis juz sroda
spodni nadal nie ma mój mąż dzis rano powiedzial co tym mysli ze ich
obciązymy bo to byly spodnie za 200 zl. Znam go wiem ze potrafi byc
chamski, choc twierdzi ze dzis rano nie był ponoć ale pani
wychowawczyni mojego synka twierdzi inaczej. Zadzwonila do mnie z
tekstem ze nie wie jak sie bedzie dalej układała nasza współpraca,
ze jak 20 lat pracuje to ją nic takiego nie spotkało, że przecież
one robią co mogą. Przeprosiłam ją za mojego męża, choc on naprawdę
mówi ze nic takiego nie powiedział i ze jak to możliwe ze dziecku
giną spodnie a nie mozna nawet tych pan skrytykowac i ze jakby to
byly dzinsy albo sweter (zginąl jeden na dobre) toby odpuscił, ale
my teraz jedziemy w góry i juz nigdzie nie dostaniemy spodni
narciarskich, juz z tymi byl klopot bo kupowalismy w styczniu
dopiero. No i od rana o tym mysle ze tak głupio sie stało, i co za
idiota zabrał nasze spodnie i do dzis nie oddał