w-i-k-i
06.03.10, 21:00
Ktos niedawno w jednym z moich postow, zwrocil mi uwage na
problem, ktory przedstawil jeden z Panow na etacie (nick -
tadeus.z). W skrocie po porodzie jego zona zaczela stawiac dziecko
ponad wszystko i wszystkich, po pewnym czasie Panu zaczely
przeszkadzac - wyglad zony, brak wspolnych pasji, zaczal sie jej
wstydzic, a wszelkie dzialania (kupowanie prezentow, wynajmowanie
niani, wysylanie do spa...) by jej pomoc i zmobilizowac do dbania o
siebie i ich wspolny zwiazek spelzaly na niczym. Widac wiec, ze Pan
sie bardzo staral. Ewidentny przypadek matki polki, ktorej za samo
urodzenie dziecka (jak to ktos trafnie powiedzial) powinno sie
stawiac pomnik i pisac peany ku czci jej pozniejszego wygladu. Teraz
zauwazylam, ze ow Pan tej sytuacji nie wytrzymal (napisal kolejny
post na etacie) i podjal decyzje o rozwodzie - moim zdaniem jak
najbardziej sluszna. I tu moje zdziwienie a propos uwag na temam
nieslusznosci jego dzialania. Nie rozumiem i nie wyobrazam sobie jak
mozna byc z drugim czlowiekiem, ktorego sie nie kocha i czuje
sie ,,obrzydzenie" w wielu strefach, dla ,,skrzywionego"
pojecia ,,dobra" dziecka. Przeciez dziecko wyczuje, ze rodzic-e sa
nieszczesliwi. Nie wiem skad wiec taka chora krytyka ludzi pokroju
autora postu, moze to odmiana ,,dulszczyzny", albo pokazowa rodzinno-
katolicka Polska (a brudy pierzemy w domowym piekielku).