Co to w ogóle za przykłady?!

10.03.10, 13:14
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7628196,Dziecko_pod_biurkiem.html

Pani nr 1 - fryzjerka - ok, własny mały biznes, dziecko + pomoc
niańki
Pani nr 2 - nauczycielka, dziecko bywało na lekcjach i radzie
pedagogicznej, bezrobotny pan mąż nie potrafił nawet tym się zająć?
Pani nr 3 - reporterka i bezrobotny, obijający się po fundacjach gość
Pani nr 4 - ewidentna pracoholiczka
    • triss_merigold6 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:21
      Pani nr 5 - kostiumolog, gdzie tatuś dzieci?
      Pani nr 6 - redakcja TVN, tatuś dzieciątka z nienormowanym czasem
      pracy
      Pani nr 7 - architektka i pan tatuś instruktor jogi, któremu nie
      przystoi zajmować się pieniędzmi

      Co to jest? To nie jest model łączenia pracy z macierzyństwem tylko
      w 6 przypadkach na 7 są to przykłady nieobecności lub totalnej
      nieudolności ojców dzieci + przejawy nadmiernej ambicji kobiet.
      • gazeta_mi_placi Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 16:07
        Niestety to prawda.
        Dodałabym jeszcze: zamiast opłacenia niani zwalanie części opieki na współpracowników oraz inne postronne osoby (w tym także klientów).
        • anorektycznazdzira Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 18:55
          To samo mi sie nasunęło. No i przykład z wyrozumiałym dyrektorem który
          nie ma nic przeciwko ciąganiu dzieciaka na rady pedagogiczne. Pani
          ciutkę nadużywa wyrozumiałosci, bo wystarczyłoby, że zjawi się poza nią
          jeszcze z 5 innych matek 2-5 latków i będzie PO RADZIE. A dyrektor
          przestanie być wyrozumiały.
    • dziub_dziubasek Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:23
      Też się zastanawiałam. Bo tak patrząc na większość miejsc pracy to na dziecko
      miejsca tam nie ma...
      Jak ktoś ma własny biznes to nie ma problemu z zabieraniem dziecka do pracy, ale
      poza tym to raczej trudne. No i tez nie rozumiem- jak jedno z rodzicow nie
      pracuje to czemu tym dzieckiem zająć się nie może. Bo tu matka nie dość że do
      pracy to jeszcze z dzieckiem na głowie.
      • triss_merigold6 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:30
        Taaak... już widzę jak efektywnie pracuję i jednocześnie
        karmię/przewijam/uspokajam niemowlaka.
        Najwyraźniej jak pan nie pracuje to jest do tego stopnia
        beznadziejny, że nawet nie potrafi dzieckiem się zająć.
        • broceliande Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:34
          Dziecko powinno być z matką, nie?
          Jak się matce zachciało pracować, zamiast w domu siedzieć grzecznie,
          to niech pracuje, ale niestety to jej z niczego nie zwalnia.
          Kampania taka.
          Swojska, polska, katolicka.

          A pan jest pan, nawet jak nie pracuje, to się dzieckiem nie zajmie.
          • triss_merigold6 Zaraz, zaraz 10.03.10, 13:43
            Gdyby pani nauczycielka nie pracowała to przy bezrobotnym prezesie
            zdechliby z głodu, podobnie jak pani od instruktora jogi czy
            działacza z Lwowa op..... się na mieście. Więc to nie tak, że matce
            zachciało się pracować tylko w w/w przypadkach MUSIAŁA jako ta
            bardziej odpowiedzialna.
            • cherry.coke Re: Zaraz, zaraz 10.03.10, 13:52
              Wedlug niektorych kobiecie sie zawsze "zachciewa" pracowac. Zamiast zeby cala
              rodzina sciany obgryzala, jak Pan Bog przykazal.

              (Znaczy ja rozumiem, ze broceliande uprawia tu sarkazm.)
              • triss_merigold6 Re: Zaraz, zaraz 10.03.10, 13:56
                Tak, tylko nazywajmy to po imieniu chamskim, brutalnym przymusem
                ekonomicznym spowodowanym niewydolnością dawcy genów, a
                nie "samorealizacją".
                • iwoniaw Ja mam jednak wrażenie, że 10.03.10, 14:26
                  większość (tzn. pomijam panią nauczycielkę z bezrobotnym prezesem i panią z
                  mężem ze Lwowa) za wszelką cenę chce udowodnić, że dziecko nic nie
                  zmienia. I nie mają żadnego przymusu ekonomicznego, tylko nieźle wyprany przez
                  kolorowe pisemka mózg. Wszystkie nieźle się dały wkręcić.
            • iwles Re: Zaraz, zaraz 10.03.10, 13:55

              piękne jest to zdanie (pani molekularnej biolożki tej od męża od
              fundacji):
              Jej dzień zaczyna się wtedy, gdy Szymon otwiera oczy. Mąż też się
              wtedy budzi. Nie ma wyboru. Mieszkają w jednym pokoju.



              no chyba, że nie jest to zdanie owej Eweliny, a autora artykułu,
              Tomasza Kwaśniewskiego, który w podobnej sytuacji poszedłby spać do
              drugiego pokoju, żeby nie przeszkadzać pracującej żonie w zajmowaniu
              się dzieckiem tongue_out
              • iwoniaw Mąż od fundacji i tak się najlepiej prezentuje na 10.03.10, 14:09
                tle pozostałych. Wierzę ponadto, że akurat on może mieć realne trudności
                ze znalezieniem pracy (obcokrajowcy mają jednak ograniczenia liczne). No i
                jednak pozostanie z dzieckiem, gdy żona w pracy, tudzież zrobienie śniadania go
                nie przerasta - w odróżnieniu od innych przedstawionych.
              • wieczna-gosia Re: Zaraz, zaraz 10.03.10, 14:37
                Tomasz Kwasniewski autor artykulu ma dwoje dzeci i zone stewardesse.
                I kiedy ona wrocila do pracy to on zostal ojcem domowym/ free
                lancerem dziennikarzem. I bardzo fajna ksiazke z 10 lat temu wydal na
                ten temat pierwsza chyba taka z punktu widzenia ojca jakim niezplym
                zapier... jest siedzenie w domu z dzieckiem smile
                • asia_i_p Re: Zaraz, zaraz 10.03.10, 17:15
                  Potwierdzam fakty, chociaż co do fajności książki...
                  Były z niej felietony w dziecku, jak dla mnie facet trochę zapatrzony we własne
                  wzruszenia i pozbawiony autodystansu.
                  • miminko Re: Zaraz, zaraz 10.03.10, 20:52
                    a ja nie potwierdzam faktow - zona Tomasza Kwasniewskiego nigdy nie byla
                    stewardessa (!), pracuje tak jak Tomasz jako dziennikarka. natomiast jego
                    ksiazka ukazala sie ze 3 a nie 10 lat temu, ich pierwsze dziecko, o ktorego
                    pojawieniu sie w ich zyciu byla w niej mowa w tym roku skonczy 4 lata.
    • jkk74 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:39
      triss do duszy te przykłady...
      w co najmniej kilku mamusia bez skrupułów wykorzytywała to, że jest
      szefową i zrzucała na podwładnego obowiązek zajęcia się jej
      dzieckiem...
      w innych robili to współpracownicy, nie wiadomo czy faktycznie tak
      lubili dziecko czy woleli się nim zająć, aby przypadkiem nie zaczęło
      przeszkadzać...
      gdzie indziej intensynwie pomagała mama...

      no i brak info, że szanowny tatuś zajmował się dzieckiem... a nie w
      jednym było, że się wymieniali, ale z tego co doczytałam to mimo
      wszystko więcej obowiązków wobec dziecka miała mamusia...

      kurna jakby mnie fryzjerka poprosiła o popilnowanie jej dziecka bo
      ona kogoś tam na fotelu strzyże to bym ją zabiła śmiechem...

      sama zabrałam córkę do biura kilka razy (2? 3?) w ciągu ostaniego
      półtora roku pracy - ale po pierwsze córke mam rocznik 2002 i
      spokojne z niej dziecko, dwa - zawsze pytałam szefową czy mogę i
      trzy - szłam do pracy na 2-3 godziny zrobić najpilniejsze...

      przykłady idiotyczne świadczące o braku zorganizowania i
      samodzielności rodziny jako takiej, o braku porozumienia między
      rodzicami, typowe pracoholiczki lub kobiety, mimo iż mężatki, to
      faktycznie totalnie samote... tylko po co wtedy trzymać takiego
      mebla zwanego "maż" w domu? i jeszcze na niego zarabiać?
    • martishia7 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:39
      Cóż, powiem tak, volenti non fit iniuria.
      A WO jak zwykle widzi niewiele dalej niż żyjące w miastach powyżej 500k
      mieszkańców, przedstawicielki wolnych zawodów.
      Literatura kiblowa, nic ponadto.
    • iwoniaw Pani nr 2 mnie rozwaliła 10.03.10, 13:48
      a raczej jej bezrobotny mąż, który do pracy nie wychodzi, ale dzieckiem się nie
      zajmie w czasie, gdy żona w pracy. Jakaś patologia.

      Pozostałe panie pod silną presją udowadniania światu, że "dziecko nic nie
      zmienia", wloką te nieszczęsne maluchy do roboty zamiast zostawić z opiekunką na
      parę godzin w przyjaźniejszym dla niemowlęcia środowisku. Totalny egoizm i
      pomieszanie priorytetów.
      • triss_merigold6 Re: Pani nr 2 mnie rozwaliła 10.03.10, 13:54
        Nie wstyd eks prezesowi żyć z żałosnej pensji nauczycielki w liceum
        i objadać jej dzieci? Aż qrde niewiarygodne jak baby potrafią być
        głupie. Nikt nie chce zatrudnić byłego prezesa nawet za mniejsze
        pieniądze? Chlip, dajcie mi chusteczkę, nie wierzę, że gość nie
        potrafi zrobić kreatywnego cv.
        • iwoniaw Re: Pani nr 2 mnie rozwaliła 10.03.10, 14:06
          CytatAż qrde niewiarygodne jak baby potrafią być
          > głupie. Nikt nie chce zatrudnić byłego prezesa nawet za mniejsze
          > pieniądze?


          Najdziwniejsze chyba jest to, że ludzie którzy NIE byli prezesami spółek i cv
          mają dużo skromniejsze, potrafią znaleźć (zwłaszcza w Wa-wie) robotę i to -
          olaboga! - lepiej płatną niż nauczycielki w liceum, a tu takie nieszczęście na
          pana spadło... Ze zdumieniem przyznaję, że niektóre kobity są naprawdę
          głupie.
          Nie sądziłam, że aż tak można.
          • ninkacelinka Re: Pani nr 2 mnie rozwaliła 10.03.10, 14:13
            ja nie rozumiem dlaczego Panie przedsawione w reportazu tak bronia
            sie przed zatrudnieniem niani. Moze niania spedzilaby czas z
            dzieckiem bardziej "efektywnie".
            Czytajac ten tekst ma sie wrazenie, ze te dzieci przestawiane sa jak
            meble podczas, gdy mama pracuje.
            Co do niektorych tatusiow: nasuwa sie jedno slowo: zaaaal.
            • asqe Re: Pani nr 2 mnie rozwaliła 10.03.10, 14:20
              Bo dziecku "lepiej jest w urzedzie z mama niz z niania w parku", jak
              to jedna z bohaterek tego artykulu powiedziala.
            • iwoniaw No jakże, przecież niania to dowód 10.03.10, 14:21
              na to, iż matka się nie zajmuje osobiście 24h/dobę. Wymaganie
              współudziału w opiece nad potomstwem od ojca tegoż potomstwa to już wiele, a tak
              obcej babie płacić? No wiesz co? Toż przecież wiadomo, że lepiej pod biurkiem
              kolegi/ w oparach salonu fryzjerskiego pod troskliwym okiem mamusi niż z nianią
              na spacerze w parku...
    • cherry.coke Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 13:50
      Obciachy bywaja czasem tak oderwane od zycia ze o rany. Przesluchaly pare
      kolezanek urbanitek i wot reportazyk.
    • izabellaz1 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 14:02
      Ciekawe dlaczego ten tekst nie wyjustowany. Paskudny układbig_grin
      • undomestic_goddess Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 14:09
        No wlasnie, taki na kolanie reportazyk, bo w dzidzie pod biurkiem pana
        autora nie uwierze.
        • iwoniaw Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 14:12
          Skąd wiesz, może koleżanka przyprowadziła i się realizuje zawodowo, a dziecko
          samopas pod biurkiem kolegi? big_grin Normalnie szczyt troski matczynej i "bycie z
          dzieckiem". No bo przecież z nianią to strach zostawić, a o złobkach to się w
          ogóle mówić bały wink
        • izabellaz1 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 14:17
          undomestic_goddess napisała:

          > No wlasnie, taki na kolanie reportazyk, bo w dzidzie pod biurkiem pana
          > autora nie uwierze.

          Może co innego robił pod tym biurkiem...bo wartość tekstu i jego układ do kitusmile
    • iwoniaw Mówiąc serio, to jest przerażające 10.03.10, 14:18
      w jaki sposób usiłuje się wmówić kobietom, że pogodzenie zaangażowanego
      macierzyństwa z karierą to tylko kwestia chęci i tylko one same
      za dziecko odpowiedzialne.
      Nie, nie twierdzę, że nie da się dobrze pracować mając dziecko albo przeciwnie -
      że dziecko musi mieć traumę z zaniedbania z powodu pracy matki. Niemniej czy nie
      przeraża was fakt, że całkiem na serio sugeruje się, iż by pogodzić pracę i
      macierzyństwo niekonieczne są takie fanaberie jak:
      - urlop macierzyński
      - druga pensja w domu (mężowska znaczy)
      - udział ojca dziecka w opiece nad tymże
      - wynajęta niania?
      Nie masz kobieto możliwości/ ochoty ogarniać 24h/7 dziecka pracując zawodowo? Z
      pewnością jesteś leniwą flądrą (bez etatu, najlepiej 12h dziennie) lub wyrodną
      matką (dziecko z nianią, gdy ty w pracy).
      • ms135pt Re: Mówiąc serio, to jest przerażające 10.03.10, 14:26
        jakis czas temu byl artykol o dyrektorce szkoly, co w 7 godzin po porodzie
        dziecko zapakowala w chuste i wrocila do pracy- no widac da sie, tak samo jakas
        studentka gender studies opisywala ze da sie chodzic z dzieckiem na wyklady- do
        pracy szkoly z noworodkiem- jasne da sie- jak ktoras nie umie to pewnie
        niezorganizowana leniwa matka polka

        teraz niecierpliwie czekam na rewelacje ze do pracy da sie worcic z noworodkiem
        w chucie : chirurgowi, policjantce, sprzataczce, adwokatowi i szwaczce
        • iwoniaw O to to! 10.03.10, 14:32
          Cytatteraz niecierpliwie czekam na rewelacje ze do pracy da sie worcic z
          noworodkiem
          > w chucie : chirurgowi, policjantce, sprzataczce, adwokatowi i szwaczce


          Oraz pracownicy na sterylnej linii produkcyjnej, kasjerce (wersja: w banku i w
          hipermarkecie), motorniczej tramwajowej i - żeby tradycji stało się zadość -
          tarktorzystce i kombajnistce. Co prawda piewcy hasłą "kobiety na traktory"
          przewidywali rozwiązanie w postaci powszechnego żłobka/przedszkola (nawet
          tygodniowego w skrajnych przypadkach), ale to wszak jakieś wstecznictwo, trzeba
          iść z postępem, Nowa Wspaniała Kobieta nawet indywidualną nianię za zło powinna
          uważać.
          • jkk74 Re: O to to! 10.03.10, 14:37
            wpada do mieszkania zamaskowana banda z napisem GROM na plecach a
            wśród nich kobieta z dzieckiem w chuście... dziecko też zamaskowane
            hehehehe

            mina gangstera: bezcenna big_grin i jak łatwo takiego zatrzymać i skuć wink
            • ms135pt Re: O to to! 10.03.10, 14:43
              smile wyobrazilam to sobie i ... kurcze nie moge sie przestac smiac
      • echtom Re: Mówiąc serio, to jest przerażające 11.03.10, 10:24
        Sama Polka 2009 pochwaliła się w wywiadzie, że nie wzięła urlopu
        macierzyńskiego - wszak "życie człowieka to jest praca" uncertain
    • syriana Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 14:21
      to przykład na to jak Wyborcza obniża loty i sobie strzela piękniutkiego
      samobója, dając do paszczy argument tradycjonalistom oskarżającym ją o wszystkie
      zła feminizmu
      realny problem sprowadzony do absurdu i gotowy do obśmiania

      teraz czekam na fotostory jak z przychówkiem między nogami radzi sobie dzielna
      rolniczka, listonoszka na rowerze i sklepowa w geesie
    • aiwlysji Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 14:50
      taaak, coz jesli praca nazywa sie tylko prace zarobkowa, jesli praca na rzecz drugiego czlowieka nic nie znaczy bo nie mozna na tym zrobic kariery to: mamy takie kwiatki.
      dziecko przynosimy ( jak torebeczke) ze soba do tej "wlasciwiej" pracy, odkladamy na boczek i zajmujemy sie zarabianiem pieniazkow, zupelnie jak w reklamach: 2 w 1!
      mamy rozwiazany problem, dziecko przy matce, matka w pracy.....gdzie facet?....facet jaki facet?
    • burza4 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 15:25
      mi się rzuciły w oczy fragmenty typu:

      "Zawsze chciałam być jak najdłużej z dzieckiem. Nawet do urzędów ją zabierałam.
      Moim zdaniem lepiej jej z mamą w urzędzie niż z nianią w ogródku."

      "Dianie tak udało się ustawić bliskich, że tylko raz, no, dwa razy w tygodniu
      musiała z córką wędrować do pracy. I wtedy, jak to mówi: 'Zosia trafiała pod
      biurko'. - To znaczy wszyscy się nią opiekowali. Z czego najrzadziej ja. Czasem,
      gdy Diana szczególnie była czymś zajęta, nawet nie wiedziała, gdzie jest dziecko. "

      "Dom, bliscy - to się dla mnie liczy. Poza tym po to mam dzieci, żeby się nimi
      zajmować. "

      "A co na to mąż?
      - On się cieszy, bo i tak pracuję mniej niż kiedyś. Wcześniej prawie się nie
      widywaliśmy."

      w imię czego te kobiety fundują dzieciom taką huśtawkę? po co męczyć dzieciaka,
      skoro jakość takiego bycia ze sobą jest żadna? dziecko po prostu pęta się
      ludziom pod nogami, zawadza - jaki pożytek z takiego "poświęcenia"?

      mam wrażenie, że niektóre z najwyższym trudem wpychają dziecko w swoje napięte
      grafiki, a inne mają wypaczone poczucie obowiązku i odpowiedzialności (patrz
      nauczycielka)
      • triss_merigold6 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 15:31
        Bo nie potrafią wybrać, którą z ról efektywnie w danym momencie
        realizują?
        Poza tym już widzę jak facetowi w ogóle przychodzi do głowy pomysł
        zabrania dziecka-niemowlaka do pracy.... jasne.
        • kammik Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:26
          > Poza tym już widzę jak facetowi w ogóle przychodzi do głowy pomysł
          > zabrania dziecka-niemowlaka do pracy.... jasne.

          Ojciec mojej dziewuszki musi w niedzielę być w robocie kilka godzin i jako że
          weekendy to u nas czas mojego odpoczynku od dziecka, zaoferował, że weźmie ją ze
          sobą.

          "Artykuł" żenujący, w sobotę włosy mi dęba stawały.
          • triss_merigold6 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:32
            Ok, zależy od charakteru pracy i modelu faceta. Nie będę się upierać
            chociaż uważam, że jest absolutnym wyjątkiem.
          • wieczna-gosia Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:38
            Mojemu mezowi zdarzylo sie kilka razy wziecie dzieci do pracy. Co
            wiecej- n dosc czesto bierze prace do domu i zajmuje sie dziecmi, a
            ze telefon, laptop i internet to jedyna narzedzia prawdziwie mu
            potrzebne do jej wykonywania- jedzie na 100% bo ten pierdylion
            interesantow co do niego dzwoni wszak nie wie ze dzwoni gosciowi do
            domu- gosc ma stacjonarke przekierowana na komorke gdyz jego szef ma
            poglad ze jesli zdenerwowany interesant nie poszukuje pracownika w
            biurze twierdzac ze nie moze zalatwic sprawy- wszystko jest OK i
            zupelnie go nie intetesuje czy ow pracownik siedzi w biurze czy robi
            zakupy w hiperze.
            • bri Re: Co to w ogóle za przykłady?! 11.03.10, 10:23
              Mojemu też się zdarza zabierać dziecko do pracy, czy opiekować się
              nią w domu, kiedy pracuje. Bywała z nim na podpisaniu umów, w
              Urzędzie Skarbowym, czekała w recepcji aż skończy spotkanie itp. Ale
              nasza córka ma już 5 lat. Jak była malutka żadne z nas jej do pracy
              nie zabierało, co najwyżej w domu pracowaliśmy przy komputerze czy
              pod telefonem łącząc to z opieką nad nią.

              Przykłady są dobrane tendencyjnie, ale nie winiłabym tylko i
              wyłącznie mężczyzn za taki stan rzeczy. Znam kilka kobiet, które nie
              ufają ojcom swoich dzieci na tyle, żeby im pozwolić się samodzielnie
              opiekować dziećmi i wszelkie ich wysiłki w tym kierunku są
              torpedowane. Co nie przeszkadza im mieć do nich pretensji o brak
              wsparcia.
    • tully.makker Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 16:50
      Dla mnie ten artykul to opis patologii.

      Patologii polityki spolecznej w ramach ktorej samozatrudniona
      kobieta nie otrzymuje normalnego zasilku macierzynskiego,,tak jakby
      na jej zasilek pracowala tylko ona a nie takze ojciec dziecka.

      Patologii braku zaangazowania ojcow, o przepraszam, dawcow spermy, w
      wychowanie dzieci.

      Patologii naruszania kodeksu pracy i zasad BHP przez petanie sie
      osob nieuprawnionych w zakladzie pracy. ( jak sobie wyobraze to
      niemowle w klakach i oparach farby u fryzjera, to mi sie na rzyg
      zbiera).

      Patologii wreszcie pseudoszefowych i quasipracodawczyn, ktore
      obarczaja swoich pracownikow opieka nad swoimi dziecmi.
      • verdana Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 16:59
        Obawiam się, ze może oprocz Iwony, nie zrozumialyscie przeslania.
        To nie jest tak, ze chodzi tu o zap... matki i op.. się ojców.
        Ojcowie bowiem nic do rzeczy nie mają. Teza artykułu jest podwojna -
        -po pierwsze matka zawsze chce być z dzieckiem, nie powierzy go
        nikomu, ani babci (tradycyjna), ani żlobkowi (zgroza), ani niance
        (nie dopilnuje), ani ojcu (nieudolny). Dziecko jest przecież częśćia
        matki, calym jej swiatem - jest spokojna i moze spokojnie pracować
        tylko majac je w zasięgu wzroku. Tak powinno być, nie dajmy dzieci
        na zmarnowanie obcym.
        -po drugie, dziecko nic nie powinno zmieniac w zyciu. Z dzieckiem
        można iść przeciez na koncert rockowy, do kina, do restauracji na
        basen i do znajomych. Do pracy też. I pamiętajcie, ludzie, ze jesli
        dziecko (cudze) wam gdzies przeszkadza, to jesteście nienowoczesni,
        wsteczni i dyskryminujecie.
        O tym był artykuł i taki jest - momo różnych akcji - wydźwięk
        większosci tekstów Wyborczej. Zwracam uwagę na znamienny, lansowany
        przez nia urlop "tacierzyński" (jakie to niepowazne i zabawne,
        prawda?), a nie "ojcowski". Bo tatusiowie najwyżej moga sie
        dzieckiem trochę nacieszyć, ale tak na serio to oni nie są.
        • triss_merigold6 Każdy odczytuje inaczej 10.03.10, 17:31
          Każdy tekst odczytuje/może odczytać inaczej.
          Mnie do szału doprowadzają próby wpędzenia kobiet w tym kraju w
          kolejny kanał - perfekcyjnego pełnienia wielu ról jednocześnie, bez
          cedowania choćby częsci obowiązków na inne osoby oraz bycia
          jednocześnie usmiechniętą i samorealizującą ambitnie oraz
          nowoczesną. Otóż ja się nie zgadzam. Pracuję spokojnie wtedy kiedy
          NIE MAM pod ręką dziecka, staram się nie mieszać roboty z życiem
          prywatnym i uważam, że facet powinien zarabiać oraz zajmować się
          własnym potomstwem.
          • kropkacom Re: Każdy odczytuje inaczej 10.03.10, 17:36
            > Każdy tekst odczytuje/może odczytać inaczej.

            Ja bym powiedziała raczej że każdego co innego boli i rusza tongue_out
            • triss_merigold6 Re: Każdy odczytuje inaczej 10.03.10, 17:38
              Owszem, mnie rusza lansowanie chorego modelu pseudofeminizmu i
              zdejmowanie z panów całości obowiązków oraz nazywanie tego
              partnerstwem i samorealizacją.
    • asia_i_p Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:12
      Niby nie przemawiają do mnie spiskowe teorie dziejów, ale czasem mam wrażenie,
      że takie teksty są pisane na zamówienie dużych korporacji, żeby potem móc
      powiedzieć "Widzi pani? A pani mi tu z wychowawczym wyskakuje?" (w skrajnych
      przypadkach "z macierzyńskim wyskakuje"). A na pytanie pracownicy "No to mam
      przyjść z dzieckiem do pracy?" "No chyba pani tyle płacę, że pani nie musi".
      Jak nie lubię marudzenia, że "się nie da", tak nie lubię dowodzenia na siłę, że
      "się da". Coś jak ten skecz o bejsboliście z filmu Woody'ego Allena, który pod
      koniec był ślepy bez ręki i bez nogi, ale miał serce.
      • ding_yun Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:47
        Cudownie. Po latach walki o lepszą sytuację kobiet i rodziny, wracamy do
        sytuacji jakby żywcem wyjętej z Lipiec Reymontowskich, kiedy chłopka tydzień po
        porodzie wiązała sobie dziecko w chuście i szła razem z nim na pole kopać
        ziemniaki. Ciekawe czy te kobiety wiedziały, że ponad 100 lat później dokładnie
        taki sam model - dla nich smutna konieczność - będzie lansowany jako nowoczesne
        podejście do macierzyństwa.
        Niestety, każda publikacja podobnego artykułu to ogromny krok wstecz, cios dla
        każdego feministycznego postulatu o wprowadzanie prawdziwych ułatwień dla
        pracujących mam, przedstawianych jako feministyczne fanaberie niezorganizowanych
        bab. Mam nadzieję, że to jakiś ponury żart.
    • drinkit Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:48
      Mnie bardzo zaintrygował mąż nauczycielki, który jest bezrobotny, a ona zajmuje się niemowlakiem.
      Niby te kobiety nie skarżą się na swoją pogmatwaną sytuację, ale z drugiej strony jest to ugruntowanie mitu matki polki wszystkomogącej.
      Dziwi mnie jedno: kilka z tych kobiet posługuje się argumentem że "nie zostawi dziecka niańce" i przez to stawia swój świat na głowie.
      • verdana Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:53
        No własnie.
        To jest wizja swiata, gdzie kobieta nie tyle "musi" wszystko, ile
        sama odsuwa innych od zastąpienia jej. Niańka, mąż, jakakolwiek
        pomoc jest jej głęboko zbędna - nie to, zeby ktos nie chciał jej tej
        pomocy udzielić, ale przecież ta pomoc jest nie tylko niepotrzebna,
        ale jest zamachem na jej jedynie słuszny wybór.
        Bo kobiety sa doskonałymi pracownicami, a serce im kaze nie
        rozstawać sie z dzieckiem - i oto mamy rozwiązanie.
        Ja jednak bym w tych kategoriach rozpatrywała ten artykuł. Nie matka-
        Polka - meczennica, ale matka_polka samowystarczalna, ktora ze
        wszystkim może i chce byc sama.
        Brrrr...
        • triss_merigold6 Re: Co to w ogóle za przykłady?! 10.03.10, 17:58
          Jak zwał tak zwał, efekt jest ten sam. A jak pani padnie na ryj, bo
          jednak nie wytrzyma psychicznie to dostanie znakomite porady w
          stylu "Pamiętaj, że wciąż jesteś kobietą, zadbaj o siebie, umów się
          na damskie plotki, idź do kosmetyczki, schudnij, kup krem do d..y,
          zrób sobie relaksującą kąpiel, poproś mężą, żeby on uśpił
          dzieciątko".
          • iwoniaw To raczej typ kobiet, które daja takie światłe 10.03.10, 19:22
            porady innym. Zachwycone swą urojoną doskonałością, całkowicie pozbawione
            refleksji na temat rzeczywistej jakości zarówno opieki, jaką "sprawują" nad
            dzieckiem w pracy, jak i pracy wykonywanej na pół gwizdka (dezorganizując przy
            okazji dzień współpracownikom uszczęśliwianym gratisowym etatem niańki).
    • jkk74 tak jeszcze mi się skojarzyło... 10.03.10, 21:23
      niektóre faktycznie starają się same zająć dzieckiem...
      ale poniższe cytaty świadczą o tym, że mamusie to jednak hipokrytki... niby chcą
      same wychowywać dziecię a potem okazuje się że zajmują się nim inni...

      "Jeśli mama [Aleksandry] ma coś do zrobienia - prowadzi mały sklepik -
      [Aleksandra] zabiera małego ze sobą. Ma dwie asystentki, więc jedna zajmuje się
      Stasiem. Są też takie zabiegi, przy których nie musi być osobiście.Jeśli mama
      nie ma nic do zrobienia, Staś zostaje u niej [mamy Aleksandry]. Aleksandra
      odciąga pokarm i idzie do pracy."

      "Mimo że tata Zosi został wyłączony z planu - jest fotoreporterem i ma
      nieprzewidywalny czas pracy - Dianie tak udało się ustawić bliskich, że tylko
      raz, no, dwa razy w tygodniu musiała z córką wędrować do pracy. I wtedy, jak to
      mówi: 'Zosia trafiała pod biurko'. - To znaczy wszyscy się nią opiekowali. Z
      czego najrzadziej ja."

      "- Lenka była albo z babcią, albo ze mną. Rysowanki, komputer. O niani nie
      pomyślałam. Zawsze chciałam być jak najdłużej z dzieckiem. Nawet do urzędów ją
      zabierałam. Moim zdaniem lepiej jej z mamą w urzędzie niż z nianią w ogródku.
      Jak Lenka była starsza, to odpuściłam i zaczęła więcej czasu spędzać z babcią. "

      w innych historiach pojawiają się klienci niańczący dziecię, pomocne babcie,
      "idący na rękę" pracodawcy...
      to nie jest tak że panie się zorganizowały i siup... środowisko wokół nich
      cholernie im pomaga - chcąc lub nie chcąc ale musząc...

      brakuje mi w całym tym reportażu zwyczajnej codzienności jaka dotyczy nas matek...

      i nie potrafię zrozumieć czemu artykuł z takim naciskiem deprecjonuje rolę ojca?
      zrzuca go na boczny tor jak niepotrzebny i zawadzający przedmiot...
      faceci z artykułu to albo zajęci egoistycznie pracą ignoranci, albo bezrobotni
      lenie, albo pantoflarze pozwalający na robienie z siebie kukiełki...
      • ledzeppelin3 Re: tak jeszcze mi się skojarzyło... 10.03.10, 22:39
        Tak tak, stomatolog i ginekolog z JEDNYM dzidzią i prywatnymi gabinetami ledwo
        przędą i mama gdy dzidzi ma miesiąc MUSI wrócić do pracy
        Srutututu
    • s.lonko Re: Co to w ogóle za przykłady?! 11.03.10, 09:18
      O, to mamy rozwiązanie odwiecznego konfliktu na emamie - która matka lepsza, domowa czy pracująca. Obie są do dupy. Dobra matka z pieśnią na ustach łączy oba te etaty w cenie jednego i nazywa to samorealizacją. Bo inaczej jest, cytując panią Dianę, BEZUŻYTECZNA. No fajnie, fajnie, ale jak na mój gust to za mało jeszcze tej użyteczności. Będę śledzić WO, może napiszą, jak jednocześnie pracując i opiekując się dzieckiem gotować obiad z trzech dań, prać, prasować, ćwiczyć mięsnie brzucha, śledzić trendy w modzie (pamiętaj, wciąż jesteś kobietą!), realizować swoje pasje oraz tańczyć na rurze.
      • grzeszna_dziewczynka Re: Co to w ogóle za przykłady?! 11.03.10, 15:14
        A po tym wszystkim zrobić dobrze mężowi który zmęczony wraca z pracy. W końcu
        trzeba prowadzić też bujne życie seksualne.
    • lubie.garfielda Re: Co to w ogóle za przykłady?! 11.03.10, 11:03
      Co do pań prowadzących własną działalność usługową i "osobiście"
      zajmujących się dziećmi: jakim cudem one jeszcze mają klientelę? Po
      wizycie u tak niezorganizowanej pani ja bym więcej tam nie wróciła,
      może nawet by mnie od drzwi cofnęło!

      Ja rozumiem, przyprowadzić dzieciaka jak się grunt pod nogami
      totalnie zawalił i nie ma nikogo do pomocy, ale tak z premedytacją?

      Pamiętam jeszcze lepszy przypadek w "superniani": fryzjerka nie
      tylko "zatrudniała" klientki do opieki nad swoim bachorem (skoro
      była potrzebna superniania to nie było to grzeczne dzieciątko) ale
      też wrabiała je w robienie obiadu... zjazd totalny uncertain
      • gazeta_mi_placi Re: Co to w ogóle za przykłady?! 11.03.10, 16:00
        A miała w ogóle klientki?
        Ja po takiej akcji (choć pewnie bym odmówiła z góry,ewentualnie na zasadzie: ja
        Pani dziecko popilnuję-Pani mi balejaż za darmo zrobi,to sprawiedliwy układ
        przyznacie big_grin ) więcej bym się nie pokazała i przestrzegłaa wszystkich wokół
        przed takim "profesjonalnym" salonem.
        Chyba,że te jej klientki to jakieś koleżanki były albo z rodziny.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja