A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne.

16.03.10, 19:11
Słuchajcie, od jakiegoś czasu męczy mnie pewna schiza.

Większość dnia spędzam sama w domu z niemowlakiem, ewentualnie w towarzystwie
dwóch starszych synów (niecałe 10 i 12 lat, więc też jeszcze mocno nieletni).
No i załóżmy, że coś mi się stanie - pęknie mi wyrostek, stracę przytomność i
rozwalę sobie łeb, wszystko jedno, coś, co wymaga pobytu w szpitalu, nawet
krótkiego. Mam w komórce numer nieślubnego zapisany jako ICE, ale załóżmy, że
nie będzie w stanie dojechać wystarczająco szybko.

No i co w tej sytuacji? Przyjeżdża pogotowie, zabiera mnie, a dzieci?
Zwłaszcza niemowlę?

Orientujecie się może, jakie są procedury w takim przypadku?
    • gryzelda71 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 19:21
      Masz jakąś rodzinę w tej samej miejscowości?Bliskich znajomych?
      • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 19:27
        Gryzelda, mi nie chodzi o to, co ja bym zrobiła z dzieckiem smile Jeśli chodzi o znalezienie opieki w sytuacji nagłej, to by się znalazła. Ale chodzi mi o to, co robi pogotowie, jeśli z matką nie da się dogadać, bo leży nieprzytomna, a numer ICE nie odpowiada/jest zajęty/ojciec dziecka jest w delegacji itp. Z dzieckiem trzeba coś zrobić już, natychmiast, a osoby, które mogłyby się nim zająć, mogą dotrzeć załóżmy za kilka godzin dopiero. No bo nawet zakładając, że nie jestem sama, tylko ze starszymi, to chyba nie zostawią niemowlaka pod opieką dzieci w wieku szkolnym?
        • zona_mi Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 19:40
          Poucz synów co powinni zrobić w takiej sytuacji - do kogo się
          zwrócić/pojechać/wezwać.
          • gryzelda71 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 19:47
            O to mi chodziło,ze warto mieć plan na wypadek sytuacji krytycznych.
            A co robi pogotowie,nie wiem.
            • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 20:00
              Plan mam od dawna, długo byłam samotną matką i wtedy to była prawdziwa schiza,
              dziś to bardziej ciekawość.
              • echtom Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 21:46
                Uświadomiłaś mi, że jestem zupełnie pozbawiona wyobraźni smile Przez 9 lat mieszkałam sama najpierw z dwójką, potem z trójką małych dzieci, bez telefonu, i nie przyszło mi do głowy, że coś mogłoby mi się stać. Cóż, szczęście głupiego - dobrze, że Ty jesteś bardziej przewidująca.
                • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 22:34
                  To chyba tylko po części jest kwestia bycia przewidującym - w końcu nie
                  przewiduję swojego nagłego ataku serca czy innego zawału wink zaciekawiło mnie po
                  prostu, co się robi w takich wypadkach. Co nie zmienia faktu, że miewam różne
                  schizy (no, teraz rzadziej, ale jeszcze mi się zdarza). Jednym z moich
                  najgorszych koszmarów jako samotnej matki była wizja, że umieram - bo co wtedy
                  stanie się z dziećmi? Teraz trochę wyszłam na prostą i już tak nie nerwicuję.

                  Ale serio, echtom, nigdy nie przekazałaś dzieciom instrukcji, co mają zrobić w
                  razie wu?
                  • echtom Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 22:38
                    No właśnie, qrczę, nie mogę sobie przypomnieć smile Starsze poinstruowałam, co mają robić, gdyby babci coś się stało pod moją nieobecność.
                  • 3-mamuska Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 18.03.10, 18:28
                    Jesli sasiedzi nie zadeklaruja pomocy, to ktos z pogotowia wzywa polijce, oni
                    kontaktuja sie z kims z opieki spolecznej.Albo jesli podasz kogos to oni
                    zawiadamiaja ,nie zostawia dzieci samych bez opieki.
        • mojamalakoza Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 10:17
          Jeśli będzie miał kto wezwać pogotowie to chyba nie będzie najgorzej
          bo będzie oczywiste że będzie przy Tobie ktoś z kim ratownicy będą
          mogli się dogadać. Z drugiej strony nie wierzę w to że pogotowie
          zabrałoby Ciebie nie zapewniając jakiejś opieki dla dzieci (sąsiad
          może) Mnie przeraża bardziej to że gdy będę sama w domu z dzieckiem
          może coś mi się stać i będę leżała tak nie wiadomo ile a moja 3
          latka będzie patrzeć na mnie jak umieram. Nie wiem dlaczego takie
          myśli chodzą mi po głowie. Wcześniej nigdy nie myślałam na ten temat
          a od czasu kiedy mam dziecko to zawsze gdy zostaję z nią sama na
          cały dzień lub całą noc to myślę o tym.
          Trochę odbiegając od tematu: mój mąż ostatnio gdy byłam w pracy
          wyszedł na balkon na papierosa, moja córa podbiegła i pociągnęła za
          klamkę prawie zamykając drzwi balkonowe. Drzwi wejściowe były
          zamknięte na zasuwę którą można otworzyć tylko od strony mieszkania.
          Mąż się tak przeraził że od tej pory z papierosem czeka do 15 kiedy
          to ja wracam z pracy.
          • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 10:22
            Tak, dlatego nie schizuję, jak moje starsze dzieci są w domu, tylko jak zostaję
            sama z małym.

            Trzylatkę, myślę, też można już uczyć obsługi komórki z zaprogramowanym numerem
            alarmowym, np. do taty.
    • b.bujak Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 19:44
      myśle, że taką awaryjną opiekę przejmuja jakies organy współpracujące z policją
      (izba dziecka czy jak tam się to nazywa...);

      ja mam dwójkę pięciolatka i niemowlę - omawiam czasem ze starszym różne
      scenariusze - bezbłędnie i szybko kontaktuje sie z mężem (z mojej komórki); na
      wszelki wypadek trenujemy telefonowanie do innych osób z rodziny; tłumaczę mu
      również, że gdyby znalazł się gdzieś bez rodziców, to docelowo trafi na
      posterunek policji i tam ma podać odpowiednie dane (adres, nazwisko itp);

      naprawde nie masz w swoim otoczeniu nikogo, oprócz partnera, do kogo mogłyby się
      zwrócic dzieci o pomoc w razie potrzeby, zawsze warto mieć więcej, niż jeden
      kontakt awaryjny...
      • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 19:57
        Jeśli chodzi o starszych, to są przeszkoleni idealnie, samodzielni i
        odpowiedzialni, i o nich nie martwię się zupełnie, potrafią też zająć się
        młodszym bratem. Chodziło mi tylko o procedury formalne w przypadku niemowlaka,
        którego przecież nie można zostawić pod opieką dzieci (formalnie i z punktu
        widzenia prawa), a sytuacja wymaga natychmiastowego odjazdu w karetce do
        szpitala, nie ma czasu na dzwonienie i czekanie, aż ktoś się zjawi.

        Tak zwyczajnie, zastanawiam się, co robią w takich sytuacjach ratownicy medyczni
        - zabierają dziecko razem z matką? Dzwonią po policję?

        (Dużo House'a ostatnio oglądałam, to wiele tłumaczy wink)
        • verdana Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 20:02
          Wzywają policję i odwożą dzieci do Izby Dziecka.
          Mysle,z e w dramatycznej sytuacji mogliby zabrac ze sobą niemowle i
          policje wezwać do szpitala. Ale co z mieszkaniem? Kto je zamknie?
        • gandzia4 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 20:03
          Kai pogotowie wzywa w takiej sytuacji policję, a ta jeśli zdoła skontaktować się
          z rodziną to czeka na przybycie jakiegos opiekuna, jeśli dojazd ma potrwać
          dłużej to dzieci zabierane są do Pogotowia Opiekuńczego, wszystkie dzieci nie
          tylko niemowlę. Jak chcesz moge pognębic rodzinnych strażaków o procedury
          dokładne, bo one sa takie same dla wszystkich służb ratunkowych.
          • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 20:12
            OK, dzięki.

            Głównie nurtowało mnie właśnie to, czy dzieci od razu są zabierane do pogotowia
            opiekuńczego czy gdzieś tam, czy jest szansa, że ktoś ich przez jakiś czas
            przypilnuje w domu.

            BTW - macie w komórkach wpisane numery ICE?
            • isiaisia Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 20:27
              ja mam wpisane
              • funky_mamma Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 20:55
                ja nie wiem jakie są dokładnie procedury ale jeśli pracowałabym w pogotowiu i
                musiała z Tobą natychmiast odjechać, zapytałabym najstarsze dziecko o
                znajomą sąsiadkę, którą poprosiłabym o pozostanie z dziećmi do przyjazdu policji
                • lady-aga Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 21:55
                  Sasiadki moze nie byc.
                  A poza tym to nieodpowiedzialne- zostawic kogos wskazanego przez dziecko w
                  czyims mieszkaniu.
                  Jak cos zginie, to kto bedzie odpowiadal?
                  • lady-aga Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 21:56
                    Albo dzieci z osoba, o ktorej wiem tylko tyle, ze to sasiadka.
    • croyance Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 22:55
      Co to jest ICE?
      • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 16.03.10, 23:03
        To skrót od ang. In Case of Emergency, w razie niebezpieczeństwa.Pod
        takim hasłem powinno się zapisywac numer do osoby, która ratownikom
        medycznym (strażakom, policji itp) poda wszelkie informacje o Tobie,
        choroby, jakie leki zażywasz, alergie, gdy Ty jesteś poszkodowana w
        wypadku albo z powodu choroby nie ma z tobą logicznego kontaktu albo
        jesteś nieprzytomna.
        • croyance Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 13:23
          O patrz, nigdy sie z tym nie zetknelam, mam tylko wpisane w paszport
          'next of kin' - ojca i meza.
    • mruwa9 daleko szukac 16.03.10, 23:15
      moja druga polowa wyjechala, zostalam sama z dziecmi. Pierwszego
      dnia rabnelam sie w stope tak mocno, ze mialam uzasadnione
      podejrzenia zlamania. Mimo bolu , obrzeku i innych podobnych
      przyjemnosci nie mialam szansy pojechac do szpitala, bo nie mialam z
      kim dzieci zostawic, a z nimi sie nie da kiblowac trudnej do
      oszacowania liczby godzin na izbie przyjec (bo przy niskim
      priorytecie, tj. braku bezposredniego zagrozenia zycia, czas
      oczekliwania moglby wyniesc i 8 godzin). Musi goic sie samo, trudno.
      Dzis pochorowalo sie moje dziecko, moze sie zdarzyc, ze nagle
      wyladuje w szpitalu, z OIOMem wlacznie, a ja tylko mysle, co w
      takiej chwili zrobilabym z reszta dzieciarni, szkola, itp. Nikogo z
      zewnatrz do pomocy, meza nie ma, dupa blada. Ja po prostu nie moge
      zachorowac. Nie moge i juz.
      • falka32 Re: daleko szukac 16.03.10, 23:53
        Ja mam podobną sytuację, tzn jestem często i długo sama z dziećmi, czasami 2-3
        doby. I też wiele razy się zastanawiałam, co się by stało z nimi, gdybym spadła
        ze schodów i rozbiła sobie łeb albo dostała zawału. Albo co zrobię z dwulatkiem,
        jak trzeba jechać w nocy karetką do szpitala z czterolatkiem.
        Z tym, że ja mam jako ICE wpisany w komórkę numer pewnego ratownika medycznego,
        co prawda nie jeździ on w moim rejonie, ale wiem, że powiadomiony będzie znał
        procedury i jest duża szansa, że nawet będzie znał tych z karetki, która
        przyjechała po mnie smile
      • echtom Re: daleko szukac 17.03.10, 08:31
        > Ja po prostu nie moge zachorowac. Nie moge i juz.

        Też miałam włączoną taką opcję. Chyba zostało mi do dziś wink
        • el_jot Re: daleko szukac 17.03.10, 09:17
          Ja też tak myślałam, do czasu. Pewnego pięknego ranka obudziłam się
          jak zwykle, po jakichś dwóch godzinach dostałam gorączki i
          niewyrażnie mówiłam. Wtedy były wakacje więc byłam sama z córką 4
          letnią w domu. Zadzowniłam do męża, przyjechał za jakieś trzy
          godziny. Z powodu gorączki położyłam się do łóżka i czekałam na
          męża. Pojechaliśmy do lekarza rodzinnego, potem do szpitala i
          diagnoza mnie przeraziła i załamała,ale miałam fart ludzie tracą
          przytomność, dostają paraliżu, często zostają po tym roślinkami. I
          tak sobie myślę - co by było gdybym straciła przytomność a dziecko
          same w domu. Co prawda z sąsiadami,jedynymi przy drodze przy której
          mieszkamy żyjemy dobrze, ale brama zamknięta, sąsiedzi jakieś 50
          metrów od domu. I od tamtej pory postanawiam, że wyjaśnię córce co
          ma robić jakby mi sie coś stało, ale nie chcę jej przestraszyć, bo
          tamto zdarzenie, a raczej mój nagły i 10 dniowy pobyt w szpitalu
          przeżyła dość mocno.
          • echtom Re: daleko szukac 17.03.10, 10:27
            Ale ja wcale nie uważam, że to jest mądre. Dzieci mam już duże, a w
            głowie ciągle dzwonek: "Nie mogę teraz zachorować, bo... dyżur,
            szkolenie, wycieczka itd." Zupełnie jakby świat miał się zawalić bez
            mojej skromnej osoby smile
            • kai_30 Re: daleko szukac 17.03.10, 10:31
              A nie masz tak, że jak tylko pozbywasz się dzieci (np na wakacje czy weekend z
              tatą), to Ci hamulce puszczają i rozkłada Cię jakieś choróbsko? To podobno
              częste, zwłaszcza u samotnych matek, które nie mogą "pozwolić sobie" na chorobę.
              • echtom Re: daleko szukac 17.03.10, 10:35
                Często miewam tak na Święta. Rozkładam się w Wigilię po skończonej
                robocie wink
                • kai_30 Re: daleko szukac 17.03.10, 10:44
                  Ja tak miałam długo, jak dzieci były małe i wyjeżdżałam z nimi do rodziców.
                  natychmiast zwalała mnie z nóg angina ropna smile
    • bea.bea Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 09:36
      kiedy moje dziecko było malutkie, to miałam jakis uraz dłoni który wymagał
      zagipsowania,
      wyszłam wtedy na idiotkę, bo powiedziałam, ze nie założę gipsu ponieważ jestem
      sama i nie dam rady zająć się niemowlakiem...( jak tylko mogłam zawijałam rekę
      wraz z drewnianą łyżką ;P) nie potrafię sobie nawet dziś wyobrazić co by było
      gdyby coś mi sie stało....
      • azile.oli Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 09:59
        Tak naprawdę jesteśmy się w stanie zabezpieczyć tylko do pewnego
        stopnia. Kiedy mąż wyjeżdżał, miałam zapewnioną pomoc jego brata i
        mojej mamy ( na zasadzie dzwonię do szwagra i natychmiast
        przyjeżdża, jak trzeba , przywozi moją mamę). Dzieci też wiedziały,
        jak zadzwonić do taty, babci itd.
        Natomiast dziecko do pewnego wieku nie jest w stanie zrobić
        niczego, wszystko zależy od tego, czy samemu zdąży się zadzwonić,
        zanim, np straci się przytomność. Niestety, noworodek czy niemowlę
        nic nam nie pomoże.
        Szczerze mówiąc , nie zastanawiałam się szczególnie nad sytuacją, w
        której nie byłoby co zrobić z dziećmi, bo mąż był zazwyczaj
        dyspozycyjny i musiałabym mieć wielkiego pecha, żeby akurat musiał
        wracać np godzinę.
        Myślę, że w sytuacji, gdy nie można się skontaktować z żadnym
        opiekunem dzieci są zabierane przez policję, ewentualnie jeśli czas
        oczekiwania na opiekuna nie jest długi , to przy dobrej woli ktoś
        może poczekać z nimi w domu.
        Pogotowie raczej dzieci nie zabierze z matką, ale też nikt tych
        dzieci bez opieki nie zostawi, więc z pewnością zawiadomią
        odpowiednie służby i na nie zaczekają.
        Swoją drogą lepiej mieć plan awaryjny.
    • echtom W sumie poruszyłaś ciekawy temat 17.03.10, 10:43
      kobiecej nadopowiedzialności. Tak naprawdę w razie emergency istotne
      jest tylko to, czy matce ktoś zdąży na czas udzielić pomocy. Jak już
      do niej dotrze, na pewno zorganizuje jakąś opiekę nad dziećmi.
      • echtom PS. 17.03.10, 10:45
        Moja znajoma się na tym omal nie przejechała. W trakcie poronienia w
        4 mc. z krwotokiem zajęła się najpierw organizowaniem opieki dla 3-
        letniej córki.
      • kai_30 Re: W sumie poruszyłaś ciekawy temat 17.03.10, 11:12
        No właśnie! Założę się, że mojemu chłopu, który też zostaje z niemowlakiem sam w
        domu, nawet nie przyszły do głowy takie dywagacje...

        hyhy, zapytałam big_grin Nie przyszły mu do głowy big_grin

        Dla mnie z tym tematem łączy się jeszcze jeden, dużo poważniejszy. Załóżmy, że
        nagle i niespodziewanie trafi mnie szlag. (Teoretycznie nie powinnam się martwić
        o nic, co nastąpi potem, no ale mam swoje schizy i się martwiętongue_out). I znów,
        pytanie brzmi - co z dziećmi? Najmłodsze, wiadomo, zostaje z tatą. Ale on nie
        jest ojcem starszych... Więc co? Trafiają do biologicznego ojca (ma ograniczone
        prawa rodzicielskie, ale je ma), który widuje ich raz do roku i mieszka na
        drugim końcu Polski?

        Dobra, bo zaczynam się rozkręcać, a tak naprawdę plan na tę okoliczność też
        sobie opracowałam wink
        • echtom Re: W sumie poruszyłaś ciekawy temat 17.03.10, 12:32
          Za 2,5 roku będę miała wszystkie pełnoletnie, ale kiedy były małe,
          też to rozważałam. Co ciekawe, choć mają ojca z pełnią praw
          rodzicielskich, moją pierwszą myślą było, że najlepiej by się nimi
          zajęli jego siostra i szwagier.
    • wiu Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 12:58
      Gdybym nagle musiała iśc np. do szpitala i mój mąż zostałby "sam" z
      dzieckiem, to przewiduję, że najpierw wziąłby błyskawiczny urlop z
      pracy, kiedy to by się skończyło, wynajmowałby nianię, a kiedy moja
      nieobecność kosztowałaby już zbyt wiele, wezwałby swoją mamę...albo
      moją.

      Natomiast, gdyby nagle mi się coś stało, to dupa zbita. Mieszkamy w
      małej wsi, sami w domu we 3 (ja, mąz, synek), synek ma ledwo 15
      miesięcy i do klamki nawet nie dosięga nie mówiąc o mówieniu (masło
      maślane, he he). Czasem mąz dzwoni z pracy i pyta co słychać i czy
      czegos np. nie kupić, albo że wróci później, ale nie zawsze...moja
      mam tez ostatnio coś wydzwania średnio raz dziennie... i gdybym
      konsekwentnie nie odbierała bo np. leżałabym bez ducha u stóp
      schodów, to by się zaniepokoili. Z tym, że zdarzało się, że mi np,
      telefon siadał, albo że go miałam schowany - i wtedy tez nie można
      było się do mnei dodzwonić, więc dzwoniący i tym razem nie byliby
      jakoś śmiertelnie zaalarmowani. DO tej 18-tej pewni etak bym sobie
      leżała, leżała, a mój szkrabik bidulek odchodziłby od zmysłów z
      przerażenia. No, może ktoś by z zewnątrz usłyszał ten płacz....ale
      pewnie nie chcieliby się wtrącać....


      Natomiast na co dzień nie myślę o takich sprawach. Teraz, kiedy być
      może będę "sama" w domu z dwójką, może rzeczywiście warto obmyślić
      jakiś plan bezpieczeństwa. Tylko jaki...? Meldowanie do godzinę??

      Myślę, że po prostu musimy radzić sobie w takich warunkach jakie
      mamy i pewną dozę przykrych ewentualności olewać. Bo nei da się
      zabezpieczyć przed wszystkim. Ale np. warto mieć intensywne kontakty
      społęczne, żeby np. koleżanka ze wsi zaniepokoiłą się, czemu nie
      wychodzimy na spacer skoro sie umówiłyśmy itd. No i pewnie jednak
      lepiej nie mieszkac "samemu"...


      Czy komus przychodzi coś konstruktywnego na myśl?
      • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 13:16
        Ja zamierzam mojej córce pokazać gdzie wisi klucz od bramy, żeby
        mogła otworzyć i lecieć do sąsiadów po szybką pomoc. W moim
        przypadku to najlepsza opcja.Ewentualnie zamierzam jej powiedzieć,
        że jak pogotowie przyjedzie, żeby zaniosła im klucz od bramy, żeby
        sobie otworzyli wjechali. U mnie jest jeszze jeden problem - mamy
        ogromnego psa,którego wszyscy się boją,właśnie z powodu jego
        gabarytów, choć jest chodzącą łagodnością. Przede wszystkim muszę
        jej pokazać jak dzwonić do taty. Nie wiem tylko jak się za to
        zabrać, bo ona z kolei miała schizę po wypadku jej opiekunki z
        przedszkola, która zginęła na przejeździe kolejowym i córce przez
        jakiś czas nie dawało spokoju, że ja też umrę. Nie chcę jej
        przerazić.
        Ja mam jeszcze jedną schizę - córka jest odwożona do przedszkola
        busikiem, ale nie spod samego domu tylko ja ją dowożę do takiego
        jakby przystanku. I tak się czasami zastanwawiam - jak to będzie,jak
        kierowca będzie czekał z dziećmi na mnie i czekał i dzownił a ja
        leżę nieprzytomna. Pewnie pojechali by do przedszkola z powrotem z
        córką, zadzownili by do męża i czekaliby na jego powrót, a to trwa
        ok. 3 godz.
      • falka32 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 18:30
        > Natomiast na co dzień nie myślę o takich sprawach. Teraz, kiedy być
        > może będę "sama" w domu z dwójką, może rzeczywiście warto obmyślić
        > jakiś plan bezpieczeństwa. Tylko jaki...? Meldowanie do godzinę??

        U mnie to funkcjonuje. Może nie co godzinę, ale codziennie jesteśmy w kontakcie
        tel i jeżeli ja przez cały dzień nie dzwonię, to mój chłop sprawdza dyskretnie,
        czy żyję.
        • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 20:08
          falka32 napisała:

          > > Natomiast na co dzień nie myślę o takich sprawach. Teraz, kiedy być
          > > może będę "sama" w domu z dwójką, może rzeczywiście warto obmyślić
          > > jakiś plan bezpieczeństwa. Tylko jaki...? Meldowanie do godzinę??
          >
          > U mnie to funkcjonuje. Może nie co godzinę, ale codziennie jesteśmy w kontakcie
          > tel i jeżeli ja przez cały dzień nie dzwonię, to mój chłop sprawdza dyskretnie,
          > czy żyję.

          Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że u mnie też! Nieślubny dzwoni do mnie z
          pracy kilka razy dziennie, i jeśli nie odbieram (bo mały zasypia mi przy piersi,
          czy mam wyłączone dźwięki i zapomnę włączyć) to potem melduję się smsowo. Nigdy
          o tym nie myślałam w kategoriach jakiegoś zabezpieczenia dla mnie, ot po prostu
          - utrzymujemy kontakt, ale faktycznie, jakbym nie odbierała telefonu i nie
          odzywała się w ogóle niemąż chyba podniósłby alarm.
          • arachnela Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 20:34
            Weźcie się no! Wystraszyłyście mnie. Bo mój na kopalni pracuje a pod ziemią
            nadajniki komórkowe jakoś nie chcą działać i te 8 godzin jesteśmy bez kontaktu.
            I teraz się zaczęłam bać, bo mój syn starszego rodzeństwa nie posiada i jakby mi
            się w domu coś poważnego stało to by to odkrył mąż dopiero gdy wróci z pracy a
            niemowlak by sam po domu krążył sad Bez sensu się nakręciłam, bez sensu.
            • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 21:42
              Arachnela, ale Ty młoda laska jesteś jeszcze, mniej zagrożona zawałem i różnymi
              innymi przypadłościami niż my, stare dupy wielodzietne wink
    • ajhejciu Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 13:41
      To ja mam trochę inne, nurtujące mnie ostatnio pytanie.

      Ostatnio mocno zachorowałam, zapalenie płuc, byłam w strasznym stanie, bardzo
      wysoka gorączka, mdlenie, majaki, dreszcze i takie tam, mam kilkumiesięczne
      dziecko i męża ale nie mamy na miejscu rodziny ani znajomych. Mąż z różnych
      powodów nie mógł wtedy wziąć urlopu dłuższego niż 1 dzień, spytałam się lekarza
      czy nie mógłby dostać L4 na 3 dni, żeby zająć się niemowlęciem bo ja się
      przewracałam o własne nogi a dzieckiem 7-miesięcznym niełatwo się zajmuje,
      raczkuje, chce jeść, trzeba przebrać, nosić, karmić i takie tam, ale lekarz
      odmówił twierdząc, że tylko gdybym była na przykład po poważnej operacji w szpitalu.
      Czy tak jest naprawdę? Akurat nic się dziecku nie stało ale przecież mogłam
      zemdleć z nim. Czy są jakieś regulaminy określające kiedy ojciec może dostać L4
      żeby zająć się dzieckiem w ramach mojej choroby?
      • ib_k Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 13:46
        zmień lekarza!
        Zasiłek opiekuńczy przysługuje ubezpieczonemu, który jest zwolniony od
        wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad:
        # porodu lub choroby małżonka stale opiekującego się dzieckiem, jeżeli poród
        lub choroba uniemożliwia temu małżonkowi sprawowanie opieki,

        # pobytu małżonka stale opiekującego się dzieckiem w stacjonarnym zakładzie
        opieki zdrowotnej,
        • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 13:59
          No właśnie, małżonka, szlag niech ich trafi. Czyli jeśli ja żyję w konkubinacie,
          to mogę się cmoknąć? I nawet gdybym wylądowała w szpitalu, niemąż opieki nad
          dzieckiem nie dostanie? To trochę niesprawiedliwe, nie?
          • ib_k Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:02
            kai_30 napisała
            I nawet gdybym wylądowała w szpitalu, niemąż opieki nad
            > dzieckiem nie dostanie?

            nie mąż nie dostanie, ojciec dziecka jak najbardziej
            • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:51
              No właśnie z przepisów wynika, że nie dostanie. Opiekę nad chorym dzieckiem -
              tak. Opieki nad zdrowym dzieckiem w przypadku mojej choroby już nie.
              • ib_k Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 15:00
                nad zdrowym też , co prawda najpierw napisane jest o małżonku ale już dalej
                pisze się o rodzicu
                Prawo do zasiłku przysługuje na równi matce i ojcu dziecka, a zasiłek wypłaca
                się tylko jednemu z rodziców, temu, który wystąpi z wnioskiem o jego wypłatę za
                dany okres.


                w każdym razie nie spotkałam się z odmową wypłaty zasiłku ojcu dziecka w
                sytuacji choroby matki a jego nieżony

      • filipianka Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 13:50
        żadne L4 ani nawet ZLA tylko zaświadczenie że choroba rodzica stale opiekującego
        się dzieckiem uniemożliwia mu sprawowanie opieki
        i na takie zaświadczenie drugi rodzic ma prawo do max 60 dni w roku zasiłku
        opiekuńczego w wys 80%
        czyli wszystko zależy od lekarza który ma stwierdzić chorobę uniemożliwiającą opiekę
        • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:10
          60 dni zasiłku opiekuńczego w roku przysługuje tylko na dziecko
          chore, na dziecko zdrowe przysługuje 14 dni w roku.
          • filipianka Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:19
            60 dni na dzieci (chore lub zdrowe), 14 dni na innych członków rodziny
            • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:38
              Niestety, mylisz się. Na dziecko chore 60 dni, na zdrowe tylko 14.
              Wiem to na 100%, bo czytałam przepisy, bo mój mąż brał 2 dni na
              zdrowe dziecko jak ja byłam w szpitalu.
              • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:49
                Filipianka, masz rację, nie doczytałam dokładnie: Zasiłek opiekuńczy
                przysługuje przez okres:
                - 60 dni w roku kalendarzowym, jeżeli opieka sprawowana jest nad
                dziećmi zdrowymi do ukończenia 8 lat i chorymi do ukończenia 14 lat,
                - 14 dni w roku kalendarzowym, gdy opieka sprawowana jest nad chorym
                dzieckiem powyżej 14 lat.
              • ib_k Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:49
                el_jot napisała:

                to zweryfikuj te swoje 100%

                Zasiłek opiekuńczy przysługuje przez okres zwolnienia od pracy z powodu
                konieczności osobistego sprawowania opieki, nie dłużej jednak niż przez 60 dni w
                roku kalendarzowym, jeżeli opieka sprawowana jest nad zdrowym dzieckiem do lat 8
                i chorym dzieckiem do lat 14, albo 14 dni w roku kalendarzowym, jeżeli opieka
                sprawowana jest nad dzieckiem w wieku ponad 14 lat lub innymi chorymi członkami
                rodziny
                • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 15:06
                  ib_k napisała:

                  > el_jot napisała:
                  >
                  > to zweryfikuj te swoje 100%

                  Popatrz jeden post wyżej, potrafię przyznać siędo błędu.
                  >
                  >
      • ajhejciu Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 17.03.10, 14:11
        Poszukałam i znalazłam takie informacje na stronie ZUSu:

        Zasiłek opiekuńczy przysługuje ubezpieczonemu, który jest zwolniony od
        wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad:

        1. zdrowym dzieckiem w wieku do lat 8. w przypadku:
        * nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, przedszkola lub szkoły, do
        których uczęszcza dziecko,
        * porodu lub choroby małżonka stale opiekującego się dzieckiem, jeżeli
        poród lub choroba uniemożliwia temu małżonkowi sprawowanie opieki,
        * pobytu małżonka stale opiekującego się dzieckiem w stacjonarnym
        zakładzie opieki zdrowotnej,
        2. chorym dzieckiem w wieku do lat 14,
        3. innym chorym członkiem rodziny (za innego członka rodziny uważa się
        małżonka, rodziców, teściów, dziadków, wnuki, rodzeństwo oraz dzieci w wieku
        ponad 14 lat).

        Zasiłek opiekuńczy przysługuje pod warunkiem, że nie ma innych członków rodziny
        mogących zapewnić opiekę. W przypadku sprawowania opieki nad chorym dzieckiem w
        wieku do lat 2, zasiłek opiekuńczy przysługuje nawet wówczas, gdy są inni
        członkowie rodziny mogący zapewnić opiekę.

        Podstawowym dokumentem stanowiącym podstawę do wypłaty zasiłku opiekuńczego z
        tytułu sprawowania opieki nad chorym dzieckiem lub chorym członkiem rodziny jest
        zaświadczenie lekarskie wystawione na formularzu ZUS ZLA.

        Dokumentem wymaganym do wypłaty zasiłku opiekuńczego z powodu konieczności
        sprawowania opieki nad dzieckiem w wieku do lat 8. są:

        * oświadczenie ubezpieczonego - w przypadku nieprzewidzianego zamknięcia
        żłobka, przedszkola lub szkoły, do których uczęszcza dziecko,
        * decyzja właściwego inspektora sanitarnego zarządzającego izolację - w
        przypadku izolacji dziecka z powodu podejrzenia o nosicielstwo zarazków choroby
        zakaźnej,
        * zaświadczenie lekarskie wystawione na zwykłym blankiecie - w razie
        porodu, choroby lub pobytu małżonka stale opiekującego się dzieckiem w
        stacjonarnym zakładzie opieki zdrowotnej.

        Ubezpieczony występujący o wypłatę zasiłku składa również wniosek o uzyskanie
        tego zasiłku na druku ZUS Z-15. Jeżeli zasiłek wypłacany jest przez ZUS, do jego
        wypłaty niezbędne jest zaświadczenie płatnika składek wystawione na druku ZUS
        Z-3 - w przypadku pracowników albo ZUS Z-3a - w przypadku pozostałych
        ubezpieczonych.


        Czyli w razie (choć mam nadzieję, że coś takiego nie nastąpi) mojej ciężkiej
        choroby chyba spytam tego lekarza czy weźmie odpowiedzialność za niemowlę,
        któremu może się coś stać?
    • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 18.03.10, 13:05
      Jeszcze jedna historia, z mojej pracy. Robiłam kiedyś sprawę
      kobiety, która wychodząc spod prysznica poślizgnęła się, próbowała
      się chwycić zasłonki, ale zasłonka zerwała się z całym stelażem,
      kobieta dostała najpierw tym w głowę, potem jeszcze uderzyła się o
      kaloryfer. Mąż wrócił z pracy, kobieta w łazience nieprzytomna, we
      krwi i w łóżeczku płaczące chyba dwumiesięczne niemowlę. Kobieta
      przeżyła, ale nie potrafi samodzielnie funkcjonować.
      • kai_30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 18.03.10, 13:25
        O jessssooo, weź, bo mi się schiza pogorszy uncertain

        Co prawda, ja nie biorę prysznica jak jestem sama z Młodym w domu, nie ma na to
        szans, i jak widać - ma to swoje dobre strony.

        A swoją drogą - sąsiedzi nie zareagowali na płaczące ciągle przez ileśtam czasu
        dziecko? Nasz blok jest dość akustyczny, myślę że ciągły płacz dziecka za ścianą
        dałby mi do myślenia (zwłaszcza bez innych odgłosów - synek sąsiadów z góry dużo
        płakał, ale zawsze było też słychać jakieś śpiewanie kołysanek czy coś...).
        • el_jot Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 18.03.10, 14:43
          Mi się ta historia co jakiś czas przypomina. Od jakiegoś czasu jak
          jestem sama albo tylko z dzieckiem też nie biorę prysznica ani się
          nie kąpię.

          swoją drogą - sąsiedzi nie zareagowali na płaczące ciągle przez
          ileśtam czasu
          > dziecko?

          Też się nad tym zastanawiam, może to dziecko było płaczliwe i nie
          było w tym nic dziwnego, że płacze. A może nie chcieli się wtrącać.
          • aidan30 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 18.03.10, 15:27
            Znajoma pracująca w PCPR spotkała się z sytuacją gdzie pogotowie przyjechało do
            matki i musiało zabrać ją do szpitala. W domu był 3 miesięczny niemowlak,
            którego również zabrano do szpitala. Szpital powiadomił PCPR i dziecko trafiło
            do pogotowia rodzinnego na czas pobytu matki w szpitalu. Ojciec był w trasie.
            Teraz dziecko mogą zabrać tylko musieli pisać pismo do sądu. W przypadku jak
            ojciec ma ograniczone prawa dzieci trafiają do pogotowia rodzinnego również, a
            dopiero potem sąd decyduje co dalej.
            • anyx27 Re: A co wtedy z dzieckiem? Pytanie hipotetyczne. 18.03.10, 18:25
              Kiedy młoda miała 4lata dostałam mikroudaru. Zadzwoniłam najpierw do męża, potem
              na pogotowie, ale nie mogłam mówić (tzn. mogłam, ale to był bełkot, nie
              potrafiłam podać adresu). moja córcia podała adres. pogotowie przyjechało,
              pytali, czy mam z kim zostawic dziecko , czy jedzie z nami do szpitala. akurat
              wtedy przyszedł mąż, wiec nie było potrzeby, zeby mała jechała z nami.

              ponieważ ja choruje przewlekle i rózne rzeczy mogą się wydarzyć, moja mała od
              ok. 3 roku zycia zna swoje i moje dane (imie i nazwisko), adres, wie, gdzie
              pracuje tata. zna też nr na pogotowie. wie, że gdyby coś się stało, ma lecieć do
              sąsiadki i dzwonić do taty.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja