chce.pomocy
07.04.10, 10:01
Piszę do Was pod innym nickiem. Używany zazwyczaj na forum-jest za bardzo rozpoznawalny.
Sprawa o której chcę napisać dotyczy jednej z moich sióstr ciotecznych, a dowiedziałam się o niej podczas ubiegłych świąt.
Nakreślę krótko jej historię:
Dziweczyna po 30-tce, od kilku lat mężatka z chłopakiem, którego przed ślubem znała 5-6 lat. Dwoje dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.
Chłopak przed ślubem był całkiem OK. Spotykaliśmy się rzy okazji zjazdów rodzinnych. Największą jego wadą był wieczny brak pracy. Zawsze jakaś oferta mu nie odpowiadała-tu godziny, tu praca w soboty, itp. Często dorabiał sobie w weekendy obsługując wesela i tego typu ipmrazy.
Po ślubie jego rodzice kupili mu mieszkanie, zapisując je na niego. Po ślubie mu "odbiło". Żonę swoją zaczął traktować jak swoją własność, wydawał jej polecenia-zrób to i to, sam rozsiadając się wygodnie w fotelu. Dzieci-sam się nie zajmie. Jak ona pracowała a on nie-nie umiał się nimi zająć, przychodzili jego rodzice. Dziecko według niego ma grzecznie siedzieć przy stole, ubrane w odświętne ubrania, uśmiechać się i generalnie nie przeszkadzać. Dzieci się go boją i tak się zachowują jak on jest. Prawdopodobnie są bite ( z tego co się zorientowałam-pasem). Jego żona znalazła czas na to by zrobić coś dla siebie-zrobiła prawo jazdy. W bólach bo on utrudniał jej jak mógł wychodzenie na kurs ( opieka nad dziećmi) i demotywował przy każdym niezdanym egzaminie. ( po co ci to, kto się zajmie dziećmi, itp). Teraz rozpoczęła studia w systemie zaocznym. Ma problemy z opieką dzieci na weekendy. Dodam tylko, że on nie ma prawa jazdy( nie potrzebne mu), nie ma szkoły skończonej(po co mu), itp.
Jak pracuje-za pensje kupuje sobie sprzęt ( aparat, komp. itp), który trzyma pod kluczem. Dzieci i ona nie mogą go dotykać-bo zniszczą. Jak wyciągnie aparat i robi im zdjęcia-mają się ubrać i grzecznie siedzieć z uśmiechem i czekać jak on ustawi wszystkie parametry i zrobi zdjęcie. Jak mu nie wyjdzie-marudzi i winą obarcza ją i dzieci i "sesja" od nowa. Ona za swoje zarobione pieniądze płaci rachunki za mieszkanie, utrzymuje i ubiera dzieci. Natomiast ubrania kupuje takie-na które dostaje zgodę Np. nie może kupić używanych)
Członkowie jej rodziny nie mogą wchodzić do "jego" mieszkania. Jak przyjeżdża jej siostra to stoją pod blokiem-ona nie wchodzi, bo on ją wyrzuca z mieszkania. Jej rodzina mieszka w innym mieście. Jest tam sama.
Często się awanturuje, rozwala sprzęty domowe. Dziewczyna raz wezwała policję-to on uciekł. Zadzwoniła też na niebieską linię. Trwa w tej sytuacji, ponieważ nie wie co z dziećmi począć. Uważa, że mieszkanie jest jego i on się z niego nie wyniesie, a ona nie ma gdzie z dziećmi pójść.
Jest dręczona, umęczona. Sytuacja powoli ją przerasta. Zastanawiam się ile jeszcze zniesie.
Ja mieszkam daleko. Na miejscu ona jest sama z jego rodziną.
Jak mogę jej pomóc?