Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem?

14.04.10, 22:34
Być może temat oklepany, ale mnie to cały czas zastanawia.
Urodziłam 2,5 miesiąca temu, mam pięknego, zdrowego, grzecznego synka,
chodziłam do szkoły rodzenia i...no właśnie. W szkole rodzenia dużo było na
temat porodu, multum na temat karmienia piersią - same plusy, a nic na temat
rzeczywistości. Tzn., nikt (również z otoczenia) nie wspomniał tak oczywistych
teraz dla mnie rzeczy jak to, że dziecko po powrocie ze szpitala klimatyzuje
się, może być niespokojne, płakać. Że na początku może być niemoc i strach
przed tym małym zawiniątkiem, że ta ogromna miłość może pojawić się z
opóźnieniem, że instynkt macierzyński nie istnieje??? Bo nie istnieje, to jest
naukowo udowodnione, bo instynkt mają zwierzęta, my ludzie musimy się
wszystkiego nauczyć, ewentualnie mamy intuicję i po jakimś czasie zaczynamy
rozumieć i czuć naszego maluszka.
Pytam o to wszystko, bo gdybym była do tego przygotowana, to nie miałabym
pewnie tak silnej depresji (a może tylko mocnego baby blues`a). U mnie na
początku było naprawdę źle. Do tego bardzo, ale to bardzo bolały mnie piersi
przy karmieniu, nie przeszło do końca, tj przez 6 tygodni. W szkole rodzenia
tak nam wmówiono, że karmienie piersią jest łatwe, że każda może karmić, że
tylko złe matki karmią butelką ( to niedosłownie, ale tak między wierszami),
że sama myśl że może powinnam przestać karmić powodowała mój płacz, poczucie
porażki i jeszcze bardziej pogłębiała depresję. Przeleczyłam się na grzybicę,
nauczyłam prawidłowo dostawiać, a i tak w końcu straciłam pokarm. Do dzisiaj
mam poczucie porażki, ale nie tak duże jak przy odstawianiu.
No i brak zrozumienia otoczenia dla mojej depresji, wszyscy wokół kiwali
głowami niby ze zrozumieniem, ale w wypowiedziach sugerowali ze ta cała
depresja to wymysł rozkapryszonych panienek, którym nie chce się wychowywać
dziecka.
Piszę to wszystko bo uważam, że gdyby troszkę mniej idealizowałoby się
macierzyństwo, a bardziej nastawiało na rzeczywistość, na początku trudną, ale
potem faktcznie piękną, to byłoby nam łatwiej.
Czy też tak uważacie?
    • gazeta_mi_placi Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:38
      Też uważamy,że macierzyństwo jest przereklamowane a czasopisma o "dzidzi" robią
      nam papkę z mózgu.
    • solaris31 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:41
      tak, tez tak uważam.

      za duzo słodkich uśmiechniętych bobasków jest w tv. za dużo
      młodych mam prosto od fryzjera i manikiurzystki. bo rzeczywistośc na
      początku jest nieco inna, a my mamy tendencję do wierzenia tv ,
      cokolwiek by nie pokazała wink

      rozumiem Cię dobrze, bo chociaż nie przechodziłam przez depresję,
      to baby blues miałam jednak dość silny.
    • wieczna-gosia Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:41
      ja moze zle gazety czytam smile ale przed pierwszym prodem zostalam
      nafaszerowana takimi horrorem (porod masakra boli, tragedia,
      karmienie piersia to koszmar, dzieciak non stop sie drze, nikt cie
      nie lubi, jestes gruba i popuchnieta, ptaki na ciebie s.raja itd, ze
      i w czasie porodu i po porodzie rozczarowywalam sie wylacznie
      pozytywnie smile
      • anyx27 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:44
        Nie od dziś wiadomo, że szkoły rodzenia są przereklamowane i niczego sensownego
        nie można tam sie dowiedzieć. kolejny twór pozwalający zbijać łatwą kasę.
        • bri Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 11:59
          Też się skłaniam ku temu poglądowi, jak widzę jakie informacje
          wynoszą z nich koleżanki. Sama zaliczyłam tylko dwie lekcje, bo
          urodziłam przed terminem. W czasie tych zajęć zdążyliśmy szczegółowo
          omówić wybór kosmetyków niemowlęcych dostępnych na rynku i marki
          pieluch jednorazowych uncertain
    • aurita Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:49
      no z tym karmieniem to powinni powiedziec ze karmi sie na okraglo. Czulam sie jak maszynka do karmienia. Zero wlasnego istnienia. Mialam malo pokarmu i tylko przerwy na siusiu. Albo karmilam albo sciagalam albo dokarmialam. I tez plakalam, ze nie moge nakarmic dziecka do syta. Czulam sie niewartosciowa...Mialam szczescie bo trafilam na madra lekarke i ktora poprostu zapytala mnie z wielkim zainteresowaniem "a co tak pani zalezy ?" - na to pytanie nie umialam odpowiedziec i nagle cyk: karmienie stalo sie przyjemnoscia a dokarmialam butla z modyfikowanym (mala pieknie ssala butle i piers na zmiane, gdyby nie ona to by to karmienie piersia sie nie udalo). I tak zostalam zla matka, i bylo NAM z tym cudownie. Bo zestresowana matka to zestresowany niemowlak!
      • bweiher Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:57
        O tak.to wszystko prawda.
        Piekne i uśmiechnięte matki i ich dzieci na okładkach gazet,w
        reklamach...
        A biada tej która się poskarży!To zaraz zła kobieta jest
        ,zabrać jej dziecko!

        Dla tego strasznie spodobała mi sie Chylińska(której nigdy
        specjalnie nie lubiłam)po jej wypowiedziach na temat macierzyństwa big_grin
      • gweaka Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:02
        aurita napisała:

        > no z tym karmieniem to powinni powiedziec ze karmi sie na okraglo.
        Czulam sie j
        > ak maszynka do karmienia.

        Nic niem owia. Nazywaja to trudem. Ogolnikami operują, tak że nie
        wiadomo o co chodzi. Nie ma zadnych szczegółioqw. Mi na szczescie
        nie przysdzlo w oogle do glowy, ze bede naturalnie karmiła! od razu
        na modyfikowanym jechal. Nie dopuszczalam do siebie tej mysli, bo..
        i tak bylo sporo roboty z malym dizekciem i dokladanie do tego
        jeszcze karminia soba jest jebni..ęte
        • joxanna Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:11
          hm, ja mam wrażenie, że ze zwykłych ciążowych podręczników i szkoły rodzenia usłyszałam w zasadzie wszystko - i że będzie pięknie i że będzie strasznie. I o porodzie i o okresie poporodowym.

          Może to była taka 'przenaturalniona' szkoła rodzenia?

          Jedno co mnie zaskoczyło, to że tak bardzo nagle zaczęłam się bać o dziecko. I dziś i w przyszłości. I ten strach mnie paraliżował. Pytałam moją mamę kiedy to minie, a ona uśmiechnięta, między łykiem kawy a ciasteczkiem powiedziała 'Oh, przecież to nigdy nie minie. Po prostu przywykniesz'. smile
    • burza4 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 22:55
      moja przyjaciółka skwitowała to kiedyś tak: "dlaczego matka mnie nie uprzedziła,
      że 6 lat nie zjem w domu spokojnie żadnego posiłku???"

      większość problemów to jest kwestia odporności psychicznej, karmiłam córkę
      krótko i do głowy mi nie przyszło mieć z tego powodu wyrzuty sumienia, czułam
      tylko niebotyczną ulgę. Szczególnie że ma końskie zdrowie.
      • zonajana Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:37
        No to do swietnej szkoly rodzenia trafilam, bo nam mowia duzo o trudach, o
        niepowodzeniach, o tym, ze roznie moze byc, ale najwazniejsze, to co mamy z tym
        faktem zrobic i jak nie zwariowac.

        I chodze do mega naturalnej szkoly, ale czuje sie fachowo i bez indoktrynacji
        poinformowana o cc, o zzo, o mleku mod., o depresji, o zmeczeniu i wogole
        wszystkich cieniach ciazy, porodu i pologu. Z tym, ze non stop tluka nam do
        glowy, ze wiekszosc stresu same sobie fundujemy.
    • a_gurk Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:33
      Boże Święty nie mówia nam tysiaca rzeczy. Właściwie teraz jak widzę
      artykuły w Dziecku, Rodzicach i tp., to mam ochotę nimi rzucać o
      ściany. Pisze sie zbyt malo o depresji poporodowej i jak sobie
      pomóc, kiedy nikt nie może pomóc, bo np. mieszka się od swoich
      przyjaciół setki kilometrów, rodzina ma Cię gdzieś (woli Cię pouczać
      niż pomagać), a mąż jak to mężczyzna zwyczajnie nie rozumie Twoich
      uczuć. Jak pogodzić karmienie dziecka niemal non stop, gotowanie
      posiłków (przeciez musi jesć, żeby mieć pokarm) zachowując zaleconą
      dietę (kolejna głupota moim zdaniem), mieć czas na siusiu i umycie
      się i posprzątanie mieszkania. Trudno znaleźć informacje o połogu,
      jak długo trwa krwawienie i jak to wygląda (bo to niej jest zbyt
      fotogeniczny temat, prawda?). Karmienie piersią może być nawet
      przyjemne i dostarczać wręcz seksualnych doznań, może również być
      męką, bólem i walką, nie wspominając o zastojach, zapaleniach,
      nieprzespanych nocach oraz obwisłym biuście po zakończeniu karmienia
      (no i brzydkiej skórze brzucha po ciążach). Niewiele się pisze o
      gojeniu sie krocza (nie każdej sie goi rach ciach), bólu po nacięciu
      lub rozgległym pęknieciu, wynikających stąd problemach oraz
      chorobach i infekcjach będących skutkami ciązy i porodu. O kosztach
      wychowywania dzieci. O obciążeniu psychicznym, gdy ma sie
      wrzeszczącą, niezależną, aktywną (czyli normalną) dwójkę pociech
      przez cały dzięń. O karmieniu niejadka, który nawet nie chce niczego
      nowego spróbować i to trwa przez kilka lat. O poczuciu winy, że się
      nie jest idealną matką (a w ogóle co to znaczy?) i strachu, że jak
      coś zaniedbasz, zaraz odpowiednie służby się Tobą zainteresują. O
      beznadziejnej opiece lekarskiej i walce o odpowiednią, indywidualną
      terapię dla maleńkiego dziecka, bo przecież każdy przypadek jest
      inny, a ty nie możesz czekać, aż wyjdzie jego choroba w wieku 5 lat.
      Macierzyństwo jest piękne i daje dużo radości, jednak często rodzice
      zostają sami ze sobą, gdy pojawiają się problemy. Rzadko ktoś
      pomaga, częsciej się ich straszy i poucza.
      Czy mam jeszcze wymieniać inne tematy rzadko lub wcale nieporuszane
      na łamach popularnych czasopism dla rodziców czy stronach
      internetowych?
      • epb3 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:35
        a ja o tym wszystkim gdzies sie naczytalam, dopytalam, dosluchalam...
        bylam raczej pozytywnie rozczarowana.
        • falka32 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:55
          Mówi się, mówi - i pisze nawet. Coraz częściej.

          Tu masz na przykład - kultowa książka:
          Pierwsze dziecko
          zmienia wszystko
        • nvera Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:55
          Ja pytałam i koleżanek i na forum i szukałam tego czego jeszcze mogę nie
          wiedzieć, a że moja ciąża nie była planowana to nie zdążyłam nakręcić się jak
          to będzie pięknie, tylko wszystko jakoś tak przyszło szybko i nagle a ja się w
          to musiałam wbić. Owszem pierwsze dni był dramat! Byłam głodna, nie umyta i
          czekałam tylko aż ktoś będzie w domu żeby cokolwiek zrobić. A potem olałam smile
          Jak się nie da to trudno! Myłam się, robiłam pranie i prasowanie po nocach jak
          mała spała, zaczęłam bardziej angażować męża i odpuściłam sobie czynności zbędne
          np sprzątaniesmile
          Karmię i odciągam mleko przy laptopiesmileUdało mi się napisać i obronić pracę-po
          porodzie!
          Nagle dziecko zrobiło się spokojniejsze a ja mam tyle czasu że mogę siedzieć na
          internecie pół dniasmilei jakoś idzie samo do przodu...
          • nvera Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:57
            Tak mi przyszło do głowy że wypadałoby ten wątek umieścić np na forum o
            ciąży...żeby przyszłe matki dowiedziały się tego czego myśmy nie wiedziały!
      • tabakierka2 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 08:04
        a_gurk napisała:

        >
        > Czy mam jeszcze wymieniać inne tematy rzadko lub wcale
        nieporuszane
        > na łamach popularnych czasopism dla rodziców czy stronach
        > internetowych?

        Ja poproszęsmile
        i jeszcze o bardziej szczegółowy opis tego, co napisałaś wcześniej.
    • tym08 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 14.04.10, 23:57
      Zaczne moze od tego, ze bardzo dlugo nie lubilam dzieci. Nie
      interesowaly mnie, dopoki sama nie weszlam w faze "chce dziecko!". A
      i wtedy nie bardzo wiedzialam o co pytac mamy/babci/dzieciatych
      kolezanek. Do szkoly rodzenia nie chodzilam, w ciazy przeczytalam 1
      czy 2 poradniki/ulotki nt. porodu i opieki. Wiedzialam tylko tyle,
      ze porod boli jak cholera i ze przy dziecku nic juz nie zrobie, bo
      trzeba bedzie sie nim non stop zajmowac. Ciaze traktowalam
      normalnie, chodzilam do pracy, na kurs, nosilam siaty z zakupami.
      Porod mialam w terminie, przez kilka godzin wogole nie wiedzialam ze
      zaczynam rodzic - bo przeciez mialo tak strasznie bolec. Nie mialam
      znieczulenia, urodzilam szybko. Dziecko bylo jak aniol. Spala, jadla
      (wcale nie wisiala calymi dniami na piersi), rozgladala sie wokolo.
      Praktycznie nie plakala. Przez pierwsze kilka miesiecy doslownie sie
      nudzilam, bo mloda nie byla wymagajaca.
      w szpitalu nikt nie pokazywal mi jak przystawiac do piersi, jak
      kapac czy przewijac. Robilam to instynktownie. Nie balam sie ze
      zrobie jej krzywde (mama ciagle wmawiala mi, ze noworodek jest "jak
      pianka" - kruchutki).
      Mi nikt nie idealizowal maciezynstwa, do tego co czytalam/czytam
      podchodze z dystansem, nie wierze slepo w kazde slowo.
      Takie samo mialabym zdanie, gdybym miala inne (placzace/nerwowe ipt)
      dziecko, ba mysle ze i z bliznakami dalabym sobie swietnie rade.
      • mikas73 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 06:52
        Właściwie cały Twój post to jakbym czytała o sobie w czasie mojego
        pierwszego macierzyństwa smile.
        Jednak czytając te słowa uśmiechnęłam się z zadumą:
        > Takie samo miałabym zdanie, gdybym miała inne (placzace/nerwowe
        ipt)
        > dziecko, ba mysle ze i z bliżniakami dalabym sobie swietnie rade.
        Rozumiem, że takie: Macierzyństwo jest zawsze piękne a mama da
        sobie radę ze wszystkim bez mrugnięcia okiem?

        Tak samo byłam tego pewna, tylko że ja urodziłam drugie kochane ale
        marudne i kolkowe dziecko. Nie będę opisywać ekstremów jakich
        doznałam, będąc przecież doświadczoną 10 letnim już macierzyństwem,
        35 latką, z super mężem (przy pierwszym dziecku byłam praktycznie
        samotną matką).
        Pewnie, że dałam sobie radę ale ja już wiem (dopiero?), że można
        różnie przeżywać te pierwsze chwile - nie koniecznie, patrząc na
        siebie jak na supermatkę.

        Też uważam, że o tych ciężkich mało się mówi a wciąż uśmiechające
        się na zdjęciach i reklamach niemowlaczki mogą co u niektórych mam
        wywołać rozdwojenie, po zestawieniu z trudniejszą, niż oczekiwaną
        rzeczywistością. Nie mówię tu o zdziwieniu: że nie może sobie
        pospać, wypić o czasie kawki, że niemowlę płacze. Mówię o
        uświadamianiu przyszłym mamom: emocji -tych złych niestety- które
        mogą im towarzyszyć, pojęcia depresji poporodowej - bo ona dopada,
        też supermatki, które ze wszystkim dają sobie radę.
    • sueellen Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 00:10
      Oprocz tego są jeszcze poty nocne, goraczka, bol kurczacej się macicy i kilka
      innych atrakcji. Na pocieszenie powiem Ci, że najgorsze za Tobą. Karmienie
      butelką (moim zdaniem) jest łatwiejsze niż piersią i mimo, ze karmię mieszanie,
      nie mogę się wprost doczekać kiedy przestać. Jeśli czujesz, że kp jest w Twoim
      wypadku za trudne, nie daj się ideologii. Na początku kiedy pierwszy raz podałam
      butelkę (chyba po miesiacu) bo już byłam wykończona karmieniem praktycznie
      24h/dobę, koszmarnym bólem i grzybicą, też czułam się winna, ale potem
      stwierdziłam, że niech się dobre ciocie bujają bo ja wiem lepiej co jest dla nas
      lepsze.

      Teraz synek bedzie coraz bardziej komunikatywny, będzie sprawial Ci coraz więcej
      radości i na tym się skup zamiast płakać nad straconym mlekiem.
      • czar_bajry Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 00:20
        Nie chodziłam do szkoły rodzenia, jak miała się urodzić moja pierwsza córka
        szkoły rodzenia były jeszcze w powijakachsmile miałam cesarkę i wiedziałam że
        następne też będą cesarki a opieki nad noworodkiem nie musiała się uczyć.
        Nikt nie robił mi wody z mózgu i nie wmawiał iż karmiąc butelką jestem złą
        matkątongue_out całą trójkę wykarmiłam butlą, były zdrowe bez kolek przesypiały całe
        noce i rozwijały się prawidłowo a ja nie miałam stresówsmile
        Nie twierdzę że szkoły rodzenia są złe ale uważam że każda matka powinna sama
        decydować jak chce karmić i wychowywać swoje dziecko a położne mogą tylko pomóc
        i utwierdzić ją w wyborze jaki kolwiek by nie był. A szkoła rodzenia powinna się
        sprowadzać do porodu tak jak nazwa na to wskazuje.
      • anyx27 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 00:22
        Nigdy nie czułam się winna, że karmiłam butlą. Bo niby dlaczego? ja widzę same
        plusy takiego karmienia - dziecko najedzone, mama wyspana, cycki podniesione,
        tata, babcie przejmują część karmienia.
      • elske Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 00:39
        Ja z perspektywy czasu cieszę się , że kiedy byłam pierwszy raz w ciąży, nie
        miałam dostępu do internetu. Ciąża była bezstresowa (żadnego sprawdzania na
        forach wyników badań, analizowania każdego skurczu i innych cudów). Nie
        chodziłam do szkoły rodzenia, nie czytałam podręczników ,tylko kilka artykułów w
        gazetach o karmieniu piersią i pielęgnacji niemowlaka. Porozmawiałam z kilkoma
        mamami na temat porodu.I to wszystko.Zdałam się na swoją intuicje .

        Pamiętam jeden artykuł , który w pewien sposób pokierował mną po porodzie.Pisano
        tam że mam prawo: być zmęczona , niewyspana, mieć w domu bałagan.Bo ja i dziecko
        znalezliśmy sie w nowej sytuacji i uczymy się nawzajem siebie.
        Mój mąż pierwszy miesiąc po porodzie jadł tylko parówki na gorąco , bo
        odpuściłam sobie gotowanie.Sprzątanie -na poczatku tylko ogarniałam z lekka
        pokój i to wszytko.Córka pierwsze 3 mies bardzo długo jadła - wypożyczyłam dużo
        książek z biblioteki, kładłyśmy się razem , ona jadła ja czytałam.Spałam kiedy
        dziecko spało.
        Dla mnie pierwsze pół roku, to była bajka smile (pomijając nocne karmienia
        ,trwające 1,5 godz , każdej nocy od 2.30 do 4.00).
        • tully.makker [...] 15.04.10, 10:15
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • gazeta_mi_placi Re: kocham takie teksty 15.04.10, 11:14
            Co to za facet co nawet obiadu nie umie ugotować karmiącej (więc wymagającej więcej witamin) żonie?
            Jak mógł dopuścić,żebyś żywiła się tylko parówkami?
            Wstyd mi za takich mężczyzn..
            • tabakierka2 Re: kocham takie teksty 15.04.10, 11:21
              gazeta_mi_placi napisała:


              > Jak mógł dopuścić,żebyś żywiła się tylko parówkami?

              a elske napisała, że oboje jedli te parówki?suspicious
              bo ja pamiętam, że tylko mąż.

              > Wstyd mi za takich mężczyzn..

              dlaczego za mężczyzn? oni mieli matki, które ich gotować nie
              nauczyły.
              • gazeta_mi_placi Re: kocham takie teksty 15.04.10, 11:55
                Zawsze można samemu się nauczyć gotować (ja sama się nauczyłam i to po ślubie).
                Nie ma co każdą pierdołę zwalać na rodziców czy matkę.
                • tabakierka2 Re: kocham takie teksty 15.04.10, 12:08
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > Zawsze można samemu się nauczyć gotować (ja sama się nauczyłam i
                  to po ślubie).

                  jeśli chęci są, to owszemwink

                  > Nie ma co każdą pierdołę zwalać na rodziców czy matkę.

                  jeśli mamusia całe życie obiadek, śniadanko i kolacyjką pod nos
                  podstawiała, to taki pan-maż wygodnictwa się nauczył i pewnie
                  najzwyczajniej w świecie nie bedzie mu się chciało.
        • tully.makker Napisze jeszcze raz 15.04.10, 12:24
          > Mój mąż pierwszy miesiąc po porodzie jadł tylko parówki na
          gorąco , bo
          > odpuściłam sobie gotowanie.

          Czy twoj maz jest niepelnosprawny albo nie ma rak, ze nie potrafi
          ugotowac obiadu dla rodziny?
          • gazeta_mi_placi Re: Napisze jeszcze raz 15.04.10, 12:41
            tully.makker napisała:

            > > Mój mąż pierwszy miesiąc po porodzie jadł tylko parówki na
            > gorąco , bo
            > > odpuściłam sobie gotowanie.
            >
            > Czy twoj maz jest niepelnosprawny albo nie ma rak, ze nie potrafi
            > ugotowac obiadu dla rodziny?


            No właśnie...
            Cudów nie można oczekiwać,ale pomidorówkę czy kurę każdy chłop powinien umieć ugotować...
            • czar_bajry Re: Napisze jeszcze raz 15.04.10, 14:15
              gazeta_mi_placi napisała:

              No właśnie...
              > Cudów nie można oczekiwać,ale pomidorówkę czy kurę każdy chłop powinien umieć u
              > gotować...


              Ale czy musiał gotować???
              Będziesz im jadłospis układać, nie chciał nie gotował jadł parówki.
              Jak mnie się nie chce to też nie gotuję i rodzinka wcina parówki i mrożoną
              pizzę- i co zabierzesz mi dzieci????tongue_out
              • gazeta_mi_placi Re: Napisze jeszcze raz 15.04.10, 14:47
                Niby tak,ale mógł pomyśleć czasem o żonie i ugotować jej (i sobie) coś
                smacznego.Dla ich żołądka i zdrowia pewnie lepiej niż te nieszczęsne parówki...
            • elske Re: Napisze jeszcze raz 15.04.10, 15:20
              gazeta_mi_placi napisała:

              > tully.makker napisała:
              >
              > > > Mój mąż pierwszy miesiąc po porodzie jadł tylko parówki na
              > > gorąco , bo
              > > > odpuściłam sobie gotowanie.
              > >
              > > Czy twoj maz jest niepelnosprawny albo nie ma rak, ze nie potrafi
              > > ugotowac obiadu dla rodziny?
              >
              >
              > No właśnie...
              > Cudów nie można oczekiwać,ale pomidorówkę czy kurę każdy chłop powinien umieć u
              > gotować...

              Oj , widzę że muszę sprostowanie napisać. Na parówkach jechał mój małżonek (ja
              byłam na diecie eliminacyjnej).Moj mąż był poza domem 12 godzin (sam dojazd do
              pracy w jedna stronę zajmował 1,5 godz ).W domu spokojnie sobie radziłam z
              dzieckiem.

              A jeśli chodzi o to czy potrafi gotować.Cóż, potrafi bo go nauczyłam. Teściowa
              nie zdążyła.Miała raka,mój mąż opiekował się nią przez 3 lata (karmienie, mycie,
              zmiana pieluch).Teściowa umarła o północy, maż rano pisał maturę.
              • tully.makker Re: Napisze jeszcze raz 15.04.10, 16:04
                Teściowa
                > nie zdążyła.Miała raka,mój mąż opiekował się nią przez 3 lata
                (karmienie, mycie
                > ,
                > zmiana pieluch).Teściowa umarła o północy, maż rano pisał maturę.
                >
                Wspolczuciem dla meza z powodu smierci matki. Tym niemniej wciaz
                uwazam, ze gotowanie to zadna filozofia i spokojnie mozna sie
                nauczyc samemu, jak ja np.
            • izabelka0207 Re: Napisze jeszcze raz 18.04.10, 21:20
              Sorki! I kto to mówi! Jeszcze nie dawno czytałam Twój post,w którym się żaliłaś,
              że mąż Ci nie pomaga w domu. Ciekawe czy będzie Ci pomagał jak będziecie mieli
              małe dziecko...
    • morekac Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 00:58
      nic na temat
      > rzeczywistości.
      Bo jakbyś wiedziała, to może zrezygnowałabyś z potomstwa i miałabyś
      lepiej? wink
      • martishia7 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 01:21
        Mówię Ci, w każdym oddziale ZUSu jest taki Tajny Departament ds.
        Przeciwdziałania Kryzysowi Systemu Emerytalnego. I tam złośliwe prukwy w wieku
        daleko postbalzakowskim na zmianę produkują się na forach dla mam i redagują
        artykuły do prasy dziecięcej, żeby kobiety skuszone wizją sielskości
        macierzyństwa mnożyły się na potęgę.
    • kozica111 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 06:47
      Ja mam odmienne doświadczenia - obserwując moje dzieciate koleżanki, oraz
      czytając sobie rożne fora wiem że nie będzie różowo i na to się nastawiam.
      Macierzyństwo kojarzy mi się z ropiejącymi piersiami,przetoką przy bliźnie cc,
      nieprzespanymi nocami, brakiem czasu dla siebie, kolkami itp;liczę więc że z
      taką "wiedza" może się zdziwię pozytywnie wink
      • hugo43 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 07:42
        wszystko prawda!!!poczatki sa tragiczne!!!zwlaszcza jesli nie ma
        nikogo do pomocy.i o ile z czasem wszystko sie unormuje,ulozy jako
        tako,to dla mnie wciaz od 14-tu miesiecy najwiekszym marzeniem jest
        przespanie 8 godz bez przerwy.
    • evee1 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 07:51
      Ja sie nastawilam na totalna katastrofe, wiec w zasadzie bylo lepiej
      niz sie spodziewalam wink.
      Poza tym zalozylam, ze zycie z dziecmi polega na przechodzeniu z
      jednego etapu w inny i Kazdy nma swoje wady i zalety i kazdy trzeba
      przeczekac. Jak narazie sprawdza sie to od kilkunastu lat wink.
    • mruwa9 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 07:58
      Bo gdyby mowilo sie, jak moze byc naprawde, to zadna przyszla matka
      po prostu w to nie uwierzy ( spanie w rzutach po 2 godziny i mniej?
      Nieeee.. to niemozliwe, ja bym tego nie przezyla..) I cale
      szczescie, bo w przeciwnym razie ludzkosc by juz dawno wymarla.
    • marieclaire12 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 07:58
      Bardzo słuszny post! Masz racje. Może macierzynstwo nie jest
      przereklamowane, bo to cudny czas, ale fakt KARMIENIE PIERSIĄ NIE
      JEST ŁATWE, pierwsze tygodnie z dzickiem SĄ TRUDNE, powiedzmy sobie
      szczerze.
      Uwierz mi, ze z czasem bedziesz czerpala wieksza radosc z
      macierzynstwa,ale to moze byc nawet pol roku, 8 miesiecy jak dziecko
      zacznie byc kontaktowe.
    • lolinka2 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 08:00
      a ja czegoś NIE rozumiem

      jesteśmy ssakami? tak
      jesteśmy samicami? tak
      mamy jakieś instynkty okołodzieciowe? tak

      i przeciętna samica z tytułu powicia potomstwa nie wpada w
      przerażenie śmiertelne i nie jojczy czego to nie wiedziała, bo to co
      jej trzeba bez szkół rodzenia, gazetek i książek wie.

      Ponieważ opieka nad dzieckiem jest delikatnie mówiąc nieco bardziej
      złożona niż nad takim np małym niedźwiadkiem big_grin więc książki
      traktujące o technikach - OK, ale dysponujący średnioprzeciętną
      wyobraźnią człowiek chyba potrafi skojarzyć, że dziecko posiada otwór
      gębowy z którego z różną częstotliwością (a zgodnie z prawami
      Murphy'ego na ogół w momentach niepożądanych) wydobywa się ryk, i
      jeść chce, i robi w gacie... i jakie zaburzenia logistyki domowej to
      może wywołać (niedospanie np, problemy przejściowe ze skoordynowaniem
      działań sprzątającokuchennych z potrzebami dziecka i potrzebą
      wypoczynku matki). Muszę przyznać, że dziwią mnie takie opinie, bo
      nie uważam jakobym była szczególnie przewidująca na codzień (raczej
      brak mi wyobraźni), ani posiadała zdolności uznane ogólnie za
      nadprzyrodzone, natomiast mnie (i chłopu) naturalnym i oczywistym się
      wydało że to życie się przeorganizuje w jaki sposób, bo zmieniła się
      liczebność, struktura rodziny... bo przez jakiś czas kluczowe będą
      potrzeby młodzieży (przy jednoczesnych staraniach zrównoważenia ich z
      własnymi potrzebami rodziców). I jakoś tak normalnie, bez przewrotów,
      ale i bez żalu czy obwiniania dziecka o wywołanie zamętu to przeszło.
      Po prostu - obiad z trzech dań podany punkt 12.30 nie jest i nie był
      priorytetem, muzealny wygląd mieszkania też nie, wyjścia rozrywkowe
      każdego wieczora podobnie... zasadniczo zmieniło się więc niewiele smile
      a na książkę, net, kąpiel fajną itp. czas był, i jest.
      • kawka74 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 08:16
        przeciętna samica z tytułu powicia potomstwa nie wpada w
        > przerażenie śmiertelne i nie jojczy czego to nie wiedziała, bo to co
        > jej trzeba bez szkół rodzenia, gazetek i książek wie

        Guzik prawda, Lolinko. Duży guzik.
        Gdyby tak było, pani doradczyni laktacyjna nie biegałaby od jednego domu do
        drugiego z wywalonym językiem, a pisma i strony internetowe nie serwowałyby
        długich artykułów o tym, jak prawidłowo i skutecznie karmić piersią.
        Nie wiedziałam, karmiona tekstami typu 'noworodek głównie śpi', że moja córka
        będzie zasypiała o piątej rano na dwie godziny.
        Mój instynkt okołodzieciowy sprowadza się do tego, że jestem gotowa zatłuc
        każdego, kto choćby spróbuje skrzywdzić moje dziecko. Reszty musiałam się
        nauczyć i przeżyć, żeby wiedzieć.
      • mikas73 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 08:20
        Chyba jednak nie jesteśmy tyko samicami i czymś różnimy się od
        zwierząt a Twój atawistyczny opis macierzyństwa tylko do tego się
        ogranicza.
        Może czasami nie chodzi o: zamęt,obwinianie dziecka,o czas na
        wyjście do kina, czy przeczytanie książki. Można to mieć o czuć to,
        co się czuje.
        Użyj swojej wrażliwości, nie tylko wyobraźni.
        • lolinka2 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 11:19
          mikas73 napisała:

          > Może czasami nie chodzi o: zamęt,obwinianie dziecka,o czas na
          > wyjście do kina, czy przeczytanie książki. Można to mieć o czuć to,
          > co się czuje.

          to znaczy, tak konkretnie, CO czuć?

          bo może ja nie rozumiem...?
          • mikas73 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 11:57
            Jednym zdaniem: czuć się do du.....py.
            • lolinka2 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 18.04.10, 21:24
              mnie uczyli, że czucie się do doopy nazywa się depresją, i że to się
              leczy.
    • flydot Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 08:49
      Ja też nafaszerowana tymi obrazkami o szczęśliwym macierzyństwie
      (dziecko w wózku śpi, ja na ławeczce z gazetką i takie tam) czułam
      się beznadziejną maciorą, która nie rozumie dlaczego nie jest
      szczęśliwa z powodu ciągłego zajmowania się ciągle płaczącym
      robakiem. Moja depresja trwała miesiąc, ale przez trzy miesiące nie
      mogłam się pozbierać. Przez pierwszy miesiąc moją córeczką zajmowały
      się babcie a ja kiwalam się na fotelu nie rozumiejąc swojej sytuacji.
      Myślę, że gdyby nam nie wciskano kitów radziłybyśmy sobie lepiej, w
      inny sposób przemyślałybysmy swoją decyzję o posiadaniu dziecka.
    • alabama8 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 09:21
      Ale kobiety przed urodzeniem nie chcą słuchać o trudach, nie
      przespanych nocach, krwawiących sutkach, zszywanych kroczach,
      gotowaniu z dzieckiem na ręku, humorach ojców, poporodowych
      depresjach. Czy któraś kobieta zdecydowałaby się na dziecko gdyby
      jej tak dokładnie, dzień po dniu opisać jak to całe rodzicielstwo
      faktycznie wygląda. Jak wygląda kiedy się okaże, że dziecko ma
      kłopoty ze zdrowiem, że nie rozwija się tak jak rówieśnicy ...
      • tabakierka2 alabama 15.04.10, 09:27
        alabama8 napisała:

        > Ale kobiety przed urodzeniem nie chcą słuchać o trudach,

        ja bym chciała!!!
        • aretahebanowska Re: alabama 15.04.10, 20:35
          Ja się nasłuchałam. Kilka moich koleżanek z pracy rodziło przede
          mną. Horrory jak opowieści z krypty. I muszę powiedzieć, że naprawdę
          jestem im dziś bardzo wdzięczna. Nie miałam żadnych złudzeń. Co
          prawda swoim pierwszym porodem przebiłam je wszystkie, ale to już
          inna sprawa. Jedno co mogę poradzić. Jeśli to możliwe, podkreślam
          JEŚLI, to dobrze żeby mąż ze dwa-trzy tygodnie był w domu. Ja wiem,
          że to nie zawsze jest realne, ale nam się udało tak zrobić (za
          pierwszym razem był nawet cztery tygodnie) i podejrzewam, że dzięki
          temu udało mi się ten początkowy hardkor przetrwać, chociaż i tak
          lekko nie było.
    • bazylea1 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 09:39
      niestety miałam podobne przejścia po urodzeniu pierwszego dziecka. w
      szkole rodzenia było dużo o sprawach technicznych jak kąpiel lalki,
      karmienie a nic nie wspomniano o tym że dziecko to CZŁOWIEK i to
      bardzo wymagający, któremu trzeba się podporządkować 24/7. nie
      miałam w bliskim otoczeniu żadnego małego dziecka i nie miałam
      pojęcia co się z tym wiąże. efekt - trudności z adaptacją do
      macierzynstwa i ciężka deprecha.

      na pocieszenie - potem jest już tylko lepiej. trzymaj się i
      pozdrawiam!
    • tina1000 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 09:40
      Hmmm... a sama nie probowalas zglebic wiedze na temat macierzynstwa?Ja
      pochlanialam tony gazet,internet, ksiazki i wiedzialam o depresji,
      problemach z karmieniem, mieszanych uczuciach, zmeczeniu bolu piersi i
      krocza, o problemach malzenskich, kolkach, problemach z palczacym
      dzieckiem itd.... wystarczy wziac do reki pierwszy lepszy magazyn dla
      rodzicow. Troche sie dziwie temu co piszesz. No ale ja rodzilam 17 m-cy
      temu, teraz moze juz nie pisza tongue_out
      • mikas73 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 10:04
        I jesteś pewna, że wszystkiego się dowiedziałaś?
    • lacitadelle Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 09:55
      U mnie na szkole rodzenia bardzo dużo się o tym mówiło i mogę Cię pocieszyć, że
      takie teoretyczne przygotowanie niestety w starciu z rzeczywistością mi wcale
      nie pomogło.
    • girasole01 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 10:06
      Powiem szczerze, ze mam zupelnie inne doswiadczenia. Moi bliscy ciagle
      mnie straszyli, ze bedzie ciezko, a jak juz urodzilam to non-stop
      biadolili "na pewno bardzo ci ciezko teraz", "teraz to jest najgorszy
      okres" itp. Strasznie mnie to irytowalo, bo moje odczucia byly zupelnie
      inne - macierzynstwo (jak do tej pory wink) od poczatku przynosilo mi
      radosc. Mysle wiec, ze nie powinno sie przesadzac w zadna strone - ani
      bagatelizowac tego doswiadczenia, ani dramatyzowac.
      Pod tym wzgledem udalo mi sie trafic do swietnej szkoly rodzenia, gdzie
      przekazywane nam informacje byly bardzo rzetelne. Jesli chodzi np. o
      rodzaj karmienia polozne dokladnie opisaly plusy i minusy karmienia
      piersia oraz mm i stwierdzily, ze kazda mama sama musi wybrac, ktory
      sposob jej bardziej opowiada. Zwracaly uwage, na czekajace nas
      problemy, ale rowniez na pozytywne aspeky macierzynstwa. Szkoda, ze nie
      wszystkie szkoly rodzenia sa takie rzetelne.
    • ciociacesia no nie wiem 15.04.10, 10:07
      albo ja mialam inne nastawienie albo inna szkole rodzenia.
      chyba jedno i drugie. w szkole owszem informowali nas o problemach po porodzie,
      byly obszerne zajecia o baby blues o depresji, o tym ze maluszek tez ciezko ma w
      czasie porodu i troche trwa zanim sie zaadoptuje do nowego srodowiska, o
      problemach z karmieniem byly cale dlugie zajecia. bylo tez o zmianie nastawienia
      kobiety do partnera i radzeniu sobie w nowej dla zwiazku sytuacji.
      tylko ze ja to wszystko juz wiedzialam, chodzilismy glownie ze wzgkedu na
      partnera i celem uporzadkowania wiedzy
      • dzoaann Re: no nie wiem 15.04.10, 10:32
        no ja tez mam wątpliwosci.\
        Do szkoły rodzenia nie chodziłam, ale wymaglowałam moja mame i wszystkie
        dostepne mi kobiety dzieciate na interesujace mnie tematy i nie zadowoliłam sie
        ogólnkikami. Dużą pomoca było mi czasopismo "Dziecko", a w nim relacje
        autentyczne, o tym, że jednak różnie bywa.
        Szukalam informacji i nie zadowalały mnie reklamy z uśmiechniętymi dzieciaczkami.
        Naprawdę nigdy nie spotkałyście się z opowieściami o depresji i problemach z
        karmieniem itp, itd.?
        Coś mi się wierzyć nie chce!!!
        Inetrnet choćby jest tego pełny i raczej trudno o post matki zadowolonej i nie
        majacej problemów z dzieckiem. Tak trudno złozyć dwa do dwóch?
        Ja byłam przygotowana na różne przykre przeżycia i rozczarowałam sie pozytywnie.
        • mikas73 Re: no nie wiem 15.04.10, 10:57
          Myślę, że internet jest najlepszym źródłem, szczególnie fora. Jednak
          wbrew pozorom, nie wszystkie ciężarne na nich siedzą. Zauważam, że
          autorce dziwią się te foremki, które rozczarowały się
          pozytywnie "strachami macierzyństwa". Chyba jednak nie dlatego, że
          wszystko wiedziały, moim zdaniem dlatego, że nie wszystkiego
          doświadczyły.
          Czasami coś jest bardziej skomplikowane niż dwa dodać dwa.
          Mam 37 lat, mam koleżanki - same matki, żadna nie przechodziła
          depresji (bynajmniej nie przyznaje się), żadna z czterech sióstr
          mojej mamy. Co więcej kojarzę w TV tylko jeden wywiad z matką po
          depresji poporodowej. Czasopisma w kioskach, ze ślicznymi aniołkami
          na okładkach. W telewizji pełno reklam, z uśmiechniętymi i czułymi,
          ubranymi i uczesanymi mamuśkami a żadnej kampanii o konieczności
          pomocy psychologicznej dla kobiet w depresji, o samej depresji, o
          tym jak jest ona częsta.
          Ja depresji na szczęście nie miałam, było mi tylko momentami ciężko
          fizycznie, przy moim kolkowcu. Czytając jednak co pewien czas posty
          kobiet w ewidentnej depresji, mam nie odparte wrażenie, że jednak
          mówi się o tym za mało i nie dziwię się ich problemom.
          • mikas73 Re: no nie wiem 15.04.10, 11:00
            I jeszcze jedno o ile przyszłej mamie rzeczywiście coś niecoś o uszy
            może się obić, to przeciętny mąż depresję traktuje małopoważnie, nic
            o niej nie wie, zresztą tak jak starsze pokolenie.
            • gazeta_mi_placi Re: no nie wiem 15.04.10, 11:15
              Jakich wybrałyście mężów takich macie.
              • mikas73 Re: no nie wiem 15.04.10, 11:31
                A co racja, to racja. W dodatku drugi wybór ale w bilansie:plusów i
                minusów: wychodzi duuuuuży plus.
          • dzoaann Re: no nie wiem 15.04.10, 11:10
            mam napisac przez co przechodziłam, żeby było autentyczniej?
            Miałam okropne problemy z karmieniem piersią, łącznie z zapaleniem piersi i
            antybiotykiem. Karmienie utrzymałam, karmilam do półtora roku swego
            pierworodnego. Ze wszystkim byłam sama i niejako odrzucona przez rodzine, bo
            panna z dzieckiem. Moja mama pomogła mi radą, ale nie fizycznie. Tzn nie byla
            przy mnie po porodzie itp. Bylam sama jedna, wtedy chłopak, a teraz mąż
            przyjeżdżał na weekend, bo taka mial pracę. Syn mial potworne kolki i tylko ja
            mogłam sie nim zajmować, totalna zalamka i strasznie się czułam, bo nikt, go nie
            mógł wziąć ode mnie choćby na chwilkę...
            Przy drugim dziecku zaliczyłam mega baby bluesa...
            ale nigdy nie przyszło mi do głowy narzekać, ze to kogos wina, bo mi nie
            powiedział jak moze być. Informacje na tematy okołodzieciowe, rónież o trudach
            macierzyństwa są. O depresji tez są. Tylko trzeba chciec się dowiedzieć...
            Zgadzam sie tylko, że pomoc dla takich matek jest za mała. Ale nijak sie to ma
            do tego, że nikt nie uprzedzał jak bedzie.
            To, że sie duzo wie na temat depresji lub nie wie o niej wcale nie ma wpływw na
            to , czy jej dostaniesz.
            • mikas73 Re: no nie wiem 15.04.10, 11:29
              Nie atakuje Cię. Doświadczenia mam bardzo podobne do Ciebie (no bez
              zapalenia piersi)wink.
              Ja jednak twierdzę, że informacji jest za mało albo tak: mogło by
              być dużo, dużo więcej.
              Bardzo dużo o technikach i sposobach pielęgnacji,które i tak się
              wyrobią a marginalnie o emocjach. Pediatra, położna, doradca
              laktacyjny mówią tylko o technikach.
              Ja potrafię sobie wyobrazić, że ktoś może nie wiedzieć, że to aż tak
              źle i to nie będzie do końca jego wina i nie chodzi chyba o to, że
              autorka ma do kogoś pretensje, tylko, że my, które przez to
              przeszłyśmy możemy swoim doświadczeniem pomóc innym.
            • forumowiczka.to.ja Re: no nie wiem 15.04.10, 11:53
              Chyba źle mnie zrozumiałaś. Ja nie twierdzę, że to czyjaś wina, że nie
              wiedziałam jak może być. Czytałam mnóstwo gazet, internet-zresztą tutaj nawet
              trochę się udzielałam, zadawałam pytania. Jednak jak na lekarstwo jest tych
              trudnych tematów. Chodziło mi o to, że być może gdyby więcej było na ten temat
              to łatwiej byłoby mi to znieść, a tak czułam się jakąś wyrodną, złą matką.
              Później napiszę więcej bo teraz uciekam z maluchem na spacer wink))
    • deczko Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 10:17
      Nie wiem jak sie uchowalas, ale jak bliska mi osoba zaszla w ciaze,
      zaczelam czytac fora, przegladac internet. Od razu natknelam sie na
      watki, terror laktacyjny, nacinanie krocza, brak poszanowania dla
      rodzacej, walke o pomoc i mieszanki w szpitalu, naiwne pytania
      dotyczace noworodka (i wysmiewanie przez inne forumowiczki, ze ktos
      moze zadawac tak glupie pytania), brak sil przy opiece nad
      dzieckiem, chodzenie po lekarzach (jeden cos widzi, drugi juz nie) i
      oczywiscie depresja poporodowa.
    • tully.makker Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 10:18
      instynkt macierzyński nie istnieje??? Bo nie istnieje, to jest
      > naukowo udowodnione, bo instynkt mają zwierzęta,

      Moze przytoczysz publikacje naukowe, w ktorych udowodniono
      nieistnienie instynktu maciezynskiego i przyblizysz nam, dlaczego
      uwazasz, ze ludzie to nie zwierzeta (Rosluiny koooofa moze, albo
      protokariota?)
      • tabakierka2 z drugiej strony patrząc 15.04.10, 10:21
        mnie straszono dolegliwościami ciążyuncertain
        że tak strasznie mi ciężko będzie, że nie wiadomo co...Póki co
        wchodzę w 18tc i jeszcze żadnych dolegliwości nie mam...Więc może to
        tak samo kwestia indywidualna jak z macierzyństwem?
        • 18_lipcowa1 Re: z drugiej strony patrząc 15.04.10, 11:01
          Póki co
          > wchodzę w 18tc i jeszcze żadnych dolegliwości nie mam...Więc może
          to
          > tak samo kwestia indywidualna jak z macierzyństwem?

          tak samo jak każda inna jest indywidualna

          ja też świetnie zniosłam ''letnią'' ciążę
          karmienie bez problemów ( bo nie liczę pękniętej brodawki )
          ogolnie nastroj i wszystko inne super
          wiec to zalezy
      • mniemanologia Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 14:10
        tully.makker napisała:

        > instynkt macierzyński nie istnieje??? Bo nie istnieje, to jest
        > > naukowo udowodnione, bo instynkt mają zwierzęta,
        >
        > Moze przytoczysz publikacje naukowe, w ktorych udowodniono
        > nieistnienie instynktu maciezynskiego

        Publikacji takich nie ma, bo nie udowadnia się "nieistnienia czegoś".
        BTW i tak należałoby najpierw zdefiniować ten termin, ja cały czas
        mam z tym problem.
    • mgd3 Re: Dlaczego o tym się nie mówi przed urodzeniem? 15.04.10, 11:15
      To pewnie zależy od szkoły rodzenia. smile
      W mojej o porodzie było dużo - ale w sensie jak to tatusiowie mają masować, pomagać, uczestniczyć itp... Oprócz oddychania głównie były lekcje masażu - bo może kobieta woleć masaż stóp albo twarzy niż pleców wink I że nie będzie pięknie, bo może być nacinanie krocza, zesr... się można itp. Każda faza porodu łącznie z omówieniem dlaczego nie robić lewatywy, na czym polega ochrona krocza. I przyznaję szczerze - większość tatusiów miała mocno nietęgie miny.
      Oprócz tego na chyba 3 zajęciach trzy różne prowadzące łopatologiczne tłumaczyły że prawie każda kobieta ma depresję poporodową i trzeba to rozumieć, wspierać, pomagać, troszczyć się, dbać, bla bla bla....
      Ogólnie większość szkoły rodzenia była o tym, jak to mąż ma wszystko rozumieć, we wszystkim uczestniczyć i nie podejrzewać że będzie pięknie i łatwo smile
Pełna wersja