angazetka
17.04.10, 10:12
Minęło siedem dni. Siedem dni, a ja nadal nie do końca wierzę. Nie
przyjmuję do wiadomości, że te trumny przykryte biało-czerwonymi
flagami to jeszcze przed ośmioma dniami byli żywi ludzie. Bo jak
uwierzyć, że…?
Maria Kaczyńska już nie poprawi mężowych guzików marynarki.
Krzysztof Putra nie będzie miał już okazji do szokowania mediów w
sezonie ogórkowym swym pozbawionym wąsa obliczem.
Sebastian Karpiniuk nie powalczy już z Olejniczakiem o wygraną w
moim rankingu najprzystojniejszych posłów. I nie popyskuje już w
komisji śledczej.
Nie będę już miała dylematu, czy nie zaszaleć i nie zagłosować
jednak na Jerzego Szmajdzińskiego w jesiennych wyborach
prezydenckich.
Izabela Jaruga-Nowacka nie pójdzie już w Manifie.
Aleksandra Natalii-Świat i Grażyna Gęsicka, 2/3 aniołków
Kaczyńskiego, nie poocieplają już wizerunku PiSu – a szkoda, bo
sensowne babki z nich były.
Nie będzie już przyjazdu Piłsudskiego – Janusza Zakrzeńskiego – 11
listopada. A przecież zawsze był.
Zbigniew Wassermann już niczym nie zdoła mnie zirytować. A szkoda.
Toż samo Przemysław Gosiewski, co to „naszym przyjacielem jest i
wicepremierem też”.
Władysław Stasiak już się nie narazi na zarzuty w kampanii
samorządowej, że co to za prezydent Warszawy z Wrocławia.
Anna Walentynowicz już nie pokłóci się za pośrednictwem mediów z
Wałęsą.
Piotr Nurowski nie zorganizuje nam już tej legendarnej zimowej
olimpiady w Zakopanem.
A Janusz Kurtyka z Andrzejem Przewoźnikiem już pewnie wyjaśnili
sobie wszystko, co mieli do wyjaśnienia za życia.
Będzie mi was brakowało. Wszystkich. Uśmiecham się do was i pamiętam
was żywymi.