jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzenia itp

06.05.10, 12:09
no własnie sie tak zastanawiam, ze im wieksze zarobki tym wieksze wydatki i na
ile czesto wynika to z tego, ze przeciez jak tyle zarabiam to nie moge miec
wózka gorszego od tamtej z bloku na przeciwko, ktora jezdzi kiepskim autem.
przeciez jak mamy taki dom, to nie mozemy jezdzic byle osobówką, musimy kupić
terenówkę.
przecież jak on zarabia mniej, a ma duzy tv na scianie, to ja musze miec
wiekszy zeby pokazac ze ja zarabiam wiecej.
jak ona ma kosmetyki vichy to ja musze miec chanel itd.

i tak naprawde zadowoliłby nas wozek za 1500 zł, balsam za 30 zł, a tv zajmuje
nam pół ściany i trzeba go oglądać z drugiego konca domu, ale nie wypada
pokazac ze nas na cos nie stac.

i potem dziewczyny czytajac na forach o zarobkach 20 tys miesiecznie i mezach
dyrektorach, kobietach robiacych kariere, złobkach za 3 tys i porshe cayenne
jako aucie zupełnie przeciętnym zastanawiaja sie czy stac je na drugie dziecko....

    • shellerka Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:10
      jeszcze chce dodac, ze ja sie bardzo ciesze z forum. bo tu moge spotkac panie z
      bloku i panie z rezydencji i kazda moge polubic i poznac tylko na podstawie tego
      co napisze, a nie na podstawie tego co zobaczebig_grin
      • kocianna Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:17
        Przy identycznych zarobkach i kosztach utrzymania mój kolega z pracy jeździ nową
        Skodą Superb, a ja metrem.
        I co? I nic. Ani mnie jego samochód nie grzeje, ani nie ziębi. Nigdy w życiu nie
        miałam poczucia deprywacji i nie chciałam mieć czegoś, "bo inni mają".
    • cherry.coke Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:14
      E tam. Wystarczy byc odpornym i wiedziec czego sie chce tak naprawde. Zarobki mi
      znacznie wzrosly, a duzo zwyczajow zostalo takich samych, plus dosc dokladnie
      wiem, jakie rzeczy by mnie nie interesowaly nawet gdybym wygrala w totka.
    • ga-ti Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:19
      Rośnie, tylko, nie w kategoriach, jakie opisałaś. To po prostu zazdrość i jakaś bardzo zaniżona samoocena.
      U mnie jest tak, gdy mąż dostał "normalną" pracę (legalnie, na stałe) to np. zmieniliśmy samochód na większy, wygodniejszy dla rodzinki, fakt droższy od tego, który mieliśmy, ale teraz po prostu nas na taki stać; pozwalamy sobie na niegotowanie obiadu z niedzielę (zamawiamy coś), na zakupy droższej wędliny itp. Do sąsiadów się nie porównuję, bo mąż musiałby zarabiać co najmniej o "zero" więcej wink
      • shellerka Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:28
        a spotkałyście sie kiedys z czyms takim ze ktoś sie bardzo interesował waszym
        stanem konta, sytuacja finansową?
        ja mam taka znajoma ktora za kazdym razem dopytuje sie jak sobie radzimy, czy
        jeszcze mam swoje pieniadze i bardzo ja ciekawi ile i na co wydaje.
        najgorsze ze jest zoną szefa mojego mężatongue_out i odnosze wrazenie ze jak powiem ze
        jest ok to ona poleci do niego i powie ze moj maz za dobrze zarabiabig_grin
        • alexa0000 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:33
          Tak, ja znam taka osobę. Nie jest to żona szefa, tylko sam szef.
          Wychodzi ogólnie z założenia,że kobietom mozna płacic mniej bo i tak
          utrzymują je mężowie. Od tej pory kiedy tylko zapyta jak tam idą
          interesy mojego męża, mówię, że bardzo kiepsko i że nasza
          sytuacja bardzo się pogorszyła.
        • ixiq111 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 13:15

          shellerka napisała:
          > najgorsze ze jest zoną szefa mojego mężatongue_out i odnosze wrazenie ze
          jak powiem ze
          > jest ok to ona poleci do niego i powie ze moj maz za dobrze
          zarabiabig_grin

          Żony szefów często tak mają /zwłaszcza te, które nie pracują
          zawodowo/.
    • alexa0000 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:21
      Bo tak ogólnie jest.

      facet.interia.pl/ciekawostki/roznosci/news/pieniadze-daja-szczescie-gdy-inni-zarabiaja-mniej,1456132,4823
    • wuika Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:24
      Zależy od człowieka. Nie zawsze jest to kwestia apetytu, który rośnie nie
      wiadomo jak, tylko tego, że przy zarabianiu większych pieniędzy w końcu zawitała
      normalność, czyli np. to, że jeśli chcę przeczytać nową książkę, to idę i ją
      kupuję, że jeśli potrzebuję iść do lekarza, a do tego z nfz-tu jest kolejka na
      dwa miesiące, to mam pieniądze na prywatną wizytę, czy badania. Normalne jest
      przecież pójście do kina czy kupienie płyty, a nie ściąganie wszystkiego z
      internetu, bo taniej.
      U mnie przy wzroście dochodów wydatki ruszyły w górę, ale do pewnej granicy. Po
      tym czasie nawet jeśli mam więcej kasy, to i tak jej nie wydaję. Wiem, że więcej
      kasy pójdzie, kiedy w końcu będę miała dziecko, no ale to dodatkowa osoba do
      utrzymania, a nie potrzeba pokazania, że mnie na dziecko stać.
      I jeszcze tak ogólniej - skoro duża część Polaków nie zarabia nawet średniej
      krajowej (bo mediana jest dużo niżej), to normą jest właśnie oszczędzanie,
      oszczędzanie i oszczędzanie. Do osiągnięcia normalności jeszcze nam trochę brakuje.
    • figrut Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:24
      Dziwna jestem pewnie, bo nie mam tak, że apetyt rośnie w miarę
      jedzenia. Bywa tak, że zaszaleję bo zwiększyły się dochody. Bywa też,
      że bez marudzenia i wielkiego poczucia nieszczęścia przestawiam się na
      dużo mniejszy budżet, bo dochody drastycznie spadły. Mimo, że dochody
      jakiś czas przed kupnem wózka mnie się bardzo zwiększyły, to kupiłam
      pojazd w komisie za 350zł.
    • izabellaz1 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:32
      shellerka napisała:

      > im wieksze zarobki tym wieksze wydatki

      Ale to ma niewiele wspólnego z tym co napisałaś potem, czyli o zazdrości i
      usilnej próbie "dorównania" (nie wiem czemu) smile
      • cherry.coke Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:38
        Ma sporo wspolnego - bo sa ludzie, ktorzy wzrost zarobkow wykorzystaja na swoje
        prawdziwe "ambitniejsze" zapotrzebowania lub na oszczednosci, a sa tacy, ktorzy
        caly wzrost wpakuja w wyscig z Nowakiem zza plota czy pania Ola z pracy smile
        • izabellaz1 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 13:03
          cherry.coke napisała:

          > Ma sporo wspolnego - bo sa ludzie, ktorzy wzrost zarobkow wykorzystaja na swoje
          > prawdziwe "ambitniejsze" zapotrzebowania lub na oszczednosci, a sa tacy, ktorzy
          > caly wzrost wpakuja w wyscig z Nowakiem zza plota czy pania Ola z pracy smile

          A to ja z tych pierwszych więc dla mnie ma niewiele wink
    • bri Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:46
      Eee, w ogóle nie odczuwam takiej presji, ani nie obserwuję takiego
      zjawiska wśród rodziny czy przyjaciół. Znam milionerów, którzy
      jeżdżą kilkuletnim niedrogim samochodem, nie mają ani jednego
      płaskiego telewizora i nie kupują nawet vichy, bo nivea ich w pełni
      zadowala. Jeśli coś kupują to dlatego, że im potrzebne, uznali, że
      stosunek jakości do ceny jest odpowiedni itd., a nie po to, żeby
      komukolwiek zaimponować.



    • marghot Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 12:46
      chyba rośnie w mairę jedznie
      jednak mój nie rośnie w nawiązaniu do możliwości czy stanu
      posiadania sąsiadów, znajomych
      nie równam tego co robię, dokąd jeżdżę na wakacje czy gdzi emieszkam
      do zachowań innych

      wiem jednak, ze kiedy zarabiałam mniej to mi nie starcząlo na
      wszystko co wg mnie było potrzebne, i teraz gdy zarobki sa wieksze
      tez nie wystarcza wink
    • nisar Nie odczuwam potrzeby imponowania, ale 06.05.10, 12:54
      jest jedna osoba na świecie, której UWIELBIAM wykłuwać oczy tym co
      mam. Tudzież rzucać lekko: nie, nie planujemy na razie budowy domu,
      kupiliśmy działkę żeby trochę uciec z kasą, bo odsetki w bankach
      coraz gorsze.
      To ciotka, która całe życie wykłuwała oczy swoją zamożnością mojej -
      bardzo zawsze niezamożnej - mamie. Wręcz czasami odnosiłam wrażenie,
      że traktuje ją nieco protekcjonalnie. Ooooo, qrfa, takich rzeczy nie
      darowuję. Słowo daję, cudownie się czuję, gdy walę jej taki tekst,
      albo wysiadam z drogiego samochodu, i widzę, jak ją szlag trafia.
      Faktem jest, że nie kupuję specjalnie droższego auta po to, żeby jej
      przywalić, ale jeśli już coś takiego po prostu MAM, to nie waham się
      tego użyć smile
      • papalaya nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 13:27
        ja teraz nie wyobrażam sobie życia przy dochodach jakie mieliśmy z
        mężem n-lat temu

        a, to ze sie chce mieć nowy samochód zamist zajeżdżonej używki, czy
        duży tv zamiast maleńkiego podeleczka nie jest niczym nagannym

        i wcale w tym celu nie musialsam podgladać stanu posiadania sasiadów
        • figrut Re: nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 13:43
          Papalaya, naprawdę są ludzie którzy nie muszą mieć czegoś, na co ich
          stać. Nie stać mnie np. na samochód prosto z salonu, ale duży
          telewizor na ścianę mogłabym sobie sprawić, a mimo to mam malutkie
          pudełko co najmniej chyba dziesięcioletnie bez pilota (od "teścia"
          które stało u niego na strychu). Stać mnie na wiele rzeczy
          materialnych których nie mam, bo nie mam takiej potrzeby aby mieć je
          nowsze, droższe, ładniejsze czy co tam jeszcze.
          Jak sytuacja finansowa zwyżkuje, lubię zaszaleć z kasą raczej w
          formie sprawienia sobie niematerialnej przyjemności. Jeśli z kasą
          jest krucho, nie przyprawia mnie to o rozpacz, bo bez problemu
          rezygnuję z czegoś, co było dla mnie do tej pory dostępne.
          Rozpaczałabym dopiero wtedy, kiedy naprawdę nie miałabym za co żyć.
          • cherry.coke Re: nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 13:47
            Dokladnie. Moge teraz wyjsc z pracy na przerwie obiadowej i kupic wypas plazme
            albo tydzien na Kanarach ot tak. Tylko po co?
            • beatrycja.30 nie mam tak 06.05.10, 13:56
              Kompletnie tak nie mam, bo od jakiegoś czasu mamy większe wydatki.
              Jakieś 5-6 lat temu, o ile dobrze pamiętam, zarabialiśmy razem chyba
              5-6 tysięcy,potem więcej, od chyba roku 9 tysięcy. I co? Nic. Mamy
              kredyt (nie było go), dwa samochody (był jeden), 15-20km do pracy
              (było 6km)i ogólnie więcej idzie na rachunki. Ja własnie ostatnio
              kupuję w tańszych sklepach niż 5-6 lat temu.
            • papalaya Re: nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 14:05
              cherry.coke napisała:

              > Dokladnie. Moge teraz wyjsc z pracy na przerwie obiadowej i kupic
              wypas plazme
              > albo tydzien na Kanarach ot tak. Tylko po co?

              aby obejrzeć dobry film w dobrej jakości i wygrzać się na sloneczku
              nad ciepłym morzem

              do tego m.in. służą tv i wakacje na Kanarach...nie wiedziałaś?
              • cherry.coke Re: nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 14:10
                > aby obejrzeć dobry film w dobrej jakości i wygrzać się na sloneczku
                > nad ciepłym morzem
                >
                > do tego m.in. służą tv i wakacje na Kanarach...nie wiedziałaś?

                No tylko do tego trzeba jeszcze ogladac tv i cenic wypoczynek statyczny...
                • papalaya Re: nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 14:18
                  wiesz niektórzy ogladają tv i lubią bawić się z dzieciakami na plaży

                  życzę miłych wrażen przy oglądaniu filmów na laptopowym monitorku,
                  ups...ty przecież nie ogladasz filmów
                  • cherry.coke Re: nie rżnijcie świętych, bo rośnie 06.05.10, 14:22
                    papalaya napisała:

                    > wiesz niektórzy ogladają tv i lubią bawić się z dzieciakami na plaży

                    Oczywiscie. Ale czy ja pisze o wszystkich?

                    > życzę miłych wrażen przy oglądaniu filmów na laptopowym monitorku,
                    > ups...ty przecież nie ogladasz filmów

                    Na laptopie istotnie nie. To tylko w twoim prostym swiatku istnieje dychotomia
                    wypas plazma kontra laptopowy monitorek.
          • papalaya figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:03
            jeśli mnie na coś nie stać to nie zarzynam się i nie kupuję tego,
            aby mieć bo sasiad ma

            ale jeżeli mnie stać to kupuję bo nie bedę hipokrytką i nie bede
            uwawać że jestem szczesliwa w starym maluchu storo stać mnie na nową
            toyotę

            tak samo skoro lubię obejrzeć film z bluearya na nowym dużym
            odbiorniku, to po co mam trzymać 30-letniego rubina?

            po prosty twierdże, że prowadzą życie takie jakie tereaz prowadzę,
            ciezko byłoby cofnać się w czasy kiedy na wiele rzeczy nie było mnie
            stać, czy to cos zlego?

            i nie udaję, że jestem "ponad" kwestie finansowe, piedziądze owszem
            szczescia nie daja, ale czasem sporo w jego osiągnięciu pomagają wink
            • figrut Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:04
              Swoim poprzednim postem jednak niejako poparłaś autorkę (a raczej
              tematem postu).
              • papalaya Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:08
                autorka zasugerowała, że wszelkie "ulepszenia" motywowanę sa checią
                dogonienia sasiada...

                być może w jej przypadku tak jest, ale watpię aby te wszskie domy,
                sprzety, czy wakacje aa granicą sprzedawaly się tylko dlatego, ze
                ludzie zazdroszcż czegoś komuś...

                chyba naturalne jest to, ze jak kogos stać to chce zyc wygodniej
            • mniemanologia Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:31
              Ale to są TWOJE dążenia.
              Heh, zawsze wychodzi kwestia plazmy, samochodu, kosmetyków, podróży,
              torebek smile
              A są tacy, co zamiast sobie podnieść stan posiadania o te dobra -
              wolą np. zainwestować. A tego nie widać, sąsiad ani jakaś inna
              forumowiczka się nie domyślą. I potem na forum jest zdziwienie, że
              nie ma się plazmy, skoro przecież stać, czy komentarz "ja to już
              dawno przestałam żyć jak studentka, po prostu dorosłam"...
              Tak, masz rację, pieniądze szczęścia nie dają, ale w jego
              osiągnięciu pomagają wink Ale dla Ciebie szczęściem może być "nowa
              toyota" czy "film z blueraya", a dla mnie horror oglądany na starym
              laptopie na werandzie domku letniskowego czy planowanie kupienia
              mieszkania w celach czysto inwestycyjnych.
              • papalaya Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:38
                a skąd wiesz, że nie inwestuję tylko przejadam?

                btw na starym laptopie filmy się zacinają, ale fakt, po co kupowac
                nowy z dobra karta graficzną?
                • mniemanologia Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:44
                  papalaya napisała:

                  > a skąd wiesz, że nie inwestuję tylko przejadam?

                  Nie wiem, nic takiego nie sugeruję. Ale swoją drogą - piszesz o
                  toyotach i bluerayach, a nie o funduszach.

                  > btw na starym laptopie filmy się zacinają, ale fakt, po co kupowac
                  > nowy z dobra karta graficzną?

                  Nie, nie zacinają się; dziwne, nie? Ale to laptop kupiony ze dwa
                  lata temu na aukcji wyprzedażowej Biura Obrony Praw Człowieka czy
                  jakoś tak, pewnie był tam dobrze serwisowany smile Bardzo jesteśmy z
                  niego zadowoleni.
                  • papalaya Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 14:49
                    hmmm, czyli co, nie kupowac nowych ubrań? bo przecież, te które ma
                    sprzed 15 lat wciąz są dobre i się w nie mieszczę wink

                    zgodnie z "logyką" niektorych forumek, ubrania kupuję po to aby
                    zabłysnac prze sasiadką, a powinnam chociaż wciaz w tych samch
                    starych bojowkach z taniej sieciówki i t-shircie, bo przecież nie ma
                    co kupować markowej kiecki
                    • mniemanologia Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 15:05
                      papalaya napisała:

                      > hmmm, czyli co, nie kupowac nowych ubrań? bo przecież, te które ma
                      > sprzed 15 lat wciąz są dobre i się w nie mieszczę wink

                      Ale jak sobie życzysz. Jeśli jakies moje ubranie sprzed 15 lat jest
                      wciąż dobre, mieszczę się w nie i je lubię - to je noszę i nie widze
                      potrzeby kupować nowego. Jak się zużyje/przestanę się
                      miescić/przestanę lubić - to wywalę/oddam i kupię nowe.

                      > zgodnie z "logyką" niektorych forumek, ubrania kupuję po to aby
                      > zabłysnac prze sasiadką, a powinnam chociaż wciaz w tych samch
                      > starych bojowkach z taniej sieciówki i t-shircie, bo przecież nie
                      > ma co kupować markowej kiecki

                      Słuchaj, ktoś ma jakieś priorytety, ktoś ma inne; ktoś kupi toyotę,
                      ktoś inny działkę.
                      Nie musisz chodzić w bojówkach i t-shircie tylko dlatego,
                      że "niekóre foremki" tak chodzą, naprawdę smile
                      Nie widzę powodu, by po Tobie jeździć tak, jak Ty jeździsz po
                      tych "niektórych forumkach".
                      • papalaya Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 15:15
                        a mając pokoik w suterenie, nie kupujesz nowego mieszkania bo w tym
                        pokoiku ci jest dobrze...

                        coż, można i tak

                        liczę na twoją inteligencję i zrozumienie, że tu nie chodzi o
                        bojówki, nowa kiecke czy toyotę...
                        • mniemanologia Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 15:25
                          papalaya napisała:

                          > a mając pokoik w suterenie, nie kupujesz nowego mieszkania bo w
                          > tym pokoiku ci jest dobrze...

                          Tak, dokładnie.
                          Wystarczy, że coś działa, podoba się, wystarcza na potrzeby.
                          Na przykład - mamy 7-letnią Fabię. Dobrze jeździ, teraz dopiero robi
                          się trochę mała - pewnie w tym roku kupimy nowe auto, bo akurat mamy
                          taką potrzebę. I spokojnie moglibyśmy kupić za gotówkę całkiem dobre
                          auto z salonu, z tym że pewnie aż takiego nie potrzebujemy smile

                          > coż, można i tak

                          Cieszę się, że w końcu tak piszesz, zamiast rzucać drwiące aluzje
                          o "ascezie", "logyce niektórych forumek" czy zacinających się
                          laptopowych kartach i monitorkach.
                        • figrut Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 18:14
                          > a mając pokoik w suterenie, nie kupujesz nowego mieszkania bo w tym
                          > pokoiku ci jest dobrze...
                          Jeśli komuś jest tak wygodnie mimo tego, że stać go na dużo większe
                          mieszkanie, to co Cię w tym tak dziwi ?
                          Dla przykładu. Zmarła moja teściowa i jej mieszkanie teoretycznie
                          jest puste. Teoretycznie, bo w zasadzie my w nim cały czas jesteśmy,
                          ale dla zasady do naszego choć spać chodzimy.
                          Mieszkanie teściowej to duży pokój z dużą kuchnią i malutką łazienką,
                          nasze mieszkanie to kuchnia, jadalnia, duży pokój, sypialnia, pokój
                          dzieciaków, pokoik awaryjny i łazienka, a wygodniej nam jakoś (we
                          czwórkę) od ponad miesiąca w tym mniejszym teściowej. Dziwne ?
                          Tu nie chodzi o to, aby tych pieniędzy nie wydawać na to, co nam jest
                          autentycznie potrzebne lub sprawi nam wielką radość.
                          Dla przykładu podam sąsiadkę która swoją 1,5 roczną lodówkę wystawiła
                          do wywózki. Sami ją przywoziliśmy ze sklepu kiedy ją kupowała.
                          Zdziwiłam się i zapytałam, czy gwarancja już się skończyła (myślałam,
                          że zepsuta) i dowiedziałam się, że lodówka jak najbardziej sprawna,
                          tylko firma dziadowska (gorenje), a ona chce solidnej firmy. Jej mąż
                          wrócił z Norwegii z pracy. Chodzi właśnie o tą wodę sodową która do
                          głowy uderza niektórym, gdy pieniądz jest większy. Nie chodziło o
                          lodówkę nie spełniającą wymagań, tylko o "dziadowską firmę".
                    • figrut Re: figrut, nie o to chodzi 06.05.10, 15:13
                      hmmm, czyli co, nie kupowac nowych ubrań? bo przecież, te które ma
                      > sprzed 15 lat wciąz są dobre i się w nie mieszczę wink
                      >
                      > zgodnie z "logyką" niektorych forumek, ubrania kupuję po to aby
                      > zabłysnac prze sasiadką, a powinnam chociaż wciaz w tych samch
                      > starych bojowkach z taniej sieciówki i t-shircie, bo przecież nie
                      ma
                      > co kupować markowej kiecki
                      Nie ma nic złego w kupowaniu nowych ciuchów, ale śmieszne jest parcie
                      tylko na drogie i najdroższe i tylko dlatego, że "mnie na to stać".
                      Tak samo śmieszne jest kupowanie nowszego sprzętu tylko dlatego, że
                      mnie na to stać, więc wypada mieć lepszy.
                      Nie ma absolutnie nic złego w kupieniu np. najnowszego komputera, bo
                      taki jest nam właśnie potrzebny. Śmieszne będzie dopiero kierowanie
                      się przy kupnie tego komputera nie realnymi potrzebami, a wysoką
                      klasą, pojemnością dysku, powalającą ilością RAM i full wypasem tylko
                      dlatego, że "mnie na to stać i nie najnowszy komputer przy moich
                      zarobkach to obciach".
    • mniemanologia Do pewnego momentu 06.05.10, 14:13
      Na wstępie - fajne w takich wątkach jest to, że człowiek
      wypowiadając się musi gimnastykować umysł, żeby bez podawania nawet
      przybliżonych kwot dać do zrozumienia, na którym szczebelku się
      znajduje smile

      U nas - jak to bywa - było tak, że doszliśmy (bo mówię za siebie i
      męża) z dość średnich zarobków do całkiem niezłych. I wydatki nam
      się trochę unormowały, a oszczędności zaczęły rosnąć. I od pewnego
      momentu wzrost zarobków nie powodował wzrostu wydatków.

      A mamy od ponad 7 lat Skodę Fabię, nawet mimo to mąż jeździ do pracy
      na rowerze, a ja komunikacją miejską; nie mam "paniowej" (ja to tak
      nazywam) torebki (tylko jakieś Diversy czy inne młodzieżowe za 30-
      50zł). Nie mamy nawet pilota do naszego kineskopowego telewizora
      (kiedyś się popsuł), nie mamy kablówki itd. Zakupy robimy w
      Carrefourze, Decathlonie, Tchibo, różnych zwykłych sieciówkach typu
      Kappahl, C&A, Cubus.

      Ale jak się pralka psuje - to jedziemy i kupujemy nową. Jak
      już "dorośniemy" do lcd czy plazmy, to kupimy. Jak robię zakupy
      takie hipermarketowe, cotygodniowe, to wydaję średnio te 400-500zł.
      Jak buty narciarskie są potrzebne, to jedziemy do Factory i
      kupujemy smile Jak porzebna była kosiarka z napędem - żaden problem.

      Tak więc AKURAT w kwestii kasy kwestie pokazowe mamy gdzieś i
      niewiele nas obchodzi zdanie innych.
      • alanis11 Re: Do pewnego momentu 06.05.10, 14:33
        Ja jestem uważana za mało zaradną bo zamiast wypasionych wczasów , samochodów i
        extra mebli wole bardzo drogie ciuchy od projektantów i markowe kosmetyki.Jak
        wiadomo metek nie widac , po szmatach nie widac ile kosztowały ( poza
        wtajemniczonymi , znającymi sie na modzie )wiec nawet jak mam na dupie kilka
        tys , ogołnie wygląda że mi sie nie przelewa. Ale co tam ,jak na razie pracuje
        zarabiam to mnie cieszy , mam w d. nowy wypoczynek do salonu , moje zwierzeta i
        dziecko i tak go zniszczą za chwile , to mnie nie kręci i nie czuje potrzeby
        udowadniania że mnie stać , epatowania kasą.
        • papalaya Re: Do pewnego momentu 06.05.10, 14:40
          czy kupno nowych mebli jest dla ciebie udowadnianiem że cie stać i
          checią "epatowania" kasa? bo dla mnie jest przyjemnoscia i chęcią
          fajnego urzadzenia domu
      • beatrycja.30 Re: Do pewnego momentu 06.05.10, 15:13

        mniemanologia napisała:

        > Ale jak się pralka psuje - to jedziemy i kupujemy nową

        Jak robię zakupy
        > takie hipermarketowe, cotygodniowe, to wydaję średnio te 400-
        500zł.
        > Jak buty narciarskie są potrzebne, to jedziemy do Factory i
        > kupujemy smile Jak porzebna była kosiarka z napędem - żaden problem.


        To u nas podobnie. Niekoniecznie widać że nas stać na super auto czy
        fajny ciuch. Nasze ostatnie zakupy to własnie kosiarka i rośliny do
        ogrodu za dwa tysiące a nie nowy telewizor czy buty za 1000 zł.
    • suazi1 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 14:33
      Niektórzy już tak mają, że wysokość ich zarobków musi być widoczna z
      kilkunastu metrów. Często odnoszę wrażenie, że ci, którzy ciągle
      muszą innym pokazywać jacy są bogaci, maskują w ten sposób swoje
      kompleksy. A przy okazji szlag ich trafia, kiedy nie na każdym to
      bogactwo robi wrażenie.
    • majenkir Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 14:47
      Oczywiscie, ze rosnie. Ciagle chcemy wiecej, lepiej, szybciej.
      I dlatego czlowiek ewoluuje.
      Gdybysmy zadowalali sie tym co jest,to bysmy dalej w jaskini
      siedzieli wink.
      A co do kupowania bzdur - w koncu po to sie pracuje, zeby miec
      troche przyjemnosci w zyciu. Dla jednego to krem za 300 zl, dla
      inneo 60" plazma - i bardzo dobrze smile.
      • papalaya Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 14:51
        dokładnie o to chodzi

        po to się zarabia aby wydawać i inwestować, dla niektorych jednak
        jedynie sluszna jest asceza
        • wuika Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 15:45
          Ale to nie chodzi o ascezę. Po prostu nie czuję potrzeby posiadania niektórych
          rzeczy. Jeśli chcę kupić to, czy tamto, to kupuję, ale jeśli nie chcę, to co -
          mam kupować, żeby było, że wydaje kasę na poziomie, na jakim powinnam? Bez
          sensu. Nie chcę wyjeżdżać w tropiki i nie potrzebny mi jest nowy telewizor, ale
          mam na nie wydać kasę, bo większość jak odłoży kilka tysięcy (albo i nie odłoży
          - na kredyt weźmie), to biegusiem do sklepu?
    • gazeta_mi_placi Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 16:12
      Mnie od pięciu lat zadawala ta sama komórka z długo trzymającą baterią,fajnym
      przejrzystym menu i bez MMS-ów oraz z dzwonkami "mono" big_grin.
      Miałam kiedyś (króciótko) Iphona.
      Szybko zrezygnowałam big_grin
      A moją starą komórką lubię chwalić-nikt takiej nie ma wśród znajomych big_grin big_grin big_grin

    • burza4 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 17:38
      Nie mam ciśnienia na posiadanie, bo ktoś inny coś ma. Wydaję pod kątem tego, co
      mi jest potrzebne i co ja uważam za wartościowe.

      • beatrycja.30 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 17:42
        burza4 napisała:

        > Nie mam ciśnienia na posiadanie, bo ktoś inny coś ma

        To samo ja.
    • iwoniaw Oczywiście, że rośnie i nie ma to związku z 06.05.10, 17:51
      sąsiadem czy koleżanką z pracy - przynajmniej u mnie. Jeśli ktoś
      przez x czasu miał za mało kasy, żeby sobie pozwolić na coś, a teraz
      wreszcie może sobie to kupić i kupuje, to na pewno nie będzie chciał
      wrócić do stanu "sprzed", bo do dobrego człowiek się szybko
      przyzwyczaja i tyle. I nie chodzi o to, czy tym "czymś" będą
      egzotyczne podróże, większe lokum, lepsze auto, sprzęt AGD czy
      zabezpieczenie finansowe w postaci oszczędności ulokowanych w
      funduszach, papierach czy (nie)ruchomościach.

      I to nie dotyczy ludzi, którzy jakoś strasznie cierpieli przy
      mniejszym budżecie i niekoniecznie ich skręcało, że ktoś ma, może,
      stać go na - po prostu żyli na innym poziomie, mając bardziej
      ograniczony budżet. A teraz mają po prostu większą możliwość
      wyboru
      - co nie znaczy, że muszą wybrać opcję najkosztowniejszą/
      najbardziej wymarzoną przez zazdrosnego sąsiada - i naprawdę nie
      sądzę, żeby ktoś wolał mieć mniejszy wybór.
      Co oczywiście nie
      przeszkadza żyć ascetycznie i przeznaczać nadwyżki na chore dzieci/
      bezpańskie koty/ chór parafialny jeśli ktoś ma ochotę.
    • echtom Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 18:12
      > no własnie sie tak zastanawiam, ze im wieksze zarobki tym wieksze wydatki i na ile czesto wynika to z tego, ze przeciez jak tyle zarabiam to nie moge miec wózka gorszego od tamtej z bloku na przeciwko

      Im większe zarobki, tym większe wydatki, bo ma się luz finansowy i nie trzeba polować na okazje, tylko wchodzi się do sklepu i kupuje. I to jest przyjemny i wygodny aspekt wyższych dochodów, przynajmniej dla mnie. Nigdy natomiast nie odczuwałam potrzeby ścigania się z sąsiadami i kupowania zbędnych rzeczy tylko dlatego, że oni mają i mnie też na to stać, bo takie szpanowanie pieniędzmi jest dla mnie trochę śmieszne. Na szczęście nie obracam się w kręgach towarzyskich, w których manifestacja "statutu" materialnego jest czymś istotnym, więc to jakby nie mój problem.
      • cherry.coke Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 18:18
        > Im większe zarobki, tym większe wydatki, bo ma się luz finansowy i nie trzeba p
        > olować na okazje, tylko wchodzi się do sklepu i kupuje. I to jest przyjemny i w
        > ygodny aspekt wyższych dochodów, przynajmniej dla mnie. Nigdy natomiast nie odc
        > zuwałam potrzeby ścigania się z sąsiadami i kupowania zbędnych rzeczy tylko dla
        > tego, że oni mają i mnie też na to stać, bo takie szpanowanie pieniędzmi jest d
        > la mnie trochę śmieszne. Na szczęście nie obracam się w kręgach towarzyskich, w
        > których manifestacja "statutu" materialnego jest czymś istotnym, więc to jakby
        > nie mój problem.

        Ale wydaje mi sie, ze chyba malo kto "podwyzsza sobie status" zagladajac
        sasiadowi za plot. To sie raczej dzieje na zasadzie mody - kiedys sie jezdzilo
        sedanami i luzik, a teraz wszedzie SUV-y, to i ja sobie SUV-a kupie. Kiedys sie
        jezdzilo do Chorwacji albo Turcji, a teraz w gazetach reklamy Kanarow i
        Karaibow, to i ja tam pojade, bo widac tam sie teraz jezdzi. To jest tak troche
        w powietrzu smile I w ten sposob mozna faktycznie dowolny przyrost srodkow przebalowac.
        • wbka1 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 22:57
          Niech żyje bal!....a sąsiadów nie znam, pomimo że mieszkam w tym domu od 6 lat.
      • beatrycja.30 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 18:50
        echtom napisała:


        > Im większe zarobki, tym większe wydatki, bo ma się luz finansowy i
        nie trzeba p
        > olować na okazje, tylko wchodzi się do sklepu i kupuje.

        A ja się z tym nie zgadzam. Mam od jakiegos czasu większe zarobki, a
        luzu brak. Odkładam trochę, spłacam kredyt, płacę rachunki
        i...pieniędzy już nie ma.
    • lola211 Re: jak to jest naprawdę - apetyt w miare jedzeni 06.05.10, 18:39
      i na
      > ile czesto wynika to z tego, ze przeciez jak tyle zarabiam to nie
      moge miec
      > wózka gorszego od tamtej z bloku na przeciwko, ktora jezdzi
      kiepskim autem.
      > przeciez jak mamy taki dom, to nie mozemy jezdzic byle osobówką,
      musimy kupić
      > terenówkę.

      Moj apetyt rosnie w miare jedzenia, i owszem, ale bynajmniej nie
      wydaje pieniedzy wedle powyzszej motywacji.Wydaje mniej niz
      moglabym wydawac, bo jestem z tych raczej oszczednych.2 razy sie
      zastanowie, czy aby na pewno potrzebuje.Zbyt duza ilosc rzeczy mnie
      przytłacza.Plazme mam, bo jakosc obrazu jest nieporównywalnie lepsza
      niz zwyklego odbiornika-po to ja kupilam, nie po to, by w oczy kłuc
      sasiada.
      Faktem jest, ze zadowala mnie raczej to co drozsze niz tansze, ale
      tez raczej nie popadam w przesade i nie wydaje grubej kasy na
      mazidla czy odziez.Wole wydac na dobre wino, wycieczke, porcelanowa
      stara filizanke.


Inne wątki na temat:
Pełna wersja