groszek19
02.03.04, 16:04
Możecie tak powiedzieć, krytykować ale zdania nie zmienię.
Są ludzie, którzy wiedzą, do których drzwi zapukać, gdzie o co prosić. Są
ludzie, którzy nie mają wstydu wyciągając rękę po pomoc. Znaleźli sposób na
życie. Kilka lat temu poznałam pewną dziewczynę. Razem z mężem, dwójką dzieci
i matką mieszkają w 60m2. Powodzi im się całkiem nieżle, mieszkanie urządzone
przyzwoicie, każdy ma tel. komórkowy, w domu trzy telewizory, dwa abonamenty
Cyfry+. Możecie powiedzieć, że zaglądam im do mieszkania. Nie obchodziło mnie
to do czasu, gdy w szkole dowiedziałam się, że objęci są dofinansowaniem,
dzieci mają bezpłatne obiady, darmowe książki, pomoc z opieki społecznej.
Dzieci zwolnione były z opłat za wycieczki (trudna syt.finansowa, pomoc z
Komitetu Rodzicielskiego).Jakim cudem u nich taka sytuacja? Gdy usłyszałam od
tej dziewczyny jakie dochody oficjalnie przedstawiają, aż mi dech zaparło.
Dziś wspomniała, że starają się o mieszkanie ze specjalnej puli, dla osób u
których występuje w domu przeludnienie. Przecież 5 osób/60m to nie jest takie
przeludnienie. Ale oni domeldowali jeszcze siostrę z mężem i trójką dzieci i
brata z żoną. Razem wyszło 12osób. I śmieje się w twarz, że trzeba umieć
kombinować.
Dlaczego pomoc dociera do takich osób? Dlaczego nikt nie pofatyguje się do
domu i nie sprawdzi, jak tacy ludzie mieszkają? Przecież oni dostają pomoc z
naszych pieniędzy.Mam dość ich cwaniactwa i wykorzystywania innych. Pamiętam,
jak kiedyś, na wniosek wychowawczyni, finansowaliśmy wyjazdy dziecka na basen
i wycieczkę (ze względu na trudną sytuację).Wtedy to po raz pierwszy ktoś
głośno powiedział o ich "trudnej" sytuacji finansowej.
Z pewnością wiele osób powie, że to nie moja sprawa. Jednak wiele osób jest
naprawdę potrzebujących, jednak nie ma odwagi poprosić o pomoc. Dla wielu
osób pomocy nie starcza. Jednak są tacy, którzy ją dostają.