Tak dla przypomnienia:)

14.05.10, 09:52
docs.google.com/present/view?skipauth=true&id=dftgr74_25fs46kfgw
żeby nabrać dystansu do rzeczywistości smile
    • angazetka Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 10:24
      Z drugiej strony, jak sobie pomyślę, co myśmy wyczyniali w tym
      beztroskim dzieciństwie na trzepakach i huśtawkach, to słabo mi się
      robi wink
      • izabellaz1 Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 10:48
        angazetka napisała:

        > Z drugiej strony, jak sobie pomyślę, co myśmy wyczyniali w tym
        > beztroskim dzieciństwie na trzepakach i huśtawkach, to słabo mi się
        > robi wink

        To prawda, ale wszyscy moi znajomi żyją wink
        • echtom Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 11:02
          > To prawda, ale wszyscy moi znajomi żyją wink

          Moi też i są nawet całkiem sprawni wink
    • morgen_stern Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 11:18
      Nie znoszę idiotycznej mitologizacji PRL-u. To były kompletnie inne czasy i porównywanie ich do dzisiejszych jest idiotyczne. I co, teraz będziesz wozić dzieci bez fotelików? Puszczać je samopas na cały dzień, nie wiedząc, gdzie są? Bo 25 lat temu tak było?

      Zresztą w paru miejscach jest to mocno naciągane.
      Moja matka WIEDZIAŁA, gdzie jestem, mogłam się bawić na ograniczonym obszarze pod blokiem, lukała na mnie przez okno co jakiś czas. Kiedy byłam starsza musiałam mówić, gdzie idę, do jakiej koleżanki i kiedy dokładnie będę.

      W jakiej to niby szkole lekcje były do południa??? Może w 1 czy 2 klasie, potem to zapomnij. Obiad jadło się w domu?? U mnie w klasie wcale nie tak dużo matek nie pracowało, a wychowywałam się na Śląsku, gdzie niby każda gospodyni czeka na swojego męża górnika z karminadlami. Gros klasy jadło obiad w szkolnej stołówce, tam też się siedziało, dopóki któryś z rodziców nie wrócił do domu. Nie było źle, graliśmy w chińczyka smile

      Nie jestem specjalistką od rowerów, ale po pierwsze, na romecie rozwijało się chyba mniejszą prędkość, niż na nowoczesnym rowerze górskim, a poza tym ta sama rzecz, co z fotelikami samochodowymi, wielokrotnie powtarzana, ale do niektórych nie dociera, jak widać - ilość samochodów wtedy i dziś oraz rozwijana przez nie prędkość.

      Ci, co powtarzali rok w szkole byli trochę jak trędowaci, sorry. To był WSTYD. Groźba zostania na drugi rok w tej samej klasie to była jak wizja końca świata smile
      I nie mówcie, że było inaczej, bo pęknę ze śmiechu.

      To jest piękne:
      "Wcinaliśmy słodycze i pączki,
      piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem"
      powinien być dopisek: .. i wszyscy mieliśmy zaawansowaną próchnicę, bo nie było rozwiniętej kultury częstego mycia zębów, a w pastach sklepowych nie było fluoru, w związku z czym cierpieliśmy katusze u szkolnego dentysty"


      Albo to:
      "Nikt nie miał alergii
      na kurz, trawę ani na krowie mleko. "

      totalna bzdura, wiedzą o tym wszystkie dzieci, które miały nieszczęście być alergikami za PRL-u.



      Reasumując, każdy widzi swoje dzieciństwo w słonecznych kolorach i jest to taka utracona Arkadia, ale to nie zobowiązuje nikogo do pisania bzdur.

      Wtedy też dzieci bywały chore, miały alergie, ginęły w wypadkach albo umierały na raka (dwoje dzieci z mojej szkoły), byli pedofile (niesamowite!), nie wspominając już o ekshibicjonistach, których pamięta chyba KAŻDA dziewczynka.
      Dzieci bywały nieszczęśliwe, gnębione przez rówieśników lub durnych nauczycieli, dodatkowo nauczyciele czasem BILI dzieci (dziś nie do pomyślenia).
      Dzieciństwo jak dzieciństwo, nie nam oceniać, czy lepsze niż to "dzisiejsze" - nie jesteśmy już dziećmi i inaczej na to wszystko patrzymy, więc shut the fuck up tongue_out
      • green-blue-eye Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 11:25
        podpisuje sie pod morgen_stern wszystkimi konczynami.
        jeszcze dodam od siebie ze wtedy ciezarne nie mialy robionych usg to dlaczego
        teraz lataja co miesiac?
        • donkaczka Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 11:35
          moja kolezanka z klatki umarla na raka majac 6 lat, sasiadka z pietra wyzej
          chorowala odkad pamietam
          w klasie byla trojka OTYLYCH dzieci
          za to samochod mialy dwie rodziny
          moj chrzestny mial łade, jedyny samochod w rodzinie gdzie okiem siegnac i
          jechanie z nim to byl wielki szal

          to byly inne czasy, dzis sa inne, teksty o fotelikach dobijaja mnie najbardziej..
      • izabellaz1 Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 11:46
        morgen_stern napisała:

        > Nie znoszę idiotycznej mitologizacji PRL-u.

        Jesteś przewrażliwiona. Gdzie tam padł skrót PRL?

        > To jest piękne:
        > "Wcinaliśmy słodycze i pączki,
        > piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem"
        > powinien być dopisek: .. i wszyscy mieliśmy zaawansowaną próchnicę, bo nie było
        > rozwiniętej kultury częstego mycia zębów, a w pastach sklepowych nie było fluo
        > ru, w związku z czym cierpieliśmy katusze u szkolnego dentysty"

        Nie miałam prawie żadnej próchnicysmile

        > Albo to:
        > "Nikt nie miał alergii
        > na kurz, trawę ani na krowie mleko. "
        >
        > totalna bzdura, wiedzą o tym wszystkie dzieci, które miały nieszczęście być ale
        > rgikami za PRL-u.

        Wszystko wzięłaś nad wyraz poważnie. A alergików było mniej. Chodzi o alergie
        spowodowane zanieczyszczeniami środowiska i z drugiej strony nadmierną
        sterylizacją wszystkiego (nie mówię o narzędziach chirurgicznych tylko umywalce
        czy obsesyjnym zbieraniem każdego pyłku z podłogi).

        Ps. Ekshibicjonisty nie widziałam nigdy smile
        • morgen_stern Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 11:51
          CytatWszystko wzięłaś nad wyraz poważnie.

          Tak, nie mam w zwyczaju powtarzać głupot.
          • izabellaz1 Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:05
            morgen_stern napisała:

            > Tak, nie mam w zwyczaju powtarzać głupot.

            Jak również części wypowiedzi w temacie, tylko nie pasującej do Twojej
            straszliwej wizjismile
            • morgen_stern Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:07
              Straszliwej? Ja tylko sprostowałam parę rzeczy, nie pisałam, że dzieciństwo w latach 80-tych to był kataklizm.
        • jamesonwhiskey Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 13:20
          > Chodzi o alergie
          > spowodowane zanieczyszczeniami środowiska i z drugiej strony nadmierną


          jesli chodzi o srodowisko teraz jest duuuzo lepiej
          przemysl ciezki zdaje sie upadl to i truc nie ma komu
          • morgen_stern Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 13:38
            A palenie węglem w domach na Śląsku? Dziś większość ma ogrzewanie na
            gaz albo elektryczne. No i przemysł ciężki. Ech, co ty, qrwa,
            dziewczyno, wiesz o zanieczyszczeniach tongue_out
            Kiedyś na Śląsku trzeba było pucować okna co tydzień, dziś gospodynie
            dużo rzadziej myją tongue_out
            • izabellaz1 Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 15:06
              Nie wiem, na Śląsku nigdy nie mieszkałam.
              Ale każdy okres ma swoje zanieczyszczenia. Niegdyś węgiel (jego zużycie znowu
              tak bardzo nie spadło), teraz multum samolotów, samochodów, odpadów
              radioaktywnych, domestosów itd. Wszystko coś emitujesmile
              • moofka Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 15:20
                z jednej strony na pewno technologia bardziej zaawansowana
                z drugiej normy ekologiczne duzo bardziej wysrubowane
                zarcie na pewno bardziej przetworzone
                moze stad szereg alergii
                dzisiejsze szynki, bulki, sery, nawet owoce to wszystko chemia
                kiedys bylo mniej
                za to jak bylo to bylo prawdziwe

                kiedys dzieciaki lataly rozchelstane umorusane od rana do nocy i
                rekawem ocieraly gila
                teraz jak moje delikatesy zjedza nieopatrznie ciasteczko brudna
                lapka na dworze to na drugi dzien maja sensacje brzuchowe uncertain
                • figrut Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 15:34
                  > teraz jak moje delikatesy zjedza nieopatrznie ciasteczko brudna
                  > lapka na dworze to na drugi dzien maja sensacje brzuchowe uncertain
                  >
                  Moje nie mają mimo nowego stulecia smile
              • marychna31 Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 22:42
                > tak bardzo nie spadło), teraz multum samolotów, samochodów, odpadów
                > radioaktywnych,
                A skąd ty masz teraz w Polsce te odpady radioaktywne? Kiedyś w Polsce działały
                dwa reaktory: Elżbieta i Maria a teraz nie ma żadnego. Najbliższy Polsce to
                chyba reaktor w Berlinie w dawnym HMI, który rocznie produkuje minimalną ilość
                odpadów, wykorzystywaną zresztą później w medycynie.
        • nangaparbat3 Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 22:58
          Co do alergii: Niemcy natychmiast po zjednoczeniu sprawdzali, gdzie jest wiecej
          alergikow - i okazalo sie, ze w dawnych Niemczech Zachodnich, nie
          zanieczyszczonych co prawda, ale "zachemionych" za to.
      • kropkacom Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:08
        > Nie znoszę idiotycznej mitologizacji PRL-u.

        Rozumiem, że beztroskie dzieciństwo zawsze się mitologizuje właśnie. smile Nasze
        dzieci też tak będą robić chociaż to są już inne czasy i inne dzieciństwo.
    • pitahaya1 Jakiego dystansu?? 14.05.10, 12:01
      Jakie niby czasy wtedy były?

      Niech sobie przypomnę.

      1. ze szkoły wychodziłam o 17-tej, jako chyba ostatnie dziecko, mama pracowała
      do 16.30, obiad jadłam na szkolnej stołówce lub po prostu chodziłam głodna
      2. nie było fotelików, samochodów też tyle nie było, nie było też statystyk,
      które mówiłyby ile dzieci zginęło podczas wypadków wypadając z auta przez
      przednią szybę
      3. znajomi żyli i bawili się radośnie...jasne;
      -moja koleżanka wypadła z okna, nie żyje
      -mój kolega wpadł pod samochód, nie żyje
      -kolega męża wpadł pod pociąg, nie żyje
      -mój kolega z klasy wpadł do kadzi z wapnem, podczas budowy domu, miał niezłe
      perypetie w szpitalu
      -koleżanka upadając nabiła się na zardzewiałe gwoździe, nie takie malutkie,
      wielkie i stare jak świat, upadła na nie na twarz
      -ta sama koleżanka oblała się rosołem, gorącym, blizny ma do dziś
      -mój mąż połknął kukułkę, taki cukierek z dawnych lat, o mały włos by się udusił
      -mój kolega odkręcił gaz i poszedł do sąsiadki po zapałki...podmuch ognia
      wyrzucił go do sąsiedniego pokoju
      4. słodycze, kolejny mit. Zęby się wyrywało, dziś się leczy. W życiu nie miałam
      tylu ubytków i źle leczonych zębów jak za czasów podstawówki. A moje dzieci poza
      nielicznymi wyjątkami (usunięcie mleczaka), dentystę odwiedzają tylko w formie
      przeglądu.
      5. telefony komórkowe-ja dziś wiem, gdzie moje dziecko jest, o której wróci;
      kiedyś moja mama z duszą na ramieniu szukała mnie po całym osiedlu, telefonów
      nie był, ani komórkowych ani stacjonarnych
      6. po lekcje szło się na drugi koniec ulicy, lekcji do nadrobienia było mało; a
      jak jest dziś? same wiecie...to ja już wolę, gdy chłopcy na gg dopytają co było
      w szkole, koledzy zeskanują zeszyty

      Tak się żyło.
      Nie wspomnę o "zabawach" na rowerze, skakaniu na główkę do płytkiego "jeziorka",
      co niejeden przypłacił zdrowiem.

      Tylko kiedyś się o tym nie pisało w gazetach, nie trąbiły o tym media. A dziś o
      każdym pierdnięciu w Koziej Wólce po 15 minutach wie pół Polski.
    • bea.bea Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:09
      kazde pokolenie wstecz patrząc miało swoje ....smile
      dziwi mnie, ze moja babcia przeżył, ooo a jej babcia to już "hardkor"..smile
    • figrut Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:32
      Samochodów było dużo mniej, ale próchnicy to ani ja, ani bracia do
      podstawówki nie mieliśmy. Ulubioną zabawą było przechodzenie przez
      głęboki parów po rurze od ogrzewania - w dół było jakieś 3 metry na
      środku. Nie spadł nikt.
      Później zaczęli budować kolejne bloki - całe osiedle bawiło się
      między płytami, na budowie i w kręgach do studzienek - przeżyli
      wszyscy, nikt nie został kaleką.
      Kolejną zabawą było bujanie się na starej linie zawieszonej na
      drzewie. Wchodziło się na skarpę z liną i tak odpychało, aby leeecieć
      nad jezioro. Kilku z nas się zmoczyło, nikt się nie utopił.
      Wiedzieliśmy dobrze, że tam jest płycizna.
      Alergii nie pamiętam u nikogo - nikt się nie skarżył. Obiady jadało
      się w stołówce pracowniczej albo w domu. Jeśli w domu, to raz u
      siebie z kolegami, raz u kolegów - matki wiedziały, że zupy musi być
      cały gar, bo żywiliśmy się po sąsiedzku grupowo. Jedliśmy jabłka z
      cudzych działek spod drzewa i nikt się nie przejmował zarazkami.
      Łaziliśmy też całą grupą 4 kilometry na zielony groszek (pola PGR
      chyba).
      Dzieci z jednego osiedla były wspólne. Małe dzieci pilnowały sąsiadki
      jakie akurat się pojawiły.
      Dzieciństwa nie przeżyły dwie dziewczyny - jedna 1 czerwca z
      koleżankami poszła prosto ze szkoły kąpać się nad jezioro. Drugą
      potrącił motor w ślepej uliczce i kierownica wbiła się w wątrobę. Te
      dwa śmiertelne przypadki mogły zdarzyć się i dziś.
      • kropkacom Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:48
        > Dzieciństwa nie przeżyły dwie dziewczyny

        Jedna z koleżanek utopiła się na niestrzeżonym kąpielisku (choć w sumie to zbyt
        górnolotne określenie dla tego bajora) a druga została śmiertelnie potracona
        przez pociąg.
    • moofka Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 12:56
      niewielka mi pociecha jak sobie przypomne
      i wcale tak rozowo nie bylo
      co do prochnicy trauma po szkolnych dentystach sadystach zostala mi
      do dzis
      wczoraj puscilam mojego siedmiolatka samego z kolega na plac zabaw
      dwa bloki obok
      myslalam ze zdechne przez te 40 minut
      • bi_scotti Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 13:56
        Nie bylismy otyli jako dzieci ale te cukry, tluszcze, kalorie,
        ktorymi sie wtedy obzeralismy gdy sie trafily, w wiekszosci cial
        zostaly i strasza do dzis. Obejrzalam wczoraj album rodzinny na
        website pana Komorowskiego - jakaz to byla piekna, mloda
        dziewczyna/kobieta ta Jego zona tych 30 iles tam lat temu. I co sie
        stalo? Gdzies sie te czekoladki, paczuszki, ozorki czy inne schabowe
        skumulowaly i patrzec juz mozna tylko z troska czy i kiedy to bedzie
        zawal? wylew? cukrzyca? A to sie nie wzielo znikad ani nie pojawilo
        overnight! I pani Komorowska nie jest jedyna obywatelka,
        ktorej "beztroskie" kulinarnie dziecinstwo owocuje dzis troska o
        zdrowie.
        Ja jestem z pokolenia, ktore sie jeszcze bawilo w po-powstaniowych
        ruinach w Warszawie. Owszem, przezylismy zabawy resztkami broni, w
        dziurach z metalowymi niezabezpieczonymi czesciami, przebiegajac
        ulice i wspinajac sie na stare drzewa ale rak i nog sie troche
        polamalo, dwoch kolegow o malo nie utonelo w niezabezpieczonym
        szambie, rowery to mialy dwie osoby wiec jezdzilismy na zmiane i nie
        za daleko ...
        O alergiach juz kiedys pisalam - moj ojciec, urodzony w 1917 roku
        byl alergikiem - prosze mi nie wmawiac, ze alergie to jakis wymysl
        ostatniego dziesieciolecia. A dysleksje, nadpobudliwosc i inne
        problemy w zachowaniu badz nauce byly po prostu nie nazwane/nie
        zdiagnozowane, ale BYLY. W kazdej klasie byl jakis Wojtek czy
        Szymek, ktory rozrabial wiecej niz inni albo nie przyswajacl nawet
        najprostszych czesci materialu, bo slabo czytal (dukal?), mial
        klopoty z pisaniem czy liczeniem. Malo kto sie takim Wojtkiem,
        Szymkiem czy Marzenka przejmowal - droga byla prosta - zawodowka.
        Dla wielu byla to zreszta droga przez meke sad
        • pitahaya1 Re: Tak dla przypomnienia:) 15.05.10, 08:12
          bi_scotti napisała:


          > O alergiach juz kiedys pisalam - moj ojciec, urodzony w 1917 roku
          > byl alergikiem - prosze mi nie wmawiac, ze alergie to jakis wymysl
          > ostatniego dziesieciolecia. A dysleksje, nadpobudliwosc i inne
          > problemy w zachowaniu badz nauce byly po prostu nie nazwane/nie
          > zdiagnozowane, ale BYLY.

          Ano tak.
          Kiedyś na takie Tomka czy Pawełka mówili "łobuz".

          Nasz syn nadpobudliwość ma po tacie, któremu w dzieciństwie babcia wróżyła, że
          prędzej się zabije niż wychowa.
          Z kolei deficyt uwagi mam ja, to i po mnie się synowi dostało. Tylko, że mnie
          mama truła na głową "skup się, przestań się wiercić, skup się".
          Moje dzieciństwo to ustawiczna walka z uczuleniem na nabiał, w czasach, gdy
          tylko ser i jajka były dostępne. Pamiętam jak mama wspominała, że wystarczyło
          tylko, żebym się koło wytłoczki z jajkami przewinęła, wysypana byłam jak biedronka.
          I do dziś nie lubię nabiału.
    • night_irbis Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 22:33
      Nie demonizujmy i nie koloryzujmy.
      Co lato zaczynając od przedszkola jeździłam na 3 miesiące na wakacje do babci do
      całkiem sporego miasta - nie przypominam sobie ze wczesnego dzieciństwa, żeby
      kiedykolwiek moja babcia siedziała ze mną (lub, żeby jakikolwiek rodzic innego
      dziecka) na podwórku. Pomijając oczywiście zupełnie maluszków - 2-3 lata.
      Bawiliśmy się sami, lataliśmy po wszystkich okolicznych podwórkach, parkach itd.
      Wychodziliśmy z domu po śniadaniu, wracaliśmy czasami na obiad, a później - znów
      na dwór do zachodu słońca. Owszem - zdarzały się traumy, non-stop chodziłam ze
      zdartymi kolanami i łokciami. Do tej pory pamiętam jak raz tak sobie rozwaliłam
      kolano, że wracałam do domu, a z kolana sterczała żyła, z której tryskała krew.
      Ale dziękuję mojej babci (świętej pamięci), która jako wojskowa pielęgniarka,
      kompletnie nad tym nie użalała się i nigdy z tego powodu nie robiła żadnej
      afery. Po prostu ze stoickim spokojem wyjmowała z szafki niezbędne medykamenty i
      łatała mnie wink

      Od pierwszej klasy podstawówki w wieku 7 lat sama jeździłam do szkoły 10
      przystanków autobusem. Sama też wracałam do pustego domu około południa i do
      wieczora do powrotu rodziców bawiłam się sama na podwórku (mieszkaliśmy w domku
      jednorodzinnym). Sama podgrzewałam obiad i nie przyszło mi do głowy, że dzieję
      się mi jakaś krzywda.
      W wieku lat 12 sama zapisałam się do sekcji jeździectwa i na oburzenie mojego
      ojca pod tytułem "jak spadnę i zrobię sobie krzywdę mam mu nie płakać",
      powiedziałam "i nie będę". I nigdy przez lata a ni razu mu nie opowiedziałam o
      żadnym upadku - a na początku miałam je co nie miara i nie raz przychodziłam do
      domu cała poobijana.

      A teraz - moja koleżanka ma syna 11 lat i się boi go puścić 2 przystanki
      autobusem samego do szkoły. Mój kolega ma córkę 10 lat i boją się ją samą
      zostawić w domu dłużej niż na półgodziny. Jak dla mnie to już jakieś
      upośledzenie społeczne i lekka przesada.

      Owszem teraz jest więcej samochodów niż kiedyś, ale poza tym niewiele się
      zmieniło - ogień tak samo parzy, w wodzie tak samo można się utopić, pedofili i
      innych dewiantów myślę, że jest tyle samo, co kiedyś itd. itp. Ale jak się nie
      będzie dziecka uczyło samodzielności, jak nas kiedyś uczono, to wyrasta taka
      sierota, co na Uniwersytecie bez mamy po indeks nie pójdzie, a na dworcu nie
      potrafi biletu kupić.

      A wystarczy mówić, tłumaczyć i pozwolić się powoli samodzielności uczyć. Mnie i
      moich kolegów w dzieciństwie moja babcia i wszyscy znajomi konsekwentnie
      straszyli jakie potężne prądy są w rzece niedaleko naszego domu i ile osób się
      tam utopiło (i rzeczywiście tak było), tłumaczyli i wbijali do głowy, że nad
      rzekę chodzi się tylko z dorosłymi. Nigdy! przenigdy nie przyszło ani mnie, ani
      moim kolegom i koleżankom do głowy, żeby pójść nad rzekę bez dorosłych. Uczono
      mnie, że gorące parzy (pozwalając dotknąć), że w wodzie można utonąć, że
      samochód może potrącić i zabić itd. Średnio inteligentnemu dziecku to wystarcza,
      żeby się wystrzegało śmiertelnie niebezpiecznych zachowań. A resztę siniaków
      pozwolono nabić samodzielnie, ocierając łzy i reperując ubrania wink

      A teraz, jak ktoś już zauważył w ogóle nie widać na podwórkach dzieciaków bez
      rodziców i to niezależnie od wieku. 7 latka na placu zabaw w asyście babci...
      Ech... Na prawdę jak dla mnie zaczyna zakrawać to na absurd...
    • attiya Re: Tak dla przypomnienia:) 14.05.10, 23:01
      no fakt, miałam kilka lat i maluchem zasuwaliśmy z Białego do W-wy na tylnym
      siedzeniu z siostrą. Młodszą ode mnie o 3 lata smile
      Ta oranżada w woreczku, lody casatte z Hortexu i te cienkie cukierki
      mordokleiki...ech...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja