rozamund
18.05.10, 15:03
Mam przyjaciółkę. A może powinnam napisać "miałam"?
Znamy się od lat, wychowywałyśmy się na tym samym podwórku i chodziłyśmy do jednej klasy aż do matury. Zawsze i ona i ja miałyśmy też innych znajomych i przyjaciół, ale jeśli miałyśmy wymienić najważniejszą osobę, to zawsze myślałyśmy o sobie nawzajem.
Życie nas rozdzieliło, studiowałyśmy w innych miastach, tam zostałyśmy, ale dbałyśmy o nasze kontakty. Nie były one częste, ale intensywne, często pisałyśmy do siebie, rozmawiałyśmy na czacie, dwa-trzy razy w roku spotykałyśmy się.
Zawsze byłyśmy na bieżąco z tym, co ważnego się u nas dzieje. Moja przyjaciółka była ze mną, kiedy rodziłam pierwsze dziecko, bo mój mąż nie mógł być wtedy z nami. Ona długo starała się o dziecko, bezskutecznie.
Przez ostatni rok nie widziałyśmy się, ja wróciłam do pracy po wychowawczym, więc tylko pisałyśmy do siebie, czasami rozmawiałyśmy przez telefon, ale krótko i raczej zdawkowo. Myślę teraz, że może trochę zaniedbałam te kontakty.
W każdym razie dochodzę do meritum: zadzwoniłam wczoraj do niej, żeby zaprosić ją na moje urodziny, które są niedługo, a jednocześnie są to urodziny mojego syna. A ona na to: wiesz, raczej nie przyjadę, za tydzień mam termin porodu. !!!
Napisać, że szczęka mi opadła, to za mało. Byłam tak oszołomiona, że zdobyłam się tylko na to, żeby jej pogratulować (szczerze, bo naprawdę się ucieszyłam, że po tylu latach starań udało się), wypytać o kilka drobnych szczegółów, a potem wyłączyłam się i wciąż mam w głowie pytanie: dlaczego do licha nic mi nie powiedziała???
Rozumiem, że na samym początku można nic nie mówić z obawy, że coś złego się stanie i trzeba będzie informować o stracie dziecka. Ale tak? Gdybym nie zadzwoniła, to pewnie dowiedziałabym się, że dziecko już jest na świecie. Boli mnie to, bo dotychczas mówiłyśmy sobie o takich rzeczach, wiemy o sobie nawzajem chyba wszystko, więc nie rozumiem, dlaczego nic mi nie powiedziała? Tak wiele przecież nas łączyło.
Czy mogę jeszcze uważać ją za swoją przyjaciółkę? Nie wiem...