shellerka
21.05.10, 14:51
od jakiegoś czasu obserwuje przedziwne zjawisko. pierwsze dziecko urodziłam w
wieku 26 lat. naookoło wszyscy młodzi i piękni i bezdzietni. jako że i ja tak
się czułam dziecka nie traktowałam jako końca mojego życia, tylko piękne jego
uzupełnienie. ale nie przeszkodziło mi korzystać z uroków młodości tzn. nie
przestałam nagle uczestniczyć w życiu zawodowym, imprezowym, towarzyskim.
druga ciąża - 30 lat i znowu. co prawda pojawiały się jakieś brzuchy wokół
mnie, ale ja byłam stawiana za wzór do naśladowania. w ciązy zawsze zadbana i
jeśli impreza była bez smrodu papierosowego, to oczywiście bywałam, po
porodzie, ponieważ karmiłam ograniczyłam wyjścia i spotkania i pojawiły się
pierwsze głosy, że jak to? że przecież dziecko to nie koniec świata, że
dlaczego nie chce gdzieś iść. oczywiście głosy niedzieciatych. teraz nagle
wokół nas pojawiły się dzieciate pary i matki w tych związkach zdaje się że
zapomniały już co wcześniej blubrały i teraz dziecię najważniejsze i przyjęly
postawę matek kwok. że jak można imprezować, keidy dziecko małe, że wyjścia?
bosz... ona jest taka mało dojrzała. i takie tam.
i teraz z pozycji podziwianej za to, ze radze sobie z macierzynstwem bez
popadania w bycie matroną spadłam do pozycji tej, ktora ma fiubździu w głowie
i mysli tylko o tym na jaki kolor pofarbować włosy.
i to mnie wkurza.