dontteaseme
21.05.10, 23:57
Drogie Forumki

jak sobie radzicie w sytuacji kiedy Wasze dziecie czestowane
sa na placu zabaw slodyczami przez inne mamy?
Bo ja ostatnio mam z tym problem - i juz nie wiem jak z niego wybrnac.
Moja corka ma prawie 3 latka, dopoki nie sprobowala slodyczy to ja oczywiscie
nie interesowaly. Nie uchowala sie dlugo bo tata to slodyczoholik, wiec cos
tam codziennie dostanie, a to ciastko, a to kawalek batona, a to jakas zelke.
Generalnie staram sie, by takie typowe slodycze byly naprawde rzadkoscia,
zwykle mloda dostaje jakis batonik zbozowy, herbatnik albo jakies owoce
suszone, do picia tylko nieslodzony sok na pol z woda itd. Nawet jesli kupuje
jej jakies zelki, to tez staram sie wybrac takie lepsze, bez konserwantow i
barwnikow, raczej kwaskowate niz slodkie - zeby jak najmniej ja przyzwyczajac
do tego slodkiego smaku.
Staram sie tez jej sie to jakos zdroworozsadkowo wydzielac, nie dawac przed
glownym posilkiem czy zamiast.
I teraz do sedna problemu - caly moj misterny zdroworozsadkowy plan
antyslodyczowy bierze w leb, gdy tylko pojawimy sie na placu zabaw.
Przychodzi tam regularnie kilka mam, zawsze maja: lizaki, biszkopty, jakis
batoniki i napoje typu ulepek (bardzo popularne w UK, gdzie mieszkamy,
fruit-shots, pseudoowocowe 'soczki' slodzone jakims slodzikiem, ale wiekszosc
dzieciakow tutaj za tym przepada.) Ani to zdrowe, ani nawet specjalnie dobre...
Ja dla swojej tez mam, jak wspominalam, zawsze jakis owoc, herbatniki i wode
lub wode z sokiem. Niestety, jak tylko mloda zobaczy u innego dziecka cos
slodkiego, w nosie ma banana czy winogrona, czy wlasny sok, ona chce to co
maja tamte dzieci
Oczywiscie mamy czestuja, same z siebie, zapewne z dobrego serca, ale... no
wlasnie, co ja mam robic skoro nie chce by corka to jadla?
Nie chce sie tez czuc w obowiazku rewanzowac, bo po prostu nie bede kupowala i
czestowala dzieci tymi ohydnymi soczkami czy lizakami w kolorze neonowego
rozu, a moje przekaski sa zbyt 'zwykle'...
Wkurza mnie to, bo jakis swoisty trend sie z tego zrobil, ze czesto np. jakas
mama rusza do sklepu i kupuje np. 6 'soczkow' dla kazdego z tych dzieci,
oczywiscie mojej corce sie tez jeden dostaje, albo 6 batonikow itd. i czestuja
po kolei wszystkie polskie dzieci...
Ja oczywiscie chetnie poczestowalabym inne dzieci herbatnikiem czy owocem,
symbolicznie, ale nie wyobrazam sobie napychania cudzych dzieci jakimis
slodyczami.
Oczywiscie potem te dziewczyny narzekaja, ze dzieci nie chca jesc obiadow, ze
nie lubia warzyw czy owocow itd. Jak niesmialo raz podjelam watek - ze wlasnie
dlatego ja NIE PRZYNOSZE slodyczy tylko owoce czy rodzynki i wode/zwykly
rozcienczony sok - to jakos zadna nie podjela watku...
Dzis moja cora nie zjadla obiadu, bo pochlonela na placu zabaw lizaka i pol
paczki biszkoptow, oraz wypila jednego fruitshota... a ja winogrona i sok,
ktore mialam dla niej - spozylam sama
Zeby nie bylo, ze jakas stuknieta jestem... nie mam nic przeciwko nawet
superneonowemu lizakowi czy batonowi, czy pseudosoczkowi raz na jakis czas,
skoro dziecko ma jakas wielka nan ochote... ale codziennie???