Wolnosc w malzenstwie.

    • mikas73 Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 08:18
      Jeżeli tobie to nie przeszkadza, to nie ma o mówić i tyle.

      Mnie nie obchodzi, co inni myślą o tym ,że dla mnie takie spotkania
      sa niedopuszczalne i mój mąż o tym wie i wiedział. Nie zastanawiam
      się czy u podłoża moich wyborów leży: zazdrość, brak zaufania czy
      może brak wiary w siebie a może doświadcznie.
      Nie chce mi się tego analizować i zmieniać siebie na potrzeby jego
      koleżanki.Taka po prostu jestem i mój mąż mnie kocha bezgranicznie,
      w całości, z moimi słabościami też.
      • mikas73 Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 08:22
        a z tym koncertem i teatrem jako przykład niezłej nudy to też już mi
        pod trolowanie podeszło ale jakoś kojarzę nicka ....
        • kali_pso Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 08:31

          Ale że co? Nie wierzysz, że sa ludzie, którzy nie doznają orgazmu na
          koncercie czy w teatrze?winkp Sama bym na koncert raczej nie poszła,
          właśnie z powodu nudy...heheheheh
          • mikas73 Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 08:43
            Ech, tak dawno nie byłam, że rzeczywiście potraktowałam jako szczyty
            dobrej zabawy z facetem.. wink

            Zastanawił mnie tylko ten kontrast : ja sama w domu a mąż z
            koleżanką full zestaw: hotel, knajpa, baaa, nawet teatr czy koncert,
            no, no.. ale niech im będzie jak tak chcą.. zakładając, że to
            autentyczna historia.
    • miminko jestem w szoku 26.05.10, 10:59
      kiedy czytam wasze wypowiedzi, smutny obraz malzenstwa mi sie przed oczami
      buduje. otoz malzenstwo to wg wielu obecnych tu kobiet totalne
      ubezwlasnowolnienie. totalne, bo nie ma mowy nawet o 2-3 wieczorach w roku
      spedzonych z plcia przeciwna. czy naprawde wydaje wam sie, ze taka kontrola nad
      przyjazniami meza jest was w stanie przed czymkolwiek uchronic? chyba wrecz
      przeciwnie. czy wy naprawde stajecie przed mezem regularnie i pokrzykujecie JA
      JA JA jak Ostaszewska w Krumie?

      moj facet ma 2-3 przyjaciolki, w tym jedna byla dziewczyne. poza tym, rzeszę
      zapatrzonych w niego studentek. do glowy by mi nie przyszlo, zeby go
      kontrolowac, chyba bym oszalala. mam swoje sprawy, swoje zycie. wierze, ze
      bedzie ze mna dopoki bede dla niego fajna partnerka, a nie dopoki nie poluzuje
      mu smyczy.

      sama tez mam przyjaciol, mezczyzn. spotykam sie z nimi, nie robie niczego
      niestosownego. moj facet mnie nie kontroluje.

      raz bylam w sytuacji "przyjaciolki". przyjechalam do miasta (i kraju) mojego
      przyjaciela, bylam tam dwa tygodnie i on przez te dwa tygodnie spotykal sie ze
      mna niemal codziennie. jego dziewczyna byla z tego niezadowolona (choc mysle, ze
      nie mialaby nic przeciwko 2-3 razom), ja pewnie tez bym sie wkurzyla na jej
      miejscu, bo dzien w dzien to byla ewidentna przesada i cos na rzeczy. rozstali
      sie zreszta niedlugo potem, bo chyba w ogole nie byli ze soba szczesliwi. on
      zrozumial, ze skoro ja jestem mu blizsza od dziewczyny, to nie ma sensu z nia
      byc. ale do dzisiaj on kumpluje sie z nia a ja z nim, chociaz kazde z nas ma juz
      innych partnerow.
      • bri Re: jestem w szoku 26.05.10, 11:16
        Mam podobne do Twoich wrażenia za każdym razem, kiedy czytam wątek o
        podobnej tematyce na tym forum. Pomijam już nawet kwestię
        kontrolowania męża, co wydaje mi się bardzo drenujące psychicznie -
        narzucanie jemu takich ograniczeń oznacza przecież, że narzucamy je
        także sobie. Poczucie bezpieczeństwa jakie dają takie ograniczenia
        jest złudne, bo okazji do poznania i spotykania atrakcyjnych kobiet
        każdy mężczyzna ma masę: w pracy, na siłowni, na uczelni, wśród osób
        mających takie samo hobby, a nawet zupełnie przypadkiem na ulicy czy
        w sklepie. Natomiast okazję do rozrywki w odpowiadającym nam
        towarzystwie tracimy całkiem realnie.
        • miminko Re: jestem w szoku 26.05.10, 11:34
          bri - dokladnie. dbam o mojego faceta w inny sposob, niz kontrolujac jego
          telefon i kladac lape na relacjach z innymi ludzmi. wolnosc to najlepsza rzecz
          jaka mozna podarowac osobie ktora kochamy, obojetnie czy jest to maz czy
          dziecko, czy najlepsza przyjaciolka.

          wczorajszy wieczor: kazde z nas spotkalo sie wieczorem ze swoim przyjacielem.
          moj facet wyslal mi smsa po swoim spotkaniu, ze jedzie do domu, zapytalam go,
          czy chce dolaczyc do mnie i znajomych w knajpie w ktorej bylam, powiedzial ze
          nie ma ochoty. poniewaz moje spotkanie dobiegalo konca, pozegnalam sie grzecznie
          i pojechalam do niego, a to co sie dzialo dalej jest raczej niecenzuralne smile

          nigdy nie zastanawiam sie, co on robi w ciagu dnia i z kim pije kawe. gdyby
          zaczelo mi to spedzac sen z powiek zaczelabym sie niepokoic o swoj stan
          psychiczny i kondycje mojego zwiazku.
          • mikas73 Re: jestem w szoku 26.05.10, 12:00
            Ja też dbam o mojego męża a on o mnie, w życiu nie zajrzałam mu do
            komorki czy poczty nie uprzeddzając go i wciąż dzieją się między
            nami rzeczy niecenzuralne. Jednak:

            Wiecie, już samo małżeństwo jest jakby na to nie patrzeć swojego
            rodzaju ograniczenie: obowiązki już inne, dzieci, praca, wydawanie
            nie tylko na siebie, monogamia. Dla mnie takie wyeliminowanie
            sytuacji przyjemnego relaksu z byłą pod jednym dachem daje nie
            złudne ale powiedziałabym realne przełożenie na więcej czasu dla
            nas.
            Jeżeli znam dziewczę to może jeszcze tak, ale w przypadku obcej
            byłej to po prostu nie chce mi się udzielać kredytu zaufania i
            tracić własnej zabawy. W ogóle te teksty o męczących ograniczeniach
            facetów w tych kwestiach mnie irytują, rzeczywiście biedne
            wydrenowane psychicznie żuczki.Dadzą sobie radę.

            Bardziej razi mnie jednak w przykładzie autorki wątku: schemat tych
            spotkań z koleżanką, ich planowanie i regularność. Co innego raz na
            jakiś czas, bo się spotkało starą znajomą a co innego taka „stała
            stałość”. Ciekawe czy rzeczony mąż tak często z własną żoną po
            hotelach jeździ i na koncerty i do teatru chodzi, w przeciętnym
            małżeństwie, wydaje się realia są inne, ciężko znaleźć na
            przyjemności czas, a jeżeli ja już znajdę to wolę ten wolny czas po
            prostu z własnym mężem spędzić a nie starym przyjacielem i tak
            zresztą robimy. Nie wiem, może za 20 lat, będę miała go dość i wyślę
            na wypad do byłej. Gdybym chciała zaliczać spotkania, on ze swoim
            towarzystwem, ja ze swoim, potem ze wspólnym a i z dziećmi do kina
            by się przydało, no i na wycieczkę, a szkolenia zawodowe, to byśmy
            się chyba nie wyrobili. Proporcje muszą być zachowane i tyle.
            A już z tym spotykaniem masy atrakcyjnych kobiet na każdym kroku, to
            już nadinterpretacja, uważam…wink (no wyłączam pana doktora na
            uniwersytecie) i nie jestem zgnuśniałą gospodynią, zazdrosną o każdą
            ładniejszą koleżankę, nie wręcz przeciwnie (jak twierdzi mąż jestem
            wciąż i zawsze najatrakcyjniejsza wink ) ale sytuacja przedstawiona
            przez autorkę u mnie by nie przeszła.
            • bez_seller Re: jestem w szoku 26.05.10, 12:45
              > Bardziej razi mnie jednak w przykładzie autorki wątku: schemat
              tych
              > spotkań z koleżanką, ich planowanie i regularność. Co innego raz
              na
              > jakiś czas, bo się spotkało starą znajomą a co innego taka „stała
              > stałość”. Ciekawe czy rzeczony mąż tak często z własną żoną po
              > hotelach jeździ i na koncerty i do teatru chodzi, w przeciętnym
              > małżeństwie, wydaje się realia są inne, ciężko znaleźć na
              > przyjemności czas, a jeżeli ja już znajdę to wolę ten wolny czas
              po
              > prostu z własnym mężem spędzić a nie starym przyjacielem i tak
              > zresztą robimy. Nie wiem, może za 20 lat, będę miała go dość i
              wyślę
              > na wypad do byłej


              Regularnosc tych spotkan nie jest tak jednak regularna. Zalezy od
              wyjazdow przyjacilki na sympozja naukowe, no i jeszcze od tego czy
              ma przesiadke w naszym miescie, bo czesto leci bezposrednio. Jest
              naukowcem, mezatka, matka i bedac w naszym miescie, robi sobie dzien
              lub dwa przerwy w podrozy, by zobaczyc co nowego w teatrze, spotakac
              sie ze znajomymi, zrobic zakupy i w ogole pozyc w wielkim miescie.
              • mikas73 Re: jestem w szoku 26.05.10, 13:21
                No i widzisz bez_seller najlepiej wiesz sama jak to wygląda, znasz
                siebie, koleżankę i męza.

                Przyznam, że teraz doczytałam, że ona przyjeżdża do miasta, w którym
                mieszkacie. Myslałam, że mąż robi wypad w dawne rodzinne strony,
                gdzie wynajmuje hotel i spotyka się z byłą, przesympatyczną
                koleżanką. Troche to inaczej wygląda, nie ma to jak szybkie
                czytanie. uncertain
                Jednak ja na pewno poszłabym z mężem, nie odpuściłabym chwili
                odpoczynku od dzieci smile a sytuacja ich wypadu bez mojej osoby nie
                spotkałoby się jednak z moją obojętnością i aprobatą.No dobra
                musiałabym być bardzo zmęczona i nie w sosie. Nie dziwię się też tak
                bardzo osobom, które Cię uświadamiają.

                A tak na koniec, pół żartem pojęcia: naukowiec,mężatka i matka nie
                wykluczają słowa: kochanka, to nie jest dla Ciebie absolutnie żadne
                zabezpieczenie ....
                • bez_seller Re: jestem w szoku 26.05.10, 15:09
                  > Przyznam, że teraz doczytałam, że ona przyjeżdża do miasta, w
                  którym
                  > mieszkacie. Myslałam, że mąż robi wypad w dawne rodzinne strony,
                  > gdzie wynajmuje hotel i spotyka się z byłą, przesympatyczną
                  > koleżanką. Troche to inaczej wygląda, nie ma to jak szybkie
                  > czytanie. uncertain

                  Gdybys rownie szybko jak czytasz, jezdzila np. na rowerze,
                  mistrzostwo swiata murowane. smile

                  > A tak na koniec, pół żartem pojęcia: naukowiec,mężatka i matka nie
                  > wykluczają słowa: kochanka, to nie jest dla Ciebie absolutnie
                  żadne
                  > zabezpieczenie ....

                  Nie szukam zabezpieczen, rozjasniam tylko sytuacje. A co wyklucza
                  slowo "kochanka" w zyciu mezow? Zamkniecie ich na klucz, czy stala
                  obsrwacja?
            • chococino Lepiej bym tego nie podsumowała 26.05.10, 13:12
        • el_jot Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:01
          bri napisała:

          > Mam podobne do Twoich wrażenia za każdym razem, kiedy czytam wątek
          o
          > podobnej tematyce na tym forum. Pomijam już nawet kwestię
          > kontrolowania męża, co wydaje mi się bardzo drenujące psychicznie -

          > narzucanie jemu takich ograniczeń oznacza przecież, że narzucamy
          je
          > także sobie. Poczucie bezpieczeństwa jakie dają takie ograniczenia
          > jest złudne, bo okazji do poznania i spotykania atrakcyjnych
          kobiet
          > każdy mężczyzna ma masę: w pracy, na siłowni, na uczelni, wśród
          osób
          > mających takie samo hobby, a nawet zupełnie przypadkiem na ulicy
          czy
          > w sklepie. Natomiast okazję do rozrywki w odpowiadającym nam
          > towarzystwie tracimy całkiem realnie.

          Biorąc ślub godzę się z tym, że będzie to swojego rodzaju
          ograniczenie, ale korzyści płynące z posiadania jednego, stałego,
          wiernego partnera, któremu ufam i który do tej pory nie zawiódł są
          niewspółmierne do tego jednego, malutkiego minusika jakim jest
          ograniczenie - tzn niespotykanie się z innymi "przyjaciółmi" płci
          przeciwnej.
          • bri Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:29
            Rzecz w tym, że spotykanie się z innymi ludźmi wcale nie musi
            wykluczać posiadania stałego, wiernego partnera, któremu się ufa i
            który nie zawodzi.

            Ale co kto lubi. Skoro czujesz się pewniej, kiedy możesz mężowi
            zabronić spotykania się z niektórymi ludźmi, a on się nie buntuje,
            to mu zabraniaj.
            • el_jot Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:36
              bri napisała:

              > Rzecz w tym, że spotykanie się z innymi ludźmi wcale nie musi
              > wykluczać posiadania stałego, wiernego partnera, któremu się ufa i
              > który nie zawodzi.
              Ale nie jest mowa o spotykaniu się z innymi ludźmi,jest mowa o
              spotykaniu się w miarę regularnym z jedną przyjaciółka, a to jest
              zasadnicza różnica.
              >
              > Ale co kto lubi. Skoro czujesz się pewniej, kiedy możesz mężowi
              > zabronić spotykania się z niektórymi ludźmi, a on się nie buntuje,
              > to mu zabraniaj.
              Nie zabraniamy sobie niczego. Przeczytaj jeszcze raz co napisałam.
              • bri Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:59
                > Ale nie jest mowa o spotykaniu się z innymi ludźmi,jest mowa o
                > spotykaniu się w miarę regularnym z jedną przyjaciółka, a to jest
                > zasadnicza różnica.

                Napisałam z ludźmi, bo równie dobrze może chodzić o kobietę, która
                spotyka się przyjacielem. Zresztą dla mnie to wcale nie jest taka
                znowu wielka różnica. Nie mam pojęcia tak naprawdę, z kim mój mąż
                pije piwo przy barze jak wyjdzie z kolegami, przypuszczam, że nie
                raz flirtował z jakimiś dziewczynami.

                > Nie zabraniamy sobie niczego. Przeczytaj jeszcze raz co napisałam

                Ok, nie zabraniacie, bo żadnemu z Was nawet w głowie nie postało,
                spotkać się z kimś płci przeciwnej. Z Twojej wypowiedzi wynika
                jednak, że zabroniłabyś tego, gdyby Twój mąż chciał się takiego
                czynu dopuścić, prawda?

                • el_jot Re: jestem w szoku 26.05.10, 17:10
                  bri napisała:

                  > > >
                  >
                  >
                  > >
                  >
                  > Ok, nie zabraniacie, bo żadnemu z Was nawet w głowie nie postało,
                  > spotkać się z kimś płci przeciwnej.
                  Mi nie powstało w głowie, bo wiem, że zrobiłabym mężowi przykrość, i
                  na odwrót.

                  Z Twojej wypowiedzi wynika
                  > jednak, że zabroniłabyś tego, gdyby Twój mąż chciał się takiego
                  > czynu dopuścić, prawda?
                  >
                  Wiedząc, że byłoby mi przykro mam nadzieję, że sam nie poszedłby na
                  takie spotkanie.
                  • lola211 Re: jestem w szoku 27.05.10, 09:55
                    Ale z czego ta przykrosc sie bierze? Z faktu, ze malzenstwo
                    postrzega sie wlasnie jako zwiazek, gdzie wiele nie wolno, nie
                    mozna ,nie wypada.
                    Trzeba czuc sie mocno niepewnie, by tak podchodzic do tematu.
                  • angazetka Re: jestem w szoku 27.05.10, 11:32
                    > Wiedząc, że byłoby mi przykro mam nadzieję, że sam nie poszedłby na
                    > takie spotkanie.

                    Zabroń mu też spotkań z kolegami, bo, cholera wie, może jest kryptogejem?
                    Chore.
                    • girasole01 Re: jestem w szoku 27.05.10, 16:46
                      Etam, kryptogejem od razu, wystarczy bi wink
                      To jest dla mnie ciekawe. Jestem sklonna jakos tam zrozumiec (tzn.
                      widze w tym jakas logike) kobiety, ktore niechetnie odnosza sie do
                      wyjsc meza z domu w ogole - traktuja to jako "zabieranie czasu", ktory
                      maz "powinien" spedzic z nimi. Ale za cholere nie rozumiem dlaczego
                      niektore kobiety nie maja nic przeciwko spotkaniom meza z przyjaciolmi-
                      facetami, a maja duzo przeciwo spotkaniom meza z przyjaciolkami-
                      kobietami i jednoczesnie mowia, ze nie chodzi o brak zaufania do meza.
                      To o co chodzi? Ktos napisal, ze "nie wypada" - ale dlaczego nie
                      wypada? Bo inni sobie cos pomysla? A moze chodzi o to, ze kazda kobieta
                      czeka na to, zeby uwiesc cudzego meza, nawet jesli ten sie opiera?
                      Jesli tak, to czy spotkania z przyjacielem-gejem tez by byly
                      zabronione? Czy nie, bo gej z zasady (w przeciwienstwie do kobiet) nie
                      uwodzi cudzych mezow?
        • shellerka Re: jestem w szoku 02.06.10, 12:49
          no nie wiem... ja bym nie chciała zeby jakas zyczliwa osoba mi powiedziala, ze
          wiesz... widziałam twojego meza z ekstra laska na koncercie. fajnie razem
          wygladali. na takich radosnych.

          tak samo jak mysle nie fajnie byloby mojemu mezowi gdybym sobie do kina z
          przyjacielem poszla i spotkala tam jego kolegów, a oni potem by sie z niego
          nasmiewali.

          wychodzac za maz niestety ale stawia sie pewne granice, chociaz nie - moze nie
          granice, ale poprostu i zwyczajnie bardziej mysli sie o tym jak poczuje sie
          druga strona. jesli autorce watku to przeszkadza, tzn. to ze jej maz zabiera
          przyjaciółkę na takie spotkania, to mysle ze maz powinien to uszanowac i tyle.

          i nie ma to nic wspolnego z kontrolowaniem.

          moj maz robi sobie wypady w meskim gronie i guzik mnie obchodzi co tam na tych
          wypadach sie dzieje, bo nie maja one nic wspolnego z intymnoscia. wyjscia we
          dwoje z przyjaciolka charakter intymny moga latwo podłapac. a intymnosc dla mnie
          zarezerwowana jest dla zwiazku.
      • el_jot Re: jestem w szoku 26.05.10, 15:56
        miminko napisała:

        > kiedy czytam wasze wypowiedzi, smutny obraz malzenstwa mi sie
        przed oczami
        > buduje. otoz malzenstwo to wg wielu obecnych tu kobiet totalne
        > ubezwlasnowolnienie. totalne, bo nie ma mowy nawet o 2-3
        wieczorach w roku
        > spedzonych z plcia przeciwna. czy naprawde wydaje wam sie, ze taka
        kontrola nad
        > przyjazniami meza jest was w stanie przed czymkolwiek uchronic?
        chyba wrecz
        > przeciwnie. czy wy naprawde stajecie przed mezem regularnie i
        pokrzykujecie JA
        > JA JA jak Ostaszewska w Krumie?
        Nie mam zwyczaju zaglądać mężowi do komórki, mało tego, jak dzwoni
        telefon męża i ja nie odbieram, to on się dziwi dlaczego nie
        odebrałam, ba,dlaczego nie wyciągnęłam jego telefonu z JEGO teczkismile
        To chyba świadczy o nim. Nie było nigdy takeigo problemu, że mąż
        chciał wyjść gdzieś beze mnie i ja mu nie pozwoliłam. Spotyka się z
        kumplami, przyjaciółek/kochanek nie ma i ja to wiem, po prostu.
        Jakby miał raczej spotykalibyśmy się razem. Na delegacje jeździ, nie
        mam z tym najmniejszego problemu, bo mu ufam. Ale na nocne spotkania
        z przyjaciółkami bym nie pozwoliła, zresztą znam swojego męża na
        tyle, że wiem,że to by mu nawet do głowy nie przyszłobig_grin


        raz bylam w sytuacji "przyjaciolki". przyjechalam do miasta (i
        kraju) mojego
        > przyjaciela, bylam tam dwa tygodnie i on przez te dwa tygodnie
        spotykal sie ze
        > mna niemal codziennie. jego dziewczyna byla z tego niezadowolona
        (choc mysle, z
        > e
        > nie mialaby nic przeciwko 2-3 razom), ja pewnie tez bym sie
        wkurzyla na jej
        > miejscu, bo dzien w dzien to byla ewidentna przesada i cos na
        rzeczy. rozstali
        > sie zreszta niedlugo potem, bo chyba w ogole nie byli ze soba
        szczesliwi. on
        > zrozumial, ze skoro ja jestem mu blizsza od dziewczyny, to nie ma
        sensu z nia
        > byc. ale do dzisiaj on kumpluje sie z nia a ja z nim, chociaz
        kazde z nas ma ju
        > z
        > innych partnerow.
        Teraz zaprzeczasz temu co napisałaś wyżejsmile
      • bez_seller Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:08
        miminko napisała:

        > kiedy czytam wasze wypowiedzi, smutny obraz malzenstwa mi sie
        przed oczami
        > buduje. otoz malzenstwo to wg wielu obecnych tu kobiet totalne
        > ubezwlasnowolnienie. totalne, bo nie ma mowy nawet o 2-3
        wieczorach w roku
        > spedzonych z plcia przeciwna. czy naprawde wydaje wam sie, ze taka
        kontrola nad
        > przyjazniami meza jest was w stanie przed czymkolwiek uchronic?
        chyba wrecz
        > przeciwnie. czy wy naprawde stajecie przed mezem regularnie i
        pokrzykujecie JA
        > JA JA jak Ostaszewska w Krumie?

        Te ubezwlasnowolnione malzenstwa musza byc koszmarem. Czy role
        tutaj odgrywa zwierzecy instynkt? Ale w naturze samice nie pilnuja
        samcow. A moze to ludzka zachlannosc? Na pewno nie milosc.
        • el_jot Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:16
          bez_seller napisała:

          > > Te ubezwlasnowolnione malzenstwa musza byc koszmarem. Czy role
          > tutaj odgrywa zwierzecy instynkt? Ale w naturze samice nie pilnuja
          > samcow. A moze to ludzka zachlannosc? Na pewno nie milosc.
          He he he, moje małżeństwo koszmarem nie jestsmile A zresztą, jakim
          prawem oceniasz to w jaki sposób ktoś sobie żyje. Żyj sobie jak
          chcesz, i daj żyć innym. Od początku mnie zastanawia: skoro tak ci
          odpowiadają te spotkania to dlaczego szukasz potwierdzenia dla
          swojego zachowania na forum?
          • bez_seller Re: jestem w szoku 26.05.10, 16:56
            el_jot napisała:

            > He he he, moje małżeństwo koszmarem nie jestsmile A zresztą, jakim
            > prawem oceniasz to w jaki sposób ktoś sobie żyje. Żyj sobie jak
            > chcesz, i daj żyć innym. Od początku mnie zastanawia: skoro tak ci
            > odpowiadają te spotkania to dlaczego szukasz potwierdzenia dla
            > swojego zachowania na forum?

            Nie szukam potwierdzenia. Napisalam na wstepie, ze ciekawia mnie
            opinie. Jesli wypowiadasz swoje opinie publicznie, musisz
            przygotowac sie na ich ocene.


            • el_jot Re: jestem w szoku 26.05.10, 17:06
              bez_seller napisała:

              > el_jot napisała:
              >
              > > He he he, moje małżeństwo koszmarem nie jestsmile A zresztą, jakim
              > > prawem oceniasz to w jaki sposób ktoś sobie żyje. Żyj sobie jak
              > > chcesz, i daj żyć innym. Od początku mnie zastanawia: skoro tak
              ci
              > > odpowiadają te spotkania to dlaczego szukasz potwierdzenia dla
              > > swojego zachowania na forum?
              >
              > Nie szukam potwierdzenia. Napisalam na wstepie, ze ciekawia mnie
              > opinie. Jesli wypowiadasz swoje opinie publicznie, musisz
              > przygotowac sie na ich ocene.
              >
              >
              Nie muszę się godzić na to, żebyś moje małżeństwo oceniała jako
              koszmar, tylko dlatego, że masz inny sposób na życie niż jatongue_out
              • bez_seller Re: jestem w szoku 26.05.10, 17:13
                el_jot napisała:

                > Nie muszę się godzić na to, żebyś moje małżeństwo oceniała jako
                > koszmar, tylko dlatego, że masz inny sposób na życie niż jatongue_out

                Nie pisalam o Twoim malzenstwie, pisalam ogolnie.
      • szyszunia11 Re: jestem w szoku 27.05.10, 00:39
        miminko napisała:

        otoz malzenstwo to wg wielu obecnych tu kobiet totalne
        > ubezwlasnowolnienie. totalne, bo nie ma mowy nawet o 2-3 wieczorach w roku
        > spedzonych z plcia przeciwna.

        absolutnie nie. Po prostu my mamy inny styl byci arazem widocznie, nikt nikomu na ten temat nic nie musi mówić, po prostu nie ma czegoś takiego jak rozrywkowe spędzanie wieczorów w towarzystwie płci przeciwnej. Nie ma takiej potrzeby.


        czy naprawde wydaje wam sie, ze taka kontrola nad
        > przyjazniami meza jest was w stanie przed czymkolwiek uchronic? chyba wrecz
        > przeciwnie.

        to zupełnie nie o to chodzi. To nie jest kwestia kontroli - jaką mozna mieć kontrolę nad dorosłym człowiekiem który codziennei wychodzi z domu?? Nie, to jest kwestia tego konkretnego czasu, w którym mój mąż obdarzałby atencją a skoro to przyjaźń - pewnie i zwierzeniami itd. inną kobietę. Tzn. ta kobieta stanęłaby w sytuacji zarezerwowanej dla mojej relacji z mężem. Tego typu spotkania formalnie a'la randka, nawet jesli zuepłnie pozbawione flirtu zakładają forme bliskości moim zdaniem zarezerwowanej dla tej jedynej osoby.


        >
        > moj facet ma 2-3 przyjaciolki, w tym jedna byla dziewczyne.

        przerabiałam to.


        poza tym, rzeszę
        > zapatrzonych w niego studentek. do glowy by mi nie przyszlo, zeby go
        > kontrolowac, chyba bym oszalala.

        dokładnie - kontrolować nie ma po co - całkowicie się zgadzam. Swoją drogą - nie zazdroszczę tej rzeszy studentekwink


        >
        > sama tez mam przyjaciol, mezczyzn. spotykam sie z nimi, nie robie niczego
        > niestosownego.


        a co byś uznała za niestosowne? jaka Wy macie granice?
        >
    • aandzia43 Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 11:50
      Wszystko zależy od tego, czy między nimi iskrzy. Jak iskrzy choć
      trochę, to byłabym czujna jak owsik. Jeśli natomiast odnoszą się do
      siebie bezpłciowo, to spoko, niech sobie idą nocą w miasto. Puszczałam
      chłopa z koleżankami (naszymi wspólnymi) tu i ówdzie.
    • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 16:23
      Ciekawa jestem,kiedy autorka i te,które tak pozwalają mężom na
      wszystko będą pisać na forum pod zmienionym nickiem: Myślałam, że
      jak będę tolerancyjna,będę w wszystko mężwoi pozwalać, nie będę go
      ograniczać, to będzie mnnie kochał wiecznie i nigdy nie zdradzi. A
      tu masz los...itp itd big_grin big_grin
      • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 16:24
        Przepraszam za literówki. Klawiatura nie chce współpracować, bo pies
        ostatnio rzucił nią o podłogęsmile
      • bri Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 16:51
        Mój mąż jest dorosłym człowiekiem i to nie tak, że ja mu "pozwalam
        na wszystko". Ja nie jestem jego mamusią, żebym mogła mu
        czegokolwiek zabronić. On robi co chce, jeśli mi coś nie odpowiada
        to nie duszę tego w sobie, tylko normalnie to komunikuję. Kwestia
        sposobu w jaki się to robi. Jeśli chcę żeby został ze mną w domu,
        zamiast iść na miasto, to mówię "proszę zostań ze mną w domu,
        stęskniłam się", a nie "zabraniam Ci dzisiaj wyjść". Nie zawsze
        zrobi to, o co go poproszę, ale jak na razie troszczy się o
        spełenienie moich potrzeb w takim stopniu, że związek jest dla mnie
        satysfakcjonujący.

        Gdyby spędzał ze mną czas, bo musi, bo "nie wolno" mu wyjść, to nie
        miałoby dla mnie żadnego sensu. I jego wierność w takiej sytuacji
        byłaby mi zupełnie zbędna. Wcale nie twierdzę, że takie, a nie inne
        postępowanie zapewni mi jego miłość do końca życia. Ale wolę przeżyć
        z nim 15 lat mając poczucie swobody i wiedząc, że on także je ma,
        niż męczyć się do końca życia udając kogoś, kim nie jesteśmy.

        Oczywiście wcale nie twierdzę, że Ty i Twój mąż się w swoim związku
        męczycie. Ludzie mają różne potrzeby towarzyskie i wielu ludzi
        zaspakaja je we własnej rodzinie.
        • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 17:03
          bri napisała:

          > Mój mąż jest dorosłym człowiekiem i to nie tak, że ja mu "pozwalam
          > na wszystko". Ja nie jestem jego mamusią, żebym mogła mu
          > czegokolwiek zabronić. On robi co chce, jeśli mi coś nie odpowiada
          > to nie duszę tego w sobie, tylko normalnie to komunikuję. Kwestia
          > sposobu w jaki się to robi. Jeśli chcę żeby został ze mną w domu,
          > zamiast iść na miasto, to mówię "proszę zostań ze mną w domu,
          > stęskniłam się", a nie "zabraniam Ci dzisiaj wyjść". Nie zawsze
          > zrobi to, o co go poproszę, ale jak na razie troszczy się o
          > spełenienie moich potrzeb w takim stopniu, że związek jest dla
          mnie
          > satysfakcjonujący.
          > No widzisz, to podobnie jak u mniesmile Tyle,że u nas nie istnieje
          problem: "chcę iść na miasto z przyjaciółką"
          > Gdyby spędzał ze mną czas, bo musi, bo "nie wolno" mu wyjść, to
          nie
          > miałoby dla mnie żadnego sensu. I jego wierność w takiej sytuacji
          > byłaby mi zupełnie zbędna. Wcale nie twierdzę, że takie, a nie
          inne
          > postępowanie zapewni mi jego miłość do końca życia. Ale wolę
          przeżyć
          > z nim 15 lat mając poczucie swobody i wiedząc, że on także je ma,
          > niż męczyć się do końca życia udając kogoś, kim nie jesteśmy.

          A ile można udawać w małżeństwie kogoś innego?

          > Oczywiście wcale nie twierdzę, że Ty i Twój mąż się w swoim
          związku
          > męczycie. Ludzie mają różne potrzeby towarzyskie i wielu ludzi
          > zaspakaja je we własnej rodzinie.

          Potrzebę towarzystwa rozumiem - spotykamy się npna imprezie u
          jednych albo u drugich,są i kobiety i mężczyźni,nie rozumiem
          potrzeby spotykania się z przyjaciółką,w miarę regularnie, w fajnych
          miejscach, kosztem czasu spędzonego z mężem, żoną,dziećmi.
          • bsl Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 17:07
            a to ty el_jot sama nie wychodzisz ??

            bo ja myslalam ze tobie tylko o tą konkretna przyjaciółke chodzi a
            ze mąz sam z kolegami a ty z kolezankami wychodzicie
            • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 17:13
              bsl napisała:

              > a to ty el_jot sama nie wychodzisz ??
              >
              > bo ja myslalam ze tobie tylko o tą konkretna przyjaciółke chodzi a
              > ze mąz sam z kolegami a ty z kolezankami wychodzicie
              >
              > Wychodzę sama, jak tylko okoliczności pozwalająsmile a okoliczności
              to mąż w pracy od rana do wieczora, a ja z dzieckiem non stop
              chorym. Ale jak tylko jest możliwość to wychodzęsmile
              Wychodzimy,wychodzi
          • bri Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 17:11
            > A ile można udawać w małżeństwie kogoś innego?

            Można i wiele ludzi tak robi.

            > Potrzebę towarzystwa rozumiem - spotykamy się npna imprezie u
            > jednych albo u drugich,są i kobiety i mężczyźni,nie rozumiem
            > potrzeby spotykania się z przyjaciółką,w miarę regularnie, w
            fajnych
            > miejscach, kosztem czasu spędzonego z mężem, żoną,dziećmi.

            No, cóż, ja mam potrzebę spotykania się przyjaciółką nawet, jak to
            się tu określa "kosztem czasu spędzanego z rodziną". Dlaczego
            miałabym nie rozumieć tego samego w wydaniu mojego męża? Zresztą ja
            w ogóle nie mam potrzeby spędzenia każdej wolnej chwili w
            towarzystwie męża i dziecka, i raczej to mi się w głowie nie
            mieści wink
            • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 17:17
              bri napisała:

              > > >
              > >
              >
              > No, cóż, ja mam potrzebę spotykania się przyjaciółką nawet, jak to
              > się tu określa "kosztem czasu spędzanego z rodziną". Dlaczego
              > miałabym nie rozumieć tego samego w wydaniu mojego męża? Zresztą
              ja
              > w ogóle nie mam potrzeby spędzenia każdej wolnej chwili w
              > towarzystwie męża i dziecka, i raczej to mi się w głowie nie
              > mieści wink

              Ja marzę,zeby odpocząć gdzieś daleko od dzieckawink A pisząc o
              przyjaciółce miałam na myśli przyjaciółkę męża.
          • lola211 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 10:34
            nie rozumiem
            > potrzeby spotykania się z przyjaciółką,w miarę regularnie, w
            fajnych
            > miejscach, kosztem czasu spędzonego z mężem, żoną,dziećmi.

            A jaki to koszt, raptem 1 czy 2 wieczory? Na 365 dni w roku.Jesli
            czlowiek ma juz te rodzine, to musi spedzac z nia kazda wolna
            chwile? A jak ktos ma hobby typu wedkarstwo, to tez musi ciagac ze
            soba cale stado?
      • kali_pso Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 18:28

        Ta historia może tez brzmieć- Myślałam, że jak ustalimy przed
        ślubem, że jestesmy wobec siebie w 100 % szczerzy, nie mamy
        tajemnic, pokątnych znajomości, nie spotykamy się z przjaciółmi płci
        odmiennej to będzie mnie kochał wiecznie i nigdy nie zdradzi..ha,
        hawink
        • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 26.05.10, 18:33
          kali_pso napisała:

          >
          > Ta historia może tez brzmieć- Myślałam, że jak ustalimy przed
          > ślubem, że jestesmy wobec siebie w 100 % szczerzy, nie mamy
          > tajemnic, pokątnych znajomości, nie spotykamy się z przjaciółmi
          płci
          > odmiennej to będzie mnie kochał wiecznie i nigdy nie zdradzi..ha,
          > hawink
          To są tylko twoje wyobrażenia nt temat tego co napisałamtongue_out
      • lola211 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 10:46
        Ale na to nie ma reguły.Taki bardziej pilnowany pan po prostu bedzie
        musial poczynic odpowiednie kroki, bedzie mial moze trudniej, ale z
        pewnoscia jesli tylko zechce to plan zrealizuje.Wymysli jakas
        delegacje, wyjazd, cokolwiek.Jesli tylko bedzie chcial to dmuchnie
        jakas lalke i zadne ograniczenia nie pomoga.

        Moj mnie kocha po 20 latach nadal.Ma pelna swobode.Ma przyjaciolki,
        kolezanki i mnostwo znajomych.Pisze pod 1 nickiem.
      • berdanka Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 14:30
        A ja ciekawa jestem kiedy te forumki, które tak kontrolują swoich
        mężów, spędzają z nimi 24h na dobę będą pisać na forum pod
        zmienionymi nickami: myślałam, że jak go będę krótko na smyczy
        trzymać, jak odetnę go od wszystkich innych kobiet tego świata to
        będzie mnie kochał wiecznie i nie znajdzie czasu na zdradę ale
        NIESTETY znalazł sobie kochankęsmilesmilesmile
    • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 00:21
      dla mnie związek kobiety z mężczyzną, no - w moim przypadku małżeństwo - zakłada jednak wyłaczność w wielu dziedzinach. W moim związku nie ma miejsca na tego typu zachowania, nie ma też gadek na ten temat, bo po prostu żadne z nas nie ma przyjaciół płci przeciwnej (nie mowię o znajomych, a nawet dobrych znajomych). Dla nas taka sytuacja jest naturalna, jest nam z tym dobrze. Zapodana przez Ciebie sytuacja drażniłaby mnie bo miałam próbkę w poprzednim związku. Przyjaciółki wypłakujące się w rękaw, oczekujące pomocy przy przestawianiu mebli, wyciągające na kawę, na wypady w góry... Cholernie mi to przeszkadzało. I bynajmniej nie chodzi tu o podejrzenie zdrady - są ludzie, z którymi jednak rozważa się jedynie problemy zupełnie innego kalibru i na innym poziomie. Mianowicie coś o czym pisała azile.oli - wyłączność emocjonalna, wyróżnienie i uprzywilejowanie tej jedynej relacji. To ja jestem przyjaciółka mojego męża i naprawdę nie ma powodu by wchodził w tak zażyła relację z innymi kobietami, zwłaszcza, że przyjaźń to więź intymna i szczególna. Dla mnie wyjątkowosć relacji małżeńskiej to własnie przyjaźń okraszona erotyką, z naciskiem na przyjaźń, która jest bardzo seksi wg mnie. Chyba, ze ktoś zupełnie inaczej pojęcie przyjaźni.
      • miminko Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 09:47
        szyszunia: przezyc cale dorosle zycie bez bliskiego kontaktu z zadnym oprocz
        jednego czlowiekiem? a co z przyjazniami sprzed malzenstwa? kasujemy? czy jeden
        czlowiek jest w stanie cie zrozumiec i zapewnic ci satysfakcje we wszystkich
        dziedzinach twojego zycia? to gratuluje.
        ja gdybym miala sie pozbawic przyjazni i flirtu z innymi ludzmi (mezczyznami,
        kobietami) chyba bym umarla.
        • demarta Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 09:53
          czy jeden
          > czlowiek jest w stanie cie zrozumiec i zapewnic ci satysfakcje we
          wszystkich
          > dziedzinach twojego zycia? to gratuluje.

          a ja współczuje. człowiek jest istotą stadną, nadmierna alienacja to
          raczej patologia, nie norma dla naszego gatunku smile
          • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:14
            demarta napisała:

            > czy jeden
            > > czlowiek jest w stanie cie zrozumiec i zapewnic ci satysfakcje we
            > wszystkich
            > > dziedzinach twojego zycia? to gratuluje.
            >
            > a ja współczuje. człowiek jest istotą stadną, nadmierna alienacja to
            > raczej patologia, nie norma dla naszego gatunku smile

            tylko, że bark przyjaciela płci męskiej z którym chadzamy sam na sam do teatru i na kolacje nie ma nic wspólnego z alienacją. Nic a nicsmile
            • bez_seller Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:41
              szyszunia11 napisała:

              > tylko, że bark przyjaciela płci męskiej z którym chadzamy sam na
              sam do teatru
              > i na kolacje nie ma nic wspólnego z alienacją. Nic a nicsmile

              A co znaczy sam na sam? Ze bez przyzwoitki?
              Jak sie nie ma przyjaciol, to alienacja nie jest, ale myslenie, ze
              chodzenie do teatru z przyjacielem czy przyjaciolka jest czyms zlym
              i nie zwazanie na okolicznosci w jakich to pojscie do teatru
              nastapilo, uwazam za myslenie ograniczone, tepe i rokujace jak
              najgorzej dla maleznstwa tak myslacej osoby. Chyba, ze wspolmalzonek
              jest rownie tepy i ograniczeny, ale wtedy co z dziecmi takich osob?
              Masakra.big_grin
              • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:57
                bez_seller napisała:


                >
                > A co znaczy sam na sam? Ze bez przyzwoitki?

                no - jesli chcesz, możesz to tak nazwać. Zreszta nie wiem, bo nie chodze z facetami na takie wyjścia. Tzn. chdzałam tylko z tymi, ktorymi byłam zainteresowana wiecej niż kolezeńsko. Za to ci koledzy (nie przyjacie a po prostu znajomi) spotykają się ze mną owszem, ale przy róznych okazjach a specjalnie sie do kina nie umawiamy, bo życia by nie starczyło.



                > Jak sie nie ma przyjaciol, to alienacja nie jest,

                nie rozumiem co masz na myśli... alienacja to chyba separowanie się od ludzi, prawda?


                > i nie zwazanie na okolicznosci w jakich to pojscie do teatru
                > nastapilo,

                Gdyby tak wyszło sporadycznie, przez przypadek (np. miałam isc z koleżanką, ale się rozchorowała więc koniecznie chciała by bilet nie przepadł i wysłała męża) to ok. Ale nie jako standard i oczywistość.

                uwazam za myslenie ograniczone, tepe i rokujace jak
                > najgorzej dla maleznstwa tak myslacej osoby. Chyba, ze wspolmalzonek
                > jest rownie tepy i ograniczeny, ale wtedy co z dziecmi takich osob?
                > Masakra.big_grin

                zatem jesli chodzi o mnie i mojego równie tępego i ograniczonego męża (chyba tak jest skoro nie musimy wcale na tekie teamty rozmawiać, bo układ jest naturalny i pasuje obojgu) - pozostaje jedynie współczuc naszym dziecią.... póki co - dziecku, ale moze popełnimy kolejne biedactwowink
                • bez_seller Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 18:52
                  szyszunia11 napisała:

                  > > Jak sie nie ma przyjaciol, to alienacja nie jest,
                  >
                  > nie rozumiem co masz na myśli... alienacja to chyba separowanie
                  się od ludzi,
                  > prawda?
                  >

                  napisalas:

                  > tylko, że bark przyjaciela płci męskiej z którym chadzamy sam na
                  sam do teatru i na kolacje nie ma nic wspólnego z alienacją. Nic a
                  nic


                  Przytaknelam Ci, ze nie ma nic wspolnego. Bo brak przyjaciol z
                  wyboru, nie jest alienacja, tylko sposobem zycia.
                  • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 22:52
                    bez_seller napisała:


                    >
                    > Przytaknelam Ci, ze nie ma nic wspolnego. Bo brak przyjaciol z
                    > wyboru, nie jest alienacja, tylko sposobem zycia.

                    a kto tu pisze o braku przyjaciół z wyboru? w moim przypadku przyjaźń to więź, która rodzi sie po pierwsze w sposób naturalny, po drugie stopniowo. To w podstawówce dziewczynki sobie deklarowały, ze będziemy oto od dziś przyjaciółkamiwink w dorosłym życiu to raczej rzadkosć. To, że Ziutek jest moim kolegą a nie przyjacielem, jest stanem tak samo naturalnym jak to, że Ziuta jest moja najlepszą przyjaciółką. Nie dokonywałam żadnych specjalnych wyborów.
        • azile.oli Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 10:18
          Każdy potrzebuje czegoś innego. I tyle. Kontakty z innymi ludźmi ,
          poza małżonkiem są jak najbardziej do realizacji. Teraz tylko
          pytanie - do jakiego stopnia zaangażowania prowadzą. Mogę mieć
          koleżanki/kolegów, ale zawsze na pierwszym miejscu będzie moja
          rodzina, czyli mąż i dzieci.
          Oczywiście mam potrzebę spotykania się ze znajomymi, nie zawsze
          towarzyszy tym spotkaniom mąż, podobnie jak ja nie zawsze towarzyszę
          jemu. Tyle, że w moim przypadku sa to babskie pogaduszki, w jego -
          spotkanie z kolegami.
          Nie mam potrzeby mieć przyjaciela - faceta, podobnie mąż nie ma
          potrzeby mieć przyjaciółki. Przyjaciel, to osoba, do której mamy
          zaufanie, której się zwierzamy, ktoś nam bliski.
          Kobieta bliską dla żonatego faceta może być jego żona, matka, córka
          i siostra. Bo przyjaźń, to więź emocjonalna.
          Szczerze powiedziawszy dla mnie to więź intymna i dlatego uwazam,
          że zarezerwowana dla małżonka.
          Bardziej niepokoił by mnie fakt, że mój facet ma taką kobietę, niż
          widmo ewentualnej zdrady.
          Dodam, że nie pilnuję męża, nie sprawdzam, wyjeżdżam na wakacje z
          dziećmi na miesiąc i nie mam problemu z tym, że nie wiem, co mój pan
          robi.
          Na szczęście mąż nie musi się poświęcać i zrywać dla mnie
          przyjaźni, bo po prostu przyjaciółek nie ma.
          A tak na marginesie - nie przyszłoby mi do głowy balować z cudzym
          mężem, podczas gdy jego żona siedzi w domu.
          • bez_seller Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 12:25
            azile.oli napisała:

            > Każdy potrzebuje czegoś innego. I tyle. Kontakty z innymi ludźmi ,
            > poza małżonkiem są jak najbardziej do realizacji. Teraz tylko
            > pytanie - do jakiego stopnia zaangażowania prowadzą. Mogę mieć
            > koleżanki/kolegów, ale zawsze na pierwszym miejscu będzie moja
            > rodzina, czyli mąż i dzieci.

            Co to w ogole znaczy, ze na pierwszym miejscu maz i dzieci? Czyli
            matka, ojciec, przyjaciele na drugim, trzeciem itd?
            Mowienie o miejscach ludzi w naszym zyciu jest malostkowa
            kombinacja. Ludzie w moim zyciu maja nadzwyczajne miejsca, jedyne i
            niepowtarzalne.

            > Nie mam potrzeby mieć przyjaciela - faceta, podobnie mąż nie ma
            > potrzeby mieć przyjaciółki.


            No a co z przyjazniami sprzed malzenstwa? Tez nie mialas potrzeby?
            Oczywiscie rozumiem, ze nie, a przyjazn to tylko z dziewuszkamu, bo
            facet to do rozplodu.


            Tyle, że w moim przypadku sa to babskie pogaduszki, w jego -
            > spotkanie z kolegami.

            I tu sie wyjasnilo. Jedyne na co mozesz sie zdobyc w relacjach z
            ludzmi, to babskie pogaduszki.

            > Kobieta bliską dla żonatego faceta może być jego żona, matka,
            córka
            > i siostra. Bo przyjaźń, to więź emocjonalna.


            Ludzie bez emocjonalnych zwiazkow, to zywe trupy. Relacje z rodzina
            wynikaja z koniecznosci, natomiast przyjaznie, to dobrowolne
            budowanie relacji i trzeba tu posiadac troche umiejetnosci,
            otwartosci i szczodrosci.
            • mikas73 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 12:45
              > Co to w ogole znaczy, ze na pierwszym miejscu maz i dzieci? Czyli
              > matka, ojciec, przyjaciele na drugim, trzeciem itd?
              > Mowienie o miejscach ludzi w naszym zyciu jest malostkowa
              > kombinacja. Ludzie w moim zyciu maja nadzwyczajne miejsca, jedyne
              i
              > niepowtarzalne.

              To znaczy to, że czasami trzeba i można wybrać, jak ktoś czuje
              potrzebę stawiania rodziny nad koleżeństwo. Małostkowa to jest twoja
              analiza. „Ludzie w moim życiu” – brzmi jak jakiś manifest ludowy.
              >
              > No a co z przyjazniami sprzed malzenstwa? Tez nie mialas potrzeby?
              > Oczywiscie rozumiem, ze nie, a przyjazn to tylko z dziewuszkamu,
              bo
              > facet to do rozplodu.

              Taka jakaś niegrzeczna się zrobiłaś. Przed małżeństwem, to może i
              przeanalizuj strukturę i hierarchię ważności koleżeństwa w
              przedszkolu. Ludzie się zmieniają, zmieniają się ich potrzeby i
              sposób patrzenia na życie. A mój mąż np. to i byczek do rozpłodu,
              kolega do wypłakania, pokłócenia, dysput politycznych i takich tam,
              masażysta, doradca w zakresie mody, a i popić wieczorami razem
              lubimy. No i co zaraz mnie zabijesz, że ograniczona jestem i innych
              światłych nie spotykam wieczorami bez niego, nie rozwijam się
              gawędząc sobie z bez_seller. Spotykam się z lubianymi ludźmi ale
              mamy nasze granice a Tobie nic do oceniania w tak agresywno-
              moralizatorski sposób.

              > I tu sie wyjasnilo. Jedyne na co mozesz sie zdobyc w relacjach z
              > ludzmi, to babskie pogaduszki.

              Za to na jakie Ty wspaniałe relacje się zdobyłaś, normalnie wyżyny.

               Ludzie bez emocjonalnych zwiazkow, to zywe trupy. Relacje z
              rodzina
              > wynikaja z koniecznosci, natomiast przyjaznie, to dobrowolne
              > budowanie relacji i trzeba tu posiadac troche umiejetnosci,
              > otwartosci i szczodrosci.

              Tym wnioskiem już mnie dobiłaś. Trochę otwartości to Tobie zabrakło
              chyba. Żegna Żywy Trup, matka dwóch synów, kochająca nie z
              konieczności i szczęśliwa żona, mająca kolegów i koleżanki ale w
              granicach przez siebie widzianych.
            • azile.oli Re: bez_seller... 27.05.10, 15:30
              Jeśli nie rozumiesz, że ludzie pełnią w życiu innego człowieka
              wyjatkową rolę, to o czym tu gadać. I tak, wyjatkową rolę w moim
              życiu pełni mąż i dzieci, oczywiście też rodzice. Natomiast ja nie
              szafuję pojęciem przyjaźń i mam wielu znajomych, koleżanek, kolegów,
              jednak nie czuję z nimi takiej więzi, jaka z rodziną. zwłaszcza tą,
              którą z mężem stworzyłam.
              Co do przyjaźni sprzed małżeństwa... Grzech, że się nie miało
              faceta - przyjaciela? Ja miałam kilku dobrych kumpli, lubimy się,
              ale to wszystko. Możemy się spotkać, pogadać, o imprezowaniu we
              dwoje nie ma mowy. Bo wolę towarzystwo męża , niż kolegi. Tak
              wybierałam faceta na całę życie, żeby nie nudził się w moim
              towarzystwie.
              I bzdury opowiadasz, że relacje rodzinne wynikaja z konieczności. Z
              konieczności to moga być relacje z rodzicami, kuzynami itd.
              Jeśli nazywasz małżeństwo relacją rodzinna z konieczności to mi
              Ciebie żal. Bo dla mnie to właśnie najważniejszy wybór.
              • bez_seller Re: bez_seller... 28.05.10, 11:03
                azile.oli napisała:

                Natomiast ja nie
                > szafuję pojęciem przyjaźń i mam wielu znajomych, koleżanek,
                kolegów,
                > jednak nie czuję z nimi takiej więzi, jaka z rodziną

                Rozumiem. Nie masz pojecia czym jest przyjazn, nie masz pojecia, ze
                przyjaciel moze byc jak czlonek rodziny, a nawet czasem wiecej. W
                przyjazni jak w zyciu rodzinnym, ludzie poswiecaja sobie czas i
                uwage. Nie mialas i nie masz przyjaciol, dlatego pleciesz glupoty.
                • mikas73 Re: bez_seller... 28.05.10, 11:25
                  Nie masz pojecia czym jest przyjazn, nie masz pojecia, ze
                  > przyjaciel moze byc jak czlonek rodziny, a nawet czasem wiecej.

                  ale to nie o to chodzi. Rozumiem , że można miec taką przyjaciółkę
                  lub przyjaciela, który jest czasami bliższy niż ciotka, kuzyn a
                  czasami tak się układa, że niestety rodzic.
                  Jeżeli jednak przyjaciółka jest bliższa niż żona (bo do takich
                  przewrotnych wniosków może prowadzić Twoja wypowiedź) i nie musi być
                  sexu, to niestety nie jest to już udane małżeństwo. Chodzi o takie
                  granice a nie emocjonalne wybrakowanie w postaci niemożności
                  odczuwania przyjaźni do kogokolwiek.

                  >dlatego pleciesz glupoty.

                  Oj, bez_seller do Ciebie grzecznie o Ty swoim stylem lecisz, dla
                  podniesienia wagi postu? Można inaczej.
                  • bez_seller Re: bez_seller... 28.05.10, 11:33
                    mikas73 napisała:

                    > Jeżeli jednak przyjaciółka jest bliższa niż żona (bo do takich
                    > przewrotnych wniosków może prowadzić Twoja wypowiedź) i nie musi
                    być
                    > sexu, to niestety nie jest to już udane małżeństwo


                    Skad u licha wziely Ci sie powyzsze wnioski?
                    No i jak tego nie nazwac glupotami, nie da sie po prostu.

                    • azile.oli Re: bez_seller... 28.05.10, 11:54
                      No można wyciagnąć takie wnioski. Bo męża/żonę sobie wybieramy,
                      podobnie jak przyjaciół. I dobrze by bylo, zeby najlepszą
                      przyjaciółką dla męża była żona.
                      O ile jeszcze rozumiem, że współmałżonek nie podziela np pasji
                      sportowej, czy lubi inny rodzaj muzyki i wtedy idzie się z
                      przyjacielem, który to lubi, to trudno mi pojąć, że wieczór z
                      wieloma atrakcjami jest tak nudny, że facet idzie z przyjaciółką.
                      W sumie przekoloryzowałam trochę, ale to tak na twoją nutę.
                      Bo do tej pory nikogo nie oceniałam, tylko pisałam o swoich
                      przemyśleniach. Ty oceniasz moje życie i trafiasz jak kulą w płot.
                      I nie wiem, czy wpadło ci do głowy, że każdemu co innego do
                      szczęścia potrzebne.
                      • bez_seller Re: bez_seller... 28.05.10, 12:05
                        azile.oli napisała:

                        > No można wyciagnąć takie wnioski. Bo męża/żonę sobie wybieramy,
                        > podobnie jak przyjaciół. I dobrze by bylo, zeby najlepszą
                        > przyjaciółką dla męża była żona.

                        Najlepsza, ale niekoniecznie jedyna.

                        > O ile jeszcze rozumiem, że współmałżonek nie podziela np pasji
                        > sportowej, czy lubi inny rodzaj muzyki i wtedy idzie się z
                        > przyjacielem, który to lubi, to trudno mi pojąć, że wieczór z
                        > wieloma atrakcjami jest tak nudny, że facet idzie z przyjaciółką.

                        Nie rozumiesz, bo nie przeczytalas poczatkowego wpisu i smecisz nie
                        na temat.big_grin

                        > Bo do tej pory nikogo nie oceniałam, tylko pisałam o swoich
                        > przemyśleniach. Ty oceniasz moje życie i trafiasz jak kulą w płot.
                        > I nie wiem, czy wpadło ci do głowy, że każdemu co innego do
                        > szczęścia potrzebne

                        Ani mi w glowie oceniac. Ja tylko pisze odpowiedzi na durne
                        argumenty.
                        • mikas73 Re: bez_seller... 28.05.10, 12:19
                          Taką prostą analizkę trzasnę:

                          >Co to w ogole znaczy, ze na pierwszym miejscu mąź i dzieci?

                          Nie rozumiesz dlaczego azile.oli na pierwszym miejscu w życiu stawia
                          męża i dzieci a dopiero potem przyjaciół. Osądzasz ją i traktujesz
                          taką hierarchię jako jakiś dziwoląg.
                          Dla Ciebie wszyscy ludzie razem wzięci stanowią, jak tu
                          ujęłaś : „Ludzie w moim życiu maja nadzwyczajne miejsca, jedyne i
                          niepowtarzalne”. Nie wiem jak dajesz radę z takim szerokim poziomem
                          odniesienia, ja bym się zamęczyła po prostu z tymi wszystkimi
                          ludźmi. Mam tylko paru przyjaciół, reszta to znajomi. A więc mam
                          tak: bliska memu sercu rodzina, potem przyjaciele, potem znajomi.

                          Ale do rzeczy, twierdzisz też,że:

                          > przyjaciel moze byc jak czlonek rodziny, a nawet czasem wiecej.

                          No to pytam się Ciebie, jak z tymi Twoim przyjaźniami, to ten
                          przyjaciel może w końcu być czasami więcej niż mąż i dzieci, czy
                          nie. Bo tak się dziwisz w tym temacie azile, że nie czuje tak jak
                          Ty, że u niej mąż najważniejszy, o zgrozo? A uogólniając wnioski na
                          moja korzyść: Czy przyjaciel (nie przyjaciółka nawet) może być dla
                          męża czymś więcej niż jego żona? Bo dla mnie nie powinien. Nie wiem
                          czy zrozumiałaś już?
                          big_grin - też taką dałam, bo widzę że lubisz.
                          • bez_seller Re: bez_seller... 28.05.10, 12:37
                            mikas73 napisała:

                            > Taką prostą analizkę trzasnę:
                            >
                            > >Co to w ogole znaczy, ze na pierwszym miejscu mąź i dzieci?

                            Masz zawezona perspektywe. Myslisz, ze wszystko co pisze odnosi
                            tylko do Ciebie, lub do mnie. Czyzbys nie czerpala z dowswiadczen
                            innych ludzi? I wierz mi -zdarzaja sie sytuacje, ze przyjaciel/olka
                            wierniejszy jest od meza, zony, dzieci, rodzicow, tudziesz ciotek i
                            pociotek.
                            • mikas73 Re: bez_seller... 28.05.10, 12:49
                              Aj, miałam już nadzieję że nie odpiszesz wink

                              No ale, w odniesieniu do Twoich słów:
                              Mam swoją własną bardzo szeroka perspektywę, dlatego dyskutujemy.

                              Przecież dokładnie to co Ty napisałam we wcześniejszym poście,
                              prawie, że zdanie w zdanie, udajesz, że nie widzisz? I naturalnym
                              wnioskiem z takich sytuacji jest taki: jeżeli przyjaciel jest
                              bliższy niż ciotka a nawet rodzic to taka sytuacja jest dla mnie jak
                              najbardziej zrozumiała, akceptowalna i nie ma złego wpływu na
                              rodzinę. Ale przyjaciel/ka ważniejsi niż mąż to już trochę nie tak?
                              Nie sądzisz? Po co żyć w takim związku, w którym tęsknimy za rozmową
                              z przyjacielem/ką, nie mężem.

                              Dlatego własnie atakuję Twój atak na azile.oli.
                              • bez_seller Re: bez_seller... 28.05.10, 13:45
                                mikas73 napisała:

                                > Aj, miałam już nadzieję że nie odpiszesz wink

                                Ze co? Ze zalamalam sie pod ciezarem Twoich argumentow? smile


                                Ale przyjaciel/ka ważniejsi niż mąż to już trochę nie tak?
                                > Nie sądzisz? Po co żyć w takim związku, w którym tęsknimy za
                                rozmową
                                > z przyjacielem/ką, nie mężem.


                                Czy Ty kobieto masz rowno pod sufitem? Przeciez nie musze teskinic
                                za rozmowa z mezem, bo mam ja na co dzien. Z przyjacielem rozmawiac
                                moge rzadko, dwa, trzy razy do roku. Skad ten wniosek, ze skoro
                                rozmawiam z przyjacielem, to juz nie zalezy mi na rozmowie z mezem?
                                Uwielbiam rozmawiac z mezem. Uwielbiam tez rozmawiac z przyjaciolmi.
                                Maz jest mi bliski bardzo, przyjeciele tez bardzo bliscy, tyle, ze
                                inaczej.

                                Mam nadzieje, ze juz nie odpiszesz.big_grin

                                >
                                > Dlatego własnie atakuję Twój atak na azile.oli.

                                Mozesz sobie "atakowac" do woli. smile
                                • mikas73 Re: bez_seller... 28.05.10, 16:49
                                  > Czy Ty kobieto masz rowno pod sufitem?

                                  Wiesz już to pytanie jakoś mnie zniechęciło do dalszej duskusji z
                                  Tobą, nie ten sposób postrzegania świata, tak to łagodnie ujmę.
                                  Poczytaj sobie wypowiedzi szyszuni. Może coś zrozumiesz,
                                  rozszerzysz perspektywę.

                                  Oj widzę, że nie, odpowiedzialaś w swoim stylu: coś o tępakach i
                                  takie tam bez_sellerowskie określenia. Na koniec napisz jeszcze
                                  post: "no i wygrałam, do h..ja"; pasuje do Ciebie uncertain
                                  • bez_seller Re: bez_seller... 28.05.10, 17:16
                                    mikas73 napisała:

                                    > > Czy Ty kobieto masz rowno pod sufitem?
                                    >
                                    > Wiesz już to pytanie jakoś mnie zniechęciło do dalszej duskusji z
                                    > Tobą, nie ten sposób postrzegania świata, tak to łagodnie ujmę.

                                    Jak nie mamy argumentow to sie obrazamy, co?
                                    Bo jakiez to tesknienie za romowa z mezem mialoby byc, skoro mam te
                                    rozmowy dzien w dzien i dlaczego z wiazku z ta teskonota za rozmowa
                                    z mezem, nie mialabym rozmawiac z innymi ludzmi, w dodatku tymi,
                                    ktorzy sa moimi przyjaciolmi?
                            • szyszunia11 Re: bez_seller... 28.05.10, 16:36
                              bez_seller napisała:

                              Czyzbys nie czerpala z dowswiadczen
                              > innych ludzi? I wierz mi -zdarzaja sie sytuacje, ze przyjaciel/olka
                              > wierniejszy jest od meza, zony, dzieci, rodzicow, tudziesz ciotek i
                              > pociotek.

                              oczywiście, że się zdarzają takie sytuacje, ale ja nie chciałabym zyc w takiem związku. Nie chciałabym zeby mój mąż swoja przyjaciółke lub nawet przyjaciela stawiał wyżej niż mnie. Do dzieci celowo sie nie odnoszę, bo gdy są małe (a tak jest u mnie) nie to partner do przyjaźni. Co do ciotek, stryjów i pociotów to nie mieszajmy pojęć. Nie są nam oni potrzebni w dyskusji.
                • kosmitka06 bez_seller pozwolisz że się wtrące... 28.05.10, 12:40
                  bez_seller napisała:
                  > Rozumiem. Nie masz pojecia czym jest przyjazn, nie masz pojecia, ze
                  > przyjaciel moze byc jak czlonek rodziny, a nawet czasem wiecej. W
                  > przyjazni jak w zyciu rodzinnym, ludzie poswiecaja sobie czas i
                  > uwage. Nie mialas i nie masz przyjaciol, dlatego pleciesz glupoty.

                  Przyjazń nie zawsze bywa taka urokliwa i wspaniała o jakiej piszesz.
                  Nie twierdzę ze nie może tak byc, zapewne zdarzają się wyjątki.
                  Pozwól że Ci przytoczę swoją historię.
                  Miałam znajomą, właściwie od piaskownicy- a więc znałysmy się grubo
                  ponad 20lat...
                  W tym czasie ja wyszłam za mąż, założyłam rodzinę. Ona miała facetów,
                  raz jednego, raz kilku na raz (nie moja sprawa), w między czasie
                  widywałyśmy się. Czasami ona przychodziła do nas na kawkę, czasami
                  wyszłyśmy wieczorem na pivko. Z racji tego, że owa znajoma tak jak
                  wcześniej wspominałam potrafiła mieć kilku na raz- kiedyś kłamstwa
                  zaczęły wychodzić. Zaczęła się gubić w tym wszystkim, niejeden ją
                  przyłapał. W efekcie sporo wolnych już kolesi jej nie chciało, wielu
                  dało sobie z nią spokój- jednym słowem została sama.
                  I wiesz do czego ta niby długoletnia przyjazń która była między nami
                  ją posunęła? Że kupiła sobie nowy numer tel (babka przed 30-tką) i
                  zaczęła wypisywać smsy do mojego męża... że niby go zdradzam, że się
                  puszczam, że jak wyjedzie czasami na dłużej to się spotykam z obcymi
                  facetami na sex, itp.
                  Osoba zaufana, przyjaciółka, która była traktowana tak jak piszesz
                  "jak członek rodziny".
                  Pozazdrościła mi tego wszystkiego, chciała mieć męża takiego jak ja.
                  Myślała że jak nas skłóci to wtedy ona będzie go pocieszać, że go
                  sobie upoluje. No ale sprawy przybrały inny obrót, wszystko na
                  szczęście się wydało.
                  Teraz z przyjaciółki stała się naszym wrogiem, może zbyt surowo ją
                  oceniłam (ale nie umiem jej jakoś tego wybaczyć). Co najważniejsze
                  (jak dla mnie) mój mąz nie chce jej znać.
                  Także nie mów, że ktoś nie ma pojęcia o przyjazni, że plecie przez to
                  głupoty.
                  Mi taka przyjazn wyszła bokiem i teraz bardzo żałuje że moja wówczas
                  przyjaciółka wiedziała o wielu istotnych dla nas (jako dla rodziny)
                  sprawach.
                  Pozdrawiam
                  • bez_seller Re: bez_seller pozwolisz że się wtrące... 28.05.10, 14:16
                    kosmitka06 napisała:

                    > Przyjazń nie zawsze bywa taka urokliwa i wspaniała o jakiej
                    piszesz.
                    > Nie twierdzę ze nie może tak byc, zapewne zdarzają się wyjątki.
                    > Pozwól że Ci przytoczę swoją historię.

                    Historia straszna i jednoczesnie banalna. Znam podobne historie,
                    ktore skonczyly nie tak pieknie jak Twoja. Ale jaki z tego wniosek?
                    Ze skoro zdarzaja sie wypadki, mam nie latac samolotem?
                    A moze nie miec przyjaciol, bo jedna wredna przyjaciolka moze porwac
                    mi meza?
                    Wolne zarty. Jesli dalby sie porwac, to zadna strata. Niech go sobie
                    przyjaciolka porywa.big_grin
                    Do zycia podchodze na luzie. Ma byc wesolo i pieknie, nawet jak bywa
                    ciezko.
                    Pozdrawiamsmile
                    • kosmitka06 Re: bez_seller pozwolisz że się wtrące... 28.05.10, 18:04
                      Nie, nie zrozumiałaś mnie.
                      Można mieć przyjaciół, znajomych- my także jesteśmy ludzmi. Spotykamy
                      się z nimi, czasami oni przychodzą do nas.
                      Ale wybacz jest różnica (przynajmniej dla mnie) spotkać się na 3-4h i
                      posiedzieć porozmawiać np. 4,6,8,20 osób i jest różnica gdy wychodzi
                      np. do teatru czy na kolacje dwoje ludzi płci przeciwnej.
                      Chodzi mi tylko sposób w jaki się spotykamy. Nie spotykamy się sam na
                      sam (ja z koleżanki mężem czy mój z moją koleżanką).

                      > Wolne zarty. Jesli dalby sie porwac, to zadna strata. Niech go
                      sobie
                      > przyjaciolka porywa.big_grin
                      Skoro dla Ciebie tak jak to ujęłaś porwanie męża to żadna strata- no
                      cóż aż słów mi brak!!! Dla mnie to była by ogromna strata ale każdy z
                      nas jest inny.

                      > Do zycia podchodze na luzie. Ma byc wesolo i pieknie, nawet jak
                      bywa
                      > ciezko.
                      Tylko, żebyś za parę mies nie założyła wątku pot tytułem "mąż mnie
                      zdradził" bo wtedy chyba już by nie było Ci tak pięknie.
                      Jeżeli sie mylę to wybacz- to tyko moja mysl...
                      Pozdrawiam
                      • kosmitka06 Re: bez_seller pozwolisz że się wtrące... 28.05.10, 18:05
                        "pod tytułem" wybaczcie za literówkę wink
            • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:25
              bez_seller napisała:


              > Co to w ogole znaczy, ze na pierwszym miejscu maz i dzieci? Czyli
              > matka, ojciec, przyjaciele na drugim, trzeciem itd?

              dokładnie tak. Założenie rodziny zakłada pewną hierarchię ważności osób, jakimi sie otaczam.


              > Mowienie o miejscach ludzi w naszym zyciu jest malostkowa
              > kombinacja. Ludzie w moim zyciu maja nadzwyczajne miejsca, jedyne i
              > niepowtarzalne.

              owszem, kolega Ziutek jest jedyny i niepowtarzalny, ma tez niepowtarzale miejsce w szeregu - jest świetny by pogadać o tym czy tamtym, zorganizowac pokaz slajdów z podróży itp. ale jeśli mam wybierać z kim wybiore się w gory na weekend, to będzie to mój mąż, nie Ziutek.


              >
              > > Nie mam potrzeby mieć przyjaciela - faceta, podobnie mąż nie ma
              > > potrzeby mieć przyjaciółki.
              >
              >
              > No a co z przyjazniami sprzed malzenstwa? Tez nie mialas potrzeby?
              > Oczywiscie rozumiem, ze nie, a przyjazn to tylko z dziewuszkamu, bo
              > facet to do rozplodu.

              tak, ja nie miałam przed ślubem takiej potrzeby. Serio. Dla mnie przyjaźń to cos głębokiego, a między przyjaźnią a czymś więcej jest bardzo cienka granica.


              >
              >
              > Tyle, że w moim przypadku sa to babskie pogaduszki, w jego -
              > > spotkanie z kolegami.
              >
              > I tu sie wyjasnilo. Jedyne na co mozesz sie zdobyc w relacjach z
              > ludzmi, to babskie pogaduszki.

              coż za głęboka konstatacja... rozumiem, że filozoficzne dysputy mozna toczyć tylko z facetami? Ja tam na przykład uwielbiam tematy egzystencjalne i filozoficzne ale mogę je lekko nazwac "pogaduszkami" bez ujmy żadnej dla mniesmile


              >
              > > Kobieta bliską dla żonatego faceta może być jego żona, matka,
              > córka
              > > i siostra. Bo przyjaźń, to więź emocjonalna.
              >
              >
              > Ludzie bez emocjonalnych zwiazkow, to zywe trupy. Relacje z rodzina
              > wynikaja z koniecznosci,

              ale przyjaźnie z rodziną już nie - to taki sam wybór jak kazdy inny. Choć oczywiście nei zawsze da się.
          • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:19
            azile.oli napisała:

            > Każdy potrzebuje czegoś innego. I tyle. Kontakty z innymi ludźmi ,
            > poza małżonkiem są jak najbardziej do realizacji. Teraz tylko
            > pytanie - do jakiego stopnia zaangażowania prowadzą.

            dokładnie tak - nie ma popadać w skarajności. Ja jestem osobą bardzo otwarta na innych, nawiązuję tez kontakty przez internet bo lubię poznawać nowych ludzi. Tylko , że jesli chodzi o panów, to z żadnym z nim nie będę się umawiac na randki (kino, kolacja, dyskoteka) sam na sam i prowadzić długi i intymne rozmowy. To przywilej mojego męża. W grupie - jak najbardziej.

            > Oczywiście mam potrzebę spotykania się ze znajomymi, nie zawsze
            > towarzyszy tym spotkaniom mąż, podobnie jak ja nie zawsze towarzyszę
            > jemu. Tyle, że w moim przypadku sa to babskie pogaduszki, w jego -
            > spotkanie z kolegami.
            > Nie mam potrzeby mieć przyjaciela - faceta, podobnie mąż nie ma
            > potrzeby mieć przyjaciółki. Przyjaciel, to osoba, do której mamy
            > zaufanie, której się zwierzamy, ktoś nam bliski.
            > Kobieta bliską dla żonatego faceta może być jego żona, matka, córka
            > i siostra. Bo przyjaźń, to więź emocjonalna.
            > Szczerze powiedziawszy dla mnie to więź intymna i dlatego uwazam,
            > że zarezerwowana dla małżonka.

            nic dodać, nic ujać. Oczywiście sa ludzie, którzy mają setki "przyjaciół" na facebooku - i oczywiście to wszystko sa szczerzy i oddani przyjaciele od serca... tiawink

            > Bardziej niepokoił by mnie fakt, że mój facet ma taką kobietę, niż
            > widmo ewentualnej zdrady.
            > Dodam, że nie pilnuję męża, nie sprawdzam,

            dokładnie, bo to nie ma nic wspólnego z lekiem o zdradę ani z kontrolowaniem. Nic.


            > A tak na marginesie - nie przyszłoby mi do głowy balować z cudzym
            > mężem, podczas gdy jego żona siedzi w domu.


            no ja to uważam za dziwaczne... tez by mi nie przyszło do głowy.
          • berdanka Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 19:03
            Przyjaciel, to osoba, do której mamy
            > zaufanie, której się zwierzamy, ktoś nam bliski.
            > Kobieta bliską dla żonatego faceta może być jego żona, matka,
            córka
            > i siostra. Bo przyjaźń, to więź emocjonalna.
            Dlaczego tylko matka, ciotka czy córa?
            Z jednaj strony nie boisz się zdrady, a z drugiej ograniczasz go do
            spotkań z mamusią? Dlaczego On ma emocjonalnie być związany z
            kobietami, które nie czają tego co on? No i dochodzimy do tego, że
            jednak, gdzieś w podświadomości ta możliwość zdrady istnieje. No
            przecież z mamusią czy ciocią tego nie zrobiąsmileCzy pozwoliłabyś na
            wypad swego małżonka na półtora dnia z mamusią? I czy wtedy nie
            czułabyś dysonansu emocjonalnego?Że stoisz w hierarchii nieco niżej
            niźli szacowna teściowa?
            Jak dla mnie mój przyjaciel (sztuk dwie) jest całkowicie aseksualny.
            Jest jak mój starszy bratsmile
            • azile.oli Re: berdanka 28.05.10, 20:56
              Mój mąż wcale nie musi być związany z kobietami z rodziny, jeśli
              nie chce. Ale rozumiem, że gdyby widział siostrę czy matkę rzadko,
              przy tym miał z nimi dobra więź, to nie widzę powodu, dla którego
              nie miałby się wybrać gdzieś z nimi. Bo ja taka więź uważam za
              naturalną , zazwyczaj facet jednak kocha matkę, siostrę, córkę.
              Jest to inna miłość, niż małżeńska, ale też ważna. I byłabym
              głupia, gdybym odciągała męża od jego matki, choć się z teściowa nie
              lubimy.
              Natomiast przyjaciółka to zupełnie odrębny temat. Nie życzyłabym
              sobie, aby w życiu mojego męża istniała kobieta, z która chętnie
              spędzałby czas, czy balował beze mnie. Nawet, gdyby to było raz do
              roku.
              Nie zabraniam niczego mężowi, bo on nie ma przyjaciółki. A ja nie
              mam przyjaciela. Mam kumpli, a mąż koleżanki. Ale nie odczuwamy
              potrzeby balowania z nimi . Nie ze względu na ryzyko zdrady, tylko
              takie mamy poglądy.
              • szyszunia11 Re: berdanka 28.05.10, 22:56
                azile.oli napisała:

                > Nie zabraniam niczego mężowi, bo on nie ma przyjaciółki. A ja nie
                > mam przyjaciela. Mam kumpli, a mąż koleżanki. Ale nie odczuwamy
                > potrzeby balowania z nimi . Nie ze względu na ryzyko zdrady, tylko
                > takie mamy poglądy.
                >
                myślę, że i tak większość czytelników naszych wypowiedzi czyta to, co chce przeczytac mianowicie: ograniczanie, kontrolowanie, inwigilacja, separowanie się od przyjaciół, brak własnego zycia uwieszenie na partnerze i lęk przed zdadąwink no bo skoro istnieje inny model, to przecież on musi być gorszy, prawda?wink
                • berdanka Re: berdanka 29.05.10, 10:30
                  to przecież on musi być gorszy, prawda?wink
                  Aj tam od razu gorszy? Inny i tyle.
                  Chciałabym zrozumieć osoby, które mają odmienne zasady od moich,
                  stąd moje zainteresowanie tematem.
                  A pewnie, że każdy wyczyta, co chce wyczytać i zinterpretuje
                  komentarze na własną korzyść tak człek zbudowanysmile
        • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:12
          miminko napisała:

          > szyszunia: przezyc cale dorosle zycie bez bliskiego kontaktu z zadnym oprocz
          > jednego czlowiekiem?

          nienienie, ja pisze tylko o przyjaciołach płci przeciwnej

          a co z przyjazniami sprzed malzenstwa? kasujemy?

          w jakims sensie tak. Tzn. w naszym przypadku nie było takiej sytuacji, bo z płcią przeciwna to raczej roamnsowanie albo kolezenstwo, a nie przyjaźń, więc nei trzeba było nic kasować. Natomiast gdybym faktycznie w zażyły sposób przjaźniła się z jakimś facetem, to myślę, że gdy w moim zyciu pojawiłby się mój chłopak/mąż - tamta więź nawet w sposób naturalny musiałaby (i powinna) ulec rozluźnieniu. Ale to nie znaczy, że nagle zrywamy wszelkie kontakty - ot - jest inaczej.


          czy jeden
          > czlowiek jest w stanie cie zrozumiec i zapewnic ci satysfakcje we wszystkich
          > dziedzinach twojego zycia? to gratuluje.

          nie, nic takiego nie napisałam i nie ma czego gratulować.

          > ja gdybym miala sie pozbawic przyjazni i flirtu z innymi ludzmi (mezczyznami,
          > kobietami) chyba bym umarla.

          ja za to nie wyobrażam sobie zycia bez przyjaźni (bardzo bliskiej) z kobieta, bo tak jak sobie baby pogadają to z zadnym facetemsmile i to mi wystarcza, jakoś nei czuję potrzeby wielkiego kumciu z panami.
      • lola211 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 10:09
        Znam takie malzenstwa, okreslane sa jako idealne- no bo tyle lat
        razem zawsze i wszedzie, pełna symbioza.
        Ale nie ma rózy bez kolców.Czlowiek w tych zwiazkach rezygnuje z
        czesci siebie, jak zauwazylam.Jedno chcialoby wyjechac, powygrzewac
        sie na plazy,drugie wolaloby zostac i pielegnowac ogródek przy
        nowowybudowanym domu.Ktores musi zrezygnowac z wlasnych
        potrzeb.Jedno towarzyskie, drugie-wrecz przeciwnie- zaproszeni na
        obiad do restauracji rezygnuja, bo to jedno zle sie czuje wsród osob
        ktorych nie zna.Drugie chcetnie by poszlo, no ale samo sie nie
        ruszy.Jedno wyjechalo, drugie zaproszone na kolacje z winem jest
        zdalnie poddane ingiwilacji i musi sie zameldowac w domu o utalonej
        godzinie.Dla mnie to rodzaj pewnego ubezwlasnowolnienia- na kazdym
        kroku trzeba sie liczyc z ta druga osoba, brac pod uwage jej
        samopoczucie.
        Nie nadaje sie.Zycie mam jedno, chcę je przezyc tak, by jak
        najczesciej swoje potrzeby zaspokajac, a nie z czegos rezygnowac.
        Co wcale nie musi sie wiązac z brakiem szacunku dla partnera- wrecz
        przeciwnie- daje sie mu prawo do realizacji wlasnego "ja".
        • azile.oli Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 10:28
          Można się realizować, nie raniac przy tym partnera i nie stwarzajac
          niedwuznacznych sytuacji.
          Co do małżeństw - to cóż, ważne jest pójście na kompromis.
          Natomiast wiążąc się z kimś powinniśmy mieć świadomość, że sa
          rzeczy, których nie akceptujemy i w zwiazku z tym wybieramy lub nie
          określonego partnera. Dla mnie facet, który lubi się spotykać sam na
          sam z przyjaciółkami/koleżankami byłby nie do zaakceptowania.
          Dla kogoś innego nie byłoby problemu i ja to rozumiem.
          • lola211 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 10:38
            Można się realizować, nie raniac przy tym partnera i nie stwarzajac
            > niedwuznacznych sytuacji.

            Kwestia- jaka sytuacje kto uzna za niedwuznaczna.Mnie ta opisywana
            taka sie nie wydaje, a z tego co widze, dla innych kazdy kontakt
            faceta z kobieta podszyty jest podejrzeniem.Co do ranienia partnera-
            ktos z poczuciem niskiej wartosci bedzie z byle powodu czul sie
            zraniony- jego partner tym sposobem bylby zdany na calkowita
            izolacje od swiata, zeby druga połowka mogla spokojnie egzystowac.
            • bsl Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 13:08


              niech kazdy w swoim związku robi tak zeby dobrze było a dobrze dla
              kazdego partnerstwa co innego znaczy
              jezeli oboje sie zgadzaja na taki a nie inny układ jest ok

        • szyszunia11 Re: Wolnosc w malzenstwie. 28.05.10, 16:45
          lola211 napisała:

          > Znam takie malzenstwa, okreslane sa jako idealne- no bo tyle lat
          > razem zawsze i wszedzie,

          no cóż, to moje małżeństwo nie jest idealne, bo my nie zawsze i wszędzie razemsad

          > Ale nie ma rózy bez kolców.Czlowiek w tych zwiazkach rezygnuje z
          > czesci siebie, jak zauwazylam.Jedno chcialoby wyjechac, powygrzewac
          > sie na plazy,drugie wolaloby zostac i pielegnowac ogródek przy
          > nowowybudowanym domu.

          ale to już chyba takie naprawde podstawy relacji międzyludzkich, mianowicie kompromis. No nie ma róży bez kolców. Takie życie. Chciałabym powygrzewać się na plaży ale z miłości do partnera jestem w stanie nawet zaangazować się w to pielenie ogródka! Wiesz jak takie cos zbliża? I będziemy robić wszystko, by każde z nas było zadowolone, może troche ogórdka, trochę plazy, a może cos zupełnie innego? Zamiast pójścia na łatwiznę- każdy swoją drogą - mozna podejśc do sprawy twórczo i problem zamienia się w szansę.

          Jedno wyjechalo, drugie zaproszone na kolacje z winem jest
          > zdalnie poddane ingiwilacji i musi sie zameldowac w domu o utalonej
          > godzinie.Dla mnie to rodzaj pewnego ubezwlasnowolnienia

          ale dlaczego tak uparcie powraca ta inwigilacja, kontrolowanie, podejrzliwość?? naprawdę sa ludzie, którzym do szczęścia jest potrzeba tylko jedna intymna i głęboka więź z człowiekiem przeciwnej płci. W moim związku nie ma i nie było żadnej inwigilacji ani z jednej ani z drugiej strony.


          - na kazdym
          > kroku trzeba sie liczyc z ta druga osoba, brac pod uwage jej
          > samopoczucie.


          pewnie że trzeba! Jak mam ochote poflirtować z jakimś klientem na przykład, to w czasie milutkiej rozmowy w pewnej chwili zapala mi sie lampka otrzegawcza - czy to na pewno fair w stosunku do mojego męża?
      • el_jot Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 14:06
        szyszunia11 napisała

        I bynajmniej n
        > ie chodzi tu o podejrzenie zdrady - są ludzie, z którymi jednak
        rozważa się jed
        > ynie problemy zupełnie innego kalibru i na innym poziomie.
        Mianowicie coś o czy
        > m pisała azile.oli - wyłączność emocjonalna, wyróżnienie i
        uprzywilejowanie tej
        > jedynej relacji. To ja jestem przyjaciółka mojego męża i naprawdę
        nie ma powod
        > u by wchodził w tak zażyła relację z innymi kobietami, zwłaszcza,
        że przyjaźń t
        > o więź intymna i szczególna. Dla mnie wyjątkowosć relacji
        małżeńskiej to własni
        > e przyjaźń okraszona erotyką, z naciskiem na przyjaźń, która jest
        bardzo seksi
        > wg mnie. Chyba, ze ktoś zupełnie inaczej pojęcie przyjaźni.

        Szyszunia,rzadko się z tobą zgadzamwink, ale pod tym podpisuję się
        obiema rękami.
    • marghot Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 13:12
      każdy ma swoją wizję związku; jeśłi Wam odpowiada taki związek, to
      dobrze

      ja nie wyobrażam sobie, że mąż z koleżanką, przyjaciółka wybywa na
      cała noc...na głowę bym dostała
      zresztą także nie cuzłabym się na własciwym miesjcu wybeirajac się z
      jakimś moim znajomym na nocny wypad
      • angazetka Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 13:19
        A ja mam przyjaciółkę, która mnie wypycha ze swoim męzem do kina, bo mamy
        podobny gust, odmienny od jej gustu. I nie ma nic przeciwko temu, by z inną jej
        przyjaciółką grał on całą noc w gry komputerowe, gdy ona wyjeżdża. Nienormalna
        jakaś wink
        • aandzia43 Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 20:47
          Rozumiem twoją przyjaciółkęsmile
          Nie zawsze przebywanie razem osób płci przeciwnych np. wspolne
          wyjścia związane są z jakąś głęboką przyjaźnią, więzią, o której tak
          ładnie napisała Szyszunia. To często po prostu wspólne "interesy",
          czyli realizacja pasji czy zaitneresowań. Wyjście razem na film do
          kina (kolejność nie przypadkowa), na spektal do teatru, na koncert,
          mężczyzny i kobiety to nic innego, jak wyjście na film...itd. Bo:
          nikt ze znajomych nie jest zainteresowany, bo żona nie lubi teatru,
          bo mąż nie lubi tego zespołu. A sporty? W różnych konfiguracjach i
          zespołach sie je uprawia.
          Mój chodził na koncerty z koleżanką, co miała podobny gust muzyczny.
          Raz wypożyczyłam chłopa samotnej koleżance na dużą, oficjalną
          imprezę (jest dość reprezentacyjny, tańczący, zagada z sensem i nie
          wstyd go do ludzi zabieraćwink
    • truscaveczka Re: Wolnosc w malzenstwie. 27.05.10, 13:20
      Przy pewnym wysiłku wyobraźni jestem w stanie wyobrazić sobie, że
      mój mąż wyszedłby na taką imprezę. Nie muszę sobie też nic
      wyobrażać, bo myślałby o mnie, córce i kanapie. Tak jak myśli w
      pracy, na siłowni z kolegami czy szkoleniach z pracy wink Pantoflarz
      i kanapiarz z niego.

      W życiu bym nie wpadła na to, żeby się z czymś takim czuć
      niekomfortowo, trzeba być bardzo niepewnym swojej pozycji w związku
      ... Albo mieć kompleksika wrednego, co w sam środek niepokoju
      podgryza.
    • htoft Re: Wolnosc w malzenstwie. 02.06.10, 12:19
      Wszystkim zazdrosnym o tego typu kontakty współczuję dyskryminacyjnego podejścia do swojej płci albo do swojej własnej osoby. Tak jakby kobiety były dla mężczyzn jedynie obiektem seksualnym. A przecież podobno kobieta to też człowiek, z którym można porozmawiać, pośmiać się, zrobić coś interesującego (np. pójść do kina), pomóc mu, skorzystać z jego pomocy. Czy tak nisko się cenicie, że każda kobieta jest dla was jedynie chodzącą waginą?
    • shellerka Re: Wolnosc w malzenstwie. 02.06.10, 12:44
      w zyciu bym sie nie zgodziła.

      niech sobie z kolegami wychodzi. koleżanke posiadac moze, ale prosze bardzo,
      niech wpadnie do nas do domu z wizytą.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja