beniusia79
01.06.10, 20:40
pracuje w szkole wiec mam zawsze wakacje wolne. od stycznia mowie
mezowi zeby ustawic jakas date na urlop i zeby juz go wypisal by
pozniej nie bylo jak w zeszlym roku (pojechalismy na urlop tylko na
kilka dni bo maz za pozno sie obudzil i nie dostal tyle wolnego ile
chcial). ale nie, on przekladal i przekladal, mowil, ze na
kalendarzu w prcy patrzyl i jeszcze nikt na lato urlopu nie wybieral
wiec ma jeszcze czas. jeczalam mu i jeczalam i w koncu poszedl
wypisac urlop i wrocil z kwitkiem. juz kilka tygodni temu
zecydowalismy sie na dwa tygodnie pod koniec lipca i poczatek
sierpnia. zaplanowalam wiec sobie te moje 6 tygodni wolnego,
poumawialam sie do wszystkich lekarzy na kontrole zeby miec z glowy,
dziecie do dentysty zapisalam, zaprosilam na ostatnie dwa tygodni
wakacji ciotke z bratanica (te z kolei wyjazd do nas poloczyc
chcialy z odwiedzinami calej rodziny z ktora juz sie poumowialy)
okazauje sie, ze urlopu maz nie dostanie w tym czasie i na tak dlugo
jak chcielismy. kiedys go chyba zastrzele. do dyspozycji mamy albo
jeden tydzien od razu po zakonczeniu roku szkolnego, albo dwa
ostatnie tygodnie sierpnia kiedy mieli do nas goscie przyjechac i
kiedy sama chcialm byc na miejscu by zaczac powoli przygotowywac sie
do pracy...