Dodaj do ulubionych

Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasciwa?

14.06.10, 18:43
Przeczytalam watek o adopcji i troche zdziwily mnie komentarze i
stwierdzenia, ktore czesto gesto padaly w stylu "takim jak Ty nie
powinno sie dawac dziecka", albo "mam nadzieje, ze Twoj wniosek
zostanie odrzucony". A byly to komentarze uzasadniane rzekoma ZLA
motywacja pewnej forumki do adopcji dziecka.

No i teraz zastanawiam sie. Jaka jest waszym zdaniem ta dobra,
WLASCIWA motywacja do adopcji? Zawsze wydawalo mi sie, ze motywacja
jest zapewnienie niechcianemu dziecku dobrego domu. Ale podobno
motywacja w stylu "dobra Pani" jest be i, jak to mowia
Anglicy "frowned upon".

No to jaka jest wlasciwa? Podejscie biznesowe, bezuczuciowa
kalkulacja zyskow i strat, a moze masochizm i chec poniesienia
ofiary w trudzie i znoju? Bo jak inaczej wytlumaczyc np. chec
adopcji niepelnosprawnego dziecka, skoro zwyczajna potrzeba serca
jest niewlasciwa motywacja? Naprawde moze istniec tu inna motywacja?
Obserwuj wątek
      • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:07
        To ja bede drazyc. Co to jest ta chec posiadania dziecka jesli nie
        chec kochania tego dziecka i ofiarowania mu swojego serca? Czy
        dzieci sie kupuje, hoduje, wystawia w gablotkce? wink

        Dla mnie takie podejscie jest podejrzane moralnie, bo juz narodzone
        dziecko staje sie przedmiotem, prezentem dla potencjalnych rodzicow.
        • kawka74 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:14
          Może jeszcze raz napiszę: 'aby mieć dziecko i aby dziecko miało nas'.
          Mam dziecko biologiczne, chociaż miałam mieć adoptowane. Nie zastanawiałam się
          nad tym, co i jak chcę mu ofiarować, czy ma być prezentem, czy będzie w
          gablotce, po prostu radość sprawia mi samo jego istnienie. W przypadku
          rodzicielstwa adopcyjnego jest tak samo.
          • majenkir Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:20

            A co w przypadku dzieci chorych/kalekich?
            Wiadomo, ze lepiej miec zdrowe dzieci.
            Czym wiec kieruja sie ludzie bioracy dzieci obciazone?
            Wiadomo - chca POMOC dziecku, ktore ma podwojnie pod gorke.
            Co zlego jest w checiu niesienia pomocy, poprawy zycia, itp.?
            Kupy sie to nie trzyma...
            • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:23
              Moja przyjaciółka wzięła chore dzieci, po prostu dlatego, zę chciała
              mieć dzieci. Widziała dzieci, nie ich chorobę - nie zrobila tego
              dla "biednych sierotek" tylko dla siebie. I choć czasem, jak
              twierdzi, ma ochotę dzieci udusić, jest szczęśliwa, bo te dzieci
              kocha.
              Nie ma cienia poczucia, ze chiała pomóc dzieciom, sobie tylko chiała
              pomóc - i pomogła, bo jak twierdzi, jej życie teeraz ma sens.
                • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 21:09
                  kawka74 napisała:

                  > Ale dzieci poważnie chore jednak adoptuje się w pewnym stopniu i po to, aby im
                  > pomóc, dać im szansę na odzyskanie zdrowia czy też poprawienie jakości życia.

                  a czy w takiej motywacji jest coś złego? jak dla mnie to niepotrzebne dzielenie
                  włosna na czworo. Pewnie sama podejmując decyzję o dziecku miałam kiepska
                  motywację... ale motywacja ludzka nigdy nie jest idealna. Moim zdaniem gdybysmy
                  czekali z czynieniem dobra na stan az osiagniemy doskonałą motywację, to nikt
                  nigdy nie zrobiłby nic dobrego, za to zamiast skupić się na innych skupialibyśmy
                  sie na własnej "doskonałości".
                  • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 21:56
                    > a czy w takiej motywacji jest coś złego? jak dla mnie to niepotrzebne dzielenie
                    > włosna na czworo. Pewnie sama podejmując decyzję o dziecku miałam kiepska
                    > motywację... ale motywacja ludzka nigdy nie jest idealna. Moim zdaniem gdybysmy
                    > czekali z czynieniem dobra na stan az osiagniemy doskonałą motywację, to nikt
                    > nigdy nie zrobiłby nic dobrego, za to zamiast skupić się na innych skupialibyśm
                    > y
                    > sie na własnej "doskonałości".

                    Szyszunia. Doskonale to ujelas. Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
                    przestala byc zaleta, a stala sie wada.
                    • cherry.coke Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:12
                      > Szyszunia. Doskonale to ujelas. Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
                      > przestala byc zaleta, a stala sie wada.

                      Nie jest wada - ale sama chec czynienia dobra to jeszcze nie dosc w sprawie tak
                      waznej jak przyszlosc i szczescie dziecka. Adopcja to duze wyzwanie na wielu
                      polach i jesli jedyna motywacja rodzicow jest motywacja stricte dobroczynna, to
                      w starciu z rzeczywistoscia moze sie ona szybko posypac, z ogromna szkoda dla
                      dziecka.
                      • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:35
                        > waznej jak przyszlosc i szczescie dziecka. Adopcja to duze wyzwanie na wielu
                        > polach i jesli jedyna motywacja rodzicow jest motywacja stricte dobroczynna, to
                        > w starciu z rzeczywistoscia moze sie ona szybko posypac, z ogromna szkoda dla
                        > dziecka.


                        Wiesz, dla mnie to lepsza motywacja, niz "a bo my chcemy dziecko". Czy Ci,
                        ktorzy tylko, a jedynie "chca dziecko" nie posypia sie w starciu z
                        rzeczywistoscia? Bo przeciez oni tylko chcieli dziecko, a to dziecko takie
                        trudne jakies...
                        • cherry.coke Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:41
                          d.o.s.i.a napisała:

                          > Wiesz, dla mnie to lepsza motywacja, niz "a bo my chcemy dziecko". Czy Ci,
                          > ktorzy tylko, a jedynie "chca dziecko" nie posypia sie w starciu z
                          > rzeczywistoscia? Bo przeciez oni tylko chcieli dziecko, a to dziecko takie
                          > trudne jakies...

                          Ja uwazam, ze wazne sa obie motywacje - chec bycia rodzicem (nie myslic z "chce
                          byc mama jak w filmie") i chec pomocy dzieciom tez. Ale ta pierwsza jest
                          niezbedna. Z sama druga to mozna byc wolontariuszem w placowkach.
                    • aandzia43 Pycha 16.06.10, 12:38
                      Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
                      > przestala byc zaleta, a stala sie wada.

                      Sama w sobie wadą nie jest, oczywiste. Ale chęć czynienia dobra jako
                      podstawa czynów z kategorii "niełatwe relacje międzyludzkie" mocno
                      trąci pychą. A pycha to podstawowy grzech, z niego cała reszta.
                      "Jakiż ze mnie dobry człowiek" - wzrusza się na dnie duszy taki
                      człek. I właściwie na wzruszeniach się kończy. Żeby czyn
                      przeprowadzony został "sprawnie" i z dobrym skutkiem potrzeba
                      organicznej, wewnętrznej, przynoszącej zwyczajną radość potrzeby
                      obcowania z obiektem naszych uczynków.
                      • d.o.s.i.a Re: Pycha 16.06.10, 13:23

                        > człek. I właściwie na wzruszeniach się kończy. Żeby czyn
                        > przeprowadzony został "sprawnie" i z dobrym skutkiem potrzeba
                        > organicznej, wewnętrznej, przynoszącej zwyczajną radość potrzeby
                        > obcowania z obiektem naszych uczynków.
                        >


                        Juz dawno naukowo udowodniono, ze dobroczynnosc wynika z
                        egoistycznej potrzeby i nigdy nie jest altruistyczna. Za kazdym
                        razem laczy sie z "nagroda" w postaci zastrzyku dopaminy, czy czego
                        tam jeszcze. Ludzie czynia dobro, bo jest to dla nich przyjemne.
                        A nad pycha i megalomania trzeba po prostu, tak po chrzescijansku,
                        panowac. Bo to pokusa jak kazda inna.
              • majenkir Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:33

                verdana napisała:
                > Nie ma cienia poczucia, ze chiała pomóc dzieciom, sobie tylko
                chiała pomóc - i pomogła, bo jak twierdzi, jej życie teeraz ma sens.


                Taa, jej zycie ma teraz sens, bo poczula sie LEPSZA....
                Czy gdyby adoptowala zdrowe dzieci, to jej zycie nie mialoby sensu?
              • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 21:51
                > Moja przyjaciółka wzięła chore dzieci, po prostu dlatego, zę chciała
                > mieć dzieci. Widziała dzieci, nie ich chorobę - nie zrobila tego
                > dla "biednych sierotek" tylko dla siebie. I choć czasem, jak
                > twierdzi, ma ochotę dzieci udusić, jest szczęśliwa, bo te dzieci
                > kocha.
                > Nie ma cienia poczucia, ze chiała pomóc dzieciom, sobie tylko chiała
                > pomóc - i pomogła, bo jak twierdzi, jej życie teeraz ma sens.

                Mysle Verdano, ze to co piszesz to utopia. W praktyce kazda adopcja wiaze sie
                bardziej, czy mniej z checia dania pomocy, bo tego sie po prostu oddzielic nijak
                nie da. Ta pomoc wyplywa wprost z definicji - bierzemy dziecko z domu dziecka
                vide: bierzemy je do lepszego zycia. No nie da sie inaczej po prostu. Ludzie
                biorac takie dzieci MUSZA sobie zdawac sprawe z tego, ze to konkretny czyn,
                ktory te dzieci tak czy inaczej uszczesliwi. Trzeba by byc cyborgiem zeby
                zamykac sie na taka ewentualnosc, nie widziec jej, nie chciec, nie brac pod
                uwage. Tego sie po prostu nijak nie da oddzielic.
                • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:35
                  Nie, zdecydowanie to nie jest utopia.
                  nie rozumiesz, że mozna po prostu chcieć mieć dziecko, uważać, ze
                  życie bez dziecka jest nieudane? I nie sądzić, ze się bedzie dla
                  dziecka jakimś blogosławieństwem, bo po dzieci do adopcji czeka
                  kolejka i żadnego 'dobra" człowiek biorac je nie czyni. I tak znajdą
                  dom. trzeba być bardzo zadufanym, aby sadzić, ze na 100% gorszy.
                  Przy takiej motywacji "bierzemy dziecko do lepszego życia" moze się
                  okazać, ze dziecko wcale lepszego życia nie doceni. I wtedy całą
                  motywację trafia szlag, a dziecko uznane jest za niewdzięcznego
                  bachora.
                  Mylisz się sądzżać, ze adopcja uszczęśliwia dziecko. Tak naprawdę,
                  wiele adoptowanych dzieci ma już zaburzenia wiezi i nie
                  uszczęśliwimy ich wcale tak bardzo. A juz na pewno nie, jeśli to
                  będzie nasza głóna motywacja, bo trzeba liczyć się, ze dziecko wcale
                  nie będzie szczęśliwe...
                  • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:50
                    > nie rozumiesz, że mozna po prostu chcieć mieć dziecko, uważać, ze
                    > życie bez dziecka jest nieudane?

                    Verdano, to wyjasnij co to znaczy chciec miec dziecko. Po co? W jakim celu?
                    Jakie pragnienia ma ono zaspokajac? Tak je miec, zeby bylo, w kacie stalo? Czy
                    moze jednak milosc i chec zapewniania cieplego domu to jednak cecha kazdego
                    normalnego rodzica?
                    • aandzia43 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 12:52
                      > Verdano, to wyjasnij co to znaczy chciec miec dziecko. Po co? W
                      jakim celu?
                      > Jakie pragnienia ma ono zaspokajac? Tak je miec, zeby bylo, w kacie
                      stalo? Czy
                      > moze jednak milosc i chec zapewniania cieplego domu to jednak cecha
                      kazdego
                      > normalnego rodzica?

                      Ja nie Verdana, ale się postaram. "Chcieć mieć dziecko" to moim
                      zdaniem psychiczna potrzeba wejścia w interakcję ze szczenięciem
                      ludzkim, jaka dopada w pewnym momencie większość samic rodzaju
                      ludzkiego. Wyznanie, poziom cywilizacyjny, krąg kulturowy -
                      nieistotne. To potrzeba przytulania, komunikowania się cieleśnie a
                      potem werbalnie i ścisłego połączenia swojej drogi życiowej i całego
                      swojego jestestwa z tym stworzeniem. Z tym łączy się oczywiście
                      potrzeba przychylenia nieba obiektowi westchnień. Ale brutalnie
                      powiem: jak ci się w mózgu nie jarzy ośrodek nagrody na kontakt z
                      obiektem, to w buty możesz sobie wsadzić tzw. szlachetne intencje
                      wobec obiektu. Z tej mąki chleba nie będzie. Nie ta kolejność uczuć;-
                      )
            • a.nancy Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:32
              majenkir napisała:

              >
              > A co w przypadku dzieci chorych/kalekich?
              > Wiadomo, ze lepiej miec zdrowe dzieci.
              > Czym wiec kieruja sie ludzie bioracy dzieci obciazone?

              może tak:
              "bardzo chcę mieć dziecko, i czuję, że wystarczy mi sił by zaopiekować się
              dzieckiem niepełnosprawnym. skoro już zdecydowałam się na adopcję, chcę również
              dać szansę dziecku, któremu trudniej byłoby znaleźć rodzinę".
              hmmm, zbyt idealistyczne?
          • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 19:20
            Dziecko byłoby przedmiotem, gdyby wybierało sie konkretne,
            pzychodząc ot tak, z ulicy. Tymczasem trzeba do adopcji się
            przygotować, nie kazdy chcacy dziecko dostanie, nie ma też
            możliwosci wyboru. Mniej-więcej tak, jak w przypadku biologicznego -
            też decyduje się na posiadanie dziecka, a nie na konkretny
            egzemplarz.
            Dziecko bierze się, aby je kochać i wychowywać, a nie mieć - tak
            samo po to sie dziecko rodzi.
                        • majenkir Re: 14.06.10, 19:49
                          Tez mowie, ze nie big_grin.
                          Dziwi mnie tylko, dlaczego jesli chec adopcji motywuja
                          swoim "dobrym sercem" i checia zrobienia "dobrego uczynku", to jest
                          zle uncertain
                          • verdana Re: 14.06.10, 19:53
                            Bo takie adopcje się nie udają. Nie zawsze, ale często. Rodzice,
                            ktorzy chcą pokazać "dobre serce" i "pomóc dziecku" sa zazwyczaj
                            znacznie bardziej rozczarowani, gdy dziecko wcale nie okazuje
                            wdzięcznosci, gdy pyskuje, gdy mowi (jak wielu nastolatków) "Nie
                            lubie was". Branie dziecka z takiej motywacji ma w sobie założenie,
                            ze dziecko będzie zadowolone, szczęśliwe, a wychowanie się uda.
                            Problem w tym, ze gdy okazuje się, że dziecko wcale nie jest
                            szczęśliwe, a rodzice odnoszą (jak wielu innych) porażkę za porazką,
                            cały pomysł wzięcia dziecka wydaje się chybiony.
                            Tacy rodzice potrafią oddać dziecko, bo słabo się uczy. Bo wagaruje.
                            Bo nie jest zadowolone. Bo zamiast poczucia, ze robią coś dobrego,
                            mają poczucie, ze się nie udało.
                            • gaja78 Re: 15.06.10, 00:31
                              verdana napisała:

                              > Bo takie adopcje się nie udają. Nie zawsze, ale często. Rodzice,
                              > ktorzy chcą pokazać "dobre serce" i "pomóc dziecku" sa zazwyczaj
                              > znacznie bardziej rozczarowani, gdy dziecko wcale nie okazuje
                              > wdzięcznosci, gdy pyskuje, gdy mowi (jak wielu nastolatków) "Nie
                              > lubie was". Branie dziecka z takiej motywacji ma w sobie założenie,
                              > ze dziecko będzie zadowolone, szczęśliwe, a wychowanie się uda.

                              Moim zdaniem niewiele się taka sytuacja różni od posiadania dzieci
                              biologicznych. Rodzice biologiczni bywają rozczarowani swoimi biologicznymi
                              dziećmi, które pyskują, mówią "nie lubie was", robią wszystko
                              nie-tak-jak-trzeba. Może być tak, że w przypadku adoptowanych dzieci to
                              sprzężenie zwrotne od rodziców jest bardziej agresywne, negatywne, bo "przecież
                              cię adoptowałem z dobrego serca i tyle mnie to wysiłku kosztowało". Obiektywnie.
                              Ale z punktu widzenia dziecka nie wydaje mi się, żeby to miało bardziej
                              destrukcyjną moc niż "przecież tyle dla ciebie zrobiłem, tyle wysiłku mnie
                              kosztowałeś" z ust biologicznego rodzica w kierunku biologicznego dziecka.

                              > Problem w tym, ze gdy okazuje się, że dziecko wcale nie jest
                              > szczęśliwe, a rodzice odnoszą (jak wielu innych) porażkę za porazką,
                              > cały pomysł wzięcia dziecka wydaje się chybiony.
                              > Tacy rodzice potrafią oddać dziecko, bo słabo się uczy. Bo wagaruje.
                              > Bo nie jest zadowolone. Bo zamiast poczucia, ze robią coś dobrego,
                              > mają poczucie, ze się nie udało.

                              Racja, to jest ta największa, najbardziej hardkorowa różnica między adopcją a
                              urodzeniem dziecka: adoptowane można w mniemaniu niektórych po prostu oddać z
                              powrotem sad
                          • kawka74 Re: 14.06.10, 19:55
                            Nie chodzi o to, że to jest samo zło. Ba, jest to dość częste. Chodzi o to, że
                            taka motywacja nie wróży powodzenia. Powiedz, czy Twojemu dziecku wystarczy
                            kucharka, niania, pielęgniarka i nauczycielka, czy raczej potrzebuje osoby,
                            która kocha dziecko tylko dlatego, że jest? Dzieci w dd niczym się nie różnią od
                            tych w rodzinach biologicznych - nie potrzebują kolejnych opiekunów tym się
                            tylko różniących, że indywidualnych, potrzebują rodziców.
                          • iwles Re: 14.06.10, 21:50

                            bo chęć zrobienia dobrego uczynku bardzo często wiąże się z
                            oczekiwaniami wdzięczności, a tego przy adopcji oczekiwać od dziecka
                            absolutnie nie należy, nie można tez dac nigdy dziecku
                            odczuć, że wdzięczności za adopcję oczekujemy.
                            • d.o.s.i.a Re: 14.06.10, 22:03
                              > bo chęć zrobienia dobrego uczynku bardzo często wiąże się z
                              > oczekiwaniami wdzięczności,

                              Dla mnie to zupelnie inne rzeczy. A mam wrazenie, ze m.in. Verdana je utozsamia.

                              Nie zgadzam sie z takim podejsciem. Mozna miec potrzebe pomocy, a jednoczesnie
                              zdawac sobie sprawe z tego, ze adopcja to wyrzeczenie i nie zawsze jest bajka.
                              • iwles Re: 14.06.10, 22:13
                                > Dla mnie to zupelnie inne rzeczy. A mam wrazenie, ze m.in.
                                Verdana je utozsamia


                                i ja się z nią zgadzam. Bo tak jest, że kierując się głownie chęcią
                                niesienia komuś pomocy - oczekujemy, że ta pomoc zostanie z
                                wdzięcznością
                                przyjęta, wszak ofiarujemy swoje serce i
                                chcielibysmy, aby zostalo to docenione. A z dziećmi tak się nie da -
                                dzieci są dziećmi, wystarczająco skrzywdzone przez los, nieufne i to
                                my - dorośli - powinnismy byc im wdzięczni, kiedy nas pokochają i
                                obdarzą zaufaniem, a nie odwrotnie.


    • wieczna-gosia Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 20:10
      (nie chce adoptowac dziecka)
      ale chcialam miec wlasne. No chcialam po prostu byle byly. I mysle ze
      tak samo czlowiek chce miec dziecko adoptowane.
      Mysle tez ze w przypadku starszych/ chorych dzieci moze zadzialac
      zwykla chemia- moja kolezanka chciala zostac rodzina zastepcza lub
      zalozyc rodzinny dom dziecka, ale weszla kiedys do domu dziecka, z
      ktorym wspolprcowala i zobaczyla swoja coreczke- lysa, ze swierzbem
      na skorze, nie chodzaca, wyjaca. I jak mowi juz wlasnie wiedziala ze
      nie zalozy zadnego domu dziecka bo oto spotkala corke. Teraz po kilku
      latach mloda nie nadrobila tych straconych lat, nie chodzi itd, ale
      naprade widac ze to ich dziecko i ze je kochaja.
      • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 21:39
        > ktorym wspolprcowala i zobaczyla swoja coreczke- lysa, ze swierzbem
        > na skorze, nie chodzaca, wyjaca. I jak mowi juz wlasnie wiedziala ze
        > nie zalozy zadnego domu dziecka bo oto spotkala corke.

        No wlasnie, bo ta wlasnie dziewczynka wzbudzila w Twojej kolezance najwieksze
        wspolczucie/najwieksza potrzebe opieki itp. itd. Bo wlasnie przy takiej lysej i
        ze swierzbem mogla poczuc sie lepiej, mogla sie poczuc potrzebna i poczula
        potrzebe "uratowania malej sierotki". I przykro mi, tak wlasnie uwazam. Nie
        wierze, ze w tym przypadku byla to zimna kalkulacja, o ktorej mowi Verdana pt.
        "bo ja chce miec dziecko, a moje intencje sa czyste, nie przyszlam tu ani czynic
        dobra, ani zbawiac swiata". I tylko tak przypadkiem wybieram najbiedniejsza
        sierotke...

        I smiem twierdzic, ze tak wlasnie sie dzieje w wiekszosci adopcji. Ludzie CHCA
        dac szanse odrzuconemu dziecku. Dla mnie taka motywacja jest ok.

        Tyle sie mowi o adopcji, tak sie do niej zacheca. A tu nagle sie okazuje, ze
        taka chec jest zla.
        • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 21:46
          d.o.s.i.a napisała:
          Bo wlasnie przy takiej lysej i
          > ze swierzbem mogla poczuc sie lepiej, mogla sie poczuc potrzebna i poczula
          > potrzebe "uratowania malej sierotki". I przykro mi, tak wlasnie uwazam.

          dlaczego przykro? ja się buntuje przeciwko takiemu podejściu. Nie wymagajmy od
          ludzi, żeby byli aniołami, bo są tylko ludźmi, w każdym z nas jest potrzeba
          "nagrody", nikt nie jest doskonale bezinteresowny, ani rodzic biologiczny, ani
          adopcyjny ani w ogóle żaden człowiek. Zreszta "rodzic doskonały" - to by był
          dopiero dramat dla dziecka.
          Ja czasem myślę o adopcji za kilka lat, może jak juz będę miała dwójke
          biologicznych. Myślę, że jestem fajną mamąsmile i szkoda marnować potencjał, w
          ciązy nie lubie być, zwłaszcza, że mam komplikacje a poza tym - o zgrozo - żal
          mi dzieci w domach dziecka i pomyślałam, że moglibyśmy któremuś z nich pomóc.
          Teraz widzę, że moje motywacje mnie dyskwalifikują...
          • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:00
            > dlaczego przykro? ja się buntuje przeciwko takiemu podejściu.


            Szyszuniu11. Ja sie z Toba w stu procentach zgadzam smile
            Mysle, ze gdyby wiecej ludzi kierowalo sie ta niepozadana motywacja jaka jest
            zwyczajne czynienie dobra i uszczesliwianie innych ludzi, to domow dziecka by
            nie bylo. A czekanie na "rodzicow doskonalych", cyborgow w ludzkiej skorze, jest
            zwyczajnie okrutne.
            • cherry.coke Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:18
              d.o.s.i.a napisała:

              > A czekanie na "rodzicow doskonalych", cyborgow w ludzkiej skorze, jes
              > t
              > zwyczajnie okrutne.

              Jakich tam doskonalych, po prostu majacych realistyczne oczekiwania i cos
              realnego do zaoferowania. Piszesz o adopcji w celu uszczesliwiania - a jesli to
              dziecko nie jest i nie bedzie szczesliwe, bo na przyklad za wiele przeszlo? Moga
              je oddac, bo sie nie dalo uszczesliwic?

              Chec pomocy i uszczesliwania jest czynnikiem waznym, ale nie wystarczajacym.
              • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:31
                cherry.coke napisała:


                > Jakich tam doskonalych, po prostu majacych realistyczne oczekiwania i cos
                > realnego do zaoferowania. Piszesz o adopcji w celu uszczesliwiania - a jesli to
                > dziecko nie jest i nie bedzie szczesliwe, bo na przyklad za wiele przeszlo?

                ale chyba od tego są szkolenia, które rodziny chcace adoptowac przechodzą.
                Uswiadamia im sie fakt, że nie mogą opierać swojej motywacji na chęci otrzmania
                wdzięczności. To jest troche co innego, niz chec pomocy, uszczęsliwienia.


                Mog
                > a
                > je oddac, bo sie nie dalo uszczesliwic?


                chyba wystarczyłoby poczucie odpowiedzialności, które powinno towarzyszyc
                każdemu, kto zakłada rodzinę, ma dzieci. Że sa na zawsze, po prostu. Tak samo te
                biologiczne, jak adopcyjne.
                >
                > Chec pomocy i uszczesliwania jest czynnikiem waznym, ale nie wystarczajacym.

                tak, ale w każdym z nas jest egoizm przeciez, tylko może róznie on się wyraża.
                jeden chce ładne, zdrowe dziecko bo po prostu takie sobie wymarzył, z takim
                będzie mu łatwiej i tyle, inny spełni się pomagając dziecku trudnemu,
                pokrzywdzonemu przez los. Czy którys jest gorszy albo lepszy? To, że ktos "po
                prostu strasznie chce dziecka" tez da się psychologicznie rozłozyc na czynniki
                pierwsze i wtedy wyjdzie jakie potrzeby mu to dziecko ma zaspokoić. A co jesli
                nei zapsokoi?
                • cherry.coke Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:39
                  > ale chyba od tego są szkolenia, które rodziny chcace adoptowac przechodzą.
                  > Uswiadamia im sie fakt, że nie mogą opierać swojej motywacji na chęci otrzmania
                  > wdzięczności. To jest troche co innego, niz chec pomocy, uszczęsliwienia.

                  Troche co innego, ale nadal sa to motywacje zewnetrzne, a nie wewnetrzne. Tak
                  jak pisza dziewczyny, sa dzieci, ktorym bardzo trudno jest pomoc albo je
                  uszczesliwic - czyli podejmuje sie dzialanie z gory skazane na niepowodzenie. A
                  to sie moze zle skonczyc. Co jest gorsze dla dziecka - pobyt w domu dziecka czy
                  tez zwrocenie do domu dziecka po pobycie w nieudanej rodzinie adopcyjnej?

                  > chyba wystarczyłoby poczucie odpowiedzialności, które powinno towarzyszyc
                  > każdemu, kto zakłada rodzinę, ma dzieci. Że sa na zawsze, po prostu. Tak samo t
                  > e
                  > biologiczne, jak adopcyjne.

                  I wtedy taka rodzina bedzie sie meczyc z obowiazku i z odpowiedzialnosci. To i
                  tak lepiej, niz oddac dziecko, gdy tylko wypali sie motywacja dobroczynna. Ale
                  chodzi o to, zeby rodzice adopcyjni mieli szanse dzieci naprawde pokochac, tak
                  "dla siebie", a nie tylko dbac o "ich" potrzeby.
                  • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:45
                    cherry.coke napisała:


                    > chodzi o to, zeby rodzice adopcyjni mieli szanse dzieci naprawde pokochac, tak
                    > "dla siebie", a nie tylko dbac o "ich" potrzeby.

                    ja się z tym zgadzam. Ale co to znaczy "pokochac dla siebie"? tak konkretnie?
                    może to, zeby dziecko nie było tylko problemem ale tez radością? bo każdy
                    człowiek ma prawo byc radościa dla innego? jesli tak, to się zgadzam. Ja się
                    tylko upieram przy tym, ze chęć pomocy dziecku z domu dziecka (oprócz samej
                    chęci dziecka - bo się chce je mieć) nie powinna dyskwalifikowac, bo to utopia.
                    Nie zaspakajasz tej potrzeby, to zaspakajasz inną.
                      • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 23:05
                        > no ale wlasnie caly czas o tym dyskutujemy, że chęc uszczęsliwienia
                        > dziecka może byc motywacją, ale nie głowna i nie jedyną.
                        >

                        O nie, nie. Dyskusja jest o tym, ze taka motywacja dyskwalifikuje. I o ile
                        rozumiem sytuacje, gdy przychodzi "pancia" po trojeczke sierotek, bo ona je
                        ratowac bedzie laskawie, to nie rozumiem dlaczego normalni ludzi, ktorzy oprocz
                        tego, ze pragna dziecka, ujawnia, ze maja nadzieje zapewnic dziecku szczesliwe
                        zycie, maja byc przez to zdyskwalifikowani.



                        ---------

                        A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
                        patetycznie i lekko mrocznawo.
                    • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:57
                      d.o.s.i.a napisała:

                      Ktos kto CHCE miec dziecko, a do tego czuje, ze
                      > adopcja to wlasnie to, bo przy okazji ma szanse dac nowe zycie komus innemu.
                      >
                      >
                      no własnie. Nie przyszło mi do głowy, że może mysleć o adopcji ktoś, kto nie
                      chce dziecka (lub kolejnego dziecka). To jest chyba domyslne, że dziecko taka
                      osoba chce mieć, a że przy tym ktoś zamiast domu dziecka będzie miał dom
                      rodzinny - to chyba nic złego.
                    • cherry.coke Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:57
                      d.o.s.i.a napisała:

                      > Kurcze, ale przeciez nawet z dobroczynnosci nikt normalny nie wezmie dziecka
                      > jesli go zwyczajnie NIE CHCE! Ktos kto CHCE miec dziecko, a do tego czuje, ze
                      > adopcja to wlasnie to, bo przy okazji ma szanse dac nowe zycie komus innemu.

                      No to przeciez to wlasnie mowie. Tylko ja mowie, ze trzeba chciec byc rodzicem
                      oraz pomoc, a ty mowisz, ze trzeba chciec pomoc oraz byc rodzicem. Zgodzisz sie
                      chyba, ze sama chec pomocy to nie dosc.
            • annamariamuff Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:27
              d.o.s.i.a napisała:

              > > zwyczajne czynienie dobra i uszczesliwianie innych ludzi, to
              domow dziecka by
              > nie bylo. A czekanie na "rodzicow doskonalych", cyborgow w
              ludzkiej skorze, jes
              > t
              > zwyczajnie okrutne.
              Ale dla mnie Ci "rodzice doskonali" "cyborgi w ludzkiej skorze "jak
              to okreslilas to wlasnie Ci rodzice chcacy czynic dobro i
              uszczesliwic biedna sierotke.Zdrowa egoistyczna chec zostania
              rodzicem jest najlepsza bo pozwala pokochac dziecko takim jakim
              jest ,bo to Ty chcialas miec dziecko a nie chcialas uszczesliwisc
              jakas bedna sierotke.Pomijajac wszystkie problemy jakie moze miec
              dziecko adoptowane lacznie z zaburzeniem przywiazania -do tego
              naprawde trzeba duzo pokladow milosci i zwyczajnej zdrowej checi
              zostania rodzicem a nie wybawicielem
              >
              >
              • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:46
                > dziecko adoptowane lacznie z zaburzeniem przywiazania -do tego
                > naprawde trzeba duzo pokladow milosci i zwyczajnej zdrowej checi
                > zostania rodzicem a nie wybawicielem

                Nie popadajmy w skrajnosci. Ja nie pisze o wybawicielstwie, tylko zwyklej
                potrzebie przygarniecia, zaopiekowania sie, dania domu i milosci.

                A zdaje sie wlasnie o pokladach milosci napisalas...

                Nie wierze w motywacje posiadania dzieci dla samego posiadania. Bo czymze byloby
                to niby? Posiadam dziecko tak jak posiadam samochod? Dzieci ma sie rowniez po
                to, zeby je kochac. Takze te z domu dziecka.
        • iwles Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:07

          to jest pułapka, bo co zrobią rodzice adopcyjni, kiedy dziecko w
          okresie dojrzewania zacznie się buntować i sprawiac klopoty zamiast
          być potulne i wdzięczna ?

          Co w sytuacji, kiedy rodzice "danie szansy" zrozumieją
          jako "realizowanie ich ambicji"? czyli wdzięczne dziecko ma się
          dobrze uczyć, zawsze być posłuszne, bez mrugnięcia okiem sprzątac i
          pomagac rodzicom ? no bo przecież biedna sierotka zostala przez
          rodzicow wybawiona od spędzenia życia w domu dziecka ?

          Co w sytuacji, kiedy dziecko będzie chcialo pójśc swoją wlasną
          drogą - i nie będzie chciało wykorzytsać danej mu szansy ?

          Naprawdę chciałabyć wychowywac się w domu, w ktorym czulabyś, że
          musisz być wdzięczna za miłość rodzicow do ciebie ?
          Milośc rodzicielska musi byc bezinteresowna.



          • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:33
            Iwles. Ale dlaczego sie tak usilnie czepiasz tej wdziecznosci. Ludzie adoptujac
            dziecko WIEDZA, ze nie adoptuja go do realizacji wlasnych ambicji, do bycia
            aniolkiem i chodzacym idealem. Wiedza, ze to dziecko porzucone, z trudna
            przeszloscia. Czy uwazasz, ze kazdy kto kieruje sie taka motywacja to idiota i
            zly czlowiek oczekujacy wdziecznosci?

            "Niesienie dobra" to dla mnie danie dziecku szansy, czegos, czego to dziecko nie
            ma, a co my mamy i chetnie ofiarujemy. Kochajacego domu, fajnych rodzicow. A
            nie "rodzicow jedynie wymagajacych wdziecznosci". Dla mnie to zupelnie inne kwestie.
        • wieczna-gosia Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:16
          wella jak sie przy takiej malej sierotce nie czujesz lepiej? nie
          sadze byc sie czula lepiej przy wyjacaym kilkuletnim dziecku z ktorym
          nie ma zadnego kontaktu ( a tak na poczatku bylo), ktore robi pod
          siebie i ma niezdiagnozowana ilosc chorob i po paru miesiacach boisz
          sie isc do lekarza bo gdzie nie dotkniesz tam wychodzi cos zlego.

          I przykro mi ale chec zbawiania swiata w konfrontacji z taka
          rzeczywistoscia czesto idzie sie mowiac brutalnie je.bac. I nie
          czujesz sie lepiej tylko wrecz przeciwnie czujesz jakie twoje zycie
          przed bylo piekne i POCO ci to bylo. Nie, patrzac sie na moja
          kolezanke miotajaca sie czasami z rozpaczy i klnaca na czym swiat
          stoi nie powiedzialabym ze czula sie z tym lepiej.
          Ona zas sama mowi ze w zyciu nie wzielaby chorego dziecka i nie ma
          pojecia dlaczego je wziela po prostu czula ze to jej dziecko.

          Dosiu postanawiasz dac sierotce szanse. A sierotka postanawia z tej
          szansy nie skorzystac, klnie, pije i wagaruje oraz puszcza sie na
          lewo i prawo. I twoja motywacja robi papa- ja tak to widze. Czlowiek
          ktory ma dziecko z potrzeby mania dzieci smile idzie sie wyryczec po
          czym nastepnego dnia zaczyna od nowa. Bo chcial to ma. Nie wiem czy
          czlowiek "dajacy sierotce szanse jest w stanie sie cieszyc ze 6 latka
          zasygnalizowala ze chce siusiu. Bo mialo byc idealnie a jest
          codzienny kierat.
          • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:41
            Wieczna-gosiu. NIe rozumiem dlaczego twierdzisz, ze motywacja pt. "czynie dobro"
            zaklada od razu oczekiwanie wdziecznosci. Dla mnie to jest blad logiczny. Dla
            mnie ta motywacja oznacza "chce dac komus szanse na dobre zycie, bo mam w sobie
            duzo milosci i potrzebe przygarniecia dziecka, ale wiem, ze moze byc to
            cholernie trudne i pewnie bedzie trudne, ale jestem gotowa podjac ten trud, bo
            to dziecko, kurcze, zasluguje na lepsze zycie, a noz widelec uda sie".

            Nie wiem skad zalozenie, ze rodzice, ktorzy tylko "chcieli dziecko" nie beda
            rozczarowani, ze taki egzemplarz im sie trafil... Przeciez roznie moze byc.

            Ja uwazam, ze to kwestia bardziej dojrzalosci niz motywacji.
            • cherry.coke Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:45
              > mnie ta motywacja oznacza "chce dac komus szanse na dobre zycie, bo mam w sobie
              > duzo milosci i potrzebe przygarniecia dziecka, ale wiem, ze moze byc to
              > cholernie trudne i pewnie bedzie trudne, ale jestem gotowa podjac ten trud, bo
              > to dziecko, kurcze, zasluguje na lepsze zycie, a noz widelec uda sie".

              Czyli jest to poswiecenie sie w zamian za szanse na efekt (szczescie, dobre
              zycie dziecka). Tylko czasami efektu nie ma, albo sie go nie dostrzega, albo
              poswiecenie przerasta efekt. I wtedy zonk, bo brakuje motywacji ze srodka.
              • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:48
                cherry.coke napisała:


                >
                > Czyli jest to poswiecenie sie w zamian za szanse na efekt (szczescie, dobre
                > zycie dziecka).

                no ja myslę. Ta szansa musi być jak dla mnie. Gdybym wiedziała, że takiej szansy
                nie ma, nie podejmowałabym się tego, bo szkoda zycia na działania bezsensowne i
                z góry skazane na porazkę.

                Tylko czasami efektu nie ma, albo sie go nie dostrzega, albo
                > poswiecenie przerasta efekt.

                zawsze, w każdej relacji jest takie ryzyko.
                  • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 23:07
                    cherry.coke napisała:

                    > Ale wlasnie chodzi o to, zeby nie bylo poswiecenia na rzecz dziecka (motywacja
                    > zewnetrzna)

                    tylko, ze rodzicielstwo niezależnie od formy, łaczy się z poświęceniem. Np. ja
                    to przez pierwszy rok zycia małego cholernie mocno odczułam. Za to poświęcenie
                    dostajemy różne formy gratyfikacji.

                    , tylko chec bycia rodzicem dla tego dziecka (motywacja wewnetrzna).
                    > Naprawde nie wiem, jak to lepiej wytlumaczyc.

                    nie musisz tłumaczyc, bo rozumiem, co masz na mysli, tylko ja bym sie jednak
                    upierała przy rozbiorze tej mitycznej "motywacji wewnętrznej" na czynniki
                    pierwsze i pokazaniu, że tak naprawdę funkcjonuje ona na tych samych zasadach.
                    ja bym zastosowała takie kryterium: czy naprawde chcesz adoptować dziecko? czy
                    moze ma byc to tylko twoja "zasługa w niebie"? wink
              • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 23:00
                > poswiecenie przerasta efekt. I wtedy zonk, bo brakuje motywacji ze srodka.

                Aha, bo twierdzisz, ze taka gola, pierwotna i bezosobowa motywacja "bo ja chce
                miec dziecko" bedzie tak zawsze silna? I to wystarczy do happy endu? Dla mnie to
                juz science fiction z pogranicza robotyki. "Tak, Macius co prawda wyrosl na
                przestepce, ale to nic, bo my wlasciwie tylko chcielismy dziecko"...
                • paszczakowna1 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 23:11
                  > Aha, bo twierdzisz, ze taka gola, pierwotna i bezosobowa motywacja "bo ja chce
                  > miec dziecko" bedzie tak zawsze silna? I to wystarczy do happy endu?

                  Ja to widzę tak. A ma motywację 'chcę mieć dziecko'. Adoptuje dziecko. I ma
                  dziecko. Sukces - pragnienie zostało zaspokojone. Że dziecko jest z piekła rodem
                  i zatruwa życie, to jakby inna sprawa.

                  B ma motywację 'chcę uszczęśliwić dziecko'. Adoptuje dziecko. I co? Dziecko
                  ewidentnie uszczęśliwione nie jest. Porażka - pragnienie nie zostało
                  zaspokojone. A do tego dziecko jest z piekła rodem i zatruwa życie.
            • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:54
              d.o.s.i.a napisała:


              > Nie wiem skad zalozenie, ze rodzice, ktorzy tylko "chcieli dziecko" nie beda
              > rozczarowani, ze taki egzemplarz im sie trafil... Przeciez roznie moze byc.

              dokładnie. Nie rozumiem tego idealizowanie "tylko chcenia" - powtarzam - nie ma
              totalnej bezinteresowności, zawsze zaspokajamy jakies potrzeby i zawsze się może
              zdarzyć, że cos stanie na przeszkodzie. No chyba ze to jedynie potrzeba
              przekazania nazwiska - to na pewno się uda, wystarczy papierki podpisać.


              >
              > Ja uwazam, ze to kwestia bardziej dojrzalosci niz motywacji.
              >
              >
              dokładnie. Oczywiście trzeba czuc w sobie te dyspozycję pokochania obcego
              dziecka i bezwzglednie trzeba zdac sobie sprawę, ze nie możemy liczyc na nic
              więcej, niż w przypadku dziecka biologicznego. Nastepnie oszacować, czy nas na
              to emocjonalnie stać.
          • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 22:42
            wieczna-gosia napisała:

            mania dzieci smile idzie sie wyryczec po
            > czym nastepnego dnia zaczyna od nowa. Bo chcial to ma.

            ja nie wierzę w idealna motywację. Chciejstwo bezgraniczne tez niczego nei
            gwarantuje, ilez to depresji poporodowych "bo miało być tak pieknie"... Potrzeba
            mania to kompilacja kilku innych potrzeb, np. potrzeba czucia się potrzebym.
    • zofijkamyjka Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 14.06.10, 20:19
      Najlepsza motywacja jest trochę egoistyczna tzn. "bardzo chcemy miec
      dziecko a nie możemy miec biologicznego".

      Oczywiście sa tez ludzie kierujący się innymi pobudkami bardziej
      altruistycznymi, tacy ludzie mają przepracowaną chęć niesienia
      pomocy trudniejszym przypadkom: dzieciom chorym, liczniejszemu
      rodzeństwu, dzieciom po przejściach.
      Niektórzy decyduja się na bycie rodziną zastępczą, rodzinnym domem
      dziecka w zasadzie bez praw do dziecka.

      Są tacy ludzie, ale to są naprawdę szczególne przypadki.Nie jest ich
      dużo.

      Ja np. mam adoptowana córkę, ale na adopcję dziecka chorego nie
      zdecydowałabym się, bałabym się że nie poradze sobie z takim
      ciężarem.
      Dlatego nie lubie jak ktoś mnie podziwia, bo ja nic szczególnego nie
      zrobiłam poza egoistycznym zaspokojeniem swojej ogromnej potrzeby -
      posiadania i kochania dziecka. Jestem szcześliwa, przy okazji jest
      szcześliwe moje dziecko i kilkoro innych ludzi, którym przynosi ona
      radość.
        • majenkir Re: 15.06.10, 00:03
          Znam kilka rodzin, ktore adoptowaly dzieci z Chin i Rosji i jedna
          rodzine z dziecmi z Haiti (po trzesieniu ziemi). Wszystkie pary
          mialy juz swoje biologiczne dzieci. Dzieci wzieli, bo chcieli jak
          mowia "podzielic sie swoim szczesciem z potrzebujacym dzieckiem".
          Czyli wedle Waszych kryteriow zadna z tych par nie nadaje sie i nie
          powinni dostac dzieci. A tymczasem "sierotki" maja wspaniale domy i
          kochajace rodziny. Ale z tego, co tu czytam lepiej by bylo, zeby
          dalej siedzialy w jakims przytulku i robily pod siebie, bo starajacy
          sie o nie mieli "niewlasciwa motywacje"... ech....
          • evee1 Re: 15.06.10, 07:43
            Ja tez znam trzy takie rodziny, jedna z nich adoptowala dwojke
            dzieci niepelnosprawnych. Rodzice mieli juz starsze dzieci
            biologiczne, ale zamiast miec kolejne wlasne postanowili adoptowac
            takie, ktore juz na tym swiecie sa. Rodziny sa szczesliwe, dzieci
            rozwijaja sie swietnie, choc oczywiscie na poczatku mieli problemy.
            W przypadku jednego dziecka borykali sie z RAD, ale jest juz coraz
            lepiej. Wszyscy mieli jednak swiadomosc, ze adopcja, to nie jest
            bulka z maslem i byli do tego przygotowani.
            A gdyby nie ta "niesluszna" motywacja polegajaca na checi dzieciom
            pokrzywdzonym przez los, dwojka z tych dzieci prawdopodobnie nadal
            tkwilaby w domach dziecka (jeden chlopczyk czekal na adopcje 6 lat).
            Sorry, ale nikt mi nie wmowi, ze tak byloby lepiej dla tych dzieci.

            I powiem Wam, ze podejscie "adopcja tylko dla bezdzietnych" jest
            dosc specyficzne dla Polski wlasnie, gdzie strasznie podejrzliwie
            patrzy sie na osoby, ktore chca adoptowac, mimo, ze maja wlasne
            dzieci. A jak jeszcze wyrazaja chec adopcji dzieci chorych, to juz
            kompletna klapa.
    • gaja78 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 00:15
      Ta najczęstsza to zapewne "chcę/chcemy mieć dziecko, biologicznie to niemożliwe".

      Jest też ta altruistyczna. Równie dobra. Jestem człowiekiem z mózgiem
      rozwiniętym tak a nie inaczej. Jestem w stanie wygenerować warunki materialne i
      emocjonalne - takie a nie inne. Według jakieś miary na wysokim poziomie
      abstrakcji mój wysiłek to nic w porównaniu z zyskiem, jakie może mieć dziecko
      adoptowane przeze mnie. Czasem chodzi mi po głowie myśl, że na końcu życia może
      mi być wstyd, że się tego nie podjęłam. Tak więc może się jednak kiedyś podejmę,
      choć na chwilę obecną brakuje mi odwagi. Nie tej odwagi "jakie to będzie
      dziecko", ale "czy sobie poradzimy jako rodzina".
      • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 14:08
        Moi dziadkowie adoptowali dziecko, częściowo własnie "z litosci",
        zeby dac osieroconemu dziecku dom. Pewnie, ze lepiej było temu
        dziecku niż w DD, ale nie bylo żadnych watpliwosci, ze nie jest ono
        ich rodzonym dzieckiem. Traktowali go tak samo, jak moją mamę, w
        spadku dostał znacznie więcej, ale ta motywacja byla tak widoczna,
        ze nawet nie wiedzac jeszczeo adopcji, jako dziecko - widziałam, ze
        cos jest nie tak.
        Oni nie chcieli tego dziecka, chcieli być dobrzy. I byli. Ale
        obawiam się, ze moze lepiej byloby temu dziecku u ludzi, którzy nie
        chcieli być dobrzy, tylko mieć dziecko.
        • gaja78 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 15:08
          verdana napisała:

          > Moi dziadkowie adoptowali dziecko, częściowo własnie "z litosci",
          > zeby dac osieroconemu dziecku dom. Pewnie, ze lepiej było temu
          > dziecku niż w DD, ale nie bylo żadnych watpliwosci, ze nie jest ono
          > ich rodzonym dzieckiem. Traktowali go tak samo, jak moją mamę, w
          > spadku dostał znacznie więcej, ale ta motywacja byla tak widoczna,
          > ze nawet nie wiedzac jeszczeo adopcji, jako dziecko - widziałam, ze
          > cos jest nie tak.

          Widocznie nie poradzili sobie z wychowaniem dziecka, co jest z goła innym
          problemem, niż motywacja prowadząca do adopcji.

          Masa rodziców krzywdzi swoje biologiczne dzieci każdego dnia - brakiem
          wyobraźni, brakiem myślenia, ignorancją. A przecież mają dziecko, bo chcieli
          mieć dziecko. Jeśli twoi dziadkowie dali plamę wychowując dziecko adoptowane,
          skąd wiesz że nie skrzywdziliby tego dziecka, gdyby było ich własne, biologiczne
          ? Nie wierzę, że dla swojego biologicznego dziecka byli świetnymi rodzicami. Już
          sam fakt, że wyróżniali negatywnie dziecko adoptowane, musiało być trudne dla
          twojej mamy. Ale to już jest problem umiejętności wychowawczych twoich dziadków,
          problem ich wyobraźni i wiedzy. Motywacja, która doprowadziła do adopcji, moim
          zdaniem niczemu nie jest tutaj winna. Gdyby taką motywacją kierował się człowiek
          posiadający potrzebę uczenia się rodzicielstwa, a nie tylko chęć posiadania
          dzieci i czynienia dobra, mogłoby być jak w bajce.


          > Oni nie chcieli tego dziecka, chcieli być dobrzy. I byli. Ale
          > obawiam się, ze moze lepiej byloby temu dziecku u ludzi, którzy nie
          > chcieli być dobrzy, tylko mieć dziecko.

          Mogłoby trafić do ludzi, którzy chcieli mieć dziecko, ale w praktyce nie mieliby
          dla niego czasu, nie rozmawialiby z nim, krytykowaliby na każdym kroku,
          stawialiby zbyt wysokie wymagania, etc.

          IMHO motywacja "altruistyczna" adopcji nie implikuje błędów w procesie
          wychowania adoptowanego dziecka. Implikuje je przekonanie, że jak już się jest
          rodzicem, to niczego się w tej materii uczyć nie trzeba, bo przecież rodzicami
          wszyscy potrafią być.
          • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 16:04
            Świetnie sobie poradzili - nie mieli żadnych problemów
            wychowawczych, wujek jest fajnym facetem, skonczył studia, założył
            rodzine, z dziadkami był zżyty aż do konca ich zycia. Tyle, ze go
            nie kochali tak, jak kochali swoje rodzone.
            Moi dziadkowie wżadnen sposób nie wyróżniali mamy. Ani finansowo,
            ani w poswięcaniu czasu czy uwagi - ale cos jednak było widać.
            Obawiam się, ze własnie motywację - oni chcieli byc dla tego dziecka
            bardzo dobrzy, stworzyć mu dom, nieba przychylic - tylko chyba tego
            dziecka nie bardzo chcieli.
            • gaja78 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 16:36
              verdana napisała:

              > Świetnie sobie poradzili - nie mieli żadnych problemów
              > wychowawczych, wujek jest fajnym facetem, skonczył studia, założył
              > rodzine, z dziadkami był zżyty aż do konca ich zycia. Tyle, ze go
              > nie kochali tak, jak kochali swoje rodzone.

              Skąd możesz to wiedzieć ?
            • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 16:39
              Mysle Verdano, ze dzielisz wlos na czworo, albo starasz sie wepchnac
              w ramki rzeczy, ktorych natura jest naprawde zbyt skomplikowana, aby
              zamknac je w dwoch roznych motywacjach "bo oni tylko chca dziecko",
              albo "bo oni chca dziecku pomoc". Nic nie jest czarno-biale i w
              zyciu te motywacje, czy chcesz, czy nie chcesz beda sie przenikac.

              Nie podoba mi sie podejscie, w ktorym na dziecko zasluguja tylko Ci,
              ktorzy jedynie chca miec dziecko. A co jezeli ciutke poczuja, ze
              pomagaja? Jak sie pozbyc tego uczucia? U psychoanalityka? Wyprac w
              pralce? Powiem wiecej, ktos kto bierze dziecko z domu dziecka dla
              wlasnego chciejstwa, a nie przemknie mu przez glowe, ze "transakcja"
              jest jakby dwustronna, bo jakby nie bylo daje temu dziecku dom, jest
              moim zdaniem nienormalny zwyczajnie i nie rokuje jako rodzic.

              Zastanawiam sie jak to sie dzieje, ze istnieja cale kampanie
              spoleczne pt. daj dziecku dom (np. w Anglii), gdzie zacheca sie do
              tworzenia rodzin zastepczych i adopcji. Przeciez te kampanie jak w
              morde strzelil odwoluja sie do motywacji "daj cos z siebie". A u nas
              musi byc to postawione na glowie.

              Mysle, ze gdyby wiecej ludzi dawalo cos z siebie po prostu, to domy
              dziecka swiecilyby pustkami. W momencie kiedy wchodzimy w dywagacje,
              czy aby na pewno ja sie nadaje na rodzica, a zaraz potem dochodzimy
              do wniosku, ze jestem podejrzany i patologia ze mnie, bo mi blyska,
              ze ratuje dziecko, to dla mnie to jakas koszmarna manipulacja.
              • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 16:53
                Cóż, dlaczego zatem w badaniach mojej przyjkaciółki zdecydowanie
                gorzej wypadały adopcje z przyczyn altruistycznych? Dlaczego w tych
                rodzinach częściej oceniano adopcje jako nieudane, nie mowiąc już o
                oddawaniu dzieci? Przez przypadek?
                Rodziny zastępcze to nie są rodziny adopcyjne. I niestety, na
                przykład w USA wcale system rodzin zastępczych nie jest taki dobry
                dla dzieci...
                Domy dziecka są zamieszkałe przez dzieci, których nie można
                adoptować, ponieważ mają rodziców nie pozbawionych praw. Moga one
                iść najwyżej do rodzin zastepczych, a co Cie może zdziwić i
                zbulwersować - część starszych dzieci absolutnie tego nie chce.
                malutkie dzieci - tak, one zdecydowanie nie powinny być w DD. Ze
                starszymi bywa różnie. Wiele dzieci po 13 roku życia odmawia
                adopcji - to, zę absolutnie wszystkie chcą adopcji to też mit. Wiele
                chce, ale zdecydowanie nie wszystkie.
                Problem jest w tym, ze dzieci z DD często nie są szczęśliwe. Ci, co
                czują, zę "pomagają", są tym głęboko rozczarowani, ich dobre serce i
                chęci nie zostały docenione. A człowiek nie jest święty - zaczyna
                mieć o to pretensję do dziecka.
                • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 17:10
                  Widzisz Verdano, nie potrafisz sie wyzbyc przekonania, ze chec
                  pomocy rownoznaczna jest z rozczarowaniem. Sa ludzie, ktorzy w
                  pierwszym odruchu chca pomoc, w drugim zdaja sobie sprawe, ze to nie
                  do konca tak wyglada, bo nie o pomoc chodzi, a adopcja moze byc
                  trudna, a w trzecim godza sie, ze i tak chca tego dziecka bez
                  wzgledu na to co bedzie. Po to jest proces adopcyjny, zeby to
                  wszystko zrozumiec, prawda? Nie sadze, ze ostatecznie, ktorykolwiek
                  z rodzicow adopcyjnych mysli, ze dalej to bedzie juz bajka.

                  I moze byc odwrotnie. Dajcie nam jakiekolwiek dziecko bo chcemy byc
                  rodzicami. A potem sie okazuje, ze jak to, taki diabel wcielony?
                  Moje wlasne dziecko pewnie byloby inne i po co mi to bylo. Jak
                  moglismy byc tak naiwni.

                  Nie wiem dlaczego w badaniach Twojej przyjaciolki wypadly gorzej
                  adopcje z przyczyn altruistycznych. Nie wiem w jaki sposob badano
                  motywacje. Rozumiem, ze byly to dane sprzed procesu adopcjnego?
                  • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 18:46
                    Nie, nie mogę wyzbyć się przekonania, ze Ci, ktorzy chca pomoc MOGĄ
                    się rozczarować. Spore ryzyko, placi cała rodzina, a dziecko w
                    szczególnosci.
                    Gorzej, znając badania przyjaciółki, ja wiem, że te rozczarowania są
                    bardzo częste. W tym "bez względu na to co będzie" razdoku
                    uwzglednia się opcję "dziecku nie będzie u nas dobrze" - po prostu.
                    Moja znajoma badała rodziny PO adopcji, często wiele lat po.
                    • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 23:00
                      > Moja znajoma badała rodziny PO adopcji, często wiele lat po.

                      OK. Ale czy motywacje zebrala, ze tak powiem "na wejsciu", czy po wielu latach.
                      Pytam, bo z biegiem lat motywacje moge ulec zmianie, albo ludzie po prostu
                      bardziej sklonni sa je zastapic innymi. W stylu: wydawalo mi sie, ze zwyczajnie
                      chcialam dziecko, a teraz widze, ze pewnie chcialam je tylko uszczesliwic i
                      dlatego nie wyszlo.

                      Chodzi mi o to, ze zeby takie badania byly pelne, motywacja musialaby byc
                      okreslana b. dokladnie na samym poczatku badania, a wnioski po wielu latach
                      obserwacji. Aby nie wpasc w pulapke dorabiania tezy do wyniku. Mam nadzieje, ze
                      rozumiesz o co mi chodzi.
                • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 21:24
                  verdana napisała:
                  Ci, co
                  > czują, zę "pomagają", są tym głęboko rozczarowani, ich dobre serce i
                  > chęci nie zostały docenione. A człowiek nie jest święty - zaczyna
                  > mieć o to pretensję do dziecka.

                  ale nasza dyskusja nie dotyczy adopcji wyłacznie z litości dla dziecka. Chodzi o
                  to, że np. ja chciałabym miec trójkę, ale to trzeci emogłoby byc adoptowane, bo
                  upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu - będę miała dziecko i zrobię coś dobrego
                  (jestem przekonana, że wzięcie dziecka z domu dziecka jest czyms dobrym).
                  Owszem, człowiek nie jest święty, owszem, jest interesowny, co cały czas
                  podkreślam, ale chyba każdy mniej więcej po równo - ten co "po prostu chce" i
                  ten, co widzi w tym i nutkę czynienia dobra.
                  Reszta to kwestia dojrzałości.
                  To nie jest tak, że ta motywacja czynienia dobra musi być koniecznie tak
                  fałszywa i wyrachowana, że chodzi tylko o wdzięczność i poklaska dla samego
                  siebie a jak nie ma to lipa. Zresztą ludzka pycha potrafi pokonać i tę trudność
                  - jak sobie wytłumaczę, że pomagam, nic z tego nie mam, nawet odrobiny
                  wdzięczności, satysfakcji, ale mimo wszystko to robię, bo nie dla siebie tylko
                  dla dziecka, to ... wink
            • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 16:45
              > Obawiam się, ze własnie motywację - oni chcieli byc dla tego
              dziecka
              > bardzo dobrzy, stworzyć mu dom, nieba przychylic - tylko chyba
              tego
              > dziecka nie bardzo chcieli.

              Nawet jesli tak bylo, to co to zmienia? Ja uwazam, ze moi rodzice
              kochaja moja siostre bardziej (wielu ludzi tak mysli o swoim
              rodzenstwie) - czy to znaczy, ze powinni mnie byli oddac do domu
              dziecka? Ze nie zapewnili mi domu, edukacji, rodziny? Ze byloby
              lepiej gdyby mnie oddali?

              A co z dziecmi niechcianymi, wpadkowymi. Czy na wszelki wypadek
              lepiej je oddac? Dla mnie to jest dokladnie taki sam wybor jak
              adopcja dziecka z domu dziecka, ktorego sie chce I ktoremu chce sie
              dac dom.
                • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 17:18
                  > hormony. I jeszcze nie spotkałam sie z tym, aby ktos rodził
                  dziecko
                  > z litosci, aby zapewnić mu dom.

                  Rozumiesz roznice miedzy litoscia, a pragnieniem podzielenia sie
                  wlasnym szczesciem?

                  Trudno rodzic biologiczne dziecko z litosci, bo trudno czuc litosc
                  do kogos kto nie istnieje. Natomiast trudno nie czuc niczego w
                  stosunku do dziecko, ktore jest. Nie sa to hormony, ale zwykla
                  ludzka zyczliwosc, instynkt opiekunczy chocby, czasem zapewne bedzie
                  to i litosc, jesli jest to np. dziecko chore, albo bardzo
                  zaniedbane. To sa ludzkie uczucia. Ktos kto nie czuje ich w
                  obecnosci dziecka opuszczonego, nie jest chyba czlowiekiem. I nie
                  wmowisz mnie, ze takie dziecko mozna traktowac "na zimno" tylko z
                  perspektywy wybujalych pragnien rodzicielskich.

                  Jesli rodzice adopcyjni nie czuja tej zyczliwosci do dziecka
                  adoptowanego, to w jaki sposob maja z siebie wykszesac milosc do
                  niego? Skad ta milosc sie bierze?
                  • kawka74 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 17:29
                    > Rozumiesz roznice miedzy litoscia, a pragnieniem podzielenia sie
                    > wlasnym szczesciem?

                    Wyobraź sobie rozczarowanie rodziców, których dziecko nie ma najmniejszego
                    zamiaru tego szczęścia z nimi dzielić.

                    To sa ludzkie uczucia. Ktos kto nie czuje ich w
                    > obecnosci dziecka opuszczonego, nie jest chyba czlowiekiem.

                    Uczucia takie są jak najbardziej w porządku, jeśli są wtórne wobec pragnienia
                    posiadania dziecka jako zasadniczej motywacji. Źle jest wtedy, kiedy ludzie
                    powodowani litością, współczuciem, życzliwością decydują się na adopcję. Pod
                    taką motywacją kryje się - mniej lub bardziej uświadomione - oczekiwanie, że
                    dziecko z wdzięcznością przyjmie wszystkie dary, którymi rodzice chcą je
                    obsypać, że będzie się cieszyło z domu i własnego pokoju, i tak dalej. A gdy
                    wdzięczności brak, jest dramat.

                    > Jesli rodzice adopcyjni nie czuja tej zyczliwosci do dziecka
                    > adoptowanego, to w jaki sposob maja z siebie wykszesac milosc do
                    > niego? Skad ta milosc sie bierze?

                    Dosiu, a jakie są Twoje motywy posiadania dziecka? Czemu chciałaś/chcesz je mieć?
                    • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 18:04
                      > Wyobraź sobie rozczarowanie rodziców, których dziecko nie ma
                      najmniejszego
                      > zamiaru tego szczęścia z nimi dzielić.

                      Myslisz, ze rodzice "dobrze umotywowani" nie beda rozczarowani tak
                      samo faktem, ze dziecko ich nie kocha? Czy Twoim zdaniem istnieja
                      rodzice biologiczni nierozczarowani tym faktem?

                      > Dosiu, a jakie są Twoje motywy posiadania dziecka? Czemu
                      chciałaś/chcesz je mie
                      > ć?

                      Chce miec wlasne dzieci, bo pewnie fajnie bedzie je miec, a takze
                      dlatego, ze wiem, ze moge im zapewnic "godne" zycie. Ze nie urodza
                      sie w patologicznej i biednej rodzinie. Byc moze chcialabym
                      adoptowac, ale wlasnie dlatego, zeby pomoc. I nie. Nie oczekuje
                      wdziecznosci. Czuje przymus podzielenia sie tym co mam z innym
                      czlowiekiem, bo ja mam zwyczajnie, po prostu fajne zycie.
                      Ograniczanie adopcji tylko do bezdzietnych jest niemadre. W moim
                      mniemaniu to wlasnie bezdzietnosc grozi przelaniem na dziecko zbyt
                      silnych uczuc rodzicielskich, nadopiekunczoscia, traktowaniem
                      dziecka jako "skarbu" itp. itd. i WIELKIM rozczarowaniem na koniec.
                      • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 18:50
                        Bęą rozczarowani, ale bęą dziecko nadal kochali. Jeżeli głównym
                        motywem było samo danie domu sierotce, aby sierotka była szczęśliwa -
                        a ona nie jest zadowolona, to być moze, uznają całą adopcję za
                        nieudaną. Bo ich cel nie został osiągnięty, satysfakcja jest zerowa.
                        A samo dziecko i jego wychowanie nie było żadnym celem, dziecko tak
                        naprawdę nie bylo im potrzebne - sądzili, ze oni sa potrzebni
                        dziecku.
                        Co się dzieje, gdy nie są?
                      • kawka74 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 19:33
                        > Myslisz, ze rodzice "dobrze umotywowani" nie beda rozczarowani tak
                        > samo faktem, ze dziecko ich nie kocha?

                        Będą, ale nie przestaną kochać dziecka.

                        > Chce miec wlasne dzieci, bo pewnie fajnie bedzie je miec, a takze
                        > dlatego, ze wiem, ze moge im zapewnic "godne" zycie. Ze nie urodza
                        > sie w patologicznej i biednej

                        Yhy ;p

                        W moim
                        > mniemaniu to wlasnie bezdzietnosc grozi przelaniem na dziecko zbyt
                        > silnych uczuc rodzicielskich, nadopiekunczoscia, traktowaniem
                        > dziecka jako "skarbu"

                        Czyli rodzice, którym rodzi się pierwsze dziecko, są z góry skazani na porażkę
                        wychowawczą?
                        • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 23:15
                          > Będą, ale nie przestaną kochać dziecka.

                          Skad ta pewnosc? I skad pewnosc, ze "zle umotywowani" go nie kochaja? I skad
                          pewnosc, ze mozna kochac dziecko, ktore nie wzbudza w nas zadnych uczuc ("dobrze
                          umotywowani")? Jak rozroznic kto kocha bardziej "na starcie"? Naprawde wydaje Ci
                          sie, ze to jest takie czarno-biale? Ze mozna czuc potrzebe opieki nie czujac
                          milosci, albo, ze mozna poczuc milosc nie czujac potrzeby opieki? Np. w stosunku
                          do dziecka niepelnosprawnego? Ktos przytacza tu przyklad kobiety, ktora
                          zobaczyla dziewczynke ze swiezbem i juz wiedziala, ze to bedzie jej dziecko. Coz
                          to jest, jak nie nagle uderzenie tkliwosci i potrzeba roztoczenia opieki? Jak
                          swiat swiatem ludzie sie "lapia" na takie obrazki, na biedne dzieci z Afryki i
                          jak swiat swiatem adoptuja je z powodzeniem. I dobrze!

                          > Czyli rodzice, którym rodzi się pierwsze dziecko, są z góry skazani na porażkę
                          > wychowawczą?

                          Oczywiscie, ze nie. Ale czesto jedynacy, maja... hmmm.. trudno. A jezeli jeszcze
                          wiadomo, ze to jest jedyne i ostatnie dziecko, w dodatku "otrzymane" po latach
                          staran, bo to MY chcemy byc rodzicami, a nie ze to DZIECKO czegos potrzebuje, to
                          coz, moze nie byc takiemu dziecku latwo.

                          Jak widzisz, do wszystkiego sie mozna przyczepic. Dla mnie szczesliwa rodzina, w
                          ktorej juz sa dzieci i ktora bierze kolejne aby "podzielic sie szczesciem",
                          bedzie zdrowsza zdrowsza opcja, po prostu.
                  • verdana Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 23:06
                    A klto pisał o hormoanach milosci? Po urodzeniu dziecka matki - w
                    wiekszości - zaczynają instynktownie zajmować sie potomstwem,
                    przywiązując się do niego. Inaczej wszystkie małe ssaki zmarłyby
                    zaraz po urodzeniu.
                    Nawet w świecie zwierząt porzucanie młodych jest raczej rzadkie.
                    • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 23:22
                      > A klto pisał o hormoanach milosci? Po urodzeniu dziecka matki - w
                      > wiekszości - zaczynają instynktownie zajmować sie potomstwem,
                      > przywiązując się do niego. Inaczej wszystkie małe ssaki zmarłyby
                      > zaraz po urodzeniu.
                      > Nawet w świecie zwierząt porzucanie młodych jest raczej rzadkie.

                      Alez ten instynkt to nic innego jak silna potrzeba opieki nad SLABSZYM. Samica
                      nie dlatego opiekuje sie malym, bo fajne jest i fajnie marszczy nosek, ale
                      dlatego, ze czuje, ze male jej POTRZEBUJE. A instynkt nakazuje jej ta potrzebe
                      opieki zrealizowac. Ja uwazam, ze to samo mozna poczuc w stosunku do nieswojego
                      dziecka. I wielu ludzi to czuje. Czy to litosc? Czy potrzeba niesienia pomocy,
                      czy INSTYNKT wlasnie, to dla mnie jest dokladnie ta sama motywacja.
                      • szyszunia11 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 23:29
                        d.o.s.i.a napisała:

                        > Alez ten instynkt to nic innego jak silna potrzeba opieki nad SLABSZYM.

                        otóż to!

                        Samica
                        > nie dlatego opiekuje sie malym, bo fajne jest i fajnie marszczy nosek, ale
                        > dlatego, ze czuje, ze male jej POTRZEBUJE. A instynkt nakazuje jej ta potrzebe
                        > opieki zrealizowac. Ja uwazam, ze to samo mozna poczuc w stosunku do nieswojego
                        > dziecka. I wielu ludzi to czuje. Czy to litosc? Czy potrzeba niesienia pomocy,
                        > czy INSTYNKT wlasnie, to dla mnie jest dokladnie ta sama motywacja.
                        >
                      • iwles Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 08:36
                        > Alez ten instynkt to nic innego jak silna potrzeba opieki nad SLABSZYM. Samica
                        > nie dlatego opiekuje sie malym, bo fajne jest i fajnie marszczy nosek, ale
                        > dlatego, ze czuje, ze male jej POTRZEBUJE. A instynkt nakazuje jej ta potrzebe
                        > opieki zrealizowac.



                        z tą małą rożnicą, że dziecko z domu dziecka potrzebuje nie tylko zaopiekowania, ale i poczucia miłości i tego, że jest dla kogoś najwazniejsze. Tak jak dziecko biologiczne - potrzebuje miłości, a miłość rodzicielska jest bezwarunkowa i, tak mi się wydaje, bo tak jest w moim przypadku, rodzic bez wahania oddałby życie za swoje dziecko. I to samo powinien czuć rodzic dziecka adoptowanego.
                        To jest wg mnie dzielenie się szczęściem, a nie tylko sam fakt, że dziecko ma do kogo mówić : mamo tato.
                        • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 11:46
                          > z tą małą rożnicą, że dziecko z domu dziecka potrzebuje nie tylko
                          zaopiekowani> a, ale i poczucia miłości i tego, że jest dla kogoś
                          najwazniejsze.


                          Juz wytlumaczylam, ze dla mnie ten instynkt oznacza potrzebe opieki
                          i milosci w jednym. A to Wy dzielicie wlos na czworo oddzielajac
                          potrzebe milosci od instynktownej potrzeby opieki.
                          Ja twierdze, ze to uczucie nie jest jedynie zarezerowane dla
                          bezdzietnych i takie rozgraniczenia sa w moim mniemaniu sztuczne.
                          Zeby powiedziec dosadniej, jakim prawem ktos twierdzi, ze uczucie
                          bezdzietnego jest tym czystszym, a kogos kto ma juz dzieci juz nie?
                          Bo bezdzietny jest bardziej nieszczesliwy? Skad twierdzenie, ze jak
                          ma sie wlasne, to obcego nie pokocha sie w takim samym stopniu?
                          • iwles Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 13:12

                            chęć opieki nad kimś nie jest równoznaczna z miłością.


                            No to może inaczej:
                            czy chciałbyś, aby chęć poślubienia ciebie u twojego męża podyktowana była
                            wspólczuciem i uczuciem uczynienia dobra ? Bo ma on warunki, abyś ty prowadziła
                            lepszą egzystencję w jego domu ? Bo mąż twój miał silną potrzebę zaopiekowania
                            się kimś ?


                            czy raczej wolałabyś, aby motywacją męża była potrzeba miłości ?
                            • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 13:30
                              > No to może inaczej:
                              > czy chciałbyś, aby chęć poślubienia ciebie u twojego męża
                              podyktowana była> wspólczuciem i uczuciem uczynienia dobra ? Bo ma
                              on warunki, abyś ty prowadziła> lepszą egzystencję w jego domu ? Bo
                              mąż twój miał silną potrzebę zaopiekowania> się kimś ?

                              Nie mialabym nic przeciwko, jesli ta perspektywa odpowiadala mi
                              bardziej, niz ta w ktorej znajduje sie obecnie. Gdyby maz chcial
                              mnie przyjac do rodziny ze szczerym sercem i zamiarami, jak
                              najbardziej. Ale moze to dlatego, ze ja akurat wierze w zwiazki
                              zawierane z rozumu.

                              >
                              >
                              > czy raczej wolałabyś, aby motywacją męża była potrzeba miłości ?

                              A jak bys sie czula, gdybys wiedziala, ze maz wzial Ciebie tylko
                              dlatego, ze Zoska z podworka obok juz zajeta, a on nie chce byc sam?
                              Albo, bo zmarla mu zona, a on chce zapewnic pustke.
                            • evee1 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 17.06.10, 08:27
                              iwles napisała:
                              > chęć opieki nad kimś nie jest równoznaczna z miłością.
                              > No to może inaczej:
                              > czy chciałbyś, aby chęć poślubienia ciebie u twojego męża
                              podyktowana była
                              > wspólczuciem i uczuciem uczynienia dobra ? Bo ma on warunki, abyś
                              ty prowadziła
                              > lepszą egzystencję w jego domu ? Bo mąż twój miał silną potrzebę
                              zaopiekowania
                              > się kimś ?
                              > czy raczej wolałabyś, aby motywacją męża była potrzeba miłości ?
                              Ale co to jest ta potrzeba milosci, tak konkretnie?
                              I dlaczego te potrzebe milosci do dziecka nie urodzonego przez
                              siebie zarezerwowana jest tylko dla bezplodnych. A moze ta "potrzeba
                              milosci" to tylko taki konstrukt myslowi i przyjelismy, ze tylko w
                              przypadku osob nie mogacych miec dzieci jest ona szczera.

                              Zreszta w przypadku adopcji, w odroznieniu od slubu, nie adoptujesz
                              dziecka, bo go kochasz, bo go najczesciej w ogole jeszcze nie znasz.
                              Rodzicow adopcyjni, szczegolnie dzieci starszych, tez nierzadko
                              musza sie tej milosci uczyc.

                              I jeszcze jedno. Ktos tu napisal, ze syty glodnego nie zrozumie. Ale
                              to tez dziala w druga strone wink. Byc moze osobom, ktore nie moga
                              miec dzieci nie miesci sie w glowie, ze mozna chciec adoptowac
                              dziecko pomimo, ze mozna miec wlasne. Moze dla kobiet, ktore nie
                              maja problemu z zajsciem w ciaze, to czy dziecko sama urodzily, czy
                              urodzila je jakas inna kobieta nie jest az tak istotne. Ja swoich
                              dzieci nie kocham tylko dlatego, ze to ja je urodzilam.
    • sanna.i Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 15.06.10, 15:22
      Cytuję:

      Dobrze zdiagnozowana rodzina adopcyjna powinna pragnąć dziecka i chcieć
      wprowadzić je do domu po prostu dlatego, że jest jej źle ze swoją bezdzietnością
      i że odczuwa brak dziecka, jako podstawową przeszkodę do osiągnięcia pełni swego
      życia i pełni swego osobowego rozwoju.25

      Niekorzystnie rokuje dominacja motywów egoistycznych, wyrażających się między
      innymi traktowaniem dziecka jako środka do uzyskania różnych korzyści (opieka na
      starość, dodatkowe ręce do pracy, integrowanie małżeństwa zagrożonego rozwodem,
      podniesienie własnej wartości poprzez sukcesy dziecka,26 traktowanie dziecka
      jako lekarstwa na nerwicę matki ujawnioną po stracie rodzonego dziecka).27

      Rodziny charakteryzujące się takim typem motywacji, pragnące rozwiązać swoje
      problemy osobiste lub rodzinne poprzez przyjęcie dziecka do rodziny, narażone są
      na duże niebezpieczeństwo niepowodzeń wychowawczych.28
    • jkl13 dosia 16.06.10, 08:47
      Poczytałam sobie wątek i widzę, że nigdy nie dotknął cię problem niepłodności i
      nigdy też nie rozważałaś na poważnie adopcji. Bo gdybyś choć zetknęła się z tym
      problemem wiedziałabyś, o czym pisze verdana czy kawka i co chcą ci przekazać. I
      nie odczytuj tego jako złośliwości czy zarzutu wobec ciebie, po prostu syty nie
      zrozumie głodnego, a teoretyczne rozważania w przypadku adopcji można sobie w
      d... wsadzić. Dopiero gdy człowiek zetknie się z niepłodnością, powalczy kilka
      lat o dziecko bio. i stanie przed wyborem adopcja albo brak dzieci, wtedy
      zrozumie, że adopcja to chęć posiadania dziecka dla samego "chcenia", bez
      dodatków altruistycznych. Z czysto egoistycznych pobudek, a nie z chęci
      ratowania biednych sierotek przed domem dziecka. I taka adopcja ma największe
      szanse powodzenia, bo niczego od dziecka nie oczekujesz. Po prostu ma być.
      Nieważne jakie, ale ma być.
      • d.o.s.i.a Re: dosia 16.06.10, 11:49
        > ratowania biednych sierotek przed domem dziecka. I taka adopcja ma
        największe
        > szanse powodzenia, bo niczego od dziecka nie oczekujesz. Po prostu
        ma być.
        > Nieważne jakie, ale ma być.


        Co nie znaczy, ze jest to JEDYNA, sluszna motywacja! Co nie znaczy,
        ze ludzie majacy juz swoje dzieci nie sa zdolni pokochac dziecka
        obcego, ze musza miec wobec niego oczekiwania. Uzurpowanie sobie
        takiego prawa przez bezdzietnych jest bardzo nie fair.
        • aandzia43 Re: dosia 16.06.10, 13:08
          > Co nie znaczy, ze jest to JEDYNA, sluszna motywacja!

          Ale podstawowa, jeśli adopcja ma zakończyć się sukcesem

          Co nie znaczy,
          > ze ludzie majacy juz swoje dzieci nie sa zdolni pokochac dziecka
          > obcego, ze musza miec wobec niego oczekiwania.

          Oczywiście, że są zdolni. Właśnie POKOCHAĆ! A żeby kogoś pokochać,
          musisz czuć do niego miętę. Dziecko, facet, wszystko jedno. Biologia.
          Czy jako kto woli konieczność niezaniedbywania tzw. duchowości
          niższej i nie dopuszczanie do przerostów duchowości wyższej. Zakonnik
          Grunn o tym pisał.
          • d.o.s.i.a Re: dosia 16.06.10, 13:26
            > Oczywiście, że są zdolni. Właśnie POKOCHAĆ! A żeby kogoś pokochać,
            > musisz czuć do niego miętę.

            No, wiele osob twierdzi tutaj, ze miete czuja tylko i wylacznie
            bezdzietni.
            Ze sie gornolotnie wyraze, dla mnie roztkliwienie na widok dziecka z
            domu dziecka i potrzeba zapewnienia mu domu to wlasnie ta mieta, o
            ktorej piszesz. Instynkt.
            • aandzia43 Re: dosia 16.06.10, 13:46
              > Ze sie gornolotnie wyraze, dla mnie roztkliwienie na widok dziecka
              z
              > domu dziecka i potrzeba zapewnienia mu domu to wlasnie ta mieta, o
              > ktorej piszesz. Instynkt.

              Ja też odczuwam roztkliwienie i potrzebę, by biec z odsieczą
              krzywdzonym dzieciom. I jest to pewnego rodzaju instynkt - instynkt
              ochrony stworzeń swojego gatunku. Ale nie mam zamiaru wprowadzać tego
              w czyn, bo wiem, że to nie jest Miłość do dziecka, która to Miłość ma
              się opierać na przemożnej potrzebie obcowania z tym dzieckiem za
              wszelką cenę, nawet w obliczu wielkich trudności i braku
              bezpośredniej satysfakcji. Nie tylko na roztkliwieniu i solidarności
              z dziećmi w ogóle.
              • evee1 Re: dosia 17.06.10, 08:01
                > Ja też odczuwam roztkliwienie i potrzebę, by biec z odsieczą
                > krzywdzonym dzieciom. I jest to pewnego rodzaju instynkt -
                instynkt
                > ochrony stworzeń swojego gatunku. Ale nie mam zamiaru wprowadzać
                tego
                > w czyn, bo wiem, że to nie jest Miłość do dziecka, która to Miłość
                ma
                > się opierać na przemożnej potrzebie obcowania z tym dzieckiem za
                > wszelką cenę, nawet w obliczu wielkich trudności i braku
                > bezpośredniej satysfakcji.
                Ale widzisz, niektorzy te potrzbe serca wlasnie wprowadzaja w zycie
                (i cale szczescie!!). Wprowadzaja ja na rozne sposoby. Niektorzy
                zostaja lekarzami i jada leczyc (nie tylko zreszta dzieci) do
                roznych krajow (Médecins Sans Frontières), niektorzy opiekuje sie
                dziecmi pokrzywdzonymi przez wojny czy sytuacje spoleczna (na
                przyklad BobbiBear), a niektorzy adoptuja dzieci, mimo ze moga miec
                wlasne, bo chca im dac dom i rodzine.
                Dzialania sa podytktowane miedzy innymi wewnetrzna potrzeba pomocy
                drugiemu czlowiekowi i za to nie oczekuje sie wdziecznosci (choc byc
                moze niektorym trudno to zrozumiec). Argumenty o "dobrej pani" w
                ogole nie maja tu racji bytu, bo nie to jest tu motywacja.
                • aandzia43 Re: dosia 17.06.10, 17:13
                  > Ale widzisz, niektorzy te potrzbe serca wlasnie wprowadzaja w zycie
                  > (i cale szczescie!!). Wprowadzaja ja na rozne sposoby. Niektorzy
                  > zostaja lekarzami i jada leczyc (nie tylko zreszta dzieci) do
                  > roznych krajow (Médecins Sans Frontières), niektorzy opiekuje sie
                  > dziecmi pokrzywdzonymi przez wojny czy sytuacje spoleczna (na
                  > przyklad BobbiBear), a niektorzy adoptuja dzieci, mimo ze moga miec
                  > wlasne, bo chca im dac dom i rodzine.

                  Wydaje mi jednak, że adopcja (czyli macierzyństwo), to nie to samo,
                  co bycie lekarzem bez granic. Lekarz bez granic jedzie, ryzykuje,
                  tyra jak wół, a potem wraca do swojego kraju, życia prywatnego i
                  zawodowego. Jego pacjenci, jak bliscy by mu nie byli, to nie jest
                  jego rodzina.
    • selavi2 Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 11:13
      Moim zdaniem "potrzeba serca" a "chcę dać dziecku dobry dom", to trochę dwie
      różne motywacje.
      Potrzeba serca to jestem szczęśliwa i zadowolona, mamy z męzem w sobie tyle
      miłości, że się nią podzielimy, ono (to dziecko) nas potrzebuje więc zaspokoimy
      jego potrzeby emocjonalne w pierwszej kolejności. Osoby z taką motywacją mają
      potem mniejsze problemy z zaakceptowaniem sytuacji, kiedy dziecko nie spełnia
      ich oczekiwań i zaczynają się problemy.
      www.adtaily.pl/redirect/lxch9rB5X1WpywF
      "Chcę dać dziecku dobry dom", jestem nieszczęśliwa, bo nie mam dziecka,zarabiam
      całkiem nieżle, dam mu opiekę dobre wykształcenie i wreszcie będę miała
      szczęśliwą rodzinę, tylko jak namówię męża jest dla mnie dyskusyjne, bo właśnie
      z pozycji "dobrej Pani", która dzieckiem chce sobie wypełnić pustkę. Osoby z
      takim podejściem, kiedy przychodzą problemy, często czują się oszukane, mają
      podskórną złosc do dziecka i takie tam.
      Nie zapominajmy, że domy dziecka całkiem dobrze i sprawnie zaspokajają potrzeby
      materialne.

      Oczywiście powyższe przykładowe motywacje do posiadania dziecka występują bardzo
      często wśród rodziców biologicznych, ale nie to jest teraz przedmiotem dyskusji.
      • d.o.s.i.a Re: Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasc 16.06.10, 11:41
        > Potrzeba serca to jestem szczęśliwa i zadowolona, mamy z męzem w
        sobie tyle> miłości, że się nią podzielimy, ono (to dziecko) nas
        potrzebuje więc zaspokoimy> jego potrzeby emocjonalne w pierwszej
        kolejności. Osoby z taką motywacją mają potem mniejsze problemy z
        zaakceptowaniem sytuacji, kiedy dziecko nie spełnia> ich oczekiwań i
        zaczynają się problemy.


        O takiej sytuacji mowie.


        > "Chcę dać dziecku dobry dom", jestem nieszczęśliwa, bo nie mam
        dziecka, zarabiam> całkiem nieżle, dam mu opiekę dobre wykształcenie
        i wreszcie będę miała> szczęśliwą rodzinę, tylko jak namówię męża
        jest dla mnie dyskusyjne, bo właśnie> z pozycji "dobrej Pani", która
        dzieckiem chce sobie wypełnić pustkę.

        W tym przykladzie ja widze dwie rozne motywacje. Wypelnienie pustki,
        to motywacja wlasnie wielu bezdzietnych rodzicow. Chca sobie zalatac
        da pustke jakims dzieckiem. Dla mnie niezbyt, a wg. wielu to jest
        wlasnie ta wlasciwa motywacja. Ta druga motywacja to "dobra Pani",
        ktora Ty niepotrzebnie tu mieszasz.