mamtakiepytanie
16.06.10, 12:53
taka sytuacja:
duże miasto, osiedle, wracamy ze spaceru, do domu dobre 15 minut i
mimo wysikania się przed wyjściem mój 7-latek mówi, że chce siku...
pytam czy wytrzyma do domu, bo już nie tak daleko, ale widzę, że z
nogi na nogę przestępuje i chce mu się mocno. przeszliśmy jeszcze
kawałek, ale mówi mi, że już musi. mimo, że uważam, że sika się w
toalecie, zwłaszcza takie duże dziecko głupio pod krzaczek wysadzać,
to przecież sadystką nie jestem, mówię, żeby siknął na trawnik pod
drzewkiem. no i oczywiście idzie pani, lat dwadzieścia z ogonkiem i
zwróciła nam uwagę: "wie pani, to już przesada, żeby takie duże
dziecko na osiedlu wysadzać". kurczę, cywilizowana jestem, ale
czasem się nie ma toalety w pobliżu, a dziecko chce sikać. głupio mi
się zrobiło, bo w sumie racje miała, ale tak pomyślałam, czy lepiej
by było powiedzieć "nie sika się w miejscu publicznym" i doprowadzić
do tego, że zsikałby się w gacie? czy pani każdemu właścicielowi psa
też uwagę zwraca, gdy pies sika albo co gorsza wali kupę, a
właściciel (co nagminne) i tak nie sprzątnie? przecież
nie "wyprowadziłam" dziecko na osiedle na siku, tylko tak wyszło.
czy to naprawdę takie przestępstwo? co ja niby miałam zrobić?
ciekawa jestem Waszej opinii.