Poddaję się... nie mam już sił...

12.03.04, 09:54
Drogie mamy... nie wiem jak wasz, ale mój dzisiejszy poranek mogę zaliczyć do
tych, których nie lubię. Moja 4-letnia córa zrobiła mi awanturę przez wielkie
A... a poszło o zabawkę, której nie pozwoliłam (na prośbę wychowawczyni)
wziąć jej do przedszkola,a potem o uczesanie włosów... powstała z tego jedna
wielka histeria. Nie pierwszy raz zresztą... Ja się zaczęłam denerwować i
sytuacja zrobiła się mocno napięta. Przyznam, że nie mam oparcia w moim M,
kiedy dochodzi do takich sytuacji. Zawsze dochodzi między nami do spięć kiedy
mała tak histeryzuje. Czuję się podle, chce mi się płakać, bo nie umiem nad
tym zapanować. Córka jest głośna, nie usiedzi w miejscu, jest absorbująca, a
ja już nie mam siły. Sytuacja mnie przerasta, nie wiem jak mam z nią
postępować... wychownie nie polega przecież na tym, by ciągle jej ustępować.
Pomóżcie mi znaleźć złoty środek...
    • wieczna-gosia Re: Poddaję się... nie mam już sił... 12.03.04, 12:44
      Sytuacja mnie przerasta, nie wiem jak mam z nią
      > postępować... wychownie nie polega przecież na tym, by ciągle jej ustępować.
      > Pomóżcie mi znaleźć złoty środek...
      Ewa a co zrobilas w koncu?
      • eeva1 Re: Poddaję się... nie mam już sił... 12.03.04, 14:25
        Co zrobiłam? Wyszłysmy z domu, ja potwornie zdenerwowana, malucha zapłakana, a
        na dodatek doszło do spięcia z moim obecnym. A to z powodu, że chciałam
        dzisiejszy wieczór spędzić sama, nie chcę niczyjego towarzystwa, chcę
        odreagować i być sama ze sobą... Więc uznał, że to normalna sytuacja gdy
        przychodzi jego córka (z pierwszego małżeństwa)i to pewnie z jej powodu tak się
        zachowuję. Że nie chcę by do nas przychodziła, że jej nie akceptuję ect..
        Poczułam się dotknięta, bo doskonale wie, że to nieprawda. I tak minął poranek,
        którego efekty trzymają mnie do tej pory...
    • tynia3 Re: Poddaję się... nie mam już sił... 12.03.04, 14:55
      Eeva...
      Zostaw całe towarzystwo na parę godzin wink. Przeżyją na pewno, a Ty odżyjesz -
      i... idź do kina, np. na "Nigdy w życiu". Po prostu odpocznij i już. Pozdrawiam.
      • eeva1 Re: Poddaję się... nie mam już sił... 12.03.04, 15:18
        Bardzo bym chciała, ale niestety nie mogę... z powodów jw. NIe chce być
        posądzona o to, że unikam spotkań ze swoją pasierbicą. Ale dziękujęsmile
    • judytak Re: Poddaję się... nie mam już sił... 12.03.04, 15:11
      poranki z wychodzeniem do przedszkola generalnie do łatwych nie należą ;o)

      z tego, co zauważyłam, są dwie szkoły:

      jedna: wstać o godzinę wcześniej, żeby nie było pośpiechu, robić wszystko
      spokojnie, siadać do wspólnego śniadania itd.

      druga w moim (przyznam, skrajnym) wykonaniu wyglądała tak: budzę dziecko, albo
      nawet niekoniecznie, najwyżej w trakcie się obudzi, biorę do łazienki, siusiu,
      mycie, ubieram, śniadanie zje w przedszkolu, jak ja buty zakładam, dziecko
      przysypia, kurtka, szalik, czapka, jesteśmy na ulicy, 15 minut

      pozdrawiam
      Judyta
    • d.orka Re: Poddaję się... nie mam już sił... 12.03.04, 17:40
      He, he, też mam 4-latkę.
      Chociaż nie chodzi do przedszkola (odpada poranna nerwówka przy szykowaniu), to
      przy innych okazjach zdarza się jej pokazywać różki.
      Staram się wtedy nie wściekać się lecz być stanowcza. Gdy upiera się przy
      czymś, na co nie mogę pozwolić, tłumaczę, dlaczego się nie zgadzam i proponuję
      inne roziązanie (zastępcze). W sytuacjach przewidywalnych dużo wcześniej
      ustalam z nią zasady np. dzień wczesniej, a przy śniadaniu przypominam o naszej
      umowie. Raczej udaje mi się uniknąć awantury. Lecz jeśli już do niej dojdzie,
      staram się nie denerwować. Czekam, aż małej przejdzie i robię swoje.
      Sikora miała jakiś czas temu trudny okres - miała napady złości, które
      przebiegały w "widowiskowy" sposób. Płakała, wrzeszczała, rzucała się na
      ziemię, wierzgała... Nie miałam pojęcia o co chodzi, bo dogadać się z nią wtedy
      było niemożliwością. Najpierw sama musiałam sobie wytłumaczyć, że moje nerwy
      pogorszą sytuację, a potem po prostu czekałam przy niej, aż opadnie z sił i
      przytulałam. Nauczyłam ją też, żeby sama prosiła o przytulenie. Jednocześnie
      zaznaczałam, że nie toleruję takiego zachowania (mała niczego nie osiągała).
      Faktycznie wówczas "amok" szybciej mijał, ja się nie wkurzałam, mała wiedziała,
      że jestem po jej stronie. Po jakimś czasie przeszło.
      Dzieci są różne, lecz przechodzą przez te same etapy rozwoju. Podobno cztery
      lata to najtrudniejszy wiek - wielka próba dla rodziców.
      Co do tła awantury w wykonaniu Twojej córki...
      To niedobrze, że Twój partner Cię nie wspiera. Wyjaśnij mu, że to, co się
      dzieje z córką to etap przejściowy i normalny objaw rozwojowy. To ta mała
      potrzebuje Waszej pomocy, zrozumienia i wsparcia - na pewno to wiesz. Ale tej
      pomocy potrzebujesz i Ty. Nie dziwię się, że po takim poranku masz ochotę być
      sama. Poczekaj, aż emocje opadną i pogadaj z lubym o tym , jak ty to wszystko
      widzisz, a jak on. Może rozmijacie się w sposobie postrzegania waszego
      wspólnego życia - i stąd nieporozumienia?
      Powodzenia

      Dorka
      mama Sikorek
      i wkrótce Leonka
Pełna wersja