mikas73
24.06.10, 08:21
To społeczny wątek dla rozluźnienia politycznych spięć.
Od pewnego czasu pewna sprawa dość często gości w moich zwojach
mózgowych, ponieważ skażona jestem jej subiektywnym odbiorem, może
ocena innych pozwoli na wypędzenie tematu z głowy. A więc:
Małżeństwo rozwiodło się, ponieważ mieli dom, sprzedali go.
Pieniądze poszły na zakup: jednego mieszkania 2 pok. dla teściowej
(która z nimi mieszkała) i jednego 4 pok. dla żony - matki dziecka,
facet nie wziął nic, odszedł sobie do innej, z która ma teraz
następne dzieci.
No i teraz sprawa, która od czasu do czasu do mnie wraca: Dziecko z
pierwszego małżeństwa zamieszkało z b-a-b-c-i-ą. Ojciec spędza z nią
u swojej matki każdy weekend, w tygodniu też wpada (mieszka w
odległości ok100 km), zabiera na wakacje, rzadko do siebie: (ma 2
pk. i dwoje dzieci). Mama, która mieszka w tym samym mieście;
codziennie podwozi do szkoły, od czasu do czasu zabiera np. do
fryzjera, jeździ na wakacje ale praktycznie w jej domu dziecko nie
przebywa, nie zna też jej faceta, z którym długo się już
spotyka….Ojciec płaci alimenty byłej żonie a ta rozlicza koszty
utrzymania córki z teściową, które nie przekraczają kwoty alimentów…
I tak się zastanawiam czy matka zasługuje na krytykę, skoro ojciec
mógł odejść od rodziny i skazać swoje dziecko na „weekendowe pobyty
z tatą” to dlaczego ona nie może skazać je na spotkania „od czasu
do czasu z mamą” - tak mi się po głowie kołata a z drugiej
strony: „nie wyobrażam sobie, żebym o-d-d-a-ł-a teściowej moje
dziecko, jakkolwiek dobra i mądra by była”. Faceta nie bronię:
zostawił dziecko ale ona taka sama czy pokrzywdzona?