k1234561
26.06.10, 06:57
Wiem,że już chyba coś o świadectwach z paskiem było,ale ja trochę z
innej beczki.
Nie mam się przed kim wygadać,więc muszę tu,będzie mi lżej.
Otóż mój mąż ma brata,który mieszka z ich mamą,czyli moją
teściową,żoną i trójką dzieci w jednym domu.
Ponieważ teściowa praktycznie zajmuje się domem,zakupami,poniekąd
dziećmi itd.dlatego też te wnuki kocha najbardziej.W sumie
zrozumiałe,bliższa ciału koszula itd.
Brat i bratowa męża mają hopla na punkcie edukacji swych
dzieci,które uważają za wybitnie zdolne.Więc pędzą je do nauki.
Dzieci,cóż,aż takie genialne w gruncie rzeczy nie są.Zwykła średnia
krajowa.Ale ich mama niemal jest codziennie w szkole,aby pilnować
ocen,bo przecież pasek na swiadectwie musi być.Nieważne jak.Dlatego
dzieciaki jeśli napiszą jakiś sprawdzian poniżej 5,muszą iść do
nauczyciela i prosić i błagać i podlizywać się,aby pozwolił ocene
poprawić i takie sytuacje nie mają miejsca raz na rok szkolny,a za
prawie każdym razem po sprawdzianie,odpytwaniu itd.
Dzieciaki oczywiście wymiałczą te dodatkowe poprawianie każdej
prawie oceny,co skutkuje tym,że mają ten przenajświętszy pasek na
świadectwie.A jak nie mogą wymiałczeć to wkracza matka.
Matka tych dzieci,wpaja,wpoiła im w umysły,że one są ponad
przeciętnie uzdolnione,dlatego nie mają prawa pokazywać się w domu,z
oceną gorszą niż 5,no czasem 4.
Dzieci są nielubiane w swoich klasach ( bo kto lubi lizusów).Rodzice
na zebraniu też się buntuja przeciwko takim praktykom poprawiania w
kółko ocen.Ale moja szwagierka ma to w d....
Liczy się pasek i list gratulacjny na koniec roku.
No i oczywiście to,że potem w całej rodzinie rozpowiada i chwali się
jakie to jej dzieci mądre i zdolne,zawsze świadectwa z czerwonym
paskiem dostają.I jak tylko ktoś do nich przyjdzie w okresie
wakacyjnym,to zaraz dumna mamusia,daje gościowi owe świadectwa do
wglądu.Teściowa jej wdzięcznie wtóruje,też dumna jak paw z wnuków.
A wnuki...cóż sfrustrowane,wymęczone,zestresowane,złe i wyniosłe dla
innych.Bo tak je wychowano.
Często też podczas wizyt u mnie w domu,przeglądali mojej córce
zeszyty i dzienniczek.Moje dziecko chodzi dopiero do II klasy.Raczej
na orła i geniusza się nie zapowiada,ale ja nie robię z tego
problemu.Jest uczennicą przeciętną,z mocną 4.Zdarza się jej dostać 2
i 3.Były takie sytuacje,że kuzyn z kuzynką,przetrzepali jej plecak i
potem naśmiewali się z jej ocen.Małej było przykro,ja się
wkurzałam,mąż nie widzi problemu.Twierdzi,że nawet jeśli tak było,to
przecież motywujące powinno być takie zachowanie dla córki,że trzeba
równać w górę,nie w dół.
Ręcę opadają.Pewnie w niedługim czasie czeka mnie wizyta u teściowej
lub teśćiowej u nas i będę musiała tych wszystkich zachwytów,ochów i
achów wysłuchiwać.
Nie chcę abyście pomyślały,że może jestem zazdrosna.Otóż nie.Gdyby
te dzieci były autentycznie zdolne i mąre,to jeszcze bym
przyklasnęła,bo moim zdaniem nie ma większej radości dla rodzica jak
dziecko dobrze się uczy,jest zdolne.Ale jak oceny są wyciągane na
siłę,wypłakane,wyproszone,nienależące się to wkurza mnie coś
takiego.Z drugiej strony głupio tak teściowej odpalić,więc podziwiam
krótko świadectwa,nie roztkliwiam się nad nimi i przechodzę do
porządku dziennnego.
Bardziej przeżywa to moja córka,bo jak twierdzi jej nigdy nie
pochwalą,bo ona to raczej paska nigdy nie będzie miała,bo zdarzyła
jej się raz czy dwa 2.Ja jej wtedy tłumaczę na czym te oceny
kuzynostwa tak naprawdę polegają,ale to już temat na nowy wątek.
Szkoda bo takie postępowanie doprowadza do tego,że te dzieciaki nie
mają żadnych kolegów i koleżanek i jeszcze najbliższe kuzynostwo też
ich nie będzie lubić.
Cóż wygadałam się lżej mi.Mam nadzieję,że Wy takich "kwiatków" w
rodzinie nie macie.