echtom
30.06.10, 23:08
Zainspirował mnie wątek Vivibon, szczególnie ten post:
forum.gazeta.pl/forum/w,567,113606065,113611385,Re_place_zabaw_za_kratami.html
Z własnych obserwacji widzę, że zajob dzielenia i wykupywania skrawków publicznego gruntu dotknął nie tylko bogaczy z wypasionych grodzonych osiedli, ale również starych pryków ze starych czynszowych kamienic. Mieszkam w takiej w centrum miasta, obok stoi dom narożny, do niego przylegają dwie kamienice, a wewnątrz całej tej zabudowy znajduje się ciąg podwórek. Dawno, dawno temu bawiły się na nich dzieci - ja trzymałam się z tymi z kamienicy narożnej, a ci z dwóch przyległych byli naszymi wrogami - stare, swojskie klimaty jak z Ferenca Molnara

Teraz na podwórkach stoją tylko samochody, ci z narożnej odgrodzili się od nas płotem z drutem kolczastym, jedynym śladem życia organicznego są gołębie i koty. I właśnie o koty poszła wojna z sąsiadem ze środkowej kamienicy. Karmię futra na środkowym podwórzu w obrębie wspólnego dla trzech kamienic śmietnika, ale gostek się zaparł, że oni sobie to podwórko wykupili i nie wolno mi karmić kotów na
jego podwórku. Nie pojmuje, po ch... wykupywać podwórko, na którym stoi wspólny śmietnik i przez który muszą przejeżdżać cudze samochody, ale widać niektórzy lubią poczuć się panami na włościach o powierzchni 2 m2. Innym lokatorom z tej kamienicy karmienie kotów nie przeszkadza. Pan już mi groził, że wezwie straż miejską, więc dałam mu uprzejmie wizytówkę, żeby wiedział, na kogo złożyć skargę, i czekam na wezwanie. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa, bo w rozmowie z władzą będę miała argumenty, które do pana właściciela skrawka gruntu (nawet nie wiem, którego) zupełnie nie trafiają.