broceliande
01.07.10, 20:50
Natchnął mnie wątek na "małym dziecku" o zasypianiu.
Wychodzi na to, że oszczędzam dziecku tragedii, nie narażam na
nieprzyjemności, chronię, daję gwiazdkę z nieba, utwierdzam w
przekonaniu, że świat jest fajny (w sumie tak uważam), co gorsza,
mąż podziela taką koncepcję wychowywania...
A może powinniśmy rzec, że życie jest ciężkie, synu, i lepiej się
przyzwyczajaj, nie jesteś takim cudem?
Ale lajtowo, please, bo mi się nie chce pyszczyć.