ojciec mojego meza....

17.03.04, 01:58
Nie potrafie dzisiaj usnac wiec postanowilam wyrzucic z siebie to co siedzi
we mnie od soboty.Problemem jest to, ze poklocilam sie ze swoim tesciem i to
strasznie poklocilam. Maz wprawdzie stanal po mojej stronie , ale coz z tego
skoro ja do dzisiaj czuje gorzki smak wypowiedzianych przez jego ojca
slow.Cichy konflikt zaczal sie kiedy przeprowadzilismy sie do wlasnego domu
stojacego co prawda 20 metrow od domu tesciow , ale myslalam ze to zapewni
nam prywatnosc. Jakze srodze sie mylilam... Moj tesc jest osoba niepracujaca
majaca duzo energi w sobie i to raczej negatywnej . Przez pierwszy tydzien
przychodzil do nas o siodmej rano wlazac do sypialni z pretensjami ze moj maz
jeszcze spi choc zawsze wstaje 7.20.Mamy polroczne dziecko a on nie liczyl
sie czy maly spi tylko trzaskal drzwiami, puszczal wode na caly dom i
totalnie niczym sie nie przejmowal. Pomijam juz fakt ze wchodzil w
butach ...wlasciwie nie w butach tylko w gumowcach jak do obory . Na
zwrocenie przez mojego meza uwagi powiedzial ze przeciez w domu jest
sprzataczka ( niby ja) i posprzata bo i tak nic caly dzien nie
robi...Potrafil zadzwonic do meza z informacja ze u mnie o godzinie
dziewiatej sa jeszcze zaluzje zasloniete i co jak tak dlugo spie...zaluzji
nie odslaniam bo nie lubie jak tesciu bezczelnie stoi u siebie za firanka i
gapi sie co ja robie.Potrafia (oboje z tesciowa) wpasc do nas na inspekcje
ktory ze znajomych u nas siedzi i czy to nie przypadkiem nie ci co ich nie
lubia...a potem przychodza do nas po wizycie gosci i susza glowe ze po co
zapraszamy znajomych , ze oni ich stad wypedzasmile)Tak wygladala sytuacja do
soboty , a w sobote cos we mnie pekla po tym jak ojciec mojego meza
przyprowadzil mi do domu o osmej rano inkasenta zastajac mnie prawie naga
karmiaca i przewiajajaca synka . Wchodzac bez pukania i widzac mnie w takim
stanie odezwal sie do mnie"ej ty" i to przelalo ten kielich goryczy.
Powiedzialam mu czego sobie nie zycze , a on przerywajac mi w pol slowa
wyzwal mnie od prostaczek, chamow i sobkow ,a meza od ...nie bede tu
cytowac..poniewaz daje zeby kobieta nim rzadzila.Widzicie czuje niesmak , ze
moje dziecko ma takiego dziadka ,ktory widzac je pierwszy raz zaczal
bluznic i przeklinac , ze przywiezlismy mu pokazac dwumiesiecznego wnuka no
i malec z tego wszystkiego dostal kolki i strasznie plakal. Nie mialam do
czynienia jeszcze z takim czlowiekiem i nawet nie wiem jak sie teraz do
niego ustosunkowac. Moglabym tu jeszcze napisac cala rozprawke na temat moich
tesciow bo mam do nich tak ogromny zal o wiele rzeczy jak chocby za to ze
mieszkajac piec krokow odemnie nie potrafili mi zlozyc zyczen urodzinowych i
dziwnym trafem tego dnia omijali nasz dom wielkim lukiem.Jedno jest
pewne ..nie chcialabym zeby moj synek odziedziczy po swoim dziadku
charakter...troszeczke mi ulzylo po tym wypisaniu sie..ale mysle ze zadra
zostanie juz do konca zycia....
    • e_madziq Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 07:51
      Witaj Andziu,
      po przeczytaniu Twego postu napiszę tylko tyle, że dobrze postąpilaś, ba!
      bardzo dobrze!!! Sama bym postąpiła identycznie w takiej sytuacji, może nawet
      wcześniej bym wybuchła, zanim zdołalby teść dolać oliwy do ognia. I wiesz co?
      Chyba nie miałabym wyrzutów, że zadra pozostanie do konca życia, może i
      lepiej???
      Zastanawia mnie jedno, jakim cudem on wchodzi do Ciebie do domu o każdej porze
      i z kim chce, zamykanie własnego domu na klucz chyba jest normalnym zachowaniem
      i wtedy masz wpływ na to kto zawita w Twe progi. A jeżeli teściowie mają klucze
      nie wahałabym się zmienić zamków.

      Duży plus, że masz męża po swojej stronie.

      Mimo calego zajścia życzę Ci milego dnia i pozdrawiam.Magda
      • jasmina251 Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 08:17
        Droga Pechowa!Masz naprawde pecha-mieszkasz tak blisko tak nie sprzyjającuch Ci
        tesciów.Jedno Ci powiem powinnaś dawno juz pokazać kto rządzi u Ciebie w domu-
        to znaczy Ty i Twój mąż wyłącznie.Nie zgadzaj sie na takie traktowanie Ciebie i
        męża.Sadze ze jesteście oboje niezależni finansowo od teściów,a wiec sprawe
        macie ułątwioną.Nikt Wam łąski żadnej nie robi,a wieć niech się też nie
        wtrąca.Tak jak już wspomniała koleżanka wyżej -zamki do wymiany!!!!Nie wiem jak
        możesz się godzić(a może już przestałaś)na te "odwiedziny"-przecież Wy nie
        macie nawet chwili intymności.Pamiętaj teściów na dystans-bo Twoje małżeństwo
        może na tym ucierpieć.Nikt nie wytrzyma życia pod taką presją.Olej ich jak
        najmocniej.Pomyśl sobie że nieszczere życzenia są najgorsze-a od nich innych
        byś nie dostała.CZy nie lepsze sa tylko od tych życzliwych osób-a pewnie takich
        Ci nie brakuje bo od Twojego postu bije taka duża doza sympatii.Głowa do góry -
        pierwsze starcie masz już za sobą.PAsmile)))
    • andzia001 Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 08:17
      Aniusmile))
      Z tego co opisujesz przechodzisz ze swoimi teściami istną gehennę i gratuluję
      ci mocnych nerwów.
      Ja pewnie dawno postawiłabym sprawę na ostrzu noża, bo przecież nie z teściami
      będziesz żyła pod jednym dachem, masz stworzyć w SWOIM domu ciepłą, rodzinną
      atmosferę, bez wtrącania się osób trzecich (i w dodatku tak ordynarnychsad((.
      Tak toksyczne osoby jak twój teściu potrafią skutecznie zabić dobrą atmosferę,
      a pomyślałaś co będzie jak twoje dziecko podrośnie?!
      Ty obelgi z jego strony przyjmujesz i reagujesz bądź nie.
      A jak zareaguje twój synek?
      Najważniejsze, że mąż całą sprawę rozumie choć dziwię się, że do tej pory sam
      nie porozmawiał z własnymi rodzicami.
      W końcu pewne granice istnieją i nawet teściowie czy rodzice nie mogą ich
      przekraczać.
      Podobnie jak moja przedmówczyni radzę zmienić zamki w drzwiach.
      Nawet jeśli będzie awantura i ciche dni to może w końcu przejrzą na oczy.
      A jeżeli nie to trudno - bez teściów też można żyć, uwierz mi.
      Jestem w podobnej sytuacji, z rodzicami męża się nie widujemy, kontaktów nie
      utrzymujemy, a praktycznie mieszkamy "za płotem".
      Był to wybór męża, ja tylko się z tego baaardzo cieszyłam.
      I jeszcze jedno - nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia, broń swojego
      życia i prawa do prywatnoścismile))))

      Trzymam kciuki za Was.
      pozdrawiam cieplutko i przedwiosennie
      Anka, mama Marcinka
      A to moje słoneczko:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10458885&a=10962048
      • wierz_14 Re: do andzi001 19.03.04, 13:07
        Cieszę się, że nie jestem sama w takiej sytuacji, jaką opisałaś Ty. Ja i mój
        mąż też nie utrzymujemy kontaktów z jego rodzicami i był to wybór mojego męża.
        Ja jestem niesamowicie z tego zadowolona, a mieszkamy dwie ulice dalej od nich.
        To, co mnie wczoraj zaszokowało, to uświadomienie sobie, że moja teściowa
        pracuje na tym samym "podwórku" co ja, tyle że w innej firmie. Nie widziałam
        jej od wakacji, więc stąd moje zdziwienie. Dziwne są te relacje i zależności
        między ludźmi, a przecież wszystko zależy tylko od człowieka... Kasia
      • wierz_14 Re: do andzi001 19.03.04, 13:07
        Cieszę się, że nie jestem sama w takiej sytuacji, jaką opisałaś Ty. Ja i mój
        mąż też nie utrzymujemy kontaktów z jego rodzicami i był to wybór mojego męża.
        Ja jestem niesamowicie z tego zadowolona, a mieszkamy dwie ulice dalej od nich.
        To, co mnie wczoraj zaszokowało, to uświadomienie sobie, że moja teściowa
        pracuje na tym samym "podwórku" co ja, tyle że w innej firmie. Nie widziałam
        jej od wakacji, więc stąd moje zdziwienie. Dziwne są te relacje i zależności
        między ludźmi, a przecież wszystko zależy tylko od człowieka... Kasia
    • wieczna-gosia Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 08:28
      Przyznam sie ze i mi przyszlo do glowy- zamki do wymiany.

      I pogadac z mezem- ustalic wspolny front- ogolnie bardzo dobrze ze trzyma twoja
      strone. Niech jako twoj maz przerywa tesciowi zawsze gdy ten na ciebie zaczyna
      krzyczec, nie wahajcie ich wyprosic z domu. To wasz dom i wasze reguly.
    • tynia3 Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 10:18
      Andziu!
      Myślę, że nie powinnaś poświęcać takiemu człowiekowi już więcej swojej uwagi.
      Co tu dużo mówić - prostak. Ustal z mężem zasady postępowania w tej sprawie i
      trzymaj się ich. A zamki wymień KONIECZNIE! I generalnie puszczaj mimo uszu co
      mówi teść, a w dyskusję się nie wdawaj - nie Twój poziom (cóż będziesz ze
      ślepym o kolorach opowiadać). Pozdrawiam.
      P.S. Duuuuuży pies w domu też by się przydał tylko taki, co się teściowi oswoić
      nie da wink.
    • edytaiola Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 13:47
      Wiesz co ja kiedyś przyjmowałam wszelkie "baty" z pokora
      no bo starszym nie powinno się pyskować
      zawsze uważałam że lepiej się nie kłucić
      i wszyscy wchodzili mi na głowe
      do czasu aż mój obecny mąż "wzioł się za mnie"
      tłumaczył, że to Twoje (moje) życie,
      jeśli chcesz powiedzieć nie -mów, jeśli tak -też mow
      I to nie tyczy się jedynie teściów (a na nich raczej nie narzekam)
      tylko ogólnie - ludzi, sytuacji
      Twoi teście mają swoje życie, swój dom i ty też więc fora ze dwora!!!!!
      • utalia Re: ojciec mojego meza.... 17.03.04, 19:42
        Napisze tylko tyle, ze i tak zbyt dlugo zwlekalas z powiedzeniem tesciowi co o
        tym sadzic. I jeszcze jedno, majac takiego tescia juz lepiej tak sie z nim
        posprzeczac zeby sie obrazil i wogole nie przylazil (ale mi sie zrymowalo). To
        sa jakies chore zwyczaje! Pozdrawaim Utalia
    • agy Re: ojciec mojego meza.... 18.03.04, 11:37
      Podpisuję się pod wszystkimi postami. I jeszcze jedno. Czy nie da się jakoś
      przeciągnąć siatki - tak żeby odgrodzić teren? Niech to będzie płot, ale by
      teściu nie myslał,że chodzi po swoim terenie. No i koniecznie zamykaj te
      drzwi!!!!
      • andzia1976 Re: ojciec mojego meza.... 19.03.04, 10:19
        Dziekuje Wam wszystkim za slowa otuchy...niektore naprawde niezle mnie
        ubawilysmile)) jak na przyklad rada o psie niedajacym oswoic sie przez
        tesciasmile)))...za razie sytuacja wyglada tak ze ze tesc stara sie przeciagnac
        na swoja strone meza tylko ze moim mezem nie mozna sterowac...poprostu ma
        taki charakter i wspolnie sie tylko smiejemy z poczynan "kochanego
        tatusia"...ja na kilka dni wyrwalam sie do rodzicow bo mieszkaja od nas daleko
        i byli juz bardzo stesknieni za wnukiem....poza tym spojrzenie na cala sprawe z
        daleko dobrze mi zrobilo.. po przeczytaniu waszych postow jest mi naprawde
        duzo lepiej na duszy i wesolo bo powoli zaczynalam wpadac w paranoje klotni ,
        zazdrosci i zlorzeczen a przeciez nie wszyscy ludzie sa tacy... Pozdrawiam Was
        serdecznie w ten sloneczny marcowy dziensmile)))))
        • ewamiki Re: ojciec mojego meza.... 19.03.04, 11:26
          Trztmaj sie i sie nie daj!!!
          Odnosnie zamkow napisze tylko ze sa teraz takie fajne samozatrzaskowe modele.
          Co prawda zawsze musisz miec klucz przy sobie ale to moze byc dobry argument
          ZEBY DZIECKO SAMO Z DOMU NIE WYSZLO GDY ZAPOMNISZ ZAMKNAC DRZWI.
          W ten sposob MOZE udaloby sie Wam uniknac awantury z powodu wymiany zamkow.

          Powodzenia
          o moim tesciu napisze tylko tyle ze dzieli nas 1500 km a i tak o jego
          wystepkach moglabym ksiezke napisac smile

          Ewa mama Mikolaja
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10374473
          • julia03 Re: ojciec mojego meza.... 19.03.04, 11:55
            Dlaczego ci teściowie tak nam uprzykrzają życie???
            Od początku mojego małżeństwa nad tym się zastanawiam. Do dziś mam alergię na
            moich tesciów i spalałam sie nerwowo przy każdej ich wizycie ( bo nie jestem tą
            wymazoną synową)Teraz jak mamy córeczkę to jest jeszcze gorzej. Jednak uznałam
            że to wszystko nie ma sensu. Ja się stresuję a oni nic, więc nic nie mówię i
            robie swoje. To wykańcza moja teściową i gada mojemu mężowi do ucha złote rady,
            a ja dalej robie swoje a on niech słucha .( przeciez to jego mamusia)
            Tak wiec dziewczyny nie martwcie się teściami i róbcie swoje.Czasami jest
            przykro ale..
            pozdarwiam
            aga
    • mabrulki Re: ojciec mojego meza.... 22.03.04, 10:14
      Cześć Andziu!
      Wtrącę jeszcze swoje 3 grosze.Wszystkie rady które już przeczytałaś sa
      dobre,podsumowując powinnaś się na teściów wypiąć,ograniczyć kontakty i przede
      wszystkim nie pozwolić żeby tak cię ktoś traktował-no przecież nie wiem jak
      zdzierżyłaś te słowa o sprzątaczce...
      Ale pewnie myślisz sobie :"oni są mądzry,ale to rodzice mojego męża,dziadkowie
      dziecka,blisko mieszkają,tak się nie da..."
      Otóż piszę żeby ci powiedzxieć że owszem da sie.
      Miałam podobną sytuację,moi teściowie to oboje prostacy,ludzie
      wulgarni,ograniczeni,o niskich "ideałach"czy raczej ich braku.Do tego fałszywi.
      Długie lata znosiłam bo właśnie to rodzice męża itd...
      Ale jak się urodziła nasza córeczka to zrozumiałam,że nie chcę żeby dla mojego
      dziecka autorytetem stały sie takie osoby,a małe dziecko uważa dziadków czy
      rodziców za autorytety i bezkrytycznie ich przyjmuje prawda?
      Wtedy tłumione przez lata pretensje znalazły ujście.Teraz jak robią czy mówią
      coś co mnie dobija to tego w sobie nie duszę.I uwierz mi jestem zdrowsza i
      szczęśliwsza,oni się regularnie obrażają więc mamy spokój długo,potem jakiś
      kontakt,znów się obrażają i tak to idzie.Mąż nie dojrzał do zerwania kontaktu
      całkowicie,a mnie nie wolno go przekonywać.Sam to musi zrozumieć.
Pełna wersja