nie znam corki mojego mezczyzny

28.07.10, 09:15
smuci mnie ten fakt. ona ma 18lat i mieszka ze 500km od nas-wiec z
ojcem widuje sie b.rzadko. kontakt utrudnia jej mama-mysle tez ze ja
odpowiednio ukierunkowala,tak ze tatus jest zly,ze jej nie kocha
itd....wiadomo jak jest po rozstaniu,zwlaszcza ze ta kobieta
zabraniala mu przyjezdzac do dziecka.
przychodza dni,ze mi smutno z tego powodu-w koncu jest to corka
mojego faceta-chcialabym ja poznac i chcialabym zeby miala dobry
kontakt z ojcem. ale kontakt jest marny-moj mezczyzna zniechecil sie
mocno i nie chce juz wycigac 1szy reki. dziecko jest juz duze-
kumate, nigdy do ojca nie zadzwonila,nigdy nie odpisala na
list,dostawala rokrocznie zyczenia,nigdy sama nie zlozyla jemu lub
dziadkom. ma wszelkie namiary-gg, skype,mail,dostawala nawet karte
do telefonu-nie wykorzystala zadnego srodka by poznac swojego
ojca.jedyne fajne chwile to ich wspolne wakacje nad morzem (w
tajemicy przed matka dziecka)wytedy padaly obietnice corki,ze bedzie
utrzymywala kontakt z tata.ale niestety wakacje sie konczyly,dziecko
jechalo do matki i zero kontaktu.jak on dzwoni to oczywiscie jesli
mama zezwoli na rozmowe,to porozmawia z ojcem ale to sa slowa "tak,
nie ,dobrze, ok" zero chocby zaiteresowania co tam u ciebie tato?
moze glupio robie ze to przezywam,ale widze ze boli to mojego
mezczyzne. bo nawet jesli nie zyje z matka dziecka,to z dzieckiem
powinien byc ten kontakt staly,a ja jako przyszla macocha tez
chciabym znac to dziecko. sama mam ze swoja macocha kontakt
rewelacyjny i przykro ze tu sie tak ulozylo.
    • triss_merigold6 Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 09:18
      Nie wierzę w to, że osiemnastolatce mamusia jest w stanie zabronić
      wykonania telefonu do ojca. Tatuś zawalił sprawę lata temu.
    • gryzelda71 Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 09:31
      Jakim cudem dziecko spędziło wakacje z ojcem w tajemnicy przed matką?
    • tully.makker Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 09:34
      ta kobieta
      zabraniala mu przyjezdzac do dziecka.

      O kurcze, ona mu zabraniala, a on sie jej sluchal?

      Powiem ci, dlaczego takie tlumaczenia sa stekiem bredni: exia mojego
      chlopa tez baraniala mu spotkan, a nawet wywiozla cirke na 2 koniec
      polski do rodziny. Ale chlop sie nie poddwal: zlosil sprawe na
      policje, wystapil o sadowe ustalenie kontaktow, przeszli badania w
      RODK, ktore potwierdzily, ze maja bardzo wiez (corka w chwili
      rozstania rodzicow mala 2 latka) i uzyslal w wyroku kontakty w
      przyzwoitym wymiarze.

      Tylko wiesz co - on chcial i jemu zalezalo.
    • nangaparbat3 Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 09:43
      W tym konkretnym przypadku może i dziwi parę okolicznosci, ale faktem jest, że
      nikt nie potrafi tak doskonale manipulować własnym dzieckiem jak matka, dorosłym
      też.
      • siemiel Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 10:19
        1)ojciec widywal sie z corka jak przyjezdzala na kolonie do Polski
        (matka wydzwaniala sprawdzac czy ojciec nie pojawil sie w osrodku?;
        dziecko wiedzialo,ze musialo klamac by zobaczyc sie z tata).
        2)corka jest zmanipulowana wg mnie niezle, widzialam listy jej matki
        do mojego faceta - pisala,ze uklada sobie zycie i nie zyczy sobie
        zeby mial jakikolwiek kontakt z dzieckiem i wiele innych tego typu
        bredni-ponizala go,osmieszla itd. moj facet uwarza ze dziecko
        powinno szanowac swoja matke i choc ma te listy,to nie pokazal je
        dziecku i o ich istnieniu nie wspominal,bo mogloby sie okazac ze
        wszystko nie wyglada tak jak matka przedstawia dziecku. to nie
        ojciec wyparl sie dziecka.... natomiast ona jak widac nie ma
        skrupolow, by sterowac dzieckiem,na swoja korzysc. nie pozwala mu tu
        przyjechac (no teraz to moze swiadoma decyzja corki?) ale ta kobieta
        uwaza,ze jego corka ma prawo po nim wszystko odziedziczyc-wiec o
        kase sie rozchodzi.ojciec moze dziecka nie znac,ale majatek jest
        dziecka. u nich w domu byl przyjmowany tylko jak gosc gdy przywodzil
        prezenty i kesz-w innym wypadku nie bylo mowy o spotkaniu z corka.
        3)nie mogl ustalic widzien, gdzys bylo to trudne- w 2 roku zycia
        matka uciekla z corka (bez jego wiedzy i zgody) za granice-matka nie
        jest Polka.
        a wiec lazenie po sadach wiazaloby sie z jezdzeniem do sadu za
        granice, oplacaniem wiz itd, tlumaczy przysieglych,jeszcze wiekszym
        wkurzeniem matki ze sie facet stawia,a i tak wiadomo,ze wiele by moj
        facet nie wskoral. postanowil miloscia zwalczyc wroga-jak widac nie
        udalo sie,bo wrog skutecznie do tej pory blokuje mu kontakt z
        dzieckiem.
        dziecko jest wiec wychowywane w przekoaniu ze tata to gej, ateista,
        sadysta itd (to sa relacje zyczliwych sasiadek zdane do mojego
        faceta). troche sie nie dziwie ze corka nie utrzymuje kontaktu po
        wpajaniu tych madrosci,choc ze strony ojca byly starania-ale ilez
        mozna byc olewanym?
        ja swojego faceta rozumiem i wspolczuje mu,ale jak teraz odkrecic
        cala sytuacje? najlepsze wyjscie jakby mloda przyjechala do nas na
        studia,ale obawiam sie ze matka sie nie zgodzi.
        • gryzelda71 Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 10:23
          Jesteś rzadkim okazem,co chce poznać i wziąć sobie na głowę dziecko partnera.
        • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 12:54
          > matka uciekla z corka (bez jego wiedzy i zgody) za granice-matka nie
          > jest Polka.
          > a wiec lazenie po sadach wiazaloby sie z jezdzeniem do sadu za
          > granice, oplacaniem wiz itd, tlumaczy przysieglych,jeszcze wiekszym

          A zastanow sie co bys pomyslala o kobiecie ktorej maz wywozi dwulatka np. do
          Egiptu, ktora nie robi nic, bo "lazenie po sadach wiazaloby sie z jezdzeniem do
          sadu za granice, oplacaniem wiz itd, tlumaczy przysieglych". Jaka bylaby twoja
          ocena takiego podejscia?
          • verdana Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 13:27
            Gdyby miało na tym skorzystać dziecko - byłabym pełna podziwu.
            • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 13:33
              A jak dziecko moze skorzystac na porwaniu od jednego z dbajacych o niego rodzicow?
          • miliwati Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 13:34
            dynema napisał:

            > > matka uciekla z corka (bez jego wiedzy i zgody) za granice-matka
            nie
            > > jest Polka.
            > > a wiec lazenie po sadach wiazaloby sie z jezdzeniem do sadu za
            > > granice, oplacaniem wiz itd, tlumaczy przysieglych,jeszcze
            wiekszym
            >
            > A zastanow sie co bys pomyslala o kobiecie ktorej maz wywozi
            dwulatka np. do
            > Egiptu, ktora nie robi nic, bo "lazenie po sadach wiazaloby sie z
            jezdzeniem do
            > sadu za granice, oplacaniem wiz itd, tlumaczy przysieglych". Jaka
            bylaby twoja
            > ocena takiego podejscia?

            Bardzo wygodnie dla siebie pominęłaś ten fragment o prawdopodobnym
            braku rezultatów tych zabiegów. Ale do rzeczy. Otóż ocena tego co
            opisałaś brzmiałaby "och, biedactwo, no oczywiście co ona miała
            zrobić, biedna myszka, przecież zagraniczne sądy kosztują, prawnika
            trzeba wynająć, nie miała szans".

            Natomiast facet, oczywiście, powinien się zadłużyć, sprzedać
            wszystko co ma, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na opłaty sądowe.
            Jak tego nie zrobi - sam jest sobie winien że nie ma kontaktu z
            dzieckiem.
            • verdana Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 13:47
              Jak matka porywa, to też dziecko nie korzysta. A jakoś wszyscy są
              pełni współczucia dla matek, które odbierają dziecko ojcom,
              szczególnie z innego kręgu kulturowego.
              O dziecku raczje mało kto mysli.
              • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:00
                A gdzie ja napisalam ze korzysta na porwaniu?
            • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 13:59
              Otóż ocena tego co
              > opisałaś brzmiałaby "och, biedactwo, no oczywiście co ona miała
              > zrobić, biedna myszka, przecież zagraniczne sądy kosztują, prawnika
              > trzeba wynająć, nie miała szans".

              Ja bym to ocenila inaczej -bym sie co najmniej zdziwila na czyjas reakcje w
              stylu: "porwano mi dziecko - no trudno, zdarza sie". I na pewno nie odebralabym
              tego jako znaku bezgranicznej milosci do tego dziecka.

              > Natomiast facet, oczywiście, powinien się zadłużyć, sprzedać
              > wszystko co ma, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na opłaty sądowe.
              > Jak tego nie zrobi - sam jest sobie winien że nie ma kontaktu z
              > dzieckiem.

              Wiekszosc rodzicow, ktorych dziecko zostaloby porwane by to zrobila. Nie
              wyobrazam sobie ze dzis wracam do domu, mojego dziecka nie ma, porwane przez
              meza, a ja sobie mowie "Taksowki takie drogie- jak przykro"

              Przede wszystkim pan mogl wystapic o przyznanie mu dziecka w polskim sadzie,
              jesli matka wywiozla dziecko bez jego zgody to byl to argument za. Ale pewnie
              bilet na PKS byl za drogi.
              • verdana Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:05
                Porawane- nie porwane. Raczej zostałoby nie przy tym rodzicu, który
                uwaza, ze ma jedynie prawo do dziecka.
                "Wywiezienie" dziecka przez matkę na ogół jest uznawane przez
                większość ludzi za normalne. A jak taka matka "porwie" dziecko,
                którego ojciec jest cudzoziemcem - to wręcz uwaza sie to za
                bohaterstwo, a ojca za zwyrodnialca.
                • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:23
                  > Porawane- nie porwane. Raczej zostałoby nie przy tym rodzicu, który
                  > uwaza, ze ma jedynie prawo do dziecka.

                  Wlasnie- wywiezienie dziecka bez zgody drugiego kochajacego rodzica jest bardzo
                  obciazajacym argumentem dla strony "porywajacej" i logika jest taka ze przewaza
                  to szale na rzecz rodzica u ktorego dziecko ma lepsze warunki aby utrzymywac
                  niezaburzony kontakt z obydwojgiem.
              • miliwati Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:18
                dynema napisał:

                > > Natomiast facet, oczywiście, powinien się zadłużyć, sprzedać
                > > wszystko co ma, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na opłaty
                sądowe.
                > > Jak tego nie zrobi - sam jest sobie winien że nie ma kontaktu z
                > > dzieckiem.
                >
                > Wiekszosc rodzicow, ktorych dziecko zostaloby porwane by to
                zrobila.

                ...a mówię to na podstawie wielu przeczytanych harlequinów.

                >Nie
                > wyobrazam sobie ze dzis wracam do domu, mojego dziecka nie ma,
                porwane przez
                > meza, a ja sobie mowie "Taksowki takie drogie- jak przykro"

                Gdybyś, trzymając się Twojego bezsensownego porównania, musiała
                jeździć tymi taksówkami kilka razy dziennie przez wiele miesięcy to
                w końcu też byś doszła do punktu w którym skończyłyby Ci się
                pieniądze. I co wtedy? Wyrodna matka?

                > Przede wszystkim pan mogl wystapic o przyznanie mu dziecka w
                polskim sadzie,
                > jesli matka wywiozla dziecko bez jego zgody to byl to argument za.
                Ale pewnie
                > bilet na PKS byl za drogi.

                A co mu pomoże przyznanie dziecka w polskim sądzie, jak matka siedzi
                za granicą? Sztuka dla sztuki.
                • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:37
                  > Gdybyś, trzymając się Twojego bezsensownego porównania, musiała
                  > jeździć tymi taksówkami kilka razy dziennie przez wiele miesięcy to
                  > w końcu też byś doszła do punktu w którym skończyłyby Ci się
                  > pieniądze. I co wtedy? Wyrodna matka?

                  Akurat tego przypadku to nie dotyczy,pan nie zrobil nic nie dlatego ze pieniedzy
                  mu zabraklo, autorka nic nie pisze ze sprzedal caly majatek/samodchod/pare nart/
                  cokolwiek.

                  Mam dzieci i wiem co bym dla nich zrobila jakby ktos chcial je zabrac- dopoki
                  mialabym pieniadze to bym je na to przeznaczala. I nie mam cienia watpliwosci co
                  do tego.

                  > A co mu pomoże przyznanie dziecka w polskim sądzie, jak matka siedzi
                  > za granicą? Sztuka dla sztuki.

                  W tamtych czasach bylo sie legitymowanym na granicach o wiele czesciej niz teraz.
                  • miliwati Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:44
                    dynema napisał:

                    > > Gdybyś, trzymając się Twojego bezsensownego porównania, musiała
                    > > jeździć tymi taksówkami kilka razy dziennie przez wiele miesięcy
                    to
                    > > w końcu też byś doszła do punktu w którym skończyłyby Ci się
                    > > pieniądze. I co wtedy? Wyrodna matka?
                    >
                    > Akurat tego przypadku to nie dotyczy,pan nie zrobil nic nie
                    dlatego ze pieniedz
                    > y
                    > mu zabraklo, autorka nic nie pisze ze sprzedal caly
                    majatek/samodchod/pare nart
                    > /
                    > cokolwiek.

                    Czyli wracamy do punktu wyjścia - facet który nie spłucze się do
                    zera w jawnie beznadziejnych próbach sądowych nie zasługuje na
                    dziecko. Matka która to dziecko zabrała jest w zasadzie cacy. A
                    kobieta idąca wieczorem w krótkiej spódniczce sama jest winna
                    gwałtu - na takich samych zasadach.

                    > Mam dzieci i wiem co bym dla nich zrobila jakby ktos chcial je
                    zabrac- dopoki
                    > mialabym pieniadze to bym je na to przeznaczala. I nie mam cienia
                    watpliwosci c
                    > o
                    > do tego.

                    Także na działania bezsensowne?

                    > > A co mu pomoże przyznanie dziecka w polskim sądzie, jak matka
                    siedzi
                    > > za granicą? Sztuka dla sztuki.
                    >
                    > W tamtych czasach bylo sie legitymowanym na granicach o wiele
                    czesciej niz tera
                    > z.

                    Skoro sama przypominasz że to były "tamte czasy", to i ja przypomnę
                    że w tamtych czasach (a i teraz nie jest tak znowu różowo) płacenie
                    czegokolwiek za granicą to dla Polaka był cieżki wydatek. A i
                    traktowanie pariasa z biednego kraju przez zagraniczne urzędy i sądy
                    dalece nie musiało być korzystne. W konkurencji "gdzie dziecko ma
                    lepsze warunki" facet najprawdopodobniej nie miał żadnych szans.
                    • dynema Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 15:11
                      > Czyli wracamy do punktu wyjścia - facet który nie spłucze się do
                      > zera w jawnie beznadziejnych próbach sądowych nie zasługuje na
                      > dziecko. Matka która to dziecko zabrała jest w zasadzie cacy. A
                      > kobieta idąca wieczorem w krótkiej spódniczce sama jest winna
                      > gwałtu - na takich samych zasadach.

                      Nie wkladaj mi w usta swoich teorii spiskowych. Facet ani sie nie splukal, ani
                      prob nie podjal, wiec o czym ty piszesz?

                      > że w tamtych czasach (a i teraz nie jest tak znowu różowo) płacenie
                      > czegokolwiek za granicą to dla Polaka był cieżki wydatek. A i
                      > traktowanie pariasa z biednego kraju przez zagraniczne urzędy i sądy
                      > dalece nie musiało być korzystne. W konkurencji "gdzie dziecko ma
                      > lepsze warunki" facet najprawdopodobniej nie miał żadnych szans.

                      Pan mogl skorzystac z polskich sadow, czego nie zrobil. Moze by go jak pariasa
                      potraktowali, ale tego nie wie bo nie podjecie nawet proby daje 100%
                      niepowodzenia, czyz nie?
    • iminlove Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 10:16
      Z doświadczenia wiem, że takie historie potrafią diametralnie różnić
      się w zależności od tego, kto je opowiada. Moi rodzice rozstali się
      jak miałam 17 lat i to był dla mnie dosyć ciężki okres. Ojciec
      ubzdurał sobie, że jestem po stronie matki (cały rozwód był jego
      winą, mimo wszystko jednak, nie wybierałam stron), nie odzywał się
      przez dwa lata (obstawiam, że tak jak Twój mężczyzna "nie chciał
      pierwszy wyciągnąć ręki", bo to przecież córka powinna przyjść do
      ojca). Ale sprawa była bardziej skomplikowana. Tak więc moja rada:
      "wersja zdarzeń" Twojego mężczyzny nie musi być w 100% prawdziwa,
      każdy wyolbrzymia i widzi głównie to, co sam chce zobaczyć.
      Radziłabym kontynuowanie prób "podejścia" córki, ona jest w trudnym
      wieku, ale to na szczęście mijasmile
      • lacitadelle Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 11:28
        > Z doświadczenia wiem, że takie historie potrafią diametralnie różnić
        > się w zależności od tego, kto je opowiada.

        No dokładnie, każda ze stron zapewne jest przekonana, że mówi stuprocentową
        prawdę, a ta zawsze leży gdzieś pośrodku.

        I nie jestem pewna, czy wyciągania ręki przez "macochę", jeżeli ojciec sam nie
        chce tego zrobić, poprawi sytuację. Moim zdaniem w tej sytuacji inicjatywa
        powinna zdecydowanie pozostać po stronie faceta autorki wątku, ona powinna z nim
        rozmawiać i wspierać w działaniach, ale sama jego kontaktów z córką na pewno nie
        poprawi.
        • iminlove Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:05
          lacitadelle napisała:

          Moim zdaniem w tej sytuacji inicjatywa
          > powinna zdecydowanie pozostać po stronie faceta autorki wątku, ona
          powinna z ni
          > m
          > rozmawiać i wspierać w działaniach, ale sama jego kontaktów z córką
          na pewno ni
          > e
          > poprawi.

          Więcej, powinna wręcz stanąć po stronie córki i być jej "rzecznikiem"
          podczas rozmów ze swoim facetem. Bo faceci mają to do siebie, że nie
          których rzeczy po prostu nie rozumieją i zrozumieć nie chcą. Dorosły
          facet chciałby wierzyć, że nastoletnia panna jest całkowicie
          racjonalną jednostką, podejmującą samodzielnie decyzje. Ale nie jest.
          Sama jest pewnie zagubiona, zła na cały świat i pogrążona we własnych
          problemach.

          I jeszcze jedno. Rozwód jest winą rodziców. Niezależnie od tego, kto
          za kim latał z siekierą lub kto kogo zdradził - jest to wina rodziców
          (i znowu, mało jest pewnie sytuacji, w których wina leży w 100% po
          jednej stronie). Dziecko jest w tej sytuacji pokrzywdzone. Zawsze.
          Tak więc w każdej sytuacji to rodzic powinien dążyć do zgody, to
          rodzic powinien pokutować, przełamywać swoją dumę i wyciągać rękę. Bo
          to nigdy nie jest tak, że dziecko było przyczyną całego zła w danej
          rodzinie...
    • angazetka Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 12:37
      > kontakt utrudnia jej mama-mysle tez ze ja
      > odpowiednio ukierunkowala,tak ze tatus jest zly,ze jej nie kocha

      Halo, mówimy o dorosłej dziewczynie, a nie dziecku! Nie dopuszczasz
      myśli, że ojciec ma to, na co zapracował przez lata? Też nie jestem
      ciekawa, co u mojego słychać.
      • verdana Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 12:49
        Znam sytuację, gdzie matka nie zabraniała się spotykać, niczego nie
        zakazywała, tylko tłumaczyła dziecku, ze ojciec ma je gdzież, bo
        założył nową rodzinę. Że gdyby kochał, to by został -a najwyraxniej
        dziecka nie kochał, skoro zostawił.
        Sama widziałam list 14-latka do kolegi (mamusia pokazywała go z
        dumą), ze jest jedynakiem, a jego ojciec ma dwie córki, ale to nie
        sa jego siostry.
        Wszystko, co ojciez robił (np . wyprawa na łódki) było tlumaczone i
        dziecku i znajomym "Tata jest nieodpowiedzialny, mogles się utopić,
        widzisz, ze mu na tobie nie zalezy". Wybór szkoly "Tata chciał,
        zebyś chodził do państwowej, tam by Cię koledzy zgnoili, o to
        własnie tatusiowi chodzi, tylko udaje, ze Cię lubi".
        Tatuś był wrednym typem, zdradzającym żonę, fakt. Ale ojcem był
        dobrym - matka z zdemsty doprowadziła do tego,z e dorosly facet
        uznał ojca za potwora, ktory całą młodość chiał mu krzywde zrobić.
        Bywa i tak.
      • iuscogens Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 13:43
        angazetka napisała:

        > > kontakt utrudnia jej mama-mysle tez ze ja
        > > odpowiednio ukierunkowala,tak ze tatus jest zly,ze jej nie kocha
        >
        > Halo, mówimy o dorosłej dziewczynie, a nie dziecku! Nie dopuszczasz
        > myśli, że ojciec ma to, na co zapracował przez lata? Też nie jestem
        > ciekawa, co u mojego słychać.


        ech mam tak samo, mam jakiś prowizoryczny, kurtuazyjny kontakt, ale mowiąc
        szczerze to srednio się nim przejmuje.
        zero wakacji, świat, nawet weekendów majowych, najniższe alimenty i to nie w
        terminie, nie ma się co dziwić, ze tak właśnie potem jest.
        a jak go raz na 20 lat o coś poprosiłam, to mi ważne dokumenty zgubił uncertain
    • miliwati Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 14:20
      siemiel napisała:

      > smuci mnie ten fakt. ona ma 18lat i mieszka ze 500km od nas-wiec z
      > ojcem widuje sie b.rzadko. kontakt utrudnia jej mama-mysle tez ze

      A weź się sama spróbuj skontaktowac z dziewczyną.
    • billeczka1 Re: nie znam corki mojego mezczyzny 28.07.10, 15:49
      To na pewno nie jest wiza dziecka. Przynajmniej tak mi się wydaje. Pamiętaj, ze dla niej ty będziesz zawsze osobą, która rozbiła jej rodzinę (nawet jeśli tak nie jest) relacje macocha-dziecko zawsze są bardzo trudne i pewnie sama o tym wiesz. Jedyne co wam zostaje to cały czas próbować skontaktować się z dzieckiem
      • siemiel Re: nie znam corki mojego mezczyzny 29.07.10, 07:33
        kiedy oni sie rozchodzili,to ja bylam jeszcze w podstawowce,wiec bez
        jajsmileniczyjego malzenstwa nie rozbilam-bo go nie znalam nawet.
        poza tym on po rozstaniu byl w dlugoletnim zwiazku-i to jego 2ga
        kobieta nie akceptowala dziecka,nie chciala jej poznac,robila
        awantury,ze on ma jej zdjecie na szafce itd.... a ja wrecz
        przeciwnie-chce ja poznac,ale nie wypada,zebym to ja nawiazala z nia
        kontakt,skoro z tata prawie go brak.
        • atowlasnieja Re: nie znam corki mojego mezczyzny 29.07.10, 08:48
          siemiel napisała:

          > kiedy oni sie rozchodzili,to ja bylam jeszcze w podstawowce,wiec bez
          > jajsmile

          i co z tego, że przed tobą miał jeszcze inną? Teraz jest z tobą a nie cierpi w
          samotności! Przekonałam się, że w o ludziach których złączyło dziecko często się
          myśli jak o monolicie. W tej chwili on "zdradza" exżonę z tobą a powinien
          grzecznie czekać
        • miliwati Re: nie znam corki mojego mezczyzny 29.07.10, 10:19
          siemiel napisała:

          > przeciwnie-chce ja poznac,ale nie wypada,zebym to ja nawiazala z
          nia
          > kontakt,skoro z tata prawie go brak.

          Oczywiście że wypada.
        • moofka Re: nie znam corki mojego mezczyzny 29.07.10, 10:51
          a no i prosze
          a ty sie dziwisz ze corus teraz ma tatusia gdzies
          no nie dziwne jakby
        • iminlove Re: nie znam corki mojego mezczyzny 29.07.10, 11:05
          To mobilizuj swojego faceta. Musisz wręcz stanąć po stronie córki, może
          to zmieni jego nastawienie.
          Teraz Ty jesteś w jakiś sposób odpowiedzialna za ich kontaktysmile
          • siemiel Re: nie znam corki mojego mezczyzny 29.07.10, 11:25
            wiem i probuje go mobilizowac,ale zazwyczaj rozmowa konczy sie na
            tym,ze on mowi" ze sie zrazil,bo tyle razy sie do niej
            odzywal,szukal kontaktu,a corka nigdy i ma go w d.... i nie bedzie
            za nia latal jak go olewa i zebysmy juz nie gadali o tym,bo go ten
            temat boli nadal".
            nie chce i nie bede stawiac sprawy na ostrzu: albo odzyskasz kontakt
            z corka albo z nami koniec,bo to bez sensu.
            na razie obiecal mi,ze pojedziemy sie z nia zobaczyc kiedys...czekam
            na to kiedys.
Pełna wersja