shellerka
29.07.10, 23:54
zapomniałam wam opowiedzieć co mi się przytrafiło.
wyjeżdżałam z moją mamą i dziećmi na wakacje. mąż dał mi swoją kartę kredytową
i powiedział, żebym tam gdzie mogę płaciła nią, a tam gdzie nie mogę gotówką -
nie wiem czemu, ale ja go słucham w kwestii płacenia

w kazdym razie czesto mi sie zdarza ekhem ekhem płacić jego kartą i nigdy nie
zdarzyło mi się mieć z tego tytułu jakichkolwiek problemów - nawet jeśli były
to zakupy za kwoty ponad 1000 zł.
no i rano w dniu wyjazdu podjechałam jeszcze do tesco na wylocie z poznania i
zrobiłam zakupy. płacę. Pani kartę bierze, po czym ogląda ją i mówi że nie
może jej przyjać bo to nie moja karta.
I JĄ ODDAJE MI.
Tłumaczę, że to karta męża, że ma spojrzeć na dowód - teoretycznie wiadomo, ze
nie powinnam nią płacić, ale w praktyce wygląda to tak, ze nawet na filmach
żony, córki i kochanki dostają kredytówki swoich facetów czy tatusiów i idą na
zakupy. Hello!
Dzwonię więc przy pani do męża. Mąż wkurzony. Obok mnie dwójka mych dzieci.
Pani wzywa przełożoną. I co słyszę? Że mam wypłacić z bankomatu i przyjść
zapłacić. I że one nie mogą przyjąć, bo dbają o bezpieczeństwo właściciela karty.
I to mnie tak wku...wiło. Nawet nie to, że nie moge zaplacic karta, tylko to
popierd...one tłumaczenie tej głupiej narośli kierowniczki, że dbają o
bezpieczeństwo. Takie dbanie, że złodziejowi np. oddaliby kartę i poprosiliby
o wypłatę z bankomatu!!!
Powiedziałam co o tym myślę i poszłam wypłacić kasę klnąc w duchu ich politykę.
Po powrocie do kasy, zapłaciłam gotówką, po czym oznajmiłam pani kierowniczce,
ze złoże oficjalną skargę na to, ze nie zatrzymali karty która nie należała do
okaziciela, tylko kazali mi isc wyplacic pieniadze.
Na co pani wpadła w popłoch, a ja opuściłam teren kas z zapłaconymi zakupami i
dziecmi. Poszłam ponownie do bankomatu, zeby na wszelki wypadek wypłacić
wiecej pieniedzy.
I nagle akcja. Widze kontem oka, ze ta kierowniczka sie za mna przytelepała i
gdzies gada przez krótkofalówkę.
Wtem... pojawia sie ochroniarz, a ta pinda (ja juz odchodze od bankomatu i ide
w kierunku wyjscia) woła, ze mam zaczekac i mowi ochroniarzowi, ze chciałam
zapłacić nie swoją kartą.
Tak mi sie cisnienie podnioslo, ze zawołałam ociagajacego sie synka, a do niej
sie odwróciłam, pogardliwie prychnęłam i powiedziałam: teraz to mnei pani w
dupę może pocałować. do widzenia"
Leźli za mną do wyjścia i gadali, że mam poczekać. A ja sobie twardo szłam.
Tylko by mnie spróbowali dotknąć...
I taki oto miałam początek wakacji