Stagnacja... przez niego

31.07.10, 14:32
Wątek pewnie na inne forum, ale to chętniej podczytuje.

Małżeństwo z 10-letnim stażem, oboje po 30-stce. Bezdzietni.

Mój mąż nie lubi zmian. Żadnych.
Od kilku lat ma tę samą pracę, kiepsko płatną (ledwie 1500 zł netto). Bez szans na awans, bez szans na poprawę sytuacji materialnej, ogłupiającą i kiepską. Pracuje 10 h dziennie plus 6h w soboty. Nie zmieni jej bo:
-inni zarabiają mniej
-jest na miejscu
-miewał gorsze
-czuje się w niej ok, tzn.nie ma w niej nowości, które by go zaskoczyły i do których by musiał się dostosować.
Ja przez ten czas 6-krotnie zmieniałam pracę, zawsze na lepsze warunki finansowe. Trzykrotnie musiałam się przekwalifikować. Aktualnie dojeżdżam do pracy 60 km w jedną stronę, ale nie narzekam. Praca rozwojowa, dostosowana do moich możliwości intelektualnych i predyspozycji. Otwarta ścieżka kariery. Właśnie dostałam kolejny awans i kolejna podwyżkę. Wspaniały zespół, świetni ludzie.

Mieszkamy niestety z moją mamą, on nie chce na swoje. Mieszkanie duże 5-pojowe, 3 do naszej dyspozycji. Ja pragnę własnego. Mężowi dobrze jak jest. Twierdzi, że nie, po co... nie chce kredytu... z resztą na niego czeka domek (jest jedynakiem i testament stoi na niego). Ale do chole*y to nie jest domek po pradziadkach czy babci, który dostanie za X lat. Tylko rodziców którzy są ledwie 50-stce.

Dzieci nie mamy. On nie jest jeszcze gotowy. Chociaż ja czasem świruje i jak nikt nie widzi kupuję dziecięce ubranka i gadżety, a potem rozdaje koleżankom w prezencie jak urodzą.
Czasem ma lepsze dni i mówi, że może jednak spróbujemy i postaramy się o dziecko, ale zapał mu szybko mija i z ulgą reaguje na negatywny test ciążowy.

Wakacje. Wyjeżdżamy jedynie na weekend, ale okupione to jest moją kilkumiesięczną walką. On nie potrzebuje, twierdzi, że inni nie jeżdżą i żyją. Strata pieniędzy i czasu. Jak on ma urlop to chce w domu odpocząc, a nie się szwędać po obcych miejsach. Nie lubi zmian miejsca.

Remonty. Ostatni 8 lat temu. Dla niego wszystko jest ok. Przecież działa, przecież jeszcze dobrze wygląda. Ja jak zwykle wymyślam. Przestawienie kanapy i biurka dwa lata temu, do dziś mi wypomina. Jemu nie pasuje, jest źle. On się przyzwyczaił do starego ułożenia.

Wspólny czas. Nie spędzamy go razem. Mąż czas wolny spędza z rodzicami. Po pracy jedzie do rodziców porozmawiać, wypić z ojcem piwo. W sobotę po pracy jedzie do rodziców, wraca koło 19 i zasiada do grania na playstation, bo musi odreagować tydzień w pracy. W niedziele chodzi do nich na obiad w południe i wraca wieczorem.
Ja czas spędzam z rodziną i przyjaciółmi.

Przyjaciele. On ich nie posiada. Miał jednego ale wyjechał za granicę. Nie utrzymuje z nikim kontaktów. Nie chodzi do baru. Mecze ogląda ze mną.
Ja typ łatwo nawiązujący kontakty. 5 przyjaciółek bardzo bliskich z wieloletnim stażem i wielu znajomych. Zawsze mam z kim spędzić czas. Ciągle z kimś smsuje, koresponduje, wymieniam meile, spotykam się. On nie lubi ze mną chodzić, bo nikogo nie lubi, wszyscy to głupki-w jego mniemaniu.

Dla mnie jest stetryczały. Nic go nie pasjonuje, nie ma hobby, przyjaciół. Nie cierpi zmian. I zastanawiam się czy to ja za dużo wymagam, czy on za mało od siebie daje. Czasem wydaje mi się, że jestem zbyt czepialska, za wiele oczekuję. Ale później porozmawiam ze znajomymi na zupełnie obojętny temat i przychodzi refleksja, że to z naszym związkiem jest coś nie tak.

Jak uważacie mam prawo oczekiwać czegoś więcej? Czy może sama miłość wystarczy, a wszystko wokół jest tylko marną otoczką? Może jestem płytka ale lubie posiadać, mieć... zarówno pięknie wyremontowane mieszkanie, jak i zdjęcia z wakacji. A w tym układzie nie mam na to szans.
    • nangaparbat3 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:12
      On zawsze taki był?
      • jesiennadepresja Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:28
        Chyba tak, chociaż nie w tak agresywnej formie. Nie umiem obiektywnie ocenić. To co pseudo-dorosłej dwudziestolatce wydaje się dojrzałością, radosną trzydziestolatkę irytuje.
        Dzieci chciałam wcześnie, ale kiepsko zarabiałam (ledwie tysiąc na rękę). Więc odłożyłam w czasie. On twierdził, że też chce szybko dwójkę, ale argument finansowy zaważył na naszej decyzji.
        Z rodzicami zawsze dużo czasu spędzał, bo mają tylko jego. Ale jeszcze w poprzedniej pracy spotykał się ze znajomymi z pracy. Teraz nic.
        Niegdyś na wojaże nie było nas stać. Teraz, od kilku już lat, nasza sytuacja materialna jest o niebo lepsza.

        Ja przy nim się czuję jak emerytka. Nic nie zmieniać, nigdzie nie chodzić. Czekać na koniec... sad
        Rozumiem, że boli go to, że ja zarabiam wielokrotność jego pensji. Ale szanse na zmianę pracy miał, ale nie skorzystał. Bo znowu... zmiany, których on się boi. Nie wypominam mu za co ja płacę, za co on. Utrzymuję nas i dom, ale to dla mnie naturalne. Ja mam więcej. On do budżetu domowego dokłada się 400 zł miesięcznie (opłaca dwa rachunki). To nie stanowi problemu.

        Po prostu czuję wewnętrznie, że coś jest nie tak. I z roku na rok to się pogłębia. Nie twierdzę, że mam monopol na wiedzę o życiu, ale to nie jest życie, które można kochać i z którego można brać garściami. To stagnacja, prowizorka normalności, która okazała się zbyt trwała i która nie chce ustąpić miejsca prawdziwemu życiu, które gdzieś tam cichutko puka do zamkniętych drzwi naszej codzienności.
        • nangaparbat3 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:36
          Strasznie trudne. Moze najpierw spytałabym samej siebie: dlaczego z nim jestem?
          • jesiennadepresja Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:49
            Może to szczeniackie, ale kocham go.
            Jest wspaniałym czlowiekiem, ale bardzo głupim życiowo.
            A ja przekroczyłam już granicę gdzie miłość przesłania wszystko. Dostrzegam wierzchołki gór przyjemności. Widzę, że na chmurce nieopodal przycupnęło szczęście rodzinne, a w oddali słyszę wodospad uciech turystyki.
            I gdy zastanawiam się jak za 10 lat będzie wyglądało moje życie, to widzę tylko zmęczoną życiem kobietę, która swój instynkt macierzyński przelała na bezpańskie koty. Boje się, że zwariuję.
            • nangaparbat3 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:31
              Jak go kochasz, i wiesz, że on kocha Ciebie, to rób dziecko bez pytania.
              Ryzyk-fizyk: albo on się przebudzi (jeśli go w ciągniesz w codzienną opieke nad
              dzieckiem będą szanse), albo on się nie zmieni, ale będziecie miec dziecko, albo
              się rozstaniecie, ale będziesz miec dziecko.
              Inaczej to chyba uschniesz wciąż go kochając - zycia szkoda.

              Acha - ktoś tu pisał, że moze mąż ma depresję - ja bym sprawdziła jakoś, czy tak
              nie jest.
              A może dałby się namówic na jakąś formę regularnej fizycznej aktywności? Rower,
              kręgle, basen? Cokolwiek - jak człowiek się rusza, bardziej chce się życ i coś
              robic.
            • ib_k Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 19:04
              jesiennadepresja napisała:

              > Może to szczeniackie, ale kocham go.
              > Jest wspaniałym czlowiekiem

              a w którym miejscu objawia się ta jego wspaniałość?

              domyślam się że i w łóżku kiepsko?
        • joana.com Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:45
          Smutne, że on nie rozumie Twoich potrzeb. Przez życie powinno się iśc razem,
          czerpac ile się da, tym bardziej, że nie macie jeszcze dzieci.

          Musisz go strasznie kochac, że się tak męczysz, ja bym nim chyba trochę
          potrząsnęłasmile
        • vincentyna Re: Stagnacja... przez niego 01.08.10, 00:27
          ja piernicze, idealny stary kawaler!
    • srebrno-listka Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:34
      a może on ma jakąś depresję?
      • jesiennadepresja Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:43
        Tez podejrzewam. Ale do psychologa go nie zaciągnę, próbowałam.
        Zaraz słyszę wyrzuty, że uważam go za psychicznego, już nie kocham, że on taki jest i powinnam się cieszyć, bo inni to tylko imprezy i dzi*ki mają w głowie.
        Wiem, że czasem płacze jak myśli, że ja śpię. Próbuje wspierać. Dał się namówić na studia ale zrezygnował po pierwszym semestrze, jak zawalił jeden egzamin. Źle się czuł, bo wszyscy młodsi, bo z większych miast. A on taki starszy wieśniak-jego słowa.
        Nie potrafię do niego dotrzeć. A czasem wręcz nie mam juz sił.
        • joana.com Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 15:53
          Gdy słyszałaś że płacze w nocy, to dalej udawałaś, że śpisz, czy pytałaś co się
          dzieje?
          Wiesz jeśli facet płacze to musi nim coś targac/
          • jesiennadepresja Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:03
            Za pierwszym razem spytałam się o co chodzi, czy ma jakiś problem i czy chce pogadać. Ale twierdził, że nic mu nie jest i tylko mi się zdawało.
            Następnym razem-przyznaje, odpuściłam.
            • joana.com Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:08
              Ja bym parła na terapię, kiedyś byłam ze swoim m, parę lat temu, tylko raz. Była
              para psychologów, żeby nie było stronniczości co do płci, byłam pewna, że wezmą
              moją stronę, a oni po mnie pojechali, mąż który zawsze był w tym temacie po
              drugiej strony barykady, stanął w mojej obronie i tłumaczył im że mnie rozumie!smile
              To było zaskakujące, znalazła się jakaś płaszczyzna porozumienia.
          • nowaja4 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:05
            Tez myślę że facet płaczący w nocy do poduszki jest czymś bardzo przejęty,coś
            nim targa... Mój przez 7 lat małżeństwa płakał tylko raz,jak sie dowiedział, że
            jest bezpłodny...
            • titta Re: Stagnacja... przez niego 01.08.10, 02:10
              Niewykluczone, ze uwaza sie wlasnie za "wiesniaka" i zyciowego
              nieudacznika, ktory zawodzi tylko oczekiwania innych. Niewykluczone,
              ze barzdo chciala by cos zmienic tylko sie panicznie boi.
              Moze da sie namowic na jakas forme terapi: tylko rodzinej,
              przynajmniej dla jego wiadomosci nakierowanej na wasze kontakty, a
              nie na niego.
              Moze malymi kroczkami da sie go troche rozruszac?
    • alexa0000 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:12
      A kiedy juz przestaniesz go kochać, co wtedy? Bez wspomnień, zdjęć,
      w nieremontowanym, brzydkim mieszkaniu, bez dziecka?
      • lukrecja34 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:25
        a mnie się trochę wierzyć nie chce,że on taki zahukany,cichutki,spokojny,kiepski
        i beznadziejny a ty taka lwica salonowa,przebojowa,zorganizowana,z przyjaciółmi
        i wogóle ą i ę..tak odebrałam twoją wypowiedź
        poza tym myślę,że twój mąż może mieć depresję albo jakiś duży problem ale nie
        zwierza ci się, bo wie,że pomiędzy wami jest przepaść i nie ma przyjaźni.ja
        zwierzam się tylko przyjaciołom..
        a może on po prostu ma taki charakter,że nie lubi albo boi się zmian,nie czuje
        się pewny,brak mu przebojowości-to chyba nie jest wada?
        wydaje mi się,że jesteście kompletnie niedobrani i nic nie będzie z waszego
        małżeństwa-tak bardzo różni was podejście do życia.
        • marzeka1 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 16:36
          Jak dla mnie koszmar: jakby mi przyszło żyć z lekka ożywionym
          trupem.
          • falka32 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 20:21
            Jest rodzaj ludzi, którzy naprawdę źle znoszą zmiany i nie jest to zależne od
            nich, to jest dla nich za duża stymulacja, nie do zniesienia, oni w ten sposób
            chronią swoją psychikę. Tacy ludzie wbrew pozorom też czasem czują się dziwni,
            inni, bo świat jest z ich punktu widzenia miejscem zbyt przytłaczającym - mają
            prawo miewać depresję. Mogą być przy tym bardzo kochający i oddani. Jeżeli twój
            mąż zawsze taki był i jest tym rodzajem człowieka, o którym piszę, to wywieranie
            nacisku na zmiany i na uruchomienie go będzie tylko dręczeniem. Wtedy masz tak
            naprawdę tylko wybór, żeby zaakceptować ten model, żyć z nim i budować swoje
            życie trochę obok niego, tak jak to robisz do tej pory, albo odejść do kogoś o
            bardziej zbliżonym charakterze do twojego.
            • loganmylove Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 20:34
              Wg mnie bez znaczących ruchów takie małżeństwo nie ma szans. Mój pierwszy mąż
              był podobny więc na tym opieram swoje zdanie. Za jakiś czas Twoja wielka miłość
              się wypali a wtedy współczuję-trzeba potwierdzic bądź wykluczyć ewentualna
              chorobę męża i próbowac ratować związek-inaczej za jakiś czas pojawi się
              nastepny post ale już bardziej dramatyczny.
            • titta Re: Stagnacja... przez niego 01.08.10, 02:14
              Bzdura. z fobiami nalezy walczyc. Taki czlowiek 2bojacy sie
              wszystkiego" tez sie najczesciej sam z soba meczy. Nie chodzi o to
              by zostal "lwem salonowym" jak to nazywasz, tylko normalnie
              funkcjonujacym czlowiekiem.

              Kilkoro przyjaciol i chec zobaczenia czegos wiecej niz swoje
              podworko to nie "lwica salonowa".
              • falka32 Re: Stagnacja... przez niego 02.08.10, 18:59
                > Bzdura. z fobiami nalezy walczyc.

                tylko, że to, o czym ja pisałam powyżej, to nie jest fobia... Równie dobrze
                mogłabyś oczekiwać od niego, że jakby chciał, to byłby wyższy, albo miałby inny
                kolor oczu. Człowiek z tym się rodzi. Zaadaptować się może, ale tylko do pewnego
                stopnia.
    • green_hill Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 20:38
      Jesli Twoj pierwszy post to szczera prawda, to ja nie rozumiem, jak to sie
      stalo, ze jestescie (nadal) malzenstwem. Sama miloscia nie buduje sie zwiazku, a
      Was rozni absolutnie wszystko.

      Napisalas, ze Twoj maz czasem placze w nocy. Mysle, ze nie tylko Ty czujesz sie
      niekomfortowo w tym zwiazku, maz chyba rowniez, ale z innego powodu. Sadze, ze
      on zdaje sobie sprawe, ze nie spelnia Twoich oczekiwan i ze byc moze kiedys sie
      z tego powodu rozstaniecie. Pytanie tylko, dlaczego nie probuje wyjsc Ci
      naprzeciw, z milosci do Ciebie, bo jak sadze, maz twierdzi, ze Cie kocha?

      Musisz postawic sprawe na ostrzu noza, doprowadzic do tapniecia, wstrzasnac
      mezem, aby zobaczyl, co ma do stracenia. Inaczej marnie to widze.

      Terapia to dobry pomysl. Byc moze maz ma depresje, a ta da sie wyleczyc, byc
      moze tez po prostu ma taki charakter i raczej nic na to nie poradzisz, bo w
      Twoim opisie nie widac woli zmian u meza. A moze przytlaczasz go swoja
      inteligencja, przebojowoscia, radoscia zycia i dlatego jest taki wycofany? Nie
      wiem, zgaduje.

      Nie wytrzymalabym w takim ukladzie.
      • to_samo_u_mnie tak samo 31.07.10, 20:47
        ten post napisałam kilka miesięcy temu jest tak samo:

        Dzisiaj mialam małe zalamanie. Płakałam z żalu. Rzadko tak mam, ale
        jakoś to we mnie puścilo, wylazlo i poszło w te łzy. On siedział
        przed kompem, i grał w gre oznakowaną ''do 3r.ż''.
        Mamy inne temperamenty. Jesteśmy inni. Wiem, że jestem mloda (24
        lata) i że nie muszę sie na to skazywac, ale mam 3 letnie dziecko.
        Popadłam w pewne zależności, w wygodę, komfort, w łatwiznę. Bardzo w
        te nasze sprawy wsiąklam. Nie moge pisac o szczególach, bo jeszcze
        ktos wychwyci, ale.. Ja i on mamy inne priorytety. Wczoraj była 6
        rocznica naszej znajomości.. A ja mimo wmawiania sobie - takiego
        swiadomego i podswiadomego, wiem ze to nie ten, nie to, nie tak..
        On.. wiem jak to brzmi.. jest malo.. przedsiebiorczy, bystry,
        bierny, smolisty, leniwy, zapyzialy, marzycielski. To jakis
        idealista. On jest wyidealizowany. Nie ma kontaktu z rzeczywistości,
        żyje poza śwaitem. On nie wiem co to praca, umie tylko studiowac,
        nie wie co to pieniadz, zawsze go przepuszcza. Nie palnuje, bo
        robili to za niego rodzice i nie jest przyzwyczajony. Nie mysli o
        nas jak o kims, o kogo trzeba sie troszczyć, komu trzeba zapewnic
        byt, ksiązki dla dziecka, a potem wakacje w gorach. Lubi sobie grać,
        oglądac bajki, czytac powieści. Nie boli go to, że rodzice
        stwierdzili, że mozemy miekszac z nimi cale zycie. On kocha
        rodzicow, nie chce rzlaki. Boi sie byc dorosly, odpowiedzialny. jest
        mu tak dobrze, cieplo, milo. Nie musi nic. Jest bezpieczny. Nie chce
        nic od zycia. Nie chce nic dla nas. To ja zalatwiam JEGO sprawy
        finansowe, bo po co mu pieniadze? On zyje powietrzem, magią,
        nastrojem.. Ja dbam by dziecko mialo ubranka, mialo zabezpieczenie,
        ja staram sie o to by moja babcia dala nam swoje, male, ciasne,
        zgrzybiale mieszkanie.. Bo stoi puste, bo moglibysmy je urządzić,
        jakos zagospodarować. On stwierdzil jedynie, e to 'dobry
        pomysl', 'wspaniale' i nic. Nic. A potem, że jeszcze za wczesnie, za
        malo mamy, nie pracujemy. A przeciez gdyby chcial, pracowalby. W tej
        chwili tylko ja zarabiam. Ucze sie jeszcze i moje dochody sa
        mizerne. A on.. Tez sie uczy. Rozwija pasje. Nie bronie mu, ale ma
        sie to nijak do zycia, do przyszlosci. Placze, bo wiem jak trudne
        jest z nim zycie. Jak malo dba o 'dobra doczesne', za ktore ja
        kupuje malemu buty.. Wczoraj nie przyjal pomocy finansowej od
        ciotki, bo.. woli oddac sisotrze. Nic sie nie odezwalam. Nie moglam
        przeciez.. Niczym sie nie przejmuje. Jest jak cięzka mgla. W swoim
        swiecie. Ciagle go ktos oszukuje. Ciagle pada czyjąś ofiarą. 2 dni
        temu oddał jakiemus palantowi kurtkę.. Sam nie wie, co nim
        kierowalo. Zastrzegam: nie jest niedorozwinięty
        Jest taki.. nieludzki.. Albo: bezmyslny, naiwny, nieaserywny, za
        wszelka cene unika konfliktow, nawet o lyzke do jogurtu..
        Ja stąpam trzezwo po tym padole. Staram sie, mysle. A on to niweczy.
        Nie zalezy mu. Dla mnie to jet problem, bo jestem obowiązkowa,
        suminenna, bi licze sie ze wszystkimi ewentualnosciami. Bo nie
        poloze sie spac brudna, nie wyjde z żółtymi zebami do ludzi, nie
        pożycze od nikogo niczego. Cenie sobie niezależnośc, a on wprost
        przeciwnie. Kocha jak sie go wyrecza, jak sie nim opikuje. 100 razy
        mówię 'złóż łóżko', zmień pościel od 2 miseięcy jest ta sama.. I
        musze sie za to brać. Ta codzienność, to chronienie go, siebie,
        rodziny, siebie, nas mnie doluje. Lubie wieść prym, ale gdy sie
        zapominam, wszystko lezy. Dziecko chodzi brudne, z oczami czerowonym
        od tv, pies spi na kanapie, naczynia sa zatluszczone. i zeby to byly
        tylko domowe obowiazki, a to jest postawa zyciowa! Czego mi nie
        nakażesz, nie zrobię! Nie bede wyklocal sie o majatek, zrob to za
        mnie, albo zparacuj na niego dla nas. Ciagle lsysze: ja sei boje, ty
        zalatw, ja nie umiem, nie chce, dlaczego ja? ( ostatnia kwestia to
        zapisanie dizecka do lekarza, zebral numery i nie chcal go
        zapisac..). Dla mnie on jest ciężarem. Nie chce inwalidy, nie chce
        człoweika, ktory nie potrafi sie przełamac..

        Ogolnie jest dobrym ojcem, unika sporów, bezkonfliktowy, ale co mi z
        tego, skoro jest, jakaby go nie bylo. Zero w nim wsparcia, pomocy..
        takiej dorażnej. To anioł, o zaradności demona. Nic nie umie.
        Wszyscy go wykorzystuja. Okradaja, gdyby nie ja, jego rodzice
        zostalby nagi na ulicy.

        Kiedyś było ok, ale teraz, teraz, z dzieckiem.. nie umiem z nim żyć.
        Chce kogos kto uniesie ze mną cięzar życia, a nie kogo ja bede
        unosić. Wszystko co jest trudnijesze sobie odpuszcza. jest lekliwy,
        boi sie zycia. Moze powien sie leczyc.. jezu.. leczyc sie..

        Zdobylam dla nas gory, wlasnie przez jego charakter, bo on nawet
        palem nie ruszył, stał za moimi plecami.
        • vincentyna Re: tak samo 01.08.10, 00:34
          piotrus pan, znalam takich wink

          wywalac z zycia jak najdalej sie da!
        • titta Re: tak samo 01.08.10, 02:29
          Pewnie sie bez rostania nie obedzie...
          ...ale zanim do tego dojdzie to czemu go wyreczasz? Cwana sztuka z
          niego. Dlaczego on? bo tak, bo jest facetem i nie ma zmiluj sie. BEz
          gderania ale soelnie i konsekwentnie robic swoje i wymagac.
          strasznie przykro sie patrzy na takich ludzi, bo to rodzice
          swoja "miloscia" im zycie zniszczyli.
    • duzeq Jesienna depresjo... 31.07.10, 21:32
      Twoja historia przypomina mi do bolu jeden z moich wczesniejszych
      zwiazkow.
      Fobia do zmian. Brak jakiegokolwiek hobby oprocz DVD. Znikoma ilosc
      znajomych. Spedzanie czasu z rodzicami, ktorych zreszta przez pare
      lat nie poznalam. Bezkonfliktowosc, ustepowanie we wszystkim. O
      dzieciach bal sie nawet slyszec, bo jak my je wyzywimy za jego
      pensje. Ale pracy zmienic nie chcial, bo do starej sie przyzwyczail
      i nic go nie moglo zaskoczyc. Na studiach wytrzymal przez jeden
      semestr, ktory zaliczyl tylko dlatego, ze napisalam za niego
      wiekszosc prac. Zero wspolych wyjsc, bo nie bylo wspolnych tematow
      z moimi znajomymi. Wyjazdy? Po co nam wyjazdy?
      I do tego ja - absolutne przeciwienstwo we wszystkim, czujaca sie
      po paru latach nie jak partnerka, ale jak matka dziecku.

      Nie wiem dlaczego przetrwwalismy pare lat. Pewnie dlatego, ze byl
      naprawde dobrym czlowiekiem, moze tez dlatego, ze wtedy
      potrzebowalam jakiegos stalego punktu w moim szalenczym tempie
      zycia. Ale kiedys siadlam na tylku, bo czulam ze sie we mnie
      wszystko kotluje. Zadalam sobie pare pytan, z ktorych "czy ja chce
      tak zyc przez kolejnych dziesiat lat i czy ja chce takiego ojca dla
      moich dzieci" okazaly sie najwazniejsze.

      Decyzje przyplacilam jesienna depresja, utrata nastu kilokramow,
      poczuciem beznadziejnosci (jestem stara, gruba i brzydka i nikt
      mnie juz nie bedzie chcial), wmotaniem sie w jakis doopiany zwiazek
      (na szczescie b.krotki) na zasadzie odskoczni w momencie kiedy po
      raz pierwszy zyciu on powiedzial mi "nie" (po paru tygodniach
      chcialam wrocic do niego, "zmienic" sie, etc).

      Ale... On okazal sie byc zupelnie innym czlowiekiem, kiedy zwiazal
      sie z inna dziewczyna. Poniewaz ja znalam i lubilam, dowiedzialam
      sie, ze oto pojawil sie w jej zyciu prawdziwy mezczyna, ktos na kim
      moze sie oprzec, ktos, kto chce miec dzieci, ktos, kto wlasnie
      znalazl sobie lepsza prace. Zrozumialam, ze ja najprawdopodbniej go
      tlamsilam moja osobowoscia. Zrozumialam, ze oprocz milosci, trzeba
      znalezc jeszcze przyjazn i frajde przebywania z drugim czlowiekiem.
      A przyjazni nie ma bez wspolnych zainteresowan, wyjsc, rozmow,
      wyjazdow, podobnego podejscia do zycia (przynajmniej w kwestiach
      istotnych).

      No i tak jak w kazdej bajce z happy endem, on zyje sobie
      szczesliwie i ja zyje szczesliwie. I do konca zycia bede mu
      wdzieczna za to jego pierwsze i ostatnie "nie".
    • mruwa9 Re: Stagnacja... przez niego 31.07.10, 22:11
      jak dla mnie psycholog nie jest potrzebny i nic nie pomoze. Po
      prostu jestescie totalnie z innych bajek, Tobie wolno i jemu wolno.
      Szkoda, ze tego nie widzialas przed slubem.
      • czar_bajry Re: Stagnacja... przez niego 01.08.10, 00:57
        Musisz się zastanowić czy chcesz tak dalej żyć, spróbuj porozmawiać z mężem ale
        jak znam życie pewnie już próbowałaś parę tysięcy razy i nic z tego nie wynikło.
        Naprawdę nie wiem co Ci poradzić.
        Młoda jesteś i życie stoi otworem tylko ... no właśnie tylko.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja