Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko?

23.03.04, 09:49
Dziewczyny juz nie wiem co mam zrobic
jestesmy po slubie 1,5 roku - mamy 10 miesiecznego synka
przez caly okres malzenstwa dwa razy sie wyprowadzalam (raz juz z 2
miesiecznym dzieckiem) i kilkanascie razy dawalam ponowna szanse naszemu
malzenstwu.
juz na samym poczatku malzenstwa moj maz stracil prace i tak jej bardzo
szukal ze znalazl ja dopiero po roku czasu.
przez caly okres mojej ciazy spotykal sie z kolegami, wracal podpity, pijany -
lub nawet nie wracal na noc - moja ciaza byla zagrozona - nie raz nie czulam
sie dobrze prosilam zeby zostal w domu, ale on pod pretekstem szukania pracy
wyjezdzal z domu - i oczywiscie wracal po kilku dobrych godzinach zionacy
alkoholem.

jak dziecko sie urodzilo sytuacja nieznacznie na jakis czas sie poprawila -
zapewnial ze dziecko wszystko zmienilo i teraz bedzie wszytsko wpozradku - ma
juz prace etc. tylko pewnego wieczoru znowu nie wrocil do domu i itd itd.

po drugiej moje wyprowadzce juz z maluszkiem - kiedy dalam mu szanse jeszcze
jedna i ponoc ostatnia przyzekl ze wszystko bedzie ok. ze jemu na nas
najbardziej zalezy - i bylo dobrze przez ale tylko przez 2 miesiace -

od tamtego momentu mimo ze ma prace wraca dosc pozno - czasami wiem ze ma
nadgodziny ale w wiekszosci przychodzi 2 godziny pozniej - prawdopodobnie
spotyka sie z kumplami - wraca po piwie, po piwach - wtedy zaprzecza - zawsze
zaprzecza! a ja sie zachowuje jak zandarm, denerwuje mnie to ze w zywe oczy
klamie.

moje nerwy wczoraj juz poscily - wracam do domu z pracy - jego jeszce nie ma -
dzwonie na komorke "gdzie jestes" - "w pracy, a pozniej jade z bratem cos
zalatwic" - dzwonie do brata "gdzie jest moj maz" - "zostawilem go pod waszym
domem" - dzwoenie do meza "chyba nie jestes juz w pracy, gdzie jests?" - "cos
zalatwiam, nie dlugo wracam" a w tle smiechy! strasznie sie zdenerwowalam -
kilkumiesieczne powstrzymywanie nerwow poscilo - zrobilam straszna awanture
przy dziecko o zgrozo, zawsze sobie obiecywalam ze tego nigdy nie zrobie!)
wysatwilam jego rzeczy przed dom w worku na smieci, nie wpuscilam go do domu!
sytuacja z kolegami i tzw. nadgodzinami w pracy powtarza sie 1-2 razy w
tygodniu - zawsze klamie, zaprzecza.
w naszym malzenstwie to ja glownie utzrymuje rodzine, mam dobrze platna
prace, ale i tak mamy braki, opiekunka duzo kosztuje a on nigny nie wraca do
domu zeby ja zmienic. zawsze mazylam o pelnej rodzinie - moi rodzice sie
rozwiedli - ale z drugiej strony nie chce zeby moj syn wysluchiwal tych
awantur. mam tego dosc. ale rozwod to wielka porazka dla mnie, chyba
najwieksza! bede musiala wrocic do mamy, a tego tez sobie nie wyobrazam! i
cale zycie samotna! gdyby nie moj syn to chyba bym sie wykonczyla z nerwow!

dziewczyny moze przesadzam, moze zachowuje sie jak straszny zandarm? moze to
jest normalne, moze facet potrzebuje tego luzu? - tylk poco klamie?
tyle pytan, tyle pytan, a ja nie potrafie na zadne odpowiedziec sobie sama!

mlodamama
    • triss_merigold6 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 10:33
      Wejdź na forum uzależnienia i zdaja to samo pytanie. Twój mąż jest
      najprawdopodobniej alkoholikiem i nic się nie zmieni jeśli nie zdecyduje się na
      leczenie. Ma wręcz klasyczne objawy alkoholizmu. Ty go nie namówisz, nie miej
      złudzeń. Obietnic nie dotrzyma, to już wiesz.
      Czy rozwód rozwiąże wszystko? Z jednej strony i tak jesteś samotna: na męża nie
      możesz liczyć ani fizycznie (nieobecny, kłamie i chla) ani emocjonalnie (kłamie
      i jest nieodpowiedzialny); z drugiej strony jesteś niezależna materialnie, masz
      gdzie mieszkać. Porażką jest fatalne życie, wśród awantur i z zszarpanymi
      nerwami a nie rozwód.
      • maggz_21 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 11:04
        Hejka,
        myślę, że stwierdzenie, że twoj mąż jest alkoholikiem jest troszkę przesadzone.
        Nie ryzykowałabym jeszcze tego stwierdzenia. Czy pije codziennie?
        Za mało faktów. Jedno jest pewne nie może obejść się bez swoich kolegów i
        siedzenia z nimi w pubie. Wiesz, ja czasem mam podobny problem. Moj nie robi
        tego jak pracuje, tylko jak jeżdzimy do innego miasta na studia. Wiesz ja
        rozumiem, że każdy chce mieć trochę swobody. Nie mam nic przeciwko, żegby raz
        na dwa tygodnie poszedł gdzieś z kolegami(bo tak to u nas wychodzi). Ale moj
        przegina i nadużywa mojej tolerancji. Bo np. umawiamy się że w piatek idziemy
        każde gdzie chce tylko w granicach rozsądku, bo on następnego dnia ma zajmowac
        sie naszym synkiem. Tymczasem on jak ma byc o 12 czy 1 to nigdy nie wrocil na
        czas. czeka az zasne, żebym nie wiedziala o ktorej wrocil naprawde. A ja i tak
        wiem. Wraca o 3,4, nastepnego dnia ja ide na zajęcia, on nieprzytomny. Bo Kuba
        wstaje o 6.30 najpoźniej. Ma lekkiego kaca. Ja zamiast wyjść na zajęcia na czas
        zawsze sie spoźniam. bo przed wyjściem muszę dobudzic męża, ubrać synka i
        nakarmić. On ma jeszcze pretensje, że go budzę. I tak synka "sprzedaje " moim
        rodzicom, a sam odsypia, a jak odeśpi to idzie do kolegów. Potem jest milusi i
        podpytuje czy bede sie uczyc jak tak to znowu znika wieczorkiem. Godze sie
        czasem zeby sobie poszedl ale ma byc najpożniej o 12 i znowu jest tak samo.
        Nastepny ranek ja sie spoźniam ... Po południu wracamy do domu. Oczywiście nie
        pije już w niedziele. moj nie pije duzo. Piwo, ale co z tego jak go nie ma ,
        jak jest nie slowny.... Wiesz też nie wiem co robić. Poza tymi weekendami,
        ktore mnie kosztuja duzo nerwow jest dobrze. Pracuje, pomaga mi w domu, przy
        kubie, po pracy nie chodzi nigdzie. I co z tego...
        Rozwod? To może za dużo, ale coś trzeba zrobić!!!!!
        Nie wiem jak twoj pomaga ci w domu? Czy jego koledzy to single?
        Wiesz ja mam czasem wrazenie, że on teskni do takiego kawalerskiego zycia, i to
        mnie dopiero wku..., bo nikt mu nie kazal sie zenić, a ślub zobowiązuje do
        pewnych zachowań. Oni boja sie byc postrzegani pantoflami, ale na litość boską
        to jest jakas obsesja chyba. Przy kolegach trzeba sie wykazac.
        Ja jestem na etapie poszkiwań rozwiązania. Też już groziłam rozwodem. Nawet mu
        powiedziałam, żeby zniknął z naszego życia jak sie ze mna nie zamierza za mną
        liczyć. To jakoś szybko przybiegł skruszony. Wydaje mi się , że koledzy mają
        zły wpływ, a ja chyba nie byłam do końca świadoma z pewnego rodzaju
        niedojrzałości swojego męża. Tylko co z tym zrobić????
        U Ciebie jest chyba podobnie. Jak myślisz? Napisz coś więcej. Może razem
        znajdziemy rozwiązanie.
    • isma Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 11:20
      Mloda mamo,
      wszystko zalezy od tego, jak powaznie sie traktujecie.

      Zobacz, ani raz nie napisalas: "kocham go" (albo bodaj: "nie kocham").
      Jesli nie ma miedzy Wami zbyt wiele uczucia, jesli Ty go nie czujesz (dawniej
      czulas? czy decyzja o slubie byla spowodowana glownie ciaza?), jesli Wasza
      relacja ma sprowadzac sie do kalkulacji, kto, komu, kiedy i ile (rowniez, kto
      komu kiedy i jak zrobil na zlosc, zawiodl, upokorzyl)- to nie warto.
      Trzeba sprawe zalatwic szybko i skutecznie (niech wyprowadzka nie bedzie
      elementem gry - dwa razy sie juz wyprowadzalas i wracalas, nie dziw sie, ze maz
      teraz juz nie traktuje tej ewentualnosci na serio)
      Finansowo sobie poradzisz, obojetny ojciec to praktycznie zaden ojciec, relacje
      z mezem nie wplynely na Twoje uczucie do dziecka - prosta sprawa.

      Ale jesli to ma byc na powaznie, to walcz. Jesli masz jakakolwiek inna
      motywacje, oprocz tego, zeby nie byc sama, to walcz. Wiem, co mowie.
      Odpowiedzialnosci trzeba sie uczyc, i Twoj maz byc moze jeszcze nie jest
      stracony. Alkoholizm jest choroba - ale nie jest choroba smiertelna.

      Sprawa podstawowa wydaja mi sie klamstwa. Bez staniecia w prawdzie niczego nie
      osiagniecie. Ono jest podstawa m. in. leczenia z choroby alkoholowej. Ustalcie
      zasady i wezcie na siebie konsekwencje ich zlamania. Oboje.

      Pozdrawiam, trzymaj sie.
    • mlodamama2 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 11:42
      Czy go kocham? nie wiem, nie wiem czy az tak bardzo! napewno go kochalam i to
      bardzo. przed malzenstem zylismy w narzeczenstwie 7 lat. zaszlam w ciaze bo
      przestalismy sie zabezpieczac swiadomie.
      gdy go w tej chwili nie ma to tesknie, na sama mysl rozwodu chce mi sie ryczec,
      ryczec, ze nie bedziemy razem, nie bedziemy marzyc juz o wspolnej przyszlosci.
      ale nie wiem czy to milosc, tyle juz przeszlam, jestem zmeczona, zszargana
      nerwami!

      maggz_21 twoj maz chyba ma wiele wspolnego z moim. tyle ze u mnie sytuacja i
      klamstwa powtarzaja sie nie tylko w weekendy ale i w srodku tygodnia. ale jest
      podobnie - straszna nieslownosc co do powrotu do domu - czuje sie tak jakbym go
      sila zmuszala do powrotu do naszego domu. jezeli ma byc za godzine to pojawia
      sie za cztery i to po kilu moich telefonach - i tak jest zawsze. nierozumiem
      tego bo sama pedze jak na skrzydlach do domu zeby tylko pobyc z maluchem i z
      nim. tez studiuje tak jak ty - ostatnia sesja egz. byla koszmarem - kazde moje
      wyjscie poprzedzane bylo straszna awanture ze weekend nie poswiecam rodzienie
      tylko uczelni i ze on sam musi siedziec z dzieckiem - tyle ze jak ja jestem w
      weekend w domu to jemu nie przeszkadzal by maly samotny wypad gdzies.
      nie moge powiedziec kocha maluszka, widac ze jest za nim, rowniez pomimo
      swojego meskiego niechlujstwa jak go poprosze zeby sprzatnal to sprzatnie.,
      przytula mnie, powtarza ze mnie kocha, kiedy mamy jaks uroczystosc to probuje
      mnie jakos mile zaskoczyc. ale czy to wystarczy? nie moge zyc w klamstwie,
      nigdy nie przyzwyczaje sie do tego ze jego godzine bede traktowala jako 4
      godz., nie potrafie tak zyc, nie moge sie do tego przyzwyczaic? jestem
      zwyczajna normalna dziewczyna, bez dziwacznych wymagan, chce miec meza, ktory z
      radoscia spedza swoi wolny czas z nami.
      rozmawiam z nim, ale to raczej ja rozmawiam a on slucha i przytakuje, albo mowi
      ze wszytsko sie ulozy bedzie dobrze.

      czy cos poza rozstaniem jest w stanie zmienic nasze malzenstwo na lepsze?
    • madzia59 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 11:45
      Bardzo Ci współczuję.Taka sytuacja faktycznie może dawać poczucie porażki.Ale
      tylko pozornie.Prawdziwą porażką będzie jeśli nic z tym nie zrobisz i
      zmarnujesz życie sobie i dziecku.Oczywiście powinnaś zawalczyć o Wasz
      związek,choć trudno robić to,gdy drugiej stronie,wydaje się,nie zależy.To czyny
      są ważniejsze niż słowa.Ja mam takich znajomych,którzy się rozeszli,nie
      układało im się w małżeństwie i zeszli się podobno dla dobra dziecka,które
      faktycznie cierpiało z tego powodu.Ale jak teraz widzę i pożycie rodzinne to aż
      mi ciary po plecach chodzą i sama uciekam stamtąd czymprędzej.Tam nie ma żadnej
      miłości,radości, a tylko złość,nawet nienawiść. Jak dziecko ma czuć się w takim
      domu?Nie pozwól na to,by Twoje dziecko wychowywało się w takim domu,to byłaby
      prawdziwa porażka.I akceptowanie takiej sytuacji tylko ze strachu przed
      samotnością nie ma najmniejszego sensu.I tak nie będziesz szczęliwa w tak
      chorym związku.Życzę Ci dużo siły i odwagi.Każdy ma prawo do szczęścia i Ty
      też,zawalcz o nie!
    • l.e.a Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 12:29
      młoda mamo

      ja mysle ,że Ty doskonale zdajesz sobie sprawę z tego,że w Waszym ałżeństwie
      źle sie dzieje, świadczy o tym Twoje dwukrotne odejście od męża. Obawiam się,ze
      jedna z dziewczyn, która tu wspominała o alkoholiźmie może mieć niestety rację,
      alkoholizm nie oznacza codzienne picie na umór, to poprostu potrzeba alkoholu,
      nieważne w jakiej dawce. jesteś nieszczęśliwa i wiesz o tym. Nie ma sensu zyc w
      kłamstwie i nadziei,że bedzie lepiej. Chyba,ze Twój mąz to po poważnej rozmowie
      z Tobą zrozumie i zechce zmienić swoje życie i postepowanie, a nawet poszukać
      wsparcia u psychologa lub w AA.
      Czasem trzeba być egoistą i pomyśleć o swoim i dziecka szczęściu.

      mocno trzymam za Ciebie kciuki - oby Wam się udało !
      pozdrawiam ciepło -lea
      • agmar3 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 12:59
        Młoda Mamo,
        wiele wskazuje na to, że Twój mąż jest alkoholikiem. Sama pochodzę z takiej
        rodziny. Moi rodzice są już 35 lat po ślubie. Jakoś w tym trwają. Wiem jedno,
        że jeżeli postanowisz z nim być dalej, to przygotuj się na podejście na
        najwyższy szczyt. poradz się psychologa jak postępować, by nie robic wiele
        błędów.
        poza tym zwykle będziesz na drugim miejscu.
        Życzę mądrego czyli trafnego wyboru.
        Nie odrzucaj pomocy, bo to naprawdę duży problem
        powodzeniia
        Agata
Pełna wersja