pitahaya1
16.08.10, 15:57
Znów wesele i "ja nie mam co na siebie włożyć".
Wymyślnych sukienek nie znoszę.
Jako, że po wakacjach nogi mam białe jak umarlak, w grę wchodziła jedynie
dłuższa sukienka. Do spodni jakoś nie miałam przekonania. Niby za nimi
chodziłam ale mąż kręcił nosem, a i ja jakoś nie byłam przekonana.
Stanęło na sukience.
Kolor jak w linku:
plotkigwiazdy.bloog.pl/kat,0,page,3,.?ticaid=6ab6f
Czekolada.
Sukienka (dla biuściastej) z dekoltem do pasa i takim samym wycięciem z tyłu.
W talii zwężenie, prosta do samych kostek, ku dołowi lekko rozszerzana.
Słowem prosta. Na biuście i z tyłu zakładki/plisy/szerokie.
I co do tego???
Złota nie cierpię. Kolory spokojne, ziemiste ujdą. Taki mam urok i to mi pasuje.
Ale sukienka sama w sobie jest smutna i zgaszona.
Wesele w połowie września. Buty odkryte?
Aha, sukienka leciutka, jak z muślinu. Zwiewna, delikatna, dwuwarstwowa (długa
podszewka i na to materiał). Wszystko zwiewne, delikatne.
Weźcie mi jakoś pomóżcie, żebym dobrze się czuła i nie wyglądała jak ciotka
klotka.
Coś na ramiona muszę (mam nieciekawą skórę w tych miejscach. Przynajmniej na
samym początku muszę mieć coś na plecach, ramionach, rękach.
I co dalej?