Kobiety same się niszczą?

18.08.10, 09:29
W ostatnich Charakterach ukazał się wywiad z Phyllis Chesler
(emerytowana prof. psychologii), w którym pada takie stwierdzenie:
"Jakkolwiek natrafiłam na badania, według których najbardziej
agresywne spośród wszystkich kobiet na świecie są Polki! Są
agresywne w sposób niebezpośredni: plotkują, rzucają pomówienia,
skazują jedne kobiety na ostracyzm i zachęcają inne, by przyłączyły
się do tego bojkotu."
Dalej:
"Kobiety są ze sobą solidarne, gdy świadomie opierają się przyjęciu
patriarchalnych obyczajów, ale coś takiego jak solidarność kobiet
nie istnieje - nie jest dana biologicznym siostrom, feministkom,
koleżankom z pracy, działaczkom politycznym. Kobiety znacznie
łatwiej przebaczają mężczyznom, podczas gdy kobietom nie zapominają
nawet małego błędu i chowają do nich dozgonną urazę.
(...)
Kobiety są uczone współczucia i wybaczania, ale mężczyznom - nie
kobietom. W sadzie bronią domniemanego gwałciciela, nie chcą, by
poszedł do więzenia, ale są bardzo surowe oceniając sponiewierane
kobiety, które zabiły w sobie zdolność do obrony. Kobiety nie
potrafią zaakceptować i uszanowac różnic między nimi i innymi
kobietami - czują sie najlepiej w towarzystwie tych, które ubierają
się, wyglądają i myślą podobnie. Kobiety boją się tych różnic,
przegranej rywalizacji z inną kobietą i jej sukcesu. Ostatecznie
kobiety nie chcą być porzucone przez inne kobiety, które bądź co
bądź są zarówno rywalkami, jak i serdecznymi przyjaciółkami."
I jeszcze:
"Charakterystyczne dla obecnego feminizmu jest to, że młodsze
kobiety nie chcą przyznawać się, że sa feministkami, bo są
przekonane, że to słowo źle się kojarzy mężczyznom, wywołuje w nich
nienawiść, a one przecież chcą zyskać akceptację męskiego świata."

Cóż, niby świat tak bardzo sie zmienia. Ale szukanie kobiecego
poczucia wartości w męskim świecie wciąż ma się swietnie. I jeśli ww
wyniki badań są wiarygodne i wciąż aktualne, to szczególnie dobrze
ma się w Polsce.
Z drugiej strony trudno się dziwić, że kobiety są wrogo nastawione
do kobiet, skoro mogą się od nich spodziewać głównie plotek,
pomówień i spisków. Ale w ten sposób tworzy się zamknięte koło. I
zastanawiam się: da się z tego wyjść?
    • kropkacom Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 09:50
      > solidarność kobiet nie istnieje

      Wiadomo od dawna.

      > Kobiety są uczone współczucia i wybaczania, ale mężczyznom - nie
      > kobietom. W sadzie bronią domniemanego gwałciciela,

      Częsty widok na forum. Była kiedyś taka rozmowa właśnie o gwałtach tu na forum ...

      > Kobiety znacznie
      > łatwiej przebaczają mężczyznom, podczas gdy kobietom nie zapominają
      > nawet małego błędu i chowają do nich dozgonną urazę.

      Wystarczy poczytać czego dotyczą wątki o konfliktach. Dotyczą: matek,
      teściowych, sióstr, bratowych. Jedynie mąż ma przed nimi pierwszeństwo w
      sytuacjach konfliktowych.
    • triss_merigold6 Czytałam, czytałam! 18.08.10, 09:51
      Dobry wywiad.
      Nie bardzo rozumiem dlaczego miałaby istnieć powszechna solidarność
      kobiet. Nie są bardziej szlachetne, współczujące czy bardziej
      wyrozumiałe od mężczyzn, mają - podobnie jak mężczyźni - sprzeczne
      interesy. Męska rywalizacja jest generalnie akceptowana społecznie,
      dlaczego kobieca nie miałaby być akceptowana?
      Biologia też zmusza do rywalizacji: w interesie kobiety jest zdobyć
      i utrzymać możliwie najlepszego partnera, trudno się dziwić, że na
      część kobiet w otoczeniu patrzy jak na potencjalne rywalki.
      • martishia7 Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 10:14
        >Męska rywalizacja jest generalnie akceptowana społecznie,
        > dlaczego kobieca nie miałaby być akceptowana?

        Bo dziewczynce NIE WYPADA.
        • triss_merigold6 Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 10:18
          Feministce NIE WYPADA. Ponieważ feministka powinna przedkładać
          abstrakcyjną "solidarność kobiet" nad własny inteers.
          • bri Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 11:29
            Nie jest wykluczone, że współpraca kobiet pozwoliłaby większości z
            nich osiągnąć lepsze rezultaty niż rywalizacja. Ale tego możemy się
            nigdy nie dowiedzieć.
            • s.lonko Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 12:38
              bri napisała:

              > Nie jest wykluczone, że współpraca kobiet pozwoliłaby większości z
              > nich osiągnąć lepsze rezultaty niż rywalizacja. Ale tego możemy się
              > nigdy nie dowiedzieć.

              Mhm. Fajnie o tym pisze N. Angier w "Geografii intymnej".

              I IMO nie chodzi tu o proste NIE WYPADA, bo rywalizacja/agresja wśród facetów nastawiona jest na konkretnego osobnika, a wśród kobiet często na całą płeć. Wystarczy tu na forum poczytać te wszystkie "baby to jednak głupie są", "wolę pracować / przyjaźnić się z mężczyznami", "w życiu nie chciałabym mieć kobiety szefa, to musi być straszne"... no ilu znacie mężczyzn, którzy o swojej płci opowiadają takie rzeczy? I tak właśnie odbieram ten wywiad - nie jako wezwanie do wzajemnego wspierania się z okazji samego faktu posiadania jajników, tylko do nie skreślania innych kobiet na samym starcie.
              • vivibon Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 13:21
                No cóż, miałam 3 szefowe i 2 szefów i nie wyobrażam sobie już współpracy z
                kobietami, serdecznie dziękuję. Nasza wspólna antypatia z mężczyzną-szefem
                (niscy faceci mnie nie lubią tongue_out), nie przekładała się na sprawy zawodowe w
                żadnym stopniu, w przypadku kobiet to był Meksyk i jazda bez trzymanki. Ja
                rozumiem, że strategia przetrwania zakłada rywalizację z innymi kobietami,
                młodszymi i atrakcyjniejszymi (ekhm), ale nie mogła tego robić po godzinach? W
                firmie i tak niczego do wyrwania nie było uncertain
                • bri Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 16:39
                  Och, zaiste wielka próba w pełni uzasadniająca nabycie uprzedzenia
                  na całe życie.
                  • vivibon Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 17:57
                    W życiu zawodowym wystarczy.
                    • bri Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 21:47
                      Czyli powinnam trzymać kciuki, żebyś Ty przypadkiem nigdy nie
                      została szefową, bo jeśli tak się stanie to będziesz humorzastą
                      zdzirą? OK.
                      • vivibon Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 23:40
                        Ależ będę, niedługo. Nie wykluczam bycia i humorzastą, i zdzirą.
                • cherry.coke Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 18:11
                  Czaderski tok myslenia - czepiala sie mnie szefowa (oczywiscie chodzilo
                  o ma swiezosc i urode, bo o coz by innego), wiec wykluczam zawodowa
                  wspolprace z kobietami smile
                  • falka32 Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 18:26
                    A u mnie odwrotnie - jeżeli ktoś mi podkładał w pracy świnie, wbijał noże w
                    plecy i snuł intrygi, to w 90% byli to faceci.
                    Sytuacje, kiedy pracowalam z kobietami, na ogól cechowało więcej sensownej
                    współpracy, ze zrozumieniem obopólnych korzyści, niż rywalizacji czy konkurencji.
                  • vivibon Re: Czytałam, czytałam! 18.08.10, 23:44
                    Ciebie też boli świeżość&uroda? No widzisz.
    • beataj1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:03
      "Charakterystyczne dla obecnego feminizmu jest to, że młodsze
      kobiety nie chcą przyznawać się, że sa feministkami, bo są
      przekonane, że to słowo źle się kojarzy mężczyznom, wywołuje w nich
      nienawiść, a one przecież chcą zyskać akceptację męskiego świata."

      Ta cecha kobieca mnie zawsze mocno denerwuje. Jak kobiety wypowiadają sie z pogardą o feministkach i twierdza ze nimi nie są.

      Rozumiem ze prawo glosu Paniom nie pasuje, albo to że mogą posiadac pracę a efekty ich pracy (pieniądza) należą do nich.

      Przypomnę tylko ze przed tymi strasznymi feministkami kobieta przechodziła z pod władzy ojca we władze męża. I nie miała prawa rozporządzać własnym życiem czy majątkiem.

      Ale teraz to jest takie niemodne by powiedzec ze jest sie feministka bo jeszcze faceci o mnie pomyślą że nie gole nóg albo inny kretynski stereotyp rozpowszechniany głównie przez kobiety o kobietach.




      • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:13
        beataj1 napisała:

        > "Charakterystyczne dla obecnego feminizmu jest to, że młodsze
        > kobiety nie chcą przyznawać się, że sa feministkami, bo są
        > przekonane, że to słowo źle się kojarzy mężczyznom, wywołuje w
        nich
        > nienawiść, a one przecież chcą zyskać akceptację męskiego świata."
        >
        > Ta cecha kobieca mnie zawsze mocno denerwuje. Jak kobiety
        wypowiadają sie z pog
        > ardą o feministkach i twierdza ze nimi nie są.

        A to jest jakiś obowiązek? Liga broni, Liga radzi, Liga nigdy Was
        nie zdradzi?

        > Rozumiem ze prawo glosu Paniom nie pasuje, albo to że mogą
        posiadac pracę a efe
        > kty ich pracy (pieniądza) należą do nich.

        Tylko że do tego nie było potrzeba żadnego feminizmu.

        > Przypomnę tylko ze przed tymi strasznymi feministkami kobieta
        przechodziła z po
        > d władzy ojca we władze męża. I nie miała prawa rozporządzać
        własnym życiem czy
        > majątkiem.

        Przypomnę tylko że to w większości przypadków żałosny mit.

        • beataj1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:34
          >
          > A to jest jakiś obowiązek? Liga broni, Liga radzi, Liga nigdy Was
          > nie zdradzi?


          Oczywiście ze obowiązku nie ma. Ale w tej sytuacji rozumiem ze leczysz się tylko u lekarzy facetów (bo pielegniarki jako takie nie są problemem). Jak w sądzie jest Pani sędzia to wychodzisz a juz myśl o kobiecie żołnierzu jest straszna. To wszystko wywalczyły te straszne feministki.

          > Tylko że do tego nie było potrzeba żadnego feminizmu.


          No niestety potrzebne były - to nie było tak że któregoś pięknego dnia panowie usiedli i doszli do wniosku: ha kobiety tez są cząścią społeczenstwa - dajmy im prawo głosu, pozwólmy pracować i zarabiać na siebie.
          Feministki/sufrażystki musiały o to zawalczyć. I to nie była łatwa walka. Kobiety prawa głosu uzyskały w Szwajcarii dopiero w 1971. A w Portugalii w 1976.

          > Przypomnę tylko że to w większości przypadków żałosny mit.

          no niestety to nie jest mit. Poza niektórymi rodzinami szlacheckimi które przy podpisywaniu kontraktu małżeńskiego zastrzegły sobie rozdział dochodów kobiet od mężczyzn (mówimy to o łączeniu dużych majątków). Małżeństwa mieszczańskie czy też chłopskie wyglądały tak że kobieta nie miała rzeczywistej kontroli nad majątkiem. I jeżeli mąż postanowił coś z tym majątkiem zrobić kobieta nie miała prawa głosu.

          Czytałam o tym dosyć obszerne opracowanie ale nie podam teraz niestety źródła bo nie pamietam ani tytułu anu autora niestety.

          Są przecież kraje gdzie nie ma feministek z życiu publicznym, gdzie mężczyźni są po tao by kobietę chronić i o nia dbać.

          Możemy zobaczyc jak sie dobrze zyje bez tych strasznych feministek.

          Mamy przecież Iran, Afganistan czy Arabie Saudyjską.
          • sarling Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:56
            A ja mam bardzo różne doswiadczenia w tej materii i niejednoznaczne.
            Rożne są kobiety, różnie wychowane, różnie przeżywajace emocje.
            Są zazdrosne, niepewne, rywalizujące, małostkowe, ale są też
            otwarte, serdeczne, wyrozmiałe.
            Pracuję z samymi młodymi dziewczynami (jako klientkami) i zachwycam
            się nimi, choc one są dużo mniej sobą zachwycone.
            Ja nie mam za wiele przyjaciółek, ale nie mam sobie ani tym, które
            są nic do zarzucenia pod względem lojalnosci na przykład.
            Mam znajomą, która szczyci się potęzną grupą koleżanek (razem robią
            dziewczyńskie rzeczy - gotują, kupują, niańczą dzieci), ale jedna
            drugą by utopila w łyżce wody.
            A jeśli chodzi o to że Polki najbardziej?
            Cóż, moja przyjaciółka mieszka i pracuje w Londynie. Jest
            zdruzgotana poziomem nieżyczliwosci, złośliwośći i nietolerancji
            wobec innych kobiet wśród swoich brytjskich koleżanek.
            I jeszcze jedno. Myślę, ze kobiety często zachowują się inaczej w
            zależnosci od sytuacji. Zawsze mnie zastanawiało, że ten sam temat
            na forum rówieśniczym zostanie przyjęty jakiś rozanieleniem
            szczebioczacym, a na ematce polany ironią i jadem.
          • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:56
            beataj1 napisała:

            > >
            > > A to jest jakiś obowiązek? Liga broni, Liga radzi, Liga nigdy
            Was
            > > nie zdradzi?
            >
            > Oczywiście ze obowiązku nie ma. Ale w tej sytuacji rozumiem ze
            leczysz się tylk
            > o u lekarzy facetów (bo pielegniarki jako takie nie są problemem).
            Jak w sądzie
            > jest Pani sędzia to wychodzisz a juz myśl o kobiecie żołnierzu
            jest straszna.
            > To wszystko wywalczyły te straszne feministki.

            A Ty, idąc za Twoim tokiem wnioskowania, nie latasz samolotami bo
            silniki odrzutowe zostały de facto stworzone przez hitlerowców. A
            oni byli chyba jeszcze mniej fajni niż feministki. Czyż nie?

            > > Tylko że do tego nie było potrzeba żadnego feminizmu.
            >
            >
            > No niestety potrzebne były - to nie było tak że któregoś pięknego
            dnia panowie
            > usiedli i doszli do wniosku: ha kobiety tez są cząścią
            społeczenstwa - dajmy im
            > prawo głosu, pozwólmy pracować i zarabiać na siebie.
            > Feministki/sufrażystki musiały o to zawalczyć. I to nie była łatwa
            walka. Kobie

            Prawda, to nie była łatwa walka. To była cała I Wojna Światowa. Bo
            to ta wojna, a nie ruchy kobiece spowodowały te wszystkie zmiany
            społeczne o których piszesz.

            > ty prawa głosu uzyskały w Szwajcarii dopiero w 1971. A w
            Portugalii w 1976.

            A Wielką Brytanią rządziły jeszcze w czasach Elżbiety I. A pieniądze
            swoje miały zawsze.

            > > Przypomnę tylko że to w większości przypadków żałosny mit.
            >
            > no niestety to nie jest mit. Poza niektórymi rodzinami
            szlacheckimi które przy
            > podpisywaniu kontraktu małżeńskiego zastrzegły sobie rozdział
            dochodów kobiet o
            > d mężczyzn (mówimy to o łączeniu dużych majątków). Małżeństwa
            mieszczańskie czy
            > też chłopskie wyglądały tak że kobieta nie miała rzeczywistej
            kontroli nad maj

            Buahahahaha. Co prawda trzymała domową kasę, ale kontroli nad
            majątkiem nie miała. Jasne.

            > ątkiem. I jeżeli mąż postanowił coś z tym majątkiem zrobić kobieta
            nie miała pr
            > awa głosu.

            RRRRROTFL. Ty sobie weź chociażby "Chłopów" Reymonta przeczytaj,
            jaka tam na przykład ta stara, nie pamiętam jak jej było, jest
            ubezwłasnowolniona. Myślisz że on to sobie zmyślił bo był
            kryptofeministą?

            > Możemy zobaczyc jak sie dobrze zyje bez tych strasznych
            feministek.
            >
            > Mamy przecież Iran, Afganistan czy Arabie Saudyjską.

            Albo Japonię, albo Argentynę...
            • beataj1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:32
              To była cała I Wojna Światowa. Bo
              > to ta wojna, a nie ruchy kobiece spowodowały te wszystkie zmiany
              > społeczne o których piszesz.

              Tak nie mówie że mamy tu prosta zaleznośc przyczynowo skutkową. Wojna i zmiany społeczne ułatwiły kobietom uzyskanie prawa głosu ale gdyby kobiety nie zawalczyły o nie same napewno nikt by o nich nie pamietał. Gdyby Polska nie zawalczyła w powstaniach i podczas kongresu wiedeńskiego o prawo do istnienia to by nie istniała.
              W przemianach społecznych nic sie nie dostaje za darmo. Trzeba o to zawalczyć.

              > A Wielką Brytanią rządziły jeszcze w czasach Elżbiety I. A pieniądze
              > swoje miały zawsze.

              Zacznijmy od tego że Elzbieta I właśnie dlatego umarła jako królowa dziewica ba nie mogła wziąć slubu. Jeżeli wzieła by śłub w tym samym momencie straciła by realna władze. Zostałaby tylko żoną króla (bez wpływu na polityke). Trzeba tez pamiętać że jej tatus Henryk XVIII szarpał sie by miec męskiego potomka - stąd tez jego długa lista żon która mu tego potmoka dac nie mogła.

              Królaowa Wiktoria zas mogła być krolową ponieważ nie miała już tak realnej władzy a i tak by została królową musiało umrzec bardzo duzo facetów i poniekąd nie było juz innego wyjścia bo prawie sie skonczyła linia monarchiczna. Dlatego tez została królową w bardzo młodym wieku (potrzeba było do tego specjalnej uchwały parlamentu).

              > Buahahahaha. Co prawda trzymała domową kasę, ale kontroli nad
              > majątkiem nie miała. Jasne.

              Ale jest róznica pomiędzy trzymaniem domowej kasy a kontrolą nad majatkiem. Trzymała ta kasę która dostała od męża. A jak mąż by nie dał to nie mogła iśc do banku i pobrać. Jak mąż postanowiłby sprzedac wszystko i wydać na dziwki albo hazard to żona nie mogłaby nic zrobić.

              Więc mogła wydać kase na kurczaka na obiad ale musiała o ta kasę poprosić. Nawet jezeli kasa pochodziła z jej posagu. Faktycznie to sie nazywa realna kontrola nad majatkiem.

              > RRRRROTFL. Ty sobie weź chociażby "Chłopów" Reymonta przeczytaj,
              > jaka tam na przykład ta stara, nie pamiętam jak jej było, jest
              > ubezwłasnowolniona. Myślisz że on to sobie zmyślił bo był
              > kryptofeministą?
              Tu sie nie wypowiem bo Chłopów nie pamiętam po prostu
            • paszczakowna1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:40
              > Prawda, to nie była łatwa walka. To była cała I Wojna Światowa. Bo
              > to ta wojna, a nie ruchy kobiece spowodowały te wszystkie zmiany
              > społeczne o których piszesz.

              Tia, I Wojna Światowa magicznie dała prawa wyborcze kobietom. Zwłaszcza pewnie w
              Finlandii i Nowej Zelandii (czy Hiszpanii i Portugalii). Kilkadziesiąt lat
              harówki sufrażystek nic z tym wspólnego nie miało, skądże.

              Intensywny lobbing na rzecz praw wyborczych kobiet to sprawa przełomu XIX i XX
              wieku, i w wielu krajach ograniczone (np. tylko w wyborach lokalnych -
              Australia, Kanada, USA, Szwecja) lub pełne (Nowa Zelandia, Finlandia, Norwegia)
              prawa wyborcze kobiety zyskały przed I Wojną Światową. I Wojna Światowa
              przyspieszyła sprawę, bo miedzy innymi spowodowała w wielu krajach (w tym
              Polsce) radykalną zmianę ustroju, ale tam, gdzie ruch feministyczny był słaby
              (Hiszpania, Portugalia, Turcja) jakoś guzik dała.
              • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:24
                paszczakowna1 napisała:

                > > Prawda, to nie była łatwa walka. To była cała I Wojna Światowa.
                Bo
                > > to ta wojna, a nie ruchy kobiece spowodowały te wszystkie zmiany
                > > społeczne o których piszesz.
                >
                > Tia, I Wojna Światowa magicznie dała prawa wyborcze kobietom.

                Nie. IWŚ magicznie spowodowała że kobiety na niespotykaną wcześniej
                skalę musiały się zająć życiem publicznym. I potem poszło już z
                górki.

                Zwłaszcza pewnie
                > w
                > Finlandii i Nowej Zelandii (czy Hiszpanii i Portugalii).
                Kilkadziesiąt lat
                > harówki sufrażystek nic z tym wspólnego nie miało, skądże.

                Sama mówisz o kilkudziesięciu latach. A w jakim tempie zachodziły
                zmiany o wojnie?

                > Intensywny lobbing na rzecz praw wyborczych kobiet to sprawa
                przełomu XIX i XX
                > wieku, i w wielu krajach ograniczone (np. tylko w wyborach
                lokalnych -
                > Australia, Kanada, USA, Szwecja) lub pełne (Nowa Zelandia,

                A, czyli te "lata 70" w Szwecji to nie były prawa wyborcze tylko coś
                innego? Nie chce mi się grzebać aż w tak szczegółowych rozpiskach po
                wszystkich krajach. No to faktycznie tutaj zadziałały inne
                mechanizmy.

                A skoro piszesz o USA, Kanadzie i Nowej Zelandii - zauważ że to są
                kraje wówczas jeszcze bardzo "pionierskie". Tam nie można było sobie
                siedzieć w ciepełku i pielęgnować osobno ról męskich i kobiecych. To
                też ułatwiało sprawę.
                Finlandia, Norwegia)
                > prawa wyborcze kobiety zyskały przed I Wojną Światową. I Wojna
                Światowa
                > przyspieszyła sprawę, bo miedzy innymi spowodowała w wielu krajach
                (w tym
                > Polsce) radykalną zmianę ustroju, ale tam, gdzie ruch

                Nie, nie ustroju. Stosunków społecznych. Ustrój w Polsce to się
                akurat nie za bardzo zmienił, nadal był czymś pomiędzy feualizmem a
                kapitalizmem z ciągotami do tego drugiego.

                feministyczny był słaby
                > (Hiszpania, Portugalia, Turcja) jakoś guzik dała.

                No, walki w Hiszpanii i Portugalii to rzeczywiście cięzkie były suspicious
                • paszczakowna1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 18:27
                  > Sama mówisz o kilkudziesięciu latach. A w jakim tempie zachodziły
                  > zmiany o wojnie?

                  Sprawdź kalendarium, to nie boli.

                  > A, czyli te "lata 70" w Szwecji to nie były prawa wyborcze tylko coś
                  > innego? Nie chce mi się grzebać aż w tak szczegółowych rozpiskach po
                  > wszystkich krajach. No to faktycznie tutaj zadziałały inne
                  > mechanizmy.

                  To niech ci się zachce, ZANIM zaczniesz wypisywać nonsensy o rzeczach, o których
                  nie masz pojęcia.

                  > Nie, nie ustroju. Stosunków społecznych. Ustrój w Polsce to się
                  > akurat nie za bardzo zmienił, nadal był czymś pomiędzy feualizmem a
                  > kapitalizmem z ciągotami do tego drugiego.

                  Sprawdź definicję słowa "ustrój" (polityczny).

                  Generalnie: najpierw czytamy (nie tylko fora internetowe), później piszemy.
                  Zanim napiszemy, sprawdzamy. Na razie, nie mamy o czym gadać.
                  • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 10:13
                    paszczakowna1 napisała:

                    > > Sama mówisz o kilkudziesięciu latach. A w jakim tempie zachodziły
                    > > zmiany o wojnie?
                    >
                    > Sprawdź kalendarium, to nie boli.

                    Aha. Czyli doszliśmy do punktu w którym zaczęłaś tracić grunt pod
                    nogami i uciekasz od odpowiedzi na niewygodne pytania.

                    > > A, czyli te "lata 70" w Szwecji to nie były prawa wyborcze tylko
                    coś
                    > > innego? Nie chce mi się grzebać aż w tak szczegółowych
                    rozpiskach po
                    > > wszystkich krajach. No to faktycznie tutaj zadziałały inne
                    > > mechanizmy.
                    >
                    > To niech ci się zachce, ZANIM zaczniesz wypisywać nonsensy o
                    rzeczach, o któryc
                    > h
                    > nie masz pojęcia.

                    Coś podejrzanie się pienisz. Trafiam zbyt boleśnie w dziury w Twoim
                    światopoglądzie? Cóż, ja przynajmniej potrafię się przyznać do
                    pomyłki.

                    > > Nie, nie ustroju. Stosunków społecznych. Ustrój w Polsce to się
                    > > akurat nie za bardzo zmienił, nadal był czymś pomiędzy
                    feualizmem a
                    > > kapitalizmem z ciągotami do tego drugiego.
                    >
                    > Sprawdź definicję słowa "ustrój" (polityczny).

                    Ale konkretnie co się zmieniło w istotnych dla Ciebie aspektach -
                    nie podajesz. Jakież to typowe.

                    > Generalnie: najpierw czytamy (nie tylko fora internetowe), później
                    piszemy.
                    > Zanim napiszemy, sprawdzamy. Na razie, nie mamy o czym gadać.

                    No, jeżeli dla Ciebie zadawanie Ci kłopotliwych pytań uniemożliwia
                    rozmowę to cóż...
            • jowita771 Re: Kobiety same się niszczą? 20.08.10, 12:56
              > A Ty, idąc za Twoim tokiem wnioskowania, nie latasz samolotami bo
              > silniki odrzutowe zostały de facto stworzone przez hitlerowców. A
              > oni byli chyba jeszcze mniej fajni niż feministki. Czyż nie?

              Nie ma analogii. Celem feministek było wywalczenie kobietom praw takich, jakie
              mają mężczyźni. Skoro uważasz, że feministki są czy były niepotrzebne, to
              wniosek, że nie korzystasz z ich zdobyczy, sam się nasuwa. Hitlerowcy jednak
              mieli inne cele niż budowanie silników.
          • martishia7 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:07
            Oczywiście ze obowiązku nie ma. Ale w tej sytuacji rozumiem ze leczysz się tylk
            > o u lekarzy facetów (bo pielegniarki jako takie nie są problemem). Jak w sądzie
            > jest Pani sędzia to wychodzisz a juz myśl o kobiecie żołnierzu jest straszna.
            > To wszystko wywalczyły te straszne feministki.
            >

            A mogłabyś rozgraniczyć pewne rzeczy w czasie i przestrzeni? Feministki, a w
            zasadzie sufrażystki, wywalczyły to co jest jasne i oczywiste. Walczyły nie o
            prawa kobiet, a o prawa człowieka. Jestem im za to wdzięczna i doceniam ile
            musiały przecierpieć, żeby wywalczyć to, co dla nas jest oczywistą
            oczywistością, cytując klasyka. I jednocześnie mogę się nie identyfikować ze
            współczesnymi feministkami, które częstokroć "podpinają się" pod tamte dzielne,
            waleczne kobiety i ich osiągnięcia.
            • beataj1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:38
              Oczywiście że tak. Ja tez sie nie identyfikuje ze wszystkim. Feminizm jak każdy ruch społeczny jest niejednorodny i tu tez wystepuja odłamy które mi po prostu nie odpowiadają. Ale mam świadomość że te zmiany wciąż trwają i że są jeszcze rzeczy do zrobienia. I choć sama nie stoje na barykadach jestem wdzięczna kobietom które teraz cos robią właśnie dla nas pomimo tego ze to my kobiety potem sie z nich śmiejemy jednocześnie korzystając z efektów ich walki.
    • a.nancy Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:12
      > "Charakterystyczne dla obecnego feminizmu jest to, że młodsze
      > kobiety nie chcą przyznawać się, że sa feministkami, bo są
      > przekonane, że to słowo źle się kojarzy mężczyznom, wywołuje w nich
      > nienawiść, a one przecież chcą zyskać akceptację męskiego świata."

      no to sorry, ale żadne z nich feministki wink
      • triss_merigold6 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:17
        Liczy się skuteczność. Mogą być urodziwe, niezależne finansowo, z
        planami na życie i zainteresowaniami, egzekwować sprawiedliwy
        podział obowiązków domowych od partnera i nie definiować się wprost
        per "jestem feministką". Po co deklaracja, która niczego w ich
        wyborach życiowych nie zmienia, a odstrasza potencjalnych kandydatów?
        • beataj1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:43
          Ja myślę że deklaracja tego czy się jest feministką czy nie nic nie ma tu do rzeczy. Ja tez tego nie deklaruje na każdym kroku - bo i po co.
          Ale mówimy to o czymś innym - o rzucaniu (zwykle w towarzystwie facetów) komentarzy w stylu: no i co te feministki znowu wymyśliły... bądź chłopa im trzeba- z głupawym uśmieszkiem. Byłam niestety tego świadkiem więc wiem o czym mówie.

          Tak naprawde każda z nas jest feministką bo korzysta z tego co kiedyś jakies kobiety wywalczyły.

          I jak sie nie zgadzasz z tym co mówią współczesne feministki to albo siedzisz cicho albo sama próbujesz cos z tym zrobić.
          • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:58
            beataj1 napisała:

            > Tak naprawde każda z nas jest feministką bo korzysta z tego co
            kiedyś jakies ko
            > biety wywalczyły.

            I hitlerówką, bo latamy samolotami z napędem wymyślonym przez
            hitlerowskich inżynierów oraz, tak, tak, korzystamy ze zdobyczy
            medycyny uzyskanych podczas eksperymentów na ludziach w Auschwitz.

            • nangaparbat3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 16:10
              >>>>korzystamy ze zdobyczy
              > medycyny uzyskanych podczas eksperymentów na ludziach w Auschwitz.


              Sformułowanie "zdobycze medycyny" jest w tym kontekscie wyjątkowo ujmujące. Nie
              wystarczyłaby Ci "wiedza" na przyklad?
        • tully.makker Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:20
          Po co deklaracja, która niczego w ich
          > wyborach życiowych nie zmienia, a odstrasza potencjalnych
          kandydatów?

          Od czasow nastoletnich deklarowalam sie jako feministka i
          zauwazylam, ze to raczej facetow pociaga, a nie odstasza. Mowie
          oczywiscie o swojej grupie docelowej, nie wiem, jaki wplyw by taka
          deklaracja wywarla na robotnika budowlanego z Klaja Dolnego.
          • triss_merigold6 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:25
            Super, ale Ty jesteś w tej inteligenckiej, wielkomiejskiej, raczej
            zamożnej enklawie i z innej półki bierzesz partnerów niż Zofia
            ekspedientka z Pszczyny.
      • kali_pso Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:08


        Bo często niestety ludzie mają przedpotopowe skojarzenia dotyczące
        feministek i jeśli już ktoś twierdzi, że nią jest, musi przygotowac
        się na batalię z kagankiem oświaty w ręce. Kiedyś poświęciłam wiele
        wieczórów na dyskusję ze znajmomym, który sam przyznał :",,że
        inaczej wyobrażał sobie fenistke", wiele spraw go dziwiło...ale
        chciał sie dowiedziec... Rzucenie samego hasła "jestem feministką"
        nic nie daje i do niczego nie prowadzi.
    • osa551 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 10:52
      Fajne fragmenty, szkoda, ze całego wywiadu nie mogę przeczytać.

      Pani Chester należałoby przetłumaczyć wątki z tego forum, pewnie mogłaby nową
      książkę napisać.
      • ledzeppelin3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:19
        Babuniu wygódko, mimo że szpanowanie ignorancją jest trejdi (ch..j wie, czemu)
        proponuje poczyatć historie XX wieku: jak kobiety uzyskały prawo wyborcze w
        Polsce (minęło 90 lat niedawno), Szwajcarii, Francji, oraz historię lat 70-tych
        XX wieku szczególnie Danii i Szwecji: jak partie kobiet dochodziły do głosu i co
        im się udało wywalczyć. Powinnyśmy brać z nich przykład a nie gdakać na
        grzędzie, że nam dobrze i lepiej nie będzie
        Nie, nie ma obowiązku byc feministką. Ale ja raczej odczuwam, że jest przymus
        bycia NIEfeministka. Kazda "celebrytka" (ohydne słowo) podkreśla w wywiadach, że
        nie jest feministka, bo to takie niekobiece, i one walczą z mężczyznami, i nie
        golą pach i maja niesatysfakcjonujące życie osobiste. Choćby niedawna wypowiedź
        Magdy Umer, która na pytanie dziennikarki o to, czy jest jej daleko do
        feminizmu, odparła wdzięcznie, cytuję:
        Daleko. Chociaż nie wiem, czy do końca rozumiem, co to jest feminizm. Wydaje
        się, że kobiety bez mężczyzn, zbyt długo nieszczęśliwe w miłosci, stają się
        zgorzkniałe i stają się feministkami. Mężczyzn obwiniaja o całe zło śwaita. Ja
        zawsze mówię, że mężczyźni to moja ulubiona płeć".
        Suodkie. Ile pań na forum tak samo ćwierka?

        "
        • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:31
          ledzeppelin3 napisała:

          > Babuniu wygódko, mimo że szpanowanie ignorancją jest trejdi
          (ch..j wie, czemu)
          > proponuje poczyatć historie XX wieku: jak kobiety uzyskały prawo
          wyborcze w
          > Polsce (minęło 90 lat niedawno)

          No własnie. Dziwnym trafem od zakończenia I WŚ też. Zamiast
          szpanować ignorancją lepiej się przyjrzyj jaki efekt społeczny miała
          ta wojna. Najprawdopodobniej gdyby nie ona (i rewolucja radziecka)
          ruchy kobiece ruszałyby się pomalutku jeszcze ładnych kilkadziesiąt
          lat.

          >, Szwajcarii, Francji, oraz historię lat 70-tych
          > XX wieku szczególnie Danii i Szwecji: jak partie kobiet dochodziły
          do głosu i c

          Zauważ z jakim opóźnieniem to się wydarzyło w krajach które
          stosunkowo mało ucierpiały w czasie wojen. Szwecja, Szwajcaria,
          Francja, Portugalia... USA zresztą też.

          > o
          > im się udało wywalczyć. Powinnyśmy brać z nich przykład a nie
          gdakać na
          > grzędzie, że nam dobrze i lepiej nie będzie
          > Nie, nie ma obowiązku byc feministką. Ale ja raczej odczuwam, że
          jest przymus
          > bycia NIEfeministka. Kazda "celebrytka" (ohydne słowo) podkreśla w
          wywiadach, ż
          > e
          > nie jest feministka, bo to takie niekobiece, i one walczą z
          mężczyznami, i nie
          > golą pach i maja niesatysfakcjonujące życie osobiste. Choćby
          niedawna wypowiedź
          > Magdy Umer, która na pytanie dziennikarki o to, czy jest jej
          daleko do
          > feminizmu, odparła wdzięcznie, cytuję:
          > Daleko. Chociaż nie wiem, czy do końca rozumiem, co to jest
          feminizm. Wydaje
          > się, że kobiety bez mężczyzn, zbyt długo nieszczęśliwe w miłosci,
          stają się
          > zgorzkniałe i stają się feministkami. Mężczyzn obwiniaja o całe
          zło śwaita. Ja
          > zawsze mówię, że mężczyźni to moja ulubiona płeć".
          > Suodkie. Ile pań na forum tak samo ćwierka?
          >
          > "

          Tylko wiesz, to jest tak jakby oświadczyć że jest się dresem a potem
          mieć pretensje że ludzie uważają że kroisz komóry i jeździsz BMW. No
          sorry, skoro społeczny odbiór słowa "feministka" jest taki jaki
          jest, to trzeba sobie wymyślić inną nazwę dla siebie, a nie używać
          tej, która po prostu oznacza niedopchniętą babę z włochatymi
          pachami suspicious
          • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:57
            > Tylko wiesz, to jest tak jakby oświadczyć że jest się dresem a
            potem
            > mieć pretensje że ludzie uważają że kroisz komóry i jeździsz BMW.
            No
            > sorry, skoro społeczny odbiór słowa "feministka" jest taki jaki
            > jest, to trzeba sobie wymyślić inną nazwę dla siebie, a nie używać
            > tej, która po prostu oznacza niedopchniętą babę z włochatymi
            > pachami suspicious

            Juz przy podwojnym prawie Godwina w jednym krotkim poscie
            podejrzewalam, ze trollujesz, ale tutaj to juz pewnosc suspicious
            • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:14
              cherry.coke napisała:

              > > Tylko wiesz, to jest tak jakby oświadczyć że jest się dresem a
              > potem
              > > mieć pretensje że ludzie uważają że kroisz komóry i jeździsz
              BMW.
              > No
              > > sorry, skoro społeczny odbiór słowa "feministka" jest taki jaki
              > > jest, to trzeba sobie wymyślić inną nazwę dla siebie, a nie
              używać
              > > tej, która po prostu oznacza niedopchniętą babę z włochatymi
              > > pachami suspicious
              >
              > Juz przy podwojnym prawie Godwina w jednym krotkim poscie

              Cóż, jaki był wtedy argument, taki poszedł i kontrargument smile

              > podejrzewalam, ze trollujesz, ale tutaj to juz pewnosc suspicious

              Nawet jeżeli, to i tak przecież w ten sposób działa język. Czy ktoś
              kto nazywałby się zoofilem bo lubi zwierzęta (jak to literalnie z
              greki wychodzi) i równocześnie oburzał na pytania o pożycie intymne
              z kozami, zachowywałby się rozsądnie?
              • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:19
                > Cóż, jaki był wtedy argument, taki poszedł i kontrargument smile

                Nie wykrecaj sie. Nie ma usprawiedliwienia dla prawa Godwina w
                dyskusjach netowych smile

                > Nawet jeżeli, to i tak przecież w ten sposób działa język. Czy ktoś
                > kto nazywałby się zoofilem bo lubi zwierzęta (jak to literalnie z
                > greki wychodzi) i równocześnie oburzał na pytania o pożycie intymne
                > z kozami, zachowywałby się rozsądnie?

                W slowniku feministke masz zdefiniowana jako niedopchnieta babe z
                wlochatymi nogami?
                • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:24
                  cherry.coke napisała:

                  > > Cóż, jaki był wtedy argument, taki poszedł i kontrargument smile
                  >
                  > Nie wykrecaj sie. Nie ma usprawiedliwienia dla prawa Godwina w
                  > dyskusjach netowych smile

                  Owszem, ale ja się nie poddaję konwenansom smile

                  > > Nawet jeżeli, to i tak przecież w ten sposób działa język. Czy
                  ktoś
                  > > kto nazywałby się zoofilem bo lubi zwierzęta (jak to literalnie
                  z
                  > > greki wychodzi) i równocześnie oburzał na pytania o pożycie
                  intymne
                  > > z kozami, zachowywałby się rozsądnie?
                  >
                  > W slowniku feministke masz zdefiniowana jako niedopchnieta babe z
                  > wlochatymi nogami?

                  W słowniku redagowanym przez Bralczyka oczywiście nie. Ale Bralczyk
                  & Miodek Total Dictionary to nie jest bynajmniej tak do końca to,
                  czym się kierują ludzie jak mówią między sobą.
                  • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:33
                    > W słowniku redagowanym przez Bralczyka oczywiście nie. Ale Bralczyk
                    > & Miodek Total Dictionary to nie jest bynajmniej tak do końca to,
                    > czym się kierują ludzie jak mówią między sobą.

                    Yyy to uwazasz, ze slowa takie jak "urzednik", "polityk",
                    "policjant", "nauczyciel", "ekolog" powinny zostac zamienione na
                    inne, bo niewatpliwie duza czesc spoleczenstwa odbiera je negatywnie?
                    • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:16
                      cherry.coke napisała:

                      > > W słowniku redagowanym przez Bralczyka oczywiście nie. Ale
                      Bralczyk
                      > > & Miodek Total Dictionary to nie jest bynajmniej tak do końca
                      to,
                      > > czym się kierują ludzie jak mówią między sobą.
                      >
                      > Yyy to uwazasz, ze slowa takie jak "urzednik", "polityk",
                      > "policjant", "nauczyciel", "ekolog" powinny zostac zamienione na
                      > inne, bo niewatpliwie duza czesc spoleczenstwa odbiera je
                      negatywnie?

                      Ekolog - z całą pewnością. To słowo kompletnie skompromitowane.
                      Pozostałe nie wydają mi się jakieś szczególnie spaczone. Zwłaszcza
                      że w odróżnieniu od "feministki" ich zakres znaczeniowy jest bardzo
                      konkretny i trudny do przesunięcia, natomiast "feministka" to kto?
                      Uczestniczka ruchu na rzecz praw kobiet? Przecież to nadal nic
                      konkretnego nie znaczy. Czym się zajmuje policjant czy nauczyciel od
                      razu określisz. A czym feministka - nie za bardzo.
                    • duzeq Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:41
                      Hmm, babunia ma poniekad racje.

                      Konotacje danych slow moga bardzo szybko przejsc z neutralnego
                      zakresu znaczeniowego w pejoratywny i tak jest wlasnie z feministka.
                      Tak jak ekolog zaczyna sie powoli kojarzyc li i jedynie z przyglupem
                      wiszacym na drzewie i protestujacym przeciwko budowie drogi, zeby
                      ochronic 4 zaby, tak feministka niesie ze soba od razu obraz np.
                      takiej pieniacej sie o wszystko Szczuki.

                      To tak jak ze zmienionymi znaczeniami wyrazow obcego pochodzenia -
                      l´odeur ktory przyszedl do nas z Francji gdzie oznacza po prostu
                      jakis zapach. U nas nie powiesz, ze uderzyl cie odor lawendy i nie
                      da sie tego juz zmienic.
                      • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:12
                        duzeq napisała:

                        > Hmm, babunia ma poniekad racje.
                        >
                        > Konotacje danych slow moga bardzo szybko przejsc z neutralnego
                        > zakresu znaczeniowego w pejoratywny i tak jest wlasnie z
                        feministka.
                        > Tak jak ekolog zaczyna sie powoli kojarzyc li i jedynie z
                        przyglupem
                        > wiszacym na drzewie i protestujacym przeciwko budowie drogi, zeby
                        > ochronic 4 zaby, tak feministka niesie ze soba od razu obraz np.
                        > takiej pieniacej sie o wszystko Szczuki.

                        Nadal nie widze powodu, zeby porzucac zle kojarzace sie bazowe slowa
                        zamiast pracowac u podstaw. Tak to se mozna do usmiechnietej
                        smierci... Problemem feminizmu nie jest to, jak sie nazywa, tylko to,
                        ze najwyrazniej nie ma w Polsce przedstawicieli, ktorzy potrafia te
                        idee przedstawic w wystarczajaco przystepny i atrakcyjny sposob.

                        Ale im bardziej sie feminizm deprecjonuje, tym mniej atrakcyjny sie
                        wydaje dla swiezej krwi, a idee feministyczne podczepiaja sie pod
                        inne prady, zeby sie lepiej sprzedac. I kolko sie zamyka, jak zwykle.

                        Ja tam mam dla aktywnych spolecznie feministek duzo szacunku, choc
                        nie ze wszystkim sie zgadzam. Niemniej jest dla mnie oczywiste, ze
                        sily spoleczne czesto prezentuja "szpice", ktore w toku scierania sie
                        idei zostaja mocno przyciete. Gdyby wszyscy siedzieli na srodku, to
                        nic by sie nigdy nie ruszylo.
                        • duzeq Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:40
                          > Nadal nie widze powodu, zeby porzucac zle kojarzace sie bazowe
                          slowa zamiast pracowac u podstaw.

                          Cherry, Ty ponoc codziennie cwiczysz, wiec problemow z figura pewnie
                          nie masz. NIe wiem jak tam uroda, ale moze zaczelabys jako ta
                          silaczka zmieniac wizerunek feministki? smile. A nie, to tez bedzie
                          be... Bo wtedy kobiete bedzie sie od razu seksualizowalo. Ciezki
                          orzech do zgryzienia, co?

                          >Niemniej jest dla mnie oczywiste, ze sily spoleczne czesto
                          prezentuja "szpice", ktore w toku scierania sie idei zostaja mocno
                          przyciete. Gdyby wszyscy siedzieli na srodku, to nic by sie nigdy
                          nie ruszylo.

                          Szpice sa dobre na moment. Potem im mocniej cisna, tym wiecej
                          przeciwnikow zyskuja (zasada naczyn polaczonych - vide sposob
                          polityki prowadzony przez JK). A uwazasz, ze dzieki takiej Szczuce
                          cos sie w ogole zmienilo?
                          • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 15:40
                            > Cherry, Ty ponoc codziennie cwiczysz, wiec problemow z figura
                            pewnie
                            > nie masz. NIe wiem jak tam uroda, ale moze zaczelabys jako ta
                            > silaczka zmieniac wizerunek feministki? smile. A nie, to tez bedzie
                            > be... Bo wtedy kobiete bedzie sie od razu seksualizowalo. Ciezki
                            > orzech do zgryzienia, co?

                            Ja to dzialam na poziomie gruntu poprzez dyskusje smile

                            Bicepsa bym musiala schowac, zeby nie umacniac stereotypu, poza tym
                            sie prezentuje big_grin Ale to nie o wyglad chodzi przeciez. Wg mnie na
                            przyklad Szczuka i Graff wygladaja fajnie, a Dunin mniej, tylko co z
                            tego. Nie ma jakiegos takiego umiarkowanego, ale jednolitego glosu,
                            ktorym te srodowiska by przemawialy do spoleczenstwa, a przeciez
                            mowia o problemach bardzo zyciowych i codziennie waznych, takich jak
                            praca, prawodawstwo, rodzina, laczenie roznych rol zyciowych i
                            oczekiwania kulturowe w tym zakresie. Przeciez feminizm i polityka
                            tzw. prorodzinna maja wiele wspolnych osi - niemniej towarzystwo od
                            "niedopchnietych bab" uwaza, ze to zagadnienia sprzeczne, a
                            feministki robia za malo, zeby z tego przekonania wyprowadzic.

                            > Szpice sa dobre na moment. Potem im mocniej cisna, tym wiecej
                            > przeciwnikow zyskuja (zasada naczyn polaczonych - vide sposob
                            > polityki prowadzony przez JK). A uwazasz, ze dzieki takiej Szczuce
                            > cos sie w ogole zmienilo?

                            Przyznam sie, ze dzialalnosc Szczuki akurat nie jest mi specjalnie
                            znana. Nawet jesli wykazala sie glownie pokazywaniem sie publicznie
                            jako "niebrzydka i niegruba feministka, ktora wyglada, jakby nosila
                            stanik" to juz jakies osiagniecie smile Ale slabo z przekladaniem szpicy
                            na cos szerszego, to prawda. Czytalam pare sensownych tekstow Graff.
                            Niektore felietony Dunin daja do myslenia i szczegolnie w dobie
                            najedzonego mlodego kapitalizmu oraz pelzajacego wplywu KK potrafia
                            czasem wstrzasowo przypomniec, o co chodzi lewicy swiatopogladowej.

                            Ale tak naprawde to te panie wypadaja glownie jako lewitujace
                            akademiczki. Brakuje jakiegos takiego podejscia od gruntu, ktore
                            trafiloby do tych zwyklych kobiet, co siedza grzecznie na dupie w
                            firmach, ktore traktuja je jak mieso armatnie tylko dlatego, ze moga
                            cos kiedys urodzic, albo do tych, ktore kulturowo walono po glowie
                            tak dlugo, az uwierzyly, ze musza byc matkami, szefowymi, modelkami,
                            kucharkami i kochankami naraz. Podczas gdy facet moze chodzic do
                            pracy i grac na kompie, i czuc sie z tym swietnie.

                            Tak naprawde podejscie (para)feministyczne w Polsce trzeba sobie
                            skonstruowac samemu i to jest oczywiscie bardzo ambitne, tylko
                            niestety z tej racji niepopularne.
                            • duzeq Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 21:41
                              Przeciez feminizm i polityka
                              > tzw. prorodzinna maja wiele wspolnych osi - niemniej towarzystwo
                              od
                              > "niedopchnietych bab" uwaza, ze to zagadnienia sprzeczne, a
                              > feministki robia za malo, zeby z tego przekonania wyprowadzic.

                              Widzisz, bo jezeli taka Graff wypowiada sie na temat jakiejs bardzo
                              mocno patologicznej sytuacji (ojciec gwalcil corke 6 lat, ta
                              urodzila 2 dzieci), ze jest to problem przemocy zwiazany z
                              patriarchalna struktura polskiego spoleczenstwa i pyta czy podwazymy
                              w koncu prawomocnosc tego modelu czy tez bedziemy nadal utwierdzac
                              sie w przekonaniu, ze patriarachat jest fantastyczny (powiedziane z
                              przekasem) i ze go w tej rodzinie zabraklo, to na koncu wiekszosc
                              zada jej odwieczne pytanie czy ona z kolei jest niedopchnieta.
                              A Graff komentuje dalej, ze oto wypowiedz Tuska odnosnie przymusowej
                              kastracji pedofilow rowniez wpisuje sie znaczaco w model
                              patriarchalny panstwa, ktore chce ludzie w cugle wziac. I ze bez
                              uniwersalnych praw czlowieka nie ma demokracji i ze jest to
                              przerazajace. Czy Graff proponuje jakies rozwiazanie cow takim razie
                              zrobic z pedofilami...? Nie, skad. Zwala wszytsko na ten okropny
                              model i pozamiatane.

                              Patologia (pierwszy przyklad) jest patologia, zdarzylaby sie nawet
                              i "rownoarchacie". Ponadto dajmy na to, ze podwazymy prawomocnosc
                              patriarchatu (nawet jezeli jest czystym idiotyzmem nawolywanie do
                              rewolucji na podstawie jednej patologii), tylko co dalej? Tego juz
                              panie feministki nie mowia.

                              Gdyby one sie tak wziely za jakies konkretne dzialania (zawiazanie
                              malej partii, wysylanie petycji do rzadu) bez ciaglego odnoszenia
                              sie do tego nieszczesnego patriarchatu, ktory w Polsce wcale nie
                              jest az tak mocny, to zapewne osiagnelyby o wiele lepsze wyniki.
                              A tak traca punkty u roznych grup spolecznych, traca tez punkty u
                              kobiet, ktore patriarchatu nie uznaja winnego za wszelkie grzechy
                              swiata. I to tych ostatnich feministki powinny sie bac bardziej niz
                              facetow. Bo model na P. w porownaniu do kobiecej agresywnosci, braku
                              solidarnosci i ostracyzmu (jak wynika z pierwszego watku) to pikus.



                              >Brakuje jakiegos takiego podejscia od gruntu, ktore trafiloby do
                              tych zwyklych kobiet, co siedza grzecznie na dupie w firmach, ktore
                              traktuja je jak mieso armatnie tylko dlatego, ze moga cos kiedys
                              urodzic, albo do tych, ktore kulturowo walono po glowie tak dlugo,
                              az uwierzyly, ze musza byc matkami, szefowymi, modelkami, kucharkami
                              i kochankami naraz. Podczas gdy facet moze chodzic do
                              > pracy i grac na kompie, i czuc sie z tym swietnie.

                              A tu juz pojechalas nieco jak Szczuka.

                              Po pierwsze - jezeli jakas kobieta jest matka, szefowa, modelka,
                              kucharka i kochanka naraz, ozacza to, ze jej facet jej ojcem,
                              pracownikiem, swietnie gra np. w kosza, jest tez mlotkowym,
                              mechanikiem oraz... kochankiem. To gdzie tu tragedia?

                              Po drugie - zakladasz, ze te ktore sa multifunkcyjne,
                              sa "uposledzone" umyslowo, bo tak dlugo kulturowo walono im do
                              glowy, ze maja byc tym i tamtym, ze teraz to sobie nawet z tego
                              sprawy nie zdaja. Z tego wynika, ze feministki wiedza lepiej co
                              kobietom jest potrzebne do szczescia. Tyle, ze te ktore nie sa
                              zadowolone z powodu stania przy garach, predzej czy pozniej znajda
                              jakies wyjscie. A od tych, ktorym pitraszenie, cerowanie i
                              podsuwanie mezowi piwa pod nos odpowiada, feministki powinny sie
                              natychmiast odwalic i uznac ich poglady "kulturalno-plciowe" za
                              rownowazne.

                              • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 22:19
                                > Patologia (pierwszy przyklad) jest patologia, zdarzylaby sie nawet
                                > i "rownoarchacie". Ponadto dajmy na to, ze podwazymy prawomocnosc
                                > patriarchatu (nawet jezeli jest czystym idiotyzmem nawolywanie do
                                > rewolucji na podstawie jednej patologii), tylko co dalej? Tego juz
                                > panie feministki nie mowia.
                                >
                                > Gdyby one sie tak wziely za jakies konkretne dzialania (zawiazanie
                                > malej partii, wysylanie petycji do rzadu) bez ciaglego odnoszenia
                                > sie do tego nieszczesnego patriarchatu, ktory w Polsce wcale nie
                                > jest az tak mocny, to zapewne osiagnelyby o wiele lepsze wyniki.
                                > A tak traca punkty u roznych grup spolecznych, traca tez punkty u
                                > kobiet, ktore patriarchatu nie uznaja winnego za wszelkie grzechy
                                > swiata. I to tych ostatnich feministki powinny sie bac bardziej niz
                                > facetow. Bo model na P. w porownaniu do kobiecej agresywnosci, braku
                                > solidarnosci i ostracyzmu (jak wynika z pierwszego watku) to pikus.

                                Zgadzam sie, one sie posluguja jakimis pojeciami, ktore tak naprawde nie
                                przekladaja sie na codziennosc, a potem maja pretensje, ze im ziarno nie
                                kielkuje. Dla mnie "patriarchat" to pojecie w rodzaju "Babilonu" - taki szeroki
                                konstrukt i skrot myslowy, ktory dla zwyklego czlowieka tak naprawde nic nie
                                znaczy, bo zycie to nie fakultet z antropologii. Znaczy bredza baby znowu o
                                obsesjach.

                                Z drugiej strony, czasem przypomnienie (przypomnienie, a nie od razu
                                ideologiczna nawalanka, podany przez ciebie tekt Graff zdecydowanie nie jest tu
                                dobrym przykladem) o czyms takim jak konsekwencje tradycyjnego podzialu rol,
                                szklany sufit, idee emancypacji - jest potrzebne i korzystne. Bo jesli zyjesz w
                                jakiejs kulturze, to tak naprawde jestes na nia slepy, a nie kazdy ma na tyle
                                zdolnosci analitycznych, zeby spojrzec na nia z zewnatrz sam bedac w srodku.
                                Sama zdaje sobie sprawe, na ile spraw oczy otworzyly mi studia z nauk
                                spolecznych (gdzie jedna z pierwszych rzeczy, jakich ucza, jest to, ze trzeba
                                umiec wyjsc z siebie i stanac obok), a potem wyjazd za granice. Ale nie wiem,
                                czy jest w tej chwili ktos, kto w Polsce potrafi podac takie ustawiajace
                                spojrzenie w strawny sposob. Podobal mi sie jakis tekst czy dwa piora Magdaleny
                                Srody, ale z kolei inne mocno nie. Staram sie teraz wczytywac w Krytyke
                                Polityczna, moze z tamtej strony cos zaswieci.

                                > A tu juz pojechalas nieco jak Szczuka.
                                >
                                > Po pierwsze - jezeli jakas kobieta jest matka, szefowa, modelka,
                                > kucharka i kochanka naraz, ozacza to, ze jej facet jej ojcem,
                                > pracownikiem, swietnie gra np. w kosza, jest tez mlotkowym,
                                > mechanikiem oraz... kochankiem. To gdzie tu tragedia?

                                Nienie, zwroc uwage na slowo "musza" w moim cytacie. "Musza" to co innego niz
                                "moga" albo "chca" albo "potrafia". Jesli ktos potrafi i chce, to super. A we
                                dwojke to juz zupelnie. Problem zaczyna sie, jesli ktoryms aspektom nie podola
                                sie albo je odrzuci - wtedy czesto zaczyna sie mlotkowanie. Spojrz na to forum,
                                spojrz na wszelakie pisma i porady. Jedna z rzeczy, ktore widze z oddali, jest
                                to, jak duzemu cisnieniu poddawane sa Polki i jak chetnie usiluja brac te
                                wszystkie krzyze na barki, podczas gdy panowie sa czesto "nieobecni
                                usprawiedliwieni" robiac polowe tego.

                                > Po drugie - zakladasz, ze te ktore sa multifunkcyjne,
                                > sa "uposledzone" umyslowo, bo tak dlugo kulturowo walono im do
                                > glowy, ze maja byc tym i tamtym, ze teraz to sobie nawet z tego
                                > sprawy nie zdaja.

                                Nie, skad. Chodzi mi tylko o poczucie winy, jesli cos z tej zonglerki upadnie.

                                Z tego wynika, ze feministki wiedza lepiej co
                                > kobietom jest potrzebne do szczescia. Tyle, ze te ktore nie sa
                                > zadowolone z powodu stania przy garach, predzej czy pozniej znajda
                                > jakies wyjscie. A od tych, ktorym pitraszenie, cerowanie i
                                > podsuwanie mezowi piwa pod nos odpowiada, feministki powinny sie
                                > natychmiast odwalic i uznac ich poglady "kulturalno-plciowe" za
                                > rownowazne.

                                Zgadzam sie. Uwazam, ze w przypadku kobiet, ktore urzadza swiadome pozostanie w
                                domu, zadaniem feminizmu powinno byc jedynie zadbanie o rozwiazania prawne,
                                ktore uniemozliwiaja wydupczenie finansowe takiej pani, jesli panu sie kiedys
                                znudzi. A poza tym wara - ma mozg, wybrala.
                                • duzeq Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 23:00
                                  Wiesz, cherry, to przyjemnosc dyskutowac z Toba, ale podejrzewam, ze
                                  im dluzej ciagnelybysmy dyskusje, tym wiecej drzew w lesie by sie
                                  pojawialo. Po paru miesiacach zawiazalybysmy pewnie jakas porzadna
                                  centroprawolewicowa partie (feministyczna) "Artemisy, Hery i
                                  Hestie" smile. Bo od czasu do czasu z Toba sie zgadzam, Ty ze mna
                                  zreszta tez smile.

                                  Wracajac do wczesniejszej tezy, ze konotacje zwiazane z feminizmem
                                  przeszly juz stanowczo z pozycji neutralnej w negatywna... Dzisiaj
                                  wlasnie przyszlo mi do glowy, ze ktos, kto by z wdziekiem chcial sie
                                  zajac ideami feministycznymi powienien wczesniej byc przedsiebiorca.
                                  Bo to co czesto gubi Szczuke, Graff czy Srode, to zla strategia
                                  marketingowa i niewlasciwe zdefiniowanie tzw. target group.

                                  Zla strategia marketingowa polega na tym, ze koncentruja sie one
                                  bardziej na walce z czyms, nie na walce o cos. Opieraja sie na
                                  glownie na wiktymizmie i z tej pozycji przedstawiaja "realny" swiat
                                  kobiet. Kobiety sa poszkodowane bo mobbing, bo molestowanie
                                  seksualne, bo patriaracht w domu i patriarachat panstwa. A gdzie
                                  jakas zacheta do bycia feministka? Cos pozytywnego?
                                  Dobry przedsiebiorca nie koncentruje sie na wadach swojej
                                  konkurencji. Owszem, powienien je widziec i unikac ich w swoich
                                  produktach, ale przedstawiajac ow produkt klientowi, powienien
                                  koncentrowac sie na zaletach i cechach rozniacych go od konkurencji.
                                  Toz wtedy klient czuje sie w jakis sposob dowartosciowany, ze oto
                                  szukal i znalazl cos innego/innowacyjnego/moze drozszego, ale
                                  lepszej jakosci etc. Gdyby zaczynac kazda oferte od tego, ze
                                  konkurencja to siedzi juz na rynku lata, ale wszytskie produkty do
                                  doopy bo..., to wrazenie wywarte na kliencie jest zadne. A jezeli
                                  klient przez przypadek nabyl produkty konkurencji, to wlasnie mu
                                  uswiadomilismy, ze jest idiota. A bycie idiota, szczegolnie w
                                  cudzych oczach, nikomu nie odpowiada, ba! nikt sie za idiote nie ma,
                                  wiec efekty zazwyczaj sa takie, ze klient nad konkurencja minute sie
                                  zastanowi, ale od nas na pewno nic nie kupi.

                                  A tu mamy w zasadzie ostra krytyke modelu patriarchatu domowego i
                                  panstwowego, ostra krytyke KK, fochy strzelane na prawo i lewo. Ja
                                  rozumiem, ze mozna sie nie zgadzac z polityka danych instytucji, ale
                                  jak chce sie przyciagnac dana grupe spoleczna, albo otworzyc jej
                                  oczy, to trzeba to zrobic metoda malych krokow, a nie atakujac
                                  wsciekle np.KK. Tu nie chce absolutnie wywolywac nowej dyskusji na
                                  temat roli KK, chodzi mi tylko o to, ze wiekszosc 30-latek zostala
                                  wychowana przez rodzicow chodzacych co niedziela do kosciola
                                  (pomijam tu aspekt faktycznej religijnosci), wiec przedstawianie
                                  aborcji jako koniecznej wolnosci i KK jako ciemnogrodu wywoluje
                                  efekt "idioty" w domniemanej grupie docelowej, co przeklada sie
                                  oczywiscie na nieakceptacje pogladow feministek badz ich olewanie.

                                  I ja nie mam takiego samego wrazenia jak Ty, ze przegladajac to
                                  forum, to od razu sie widzi te postawe matkopolska, ze nie chcem,
                                  ale muszem. Ja raczej widze tutaj dziewczyny, ktorym moze kiedys
                                  mowiono (ale nie wmowiono), ze gotowanie to domena kobieca i ze
                                  odkurzacz w rece uszlachetnia, niemniej teraz widza, ze bycie matka
                                  i pracownica to jeden wielki maraton i pytaja co robic z bolaczkami
                                  domowymi (on nie chce sie zajac dzieckiem, on wychodzi na ryby w
                                  soboty, a ja sama).

                                  Tutaj cisnie mi sie do glowy kolejny przyklad jaki jest nasz polski
                                  feminizm, a jakie tak naprawde powinny byc Artemisy, Hery i Hestie.
                                  Ogladalam kiedys wywiad z m.in. Szczuka i Gwiazdowskim na temat
                                  wolnego rynku. Gwiazdowski w pewnym momencie powiedzial, ze on
                                  uwaza, iz gatunek mezczyzn nie dosiega do piet kobietom i ze nie ma
                                  takich przywilejow dla facetow, ktore te roznice moglyby zniwelowac.
                                  Tutaj Szczuka az sie zapowietrrzyla i wydela usta, ze alez panie
                                  doktorze, ze wlasnie przez takie glupie zarciki nie mozemy w Polsce
                                  doczekac sie rownosci, ze wlasnie dlatego dialog na ten temat
                                  kuleje, etc, etc. Foch. Taki kolejny obrzydzajacy w jakis sposob
                                  feministki.
                                  Gdybym byla prezydentka Artemis, Her i Hestii, zapytalabym sie
                                  Gwiazdowskiego, goscia, ktorego ciezko wpedzic w kozi rog, jak w
                                  takim razie rekompensuje te roznice swojej zonie, ktora, biedaczka,
                                  musi z nim spedzac czas i co w takim razie robi on w domu, zeby zona
                                  poczula, ze skoro juz kolo niej peta sie taki podgatunek, to
                                  przynajmniej jest pozyteczny. To moze staloby sie podstawa do
                                  jakiejs minidyskusji na temat rol zyciowych. A tu? Nic. Gwiazdowski
                                  wygral.

                                  A juz tak na koniec dlaczego mi tez feminizm kojarzy sie tak sobie -
                                  otoz zajecie sie prawodawstem, tak by chronilo kobiety w ciazy i na
                                  macierzynskim jest szczytna idea i tez ja popieram. Ale tu zachodzi
                                  zabawny paradoks odnosnie "zendermowskich" zalozen (tradycyjna rola
                                  plci etc). W Holadnii gdzie do prawodawstwa w tym zakresie nie mozna
                                  sie doczepic, nastapil bardzo ladny powrot kobiet do domu, dzieci,
                                  kuchni. 80% kobiet pracuje w tym momencie na pol badz jednaczwarta
                                  etatu. Bo tak chca, a nie dlatego, ze musza. Czyli pomimo
                                  osiagnietego sukcesu na drodze zapewnienia bezstresowego powrotu do
                                  pracy, wiekszosc opowiedziala sie za jakze tradycyjnym podzialem
                                  rol. Myslisz, ze to dlatego, ze im tak kulturowo wciskano, ze tak
                                  musi byc...? smile. Holenderkom? smile
                                  • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 23:19
                                    dużeq, wiesz że gigantyczny odsetek kobiet polskich, zapytanych o to, czy
                                    doświadczyły następujących zachowań (i tu lista zachowań dyskryminujących,
                                    takich jak niższa pensja, protekcjonalne zachowanie w rodzaju "kochanie, zrób
                                    nam kawy" do sekretarki, "ej, pokaż balony" koło budowy, męża "zmywanie to
                                    babska robota") potwierdza, że zetknęły się osobiście z takimi zachowaniami, po
                                    czym w następnym pytaniu "czy w Polsce jest dyskryminacja kobiet" odpowiadają
                                    zgodnym chórem, że nie ma i że jej nie doświadczyły. Równie dobrze mogłabyś
                                    zamiast słowa "dyskryminacja" użyć słowa "deskrypcja", "incepcja" czy
                                    "predylekcja" i wynik byłby prawdopodobnie ten sam.

                                    Dlatego Szczuki i Graffy koncentrują się na razie nadal na pracy u podstaw,
                                    czyli uświadomieniu kobietom, co to jest ta dyskryminacja i że to jest to, co je
                                    spotyka na codzień, a co traktują jako naturalne zachowanie wobec kobiet i jako
                                    swoje naturalne zachowanie. Dlatego punktują jej przejawy praktyczne, żeby to
                                    pracowało na przykładach. Fakt, że robią to językiem tak akademickim, że mogą
                                    trafić tylko do tych, co już są przekonane. I to jest chyba największy ból, tzn
                                    równie duży jak brak jasnej konstruktywnej alternatywy w tej wizji.
                                    • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 20.08.10, 09:40
                                      falka32 napisała:

                                      > takich jak niższa pensja, protekcjonalne zachowanie w
                                      rodzaju "kochanie, zrób
                                      > nam kawy" do sekretarki, "ej, pokaż balony" koło budowy,
                                      męża "zmywanie to
                                      > babska robota") potwierdza, że zetknęły się osobiście z takimi
                                      zachowaniami, po
                                      > czym w następnym pytaniu "czy w Polsce jest dyskryminacja kobiet"
                                      odpowiadają
                                      > zgodnym chórem, że nie ma i że jej nie doświadczyły. Równie dobrze
                                      mogłabyś
                                      > zamiast słowa "dyskryminacja" użyć słowa "deskrypcja", "incepcja"
                                      czy
                                      > "predylekcja" i wynik byłby prawdopodobnie ten sam.

                                      Zaraz, ale dyskryminacja to jest "mogłabyś X zrobić, ale ci nie
                                      pozwolę bo jesteś kobietą". I żadna z powyższych sytuacji do tego
                                      nie pasuje. Twierdzenie że (mało wyszukane, to prawda) wyrazy
                                      uznania dla biustu to dyskryminacja nie jest niczym innym jak
                                      nowomową. Tak samo jak owszem, nieco protekcjonalne, ale okazujące
                                      sympatię "kochanie" do sekretarki. Nie da się tego łatwo
                                      zaetykietować bezpośrednio jako złe, bo ludzie by się tylko
                                      zdziwili - więc podciąga się to kłamliwie pod termin "dyskryminacja"
                                      i w ten sposób piętnuje hurtowo. Można by to rónie dobrze
                                      nazywać "incepcją", "deskrypcją" lub "predylekcją" i działałoby tak
                                      samo: "Ludzie, ludzie, zgroza, robotnik powiedział 'pokaż cyce', co
                                      za straszna predylekcja, walczmy z tym, predylekcja jest zła!".

                                      Jeżeli natomiast chodzi o "babską robotę" to prawie-prawie byłaby to
                                      prawdziwa dyskryminacja, gdyby nie to że z drugiej strony jest
                                      mnóstwo "to jest robota dla mężczyzny". Czyli równocześnie
                                      dyskryminowani byliby mężczyźni i kobiety. Trochę be sensu, bo kto
                                      by ich miał tak wszystkich dyskryminować? Transseksualiści?

                                      Także z tym co pozornie jest 100% dyskryminacją - niższymi pensjami -
                                      w rzeczywistości jest ciężko. Pomijając już te instytucje gdzie po
                                      prostu dostaje się pensję z rozdzielnika, to wypłata zależy od
                                      mnóstwa czynników i wyizolowanie z nich "gołej" nomen omen płci jest
                                      praktycznie niemożliwe. Z płcią koreluje mnóstwo innych cech które
                                      mają realny wpływ na przydatność dla pracodawcy. Ot, chociażby,
                                      kobieta-górnik jako statystycznie słabsza ufedrowałaby pewnie mniej
                                      węgla niż mężczyzna. Czy w tej sytuacji mniejsza wypłata dla niej
                                      byłaby dyskryminacją?

                                      > Dlatego Szczuki i Graffy koncentrują się na razie nadal na pracy u
                                      podstaw,
                                      > czyli uświadomieniu kobietom, co to jest ta dyskryminacja i że to
                                      jest to, co j

                                      Ale one nie uświadamiają, tylko indoktrynują. Podciągają pod termin
                                      o ustalonej już "złej sławie" kupę zjawisk które chciałyby
                                      napiętnować, tylko nie mają jak tego zrobić uczciwie.

                                      • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 20.08.10, 11:01
                                        > Ale one nie uświadamiają, tylko indoktrynują. Podciągają pod termin
                                        > o ustalonej już "złej sławie" kupę zjawisk które chciałyby
                                        > napiętnować, tylko nie mają jak tego zrobić uczciwie.

                                        Zieeew. A masz do powiedzenia coś bardziej merytorycznie, czy potrafisz tylko
                                        konstruować kontry do wszystkiego? Zabawna umiejętność, ale raz lub dwa razy a
                                        nie w każdym wątku w każdym wpisie, bo to jak odgrzewany kotlet.
                                        • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 20.08.10, 11:06
                                          falka32 napisała:

                                          > > Ale one nie uświadamiają, tylko indoktrynują. Podciągają pod
                                          termin
                                          > > o ustalonej już "złej sławie" kupę zjawisk które chciałyby
                                          > > napiętnować, tylko nie mają jak tego zrobić uczciwie.
                                          >
                                          > Zieeew. A masz do powiedzenia coś bardziej merytorycznie, czy

                                          A co, skasowało Ci się?
                • martishia7 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:25
                  W słowniku może i nie. W potocznym rozumieniu lwiej części społeczeństwa -
                  owszem. I jeszcze kojarzy się z potworami językowymi typu "archeolożka".
                • vivibon Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:52
                  niestety termin "feministka" został przynajmniej w moich oczach zdeprecjonowany
                  w ostatnich latach przez panie, które zamiast zająć się problemami typu nierówne
                  płace i traktowanie w pracy m.in., zajmowały się akcjami takimi tak
                  ogólnokrajowa afera z billboardami prezentującymi cycki z gałkami radiowymi
                  zamiast sutków.
                  Termin też kojarzy mi się również z chorą z nienawiści, strzykającą jadem i
                  wypierdującą durnowate teorie na łamach WO, Kingą Dunin.
          • paszczakowna1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:01
            > Zauważ z jakim opóźnieniem to się wydarzyło w krajach które
            > stosunkowo mało ucierpiały w czasie wojen. Szwecja, Szwajcaria,
            > Francja, Portugalia... USA zresztą też.

            Wiesz co, najpierw radzę poczytać, a później pisać. Sprawdź sobie podstawowe
            fakty, bodaj w wikipedii, bo paplesz nonsensy, aż przykro.

            W Szwecji kobiety mogły głosować w wyborach lokalnych jeszcze przed I Wojną
            Światową, a pełne prawa wyborcze uzyskały w 1919 r (w Norwegii w 1913, w
            Finlandii w 1906, w Danii w 1915 - halo, jak do tego ma się I Wojna Światowa? A
            może to jednak silny ruch feministyczny w Skandynawii?). USA - 1920 r (prawa
            wyborcze w wyborach lokalnych w kilku stanach były przed I WŚ). Jakie "opóźnienie"?

            I Francja "mało ucierpiała" w I WŚ? FRANCJA? 1.4 mln poległych to mało? (Niemal
            3 x tyle, co w II WŚ, BTW.)
            • vivibon Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:02
              bo babunia to facet i się nie zna suspicious
        • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:58
          Choćby niedawna wypowiedź
          > Magdy Umer, która na pytanie dziennikarki o to, czy jest jej daleko do
          > feminizmu, odparła wdzięcznie, cytuję:
          > Daleko. Chociaż nie wiem, czy do końca rozumiem, co to jest feminizm. Wydaje
          > się, że kobiety bez mężczyzn, zbyt długo nieszczęśliwe w miłosci, stają się
          > zgorzkniałe i stają się feministkami. Mężczyzn obwiniaja o całe zło śwaita. Ja
          > zawsze mówię, że mężczyźni to moja ulubiona płeć".

          RZYG. A wydawałoby się, że to samodzielnie myśląca, inteligentna kobieta.
          • triss_merigold6 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:01
            Bycie dobrą aktorką/piosenkarką nie musi iść w parze z nadmiarem
            intelektu. To nie MENSA.
            • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:09
              triss_merigold6 napisała:

              > Bycie dobrą aktorką/piosenkarką nie musi iść w parze z nadmiarem
              > intelektu. To nie MENSA.

              Mensa to akurat TWA wyjątkowych bęcwałów, tylko dobrych w robieniu
              testów. Całkiem poważnie - zdarzyło mi się spotkać w życiu kilka
              osób które najprawdopodobniej faktycznie należą do Mensy i nie dało
              się ich okreslić inaczej jak po prostu głupcy.
          • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:08
            falka32 napisała:

            > Choćby niedawna wypowiedź
            > > Magdy Umer, która na pytanie dziennikarki o to, czy jest jej
            daleko do
            >
            > RZYG. A wydawałoby się, że to samodzielnie myśląca, inteligentna
            kobieta.

            A tu proszę - ma inne zdanie niż Ty, ergo jest głupia suspicious
            • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 18:37
              > A tu proszę - ma inne zdanie niż Ty, ergo jest głupia suspicious

              Nie. A tu powtarza bezrefleksyjnie cudze kalki myślowe, nie wiedząc o czym mówi.
              • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 10:15
                falka32 napisała:

                > > A tu proszę - ma inne zdanie niż Ty, ergo jest głupia suspicious
                >
                > Nie. A tu powtarza bezrefleksyjnie cudze kalki myślowe, nie
                wiedząc o czym mówi
                > .

                Ależ skąd. To Tu powtarzasz bezrefleksyjnie kalki myślowe. Tylko że
                innych ludzi niż Umer, dlatego wydaje Ci się że to ona wygaduje
                bezmyślne głupoty suspicious
                • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 11:33
                  babunia_wygodka napisała:

                  > falka32 napisała:
                  >
                  > > > A tu proszę - ma inne zdanie niż Ty, ergo jest głupia suspicious
                  > >
                  > > Nie. A tu powtarza bezrefleksyjnie cudze kalki myślowe, nie
                  > wiedząc o czym mówi
                  > > .
                  >
                  > Ależ skąd. To Tu powtarzasz bezrefleksyjnie kalki myślowe. Tylko że
                  > innych ludzi niż Umer, dlatego wydaje Ci się że to ona wygaduje
                  > bezmyślne głupoty suspicious

                  Gdzie ja cię już czytałam i skąd ja cię znam? big_grin Gazeta ci płaci za flejmy, czy
                  co? Bo takie wejście smoka i rzucanie się z pazurami na każde zdanie, do którego
                  da się dopisać kontrę (wszystko jedno, sensowną, czy nie), co obserwuję od paru
                  dni, nie jest robotą niedoświadczonej babuni big_grin
                  Aczkolwiek nie lubię tego stylu dyskusji, bo to jałowa bojówka.
    • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:08
      A dlaczego niby kobiety mają stać za sobą murem?
      Rywalizacja, zachowania agresywne itp. są wpisana w ludzką naturę i nie
      mają płci.
      • verdana Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:18
        Cóż, a mnie się ten wywiad nie podobał - z feministycznego punktu
        widzenia.
        Bo tu kobiety sa innym gatunkiem człowieka - wizja pani profesor
        przewiduje, ze w idealnym świecie kobiety popierają się wzajemnie,
        są łagodne, nie obmawiają sie za plecami i wzajemnie sobie
        wybaczają. Cóż, to dla mnie wizja XIX wiecznej panienki z dobrego
        domu. a nie człowieka XXI wieku.
        Mogę popierać kogoś, z kim się zgadzam - pleć jest bez znaczenia,
        mogę wściekać sie na kogoś, z kim się nie zgadzam - jak wyżej. A że
        kobiety częściej obmawiają we wlasnym gronie kobiety - cóż, obawiam
        się,z e to jest oczywiste, rozmawia się o tych, ktorzy wywodza sie z
        podobnych kręgów, których się lepiej zna itd.
        Co do gwałtów - prawdę mówiac, nie tylko gwałty sa
        usprawiedliwiane "bo sama się prosiła" - taki sam mechanizm dotyczy
        wlasciwie wszytkich wypadkow, przestępstw itd i to niezaleznie od
        płci. Jest to dobrze opisany i od stuleci znany sposob tłumaczenia
        sobie "mnie to nie spotka, jestem bezpieczny/a".
        • kropkacom Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:28
          > Bo tu kobiety sa innym gatunkiem człowieka - wizja pani profesor
          > przewiduje, ze w idealnym świecie kobiety popierają się wzajemnie,
          > są łagodne,

          Przypomnę, mowa była o Polkach konkretnie. I nie chodzi o to, że kobiety miałyby
          być łagodne. Ogólnie agresja bezpośrednia nie jest chyba pożądaną cechą u żadnej
          płci.
          • kropkacom Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:30
            Mała być agresja niebezpośrednia.
          • verdana Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:35
            Być może dlatego, ze Polki są równouprawnione Prawnie albo
            faktycznie) od o wiele dłuższego okresum, niż kobiety Zachodu. Wiem,
            wiem,, do całkowitego rónouprawnienia nam daleko, ale nie jest
            tajemnicą, ze jak po powstaniach faceci jechali na Sybir, albo
            ginęli, to kobiety prowadziły gospodarstwa, ze bardzo wcześnie Polki
            otrzymały prawa wyborcze - zarówno czynne, jak i bierne, że kobiety
            masowo pracowały i to nie tylko w okresie PRL-u, ale i przed wojną.
            Może po prostu Polki bardziej weszły w meski świat i przejęły jego
            obyczaje - a inni dopiero muszą dołączyć?
            • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:03
              Verdana, ale Polki to wszystko robiły w cieniu krzyża, gdzie kobieta,
              niezależnie od tego, ile pracuje, ma bardzo jasno zdefiniowane miejsce. Postaw
              sobie dzisiaj przeciętną Amerykankę, Dunkę i Polkę obok siebie i zobacz, jakie
              mają postawy na temat roli i powinności kobiety, przejawiające się
              niebezpośrednio (czyli nie to, co deklarują na głos), tylko w zachowaniach,
              wyborach, ocenach innych osób itp.
              • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:07
                falka32 napisała:

                > Verdana, ale Polki to wszystko robiły w cieniu krzyża, gdzie
                kobieta,
                > niezależnie od tego, ile pracuje, ma bardzo jasno zdefiniowane
                miejsce. Postaw
                > sobie dzisiaj przeciętną Amerykankę, Dunkę i Polkę obok siebie i
                zobacz, jakie
                > mają postawy na temat roli i powinności kobiety, przejawiające się
                > niebezpośrednio (czyli nie to, co deklarują na głos), tylko w
                zachowaniach,
                > wyborach, ocenach innych osób itp.

                To nawet nie tylko krzyz, to cala presja kultury. Postaw nawet Polke
                i Irlandke, a roznica tez bedzie ogromna. I to mimo tego, ze w
                Irlandii proces emancypacji byl w tym porownaniu mocno do tylu.
                • nangaparbat3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 16:22
                  Zechcesz bardziej konkretnie i szczegołowo? Nie znam żadnej Irlandki, nie byłam
                  w Irlandii, a mój ostatni z ną kontakt to film "Siostry Magdalenki".
                  • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 16:56
                    Problemy sa czesto zblizone - wynagrodzenia, niedoreprezentowanie
                    kobiet w sferze publicznej i na wyzszych stanowiskach. Drogie
                    przedszkola i zlobki, praktyczny brak panstwowych. Zakaz aborcji (na
                    papierze, bo nawet szpitale publiczne informuja o mozliwosci
                    dokonania zabiegu w Anglii, a ubezpieczyciele za to placa). W duzej
                    mierze jednak problemy te lagodzi lepsza kultura pracy oraz wyzszy
                    poziom finansowy. Zadna kobieta nie pojdzie sie skrobac do czyjejs
                    piwnicy albo truc lekami, bo jej nie stac na jedno-dwudniowy wyjazd
                    do Anglii.

                    Ale przede wszystkim nie ma jednej rzeczy - mitu kobiety-herosa
                    tudziez kultu portek w szafie, tego sciskodupnego matkopolkowego
                    "jako kobieta powinnas", "to twoj obowiazek", "nie wymagaj za wiele,
                    to tylko facet", ktore tak obficie wystepuje na przyklad w emamowych
                    watkach. Czytam duzo forow irlandzkich, takich zwyklych,
                    niespecjalnie moderowanych, zwykly lud sie wypowiada o zyciu i
                    rodzinach - tego klimatu czy podtekstu nie ma w ogole. Sprobuj rzucic
                    jakims takim tekstem Irlandce, to zrobi wielkie oczy. Ale moze ludzie
                    ogolnie sa po prostu bardziej wyluzowani.

                    Duzo symetryczniej sa tez rozlozone kwestie opieki nad dziecmi w
                    rodzinach, tzn. udzial ojcow, branie przez nich wolnego z pracy itp.
                    Tatus z wozkiem czy z dzieciakami to znacznie moim zdaniem
                    powszechniejszy widok i nikt sie nie rozczula nad nim specjalnie.
                    • nangaparbat3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 17:14
                      Dzieki smile
                      Trochę mi się smutno zrobiło - z zazdrości.
                      Przypomniałam sobie jeszcze jeden donos z Irlandii - studentki, która jest pod
                      wielkim wrażeniem stosunku wykładowcówi do studentów - życzliwości, gotowości
                      wspierania, pomocy. Żadnej chęci udowodnienia, kto tu jest gorą, przyłapania na
                      błędzie, wykazania głupoty i ignorancji.

                      Historię mielismy w miarę podobną, religia właściwie ta sama - jak to się stało,
                      że jest tak inaczej?
                      • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 17:26
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Dzieki smile
                        > Trochę mi się smutno zrobiło - z zazdrości.
                        > Przypomniałam sobie jeszcze jeden donos z Irlandii - studentki,
                        która jest pod
                        > wielkim wrażeniem stosunku wykładowcówi do studentów - życzliwości,
                        gotowości
                        > wspierania, pomocy. Żadnej chęci udowodnienia, kto tu jest gorą,
                        przyłapania na
                        > błędzie, wykazania głupoty i ignorancji.
                        >
                        > Historię mielismy w miarę podobną, religia właściwie ta sama - jak
                        to się stało
                        > ,
                        > że jest tak inaczej?

                        Cos w tym jest. Mysle, ze tutejsi sa po prostu pozbawieni genu
                        frustracji i z reguly dominuje postawa "a co tam, bedzie dobrze". Co
                        nie zawsze jest pozytywne - gdyby polski rzad odstawial takie decyzje
                        gospodarcze jak irlandzki, to Ministerstwo Finansow nie mialoby ani
                        jednej calej szyby, a Sejm bylby niezle osmolony.
              • triss_merigold6 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:07
                Dunek się nie czepiam, ale masz na myśli Amerykankę ze Wschodniego
                Wybrzeża po dobrym collegu czy panią z osiedla przyczep mieszkającą
                w tzw. pasie biblijnym?
                • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 18:48
                  a która z nich jest przeciętna? big_grin
            • nangaparbat3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 16:20
              Myslę, że to raczej dlatego, iż Polakami i Polkami bardzo często kierują
              nieufnosc i zawisc. Stąd agresja.
        • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:33
          verdana napisała:

          > Cóż, a mnie się ten wywiad nie podobał - z feministycznego punktu
          > widzenia.
          > Bo tu kobiety sa innym gatunkiem człowieka

          Dokładnie. Rywalizacja, głupota, mądrość czy inne cechy nie są warunkowane płcią.
          • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:53
            izabellaz1 napisała:

            > verdana napisała:
            >
            > > Cóż, a mnie się ten wywiad nie podobał - z feministycznego
            punktu
            > > widzenia.
            > > Bo tu kobiety sa innym gatunkiem człowieka
            >
            > Dokładnie. Rywalizacja, głupota, mądrość czy inne cechy nie są
            warunkowane płci
            > ą.

            Jak nie sa jak są? Przecież ich ekspresja jest bardzo silnie
            warunkowana płcią właśnie. Inaczej rywalizują mężczyźni, inaczje
            kobiety. Inna jest głupota kobiet, inna mężczyzn.
            • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 11:56
              babunia_wygodka napisała:

              > Inna jest głupota kobiet, inna mężczyzn.

              Wybacz, ale się uśmiałam smile
            • triss_merigold6 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:00
              Głupota jest qrde uniwersalna.
              Czasami rywalizują w odmienny sposób ale jednak RYWALIZUJĄ. O dostęp
              do rynku pracy, najlepsze warunki dla potomstwa, partnerów
              seksualnych i życiowych, popularność towarzyską etc. Nie jest
              psiejsko czarodziejsko, kobiety mają odmienne interesy/cele i
              starają się je osiągnąć.
              • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:20
                triss_merigold6 napisała:

                > Głupota jest qrde uniwersalna.

                Ależ bynajmniej. Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia próby
                rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                podczas takiej próby smile
                Albo stosunek do zwierząt. Kobieta (50 kg) będzie się obawiała że
                koniowi będzie ciężko z nią na grzbiecie. Męzczyzna (90 kg) będzie
                się wściekał że koń się pod nim zmęczył.

                > Czasami rywalizują w odmienny sposób ale jednak RYWALIZUJĄ. O
                dostęp

                Właśnie o tę odmiennośc c hodzi.

                • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:22
                  babunia_wygodka napisała:

                  > Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                  > technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia próby
                  > rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                  > podczas takiej próby smile

                  Aleś pojechała stereotypami smile
                  • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:26
                    izabellaz1 napisała:

                    > babunia_wygodka napisała:
                    >
                    > > Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                    > > technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia
                    próby
                    > > rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                    > > podczas takiej próby smile
                    >
                    > Aleś pojechała stereotypami smile

                    Moja droga, od tego że coś nazwiesz stereotypem nie zmieni się samo
                    zjawisko. Uważasz może że stereotyp z definicji jest niezgodny ze
                    stanem faktycznym?
                    • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:01
                      babunia_wygodka napisała:

                      > Moja droga, od tego że coś nazwiesz stereotypem nie zmieni się samo
                      > zjawisko. Uważasz może że stereotyp z definicji jest niezgodny ze
                      > stanem faktycznym?

                      Owszem jest niezgodny ze stanem faktycznym.
                      Generalizujesz i tyle.
                      • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:18
                        izabellaz1 napisała:

                        > babunia_wygodka napisała:
                        >
                        > > Moja droga, od tego że coś nazwiesz stereotypem nie zmieni się
                        samo
                        > > zjawisko. Uważasz może że stereotyp z definicji jest niezgodny
                        ze
                        > > stanem faktycznym?
                        >
                        > Owszem jest niezgodny ze stanem faktycznym.
                        > Generalizujesz i tyle.

                        Istotnie, bo stereotyp to generalizacja. Co bynajmniej nie znaczy że
                        statystycznie niezgodna z prawdą.
                        • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:49
                          babunia_wygodka napisała:

                          >Co bynajmniej nie znaczy że
                          > statystycznie niezgodna z prawdą.

                          Dla jednego badanego "faktu" możesz mieć najróżniejsze dane statystyczne w
                          zależności od badanej grupy, parametrów etc.
                • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:27
                  babunia_wygodka napisała:

                  > Ależ bynajmniej. Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                  > technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia
                  próby
                  > rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                  > podczas takiej próby smile

                  Bzdura, ale im bardziej w to wierzysz, tym bardziej to widzisz. To
                  tak jak ktos sie naoglada "Bridget Jones" i widzi wszedzie
                  popaprancow i glupie dziunie. Klasyczny mechanizm samospelniajacej
                  sie przepowiedni.

                  A tymczasem moja babcia przez cale zycie dla przyjemnosci
                  przeprowadzala sobie remonty z elektryka wlacznie, jedna ciotka jest
                  inzynierem budowlanym, a druga specjalista od przeladunkow, a ja
                  pracuje w IT, zreszta jako kompletny samouk. Oczywiscie niewatpliwie
                  wszystkie jestesmy anomaliami.
                  • izabellaz1 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:03
                    cherry.coke napisała:

                    > A tymczasem moja babcia przez cale zycie dla przyjemnosci
                    > przeprowadzala sobie remonty z elektryka wlacznie, jedna ciotka jest
                    > inzynierem budowlanym, a druga specjalista od przeladunkow, a ja
                    > pracuje w IT, zreszta jako kompletny samouk. Oczywiscie niewatpliwie
                    > wszystkie jestesmy anomaliami.

                    To ja się z przyjemnością podłączę pod ten zbiór anomalii smile
                  • lacitadelle Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:05
                    > Bzdura, ale im bardziej w to wierzysz, tym bardziej to widzisz.

                    Moja Mama była zgorszona, kiedy przy niej zainstalowałam przywiezioną przez
                    kuriera pralkę. Powiedziałam, że to przecież nic trudnego, mogę jej pokazać, na
                    co odparła, że ona nie ma zamiaru nawet patrzeć, w życiu by się za coś takiego
                    nie zabrała, bo od tego ma męża.
                  • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:24
                    cherry.coke napisała:

                    > babunia_wygodka napisała:
                    >
                    > > Ależ bynajmniej. Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                    > > technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia
                    > próby
                    > > rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                    > > podczas takiej próby smile
                    >
                    > Bzdura, ale im bardziej w to wierzysz, tym bardziej to widzisz. To
                    > tak jak ktos sie naoglada "Bridget Jones" i widzi wszedzie
                    > popaprancow i glupie dziunie. Klasyczny mechanizm samospelniajacej
                    > sie przepowiedni.

                    Dlaczego, niczym stereotypowa kobieta ;-> wprowadzasz tu jakąś
                    rozszerzajacą interpretację? Czy ja gdzieś "widzę wszędzie"? W
                    najmniejszym stopniu. Nie znajdziesz uzasadnienia do takiego
                    stwierdzenia nigdzie w mojej wypowiedzi. Ja mówię o głupocie. A nie
                    o kobietach/mężczyznach en masse. JEŻELI kobieta jest głupia, to
                    głupota prędzej objawi się w taki sposób, a JEŻELI mężczyzna jest
                    głupi, to w inny. JEŻELI.

                    > A tymczasem moja babcia przez cale zycie dla przyjemnosci
                    > przeprowadzala sobie remonty z elektryka wlacznie, jedna ciotka
                    jest
                    > inzynierem budowlanym, a druga specjalista od przeladunkow, a ja
                    > pracuje w IT, zreszta jako kompletny samouk. Oczywiscie
                    niewatpliwie
                    > wszystkie jestesmy anomaliami.

                    I w tym IT w taki sposób interpretujesz komunikaty komputera jak ten
                    mój? Komputer Ci pisze "jeżeli strona testowa się nie wydrukowała
                    to..." a Ty na to nie obracając się nawet w stronę
                    drukarki "cholera, znowu drukarka nie działa"? smile
                    • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:04
                      > Dlaczego, niczym stereotypowa kobieta ;-> wprowadzasz tu jakąś
                      > rozszerzajacą interpretację? Czy ja gdzieś "widzę wszędzie"? W
                      > najmniejszym stopniu. Nie znajdziesz uzasadnienia do takiego
                      > stwierdzenia nigdzie w mojej wypowiedzi. Ja mówię o głupocie. A nie
                      > o kobietach/mężczyznach en masse. JEŻELI kobieta jest głupia, to
                      > głupota prędzej objawi się w taki sposób, a JEŻELI mężczyzna jest
                      > głupi, to w inny. JEŻELI.

                      Mowisz, ze glupota kobiet objawia sie tak, a mezczyzn inaczej (i do
                      tego sie odnosilam - bridgetowe "popaprance" tez sa przeciez glupie,
                      choc plci meskiej). Bez zadnego dodatkowego okreslenia "predzej" albo
                      "raczej", ktore pojawily ci sie dopiero teraz.

                      Ależ bynajmniej. Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                      technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia próby
                      rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                      podczas takiej próby
                      Albo stosunek do zwierząt. Kobieta (50 kg) będzie się obawiała że
                      koniowi będzie ciężko z nią na grzbiecie. Męzczyzna (90 kg) będzie
                      się wściekał że koń się pod nim zmęczył.


                      > I w tym IT w taki sposób interpretujesz komunikaty komputera jak
                      ten
                      > mój? Komputer Ci pisze "jeżeli strona testowa się nie wydrukowała
                      > to..." a Ty na to nie obracając się nawet w stronę
                      > drukarki "cholera, znowu drukarka nie działa"? smile

                      Nie wmawiaj - patrz wyzej. Nie dyskutuje o tym, czy kobiety moga byc
                      glupie, tylko o tym, ze przypisujesz plciom okreslone zachowania bez
                      wyjatkow.
                      • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:15
                        cherry.coke napisała:

                        > Mowisz, ze glupota kobiet objawia sie tak, a mezczyzn inaczej (i
                        do
                        > tego sie odnosilam - bridgetowe "popaprance" tez sa przeciez
                        glupie,
                        > choc plci meskiej). Bez zadnego dodatkowego okreslenia "predzej"
                        albo
                        > "raczej", ktore pojawily ci sie dopiero teraz.

                        Ale Ty nie zaprotestowałaś przeciwko mojemu zróżnicowaniu głupot,
                        tylko przeciwko moejmu rzekomemu twierdzeniu jakoby wszystkie
                        kobiety były technicznymi niezdarami. Bo niby do czego miały być te
                        przykłady zaradności technicznej Twojej babci i matki, skoro ja
                        mówię wyłącznie o sytuacjach kiedy takiej zaradności nie ma z
                        założenia?

                        > > I w tym IT w taki sposób interpretujesz komunikaty komputera jak
                        > ten
                        > > mój? Komputer Ci pisze "jeżeli strona testowa się nie
                        wydrukowała
                        > > to..." a Ty na to nie obracając się nawet w stronę
                        > > drukarki "cholera, znowu drukarka nie działa"? smile
                        >
                        > Nie wmawiaj - patrz wyzej. Nie dyskutuje o tym, czy kobiety moga
                        byc
                        > glupie, tylko o tym, ze przypisujesz plciom okreslone zachowania
                        bez
                        > wyjatkow.

                        Nie wiem o czym chcesz dyskutować, ale Twoja argumentacja jest
                        argumentacją w dyskusji "czy kobieta z natury jest niezdolna
                        obsłużyć maszynę". No to ja się zgadzam, że oczywiście że jest
                        zdolna. natomiast wypowiadam się o takim podzbiorze kobiet (i
                        mężczyzn), który akurat rzeczywiście nie jest zdolny.

                        A że zdarzają się przypadki mężczyzn w ogóle bojących się dotknąć
                        urządzenia i kobiet ciągnących wszystkie możliwe dźwignie na raz?
                        Pewnie że trochę ich jest. Ale mniejszość.
                        • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:24
                          > Ale Ty nie zaprotestowałaś przeciwko mojemu zróżnicowaniu głupot,
                          > tylko przeciwko moejmu rzekomemu twierdzeniu jakoby wszystkie
                          > kobiety były technicznymi niezdarami. Bo niby do czego miały być te
                          > przykłady zaradności technicznej Twojej babci i matki, skoro ja
                          > mówię wyłącznie o sytuacjach kiedy takiej zaradności nie ma z
                          > założenia?

                          Do tego, ze w sytuacji kompletnego nieradzenia sobie z jakims
                          problemem, opisane przypadki podjelyby raczej "meska" wg ciebie
                          probe. Znam rowniez wiele przypadkow meskich, ktore to przypadki
                          chetnie i z wdziekiem zalamuja w takich sytuacjach rece.

                          > A że zdarzają się przypadki mężczyzn w ogóle bojących się dotknąć
                          > urządzenia i kobiet ciągnących wszystkie możliwe dźwignie na raz?
                          > Pewnie że trochę ich jest. Ale mniejszość.

                          To tak trzeba bylo napisac.

                          Niemniej podwatek jest wyjatkowo bzdetowaty, zgadzam sie. Czyzby
                          kolejny troll wpadl sie jarac sianiem zametu wsrod ematek?
                          • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:28
                            cherry.coke napisała:

                            > > A że zdarzają się przypadki mężczyzn w ogóle bojących się
                            dotknąć
                            > > urządzenia i kobiet ciągnących wszystkie możliwe dźwignie na
                            raz?
                            > > Pewnie że trochę ich jest. Ale mniejszość.
                            >
                            > To tak trzeba bylo napisac.

                            Przecież to jest oczywiste. Jak napiszę "W Londynie mówi się po
                            angielsku" to też się mam zastrzegać że z wyjątkiem chińskiej
                            dzielnicy, polskich kolonii oraz szkół dla głuchoniemych?
                            • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:40
                              Jezyk angielski jest jedynym oficjalnym jezykiem Wielkiej Brytanii. O
                              ile nie potrafisz przedstawic jedynych oficjalnych wzorcow reakcji
                              psychofizycznych mezczyzn i kobiet postawionych przed problemem
                              technicznym przekraczajacym ich mozliwosci, raczej nie uzywalabym
                              takiego argumentu.
                  • nangaparbat3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 16:26
                    A ja w świetle cytowanej przez Ciebie wypowiedzi Babuni jestem na pewno mężczyzną sad
                  • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 18:58
                    > > Ależ bynajmniej. Weź chociażby głupotę związaną z urządzeniami
                    > > technicznymi. Kobieca przejawi się załamaniem rąk bez podjęcia
                    > próby
                    > > rozwiązania problemu, męska objawi się zniszczeniem urządzenia
                    > > podczas takiej próby smile

                    Przepraszam, ale ómarłam ze śmiechu. Cherry, jeżeli założysz, że opisywana
                    sytuacja dotyczy dwóch technicznych totalnych beztalenci, tylko odmiennej płci,
                    to to naprawdę często tak właśnie wygląda. Im częściej się przyglądam męskim
                    sposóbom rozwiązywania problemów technicznych, tym częściej dochodzę właśnie do
                    wniosku, że "typowy" facet zamiast pomyśleć, użyje siły wobec urządzenia big_grin
                    Pierwszy z brzegu przykład: moja zamiatarka, którą czule od kilku lat
                    sprzątałam, kochałam i czyściłam ją. Jak mnie nie było, dorwał ją mój stary,
                    który postanowił po zamiataniu ją wyczyścić z kłaków. No i już nie mam zamiatarki.
          • cherry.coke Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:00
            izabellaz1 napisała:

            > verdana napisała:
            >
            > > Cóż, a mnie się ten wywiad nie podobał - z feministycznego punktu
            > > widzenia.
            > > Bo tu kobiety sa innym gatunkiem człowieka
            >
            > Dokładnie. Rywalizacja, głupota, mądrość czy inne cechy nie są
            warunkowane płci
            > ą.

            Z tym ze ja ten aspekt odebralam nie jako rywalizacje, a jako
            udupianie. Rywalizacja to konkurencja polegajaca na pieciu sie do
            gory, a udupianie to konkurencja polegajaca na sciaganiu w dol smile

            Z tym ze ja widze to bardziej jako ceche "Polaka z Dnia Swira", a
            niekoniecznie stricte kobieca.
        • malila Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 18:17
          verdana napisała:
          > Bo tu kobiety sa innym gatunkiem człowieka - wizja pani profesor
          > przewiduje, ze w idealnym świecie kobiety popierają się wzajemnie,
          > są łagodne, nie obmawiają sie za plecami i wzajemnie sobie
          > wybaczają.

          Nie sądzę. Nie sądzę, że taką ma wizję. Moją uwagę zwróciło przede
          wszystkim wskazanie na to, że kobiety dużo łagodniej traktują
          mężczyzn niż inne kobiety. IMO nie chodzi o to, by kobiety
          realizując czyjąś wizję stały się anielicami albo by stawały za sobą
          murem tylko z powodu tego, że są kobietami, ale o to, by tak samo
          traktowały mężczyzn jak kobiety. By nie wybaczały mężczyznom tego
          samego (lub czegoś gorszego), za co kobietę by napiętnowały lub
          potępiły.
          By nie szukały akceptacji w męskim świecie uważając, że to, co
          męskie, jest lepsze - odwracając się tym samym od swojej kobiecości.
          Bo te kobiety, które męską perspektywę przedkładają nad kobiecą, od
          tego, co kobiece, się odżegnują zostawiając sobie jedynie jej
          użyteczne z męskiej perspektywy fragmenty. Zastanawiające jest, że
          każda z nich właśnie siebie uważa za wyjątek w tej kobiecej grupie.
          Za ten wyjątek potwierdzający regułę. Wyjście z tej pozy jest dość
          trudne, bo traci się owo poczucie wyjątkowości.
          To zresztą może być powodem legendarnej już zołzowatości kobiet,
          które są prezeskami czy dyrektorkami wysokiego szczebla. Żeby to
          osiagnąć, część z nich musiała zachowywać się bardziej męsko niż
          mężczyźni. Są dumne z tego, co osiagnęły, ale tez zmęczone. Ciężko
          pracowały na swoją pozycję. Na swoją wyjątkową, szczegolnie wśród
          kobiet, pozycję. Co się dzieje, kiedy okazuje się, że młodsza
          kobieta może podobną pozycję osiągnąć łatwiej i szybciej i że nie
          musi walczyć z opinią na temat kobiet? Ba, że nie musi rezygnować ze
          swoich kobiecych zachowań, sposobów rozumowania czy poglądów, które
          wcześniej uznawane były za głupie? Co się stanie, kiedy okaże się,
          że na wysokich stanowiskach jest dużo więcej kobiet?

          > Mogę popierać kogoś, z kim się zgadzam - pleć jest bez znaczenia,
          > mogę wściekać sie na kogoś, z kim się nie zgadzam - jak wyżej. A
          że
          > kobiety częściej obmawiają we wlasnym gronie kobiety - cóż,
          obawiam
          > się, ze to jest oczywiste, rozmawia się o tych, ktorzy wywodza sie
          z
          > podobnych kręgów, których się lepiej zna itd.

          Nie, to nie jest oczywiste. Wiesz, jakie studia skończyłam. Nie jest
          prawdą, że mężczyźni nie lubią plotkować, że nie obgadują, nie
          obrabiają komuś tyłka. I nie jest też prawdą, że częściej obrabiają
          pośladki mężczyznom niż kobietom.
          • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 10:19
            malila napisała:

            > traktowały mężczyzn jak kobiety. By nie wybaczały mężczyznom tego
            > samego (lub czegoś gorszego), za co kobietę by napiętnowały lub
            > potępiły.
            > By nie szukały akceptacji w męskim świecie uważając, że to, co
            > męskie, jest lepsze - odwracając się tym samym od swojej
            kobiecości.

            Traktowanie mężczyzn (do zdobycia) tak samo jak kobiety
            (konkurentki) to przecież właśnie odwracanie się od własnej
            kobiecości. Zaprzeczanie że jest się kobietą i wmawianie sobie że
            jest się uniseksowym zestandaryzowanym homo sapiens.

            • malila Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 12:32
              babunia_wygodka napisała:

              > malila napisała:
              >
              > > traktowały mężczyzn jak kobiety. By nie wybaczały mężczyznom
              tego
              > > samego (lub czegoś gorszego), za co kobietę by napiętnowały lub
              > > potępiły.
              > > By nie szukały akceptacji w męskim świecie uważając, że to, co
              > > męskie, jest lepsze - odwracając się tym samym od swojej
              > kobiecości.
              >
              > Traktowanie mężczyzn (do zdobycia) tak samo jak kobiety
              > (konkurentki) to przecież właśnie odwracanie się od własnej
              > kobiecości. Zaprzeczanie że jest się kobietą i wmawianie sobie że
              > jest się uniseksowym zestandaryzowanym homo sapiens.

              Dziękuję za poparcie. Tak jak piszesz: zaprzeczanie, że jest się
              kobietą, czyli odcięcie się od tego, co przez lata czy wieki uważane
              było za kobiece czyli gorsze, jest . Czyli np. "babski" sposób
              myślenia. Z niewyjasnionych powodów swego czasu mężczyźni
              zawłaszczyli sobie logikę twierdząc, że kobiety nie myślą logicznie.
              Tymczasem ta męska logika polegała na tym, że mężczyźni równie
              często korzystali z intuicji, przeczuć czy po prostu potrzeb, co
              kobiety, ale później dopasowywali fakty do swoich przekonań. Takim
              typowym przykładem jest chociażby teza o tym że kobieca głupota
              różni się od męskiej, bo kobieta niezdolna technicznie nie dotknie
              obcej sobie ideowo maszyny, a mężczyzna równie niezdolny - popsuje
              ją. A czy w rzeczywistości ktokolwiek widział, żeby roczniak płci
              żeńskiej wzbraniał się przed popsuciem pilota czy komórki? Istnieje
              więc spore prawdopodobieństwo, że jeśli kobieta nie dotyka maszyny,
              to nie dlatego, że natura tak chciała, ale dlatego, że została tego
              nauczona. Oczywiście można się zastanawiać, czy w trakcie rozwoju te
              preferencje nie uwalniają się zgodnie z naturą. Ale dlaczego one się
              uwalniają właśnie wtedy, gdy dziecko zaczyna rozróżniać swoją płeć i
              DOWIADUJE sie, że jest dziewczynką czy chłopcem, mama jest
              dziewczynką, tatuś jest chłopcem, mama robi to, tata robi tamto, a w
              ogóle dziewczynki zajmują się tym, a chłopcy tamtym?

              Jeśli chodzi o takie samo traktowanie kobiet i mężczyzn przez
              kobiety, to nie pisałam o bezwzględnym traktowaniu, ale o tym by nie
              stosować w ocenie kobiet i mężczyzn podwójnej moralności.
              Dewaluowanie kobiet przez kobietę obraca się przeciwko niej samej,
              ponieważ jest kobietą, nawet jeśli udaje, iż nią nie jest. Toteż
              twierdzenie, iż niedewaluowanie kobiet jest odwracaniem się od
              kobiecości, ma taki sam sens, co twierdzenie, iż niepodpalanie lasu
              przez drzewo przekonane o wyższości pustyni nad lasem, jest
              odwracaniem się od lasu.

              Czasem mam wrażenie, że ludzie boją się utraty tych wszystkich
              podziałów, bo wtedy sami by nie wiedzieli, czym jest ich kobiecość,
              czym jest ich męskość. Co ma być dowodem męskości, a co dowodem
              kobiecości. A tak? Wszystko wiadomo: jak ktoś nie dotyka niczego, co
              może się zepsuć, rozprawia wyłącznie o kosmetykach, dzieciach,
              telenowelach i wymienia się przepisami kulinarnymi, z radością
              przynosi piwo nie dla siebie, przy rozmowach o polityce, ekonomii,
              zjawiskach socjologicznych, technice, obracaniu w pamięci macierzy i
              przy mapie (albo czymkolwiek, co nie należy do zbioru: uroda,
              dzieci, kuchnia, miłość) się gubi, ale nawet w rozmowie w obrębie ww
              zbioru i tak ostatecznie zgadza się z płcią przeciwną - to można
              mieć pewność, że będzie się z nią miało dzieci i satysfakcję ze
              swojej męskości. A jeśli ktoś rzuca się na każdy napotkany mechanizm
              skomplikowany bardziej niż słomka ze słowami: "zostaw, bo ty to
              popsujesz", a równocześnie do kuchni wchodzi jedynie po to, by
              ewentualnie zapytać, czy jest coś do jedzenia, bo gotowanie to
              sprawa zbyt łatwa, zbyt absorbująca i zbyt codzienna, jeśli nie
              zbiera po sobie zabawek, bo został stworzony do wyższych celów, a
              jako argumentu ostatecznego używa zdania: "to nie na twoją śliczną
              główkę" - to wiadomo, że można liczyć na siłę męskiego ramienia i
              męskiej perswazji i zająć się kontemplowaniem swojej kobiecej
              bezradności, która wreszcie znalazła swego pana.
              No a poza tym jak wszyscy widzą, że się ma bardzo kobiecą kobietę,
              to nie mogą wątpić w męskość posiadacza. I odpowiednio: jak się ma
              bardzo męskiego mężczyznę, to nie można wątpić w kobiecość
              właścicielki.
              • malila Powinno być: 19.08.10, 12:43
                > Dziękuję za poparcie. Tak jak piszesz: zaprzeczanie, że jest się
                > kobietą, czyli odcięcie się od tego, co przez lata czy wieki
                uważane
                > było za kobiece czyli gorsze, jest prostą drogą do bycia hybrydą z
                kobiecym ciałem, kobiecym umysłem i pogardą do wszystkiego, co ten
                kobiecy umysł z kobiecością wiąże. Czyli np. "babski" sposób
                > myślenia.
              • babunia_wygodka Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 13:20
                malila napisała:

                > Dziękuję za poparcie. Tak jak piszesz: zaprzeczanie, że jest się
                > kobietą, czyli odcięcie się od tego, co przez lata czy wieki
                uważane
                > było za kobiece czyli gorsze, jest . Czyli np. "babski" sposób
                > myślenia. Z niewyjasnionych powodów swego czasu mężczyźni
                > zawłaszczyli sobie logikę twierdząc, że kobiety nie myślą
                logicznie.

                Kobiety owszem, myślą logicznie, ale element emocjonalny jest w tej
                logice znacznie ważniejszy niż u mężczyzn. Po prostu kobieta w
                logiczny sposób weźnie pod uwagę emocje, które mężczyzna by pominął.

                > Tymczasem ta męska logika polegała na tym, że mężczyźni równie
                > często korzystali z intuicji, przeczuć czy po prostu potrzeb, co
                > kobiety, ale później dopasowywali fakty do swoich przekonań. Takim

                Hm? Intrygująca teza. Niby jak to z tymi faktami było, jakiś może
                taki co bardziej spektakularny historyczny przykład?

                > typowym przykładem jest chociażby teza o tym że kobieca głupota
                > różni się od męskiej, bo kobieta niezdolna technicznie nie dotknie
                > obcej sobie ideowo maszyny, a mężczyzna równie niezdolny - popsuje
                > ją. A czy w rzeczywistości ktokolwiek widział, żeby roczniak płci
                > żeńskiej wzbraniał się przed popsuciem pilota czy komórki?

                A czy roczniak płci dowolnej ma w ogóle świadomość tego że coś się
                psuje? Czy ma świadomość że urządzenia się "obsługuje"? Taki
                roczniak się po prostu bawi, a dorosły chce osiągnąc urządzeniem
                konkretny efekt. Przecież Twój przykład jest zupełnie nieadekwatny,
                żeby nie powiedzieć nielogiczny.

                Istnieje
                > więc spore prawdopodobieństwo, że jeśli kobieta nie dotyka
                maszyny,
                > to nie dlatego, że natura tak chciała, ale dlatego, że została
                tego
                > nauczona. Oczywiście można się zastanawiać, czy w trakcie rozwoju
                te
                > preferencje nie uwalniają się zgodnie z naturą. Ale dlaczego one
                się
                > uwalniają właśnie wtedy, gdy dziecko zaczyna rozróżniać swoją płeć

                Czyżby? A zastanów się dobrze czy nie jest przypadkiem tak, że już
                chłopcy-niemowlęta częściej sięgają po zabawki - czyli urządzenia -
                niż dziewczynki?

                i
                > DOWIADUJE sie, że jest dziewczynką czy chłopcem, mama jest
                > dziewczynką, tatuś jest chłopcem, mama robi to, tata robi tamto, a
                w
                > ogóle dziewczynki zajmują się tym, a chłopcy tamtym?

                Nie, to nie działa w ten sposób. Poobserwuj trochę własne dzieci to
                się przekonasz.

                > Czasem mam wrażenie, że ludzie boją się utraty tych wszystkich
                > podziałów, bo wtedy sami by nie wiedzieli, czym jest ich
                kobiecość,
                > czym jest ich męskość. Co ma być dowodem męskości, a co dowodem
                > kobiecości.

                Jeżeli zanikłyby podziały to przecież rzeczywiście zanikłaby i
                kobiecość, i męskość. Jak inaczej byś je odróżniła niż właśnie przez
                podziały?

    • alabama8 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 12:16
      Z czago rodzą się konflikty? Z interakcji. A interakcje? Z
      zaangażowania.
      Czy drogie forumki piszą o konfliktach z teściem, albo o ojcu za
      bardzo ingerującym w życie córki czy syna? Browara dla takiej co
      podobny wątek znajdzie. Nie piszą, bo nasi mężczyźni nie wchodzą w
      rodzinne interakcje, nie są zaangażowani w nic więcej niż pracę (w
      wieku młodszym) i pielenie ogródka czy podlewanie pomidorów (na
      emeryturze). W rodzinach istnieją tylko fizycznie, czasem odboirą
      córkę/wnuczkę z przedszkola i tyle. Nie są obiektami z którymi się
      rywalizuje - no bo kto by chciał rywalizować z takim anemonem.
      • lila1974 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:35
        Ucieszyłabym się z tego postulatu, gdyby nie drobny fakt ... nie lubię piwa tongue_out
      • jowita771 Re: Kobiety same się niszczą? 20.08.10, 14:19
        > Czy drogie forumki piszą o konfliktach z teściem, albo o ojcu za
        > bardzo ingerującym w życie córki czy syna? Browara dla takiej co
        > podobny wątek znajdzie

        Dawaj browara. Nie chce mi się szukać, ale osobiście kilkakrotnie pisałam o
        własnym teściu.
    • woman_in_love Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 13:11
      Wszystkim, ktore uwazaja ze nie sa feministkami polecam serial "Mad
      man" - zareczam, ze 95% uzna się jednak za feministke.
    • sadosia75 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 14:33
      Cos w tym jest.
      Kobiety walcza ze soba tak samo jak mezczyzni miedzy mezczyznami.
      Tylko technika walki jest ciut inna. Nie ma co sie oszukiwac kazda
      z nas chce miec to co najlepsze. I walczy o to na rozne sposoby.
      lepsze wyksztalcenie, lepsza praca, staramy sie o najlepsze
      przedszkole dla naszych dzieci, o najlepsza szkole. walczymy
      codziennie. Codziennie o cos innego z kims innym.
      Smieszna historia.
      Kilkanascie lat temu na studiach w grupie mielismy przesliczna
      dziewczyne. Byla naprawde wyjatkowo sliczna. Mozna by powiedziec,
      ze oczy bolaly od patrzenia na nia. Zaliczala kazdy egzamin na 4-5.
      Studia skonczyla z wyroznieniem. Po kazdym egzaminie grupa
      dziewczyn twierdzila, ze temu wykladowcy dala, tamtemu wykladowcy
      dala no i ma te swoje 4 i 5 w indeksie. A ona po prostu byla
      inteligentna.
      Dzis dziewczyna nadal jest piekna, nadal zapiera dech w piersi jak
      sie na nia patrzy i nadal bola oczy od jej urody. Jest wykladowca
      na najlepszych uczelniach w polsce. wspolpracuje w kilkoma
      uczelniami w Stanach.
      Kobiety nie potrafia sie tak latwo pogodzic z przegrana. Spora
      czesc z nich szuka defektu swojej rywalki. I znajdzie go nawet
      jesli w realnym swiecie go nie ma. a istnieje tylko w jej glowie.
      mezczyzni z kolei dadza sobie przyslowiowo po pysku i sprawa
      zalatwiona. A kobiety beda jatrzyc ile sie tylko da.
    • anulkau Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 15:39
      Faktycznie... Dostało mi się za kota, mimo, że nie tknęłam go palcem! smile To mój
      mąż, ale to ja zostałam zwymyślana od różnych...
      Faktycznie, kobitki nie szczędzą sobie jadu.

      Był kiedyś taki wątek o dziewczynie, która nieomal została zgwałcona, bo piła
      ino z nieznajomym - świetnie im się gadało, potem weszła do jego pokoju... o
      rany, ale się bidulce dostało!
    • maadzik3 Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 17:51
      Nie czytalam innych wypowiedzi, ale mnie ten wywiad/ artykul nie przekonuje ani
      troche. To wszystko brzmi jak smieszace mnie do histerii zdania z ksiazek o
      dzieciach "3-letnie dzieci lubia..." "5-latki nie lubia..." Nie ma czegos
      takiego jak kobiety/ mezczyzni zachowuja sie tak i tak. Mowimy o poteznych
      grupach i nawet zawezenie do Polki to czy tamto nie zmienia tego faktu. Znam
      mnostwo roznych kobiet i mezczyzn - ludzi po prostu z roznymi sposobami
      zachowan, pogladami, sposobami okazywania poparcia czy jego braku, roznym
      parciem na rywalizacje itd. itp. Sprowadzanie tej cudownej ludzkiej
      roznorodnosci do dychotomicznego podzialu wg plci ktora przeciez robi to czy
      tamto jest... malo profesjonalne? I na pewno nieprzekonujace
    • nomya Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 22:00
      To prawda niestety. Moja babcia zawsze mi powtarzała: "Pamiętaj, koleżanka,
      przyjaciółka to wróg". Tej zasady się trzymam odkąd pod moją nieobecność
      atrakcyjna przyjaciółka (opiekowała się naszym psem kiedy byłam we Włoszech w
      pracy, a mój mąż do niej odstawiał psa kiedy wyjeżdżał w kilkudniowe delegacje)
      wprost zaproponowała mu wspólną kolację... Gdyby był łasy na laski i pozbawiony
      wszelkich skrupułów, poszedłby jak w dym. Stety tak się nie stało, mi o tym
      powiedział, a koleżanka jakoś mnie unika wink To się nazywa zajebisty facet i mąż smile))
    • aniorek Re: Kobiety same się niszczą? 18.08.10, 22:16
      A dlaczego kobiety maja trzymac sie razem? Mezczyzna twoj wrog? Ja trzymam sie
      razem z ludzmi, na ktorych mi zalezy, ktorych szanuje. Plec nie ma znaczenia.

      A w pracy zarowno z kobietami i mezczyznami pracuje mi sie dobrze, bo jestesmy
      profesjonalistami. Nawet, jesli prywatnie jestesmy z innej bajki. Niestety, w
      Polsce kultura pracy jeszcze raczkuje - i nie mowie tak dlatego, ze wszedzie
      jest lepiej niz w PL, ale taka jest prawda, w koncu PL to mlody kraj, jesli
      chodzi np. o wolny rynek, szanowanie pracownika, itp. To wszystko dopiero sie
      rozwija.
    • titta Re: Kobiety same się niszczą? 19.08.10, 23:48
      Mysle, ze pewne grupa mezczyzn i kobiet ma ten sam problem:
      neurotyzm. Popularny w Polsce, bo przenoszony z pokolenia na
      pokolenie. Ludzie neurotyczni sa nie pewni siebie, potrzebuja
      potwierdzenia swojej wartosci, porownujac sie i "mierzac" z innymi.
      Slabszym okazuja swoja "wyzszosc", silniejzym (lub lepszym w ich
      mniemaniu) podpozatkowuja sie.
      Dziecko wysmiewane i ponizane (nawet niekoniecznie bite),
      niedowartosciowane, bedzie w taki sam sposob traktowac otoczenie.
      Stad facei w typie "polskiego macho" lub popadajacy w depresje
      gdy "straca pozycje" i kobiety snujace intrygi,agresywne, a
      jednoczesnie ulegle wobec przemocy.
      • falka32 Re: Kobiety same się niszczą? 20.08.10, 00:55
        > Mysle, ze pewne grupa mezczyzn i kobiet ma ten sam problem:
        > neurotyzm. Popularny w Polsce, bo przenoszony z pokolenia na
        > pokolenie.

        Myślę, że rozkład tej cechy w populacji nie różni się specjalnie od innych cech
        i jest zbliżony do kapelusza. Popularna to może być Myszka Miki a nie wrodzona
        cecha temperamentu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja