bata_m
23.03.04, 23:21
Dziś mielismy wyjechać na długo wyczekiwany i dokładnie zaplanowany urlop...A
moja dzidzia obudziła się z popołudniowej drzemki i... zwymiotowała obiadek.
Bilety kupione, torby spakowane, pies odwieziony do rodziców. I dylemat, co
zrobić. Gorączki nie miala, biegunki też nie, no niby nie tak źle. Zjadła
owoce na podwieczorek, potem kaszkę na kolację, poszła spać i... po godzinie
obudziła się i zwymiotowała znowu. Chwilę potem przyjechał mój Tato, żeby nas
odwieźć na dworzec. Nie zaryzykowałam całej nocy w pociągu. Teraz mała śpi, a
mi się chce płakać

((. W dodatku okazało się, że nie da się juz oddać
kupionych wcześniej kuszetek i jeszcze jesteśmy 120 zł w plecy

(( A miało
byc tak pięknie...