koledzy synka/opieka itp...

23.08.10, 12:07
Witajcie. Potrzebuję opinii kogoś "z zewnątrz". Z góry uprzedzam że post
będzie długi.
Mój starszy syn ma 4 lata. Chodzi do przedszkola, ale chwilowo mamy wakacje.
Ja jestem na macierzyńskim więc wakacje spędzamy wspólnie - mąż zmieniał
pracęi nie dostał urlopu, więc ja staram się zająć jakoś czas. Wyjeżdżamy na
weekendy, w tygodniu w miarę możliwości nad jezioro, żeby się tylko wykąpać.
Mamy działkę niedaleko mieszkania i tam młody ma swój raj - wielki basen,
trampolinę, domek na drzewie itp. Niedaleko działki mieszka kolega synka. Tzn.
właściwie pomieszkuje u babci, ale dosłownie całe wakacje (poza tygodniowym
wyjazdem do Zakopanego) spędza właśnie tam, razem z siostrą. Matka tego
chłopca jest pielęgniarką wiec pracuje czasem cały dzień, czasem w nocy. Tata
wyjechał za granicę do pracy. Chłopiec ten ma 7 lat. Mój synek bardzo go lubi,
zresztą, z wzajemnością, szczerze mówiąc kiedy chłopaki bawią się razem to mam
z głowy jedno dziecko na prawie cały dzieńwink Piszę prawie, bo mój syn jest z
serii tych wrażliwych i uczuciowych, musi wiedzieć że ja jestem gdzieś obok,
najlepiej żebym była w zasięgu wzroku. Kolega natomiast jest bardziej
wyluzowany, jego babcia zresztą też. Chłopiec przychodzi do nas rano -
powiedzmy o 8. Przychodzi głodny bo - jak mówi - babcia rano nie zdążyła iść
do sklepu. Robię więc śniadanie dla nas i dla niego, przecież nawet jak mam
jeden jogurt to podzielę go na pół. Potem chłopaki bawią się zgodnie, w
międzyczasie przychodzą raz jeden raz drugi : PIĆ MI SIĘ CHCE. To słowa
kolegi, bo moje dziecko nauczone jest że mówi się poproszę pić. CHCĘ JEŚC - to
również słowa kolegi, moje dziecko o jedzenie raczej się samo nie dopomina
(chyba że chodzi o coś słodkiegowink. Więc kolejny raz zwracam uwagę na formę
wypowiedzi - poproszę - i robię im coś do jedzenia, może przy okazji mój
niejadek coś zje... Przychodzi pora obiadu, oczywiście zamiast 3 porcji robię
4, bo kolega w dalszym ciągu jest u nas. Przed kolacją już karzę iść koledze
do babci, bo jak mu nie powiem że jest późno to zostałby na noc. Od czerwca
kolega przyszedł do nas 1 raz z "czymś" swoim - było to kilka chrupek
wworeczku, które od razu po przyjściu zjadł w kącie (na wypadek gdyby ktoś inny
chciał go uprzedzić...). Kilka razy zabierałam go nad jezioro. Kiedyś akurat
była jego mama i kiedy kazałam mu iść po kąpielówki i ręcznik to przyszedł po
minucie i powiedział że mama kazała żeby ktoś do niej przyszedł i powiedział
że będzie mnie pilnował. Chciałam już powiedzieć że pojedziemy sami, ale w
końcu i moje dziecko chciało jechać z kolegą więc kazałam mamie przyjść do nas
jeśli coś chce. Przyszła z wielką łaską, przyprowadziła też swoją 3letnią
córkę czy jej również nie chcemy zabrać! Wczoraj się we mnie aż zagotowało, po
południu zbierało się na burzę, więc zrobiliśmy szybko grilla (oczywiście
kolega jadł z nami) i poszliśmy do mieszkania. Po kilku minutach dosłownie
zrobiło się ciemno i zaczęło lać a z oddali słychać było burzę. Pytam więc
chłopca czy zna numer do babci, żeby może przyszła po niego. Niestety nie, nie
znał też numeru do mamy, do nikogo. Dzwoniłam więc po znajomych/sąsiadach, w
końcu zdobyłam numer i zadzwoniłam z prośbą żeby ktoś przyszedł po dziecko bo
pada i grzmi. Przecież sam trafi i burzy się nie boi - to słowa babci.
Wysłałam więc chłopca samego (sama stałam na balkonie i sprawdzałam czy
idzie). I wieczorem z mężem postanowiliśmy że czas coś z tym zrobić. Nie dość
że to dziecko nie ma żadnej opieki, że nikt nie interesuje się czy ma co jeść
i pić, że jest brudne (kiedy rozłożyliśmy namioty na działce to chłopiec 3 dni
spał tam i się nie mył wcale...) i zaniedbane. Daleka jestem od wydzielania
jedzenia, zwłaszcza dzieciom, ale to chyba nie jest taki wielki problem kupić
raz na czas karton soku czy paczkę ciastek i dać dziecku, które idzie na całe
dnie do kolegi? Ten chłopiec potrafi iść sam do lodówki i wyjąć np.
actimelka,bo nigdy nie pił, albo kiedy na stole stoi paczka ciastek przychodzi
po jedno tak długo aż zje wszystkie. Nie przeszkadzało mi to ale ostatnio
czuję się normalnie wykorzystywana. Babcia chłopca jest biedna, wiem że żyje z
renty i utrzymuje prawie 30letniego syna, który pracy nie może znaleźć (za to
na piwo i papierosy mają oboje...). Matka odwozi dzieci do babci i nawet
rzeczy czystych jej nie zostawia (wiem bo babcia kiedyś szła do lumpeksu po
czyste majtki dla wnuków...) bo babcia powinna się sama o to zatroszczyć. Za
to mają 2 samochody, motor, w zimie na wakacjach byli w Egipcie. Coś w stylu
zastaw się a pokaż... Dzieci są wg. mnie bardzo zaniedbane, ten chłopiec ma
okropną wadę wymowy, brzydkie nawyki, widac po nim że jest pozostawiony sam
sobie. Jego ręce czasem są tak brudne że boję się o jakieś choroby, każę mu
się myć zawsze zaraz po przyjściu do nas.
Myślę że czas najwyższy żeby komuś zwrócić uwagę, tylko nie bardzo wiem komu -
babci - matce? Babcia jest prosta, jej jedyną rozrywką jest plotkowanie na
temat sąsiadów i rodziny. Wiem że jeśli powiem jej na przykład że powinna
pilnować dzieci to nie dość że nic z tym nie zrobi to jeszcze uzna mnie za
wyniosłą gó...arę która miała czelność zwrócić jej uwagę. Matka natomiast ma
to zupełnie głęboko w poważaniu, kiedyś przez płot wołała synka żeby przyszedł
do niej to on nawet głowy nie podniósł tylko krzyknął że nie idzie. A ona
pojechała. Sytuacja jest patologiczna, żal mi tego dziecka i tylko dlatego
zgadzam się żeby przychodził do nas, ale chyba po prostu mam dość.
Wiem że wakacje się kończą ,ale będą wakacje, święta i sytuacja na pewno się
powtórzy...

Co byście zrobiły na moim miejscu?
    • mama-ola Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 12:32
      > Co byście zrobiły na moim miejscu?

      A co jest do osiągnięcia? Realnie chyba nic - to nic nie warto
      robić. Masz oczywiście dużo racji z tym wykorzystywaniem i
      dokarmianiem cudzego dziecka, ale rozmową z babcią czy matką zapewne
      nic nie osiągniesz, poza tym, że Cię obgadają itd.

      Jedyne co możesz zrobić, to egzekwować na swoim terenie akceptowalne
      przez Ciebie zachowanie, tak jak to robisz do tej pory - żeby mył
      ręce, żeby grzecznie formułował prośby itp.
      No i możesz też zawsze ograniczyć podawanie smakołyków. Nie musisz
      stawiać ciastek na stole, skoro Twój syn ich nie je.

      Najważniesze, że dzieci się lubią i dobrze ze sobą czują smile
      • mama-ola Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 12:51
        Rok temu opisywałam podobną sytuację, może Cię to zainteresuje:
        Tamten wątek
        Pozdrawiam smile
      • xsandrax Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 12:59
        > Co byście zrobiły na moim miejscu?

        a ja chyba mimo wszystko porozmawiałabym z mamą albo babcią w
        ostateczności.
        moim zdaniem zachowujesz się super, chodzi mi o to że starasz się
        wyegzekwować pewne zachowania od kolegi, ale to nie TY powinnaś go
        wychowywać....
        ale mnie chyba by po pewnym czasie drażniło że mam na wychowaniu
        jedno dziecko więcej, a sympatia sympatią.
        jak to się mówi co za dużo to nie zdrowo.
    • frestre Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 13:37
      ograniczyłabym godziny wizyt (wcześniej porozmawiaj z synem, aby nie było
      roztrząsania tematu przy koledze)
      w czasie posiłków prosiłabym, aby szedł na obiad do babci-kolega mieszka
      blisko? tak?
      wyraźnie wypowiadaj Wasze zasady panujące w domu i egzekwuj je

      te zmiany uzdrowią sytuację i chłopcy dalej będą się dobrze bawić!
      • mala-mila Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 13:39
        próbowałam już z tym obiadem - kolega wracał z kawałkiem chleba w ręku (np. z
        cukrem, czy z paprykarzem...) bo babcia nie ma obiadu. i za chwilę dopraszał się
        o jedzenie bo głodny był oczywiście.
        • mala-mila Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 13:41
          a wczoraj kiedy rozpalaliśmy grila to od razu powiedział że nie ma obiadu więc
          nawet nie poszedł do babci.
          • daniela11 Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 14:44
            Powiem szczerze, że i tak jesteś złotą kobietą, że przez tak długi
            czas akceptujesz taką sytuację.
            Rzeczywiście rozmowa z babcią i matką może niewiele zmieni, ale ja
            chyba jednak podjęłabym taką próbę - ale z matką! Zwróciłabym przede
            wszystkim uwagę na to, że dziecko mieszkając u babci jest po prostu
            ciągle głodne i je śniadania, obiady u Was. Mało, że głodne, to
            jeszcze brudne. Jeśli kobieta nic z tym nie zrobi to przynajmniej
            będzie świadoma, że Wy to widzicie i może chociaż trochę poczuje
            wstyd?
            Natomiast ja zdecydowanie zmieniłabym swoje nawyki co do wspólnej
            zabawy dzieci - w końcu co innego poczęstowanie kogoś obiadem,
            słodyczami, ciastkami, ale sytuacja, którą opisujesz to ewidentne
            wykorzystywanie Waszego dobrego serca. Poprosiłabym chłopca, aby
            przychodził do Was np. na 10.00, zaznacz, że chcecie spokojnie zjeść
            śniadanie. Na obiad wysyłaj do domu, chyba, że młody powie wprost,
            że w domu obiadu nie ma. Ciastek nie wystawiaj, tym bardziej, że
            smama piszesz, że syn to niejadek i jego ciastka nie specjalnie
            interesują. Dbaj o to, żeby chłopiec mył ręce itp. W końcu - racja
            jak piszą dziewczyny powyżej - na Twoim terenie obowiązują Twoje
            zasady. Najpierw porozmawiaj o tym z synkiem, aby także zrozumiał
            Twoje intencje i stosował się do nowych zasad.


            • mala-mila Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 17:34
              kurczę stara baba ze mnie a taka głupiauncertain normalnie jak was czytam to dochodzi
              do mnie że się daję wykorzystywać równo i dokładnie jak jakaś kretynka.
              Najgorsze że mój synek przyjmuje to wszystko bardzo naturalnie i dla niego jest
              oczywiste że jeśli on je banana to kolega też, jeśli mamy obiad to i dla kolegi
              będzie... Z drugiej strony to raczej normalne że "gościom" oferuje się to co
              akurat mamy "na stanie"...
              • ila79 Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 21:30
                Nie uważam, że dajesz się wykorzystywać, ale takich notorycznych
                gości traktuje sie trochę inaczej niż okazjonalnych. No dajmy na to
                mam na obiad kotlety i dla każdego jest po jednym. Przychodzi do
                młodego dwójka dzieci, a właściwie wpada z impetem bez zapowiedzi
                (to oczywiste dla mnie). Nie ma dla nich kotletów, więc dostają
                jajko sadzone. Inaczej się traktuje np. odwiedziny raz na jakiś czas
                osób, które daleko mieszkają, a inaczej takie spontaniczne "naloty".

                To jest trudna sytuacja. Sama musisz ocenić, co będzie najlepszym
                wyjściem. Czy ta mama i babcia wogóle nadaja się do jakichkolwiek
                dyskusji?? Co może przynieść kontrola z MOPS-u? A jak odbiorą im
                dzieciaka?...Ja Wam mówię, lepsza rodzina, gdzie dziecko wcina chleb
                z cukrem i chodzi brudne, niż dom dziecka...Dwójka moich w tej
                chwili 9 i 10-letnich sąsiadów dość wcześnie (4 i 5 lat)wyrwana z
                tego piekła po prawie 5 latach nadal nie może dojsć do siebie i
                traumę będą mieli chyba do końca życia.
      • ridibunda Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 14:55
        Popieram Frestre.
        Do nas też przychodzi kolega synka, też by siedział cały dzień, ale ja nie
        pozwalam - na obiad, śniadanie - wysyłam do domu, za bardzo krzyczą, kłócą się
        itp. - wysyłam do domu. Mały matki nie posłucha, mnie tak. Tylko u nas to
        normalna rodzina, nie ma takich zachowań jak opisałaś.
        Powiem Ci, że niestety ludzie niewydolni wychowawczo lub patologiczni bardzo
        łatwo uczą się wykorzystywać nadarzające się okazje - skoro trafiła się im
        sąsiadka dbająca o ich dziecko, karmiąca go, zapewniająca rozrywki - to super,
        wezmą jak najwięcej.
        Moim zdaniem, dajesz się wykorzystywać i jak najprędzej ustal takie zasady,
        jakie Tobie odpowiadają, bo inaczej nigdy nie uzdrowisz tej sytuacji.
    • bablara Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 14:40
      A mnie najbardziej zaskoczylo to, ze dziecko spalo 3 dni w namiocie i nikt go
      nie szukal? Bo rozmumiem, ze mowilas o nocy?
      • mala-mila Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 17:28
        kolega spał u nas 2 noce, miał ze sobą tylko dziurawy koc - żadnych rzeczy na
        przebranie, akcesoriów kosmetycznych czy oczywiscie jedzenia nie miał, po ten
        koc to i tak wysłałam go na siłe do babci bo babcia koca nie ma na pewno. po
        drugiej nocy stwierdziłam że chyba czas odpocząć więc kolegę wysłałam do babci,
        która akurat wychodziła na cmentarz i przyszła do nas zapytać czy może jeszcze z
        godzinę będziemy na działce! na moją wyraźną uwagę że idziemy do domu SAMI
        kazała wnukowi czekać przed zamkniętym domem do jej powrotu...
        takich dziwnych sytuacji jest mnóstwo, naprawdę
    • black.joanna Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 15:13
      Jeżeli rozmowy nic nie pomogą, to trzeba zainteresować sprawą opiekę społeczną,
      a może nawet sąd rodzinny. Nie można tego tak zostawić.
      • my_valenciana Re: koledzy synka/opieka itp... 23.08.10, 23:45
        A mi jest strasznie żal tego dziecka i wychodzi na to, że jesteście
        jego jedyną szansą na normalność i ciepły dom. Pewnie czeka na wasz
        przyjazd zawsze.
        • ciocia_ala Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 17:09
          my_valenciana napisała:

          > A mi jest strasznie żal tego dziecka i wychodzi na to, że
          jesteście
          > jego jedyną szansą na normalność i ciepły dom. Pewnie czeka na
          wasz
          > przyjazd zawsze.

          Oj nie wiem, czy to takie dobre. Ja mysle, ze to strasznie meczace.
          Rozumiem, ze autorka postu jest po prostu porzadna i naiwna
          kobieta. Rozumiem, ze synek lubi kolege. Ale z patologi sie nie
          wyrasta. Sciagnie sobie jeszcze klopoty na glowe.

          Moim zdaniem (niestety) ten maly to cwaniak i jemu tak wygodnie.
          Wygodnie rowniez jego rodzinie. A autorak czujesz sie winna, ze
          maly ma gorzej niz jej rodzina. Ale takie jest zycie. Czy bedziesz
          mu zeszyty i ksiazki kupowac?

          Sama znam dziewczyne z okropnie patologicznej rodziny (chodzilysmy
          razem do pierwszej klasy), dzis ona ma dziecko, jej ojciec wciaz ja
          tlucze (ta kolezanke). To fajna dziewczyna... bylaby. Ta jej corka
          jest strasznie cwana. Zawsze do nas podchodzi, zagaduje, chce sie
          wepchac do mieszkania itp. A zarazem ma np. zabawe wskakiwania pod
          samochody (jadace boczna uliczka do garazu). Koniecznie chce cie
          dotknac itp. Nigdy nie wiadomo co jej trafi do glowy. Niby jest
          mala i sympatyczna, ale jednoczesnie agresywna i natarczywa.

          Ja niestety nie kontynuowalabym tej znajomosci. Nie wyglada mi zeby
          autorka mogla pomoc temu dziecku. Maly jest pewny siebie, nie chce
          sie adoptowac do warunkow, nie chce wykonywac polecen.
    • ila79 Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 01:14
      Mam odrobinke podobna sytuację, ale tylko drobinkę smile. Mój mały
      uwielbia towarzystwo swojej starszej sąsiadki i jej koleżanek.
      Zdarza się, że mam troje dodatkowych dzieci na obiedziesmile.
      Dziewczynka jest świetna, ale ciut nieokrzesana. Jest mocno
      nadpobudliwa, mega żarłoczna smile, mega hałaśliwa, rozbiegana i wogóle
      normalnie by mnie wkurzała, ale odkąd mam dziecko zmienił mi się
      punkt widzenia. Rozwiązałam sprawe następująco. Zawsze robię trochę
      więcej obiadu, odrobinę, tyle, żebyśmy w razie nieobecności dzieci
      sami zjedli. Skończyłam z częstowaniem owocami, bo 2kg w 15 min to
      dla nich pestka. Jak jedziemy gdzieś razem, to mała wie, że musi
      wziąc ze skobą kase np. na lody. Mam w domu troche taniego żarcia,
      np. słoik dżemu, żeby w razie czego szybko zrobic stos kanapek dla
      pięciorga dzieci. Brzmi to trochę absurdalnie i może niektórych
      dziwi, ale ja lubie mieć dom pełny wrzeszczących dzieci...Tylko te
      nasze nie sa zaniedbane, a rozmowy z opiekunami na pewne tematy
      zawsze przynoszą efekt. Ta ukochana towarzyszka mojego synka została
      zabrana z domu dziecka 4,5 roku temu i większosc kłopotów wynika z
      tego jak wyglądało jej wczesne dzieciństwo. No nie wiem, nie zwracam
      aż tak bardzo uwagi na maniery, zdarza sie, że spuszczam po niej
      wode w kiblu, albo zbieram po domu chusteczki do nosa. Twoja
      sytuacja jest jednak bardziej skrajna, bo chodzi o poważne
      zaniedbania. No i ja mam gości od czasu do czasu, a nie codziennie.
      • mala-mila Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 07:55
        Dziękuję za wszystkie wypowiedzi.
        Porozmawiam chyba z mamą tego chłopca, albo się obrazi i mój synek straci kolegę
        albo coś zrozumie - jest mi to już obojętne.
        Co do spuszczania wody to też z tym walczę, a dodam że kolega chodzi do łazienki
        czasem nawet 15 razy w ciągu dnia (kiedyś z mężem liczyliśmy bo bałam się że
        chłopiec ma chory pęcherz...)
        Żal mi tego chłopca, jasne, ale to nie ja jestem jego matką, ani opiekunką.
    • fajnykotek Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 08:27
      A jak już będziesz rozmawiać z tą matką chłopca (a nastaw się, że nie będzie to
      miła rozmowa sad), to ją postrasz dozorem kuratora, albo opieki społecznej. Ale
      moim zdaniem nic nie uzyskasz, bo przecież babcia nie zacznie nagle gotować
      obiadów, a dziecka żal.
    • koza_w_rajtuzach Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 08:52
      > Co byście zrobiły na moim miejscu?

      Nic bym nie zmieniła w Twoim postępowaniu. Ty ostatecznie nie zbiedniejesz jak
      będziesz dokarmiać tego chłopca, a jak zakażesz mu przychodzenia, to scenariusz
      prawdopodobnie będzie taki, że będzie głodny siedział i nikt nie będzie się nim
      zajmował. Żal dziecka, a wakacje niedługo się skończą, więc jakoś to ścierp.
      Babci i matki i tak nie zmienisz, a dziecko może na tym cierpieć, jak
      postanowisz zrobić z tym porządek. A tak przynajmniej może będzie miał jakieś
      dobre wspomnienia z dzieciństwa, znacznie lepsze od tych, które mogłaby mu dać
      babcia czy mama.
      Dla mnie cała ta sytuacja jest nienormalna, ale pewnych ludzi już nie zmienisz,
      a przynajmniej robisz coś dobrego dla tego chłopca.
      • daniela11 Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 10:28
        Ale nie robiąc nic, nie podejmując tematu, nie zwracając nikomu
        uwagi - dajemy przyzwolenie na taką sytuację. To nie chodzi o
        dokarmianie dziecka w wakacje tylko o zwrócenie uwagi na problem.
        W Polsce jest tysiące pewnie takich rodzin, gdzie dzieci chodzą
        głodne i brudne, ale też słyszy się o mądrych ludziach, którzy
        zwrócili na to uwagę, zainteresowali się i zgłosili sprawę tam gdzie
        trzeba.
        A w końcu w tym przypadku dziecko jest ewidentnie zaniedbywane przez
        rodziców/babcię.
      • ila79 Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 14:17
        No właśnie, podpisuję sie pod kozą. Skup się na korzyściach, które
        płyną z tych odwiedzin. Chłopiec na tym korzysta, bo ma jakąś
        chwilową ostoję normalności, Twoje dziecko korzysta, bo ma fajne
        towarzystwo, Wy korzystacie, bo dzieciak ma zajęcie i nie zawraca
        Wam głowy. Zawiadomienie opieki społecznej podejrzewam skończy się
        tylko w jeden sposób. Chłopiec dostanie szlaban na odwiedziny u Was
        i nic dobrego z tego nie wyniknie.
    • memphis90 Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 09:55
      Ja bym zawiadomiła opiekę społeczną. Dziecko jest brudne, zaniedbane, głodne,
      bez opieki.
    • camel_3d Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 15:04
      mysle, ze to dosc ciezka sytuacja...
      masz jakby dwie mozliwosci..
      jedna..pomagac mu w taki sposob w jaki pomnagasz..czyli dac mu cos jesc, cos do
      picia..dzeiki temu ma mozliwosc zoabczenia, jak jest w "normalnej" rodzinie.
      Coz..no to kosztuje..ale jezeli nie uszczupla to twojego budzetu..to jedyne co
      bym zrobil.to popracowal nad jego kultura, zwrotami..itd.. moze zaczal wspolnei
      z dzeiciakami czytac ksiazki..itd..

      no albo...konic i basta..idziesz do matki i lagodnie wykladasz kawe na
      lawe..albo kobieta zrozumie..albo nie..i albo ja przekonasz..albo twoj synke
      straci kolege..co moze tez nie bedzie takei zle..
    • komyszka a zastanowilas się 24.08.10, 15:13
      - i reszta entuzjastek notorycznego spraszania i goszczenia pod swym dachem
      cudzych dzieci- co by się działo,gdyby chłopcu podczas jednej z takich wizyt coś
      się stało? jakis wypadek, zatrucie jedzeniem? przebywa u ciebie notorycznie,
      wiec de facto to TY sprawujesz nad nim opiekę. masz na to pisemną zgodę jego
      prawnych opiekunów? bo - z tego co opisujesz- myślę,że nie mieliby najmniejszych
      zahamowań aby ciągać cię po sądach. pomyśl,jaką wielką odpowiedzialność bierzesz
      na siebie- a los lubi bywać złośliwy.
      • ciocia_ala Re: a zastanowilas się 24.08.10, 17:13
        AMEN w koncu ktos rozsadny.
    • mama.ami a może jednak interwencja 24.08.10, 16:07
      A ja wam opowiem pewną historię, którą nawet nagłaśniały media, bo dzieciak obecnie objęty jest opieką fundacji Kwaśniewskiej od 13lat.
      To było dość dawno temu (jakieś 15lat temu może dłużej, nie ważne).
      Moi dziadkowie, u których spędzałyśmy z kuzynkami część wakacji mieszkali na wsi, oczywiście jak to na wsi dzieci biegają w kupie, bawią się razem, a że my z miasta i zabawek więcej i babcia z dziadkiem na emeryturze i bez pola do uprawy to więcej czasu dzieciakom poświęcali, więc też u nas na podwórku zawsze była masa dzieci. A między nimi mały chłopczyk, który przechodził przez dziurę w ogrodzeniu od sąsiadów. Dzieciak miał pełną rodzinę dwie starsze siostry i młodsze rodzeństwo. Chłopczyk miał wówczas 2latka, przechodził przez siatkę i wysiadywał u dziadków całymi dniami, jadł tam ucinał sobie drzemki, nikt się nim nie interesował (miała się nim niby zajmować babcia ok. 50lat bo rodzice w polu, ale babcie zawsze coś bolało, lub klepała różaniec na podwórku).
      Dziadkowie znali dobrze tę rodzinę i to nie było pierwsze dziecko, które tak się samo chowało. Raz dziadek zamiast odprowadzić po 20 małego to go zabrał do domu, dopiero przed 22 wpadła babcia z awanturą, że jej dziecka nie odprowadzili. I tak mały się sam wychowywał aż do 7 roku życia. Pod koniec wakacji (czy to już był rok szkolny nie pamiętam – ale to był 1995rok bo tak dziadek zmarł) dzieciak jak to zazwyczaj bywało jeździł po drodze sam na rowerze, pech chciał, że po tej samej drodze jechał pijany debil (bo na miano kierowcy nie zasługuje) i niestety uderzył w małego.
      Mały jest całkowicie sparaliżowany, nie jest w stanie samodzielnie oddychać. W 1997 roku telewizja tvn wyemitowała o Nim program, wiecie co powiedział kto mu się w nocy śni jak jest w szpitalu…? Nie mama ani tata czy też babcia… tylko dziadek, mój dziadek, który zmarł w tym samym roku co On miał wypadek. Dziadek, który się z nim bawił, który go kochał. Winą dziadka i babci była obojętność.
      Wiedzieli, że mały nie ma opieki, to się nim zajmowali nie interweniując.
      Po wypadku mamusia z tatusiem w telewizji kreowali się na wspaniałych czułych rodziców, opowiadali o tragedii, tylko zapomnieli dodać, że mały zawsze sam sobie jeździł po drodze, że Oni nawet się nie interesowali gdzie on jest. Fakt faktem, może w domu gotowali i nie było pijaństwa, ale nie opiekowali się dziećmi.
      Dlatego nie można być obojętnym i dokarmiać czy prowadzić na własną rękę „dziennego ośrodka socjoterapeutycznego i wychowawczego” trzeba czasem interweniować, zmuszać rodziców do podjęcia odpowiedzialności i opieki nad własnymi dziećmi.
      Żeby nie było więcej takich małych jak ten u moich dziadków.
      Poza tym:
      Jeśli dziecko ma alergię pokarmową i podasz mu coś co spowoduje silny wstrząs?? to co będzie
      Jeśli dziecko wyjdzie od was i zaginie w drodze do domu??
      Jeśli spadnie z drzewa i złamie rękę??
      Jest dużo takich jeśli i dlatego trzeba reagować. Zawiadomiś MOPS, Sąd Rodzinny, Może i Polocję jeśli mały zostaje na noc i nikt się po niego nie zgłasza nikt go nie szuka. Ja bym się nie odważyła wysłać dzieciaka samego do domu w trakcie burzy.
      Poza tym piszesz, że babcia ma na papirosy i piwo, tzn. że tam się dzieje źle.
      • black.joanna Re: a może jednak interwencja 24.08.10, 16:25
        Święte słowa
    • blue_romka Re: koledzy synka/opieka itp... 24.08.10, 16:38
      Masz dwa wyjscia. Po pierwsze porozmawiac z matka, wyluszczyc jej,
      ze dziecko jest brudne, glodne, zaniedbane. I ze spedza u Ciebie
      cale dnie na Twoim wikcie oraz de facto na Twojej odpowiedzialnosci,
      gdyby sie cos stalo. Z grubsza to wszystko co tu nam opisalas.
      Powiedz wprost, ze jesli sytuacja tego dziecka sie nie poprawi,
      powiadomisz odpowiednie sluzby (tu nie wiem dokladnie jakie,
      poszperaj w necie, czy to ma byc opieka spoleczna, czy cos innego).
      I oczywiscie zrealizuj swoja grozbe. Nie mowie, ze zaraz maja tej
      kobiecie odebrac dziecko, ale moze wizyta kogos z MOPSu, czy innej
      instytucji otworzy oczy matce i babce.
      Drugie wyjscie- niedlugo sie koncza wakacje- nie bedziesz jezdzic na
      dzialke, chlopak pojdzie do szkoly i po problemie.
      Wszystko zalezy od Twojego sumienia.
      • mala-mila Re: koledzy synka/opieka itp... 25.08.10, 12:48
        wakacje się skończą to fakt, ale potem będą weekendy, święta, ferie. Wiem (bo to
        trwa już dłuuugo) że przy najbliższym wolnym okresie kolega przyjedzie do babci
        (a raczej do nas) i nic w tej kwestii się nie zmieni.

        Macie rację z tą odpowiedzialnością, w końcu to nie moje dziecko, nawet żadna
        rodzina żebym mogła i chciała być za niego odpowiedzialna. Właśnie w niedzielę
        kiedy była burza zdałam sobie sprawę z tego.
        Ja swojego dziecka nigdy w życiu nie puściłabym samego w taką pogodę, zresztą
        gdybym nie miała młodszego dziecka to sama n poszłabym odprowadzić kolegę do
        babci. Czekam od poniedziałku na jego mamę, pewnie przyjedzie dopiero w
        sobotę/niedzielę. Porozmawiam z nią, a jeśli to nie pomoże (domyślam się że
        kolega na jakiś czas i tak przestanie nas odwiedzać, ale pewnie będziemy go
        widywać na rowerze albo szwędającego się po ulicy) to jestem gotowa zawiadomić
        jakis MOPS czy inny ośrodek.
        • ant-nat Re: koledzy synka/opieka itp... 25.08.10, 13:52
          koniecznie daj znać co dalej w tej sprawie jak matka i babcia zareagują na
          rozmowę z tobą, bo sytuacja jest ...hm..dość osobliwa.
    • mama2008.1 Re: koledzy synka/opieka itp... 25.08.10, 15:26
      Nic mi nie pozostaje tylko pogratulowac ci cierpliwości, ja bym go
      przegonila w ch...ę. A babci i matce nawsadzałabym ile sie da a
      gdyby pyskowały nastraszyłabym ich opieka i odebraniem praw
      rodzicielskich. a na dowód tego pokazałabym kamere i aparat i sie
      wygrazała ze mam zdjecia i nagrania dziecka brudnego głodnego itd.
      Boże ile we mnie jadusmile
      • katka74 pyt. do autorki 26.08.10, 12:19
        W swoim poście opisujesz sytuację wyjazdu nad jezioro, kiedy to
        matka chłopca przyprowadza jeszcze drugie dziecko. Zainteresowało
        mnie to. Jeśli chłopiec ma jeszcze 3 letnią siostrę, to kto się nią
        opiekuje?. Piszesz, że matka pracuje. Czy w takim razie mała jest z
        babcią? To chyba musi ją czymś karmić i jakieś jedzenie w domu ma?
        Jak to wygląda?
        • mala-mila Re: pyt. do autorki 26.08.10, 12:28
          mała też jest u babci - czyli biega po ulicy, a częściej bywa u sąsiadów z
          drugiej strony(ad. obiadówwink ja jej zwyczajnie do nas nie wpuszczam bo miałabym
          jeszcze jedno dziecko w pakiecie.
          jakies 2 tyg. temu babcia do nas przyszła z zapytaniem czy małej nie widzieliśmy
          bo jej zginęła 15 min temu...

          jedzenie w domu jakieś na pewno mają, ale raczej jest to chleb z najtańszą
          margaryną niż np. ziemniaki kotlet i surówka na obiad.
          owoców wiem że nie kupują bo chłopiec kiedyś mówił że winogrona są za drogie,
          jabłka teraz niedobre, a np. borówek amerykańskich (ulubione mojego syna) nigdy
          nie jadł.
          • fajnykotek Re: pyt. do autorki 26.08.10, 12:52
            To jednak powinnaś zgłosić tą sytuację do opieki społecznej.
            Tacy ludzie po prostu uważają, że tak ma być! Skoro Ty karmisz jedno dziecko, no
            to ktoś inny może karmić drugie...
            Posłuchałabyś co mówią osoby korzystające z opieki społecznej - im się wszystko
            NALEŻY, bo są taaacy bieeedni.
            • mala-mila Re: pyt. do autorki 26.08.10, 15:34
              kurcze, gdybyście wiedziały co za ananasy tutaj mieszkają...
              ci sąsiedzi "z drugiej strony" właśnie korzystają z opieki społecznej, w domu
              mieszkają jakby 3 osobne rodziny - babcia z dziadkiem i ich najmłodszy syn
              (ok.15 letni), oraz 2 córki ze swoimi mężami i dziećmi. Żadna z tych kobiet nie
              pracuje, a ich dzień trwa od wyjścia do sklepu do kawki, papieroska, znowu
              wyjście do sklepu itd. Każda z nich na swoje dziecko ma jakiś dodatek - za
              niepełnosprawność, jakieś adhd i inne (nie wiem dokładnie co który ma, ale wiem
              że każdy coś...). Teraz najmłodsza z nich jest w ciąży i chyba w ramach akcji
              rodzina na swoimwink kupiła sobie z mężem przyczepę campingową, postawili przed
              domem i tam sobie radośnie zamieszkująsmile
              ale cokolwiek by nie mówić (zazdroszczę czasem takiej organizacji, bo 2 dni temu
              spotkałam ich w sklepie gdzie kupowali adidasy za 199 zł...) ich dzieci są
              zawsze nakarmione, mają czyste rzeczy, a dzień dobry krzyczą z oddali.
              Nie raz z mężem zastanawialiśmy się nad takim życiem, całe życie nic nie robią a
              kasy mają niewiele mniej niż my. Nie wiem tylko jak oni zarobią na swoją
              emeryturę, bo z renty na dzieci chyba wiecznie żyć nie można.
Pełna wersja