kocianna
27.08.10, 06:59
Przy okazji wybierania szkoły dla dziecka zaczęliśmy konfrontować postawy
wychowawcze. Wcześniej całkiem zgodni w tym temacie, z zaskoczeniem
odkryliśmy, że wizję całokształtu mamy diametralnie różną.
Małżonek twierdzi, że dopóki możemy, powinniśmy zapewnić dziecku cieplarniane
warunki (prywatna szkoła, 5-osobowe klasy, po lekcjach opiekunka), ze
wystarczająco ją skrzywdziliśmy, wyrywając ze znanego środowiska i podpisując
kontrakt na pracę za granicą, i na następny kontrakt mam się nie zgadzać.
Mnie się wydaje, że życie jest twarde i im wcześniej się człowiek o tym dowie,
tym bardziej się na nie uodporni, więc chciałabym posłać Młodą do szkoły
publicznej (co prawda starannie wybranej, z dobrą świetlicą), a ewentualny
nowy kontrakt (wiąże się ze zmianą kraju lub co najmiej miasta) wart jest
rozważenia.
Abstrahując od tematu szkoły czy przeprowadzek, jakie są wasze podejścia:
dzieci należy chronić, czy hartować?