lykaena
31.08.10, 16:19
Jakiś czas temu (+/-10dni) otrzymałam smsa z wezwaniem do zapłaty za jakiś
kredyt z podaną kwota i terminem- pomyślałam ,że ktoś się pomylił i olałam.
Teraz wiem, że nie powinnam była

Dziś otrzymałam telefon, odbieram a tam pani (nie przedstawiając się)"prosi" o
rozmowę z panem X.
Mówię, że to pomyłka, a pani na to,że natychmiast mam przekazac słuchawkę
"mężowi"(??!!).
Powtarzam kolejny raz , że nie znam nikogo takiego.
Pani krzyczy na mnie, że i tak się nie ukryjemy, że przyjdzie windykator
terenowy itd.
Po tym już nie wytrzymałam, przerwałam jej i mówię, że primo ma na mnie
przestać krzyczeć , sekundo - nie mam z jej bankiem(już się domyśliłam o co
kaman) nic wspólnego i bezprawnie dysponuje moim numerem telefonu, poprosiłam
o przekazanie rozmowy przełożonemu.
Pani się rozłączyła.
5 minut temu zadzwonił facet i ta sama śpiewka- no podobna , bo ten był trochę
"milszy" i ten się nie rozłączył, ale polecił mi iść do placówki z dowodem
osobistym i tam porozmawiac o zaistniałej sytuacji.
Noszszsz ku...wa ja mam teraz łazić i na dodatek udowadniać swoją tożsamość, a
pseudobank może zadzwonić, napsuć mi nerwów ic o pstrooo?!
Jestem wściekła, zastanawiam się jak to teraz rozegrać.
Oczywiście muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem tak?!
Pomóżcie merytorycznie, proszę.