witorka12
31.08.10, 19:51
Witajcie
Mam pewien problem, chciałabym się Was poradzić ale najpierw nakreślenie sytuacji:
Mam dwoje dzieci, moja mama opiekuje się generalnie jednym - młodszym, a dwójką w ferie, wakacje lub gdy starszy jest chore i nie idzie do szkoły. Układ mamy fajny, dzieci bardzo lubią babcię, babcia też chyba lubi u nas być. Nie chciała od nas pieniędzy, ale dajemy jej pieniądze na dojazd+dodatkową kasę, a przy okazji mniejszych lub większych okazji robimy jej większe prezenty, zabieramy na zakupy itd. Staram się, aby moja mama nie odczuła, że jakoś ją wykorzystujemy. Zawsze podkreślam jej rolę i zasługi, więc chyba generalnie jest zadowolona
A teraz sedno sprawy: Przez większość wakacji dwoje dzieci mojego brata przebywało u nas przez 8- 10 godz. dziennie, czwórką dzieci zajmowała się moja mama i trochę ja. Od samego początku nie usłyszałam od brata czy bratowej żadnego pytania, ile kasy dajemy mamie i czy ew. też mają coś dać. Myślałam że zapytają, ile się mają dołożyć, a ja wtedy powiem, żeby dali to w zamian mamie - bo kobiecie się nie przelewa, liczy każdy grosz, a wakacje jej nieźle dały w kość.
Jak napisałam, żadnej takiej kwestii nie było. Myślałam, że się jakoś sami rozliczyli, może bratowa kupiła mamie jakiś prezent (były razem na zakupach)- jednak też nie. Wkurzyłam się, powiem szczerze, bo na tychże zakupach kupiła sobie buty za 400 zł, więc chyba im nie brakuje

No i teraz mam dylemat - czy jej to uświadomić, że powinni się dołożyć? Dać spokój? A może faktycznie nie powinni się dokładać, skoro mama przecież i tak do nas przychodzi, tylko ja mam takie dziwne wymagania?
Jak to widzicie, plis, chciałabym wiedzieć, czy przesadzam. I czy powiedziałybyście wprost, o co chodzi?