w-i-k-i
06.09.10, 19:02
Jestem ciekawa edukacyjnego rozwoju dziecka, z ktorym jak to sie potocznie okresla mama/rodzic siedzi w domu. Zauwazylam, ze przezpasc moze mentalna, moze intelektualna, bo na pewno nie finansowa - w tym akurat wypadku- miedzy rodzicami, w kraju w ktorym obecnie mieszkam (USA), a w kraju , z ktorego pochodze (Polska), jest olbrzymia. Rodzice bardzo czynnie i prospolecznie uczestnicza w rozwoju i edukacji swoich potomkow, niemalze bezplatnie, calkowicie bezinteresownie i bardzo profesjonalnie organizuja zajecia ze spiewu, tanca, czy nauki jezykow. I tak np. w poniedzialki odbywa sie tzw. letni oboz tanecz (godzinny) kolejne z mam przygotowuja piosenki, instruujac kroki i ucza rytmiki, we wtorki odbywaja sie zajecia, ktore bezplatnie organizuje biblioteka - czytanie ksiazek, spiew, zabawy ruchowo-edukacyjne, w srode -mamy zlozyly tzw. klub zycia w zgodzie z planeta- odbywaja sie wiec zajecia, na ktorych, kolejne z mam ochotniczek przygotowuja projekty np. nauka robienia wiankow, korali z kasztanow, malowania, robienia bembenkow z papierowych talerzy i ryzu itp. czesto tez udaje im sie zapraszac roznych gosci np. strazakow, policjantow itd. we czwartki mamy dziela sie na grupy np. dwie lub trzy i kazda z nich bierze pod swoja opieke 4 dzieci, w zaleznosci od ilosci mam i dzieci, co sprawia,ze w tygodniu kazda z nich ma wolne 3 godziny rano - przewaznie jest to dzien placu zabaw, w piatki czesto mamy organizuja wyjscia do ogrodu botanicznego, zoo lub muzeum ( wybieraja ten dzien, w ktorym wejscie jest bezplatne), w soboty jedna z mam pracujacych, majacych tylko weekndy wolne dla rodziny zorganizowala grupe multijezykowa i w ten sposob dzieci zapoznaja sie z kultura, piosenkami, wierszykami z innych krajow. Zajecia odbywaja sie zawsze, jesli jest zla pogoda przenoszone zostaja albo do sali udostepnionej przez pobliski kosciol, albo do sali udostepnionej na zime przez straz lesna i parkowa. Mamy stworzyly wlasna strone internetowa, opisujac tam kolejne zajecia, wrzucaja zdjecia itp. Tak sie zastanawiam czy cos takiego dziala w Polsce lub czy mogloby dzialac? Nie trzeba do tego wielkich pieniedzy - rodzice skladaja sie po 5$ na rok(za co kupija kredki, blok, flamastry, kleje), przewaznie jest ok. 20 dzieci z Naszej okolicy, ale nastepuje ciagla rotacja. Z tego co czytam chociazzby tu, to slysze tylko kolejne zale i frustracje z powodu ,,siedzenia" z dzieckiem w domu. W USA jakos ludziom sie bardziej chce, dzialac, zyc, byc, wychowywac, przezywac itd. W Polsce jakos ciagle narzekania, na pogode na dzieci, na brak czasu. Zaskoczyla mnie na poczatku ta aktywnosc zarowno rodzicow pracujacych jak i ,,siedzacych" w domu, teraz juz rozumiem, ze roznica tkwi w mentalnosci, wychowaniu i nastawieniu. Polacy z zasady wychodza z zalozenia ,,nie da sie", ,,nie mozna", ,,nie ma" - dlatego polskie mamy zawsze beda tylko siedziec w domu z dzieckiem, a np. amerykanskie beda swoje dzieci wychowywac. Jak to jest, ze tak samo pracujaca w USA mama potrafi sama z siebie wykrzesac kreatywne pomysly chociazby prowadzenia i utworzenia grupy jezykowej dla dzieci,poswiecajac swoj czas , a mama w Polsce jest wiecznie zmeczona, niezadowolona z zycia, utkwila w kuchni i pieluchach ( o wygladzie nie wspomne) i na nic tego czasu jej nie starcza, a najwiekszym wysilkiem jest wyjcie na blokowy plac zabaw i plotkowanie. Chetni jednak milo rozczarowalabym sie w tym temacie.