monikaaleksandra
13.09.10, 14:27
Pięciomiesięczny synek mojego brata już w 1 miesiącu został odesłany na rehabilitację, ma spory przykurcz szyi, w zasadzie nie ma szyjki, tylko jakby głowa od razu wyrastała z ramionek. Młody jest bardzo duży, prawie 9 kilo, cięższy niz moja 15-miesięczna córeczka. Widać, że ma poważny problem - na pierwszy rzut oka. lekarka ciągle upomina ich o konieczność tej rehabilitacji.
Brat i bratowa lekceważą ten problem. Twierdzą, że dziecko samo z tego wyrośnie, że szkoda pieniędzy na rehabilitację ( nie wiem, dlaczego nie skorzystali z państwowej - podobo terminy i dalekie dowożenie dziecka).
Moja córka miała lekko zwięszone napięcie, nie chciała dźwigać główki, ale zapieprzałam z nią z Grodna do Białegostoku dwa razy w tygodniu. Nagrywaliśmy filmy z pielęgnacji, ćwiczeń, jak wszytsko wykonywać. Super wyrosła, po problemie nawet śladu nie zostało.
Dałam bratowi te filmy z rehabilitacji naszego dziecka, tłumaczyłam, nic. Nawet nie noszą dziecka poprawnie

Kasy niby nie ma, a cała szafa ciuchów i cały pokój zabawek i kupowanie jakichd dupereli. Ech, dziecka szkoda. Co będzie dalej???? Sama go przecież rehebilitować nie będę. Może macie jakieś pomysły na skuteczne argumenty. Bratowa nie chce mnie słuchać, twierdzi, że w głowie mi się poprzewracało, bo za dużo szkół skończyłam...