alfa36
23.09.10, 09:40
Przedwczoraj moj synek skonczyl 5 lat. Jako, że chrzestni mieszkają ponad 100 km od nas, to z reguly urodziny przekladam na sobotę (tylko pierwsze zrobilam terminowo). Byl jednak tort, bo dziecko wie , kiedy ma urodziny (cukierki w przedszkolu

), no i pomyslalam, ze może choc babcia z dziadkiem wpadną. No i ... moja mama zadzwonila z samego rana, ze nie przyjedzie, bo jest sama (tata wyjechal na kilka dni, mama niezmotoryzowana, mieszkaja kilkanascie km od nas), a rodzice mojego męża ani nie zadzwonili, ani nie przyszli (mieszkają na sąsiednim osiedlu). Nikomu o przekladaniu urodzin nie mowilam, bo akuat w sobotę chrzestny mlodego ma ślub i wszyscy sie spotkamy. Mlodemu przykro, pyta, dlaczego babcia z dziadkiem nie przyszli. Co mam powiedziec? Dodam tylko, że kilka tygodni temu przeprowadzilismy się i tesciowie byli u nas, przyniesli kilka drobiazgow, w tym mlodemu bluzkę. Tak sobie myślę, że to byla taka połączona wizyta parapetowo- urodzinowa (przy okazji bylo to w przeddzen urodzin męża).