tosiewpaleniemiesci
27.09.10, 22:24
Czy szanowne userki miałyby jakieś porady, jak trafić do rozumu wielce szanownej małżonki, matki 7 miesięcznego szkraba, z informacją, że odpowiednia temperatura w mieszkaniu dla niemowlaka to 20-22 stopnie?
Właśnie odkręciła grzanie na full, bo "jest jej zimno a przecież na dworze jest tylko 10 stopni!!!". A w domu mamy cały czas 25 stopni - nawet przy skręconym ogrzewaniu.
Teksty w stylu "jak ci zimno, to się ubierz" oczywiście jak grochem o ścianę.
Przy każdej wspólnej wizycie u pediatry z sadystyczną satysfakcją zadaję pytanie o odpowiednią temperaturę w domu, w którym przebywa niemowlak. Specjalnie, żeby usłyszała odpowiedź. Żaden lekarz jeszcze nie podał więcej niż 22 stopnie. Do spania zalecają 18 st ale to już dla niej jakaś zupełna abstrakcja. I co? I nic! Ona nie będzie marzła i już. Wymarzła się jak była mała bo dom rodziców był nieocieplony i grzało się piecami kaflowymi a i to jedynie wtedy, gdy była kasa na węgiel, więc ona teraz na pewno marznąć nie będzie.
Więc mamy błędne koło - 25 stopni od kaloryferów, czyli suche powietrze. Nawilżać nie można, bo przy takiej ciepłocie i dużej wilgotności namnażają się szybciej różne świństwa w powietrzu.
Więc wilgotność w domu już spadła do 20% i za chwilę dziecko będzie miało wysuszone śluzówki. Zacznie się katar...
Ona to wszystko wie. Już jej to wielokrotnie mówiłem. Ale nic z tego - z własnego "komfortu cieplnego" nie zrezygnuje. Przecież to jakaś paranoja.
Dla pełni obrazu dodam jeszcze, że mówimy o matce, która przestała karmić piersią po niecałych dwóch miesiącach. Nie ze względu na jej problemy zdrowotne czy uczulenie dziecka. Nie. Tu wszystko było ok. Karmienie było po prostu niewygodne, czuła się uwięziona, a przeciez "kobieta nie może być uzależniona od jakiegoś małego ryczącego człowieka, nawet jeśli go bezgranicznie kocha". Zresztą co to było za karmienie - od początku przez silikonową nakładkę, bo przecież mały by pogryzł sutki i byłaby tragedia. Dziecko poza kilkoma próbami w dniu porodu potem już w ogóle nie miało okazji "posmakować" sutka i zlizać to, co na nim przebywa, a jest mu potrzebne do prawidłowego rozwoju (mikroflora itp).
Ale gdzie tam. Nie pozwoli sobie przecież poobgryzać sutków.
No i mamy już za sobą pierwsze zapalenie płuc i pobyt w szpitalu. Oczywiście nigdy nie wiadomo, czy to z powodu zaniżonej odporności, której dziecko nie miało szansy zdobyć po zaledwie kilku tygodniach ssania cycka, ale jakby na to nie patrzeć, pewne jest jedno: matka nie zrobiła wszystkiego, co w jej mocy, żeby mu tą odporność przekazać. A prosiłem: choć przez pół roku. WHO, lekarze, wszyscy zalecają przynajmniej półroczne karmienie piersią. Nawet kuźwa na pudełku bebilonu to piszą!...
Nikt ci nie każe karmić do 2go roku życia, wystarczy jedynie to minimum. No i gadaj se człowieku, jak do ściany...
Może ja faktycznie jestem jakiś dziwny, ale zawsze wydawało mi, że nie tak powinna się zachowywać matka. Zawsze wydawało mi się, że jak rodzi się dziecko, to od tej pory ono i jego dobro jest na pierwszym miejscu, a nie wygoda i komfort matki...
Najgorsze jest to, że mamusia z takim podejściem chce mieć docelowo trójkę potomstwa. Mnie to póki co przeraża. Ale może faktycznie zdziwniam i to nie z nią, a ze mną jest coś nie tak, bo już nie mam siły z nią walczyć i jej tłumaczyć, że miłość do dziecka nie polega jedynie na tym, że tęskni, gdy jest w delegacji albo gdy siedzi w robocie.
tosiewpaleniemiesci