licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki

30.09.10, 14:26
Apropos nadziei trampolinki, że rodzina złozy się na jej mieszkanie, ale trochę z innej strony: czy doświadczyłyście tzw. obiecanek-cacanek rodzinki?
Ja tak - przed ślubem (wieki temu) moja mama zaproponowała, żebyśmy dobudowali piętro w jej domu. Wszystko już wymyśliła, co i jak, przekonała nas, początkowo niechętnych i zaczęliśmy żyć tą koncepcją, narzeczony zrobił nawet plany i wizualizację. Pieniądze mieliśmy własne, zarobione za granicą. Nagle ni zgruszki, ni z pietruszki powiedziała że jednak NIE. Nie i już, bo bałagan będzie na podwórku i styropian będzie się walał...
W efekcie okazało się to błogosławieństwem, ale wtedy nie było nam do śmiechu.
Na szczęście ponieśliśmy tylko koszty emocjonalne smile
Macie takie doświadczenia?
    • nowi-jka Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 14:33
      ja nie mam takich doswiadczen ale moze dlatego ze rodzice nie za wiele mogli mi pomóc i nie deklarowali na wyrost
      tesciowa czesto gadała jak to bedzie siedziec z Jasiem zeby nie złobek, nie opiekunka a potem jak cos wypadnie i ja wołam to jej zawsze nie pasuje, wkurza mnie troche to pieprzenie ale po pierwsze wiem ze taka jest a po drugie wcale bym jej nie wołała ale bedzie sie znów obrazac ze tylko druga babcia jest wołana.
      • gwen_s Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 18:25
        jakbym czytała o mojej teściowej i mojej mamie... u mnie najchętniej żadna by nie pilnowała ale jak któraś już się zdecyduje, to potem druga się "oferuje"!
    • kosmitka06 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 14:52
      Tak miałam podobną sytuację do Twojej. Tyle tylko, że my "dostaliśmy" całą góre a rodzice na dole. Mieliśmy wyszykować sobie łazienkę, zrobić kuchnię i w przyszłości dobudować coś więcej.
      W momencie przywiezienia towaru do domu (kabiny, sedesu, kafelków) stwierdziła że idą święta i ona na remont nie pozwoli. Więc oki niech będzie po świętach ale nie udało się...
      U nas była troszkę inna sytuacja- ja miałam zostać z rodzicami a bratu który zrzekł się domu po rodzicach mieliśmy wspólnie pomagać i tak też było. Nie tylko finansowo bo i fizycznie pomagaliśmy mu na budowie.
      Pozniej przy jednej z kłótni wykrzyczała mi, że nie pozwoliła nic zrobić bo to i tak nigdy nie będzie mój dom sad Tak wypaliła mi moja własna matka! Mówi się trudno ale patrząc z perspektywy czasu nie żałuję!
      Szczerze to nic od nich nigdy nie chciałam, dom i tak był do remontu więc na jedno by wyszło.
      Tylko troszkę kasy utopiliśmy w moim bracie no ale cóż... i tak bywa.
      Pozdrawiam
      • mulka1 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:02
        E tam...ja was na prawdę nie rozumiem. Zarówno minie jak i ja powtarzam moim dzieciom- Umiesz liczyć??? Licz na siebie!!! Ewentualne pretensje tylko do siebie( zasłużone-naiwność trudno zdefiniować).
        • burza4 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:05
          mulka1 napisała:

          > Ewentualne pretensje tylko do siebie( zasłużone-naiwność trudno zdefiniować).

          Zasadniczo tak, ale jeśli nie można ufać najbliższym, to komu?
          • zlotarybka_1 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:23
            burza4 napisała:
            Zasadniczo tak, ale jeśli nie można ufać najbliższym, to komu?

            Niby racja, ale moim zdaniem to wszystko zależy jacy są ci najblizsi. Dorosły człowiek zna na tylę rodziców czy dziadków, że wie czego się po nich spodziewać. Czy są to ludzie słowni i honorowi, czy zmieniają zdanie tak często jak skarpety.
            Ze swoją mamą nie zgadzam się w wielu sprawach, ale wiem, że jest to kobieta bardzo słowna i w jej obietnice można ślepo wierzyć. Znam osoby z dalszej rodziny, którym nigdy bym nie zaufała.
            Dziwią mnie ci, którzy wierzą właśnie w takie obietnice bez pokrycia. Oczywiście wszystkiego nie przewidzisz, ale mając przykładowo 20 lat wiesz czy obietnica dana przez rodziców ma szansę się zrealizowac czy lepiej sobie odpuścić.
          • nowi-jka Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:24
            burza
            no własnie?? komu??
            smile
            ja ze swojego domu wyniosłam ze nie damy sobie wzajemnie zginąć, ale moze dlatego ze nie miałysmy łatwo,
            wiem ze moje siostry to najwiekszy skarb jaki dostalam od losu jesli kiedys okazałoby sie ze nie moge na nie liczyć bardzo bym sie zdziwiła i bardzo by bolalo, uwazam ze pewnik ze są co nei znaczy je je wykorzystuje tzn ze jestem naiwna??
        • mgla_jedwabna Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:15
          Mulka, jak można mieć pretensje do siebie, o to, że zostało się oszukanym przez własnych rodziców?
        • sofi75 mulka 30.09.10, 15:59
          "Zarówno minie jak i ja powtarzam moim dzieciom- Umiesz liczyć??? Licz na siebie!!! Ewentualne pretensje tylko do siebie( zasłużone-naiwność trudno zdefiniować)."

          Wszystko fajnie tylko na moj gust takie podejscie prowadzi do porzadnych wypaczen w przyszlosci. Sama zostalam wychowana wedlug takiego podejscia, az do tego stopnia ze od polowy liceum na walsne wakacje zarabialam sama i wakacje byly jedynie takie, na jakie moglam sobie pozwolic.
          A na studiach to juz generalnie oczekiwano, ze w domu jedynie jem i sypiam ...

          Pozniej trafilam na rodzine meza, gdzie obowiazuje zasada ze za rodzine dalbym sie pokroic i w razie potrzeby pomaga sie jak moze. I co? I dlugo nie umialam sie w tym znalezc ... bo zawsze wietrze podstep! Po prostu nie moge zakumac, ze ktos cos robi bezinteresownie, pomaga bezinteresownie i pierwsze pytanie, ktore mam w glowie 'a co bedzie pozniej za to chcial?'

          Takze moim zdaniem droga srodka bylaby jakas optymalna opcja, bo akurat z dwoch powyzszych nie wybralabym zadnej dla swojego dziecka.
        • thegimel Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 18:04
          Ok, rodzice nie mają obowiązku kupować mieszkania swoim dorosłym, zdrowym dzieciom, nie mają obowiązku ich utrzymywać, etc. etc. Ale jeśli miałabym mieszkanie, które stałoby puste, jeśli miałabym działkę, to wolałabym ją dać swojemu dorosłemu dziecku -chyba że dziecko byłoby skrajnie roszczeniowe - niż sprzedać, lub trzymać puste nie wiedzieć po co.
          W końcu to moje dziecko, moje geny. I komu mam pomagać, ułatwiać życie niż właśnie swojemu dziecku. I na pewno przez ofiarowanie dziecka nie uważałabym, że sobie dziecko i jego rodzinę "kupiłam" i że mogę rządzić ich życiem, bo dałam im mieszkanie.
    • mgla_jedwabna Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:12
      Mój mąż-jedynak całe życie słyszał, że kawalerka po dziadkach będzie dla niego (jako dziecko mieszkał z matką i ojczymem w innym, dwupokojowym mieszkaniu, które również jest własnością matki). Całe życie słyszał, jak to ma lepiej od kolegów, jakie ma szczęście, bo mieszkanie gotowe dostanie. Wszystko takim tonem wyższości, na zasadzie "ty masz dobrze, nie to, co ta hołota". Pod koniec studiów wyprowadził się do tej kawalerki, ale oficjalnie w papierach należała ona dalej do jego matki. Potem skończył studia i zaczął pracę. Było to przed boomem, gdy mieszkania w Wwie były po 4 tys. za mkw. Było go stać na kredyt na mieszkanie, ale uznał, że po co, skoro mieszkanie już ma (chociaż małe).

      Potem był boom.

      Potem ja się tam też wprowadziłam (na początku mnie uwielbiali, było "córeńko" albo "jak on cię kiedyś wkurzy, to go stąd wyrzuć" - to o moim wtedy nareczonym, a jej jedynym synu). Zaręczyliśmy się, chcieliśmy po ślubie sprzedać kawalerkę, aby kupić sobie większe mieszkanie (z wkładem własnym oraz zarobkami nas obojga byłoby nas stać na kredyt). Wtedy skończyło się "córuniu", mąż usłyszał, że żadnego mieszkania nie dostanie, a matka nigdy nic mu nie obiecywała (sic!). Mąż wkurzył się nieziemsko, bo gdyby wiedział, że nic nie dostanie, to kupiłby sobie mieszkanie zaraz po studiach. Zaznaczam - to, że nie można było przewidzieć boomu, nie ma znaczenia. Jego decyzja o niekupowaniu mieszkania (a miał na oku konkretne miejsce) podyktowana była wyłącznie przeświadczeniem, że dostanie mieszkanie od mamy.

      Finał był taki, że na miesiąc przed ślubem mąż zerwał kontakty z matką i wyprowadziliśmy się do wynajętego mieszkania. Zapowiedział jej, że nie bedzie utrzymywał kontaktów z osobą, która go oszukała. Słowa dotrzymuje. Ja co prawda wyszłam na zołzę, która odcięła synka od mamusi, ale wiem, że to była samodzielna decyzja męża. A opinia teściowej obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.

      Z całej historii wyniosłam nauczkę, że osobom, którym rodzice coś naobiecywali w kwestiach mieszkaniowych, należy bardzo, bardzo współczuć. Jest im trudno, gdy z dnia na dzień muszą się nauczyć, że "umiesz liczyć- licz na siebie".
    • jakostak5 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:13
      bylam w podobnej sytuacji, obietnica powtarzana byla kilakrotnie w sporych odstepach czasowych az ja wzielam za pewnik. potem dlugo cisza a potem okazalo sie ze obietnica byla na wyrost i nie do konca wszystko zalezalo od obiecujacych. chociaz gdyby bardziej sie postarali byliby chyba jednak w stanie obietnice spelnic. to widze jednak dopiero z perspektywy czasu. tez ktos inny niejako skorzystal zamiast mnie. nie chce pisac o co chodzi bo sprawa troche pogmatwana i duzo wyjasnien by trzeba. ta cala sytuacja sporo mnie nauczyla mysle ze to jest duzy plus. chociaz zdarzylo mi sie wypomniec niespelnienie tej obietnicy w zdenerwowaniu i co mnie zdziwilo, to obiecujacy sie obruszyli bardzo. swoja droga zajrzalam na forum po dlugim czasie i trafilam na trampolinke, wesolo sie tu robismile
      • kocio_007 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:45
        O, widzę tu kilka podobnych historii mieszkaniowych smile Jeszcze coś dorzucę - mój narzeczony ustalił z młodszym bratem, że przed naszym ślubem brat wyprowadzi się z domku po babci, który zajmował. My mieliśmy w nim zamieszkać na jakiś czas. Domek (drewniany, stary ale jary) stał na podwórku teściów i należał do całej rodziny. Brat męża (student, kawaler) zajął go któregoś dnia i tak zostało. Miał więc jeszcze rok mieszkania tam.
        Ostatecznie się nie wyprowadził, mało tego, zawinął się tak szybko, że kilka miesięcy przed naszym ślubem ożenił się z laską, z którą miał się rozstać...
        A w tym domku mieszkali jeszcze z 10 lat, póki się nie rozpadł... smile
    • zebra12 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:39
      Tak: mama obiecała mi mieszkanie... które do niej nie należy tongue_out I tak juz od 20 lat mieszkam nielegalnie w spółdzielczym lokum smile
    • margotka28 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 15:47
      co roku teściowa deklaruje że zajmie się dziećmi w wakacje i co roku tego nie robi, bo ma inne plany wink
    • girasole01 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 16:48
      Nie, na szczescie cala moja rodzina jest normalna ("normalna" wg. moich kategorii, bo czytajac to forum mozna odniesc wrazenie, ze norma jest nieco inna) tzn. kochamy sie, pomagamy sobie, nie walczymy o pieniadze itp. Oczywiscie zdarzaja sie klotnie, ale wszyscy wiemy, ze w trudnych chwilach mozemy na siebie liczyc i mamy w sobie oparcie.
      • czar_bajry Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 18:43
        jeśli chodzi o rodziców i brata to mogę liczyć zawsze i nigdy mnie nie zawiedli.
        Kurcze nawet teściowa jak coś obieca to słowa dotrzymatongue_out
        Parę razy przejechałam się na ciotce ale byłam na to w jakiś sposób przygotowana gdyż ulubione motto mojej cioci to " z rodziną to tylko na zdjęciu się dobrze wychodzi, pod warunkiem że jesteś w środku fotografii gdyż w innym przypadku mogą Cię wyciąć".
        ciekawe tylko że wg. mojej bratowej to na naszą rodzinę liczyć nie można i ona mogła liczyć tylko na swoich i na swoją siostrętongue_out a od nas zero pomocytongue_out
        Dobrą ma pamięć ta moja bratowa tylko jakąś wybiórcząsmile i żeby nie było ja ją bardzo lubię i mam nadzieję że ona mnie teżtongue_out
    • kota_marcowa Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 21:26
      Słowo mojej babci było święte, jak coś obiecała nie było mocnych, natomiast mojej mamy nie jest warte nawet funta kłaków. Jest tak nieodpowiedzialna, że nie zostawiłabym jej nawet kota pod opieką, o dziecku nawet nie wspomnę.
      • czar_bajry Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 23:03
        To jak żeś się uchowała jak matka taka nieodpowiedzialna?
        • kota_marcowa Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 30.09.10, 23:07
          Czekałam kiedy to pytanie nastąpismile
          Babcia się mną zajmowała mimo, że mama nigdy nie pracowała, bo nie musiała. Natomiast kiedy byłam tylko pod jej opieką miałam kilka poważnych wypadków, w tym jeden bardzo poważny.
    • peggy_su Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 01.10.10, 00:14
      O to my mamy własnie taką sytuację. Gdy rodzice męża się rozwodzili kilka lat temu, mąż i jego siostra dostali od ojca "na pozegnanie" sporą kasę. Mąż sie wtedy jeszcze uczył, kasa nie była mu potrzebna, pozyczył ją matce na remont domu. Matka podobno juz wtedy zaznaczała ze kasa jest jego i jak bedzie trzeba to dostanie ją spowrotem. Powtarzała to od tamtej pory raz na jakis czas.

      Teraz mamy własnie taką sytuację że ta kasa bardzo by nam sie przydała. Wykanczamy mieszkanie, czeka nas sporo zakupow itd. Tesciowa doskonale o tym wie. i ciągle gada: K ja mam twoja kase, jak tylko bedziesz chciał to mów, ja ci ją oddam. No więc on mówi że chce. Na co teściowa zaczyna kręcić: no ale pieniądze są w walucie, teraz wymienianie ich nie jest korzystne, jak kurs bedzie lepszy to ci dam. Ale co, juz nie masz ani grosza ze potrzebujesz tych pieniedzy itd... Koniec końców mój mąż powiedział ze nie bedzie sie prosił o kase, którą jego matka sobie przywłaszczyła. Natomiast tesciowa w kółko powtarza ze ma dla nas kase którą w kazdej chwili moze nam dac, tylko własnie jakos nie może. Wynajduje dziesiatki powodów zeby jej nie oddać. Strasznie mnie to gadanie wnerwia. No własnie - obiecanki cacanki.
      • volta2 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 01.10.10, 14:07
        no ale pieniądze są
        > w walucie, teraz wymienianie ich nie jest korzystne, jak kurs bedzie lepszy to
        > ci dam.

        noooooo, na waszym miesjcu powiedziałabym że waluta to też pieniądze, i chętnie je przyjmę.
        a kurs ustalić nieco wyższy niż w kantorze i przycisnąć kobietę do ściany.


        sama ojcu sprzedałam dolary, bo nam były potrzebne złotówki na wakacje w polsce, sprawdziliśmy więc kurs kupna i sprzedaży, uśredniliśmy cenę i parę tysi w $ zmieniło właściciela.
    • clio_1 Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 01.10.10, 08:58
      Teściowie obiecywali nam, że oddadzą nam kasę za meble, które kupiliśmy jakieś 5 lat temu - do tej pory kasy nie ma.
      Teraz kupiliśmy mieszkanie, obiecali że będą nam się dorzucać do spłaty kredytu - zobaczymy...
      Poza kwestiami finansowymi można na nich liczyć i słowa dotrzymują.
      • scarlett.o-hara Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 01.10.10, 12:21
        Parę lat temu po naszym ślubie teściowie powiedzieli nam, że zostało im 1500 zł z pieniędzy, jakie mieli przeznaczone na pokrycie połowy kosztów ślubu i że chcieli nam kupić za to meble. Kłóciliśmy się z mężem o te meble, w końcu stwierdziliśmy, że skoro przywiozłam swoje panieńskie meble, a nie mamy pralki, to poprosiliśmy ich, aby nam kupili pralkę. I co? Skoro nie chcieliśmy mebli, tak jak oni chcieli, to nie dostaliśmy nic, a teściowa za moimi plecami powiedziała mężowi, że mam prać ręcznie (było to w 2004 roku), bo ona tak robi mimo że ma pralkę. Ciekawe jak pościel wykręca, może jeszcze do tary by wróciła. Suma sumarum moja mama pożyczyła nam kasę (bo na remont mieszkania wydaliśmy ślubne pieniądze), a potem jej to w ratach spłaciliśmy. Potem dołożyła nam nawet do wymiany drzwi w mieszkaniu (pokoje, łazienka) i nic nie mówiła - dała nam bez zwrotu, aby się lepiej mieszkało i nigdy tego nie wypomniała. Tak więc po co teściowie gadali, skoro uznali, że jak nie będzie "po ich myśli" to nic nie dostaniemy? Echhh....
    • wieczna-gosia Re: licz na rodzinę, czyli obiecanki-cacanki 01.10.10, 14:48
      na szczescie slownych mam rodzicow i tesciow tez. Moja mama nie lubi zajmowac sie dziecmi i wie ze jak do niej dzwonie to jest to tzw. ostatnia deska- nigdy nie odmowila. Szanuje to wiec i nie dzwonie za czesto (teraz to juz w ogole nie dzwonie smile
Pełna wersja