mindtriper
04.10.10, 11:39
Nie ukrywam - strach pisać, bo mogę zostać zaraz zasypana inwektywami.
Ale może coś mądre ematki wymyślą konstruktywnego.
W czym rzecz? Mam dziecko, prawie dwuletnie. Pracuję na pół etatu, żeby trochę jeszcze z małym posiedzieć. Mąż dużo siedzi za granicą i pracuje, kiedy przyjeżdża, to ciurkiem siedzi z nami.
No i mam mamę, która ma absolutna obsesję na punkcie naszego synka.
Od jego urodzenia mam wbijane, że ona lepiej się nim opiekuje. Nie ukrywam, że bylam nieco oszołomiona, kiedy w naszym domu nagle pojawił się mały człowiek i nie wiedziałam od razu jak być ekspertem od niemowląt i małych dzieci. Mama wiedziała.
Lepiej go pielęgnowała, ubierała,karmiła i nadal sądzi, że robi to lepiej.
Jest pielęgniarką, więc realnie pewnie zna sie lepiej na pewnych sprawach, ale jakby nie patrzeć - to w końcu MOJE dziecko.
Kiedy tylko może zabiera go do siebie, pod hasłem "żebyś sobie odpoczęła", choć wcale się nie skarżę. Wiem, że wiele z Was marzyłoby mieć choć przez tydzień taką babcię, ale to jest trochę demoniczne, co robi moja mama. Twierdzi, że mały jest milością jej życia, że właściwie, to mógłby być u niej caly czas. Kiedyś nawet zaproponowala, ze go "odchowa - dopóki się nie dorobimy".
Największy problem jest kiedy mały choruje - natychmiast się zjawia i go po prostu zabiera. Mój problem polega na tym, że nie potrafię się jej postawić i powiedzieć, że też sie nim dobrze zajmę, bo mama zawsze znajdzie dowód, że jednak nie. Bo nie mam jakiegoś tam lekarstwa, bo nie zuważyłam, że ma temperaturę, bo wyszlam z nim na dwór z katarem.
Właściwie jest tak, że faktycznie - przy niej po prostu nieumiem zająć się dzieckiem, czuję się jak starsza siostra własnego dziecka!!!
Kiedy jest mój maż w domu, łatwiej mi stawiać granice, a kiedy jestem sama - wymiękam.
Mama jest na ogół osobą rozsądną, ale tu - kompletnie nierozumną.