triss_merigold6
06.10.10, 08:43
Mój poszedł na zebranie do zerówki (ja z eksem jechaliśmy z dzieckiem do Kajetan więc nie było możliwości, żeby poszedł rodzic - tak gwoli wyjaśnienia) i wrócił z traumą. Były same baby. Same. Ani jednego faceta (na poprzednim zebraniu mniej więcej 1/4 stanowili panowie). Chłop sądził, że po krótkim omówieniu spraw organizacyjno-finansowych zebranie się skończy. Fantasta.
Część pań wyraźnie traktuje zebrania okołodzieciowe jako jedyne miejsce gdzie mogą być wysłuchane przed większym audytorium i pitoliło długo oraz bezproduktywnie (dzień z własną zabawką czy bez zabawki, potrzebna woźna do odprowadzania sześciolatków do kibla, to straszne jak niektóre dzieci się zachowują, pani dyrektor obiecała nam, że dzieci będą bezpieczne chodźmy do pani dyrektor etc.). Część pań nadal działa w schemacie "gruba miła dziewczynka pieszczoszek naszej pani" i na maksa podlizywało się wychowawczyniom proponując mnóstwo rzeczy i aktywności. Część - najnormalniejsza - siedziała z miną "jestem, bo muszę, skończmy to szybko".
Chłop wytrzymał PÓŁTOREJ godziny i uciekł, dyskusja na kolejny temat właśnie się rozkręcała.
Ale teraz rozumie dlaczego nie znoszę zebrań. Ja nawet rozumiem, że dla niektórych siedzących w domu garkotłuków zebranie w szkole to szansa na wykazanie się aktywnością, mają czasu do cholery, ale litości.