Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;))

06.10.10, 14:15
Bez fotelików, kasków i ochraniaczy i czego tam jeszcze? wink Może coś dodacie?
Co do fotelików to oczywiście sprawa bezdyskusyjna, ruch jest dużo większy, samochody szybsze, kierowcy bardziej narwani(niektórzywink), ale rowery chyba dużo szybsze nie sąwink
Czy nie macie wrażenia, że niektóre z tych rzeczy nie są w ogóle potrzebne, a ich producenci nakręcają tylko poczucie strachu u klientów, żeby zwiększyć i tak już niemały popyt.
Pamiętam jak szalałam z koleżankami i kolegami na rowerach(oczywiście nie po ulicach), pamiętam pościerane kolana i ręce, ale nie pamiętam ani jednego przypadku(do dnia dzisiejszego) kiedy ten kask na głowie by się przydał, jednakowoż jako wzorowa mamawink zakupując rowery dla swoich pociech kupowałam także kaski.
Może nie mam racji i nawet nie zamierzam się kłócić, jestem ciekawa tylko Waszego zdaniasmile
    • hawela Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:17
      Na naszym osiedlu grasował zboczeniec (ekshibicjonista, ale nie wiem, czy nie coś więcej), a dziewczynki biegały samopas.
      Po szkole - samodzielnie do domu, z kluczem na szyi. A przedtem po rodzeństwo do przedszkola.

      Nie wiem, czy samodzielność dzieci była większa, czy może lekkomyślność rodziców?
      • iwoniaw Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:35
        Cytat Nie wiem, czy samodzielność dzieci była większa, czy może lekkomyślność rodzicó
        > w?


        Podejrzewam, że jedno i drugie wink Ze szkodą dla tych, co jednak im się nie udało, z korzyścią dla tych, co uniknęli zagrożeń i na ludzi wyrośli.
        Osobiście mam tylko dwoje dzieci i najmłodsza nie jestem, żeby mieć nadzieję na zastąpienie potomstwa w razie czego, więc chucham i dmucham wink
      • slonko1335 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:35
        Nie wiem, czy samodzielność dzieci była większa, czy może lekkomyślność rodzicó
        > w?

        moim zdaniem nieświadomość rodziców była większa.

        Poza tym zwykle w okolicy wszyscy dobrze się znali, sąsiad czy sąsiadka spojrzał na dziecko. Teraz "mój dom moja twierdza", sąsiadów miesiącami nie widuję na oczy, inni nie chcą się wtrącać czy zwrócić uwagi bo może oburzona faktem mamusia zrobi awanturę...

        Jak sobie pomyślę co mogłam jako małe dziecko to mi skóra cierpnie ....

        a wypadki,zaginięcia, gwałty też się zdarzały tylko na dwóch programach telewizyjnych nie trąbiono o tym w kółko bo były "ważniejsze" sprawy....
        • kropkacom Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:32
          > moim zdaniem nieświadomość rodziców była większa.

          Nie, to nie była nieświadomość ale jakaś wiara, że moim dzieciom to się nie przydarzy oraz oślepiający praktycyzm. Większość miała fuksa. Szkoda, że nie wszyscy.
    • kamelia04.08.2007 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:37
      a ja nie do konca sie zgodze, ze to wymysły marketingowców te kaski, foteliki, zaslepki do gniazdek elektrycznych, jednorazowe pieluchy zwane z potoczna pampersami itd.

      Wiesz sto lat temu to i szczepionek nie bylo, co nie jest powodem by uważac szczepienie za fanaberie, fotelik to tez nie fanaberia. W latach 70-tych istotnie ruch był mniejszy, ale prawa fizyki sie nie zmieniły i nawet przy tym mniejszym ruchu, jak dzieciak siedział na kolanach, albo skakał po tylnym siedzeniu, to przy najmniejszej stłuczce ginał jak mucha.

      Z kaskiem jest tak samo, niby fanaberia, bo przeciez nie każde dziecko od razu przypierdzieli z imperem łbem o asfalt, ale jak juz przypierdzieli, to to w kasku jest lepeij chronione.

      Zaslepki do gniazdek - niby mozna okelic tasma, tylko ze taki plastik jest wygodniejszy i daje wieksza gwarancje bezpieczeństwa.

      Pieluchy jednorazowe - tego chyba nie musze opisywać.

      Po prostu pojawiło sie duzo rzeczy ułatwiajaych zycie, poprawiających bezpieczenstwo. Poza tym, to czegio wtedy nie było, a teraz jest, to powszechny dostep do informacji i wieke wypadków wynikajaych z bezmyslności rodziców jest pokazywana w wiadomosciach.

      To, ze tobie sie nic nie stało bez tego fotelika czy bez kasku, to nie znaczy, że było bezpieczniej. Po prostu o niektórych rzeczach nie wiedzieliscie. Bys musiała przejrzec statystyki wypadków czy ststystyki szpitalne i stwierdziłabys, ze wtedy smiertelnosc dzieci w wypadkach była większa niz teraz.

      A w ogóle poczytaj sobie o udziale dzieci w wypadkach na wsi, tam nikt sie takimi duperelami jak bezpieczenstwo dzieciaka nie przejmuje, a efekty tej radosnej beztroski sa w szpitalach albo na cmentarzu.
      Za mało jest jeszcze o "spotkaniach" dzici z domowymi zwierzetami typu rotweiler, przydałoby sie niekrótych uswiadomić.

      Mysle, ze przez te lata co po niektórym ludziom swiadomosc wzrosła, stali sie bardziej ostrozni.
      • czar_bajry Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:42
        W latach 70-tych istotnie
        > ruch był mniejszy, ale prawa fizyki sie nie zmieniły i nawet przy tym mniejszym
        > ruchu, jak dzieciak siedział na kolanach, albo skakał po tylnym siedzeniu, to
        > przy najmniejszej stłuczce ginał jak mucha.

        samochody też trochę wolniej jeździłytongue_out
        • kamelia04.08.2007 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:37
          no i co z tego, że wolniej. Przecież nie 20km/h
          Szybkosc była wystarczająca by dziecko zgineło w stłuczce czy wypadku.
          • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:54
            kamelia04.08.2007 napisała:
            no i co z tego, że wolniej. Przecież nie 20km/h
            Szybkosc była wystarczająca by dziecko zgineło w stłuczce czy wypadku.

            Wolniej to znaczy bezpieczniej, przynajmniej w moim rozumieniu, więcej czasu na reakcję, na zahamowanie, wyminięcie.
          • tomelanka Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 08:36
            jak tomelanka byla malym, niechodzacym jeszcze dzieckiem, to jechala z mamusia i tatusiem dyszlem gdzies tam; w betach u mamy na rekach oczywiscie bo gdzie
            szanowny tatus postanowil wjechac do rowu, na co tomelanka wpadla razem z betem pod siedzenie i nawet sie nie rozplakala, podobalo jej sie pod siedzeniem wedlug relacji mamusi
            ale pewnie dlatego ze to bylo w latach 80tych
      • el_jot Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:53
        Za mało jest jeszcze o "spotkaniach" dzici z domowymi zwierzetami typu rotweile
        > r, przydałoby sie niekrótych uswiadomić.


        Eeeee, przesadzasz i demonizujesz tę rasę. Za takie zachowanie psa odpowiadają jego własciciel, co trzymają psa non stop uwiązanego.
        • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:00
          Dokładnie tak. Źle ułożony, uwiązany wiecznie kundelek też bywa nieodbezpieczonym granatem. Nie ma to nic wspólnego z rasą a z tym, kto sobie daną rasę funduje i po co..
          • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:30
            A ja myślę, że ta zła opinia rottweilerów wzięła się stąd, że była kiedyś na nie moda. My takiego kupiliśmy, zupełnie przez przypadek, planowaliśmy boksera, ale pojechaliśmy na giełdę i ten nam po prostu wszedł na kolanasmile Kupiliśmy go od ludzi, którzy już wtedy zaczęli się go bać(a, miał 4 miesiące), ale ilu było takich, którzy psa nie sprzedali i to on zaczął rządzić w domu.. Pamiętam też jak chodziłam z naszym psem na spacery i podchodzili do mnie mężczyźni w dresachsmile którzy przede wszystkim interesowali się tym czy jest agresywnyuncertain Jak jeszcze dodamy pseudohodowle nastawione na zysk, w których krzyżowano psy nie zawracając sobie głowy takimi drobiazgami, jak to czy dany egzemplarz przejawia cechy agresywne to mamy prawie pełen obraz.
            A tak na marginesie rottweilery to cudowne psy, bardzo opiekuńcze, troskliwe(nasz zajmował się 3 malutkimi kotami) i bardzo zrównoważone psy. Pamiętam jak przeczytaliśmy w jego charakterystyce: reakcja na strzał-obojętność i tak było, fajerwerki nie stanowiły dla niego żadnego problemu(nawet te niespodziewane)smile
            • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:42
              ja miałam takowego jeszcze u rodziców. był stuprocentową krową wink jego głowną funkcją życiową było leżenie. no i miał jedno bardzo dziwne przyzwyczajenie... wsadzał nos do miski z wodą i puszczał bąbelki big_grin
              był dobrze ułożonym, normalnym psem. też wszyscy pytali czy jest agresywny, chowali przed nim małe pieski i wyzywali od psów-morderców a on generalnie miał włączony olewator na wszystkich.
              kochany zwierzak.
              mój brat ma za to amstaffa i 4 dzieci. jest świadomym posiadaczem takowej rasy, doświadczonym i bardzo "dominującym" nad psem. a, że mieszka poza Polską musi spełniać pewne wytyczne, aby takiego psa posiadać. bardziej groźny wydaje mi się np jamnik u nieodpowiedniej osoby.
              • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 16:05
                georgyporgy napisała:
                on generalnie miał włączony olewator na wszystkich. kochany zwierzak.

                Nasz tak samo, siedział obok i jakby go nie było, ale jak tylko ktoś za bardzo gestykulował, dawał głośno znać, że od czuwa, pokazywał zęby, warczał i stawał krok przede mną, a ja tylko prosiłam, żeby ktoś opuścił rękęsmile
                Kochałam też w nim to, że jak żaden inny pies słuchał i naprawdę starał się zrozumieć, śmiesznie przy tym przekrzywiając głowę na wszystkie strony i marszcząc czołosmile
                Mieszkaliśmy wtedy na Pradze i do dziś wspominam z rozbawieniem z jakim szacunkiem zwracali się do mnie Ci co lubią sobie wypićwink Pamiętam jak kiedyś byłam na spacerze nad Wisłą i zobaczyłam dwóch takich w trakcie załatwiania potrzeby przy chodniku, zobaczyli mnie i trochę spanikowali, nie mogli przecież w trakcie się ubrać, kiedy więc podeszłam do nich z psem, chórem powiedzieli "dzień dobry, przepraszamy"big_grin
                • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 16:24
                  to my krajanki - prażanki wink
                  ja też miałam pełny respect panów pijaczków i dresów big_grin
                  • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 16:59
                    georgyporgy napisała:
                    to my krajanki - prażanki wink

                    Patrz jaki ten świat maływink My mieszkaliśmy przy Parku Praskim, a będąc dzieckiem mieszkałam przy Jagielońskiej. Bardzo lubię tą dzielnicę, ach wspomnienia,wspomnieniasmile
                    A co do do respektu, fajnie byłosmile Potem wyprowadziliśmy się pod Warszawę i pamiętam jeden z naszych pierwszych spacerów do lasu, wieczorem, naprzeciwko nas szło kilku panów z zaopatrzeniemwink jak doszli do nas i zobaczyli naszego Misia(tak się nazywał) jeden wypuścił flaszkę, a drugi, aż jęknął "o Jezu" big_grin
                    • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:12
                      A my w okolicach "wiatraka", potem na saskiej kępie a teraz też całkiem blisko ale w nowszym budownictwie wink
                      Mój był Fred i jak się darłam przez pół osiedla czule "Freeeedziuuuu" to jakież zdziwienie pojawiało się na licach przechodniów gdy galopowało do mnie 50kg niezmąconego spokoju wink
          • memphis90 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:39
            Najgorsze ponoć są spaniele, bo rodzice kupują je jako śliczne psiulki dla dzieciaczków, a psychicznie te psy nie nadają się dla dziecka. Mój mąż miał takiego jako smarkacz (jego rodzice wzięli od rodziny czy znajomych, bo- uwaga- tam gryzł domowników) i regularnie był gryziony przez tego kundla uncertain
            • morekac Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 16:41
              Szkalujesz spaniele.
        • czar_bajry Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 19:17
          Za mało jest jeszcze o "spotkaniach" dzici z domowymi zwierzetami typu rotweile
          > > r, przydałoby sie niekrótych uswiadomić.

          a co Ci rottweilery przeszkadzają?
          Moja córka wychowała się z suką tej rasy i lepszej niańki ze świecą szukać.
          Jak na mazurach wtedy 2 letnia Kamilka "wybrała się na spacer" to suka na krok jej nie odstąpiła i na brzegu jeziora trzymała zębami za ubranie i nie dawała dziecku się ruszyć.
      • memphis90 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:37
        Kamelio, igrasz z ogniem! Przecież wkład z pampersow toksyczny strasznie jest i w ogóle powoduje niepłodność i odparzenia tyłka, a po szczepionkach dzieci padają jak muchy, bo szczepionki służą zabijaniu ludzi na szeroką skalę.

        A tak poza tym, to mój starszy nieco kolega jako dziecko wykopywał niewypały i niewybuchy i zwoził rowerem na boisko szkolne. I pierdziu- zrzucał tam toto z impetem z roweru na beton, zyskując aplauz nauczycieli.
    • czar_bajry Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:40
      nie było też telefonów komórkowych, mikrofali i DVD a telewizory były czarno-białetongue_out
      a i komputerów też nie byłosmirk
      • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 14:57
        Za to były trzepaki, osiedlowe bandy i wspólne zabawy. Dzisiaj osiedlowe dzieciaki prawie się nie znają a szkoda.
        Ile razy ja byłam uprzejma zlecieć z trzepaka to już nawet nie pamiętam, ale żyję do dziś wink
        Swiadomość dziś pewnie jest większa, ale czasem przesadzona. Mój pasierb uczył się jeździć na rowerze tego lata bez kasku i ochraniaczy. Gdyby zleciał z takiej wysokości (ma 3,5 roku) to nie wiem jak musiałby walnąć, żeby się zabić!
        A pecha można mieć zawsze - moja ciotka, ok 70-latka, wyrżnęła idąc z zakupami. Skronią przywaliła w krawężnik i po paru dniach mieliśmy pogrzeb w rodzinie. Też mogłaby chodzić w kasku, nie?
        Dla mnie niezbędne są foteliki samochodowe, pieluchy jednorazowe, szczepionki, uświadamianie dzieciom zagrożeń na ulicy itd. A nie obijanie ich gąbką, żeby się broń boże nie stłukły.
        • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:06
          georgyporgy trzepaki to w niektórych miejscach są i dziś, tylko dzieciaki nie wiedzą jak z nich korzystaćwink A taka na przykład ciuciubabka na trzepaku... a poważnie jakbym zobaczyła moje dziecko jak wyczynia na trzepaku to co ja, jak byłam w jej wieku, to bym chyba zawału dostaławink
          • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:11
            ja do dziś pamiętam, jak zleciałam z takowego na łeb i tata mi mrożone mięso przykładał big_grin
            U mnie trzepak stoi pod blokiem. Czasem jak wysiadam z samochodu to mam ochotę sprawdzić czy jeszcze umiem fikołka zrobić wink
            A czy w gumę to się jeszcze gra??? Bo to nie było ryzykowne jakoś specjalnie a jakie fajne! smile
            • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:35
              georgyporgy napisała:
              U mnie trzepak stoi pod blokiem. Czasem jak wysiadam z samochodu to mam ochotę sprawdzić czy jeszcze umiem fikołka zrobić wink

              smile Ja jakiś czas temu chciałam pokazać dzieciom jak robię fikołka, na trampolinie(ale bez podskakiwania) i potem przez kilka dni nie mogłam głowy odwrócić tak mnie szyja bolałabig_grin
            • atowlasnieja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:23
              georgyporgy napisałasuspicious A czy w gumę to się jeszcze gra??? Bo to nie było ryzykowne jakoś specjalnie a jakie fajne! smile

              ale ruuuuszać się trzeba
    • duch_mariana Zabawki z atestem 06.10.10, 14:58
      Teraz każdy plac zabaw musi być z urządzeniami atestowanymi i miękkimi matami antypoślizgowymi. Jak ktoś pierdoła to i na tym sobie krzywdę zrobi. Ja się bawiłem na nieatestowanych, ciężkich i niebezpiecznych. Zdarzało się jakieś skaleczenia mniejsze lub większe, ale nikt z tego powodu po odpowiednich instytucjach nie latał i nie dopominał się odszkodowań. Tak samo i te prywatne. Ja jeździłem wózkiem pomalowanym szkodliwą farbą nitro, która w dodatku odpryskiwała, tata malował od nowa i tak w kółko. No i żyję, nie dostałem raka ani nawet zatrucia. Ludzie dają sobie wmawiać różne rzeczy, a cwaniacy trzepią na tym kasę. Ktoś ten atest musi wydać przecież, a to kosztuje. Ostatecznie i tak zapłaci klient.
      • gaskama Re: Zabawki z atestem 06.10.10, 16:11
        .... no ale po analizie Twojej wypowiedzi, to powiem Ci, że tego szkodliwego nitro należało jednak nie wąchać!
    • rosapulchra-0 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:03
      za czasów PRL - u nie mówiło się głośno o zboczeńcach, narkomanach, homoseksualistach, komunistyczne państwo z założenia miało być doskonałym tworem, robiło się czasem pokazowe procesy afer gospodarczych (np. mięsna), w których jak najbardziej surowo karano skazanych, żeby odstraszyć od chęci okradania państwa. Uważam, że wtedy była duża mniejsza świadomość rodziców.
      • miruka Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:10
        a mnie by kask nie pomógł - miałam dwa wypadki po których zostały mi blizny na brodzie i pod nosem - upadek z rowera na twarz i z huśtawki tak samo, oj to były czasy
    • q_fla Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:08
      Mając 4,5 roku sama wychodziłam na dwór na osiedlowy plac zabaw. W wieku sześciu lat jeździłam sama po osiedlu na rowerze. Do szkoły chodziłam sama, do dentysty również. Jak szłam do pierwszej komunii nie było na osiedlu kościoła i jeździłam sama autobusem kilka przystanków dwa razy w tygodniu na religię. W tym samym wieku rodzice na cały miesiąc wakacji wywozili mnie na wieś do babci i tam z kuzynem biegaliśmy wszędzie, nawet po lesie i dla babci nie było problemem, że nie widzi nas kilka godzin.
    • d.o.s.i.a Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:13
      Co tu dywagowac. Kaski, maty antypozlizgowe, krzeselka samochodowe itp. zostaly wymyslone ze wzgledow bezpieczenstwa. Co oznacza, ze dawniej, bez tych udogodnien GINELY dzieci. To, ze nikt nie zna w swoim otoczeniu dziecka, ktore rozbilo sobie glowe jezdzac na rowerze, albo nie przezylo wypadku drogowego, nie znaczy, ze kaski i krzeselka zostaly wymyslone bez powodu. To, ze MY przezylismy nie znaczy, ze WSZYSCY przezyli, z tego wlasnie wzlgedu, ze przezyli... Ci co przezyli, a Ci co nie przezyli... hmmm nie przezyli, wiec pisac na forum nie moga.

      Coz, nawet jesli kask uratowal jedno dziecko, to to jedno dziecko ZYJE i mysle, ze jego rodzice nie powiedza "a po co mu byl kask".

      Owszem, kwestia do jakich granic posuwamy sie w ochronie zdrowia i zycia. Ja akurat uwazam, ze kask rowerowy to nie zbroja, wiec nie widze powodow, zeby go nie nosic.

      PS. Sama mam zaliczone wypadniecie z wozka i upadek ze schodow wink Bez kasku.
    • memphis90 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 15:33
      Podczas zakupów wózek z dzieckiem zostawiało się na dworze, a podczas wnoszenia zdobytych wiktuałów do mieszkania dziecko czekało w wózku na korytarzu. Starsze dzieci (4-5lat) bawiły się same na placu zabaw albo zostawały w domu, kiedy mama szła do kolejki.
      • thaures Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:04
        Latałam na podwórko, na lodowisko- w dobie telefonów stacjonarnych - paru na blok i braku domofonu mama "wołała" mnie do domu wystawiając lalkę w oknie. Spędzałam czas na trzepaku wisząc głową w dół, albo grając w gumę. Nie było problemu, by jechać autobusem do pracy rodziców na drugi koniec miasta. Mój syn sam pojechał sam do miasta mając 12 lat i komórkę-w zasadzie non-stop-przy uchu.
        Porównując moje dzieciństwo to uważam,że było radośniej-miało się więcej przyjaciół i wszystkie dzieci były w miarę równe- jeżeli wiecie o czym piszę. Jakieś zajęcia dodatkowe nie były tylko dla tych zamożnych. Ja w 1979 roku zaczęłam chodzić na lekcje niemieckiego- pamiętam jak tego się wstydziłam- wszyscy na trzepaku, a ja powtarzam słówka...Rodzice nie trzęśli się nad nami, dzięki temu byliśmy bardziej samodzielni. Dwa programy w tv- i to-jak pamiętam dwójka dopiero po południu-ale za to moment rozpoczęcia filmu to była znacząca chwila...
        Mój syn potrafi wyjść do kolegów i za moment wrócić-bo nie ma co robić. Dla mnie nie do pomyślenia wtedy.
        • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:16
          thaures napisała:
          Mój syn potrafi wyjść do kolegów i za moment wrócić-bo nie ma co robić. Dla mnie nie do pomyślenia wtedy.

          Masz rację, teraz dzieci częściej się nudzą mając teoretycznie więcej możliwości. No, ale nasza wyobraźnia była o niebo bardziej rozwinięta, tak naprawdę niewiele potrzebowaliśmy, żeby zorganizować sobie zabawę. U nas na podwórku kilka krzaków było czasami nawet statkiem kosmicznymwink Nie można wprawdzie powiedzieć żeby wyszły bez szwanku, skoro gałęzie były też dźwigniami biegów, a wiesz czasami trzeba było szybko uciekać, albo kogoś gonić, no różne dramatyczne sytuacje...big_grin ale ile było przy tym uciechy!
          • thaures Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:18
            Ja to wiem- i nieraz o tym opowiadam-ale syn patrzy na mnie jakbym była z kosmosu...
            • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:24
              nieee, z kosmosu byłaś tylko w tych krzakach co za statek robiły wink
              U mojej babci pod stołem był czołg obudowany poduszkami z kanapy, lufą był kij od szczotki. Siedzieliśmy tam wszyscy (ja, moja siora, kuzyni) łącznie z babcią. Ubaw był po pachy! smile
              Szkoda, że te czasy minęły. Faktycznie naszym atutem była wyobraźnia!
            • kosher_ninja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:31
              Ale to nie jest problem czasów, tylko twojego syna.
              Ja znam dzieci, które bez problemu potrafią się sobą zająć od rana do wieczora, które uwielbiają bawić się z innymi dziećmi i którym wyobraźnia do zabawy wystarcza. A musi wystarczać, bo np. spędzają miesiąc wakacji u babci, gdzie nie ma komputera, internetu, gier komputerowych i (olaboga) jest telewizor, który odbiera z bólem aż 4 kanały. I te kanały w dodatku śnieżą, a telewizor jest sprzed 20 lat. A dzieci miastowe i na co dzień mające dostęp do kompa i telewizora.
              Za to sama pamiętam takich malkontentów z mojego dzieciństwa. Żadną zabawką czy rozrywką nie potrafili się zainteresować na dłużej niż 15 minut. Miałam taką kuzynkę - dla niej cały czas i wszędzie była "NUUUUDAAAA". I dlatego była udręką mojej babci. Moją zresztą też.
              • kosher_ninja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:37
                Dodam jeszcze, że według mojej mamy ja i moje kuzynostwo też nie potrafiliśmy się bawić operując wyobraźnią. Ona pamiętała ze swojego dzieciństwa wieczne zabawy w indian, jakieś wigwamy i wspólne czytanie Karola Maya, a dla nas to właśnie jakiś kosmos był i zabawa dla totalnych staruchów. Koniecznie próbowała nas tym zainteresować, co nie kończyło się nawet totalną porażką, bo nie miało co się kończyć, jak się nawet nie zaczęło.
              • sarah_black38 Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 17:55
                Mój kuzyn jako kilkuletnie dziecko wypadł przez drzwi, które niespodziewanie się otworzyły w czasie jazdy. Gdyby był zapięty w foteliku to coś takiego nie wydarzyłoby się i dziś miałyby 45 lat.

                Ja sama jako dziecko w II klasie podstawówki urządziłam sobie spacer po fragmencie krajowej siódemki ( mieszkałam w tych okolicach pod koniec lat siedemdziesiątych), nie czekając na mamę chciałam szybciej wrócić do domu ...... do dziś pamiętam ten strach i podmuch przejeżdżających samochodów.

                Kiedy przypomnę sobie nasze wyprawy nad Kanał Elbląski (oczywiście bez opieki dorosłych), nad pobliski staw ( szukając muszli o mały włos nie utonęłabym) i inne wariactwa to włos na głowie mi się jeży. Dlatego staram się bardzo pilnować swoje dzieci, nie chciałabym aby przychodziły im takie głupoty do głowy.
    • croyance Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:13
      Ja pamietam kilka wydarzen:

      - Gramy w pilke. Kolezanka V. dostaje nia centralnie w czolo. Mdleje i przewraca sie do tylu po katem prostym. Lezy tak jakis czas, potem wstaje i gra dalej. Nikomu do glowy nie przychodzi, zeby zawiadomic rodzicow;

      - Wyglupiamy sie, ktos mi mowi, ze jak sie usiadzie i robi glebokie wdechy, a potem gwaltownie wstaje i wstrzymuje oddech, to mozna stracic przytomnosc. Oczywiscie chce sprobowac. Wszystko pieknie dziala, lece na pysk. Kiedy odzyskuje przytomnosc, jestem pod wrazeniem, a wszyscy pelni podziwu. Rodzice dowiaduje sie o zdarzeniu kilka lat pozniej;

      - Strzelanie skoblami - kumpel strzela mi pod okiem, mam dziure;

      - Strzelanie z lukow, walka z banda z sasiedniego osiedla;

      - Jazda sankami i skakanie na przeszkodach;

      - Fikolki na trzepaku - kilka razy spadam w trakcie i wale lbem w betonowa sciane. Po podniesieniu sie bawie sie dalej;

      - Skoki z rozbujanej na maksa hustawki. Odkrywam, ze jak hustawka jest prawie prostopadla do podloza, to leci sie po luku;

      - Prowokowanie ZOMO-wcow, zaczepianie ich (mieszkalam niedaleko bloku Walesy na gdanskiej Zaspie), proszenie o to, by sie z nami bawili;

      Nigdy nie mialam zadnego powaznego wypadku, ani nie znam nikogo, komu cos sie stalo. Ale oczywiscie, wypadki sie zdarzaly i nie polecam takich zabaw.
      • croyance Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:14
        Aha, podpalalismy jeszcze saletre az wybuchala.
      • croyance Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:16
        > Nigdy nie mialam zadnego powaznego wypadku, ani nie znam nikogo, komu cos sie s
        > talo. Ale oczywiscie, wypadki sie zdarzaly i nie polecam takich zabaw.

        Chodzi mi o to, ze statystycznie rzecz biorac, na pewno wypadki sie zdarzaly. Moze inne, niz dzisiaj, ale czy mniej, tego nie wiem.
      • przeciwcialo Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:22
        Aż ciary mi chodzą po plecach jak pomyslę co wyprawiałam jako dziecko to podwójne dreszcze mam jak pomysle że mogłyby robic to moje dzieci.
      • kosher_ninja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 21:07
        Problem w tym, że chociaż nikomu WTEDY nic się nie stało, to nie wiadomo, co jest teraz.
        Moja kuzynka kilka razy uderzyła się w dzieciństwie w głowę podczas różnych zabaw. Wtedy nie było jej nic, a w wieku 25 lat dostała epilepsji.
        Moja druga kuzynka spadła z huśtawki i rozbiła sobie nos. Nos został "naprawiony" po cichu przez koleżanki (tzn. opatrzony) i kuzynka o nim zapomniała. Kilka lat później okazało się, że nos był wówczas złamany i w wyniku jakichś głupich przesunięć tamże trzeba było wykonać operację. Operacja powiodła się średnio i kuzynka zamiast nosa ma teraz wstrętną kluchę sad Kolejnej operacji się już boi.

        Moi koledzy za to bawili się w wieszanie. To była popularna zabawa kilkanaście lat temu. No i jeden się powiesił całkowicie.
        Drudzy bawili się w przebieganie przed samochodami (byli w drugiej klasie podstawówki). Niestety, jeden też tego nie przeżył. Koleś, który go przejechał nigdy się z tego nie otrząsnął sad
        • croyance Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 21:10
          Nie no, jasne, ale z drugiej strony nie da sie przezyc zycia bez absolutnie zadnych wypadkow. Wtedy mozna bylo skoblem oberwac, a teraz dzieciaki siedza w necie - i jedno i drugie ma plusy i minusy.
          • kosher_ninja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 07:11
            Oczywiście, że nie da się przeżyć życia bez żadnych wypadków. Odpowiedziałam tylko na to, że kiedyś ktoś tam miał obity łeb i nic mu nie było (czyli w sumie obicie łba traktowane lekceważąco trochę). No bo własnie wtedy nic mu nie było, a 20 lat później mógł (choć wcale nie musiał) dostać strasznych migren lub padaczki.
            I zależy które dzieciaki siedzą w necie. Te, które mają głupich rodziców - na pewno. Ten net sam do nich nie przychodzi i do rąk się przecież nie pcha, prawda?

            Tak samo z grami. Bardzo mnie dziwi, że w Polsce (w przeciwieństwie do innych krajów) prawie w ogóle nieznana jest konsola Wii Nintendo. Rodzice, jeśli już coś kupują dzieciom, to PS3 albo XBox. Bo widocznie rodzicom trudno z kanapy wstać...
            • georgyporgy Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 09:02
              serio Wii jest mało popularne??? Ja posiadam i większość moich znajomych też. Zawsze jest atrakcją wspólnie spędzanych wieczorów smile
              No ale może faktycznie niektórym ciężko ruszyć doopska...
      • asia_i_p Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 07:49
        Mój wujek ze swojego dzieciństwa pamięta dwie zabawy - wkładanie ręki między kołami wolno jadącego pociągu i wyciąganie spomiędzy torów uprzednio tam położonego kamienia oraz przeskakiwanie z budynku na budynek. Z przeskakiwania wszyscy wyszli bez szwanku, ale na torach jednemu koledze obcięło rękę.
    • kropkacom Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:23
      Mąż widział kask kolegi po wypadku. Uwierz, nie chciałabyś aby tak wyglądała głowa bez tego banalnego zabezpieczenia.
      • meliissa Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:42
        kropkacom napisała:
        Mąż widział kask kolegi po wypadku. Uwierz, nie chciałabyś aby tak wyglądała głowa bez tego banalnego zabezpieczenia.

        A co to był za wypadek? Ja nie kwestionuję oczywiście(chociaż tego nie napisałam) zakładania kasku jeśli wyjeżdżamy na ulicę.
        • kropkacom Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 20:48
          Miał upadek i zębatka w kask się wbiła.
    • atowlasnieja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 21:07
      wprawdzie jestem ciut młodsza ale jeszcze pamiętam trochę komuny więc:

      - która z ematek podałaby dziecku coś takiego jak kogel mogel?

      - sąsiad (wtedy lat 6) wykopał dół w którym się mieścił w całości, dół był pod kątem a on kopał głową w dół. Rodzice byli zadowoleni z darmowego "wysypiska śmieci" - nawrzucali różnych gratów raczej by się ich pozbyć niż pozbawić dziecko "zabawki"

      - do szkoły chodziło się na piechotę (na zerówkę matki czekały w holu, w pierwszej jeszcze to uszło ale w drugiej to moja mama siedząca w aucie pod szkołą była ewenementem (i to nie ze względu na samochód ale sam pomysł odbierania dzieciaka ze szkoły))

      - szał nielicznych dostępnych seriali. "Niewolnica Izaura"
      • bi_scotti Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 06.10.10, 21:44
        atowlasnieja napisała:
        >
        > - która z ematek podałaby dziecku coś takiego jak kogel mogel?

        To zalezy skad masz jajka - od czasu do czasu lepszy kogel-mogel niz jakiekolwiek czekoladki czy inne konserwowane slodycze ze sklepu; szczegolnie jesli uzywasz brow sugar, miod, albo maple syrop do slodzenia zamiast zwyklego, rafinowanego cukru.

        >
        > - sąsiad (wtedy lat 6) wykopał dół w którym się mieścił w całości, dół był pod
        > kątem a on kopał głową w dół. Rodzice byli zadowoleni z darmowego "wysypiska śm
        > ieci" - nawrzucali różnych gratów raczej by się ich pozbyć niż pozbawić dziecko
        > "zabawki"
        >

        Brak mi wyobrazni wink W czym zagrozenie?

        > - do szkoły chodziło się na piechotę (na zerówkę matki czekały w holu, w pierws
        > zej jeszcze to uszło ale w drugiej to moja mama siedząca w aucie pod szkołą był
        > a ewenementem (i to nie ze względu na samochód ale sam pomysł odbierania dzieci
        > aka ze szkoły))
        >

        Moje dzieci chodzily same do punktu, z ktorego odjezdzal school bus od 3 klasy; teraz pracuje w szkolach i widze bardzo duzo dzieci przychodzacych same do szkoly tak wlasnie mniej-wiecej od 3 klasy. Najczesciej musza przejsc przynajmniej jedno skrzyzowanie, bo tak sa umiejscowione szkoly. Ogolnie to staramy sie bardzo intensywnie zniechecac rodzicow do podowozenia dzieci pod szkole - propagujemy wspolne chodzenie itd.

        > - szał nielicznych dostępnych seriali. "Niewolnica Izaura"

        TV to chyba niestety najwieksze obecnie ryzyko dla zdrowia dzieci (fizycznego i duchowego)obok komputera i w ogole wszystkiego, co laczy sie z siedzacym spedzaniem wolnego czasu - za tzw. moich czasow tego problemu nie bylo - teraz to wrecz nieszczescie sad


      • kosher_ninja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 07:22
        >która z ematek podałaby dziecku coś takiego jak kogel mogel?

        Nie widzę problemu, pod warunkiem, że dziecko by chciało. Ja w dzieciństwie uwielbiałam, a moja kuzynka dostawała torsji na sam widok, bo to "surowe jajo"

        > - sąsiad (wtedy lat 6) wykopał dół w którym się mieścił w całości, dół był pod
        > kątem a on kopał głową w dół
        Rodzice zobaczyliby problem, gdyby ziemia się na syna osypała i ten by się udusił. To nie tylko nie jest zabawa dla dzieci, dla dorosłych również. Co roku jest co najmniej kilkanaście wypadków śmiertelnych tego typu. Dla przykładu - ze dwa miechy temu archeolog amator tak smutnie zakończył poszukiwania skarbów. I wtedy każda gazeta krzyczała "NIE KOPAĆ DOŁÓW SAMOTNIE".
        Dla mnie uciecha rodziców równie idiotyczna, jak tych, którzy się pewnie cieszyli, że 10letnia niepełnosprawna dziewczynka z padaczką czasami samotnie przyniosła grzyba z lasu. A raz sama nie wróciła...

        - do szkoły chodziło się na piechotę (na zerówkę matki czekały w holu, w pierws
        > zej jeszcze to uszło ale w drugiej to moja mama siedząca w aucie pod szkołą był
        > a ewenementem (i to nie ze względu na samochód ale sam pomysł odbierania dzieci
        > aka ze szkoły))

        20 lat temu mogłam się godzinami bawić na skrzyżowaniu przy domu. Na ulicy, bo samochód przejeżdżał tam raz na godzinę, albo i rzadziej.
        Teraz boję się tamtędy przechodzić, a jak jadę samochodem, to wybieram inną, dłuższą drogę. A to dlatego, że miasto puściło tamtędy TIRy. Przejeżdża ich czasami nawet 10 -15 na minutę. Wypadków na tym skrzyżowaniu już chyba policzyć się nie da sad A rodzicom dom pęka. Eh..




        • atowlasnieja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 08:41
          kosher_ninja napisała:
          > Rodzice zobaczyliby problem, gdyby ziemia się na syna osypała...
          Właśnie to mnie w tym przeraża

          > 20 lat temu mogłam się godzinami bawić na skrzyżowaniu przy domu. Na ulicy, bo
          > samochód przejeżdżał tam raz na godzinę, albo i rzadziej.

          Nie chodzi mi o ruch samochodowy ale o tzw. czynnik ludzki; rzadziej bo rzadziej ale się słyszało o zaginięciach dzieci, wypadkach drogowych i tego typu sprawach
      • atowlasnieja Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 08:47
        Jednak po przeczytaniu wątku dochodzę do wniosku, że i tak miałam bardzo zaborczą matkę (jak na tamte czasy), chociaż jak na dzisiejsze standardy jej ustalenia byłyby za mało opiekuńcze.
    • tommama Re: Dzieciństwo pełne ryzyka w latach 70-tych ;)) 07.10.10, 08:15
      moje dziecinstwo to raczej lata 80-te, ale też pełne ryzykatongue_out
      spedzaliśmy całe dnie na podwórku (z kluczem na szyi oczywiście) i mieliśmy mnóóóstwo głupich pomysłów, których nikt nie ograniczał, bo nikt nas nie pilnował...
      Normą było łażenie po drzewach, dachach, kominach i oczywiście skoki z tychże, zjeżdżanie na kartonach z wielkiego stosu węgla, szalenstwa na drabinkach, trzepakach, huśtawkach.
      Bawiliśmy się na placu budowy, lataliśmy po szpitalu, który był obok domu, bawiliśmy się przy szpitalnej kotłowni. Cud, że nikomu nic się nie stało, oczywiście nie licząc licznych złamań, skręceń, zwichnięć wszelakich kończyn.
      Pamiętam też, jak sąsiadka uratowała mi życie, bo zawisłam na szyji między szczebelkami drabinek i trochę się podduszałam.
      Aha, i jeszcze samodzielne podróże pociągiem do babci (250 km) ewentualnie pod opieką przypadkowych pasażerów.
      Szokbig_grin Zastanawiam się jak udało nam się przeżyć to wszystko w miarę bezurazowo.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja