Odrobinę realizmu proszę

    • aishka007 Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 08:08
      Jak czytam tutaj komentarze idealnych matek to mnie szlag trafia... Nie wmówicie mi, że dziecko, tak małe to zero dezorganizacji w życiu! Wiele z Was się zapiera, że ich noworodki/niemowlaki były spokojne i miałyście czas na odpoczynek i domowe obowiązki. No to świetnie, ale ja nie dam się nakarmić taką wersją wydarzeń.
      Jestem osobą dobrze zorganizowaną, lubię planować i te plany realizować... Doszłam do siebie po porodzie dopiero w trzecim miesiącu życia mojego syna, a przedtem było naprawdę źle. Jestem ambitna i uwielbiam być niezależna, ale czasem trzeba usiąść i się nad sobą poużalać, jeśli jest źle. Czytając artykuł p.Agnieszki zdałam sobie sprawę, że jest ktoś taki jak ja gdzieś tam i też nie za bardzo odnajduje się w roli bycia matką.
      Po porodzie gościli u mnie chwilę moi rodzice więc póki mama była w domu to obiad był i porządek. Potem sajgon... Mój syn pragnął cycka co 12 minut i ja nawet nie miałam kiedy skorzystać z toalety. W dodatku na początku nie umiałam rozpoznawać jego potrzeb, przez co zaczęłam go nosić na rękach... z pomocą przyszedł wtedy bujaczek i jeden kłopot zszedł mi z głowy. Moje dziecko od początku nie było słodkim śpiącym maluszkiem i spało zaledwie kilka godzin w ciagu doby, a nie tak, jak piszą w książkach 16 z hakiem. Swój sen podzielił na małe drzemki a ja chodziłam nieprzytomna... Gary wypadały ze zlewu, podłoga zaczęła się kleić, pies z głodu obgryzł meble (najzwyczajniej w świecie zapomniałam dać mu jeśćsad ) i pranie piętrzyło się. W wolnej chwili wrzucałam cokolwiek do garnka i codziennie udało mi się ugotować jakąś zupę. O makijażu nawet nie marzyłam! Wychodząc na dwór potrzebowałam dwóch godzin, żeby się ogarnąć... Drugie piętro, wózek, torebka, dziecko, ryk i krzyk i niech mi tu nikt bajek nie wciska...
      Zastanawiam się tylko (tak, jak autorka innego postu) dlaczego nikt mi nie powiedział wprost (w szczegółach), że to nie będzie łatwe. Trzeba zawsze przewidywać najgorszą wersję wydarzeń.
      • hanka_czarnooka Re: Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 10:42
        >Trudne dzieckonie podaje prania matce tylko je rzuca z balkonu zeby sobie popatrzec jak leci. <

        to nie jest dziecko trudne tylko niewychowane, co pokazuje wlaśnie jaka matka jest nieudolna.
        Ale jasne, najlepiej sie nad soba użalać, i zwalac wine na dziecko, że niby trudne, placzliwe itp. zamiast starac się zrozumiec potrzeby tego dziecka. Żadne dziecko nie placze non stop bez powodu.
        • franczii Re: Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 10:54
          2letnie dziecko niewychowane?
          Zeszta to nie jest nawet trudne dziecko, to jest normalnie ciekawe dziecko.
          Ty pewnie niczego nigdy nie zrzucilas z balkonu, chodzilas jak w zegarku juz jako roczniak a posluszenstwo to twoja cecha wrodzona. .
        • aandzia43 Re: Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 11:35
          > Ale jasne, najlepiej sie nad soba użalać, i zwalac wine na dziecko, że niby tru
          > dne, placzliwe itp. zamiast starac się zrozumiec potrzeby tego dziecka. Żadne d
          > ziecko nie placze non stop bez powodu.

          A i owszem, tylko że te powody są często nie do całkowitego wyeliminowania. Kiedy? Ano wtedy, gdy mamy do czynienia np. z dzieckiem o zaburzenaich integracji sensorycznej. A takich dzieci było i jest bardzo dużo.
    • sueellen Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 19:25
      No też tak mam, nawet czesto ale to wylącznie z powodu lenistwa i internetu. Jakby nie bylo internetu, mialabym czas na wszystko. A poranne spacery w ogole mnie nie dotycza.
      • szymama Re: Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 20:25
        ja jestem mama dwojki. Starszy w porownaniu z mlodsza to byl aniol. Mlodsza od pierwszego dnia darla sie jak oszalala. W dzien spala po 10-15 minut i reszte dnia spedzala na wrzeszceniu. Rodzina tysiace kilometrow od nas, maz w tamtym czasie dostal awans- wiazalo sie to z tym, ze ja z dziecmi bywalam sama po 15 godzin na dobe i co drugi weekend. Plus dostarczanie starszaka do szkoly i odbieranie go.
        Gdy juz mialam tak dosc, ze chcialam moje dzieci sprzedac na ebay-u to znalazlam chuste. I to byly najlepiej wydane pieniadze w moim zyciu. Po miesiacu sprzedalam wozkek bo juz mi nie byl potrzebny. Z mloda w chuscie mylam podlogi, wieszalam pranie, gotowalam, chodzilam na zakupy. Robilam z nia wszystko. Bo nikt by za mnie tego nie zrobil.

        Szczerze sie dziwie jak mozna sobie nie poradzic z jednym dzieckiem, albo moze to ja taka super-baba jestm, ze w zasadzie nigdy nikogo do pomocy nie potrzebuje i daje sobie rade sama z wiekszoscia problemow. I nie uzalam sie nad soba. Chyba nie tylko ja...
        • z_lasu Re: Odrobinę realizmu proszę 04.11.10, 21:42
          To teraz wyobraź sobie, że chusta nie zadziałała. Ani nic innego. I masz taki sajgon (czyli krzyk przerywany kilkunastominutowymi drzemkami) przez wiele miesięcy. I od wielu miesięcy nie śpisz.

          > moze to ja taka super-baba jestm

          Może jednak po prostu miałaś mały problem, który łatwo można było rozwiązać za pomocą chusty.

          > Szczerze sie dziwie jak mozna sobie nie poradzic z jednym dzieckiem

          A ja się dziwię jak można z uporem maniaka nie przyjmować do wiadomości jednego prostego faktu, który zresztą wiele osób ujmowało tutaj w różne słowa, żeby łatwiej było niektórym pojąć o co chodzi.
          • szymama Re: Odrobinę realizmu proszę 05.11.10, 08:48
            hm... a jakie inne problemy sa tu przedstawiane? Ze dziecko sie drze? Moje tez sie darlo. Ze ma kolki? Moje wylo CODZIENNIE ok 4 godziny z powodu kolek. Ze nie mozna wyjsc na spacer bo sie jest niezorganizowanym? To trzeba sie zorganizowac. Ja znalazlam dla siebie metode bo jej szukalam, a nie usiadlam i plakalam, bo to ze mam male dziecko, nie oznacza, ze swiat nagle zacznie krecic sie w okol mnie, ale ja mam tego swiadomosc. I mam swiadomosc, ze przejscie na urlop macierzynski nie oznacza, ze inni czlonkowie rodziny maja umrzec z glodu czy brudu. Owszem, kazdy wlaczyl sie w jakis sposob do nowych obowiazkow, ale tak na prawde spoczywaly one glownie na mnie. I majac wrzeszczacego noworodka a potem niemowlaka, mialam czas, zeby starszemu poczytac, pograc z nim w gry, czy posiedziec z nim w lozku przed pojsciem spac.
            • okrent9 Re: Odrobinę realizmu proszę 10.12.10, 04:43
              Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że macierzyństwo jest ostatnią świętą krową zachodniej cywilizacji. Wystarczyło, żeby ktoś zgrabnie rzucił w nią kamyczkiem, tak jak to zrobiła autorka felietonu, i podniósł się rwetes.

              Jak ja zazdroszczę tym wszystkim matkom Polkom, co to potrafią być świetnie zorganizowane pomimo braku snu sad Mnie brak snu wpędza pomału do grobu sad(( W takiej sytuacji naprawdę człowiek ma prawo być niezupełnie tak zorganizowany, jak by był, gdyby się wysypiał. Wyspana to ja jestem geniuszem organizacji.
          • evee1 Re: Odrobinę realizmu proszę 10.12.10, 06:02
            A mi sie wydaje, ze nie tylko dzieci sa rozne, ale matki rowniez wink. I poczucie permanentnego braku czasu i totalny burdel w domu mozna miec nie tylko przy koszmarnym dziecku, tak samo jak mozna miec porzadek i byc ogarnietym niekoniecznie majac dziecko idealne.

            Ja jestem zorganizowana, ale taka mam nature. Nie pojde spac przy zlewie pelnym brudnych garow, bo strasznie doluje mnie jak rano wchodze do kuchni i mam tam bajzel. A te gary i tak przeciez kiedys zmyc trzeba. Pewnie tez mam wieksza tolerncje na brak snu i poziom stresu, bo jakos przezylam 12 lat permanentnego niedospania (tak, 12 lat), pracujac na dodatek w tym czasie zawodowo.
            I to nie chodzi o to, ze ja nie rozumiem kolezanki, ktora majac dzieci w szkole i nie pracujac ciagle narzeka, ze nie ma czasu zlozyc prania, tylko to, ze czasem trudno nam sie dogadac, bo ja robiac wiecej uwazam, ze mam luzik, a ona robiac mniej uwaza, ze jest zatyrana po pachy. I oba "realizmy" sa prawdziwe smile.
            • symulacrum Re: Odrobinę realizmu proszę 10.12.10, 07:23
              Młoda właśnie przysnęła więc mam chwilkę dla siebie i zamiast przespać się godzinkę czytam forum wink

              felieton przeczytałam z rozbawianiem, udał się autorce, czego dowodem jest powyższa burza
              pamiętam swego czasu artykuł Agnieszki Chylińskiej, który mocno odczarowywał obraz idealnej mamci i idealnego bobo - a tej pani raczej nie podejrzewam o brak organizacji/lenistwo/użalanie się nad sobą

              mam w domu pojedynczy 3 miesięczny egzemplarz mieszany - są dni kiedy jest pogodna i dni, kiedy zamienia się w małą terrorystkę i tak jak ktoś już wspomniał, prysznic udaje mi się wziąć o 16.00

              mam b. duże mieszkanie (sporo do ogarnięcia) i dodatkowo 3 sierściuchy, które trzeba co najmniej co drugi dzień wyczesać porządnie, żeby po mieszkaniu nie fruwały kłaki, parę razy dziennie sprzątnąć poroznoszony żwirek i wygłaskać wink
              w związki z komplikacjami poporodowymi 2 razy w tygodniu zaliczam przychodnię, co zajmuje sporo czasu

              problemów z organizacją nie miałam nigdy, czego dowodem może być moja praca (organizowanie imprez masowych)

              ale - teraz to mogę sobie teraz planować, a życie życiem - funkcjonuję wg rytmu córki, co oznacza, że czasem w mieszkaniu jest burdellum bumbum

              moje dziecko nie jest ideałem chodzącym jak w zegarku, chociaż potrzebowałam zawsze mało snu (5-6 godzin, typ sowy) i jestem przyzwyczajona do działania na wysokich obrotach i ogarniania wielu rzeczy naraz, czasami padam na twarz i boję się, że zrobię Małej krzywdę (zleci mi z przewijaka albo cóś)

              dopóki jestem w domu chcę Młodej poświęcić maksymalnie dużo czasu, mało śpi w dzień, czasami wcale, gdy nie ma fazy ryczenia i marudzenia wolę z nią rozmawiać, śpiewać jej, bawić się z nią niż robić ornung, u mnie chusta odpada, mam zrypany kręgosłup i nosić nie mogę, więc córka nie może mi towarzyszyć przy codziennej krzątaninie

              mam wielodzietne koleżanki, które gorąco podziwiam, ja się do tego nie nadaję po prostu, ledwo starcza mi siły na jedno dziecko, przy czwórce czy piątce by szybko wysiadła

              mojej córci - oprócz błogostanu w jaki wprawiają mnie jej bezzębne uśmiechy - zawdzięczam już bardzo wiele - nie mogłam się wyleczyć z "zespołu prymuski", a teraz odpuściłam smile (planowałam, że nie będą dawała smoka - pacyfikator ułatwia mi życie, planowałam, że będę karmiła tylko piersią - muszę dokarmiać butlą, planowałam nie używać bujaczka - czasami się przydaje, miała ZAWSZE spać w łóżeczku - sypia jak ma lepszy, mniej marudny dzień/noc), a także stałam się bardziej asertywna - puszczam koło uszu opinie Doskonałych Mam (ostatnio Młoda miała straszny atak kolki, zabrałam ją na spacer, przy windzie jakaś nieznajoma babka zaczęła mi robić wykład: dlaczego to dziecko tak wrzeszczy?! na pewno jest przegrzane albo ma jakieś potrzeby niezaspokojone! odparłam, że tak, metafizyczne, poza tym jest głodzone, bite oraz nikt go nie przytula)

              moje plany na dzisiaj: szczepienie Młodej, trochę ogarnąć chałupę, bo wczoraj się nie dało, zrobić jakiś obiad, godzinkę, dwie popracować na kompie jak Młoda raczy się zdrzemnąć, podczas karmienia obejrzeć jeden odcinek Damages albo poczytać, wyczesać koty, zapłacić za zakupy na allegro, bo wczoraj już padłam i nie dałam rady, wstawić pranie, podlać kwiaty (a sporo ich) i narysować coś chrześnicy bo obiecałam

              zobaczę, co się uda wink
    • mat-ka1 Re: Odrobinę realizmu proszę 10.12.10, 09:04
      Uśmiałam się, wzruszyłam i pokiwałam głową do monitora nad tym artykułem. Do dziś mój mąż nie może mi wybaczyć, że go "oszukałam, mówiąc, że dziecko jest różowe, pachnące i tylko śpi, je i czasem mu się zdarzy pomiauczeć". Akurat. Pierwsze pół roku to była gehenna, syf w domu, obiady z mikrofali i wieczny szlafrok look. Do tego popłakiwanie, nerwy, wyrzuty do całego świata. No i rozdarty różowy pachnący. Ciągle rozdarty, śpiący po 5 minut, w nocy domagający sie obwożenia po okolicznych wioskach.

      Wiem, że są dzieci, których matki nie wiedzą, że są matkami, mają czas na wszystko, na siebie zwłaszcza, moje do takich nie należało. Przez rok nie wiedziałam, co znaczy wyspać się, zjeść w spokoju jeden cały posiłek bez potrzeby przerywania go na dźwięk syreny alarmowej. Do dziś załatwiam "swoje sprawy" w biegu, starając się jak najszybciej wrócić do domu, w którym zastanę pandemonium i krajobraz po bombie.

      I dziękuję za rady typu "wystarczy się zorganizować". Najwidoczniej nie każda z nas jest supermamą.
    • rzabka99 Odrobinę realizmu proszę 10.12.10, 10:35
      Bardzo trafny artykól.szkoda,że wszędzie tylko zachwyty i uwielbienia nad tym jak sobie mamusie radzą!!!A nikt nie mówi tej drugiej połowy wiążącej się z małymi problemami urastającymi do kolosalnych typu :kiedy odsapnę i zjem śniadanie,pójdę do łazienki w słusznej sprawie hahaha!!!!!maluch są kochane ale pierwsze poł roku to wyścig z kupami,mlekiem,pleśniawkami itp.i jest bardzo ciężko i niech mówią o tym jak sobie radzić i nie zwariować!!!!
    • revista Spoko maroko :) 10.12.10, 19:11
      Fajny felieton. Wszystko to jednak kwestie bardzo indywidualne, prawda?
      Z mojej perspektywy patrząc, z niemowlęciem da się i spokojnie spacerować, i całkiem daleko podróżować. Córa pierworodna skończyła 5 tygodni, gdy przed polską szarugą uciekłyśmy do Meksyku - i wracając miała na koncie pół życia w egzotycznym kraju, 5000 km w poprzek kraju plus spacerki na wysokości od 4000 do zera metrów npm wink Teraz grzecznie zimujemy w Polsce, przez zaspy przebijamy się w chuście, ale już byłyśmy razem i na warsztatach tanecznych, i na zajęciach z NLP. Mała po Meksyku chodzi spać z kurami (czytaj: 15h!) i budzi mnie po północy, niestety - ale i z tym da się żyć. A ja myślę o kierunku kolejnej podróży... wink

      PS. Jako samotna mama pranie wieszam sama... wink
    • kasia.stu Odrobinę realizmu proszę 05.01.11, 13:26
      Współczuję autorce, ale chyba nieco przesadziła. Tak jak już kilkakrotnie napisano, można wieczorem naszykować sobie wszystko i wyjść spokojnie na spacer, ale...
      Ja miałam dziecko z promocji (mam nadzieję, że drugie też będzie) a z własnego lenistwa często gęsto spacer kończył się na balkonie smile
      Jak coś nam sprawia kłopot, to przecież można to jakoś obejść, no może nie wszystko, bo wszak dziecko trzeba nakarmić, przewinąć itp, ale jak załka to nie trzeba od razu biec i wyciągać go z łóżeczka.
      Dzieci nawet te najmnijesze stosują już szantaż emocjonalny w stosunku do swoich opiekunów i trzeba zachować spokój w takich momentach.
      A w ogóle to spokojność dziecka, zależy w głównej mierze od otoczenia w jakim przebywa po urodzeniu, ale też i od zachowań matki w ciąży.
      Moje jak miało 6 tygodni to spało juz 8-9 godzin bez przerwy, ale pracowałam na to całą ciążę i od pierwszych chwil małej na świecie...
      • anew3 Re: Odrobinę realizmu proszę 07.01.11, 00:07
        Mysle, ze ten felieton to zart. Opis krancowo innej sytuacji.Tak naprawde jest tak posrodku, przynajmniej na poczatku:sen mamy porzerywany na karmienia ale z drugiej strony mozna sobie odbic jak dziecko spi, obiad jednodaniowy zamiast dwu, ciastu z cukierni zamiast domowego, pranie ? u mnie zawsze w pralce, da sie zrobic to czy tamto nawet jak dziecko poplakuje w lozeczku, zgadza sie , nie trzeba od razu biec jak zalka, a po tygodniu czy dwoch jakos sobie kazdy wypracuje nowe zasady organizacji i bedzie Ok
      • franczii Re: Odrobinę realizmu proszę 07.01.11, 08:10
        > Moje jak miało 6 tygodni to spało juz 8-9 godzin bez przerwy, ale pracowałam na
        > to całą ciążę i od pierwszych chwil małej na świecie...

        Tia, a moze uchylisz rabka tajemnicy jak sobie na to pracowalas?
        Zreszta moje dzieci tez tyle spaly i nie plakaly, pod warunkiem ze czuly moja bliskoscbig_grin
    • z_lasu Ola, odezwij się, proszę. 07.01.11, 23:21
      Nie widzę Twojego adresu, więc nie mogę Ci odpisać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja