Standardy forumowe a życie ...

03.11.10, 08:33
Jakie standardy (jeśli chodzi o rodzinę, dzieci, dom, pieniądze) są na tym forum wie każdy kto tu zagląda. Życie w realu jest trochę bardziej przyziemne a często diametralnie różne od prezentowanego tutaj. Można mnożyć przykłady.

Mąż rozmawiał ze swoim kolegom, który przyznał, że musiał szukać nowej pracy i pracuje obecnie poza miejscem zamieszkania. W domu przez tydzień czeka na niego żona (też pracuje) i dzieci. On jest tam tylko na weekendy. No cóż, niejedna ematka pewnie sobie tego nie wyobraża. Niejedna wieszczy szybki rozpad małżeństwa. Inna współczuje dzieciom. A czasami trzeba iść jednak na kompromisy bo mus to mus.
    • alabama8 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 08:38
      kropkacom napisała:
      Mąż rozmawiał ze swoim kolegom ...
      A z kturym kolegom? Tym co hodzi z aktuwkom i takim drógim kolegom z wielkom stopom?
      • kropkacom Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 08:42
        No tak, przepraszam najmocniej, uniżenie za błąd. Standardy forumowe mówią - nie robimy NIGDY głupich błędów.

        PS. Jeśli w powyższych zdaniach popełniłam kolejnego byka rzucam się do stóp z prośbą o przebaczenie.
        • gazeta_mi_placi Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 22:53
          > PS. Jeśli w powyższych zdaniach popełniłam kolejnego byka rzucam się do stóp z
          > prośbą o przebaczenie.

          Nie "PS" a "P.s".
          Kochana jak czeskiego uczysz się w takim samym tempie jak języka ojczystego to nie dziwię się, że czujesz się tam lekko wyobcowana kiss
      • mallard Alabamuś! 03.11.10, 09:12
        Zaśliniłaś klawiaturę...
        • majenkir Re: Alabamuś! 03.11.10, 13:12
          A mne sie podoba.... big_grin
    • pitahaya1 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 08:49
      Ale o co chodzi, bo nie bardzo rozumiem.
      Skoro trzeba iść na kompromisy to się idzie i już.
      Nie rozumiem Twojej wypowiedzisad
      Czy chodzi Ci o to, co w życiu a co w necie?
      To nie trzeba do netu sięgać. W realu też ludzie w żywe oczy się zapierają i mówią, że deszcz pada.
    • lila1974 Kropko 03.11.10, 08:53
      Nie bardzo rozumiem, jaka światła myśl ci przewodzi.
      • kropkacom Re: Kropko 03.11.10, 08:55
        No, cóż...
        • iwles Re: Kropko 03.11.10, 08:59

          Kropko
          chyba czytasz forum wybiórczo, a jesteś tutaj wszak już od wielu lat, więc powinnaś zauważyć, że wiele ematek jest w sytuacji rodziny twojego kolegi.
      • kali_pso Re: Kropko 03.11.10, 09:00

        Kropka nie przyswaja prostego faktu- długotrwała rozłąka i frustracje z tym związane są czynnikiem, który MOŻE przyczynić się do rozpadu małżeństwa. I nie trzeba być wieszczem z emamy, aby to wiedzieć. Nie trzeba byc wieszczem, aby wiedzieć, że to cięzkie zycie- samotność i bycie zdanym na siebie, z jednej strony potrzeba wsparcia się na kimś innym z drugiej rozsądek, który mówi, że przecież praca....to trzeba przeżyć na własnej skórze, żeby wiedzieć jak bywa- a Kropka, zdaje się, znowu teoretyzuje....



        "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko zobaczy światło egzystencji"

        Andreas Corelli
        • kropkacom Re: Kropko 03.11.10, 09:17
          Nie teoretyzuje.
          • kropkacom Re: Kropko 03.11.10, 11:38
            A to w sumie napisze jak było. Przez ponad rok mąż pracował w innym mieście. Młode już były na świecie. Kiedy miały osiem miesięcy ja też poszłam do pracy. Potem drugi raz, kiedy mąż wjechał za granicę i przez trzy miechy przygotowywał dla nas lokum. Także nie pisz, że teoretyzuje.
      • gazeta_mi_placi Re: Kropko 03.11.10, 22:54
        big_grin
    • deodyma Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 08:59
      mieszkam z mezem pod jednym dachem 4 lata a wczesniej zylismy blisko 5 lat na odleglosc.
      on pracoal i mieszkala w jednym miescie a ja w drugim.
      widzielismy sie co weekend albo dwa razy w msc.
      przeprowadzilam sie do niego dopiero, gdy kupilismy mieszkanie i mielismy wlasny kat.
      na razie sobie mieszkamy razem, ale nie wiadomo, czy chlop nie pojdzie mi w Polske z racji swojego zawodu.
      wtedy ja zostane sama z dwojka dzieci a maz bedzie przyjezdzal do domu raz msc na tydzien.
      znam wiele takich par, ktore tak zyja.
      takie zycie.
    • shellerka Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 09:00
      ja sobie jak najbardziej wyobrazam, bo sama tak miałam, a wlasciwie za chwile mi sie znowu zacznie. maz, kiedy pierwsze dziecko miało niecałe pół roku, zaczął prowadzić firmę ok 500 km od poznania. wyjeżdzał w niedzielę w nocy, wracał w piątek w nocy. i tak przez kilka miesiecy. potem było łatwiej, bo mogł wyjezdzac w poniedzialek, a wracac w piatek popołudniu. potem jeszcze łatwiej, bo nie jezdzil co tydzien, teraz w zwiazku z choroba mial przerwe w jezdzeniu tam i wszystko odbywa się mailowo i telefonicznie, ale za tydzien chyba znowu sie zacznie.

      i co w tym takiego strasznego?
      • kali_pso Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 09:05

        Taaa, tylko zdaje się Ty nie pracujesz zawodowo, więc wiele problemów Ci odpada- pamiętam jak przez trzy miesiące byłam sama( dojazdy do pracy, mieszkam na przedmieściach) ze szkolnym dzieckiem...to była gehenna, nie życie...
        • shellerka Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 10:15
          Kalipso, ale ja nie pracuje dopiero po urodzeniu drugiego dziecka. Starsze ma w tej chwili skończone 4 lata.
          Jak się pierwsze dziecko urodziło, to po czterech niecałych miesiącach wróciłam na cały etat.
          W dodatku musiałam wozić go do babci, albo jezdzic przed praca i po pracy po babcie, a mieszkałam i pracowałam pod poznaniem, a babcia w poznaniu.
      • lolinka2 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 11:42
        hm... shellerka, znam gościa (z opowiadań, też mąż foremki), który w weekendy ma zlecenia w Poznaniu, a na codzień jakieś 500 km dalej pracuje - i ma te 500 km dalej rodzinę, 2 dzieci bodajże....
        jesteś pewna, że wiesz, co twój ślubny robi od poniedziałku do piątku?
        • shellerka Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 11:56
          oj taksmile przyznam, że w mej bujnej fantazji pojawiały się takie myślibig_grin
          ale byłam tam kilka razy w ramach objawienia swego istnienia personelowi, który składa się głownie z pańbig_grin
          poza tym, mój mąż jest uosobieniem cnót i zalet (przeciwieństwa się przyciągająwink ) i jestem o jego prowadzenie się całkowicie spokojna.
          gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości, albo podstawy do tego, w życiu bym się na takie cos nie zgodziła. prędzej pomyślałabym o wynajmie naszego mieszkania i przeprowadzce na stałe tam.

    • mara_jade73 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 09:32
      Dobra jestem zmanierowaną e-matką która nie wyobraża sobie takiego życia. tak pierwsza myśl n.t.
      • slonko1335 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 10:24
        mara_jade73 napisała:

        > Dobra jestem zmanierowaną e-matką która nie wyobraża sobie takiego życia.

        a to podobnie jak ja. Nie wyobrażam sobie, współczuję dzieciom. Szybki rozpad małżeństwa niekonieczny aczkolwiek nie sądzę, żeby ludzie widzący się kilkanaście godzin tygodniowo mieli ze sobą wiele wspólnego.
        Tylko zupełnie inaczej to widzę gdy sytuacja jest chwilowa bo nie ma innego wyjścia a zupełnie inaczej gdy trwa latami bo tak wygodniej.
        • ihanelma Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 10:27
          Znam kilka małżeństw które funkcjonują w trybie 3+2 lub 4+1 jeśli chodzi o dni wyjazdowe robocze. Weekendy w domu. Oboje pracujący, jedna mieszka sporo pod miastem...
          Póki co oznak rozpadu nie widać.
        • lila1974 slonko 03.11.10, 10:52
          To zależy wyłącznie od kondycji związku i więzi między ludźmi.
          Mój tata jest marynarzem.
          Małżeństwo moich rodziców uważam za bardzo udane.
          Oni po 37 latach nadal się kochają.

          Co nie zmienia faktu, że dla siebie podobnego życia bym nie chciała smile
          • slonko1335 Re: slonko 03.11.10, 11:48
            Lila mój ojciec też był marynarzem. Ja byłam bardzo związana z ojcem co nie oznacza, że tęskniłam jak szalona i było mi bardzo źle, zwłaszcza że wypływał na długie kontrakty.
            Nie zmienia to faktu, że nie miał pojęcia o wielu sprawach bo po prostu go nie było gdy się działy i to matka musiała sobie radzić sama. Mimo wszystko żyli tak kilkanaście lat i pewnie dalej by byli małżeństwem gdyby nie śmierć ojca.
            Nie chciałabym tak żyć. Przerobiłam kilkumiesięczny wyjazd Grześka jak jeszcze dzieci na świecie nie było i wiem już, że nigdy więcej. Dzieciaki wariacji dostają jak ojciec wyjedzie na dzień czy na dwa-jasne pewnie by się przyzwyczaiły gdyby to normalne było ale dzięki Bogu nie muszą...
            • lila1974 Re: slonko 03.11.10, 12:10
              Osobiście nie chciałabym męża marynarza, ale gdyby z jakiegoś powodu mój H musiałby wybrać pracę na kontraktach, to tęskniłabym jak głupia ale trwała jak mur.
              • slonko1335 Re: slonko 03.11.10, 12:17
                ale gdyby z jakiegoś powodu mój H musi
                > ałby wybrać pracę na kontraktach, to tęskniłabym jak głupia ale trwała jak mur.

                widzisz kluczowe jest dla mnie gdyby z jakiegoś powodu musiałby. Bo gdy ja wychodziłam za mąż byłam zapewniona o tym, że będzie przy mnie, nie zdecydowałabym się na związek na odległość bo nie potrafię tak żyć na dłuższą metę i z tego powodu też nie wybrałabym marynarza, zwłaszcza że na własnej skórze odczułam jak życie z takim marynarzem wygląda.
                • nowi-jka Re: slonko 03.11.10, 12:20

                  ale nie trzeba byc marynarzem zeby pracowac poza domem
                  mój M jest np budowlancem i tak cudem 6 rok udawalo mu sie pracowac max 120km od domu wiec codziennie dojezdzał, do Poznania juz sie nei da dojezdzac codziennie wiec zostana weekendy
                  Kurde jak ja sie przyzwyczaje ze jego nie ma sad
                  • slonko1335 Re: slonko 03.11.10, 12:28
                    Mój też jest budowlańcem i zrezygnował z dobrze płatnej pracy na kontraktach właśnie ze względu na kontrakty zagraniczne czy zamiejscowe oraz to, że to praca cały czas w zasadzie (jest inspektorem nadzoru,kierownikiem budowy, itd w zależności od kontraktu). Czasami bierze te na miejscu ale ogólnie pracuje w branży pokrewnej za kasę kilkakrotnie niższą niżby dostał z budowy. Jednak gdyby nie daj Boże były nam nagle potrzebne pieniądze większe musiałby na tą cholerną budowę iść bez gadania i tyle. Tylko, że dla mnie potrzebne oznaczałoby, że traci obecną pracę i nie ma możliwości znalezienia innej na miejscu a więc przestajemy mieć na życie lub choroba dziecka i potrzebne pieniądze na leczenie. Walą mnie domki, zwiedzanie Indochin i stała gosposiawink
                    Nowi_jka a Ty się nie martw na zapas, może nie okaże się że będzie tak źle, jest tak jak piszą dziewczyny dla jednego to problem dla innego wręcz przeciwnie. To chwilowa rozłąka czy na dłużej się zapowiada?
                    • nowi-jka Re: slonko 03.11.10, 13:00
                      no jak zacznie to do konca kontraktu byc musi a budowa bodajze na 2 lata
                      • kocianna Re: slonko 03.11.10, 13:16
                        Hehe, ja za chwilę będę żyła (a przez pół roku tak żyłam, tylko potem była przerwa) w trybie "widzianek" co trzy tygodnie, bo będzie nas dzieliło jakieś półtora tysiąca kilometrów. Da się smile Połowa moich współpracowników ma taki układ...
                      • slonko1335 Re: slonko 03.11.10, 13:30
                        no trochę długo niestety ale pomyśl, że to jednak dwa lata a nie na zawsze.

                        Mąż mojej znajomej jest mechanikiem helikopterów w wojsku i pojechał na misję na 3 lata, wyjechał jak ich syn miał pól roku i w międzyczasie nie przyjedzie nawet na chwilę-dla mnie to kosmos jakiś, zwłaszcza że jak już z tej misji wróci to będzie pewnie kolejna...
                • lila1974 Re: slonko 03.11.10, 22:32
                  Można zakładać przed ślubem, a potem życie weryfikuje nasze założenia - oczywiście nie musi, ale się zdarza.
          • lacitadelle Re: slonko 03.11.10, 12:03
            lila1974 napisała:

            > To zależy wyłącznie od kondycji związku i więzi między ludźmi.

            a mi się wydaje, że najmocniej zależy od osobistych preferencji - są osoby, które potrzebują dużo własnej przestrzeni i które łatwiej zniosą taki układ, i takie, które żyją niejako w związkach symbiotycznych i dla nich na pewno będzie to bardzo trudne, a być może i niemożliwe, niezależnie od kondycji związku. Te drugie pewnie po prostu będą bardziej skłonne do szukania innych rozwiązań, nawet za cenę niższego standardu życia.
            • lila1974 lacitadelle 03.11.10, 12:08
              Osobiste preferencje wpływają na kondycję związku smile
        • nowi-jka Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 12:03
          ja tez sobie nie wyobraaam jak to bedzie a własnie M zaczyna prace w poznaniu sad
          w ciagu 8 lat znajomosci rozstalismy sie tylko na 3 dni bez kontaktu nawet telefonicznego i 7razy naczas gdy lezałam w szpitalu ale wtedy gadalismy tel duzo albo nas odwiedzał
        • shellerka Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 12:05
          słonko, a jaka widzisz roznice miedzy takim funkcjonowaniem, a np. pracą jednego z małżonków na zmiany? pamiętam, jak mój tata pracował np. od 14 do 22. wychodził do pracy, kiedy ja byłam w szkole, a mama w pracy, wracał kiedy już spaliśmy.

          moj maz, kiedy jest na miejscu, to i tak wychodzi przed 9, a wraca ok 18. jesteś pewna, ze te dwie godziny dziennie sa tak istotne? bo ja niekoniecznie. tym bardziej, ze wyglada to najczesciej w ten sposob, ze maz przychodzi, je pozny obiad, bawi sie pol godzinki z dziecmi, kapie syna i tyle go dzieci mają.

          ja jestem raczej skowronkiem, wiec tez szybko padam.

          wiec, mysle ze dramatyzujesz.

          w dobie skype, telefonów to dla mnie zaden problem.
          owszem, uciążliwość, bo zawsze wygodniej i przyjemniej jest zasypiać i budzić się przy mężu, ale do przezycia.

          • slonko1335 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 12:13
            shellerka napisała:

            > słonko, a jaka widzisz roznice miedzy takim funkcjonowaniem, a np. pracą jedneg
            > o z małżonków na zmiany?
            żadnej nie widzę

            > moj maz, kiedy jest na miejscu, to i tak wychodzi przed 9, a wraca ok 18. jeste
            > ś pewna, ze te dwie godziny dziennie sa tak istotne?
            no widzisz ja spędzam ze swoim mężem więcej niż 2 godziny dziennie na szczęście a i tak nawet jakbym miała dwie godziny to wolałabym te dwie niż nic..

            >wiec, myślę ze dramatyzujesz.
            hę? nie bardzo rozumiem...jakby mój mąż musiał wyjechać i widywał się ze mną i dziećmi w weekendy to bym dramatyzowała, póki co nie widzę powodów...

            > w dobie skype, telefonów to dla mnie zaden problem.
            ależ oczywiście ja rozumiem, że są ludzie dla których to nie problem-dla mnie jest ogromny ale najwidoczniej inaczej pojmujemy znaczenie rodziny, domu rodzinnego, itd.
    • ihanelma No dobrze, ale jakie jest pytanie właściwe? 03.11.10, 09:55
      Czy to już było na ematce?
      Czy to dobrze, czy to źle?
      Czy to możliwe?
      Komu takie życie mieści się w pale, a komu nie?

      Chyba dwie sroki próbowałaś złapać za ogon konstruując wątek i chyba obie poleciały w cholerę tongue_out
      • an_ni Re: No dobrze, ale jakie jest pytanie właściwe? 03.11.10, 10:27
        hehe dokladnie, wyszedl belkot
        • gazeta_mi_placi Re: No dobrze, ale jakie jest pytanie właściwe? 03.11.10, 22:55
          Jej przeważnie wychodzi bełkot.
      • anorektycznazdzira Re: No dobrze, ale jakie jest pytanie właściwe? 03.11.10, 19:18
        IMO chodziło o uogólnioną krytykę ematek. Jak ktoś się ostatnio nie rzucał, że związki są po to aby być razem, czy też, że praca nie może być ważniejsza niż rodzina, to może siedzieć cicho i nie odpowiadać.
    • jkk74 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 10:33
      akurat w kwestii rozłąki z powodu pracy i zamieszkania w różnych, oddalonych od siebie miejscach to nie trafiłaś smile
      sporo dziewczyn przyznaje się do takiego życia...
      większość nie gani, ale przyznaje że byłoby im ciężko lub wręcz nie wyobraża sobie takiego układu w swoim małżeństwie...

      myślę jednak, że część emam w realu:
      - jest mniej asertywna
      - mniej zarabia
      - ma mniejsze mieszkania, albo nie ma domu a właśnie mieszkanie w bloku (ale oczywiście twierdzi, że blokowisko to kanał wink)
      - jest bardziej zależna od męża niż się do tego w necie przyznaje
      - ma ogólnie gorszą sytuację osobistą niż ta kreowana na forum
      powyższe napisane oczywiście z przymrużeniem oka wink

      już dawno zostało to powiedziane - net daje wrażenie anonimowości... możemy w nim kreować swój własny wirtualny świat, daleki od tego realnego, zawierający nasze marzenia, pragnienia, oczekiwania...
      poza tym nikt nie lubi przyznawać się do tego, że ma "gorzej"

      i jeszcze jedno - mało kto ma dość odwagi, aby powiedzieć "to co mam teraz uszczęśliwia mnie, ale marzę aby mieć więcej i kiedyś, pewnego pięknego dnia spełnię te marzenia"
      wolimy udawać, że już teraz jest nam dobrze i szczęśliwie...
      a że przy okazji nieco naginamy fakty? trudno... do pensji można dołożyć jedno zero, do metrażu mieszkania jedynkę z przodu... albo wręcz pisać "mój dom" mimo ze wraz z mężem i dzieckiem wynajmuje się kawalerkę od obcych wink

      najwyższy czas rozejrzeć się wokół siebie i nie porównywać swojego życia do wirtualnego życia forumowiczek...
      o ileż spokojniej się wtedy zasypia smile
      • ihanelma Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 10:42
        A ja mam wrażenie, że im bardziej ktoś koloryzuje w necie, tym bardziej tropi objawy koloryzowania u innych tongue_out Przecież to oczywiste dla wszystkich, że wszyscy ściemniają, to takie ludzkie tongue_out
    • osa551 Re: Standardy forumowe a życie ... 03.11.10, 11:36
      Nie chciałabym grzebać w Twoich postach, ale czasem mam wrażenie, że ty tez wyznaczasz niektóre "standardy forumowe" w innych co prawda dziedzinach niż opisana powyżej.

      To forum pełne jest osób z różnych środowisk i o różnym poziomie zamożności, więc jednego standardu do tego się nie dopasuje. a fakt jest faktem - coś trzeba jeść i tu już żadna forumka wirtualnie kasy nie dołoży, więc jak ktoś usiłuje zarobić na chleb - to wszelkie standardy mogą iść się walić....
Pełna wersja