triss_merigold6
04.11.10, 19:31
Otchłanie wzajemnego niezrozumienia istnieją między mną, a siostrą. Jesteśmy różne, mamy zupełnie inny lifestyle, odmienne zainteresowania, kompletnie obce sobie kręgi towarzyskie. W zasadzie każde spotkanie kończy się zderzeniem ze ścianą, przynajmniej ja to tak odbieram. Mieszkamy blisko siebie, spotykamy się rzadko. Nie odczuwam potrzeby częstszych kontaktów, drażnią mnie, męczą, irytują, z biegiem lat coraz bardziej, bo pewne cechy i u mnie i u siostry się nasilają. To idiotyczne, ale - przy braku konfliktów większego kalibru - mamy tak różne światopoglądy, doświadczenia, upodobania, że w zasadzie nie ma o czym rozmawiać poza krótką wymianą informacji w guście "co u ciebie".
Siostra jest pracoholiczną perfekcjonistką, która znakomicie czuje się wyjeżdżając za granicę zawodowo, w międzynarodowym środowisku, poznając mnóstwo nowych ludzi. Ja kocham stały rytm dnia praca-dom, sobotnią popołudniową drzemkę, a w celu podniesienia sobie adrenaliny mogę iść do parku linowego z dzieckiem ewentualnie zrobić karkówkę wg. nowego przepisu.
Nie chce mi się słuchać o jej pracy, planach, układach i podchodach biurowych - ucieszę się jak jej coś wyjdzie zgodnie z planem, ale szczegóły typu "program setnej z rzędu konferencji" mnie nudzą. Od samego opisu rozlicznych aktywności i planów czuję się zmęczona.
Nie chce mi się słuchać o poznawanych facetach, z którymi i tak nic nie wyjdzie - słyszę w zasadzie to samo od przeszło 10 lat. Limit przytomnych, racjonalnych, dawanych z zaangażowaniem i dobrą wiarą rad, wyczerpałam ze 2-3 lata temu. Teraz zlewam.
W zasadzie byłoby ok, gdyby nie to, że siostra - mówiąc o swoich planach, aktywnościach etc. - stara się mnie przekonać do swoich standardów i nie rozumie dlaczego mam to głęboko w d... . Ja nie rozumiem, dlaczego ona nie rozumie. Kończy się zwykle mniej lub bardziej nieprzyjemną wymianą zdań. Męczące.