Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek

12.11.10, 12:24
Kilka dni temu podczas kolonoskopii okazało się, ze mam znaczne zwężenie jelita grubego na pewnym odcinku. Po badaniu lekarz powiedział mi wprost, ze jest źle i że wg. Niego to zmiana nowotworowa, ale oczywiście trzeba poczekać na wyniki histopatologii, które będą w przyszłym tygodniu. Myślę, że badanie potwierdzi rozpoznanie lekarza, ale przeraża mnie coś innego – moje zachowanie od kilku dni. Nie poznaję samej siebie. To ja trzymałam wszystko w kupie kiedy urodził się mój młodszy syn i w zasadzie od samego początku było wiadomo, że nie będzie dobrze, byłam wsparciem dla mojego męża, jeździłam do dziecka do szpitala, a w domu zajmowałam się starszym, wtedy 2 letnim synem. Potem jeździłam po specjalistach, rehabilitowałam itd. Jednocześnie wypełniając wszystkie obowiązki domowo-rodzinne. Podobnie było kiedy trzy lata temu zdiagnozowano u starszego syna chorobę L-C, ale zanim do tego doszło też wszystko ogarniałam i jeździłam z nim po różnej „maści” specjalistach, a w nocy sprawdzałam czy oddycha i brałam się w garść, mimo, ze serce krajało mi się kiedy patrzyłam jak dziecko nikło w oczach. Aktualnie jest poddawany leczeniu biologicznemu i jest ok. W tym roku w maju na raka zachorował mój mąż – były o tym dwa wątki i znów logistycznie dawałam radę łącząc opiekę nad dziećmi z prowadzeniem domu, wizytami w szpitalu i będąc z mężem zawsze wtedy kiedy tego potrzebował. Mąż na ten moment jest w pełni wyleczony. I cały czas , przez te wszystkie lata, zadawałam sobie pytanie czego potrzeba , żebym się załamała i chyba właśnie taki moment przyszedł. Jestem swoim zachowaniem bardzo zaskoczona i rozczarowana, bo właśnie teraz potrzeba mi tej siły więcej niż kiedykolwiek, dla nich i dla mnie samej, a ja jestem w totalnej rozsypce. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek w moim życiu była w takim stanie. Kompletnie nie potrafię sobie poradzić z taką „nową” ja. Nie znałam siebie spanikowanej, płaczącej non stop, sparaliżowanej strachem. Nie potrafię tego ogarnąć. Na moją prośbę, żeby jakoś funkcjonować lekarka wypisała mi lęk przeciw lękowy, do tego biorę ziołowe tabletki uspokajające i dopóki działają jest w sumie ok. Ale rano jazda zaczyna się na nowo. Dzisiaj chyba bardziej niż wcześniej. Chciałam się tylko wygadać, bo nie bardzo mam do kogo.
    • sadosia75 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:30
      Musisz jakos odreagowac. Moja Mama chodzila na silownie i na basen. Jak dostala diagnoze, ze jest to rak jelita grubego zatracila sie kompletnie w sporcie. musiala jakos odreagowac, musiala sie czyms zajac bo jak siedziala i sie nad soba uzalala to zachowywala sie tak jak ty.
      Spokojnie poki nie masz wynikow badan to nie wiesz nic.
      Poki nie masz wynikow zajmij sie czyms konretnym. Nie histeryzuj. wiem, ze to trudne. ale wiem tez,ze jest to mozliwe.
      I trzymaj sie dzielnie. Skoro wczesniej pokonywalas przeszkody teraz tez tak bedzie!!
    • q_fla Re: Po pierwsze 12.11.10, 12:32
      Niemen też nie jadł mięsa...
    • cherry.coke Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:33
      Ciezko, bardzo ciezko. Powiem ci tylko ze strony praktycznej - te chorobe da sie przezyc. Pare lat temu moja babcia, lat wowczas 84, przeszla ten nowotwor i jego operacje. Dzis jest zdrowa i w dobrej formie. Trzymam kciuki - rowniez oby diagnoza byla inna.
      • joanna35 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:43
        Na ten moment nie chodzi tylko o ten ewentualny nowotwór. Widzisz oni wszyscy mieli mnie, ja nie mam nikogo, bo przecież nie bedę wymagać wsparcia, zrozumienia i nie wiadomo czego tam jeszcze od małych dzieci, amąż musi pracować, bo jest jedynym żywicielem rodziny. Nawet jeżeli okaże się, ze to nie nowotwór to zmiane i tak trzeba będzie usunąć, a po zabiegu nie wolno dźwigać,a mój młodszy syn nie chodzi - ma 10 lata i jakieś 40 kg. wagi. Chodzi do szkoły, ale żeby mógł tam dojechac trzeba go wybudzić i zanieść na toaletę, ubrać - co czasami też przypomina drogę przez mękę i wreszcie znieść po stromych schodach i wózkiem dowieść do busa. A po powrocie wnieść na górę. Trzeba go włożyć do wanny i wyciągnąć z wanny i znów wysadzać na toaletę. Chętni do pomocy, odpłatnej - nie walą dzrwiami i oknami.
        • q_fla Re: !!!!! 12.11.10, 12:52
          Joanna, możesz napisać skąd jesteś?
          W moim mieście działa taka organizacja, która pomaga ludziom w sytuacjach kryzysowych, ludziom starszym. Moja znajoma (samotna matka) korzystała z takiej pomocy dla swojego schorowanego ojca (na wózku).
          • joanna35 Re: !!!!! 12.11.10, 13:22
            Opolszczyzna
            • q_fla Re: !!!!! 12.11.10, 14:17
              Zobacz, tu masz w Opolu podobną firmę:

              www.nemo.opole.pl/indexSprzatanie.php
              Spróbuj jeszcze poszukać w najbliższym Twojego zamieszkania wolontariacie.

              Powodzenia i trzymaj się SILNA KOBIETO! kiss
            • amarulla Re: !!!!! 20.11.10, 15:27
              napisz skąd dokładnie - jestem z Nysy - dużo nie pomogę ale zawsze coś smile
        • bez_seller Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:15
          joanna35 napisała:

          trzeba go wybudzić i zanieść na toaletę, ubrać - co czasami też pr
          > zypomina drogę przez mękę i wreszcie znieść po stromych schodach i wózkiem dowi
          > eść do busa. A po powrocie wnieść na górę

          Nie moglabys zorganizowac mu sypialni na dole?
          • joanna35 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:21
            U sąsiadówsmile? Mieszkamy w bloku na pierwszym piętrze.
            • bez_seller Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:28
              joanna35 napisała:

              > U sąsiadówsmile? Mieszkamy w bloku na pierwszym piętrze.

              O wlasnie, nie wiem dlaczego pomyslalam, ze chodzi o wewnetrzne schody w jednorodzinnym domu.
              Wiem, ze w Polsce sa miejskie instytucje, ktore pomagaja starszym ludziom. Czy nie moglabys sie zwrocic do nich o pomoc?
          • bez_seller Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:24
            bez_seller napisała:

            > joanna35 napisała:
            >
            > trzeba go wybudzić i zanieść na toaletę, ubrać - co czasami też pr
            > > zypomina drogę przez mękę i wreszcie znieść po stromych schodach i wózkie
            > m dowi
            > > eść do busa. A po powrocie wnieść na górę
            >

            Chyba zle zrozumialam. Pewnie mowisz o schodach w bloku mieszkalnym. Moze mieszkania mozna zamienic? Pamietam taka zamiane w moim bloku.
          • lykaena Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:24
            Taaa, najlepiej przed domem....

            Przecież napisałąa, że musi znieść go do busa, więc pewnie mieszkanie ma na piętrze, a nei syn sypialnię.
            Zapytasz pewnie czy niem ogłaby przeprowadzić się na parter.. ehhh...
            • bez_seller Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:31
              lykaena napisała:

              > Zapytasz pewnie czy niem ogłaby przeprowadzić się na parter.. ehhh...

              Lokalizacja mieszkania jest w tej sytuacji priorytetowa. Mieszkanie z ktorego mozna wyjechac wozkiem.

              • estelka1 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:39
                Ale na parter też na ogół prowadzą schody... Trzeba próbować załatwić budowę windy i to niezależnie od Twojej choroby joanno, bo sił z czasem tak czy inaczej będzie ubywać.
    • q_fla Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:36
      Cokolwiek napiszę, będzie zapewne banalne, ale dopóki nie masz wyników histo - nie masz pewności. Uważam, że lekarz nie powinien coś takiego powiedzieć bez potwierdzenia diagnozy badaniami.
      Przytulam mocno i trzymaj się, wiem łatwo mi mówić...
      Jestem z Tobą i życzę duzo siły...
    • jowita771 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:36
      Bardzo Ci współczuję. Znalazłaś się w bardzo trudnej sytuacji i to normalne, że się boisz. Jeśli diagnoza się potwierdzi, staraj się myśleć pozytywnie i nastawić na wyzdrowienie. Rak jelita jest jednym z lepiej rokujących, trzymam kciuki.
      • husmus Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:50
        Powtórzę za dziewczynami - dopóki nie masz wyników, nie masz pewności, że jesteś chora. Trzymam kciuki za Ciebie.
        Kilka lat temu moja Mama zgłosiła się do lekarza z bólami kości przedramienia. Pani "doktor" w oparciu jedynie o RTG jednoznacznie stwierdziła, że to nowotwór. Przez tydzień przeżyliśmy piekło, ortopeda do którego Mama się zgłosiła nie mógł się nadziwić, jak swobodnie i bez żadnych podstaw postawiono diagnozę. Na szczęście okazało się, że mylną. Lekarka później tłumaczyła się, że kiedyś miala pacjenta i obraz RTG wyglądał podobnie. Poczekaj na wyniki, dasz radę, jesteś silna!
    • jowita771 Re: Po pierwsze 12.11.10, 12:37
      Pytanie:
      Jakim choojem trzeba być, żeby wleźć do takiego wątku z takim idiotycznym komentarzem?
      • owianka Re: Po pierwsze 12.11.10, 13:49
        Jowita, zgadzam się z Tobą. I to mimo że jestem wegetarianką.
      • malwa51 Re: Po pierwsze 12.11.10, 13:55
        klikajcie na kosz. Moze moderacja da bana veg-juniorkowi.
        Joanno! Jestes wspaniala, silna babka smile Nie martw sie na zapas,
        ale jak pisza dziweczyny, rozejrzyj sie za pomoca, nawet dorazna. Na pewno potrzebne Ci odciazenie.
    • bez_seller Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 12:43
      Twoje zmiany w jelicie, moga byc skutkiem Twojej sily i dawaniem sobie rady ze wszystkimi problemami. Teraz, ta rozsypka psychiczna, moze Ci pomoc w powrocie do zdrowia.
      Moze nie przerobilas traumy - jednej, drugiej i trzeciej, lecz z miejsca zabralas sie do walki.
      To sie niestety odbija na zdrowiu. Jest szczekoscisk i jest tez, przepraszam za wyrazenie, "duposcisk", oba ida w parze. Bardzo niebezpieczne, bo czesto powoduja raka.
      • morgen_stern Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:26
        Myślałam, że z zaproponowaniem urządzenia sypialni dziecku na dole sięgnęłaś dna głupoty w tym wątku, ale jednak nie! Możesz być lepsza.

        Trzymaj się, Joanna.
        • lykaena Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:40
          Przegapiłaś, zaproponowała jeszcze przeprowadzkę na parter.
          • morgen_stern Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:45
            Tak, to już doczytałam później.
        • kali_pso Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:46

          E tam sypialnia to jeszcze nic...zobacz niżej- forumowy bestselerek proponuje tam emigrację z Polskiwink
    • echtom Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:44
      > I cały czas , przez te wszystkie lata, zadawałam sobie pytanie czego potrzeba , żebym się załamała i chyba właśnie taki moment przyszedł. Jestem swoim zachowaniem bardzo zaskoczona i rozczarowana

      I niepotrzebnie, bo człowiek nie jest maszyną i nie może być sprawny i dzielny ponad normę przez całe życie. W którymś momencie dochodzi do ściany płaczu i taki "zjazd" jest potrzebny organizmowi, żeby się nie wykończył. Widocznie musisz się wypłakać za te wszystkie lata i nie żałuj sobie. A potem pomyśl, że po pierwsze, nie masz jeszcze żadnej konkretnej diagnozy, po drugie - nawet gdyby, to już wiesz na przykładzie swojego męża, że rak to nie wyrok. Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się.
      • hayet Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:52
        joanna,
        ja ci zycze, zeby to ejdnak rakowe zmiany nie bylo
        jestem pod wrazeniem po przeczytaniu peirwsza posta.
        teraz moze przyszled moent, zeby zadbac o siebie. nie powinnas byc soba rozczarowana czy tez byc na siebie zla. jak masz ohcote na placz to powinnas plakac czy pozowlic sobie na inne slabosci.
        w sumie nei wiem co ci napisac, bo cokolwiek sie nie napisze to i tak bedzie za malo
        z reszta sama poweidzials, ze chcesz sie wygadac, takze to tez jest juz cos, ze mozesz wyrzuci z siebei to co czujesz

        trzymaj sie i trzymam za ciebie i rodzine kciuki!

    • estelka1 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 13:49
      Joanno jesteś niesamowitym twardzielem, ale nie cyborgiem. W tej chwili, kiedy zagrożenie dotyka Ciebie bezpośrednio, po prostu pękłaś i nie ma co się dziwić. Spróbuj skorzystać z pomocy dobrego psychologa, bo niezależnie od Twojej choroby (mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze) musisz mieć dużo siły na to żeby ogarnąć codzienność, znaleźć pomoc dla siebie i rodziny. Ściskam Cię mocno i pozdrawiam.
    • katia.seitz Re: Po pierwsze 12.11.10, 13:53
      Godności człowieka XXI wieku urąga przede wszystkim twój post.
      Mówię to jako osoba nie jedząca mięsa i w imieniu tych osób przepraszam z Joannę za ten komentarz.
      • bez_seller Re: Po pierwsze 12.11.10, 17:00
        katia.seitz napisała:

        > Godności człowieka XXI wieku urąga przede wszystkim twój post.
        > Mówię to jako osoba nie jedząca mięsa i w imieniu tych osób przepraszam z Joann
        > ę za ten komentarz.

        Sie rozegzaltowalas za bardzo. smile Tez jestem osoba nie jedzaca miesa, ale nie widze powodu dla ktorego mialabys przepraszac w moim imieniu. Natychmiastowe zaprzestanie jedzenia miesa w chorobach jelita grubego jest wrecz konieczne. Kazdy w miare rozgarniety lekarz to powie, nie mowiac o dietetykach.

    • bez_seller Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 14:43
      To fajnie, ze jestes dzielna, silna i odwazna, ale....To nie sztuka nosic 40-sto kilogramowego dzieciaka po schodach, nie sztuka zatyrac sie na smierc. Sztuka jest znalezienie dla siebie pomocy i sztuka jest takie zorganizowanie zycia, aby choroba dziecka w jak najmniejszym stopniu wplywala na poziom zycia rodziny.
      Mozesz zorganizowac sobie ludzi - wolontariuszy, ktorzy pomoga przy znoszeniu dziecka, jakies dyzury przy dziecku. Znalazlam w internecie cos takiego jak MOPS. Staralabym sie tez o indywidualna pomoc z jakiegos funduszu UE, albo jakiejs europejskiej organizacji, ewnentualanie wyemigrowalabym do kraju gdzie zapewnioniona mialabym pomoc. Jestes dzielna i bardzo Cie podziwiam, ale Twoja dzielnosc jest zle ukierunkowana i po prostu sie marnuje.
      • q_fla Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 14:48
        Ręce i cycki mi opadły..... uncertain
        • duzeq Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:05
          Czesc q_fla!
          Jak zwykle sie z Toba zgadzam wink.
          • q_fla Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 17:33
            Heloł, miło mi smile
      • purpurowa_komnata Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 14:54
        sztuka jest takie zorganizowanie zycia, a
        > by choroba dziecka w jak najmniejszym stopniu wplywala na poziom zycia rodziny.
        > Mozesz zorganizowac sobie ludzi - wolontariuszy, ktorzy pomoga przy znoszeniu d
        > ziecka, jakies dyzury przy dziecku. Znalazlam w internecie cos takiego jak MOPS
        > . Staralabym sie tez o indywidualna pomoc z jakiegos funduszu UE, albo jakiejs
        > europejskiej organizacji, ewnentualanie wyemigrowalabym do kraju gdzie zapewnio
        > niona mialabym pomoc.

        Udowadniasz człowieku,że nic nie wiesz na temat przewlekłych chorób w rodzinach.

        Jasne ma wszystko rzucić i emigrować-chyba,ze z tym dzieckiem na plecach.

        Darmowa pomoc przy takim dziecku graniczy z cudem-a i o płatną pomoc jest bardzo trudno-wystarczy mieszkać w średniej wielkości mieście.

        Przy jednej pensji o środki trudno zresztą.
        • hayet Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 15:53
          no wlasnie, bo wszystk to tak brzmi pieknie w teorii i na fillmach amerykanskich a w zyciu, w pl jzu jest troche inaczej i w sumie pomysl nie glupi ze znalezieniem tej pomocy i tak dalej tlyko,z e wykonanie jzu troche ciezsze
    • imasumak Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 15:45
      Joanno, Twój mąż, mimo że pracuje, jest winien udzielić Ci wsparcia. Masz prawo od niego wymagać pomocy w organizacji życia codziennego, jak i wsparcia duchowego.
      A poza tym, jestem pewna, że szybko uporasz się z leczeniem. Jesteś silna smile
      • purpurowa_komnata Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 15:48
        > A poza tym, jestem pewna, że szybko uporasz się z leczeniem. Jesteś silna smile

        Bardzo Ci kibicuję i wierzę,że Ci się uda szybko wyzdrowieć Joanno

        > Joanno, Twój mąż, mimo że pracuje, jest winien udzielić Ci wsparcia. Masz prawo
        > od niego wymagać pomocy w organizacji życia codziennego, jak i wsparcia duchow
        > ego.

        Po wątkach na temat męża śmiem twierdzić,ze na wsparcie nie ma co liczyć- obym się myliła.
        • imasumak Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:02
          purpurowa_komnata napisała:

          Po wątkach na temat męża śmiem twierdzić,ze na wsparcie nie ma co liczyć- obym
          się myliła.


          Miejmy nadzieję, że ta sytuacja wyzwoli w mężu Joanny same pozytywne zachowania i że w końcu będzie dla niej wsparciem.

    • anorektycznazdzira Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 15:59
      No to poprostu powiem trzymaj się, na ile potrafisz. Nie dokładaj samej sobie pretensji, ze nie reagujesz tak, jak byś chciała. Załamania występują, to nie znaczy, że nie przechodzą. jesteś bardzo silną osobą, to bez dwóch zdań i napewno wrócisz do siebie a w najgorszym wypadku poprostu przebrniesz. Siłą logiki, samodyscypliną i robieniem tego, co trzeba. Trzymam za ciebei kciuki (!!!). I pisz na ematce, jak nie możesz wyrobić wink
      • verdana Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:09
        To naiwna rada, ale spróbuj nie denerwować się tak okropnie przynajmniej do otrzymania wyniku.
        Mój syn był operowany w Instytucie Onkologii. Po operacji chirurg powiedział, ze bardzo mu się nie podobało to, co wyciął. Trzy tygdnie zylismy jak na wulkanie.
        Po trzech tygodniach nadszedł wynik - to było po prostu nic, naczyniak, a wyglądał jak mięsak.
    • thegimel Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:14
      Również uważam, że lekarz nie powinien Cię straszyć nowotworem, dopóki to nie jest stwierdzone. Koleżankę tak nastraszono SM, a tomografia to wykluczyła. Ale nawet jeśli jesteś zdrowa, to i tak powinnaś poszukać wsparcia. Może spróbuj na forum regionalnym, może ktoś zna jakieś stowarzyszenia rodziców L-C z Twojej okolicy?
      Pozdrawiam ciepło.
      • hayet Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:23
        no dokladnie
        moja znajoma nastraszyl, ze ma goza mozgu i jak nic czeka ja powazna operacja...ale po badaniach okazalo sie, ze to nierpawda, ale dziewczyna miala tydzien wyjety z zycia
    • pade Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:36
      Joasiu kochana, może głupio to zabrzmi, ale chyba dobrze, ze doszło do takiej sytuacji już teraz. Wątpię żebyś miała raka, to na pewno jakaś zmiana, którą będzie trzeba usunąć a Ty siłą rzeczy będziesz miała przymusowy odpoczynek!!! I bardzo dobrze, nalezy Ci się jak nikomu innemu.
      Popłacz sobie, poużalaj się nad sobą, czasami trzeba, a potem podzwoń po instytucjach, które mogą udzielić pomocy. Może znajdziesz jakiegoś wolontariusza, jesli nie, postaw męża pod ścianą-bierzesz urlop lub angażujesz rodzinę lub znajdujesz płatną pomoc. Musi to dla Ciebie zrobić, chociaż tyle. Jesli powie nie, porozmawaj z lekarzem o tym jaką masz sytuację w domu, może będziesz mogła dłużej zostać w szpitalu.
      To czas kiedy wreszcie musisz pomysleć o sobie, i dobrze, jesteś człowiekiem a nie cyborgiem. Nikt Ci nie da medalu za zwleczenie się z łóżka i opiekę nad chorym dzieckiem pomimo zabiegu. Będziesz musiała dbać o siebie, wreszcie. Dzieciom nic się nie stanie, mąż chyba je kocha? Będzie miał okazję do pokazania jakim jest ojcem i mężczyzną.
      Nie bądź silna, nie musisz, ile można zaciskać zęby, płacz aż Ci się łzy skończą, później będzie lepiej, zobaczysz.
      Ściskam Cię mocno, buziaki
    • kali_pso Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 16:55

      Jak ten świat jest popie...lony...ech...jedne bez przerwy wypisują tutaj o kłopotach typu "Mascara do rzęs mi się skleiła, pomóżcie", inne cały czas maja pod górkę i wiatr w twarz...

      Trzymaj się Joanno, przykro, że musisz stac teraz przed kolejną, byc może najtrudniejszą próbą w życiu...nie dziwię się, że akurat teraz masz wrażenie upadku na dno i cięzko to przechodzisz- łatwiej jednak zebrać siły do walki o kogoś najbliższego niż samego siebie gdy wokół pustka...

      ..zasmucił mnie potwornie Twój post i o ile z kosciołem mi niespecjalnie po drodze, pomodlę się dzisiaj za Ciebie...nic więcej zrobić nie mogę.
      • mirmunn kilka może przydatnych informacji 12.11.10, 17:21
        piszę to z perspektywy zajmowania się osobą starszą - mamą, która była leżąca, z pampersem, kroplówką , karmieniem lub sondą - gdy było gorzej
        nie wiem, jak jest w przypadku dziecka niepełnosprawnego, ale w końcu ty będziesz po operacji , bo ona nastąpi niezależnie od wyniku badań, prawda? niezdolna do opieki (siłowo) - zapytać zawsze można
        info powinien mieć lekarz rodzinny - on mi załatwił pielęgniarkę, a ja sama byłam w MOPS

        - przysługiwała bezpłatna pielęgniarka - nie środowiskowa, to się jakoś inaczej nazywało, te pielęgniarki świadczą czasową opiekę nad starszymi, obłożnie chorymi, po operacji itd jest to mało, bo wypada ok 1 godziny dziennie (więcej chyba w trudnych przypadkach np, paraliż) w grę wchodzą zabiegi medyczne i pielęgnacja chorego, do mnie pani przychodziłą na godzinę rano lub po południu co 2 dzień , robiła toaletę mamy, dawała kroplówkę, zakładała sondę
        skierowanie do tych pielęgniarek wypisuje lekarz rodzinny, z formularzem idzie sie do ich biura i załatwia terminy,

        - jest też opiekunka z MOPS - płatna symbolicznie chyba ok 4 zł /h - niezależnie chyba od dochodów- chodzi o niesamodzielność; przychodzi maksymalnie na 4 h dziennie - jest to pani, która zajmuje się pomocą przy obsłudze: higiena, w przypadku samotnych także czynności domowe , do mnie pani przychodziła też na 1 g dziennie rano lub po południu, a wiecej godzin dogadałam z nią sobie już w jej czasie prywatnym (w MOPS pracowałą do 16.00) na wsi chyba GOPS pełni takie funkcje


        - w większych miastach są prywatne agencje pielęgniarek/opiekunek, wolontariat - poszukaj w necie

        trzymaj sie, życzę dobrych wyników i szybkiej rekonwalescencji

    • guderianka Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 18:40
      Kojarzę Twój nick i darzę Cię ciepłymi emocjami, zawsze czytam gdy coś napiszesz.
      Wiem o czym mówisz-sama sobie zadaję pytanie ; co może mnie załamac, ale myslę tylko nawet nie szepczę by nie wystawiac siebie na próbę. Jak widac Ty zostałaś wystawiona. Myśli maja ogromną moc sprawczą -więc teraz zacznij myśleć w druga stronę. Ta zmiana to nie jest nowotwór! I poradzisz z tym sobie podobnie jak z innymi ciężkimi sytuacjami w zyciu.
      Bardzo Ci współczuję, jeśli jakoś moge pomoc..
      Trzymaj się-choc brzmi to tak banalnie- trzymaj się!
      • himmma Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 20:08
        Dziękuję za te wpisy. Dziękuję.
        • joanna35 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 21:19
          himmma napisała:

          > Dziękuję za te wpisy. Dziękuję.
          >

          To miło mieć sekretarkęsmile O stawce porozmawiamy później, ok?

          Ja również bardzo dziękuję za wsparcie i ciepłe słowa. Odezwę się pod koniec przyszłego tygodnia, jak już będę miała wyniki w ręce. Pozdrawiam serdecznie.
    • karra-mia Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 20:25
      Nie udzielę żadnych rad, bo cóż mogę radzć w takiej sytuacji. Trzymam kciuki, żeby się okaząło, że to nie nowotwór, trzymam kciuki, zebyś prędko odnalazła tę swoją siłę. Jesteś wg mnie i tak niesamowicie dzielna.
      • pesteczka5 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 22:40
        Bo tak to jest, jak się silny łamie - trzask i drzazgi lecą. Historia zna takie przypadki. Joanno, spróbuj wypłakać wszystko do dna, masz prawo całkowite. Upuść trochę.
        Nie będziesz od tego słabsza - będziesz stabilniejsza. A mąż, mimo że żywiciel rodziny, znajdzie siły na wsparcie. To nie polega na rezygnacji z pracy, wspierać można na tysiące sposobów i to najnaturalniejsze w świecie, że od niego w pierwszym rzędzie potrzebujesz emocjonalnej obecności.
        Będę trzymać za pomyślne wyniki jak mało kiedy na forum. Powstrzymam się z opisywaniem pomyślnych historii chorób, bo mam wielką nadzieję, że krzepiące przykłady nie będą potrzebne i skończy się na strachu. Życzę Ci wszystkiego dobrego z całego serca.
    • e_lizzy_benett Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 23:03
      Joanno - siły dużo i dobrych wieści od lekarzy. I - na ile to możliwe - daj sobie zgodę na bycie słabą i rozbitą. Mi czasem to pomaga - choć wiem, że takie skumulowanie złych wydarzeń, nie jest to łatwe do przetrwania.
      uściski serdeczne.
    • magdakingaklara Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 12.11.10, 23:12
      nie panikuj, glowa do gorywink
    • joanna35 To nie rak 20.11.10, 14:55
      Wczoraj odebrałam wyniki histopatologii - to, na szczęście dla mnie i moich dzieci, nie rak. Zwężenie spowodowane jest stanami zapalnymi, ale usunąć trzeba.
      Dziewczyny - jeszcze raz bardzo, bardzo serdecznie dziękuję Wam za tyle ciepłych słów i wsparcia. Pozdrawiam serdecznie.
      • triss_merigold6 Re: To nie rak 20.11.10, 15:00
        Trzymaj się Joanno, kompletnie nie umiem Ci pomóc jakoś praktycznie, ale wirtualnie życzę, żeby znalazła w tym codziennym kieracie jakąś enklawę dla siebie i tylko dla siebie.
      • purpurowa_komnata Re: To nie rak 20.11.10, 15:00
        smile
      • estelka1 Re: To nie rak 20.11.10, 15:08
        Joanno, bardzo się cieszę razem z Tobą, że to nie rak. Ale kochana, proszę Cię, potraktuj to jako ostrzeżenie od losu, że nie jesteś z żelaza. Dzieci Cię potrzebują, więc musisz zadbać trochę o siebie, żeby nie zacząć poważnie chorować. Nie bądź taką siłaczką. Zwal trochę odpowiedzialności na męża i nie miej skrupułów. Pozdrawiam
        • thegimel Re: To nie rak 21.11.10, 18:25
          Podpisuję się pod estelką dwoma rękoma.
          Bardzo się cieszę, że to nie raksmile
      • hexella Re: To nie rak 20.11.10, 15:09
        Bardzo się cieszęsmile czułam, że tak właśnie będzie. Już wystarczająco mocno dostałaś w kość, wykorzystałaś limi dla kilku osób.
        życzę Ci, żeby to był początek dobrych informacji, takie preludium na nowy roksmile
      • imasumak Re: To nie rak 20.11.10, 15:10
        Ufff
        • verdana Re: To nie rak 20.11.10, 15:14
          Wprawdzie Cię nie znam, ale ucieszylam się tak, jak juz nie ucieszylam się dawno z niczego!!! Myslałam o Tobie, operacja to wpradzie mało zabawne, ale nic takiego strasznego ostatecznie. Bedzie dobrze!
      • kawka74 Re: To nie rak 20.11.10, 15:21
        Bdb, a nawet cel wink
        Cieszę się ogromnie.
        • lukrecja34 Re: To nie rak 20.11.10, 15:24
          no i się wzruszyłam..bardzo się cieszę razem z tobą smile
      • jowita771 Re: To nie rak 20.11.10, 15:26
        Cieszę się razem z Tobą.
        big_grin
      • fajka7 Re: To nie rak 20.11.10, 19:28
        Asia, cieszę się jak cholera, że nie rak, ale to co Ci dziewczyny napisały, żebyś pozwoliła sobie na słabość i wyrzuciła z siebie te lata napięcia powinno nadal być aktualne. I w ogóle się zastanów nad wszystkim, skoro dostałaś nowy bilet do wykorzystania smile
        • q_fla Re: To nie rak 21.11.10, 11:42
          Weszłam na ematkę, a tu takie dobre wieści smile
          Joanno, cieszę się razem z Tobą i popieram to, co już zostało wyżej napisane.
          Poniekąd Cię rozumiem, bo też twardza baba jestem i z niejednego pieca chleb jadłam.
          Twardym dobrze być, ale nie można zapominać o sobie, bo wtedy wszystko zaczyna się w życiu pierniczyć. Zdrowy egoizm jak najbardziej wskazany. wink
          Powodzenia i pisz jeżeli czegoś będzie Ci trzeba, może uda się pomóc, net to w końcu potęga.
          Pozdrawiam kiss
      • guderianka Re: To nie rak 21.11.10, 11:53
        Bardzo bardzo się cieszę smile))
      • gabi683 Re: To nie rak 21.11.10, 18:36
        joanna35 napisała:

        > Wczoraj odebrałam wyniki histopatologii - to, na szczęście dla mnie i moich dzi
        > eci, nie rak. Zwężenie spowodowane jest stanami zapalnymi, ale usunąć trzeba.
        > Dziewczyny - jeszcze raz bardzo, bardzo serdecznie dziękuję Wam za tyle ciepłyc
        > h słów i wsparcia. Pozdrawiam serdecznie.


        bardzo się ciesze i trzymam kciuki za ciebie i twoja rodzinkę
    • mikas73 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 20.11.10, 19:50
      Nie czytałam tego wątku, kiedy zamartwiałaś się czy to rak.
      Ufff...Jak się cieszę.Niezłą ambiwalencję zaliczyłam - od łez po radochę.
      Co za wspaniała wiadomość!!!!!!! Ściskam Cię i trzymam kciuki za Ciebie smile
      • maman3 Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 20.11.10, 23:04
        Joanno, podobnie jak guderianka kojarze Cie cieplutko, z innych postów (zdaje się, że piłysmy kawę wirtualnie smile). Cieszę sie baaaardzo, że to nie rak. Dbaj o siebie smile.
        • szajma Re: Nawet nie wiem jak zatytułować ten wątek 20.11.10, 23:24
          baaardzo się cieszęsmile
          i podziwiam cię- za twoją siłę, o której pisałaś, za umiejętność ogarniania wszystkiego, za to, że się nie załamałaś.
          wiesz, ja doskonale wiem, o czym piszesz. o tej zmianie, jaka w tobie zaszła. podziwiam cię, że masz odwagę o tym pisać- przyznać się przed samą sobą, że jest taki problem. ja tego nie potrafię. potrafię tylko atakować męża, odwracać się od świata i zatracać w swoich myślach. fakt, nie zawsze, na co dzień jestem pełną siły i wiary w siebie i ludzi energiczną osobą. ale jak mam gorszy czas (średnio raz na trzy tygodnie) to przez tydzień tylko mój syn nie obrywa. czuję się z tym podle, nie potrafię pójść po pomoc, nie radzę sobie ze swoimi lękami. potrafię tylko o nich nie myśleć a potem się poddać.
          tacy jak ty przywracają wiarę w ludzi, szczęście i pokazują właściwą drogę. postanawiam sobie tu, przed sobą, przed Tobą i przed wami, że zajmę się tym, czego tak bardzo się boję. rozwiąże ten problem i jeśli faktycznie jest czym się przejmować- stawię temu czoła.
          dziękuję.
          skoro ty potrafisz być silna, to ja też umiem.
    • joanna35 No tak:-))) 21.11.10, 11:28
      No tak...jeżeli chciałyście mnie doprowadzić do łez to własnie się Wam udałosmileA ja Wam za to jeszcze dziękujęsmile Ale się porobiłosmile A tak serio - nie chcę popadac w jakis tani sentymentalizm, ale nie wiem czy kiedykolwiek w życiu usłyszałam/przeczytałam tyle dobrego na swój temat i dostałąm tyle wsparcia. Jeszcze raz dzięki serdeczne.
      Ps. Oleńko , wybacz, wiem, że dzwoniłaś, odezwę się. Dzięki, że jesteśsmile
      • zabulin Re: No tak:-))) 21.11.10, 19:43
        Joanna, własnie przeczytałam, ze nie masz raka. Strasznie się ucieszyłam.

        Nie sadziłam, ze dobry wynik badań obcego człowieka może tak ucieszyć.

        Przesyłam Ci uściski, życze siły, mocy , dobrego losu. {Po prostu.

        Bo jesteś wspaniała.
    • joanna35 No cóż..... 09.12.10, 14:44
      Parę dni temu byłam na konsultacji chirurgicznej i pan doktor powiedział mi, że wynik histopatologii w przypadku wycinka pobranego przy kolonoskopii jeżeli nie potwierdza tego co widzi (czyli zmiany nowotworowej) lekarz mogę sobie wrzucić do kosza, bo mówi on tylko tyle, że nowotworu nie ma tylko w tym konkretnym punkcie, pięć minimetrów dalej już może być. Powiem szczerze - kiedy dostałam wyniki histopatologii to, oczywiście, poza tym, że się ucieszyłam zastanowiłam się dlaczego lekarz był taki szybki w nazywaniu zmiany "po imieniu" i przedwczoraj dostałam odpowiedź - chirurg , owszem, stwierdził, że nikt nie da mi 100% gwarancji, że ten nowotwór tam jest bądź nie, ale patrząc na zdjęcie to wygląda na zmianę nowotworową. Wprawne oko lekarza, który rocznie wykonuje kilkaset tego typu badań, nie ma problemu z określeniem ewidentnej zmiany - tak myślę. Do wyboru mam leczenie zachowawcze i obserwację lub poważny, duży zabieg operacyjny - wszystko z medycznego punktu widzenia ma swoje plusy i minusy. Jest jeszcze mój punkt widzenia, nazwijmy go....rodzinnysad Przez ostatnie parę dni zastanawiałam się czy dopisać ciąg dalszy tej historii, ale dzisiaj pomyślałam, że może nie wszyscy wiedzą, że wynik histopatologii przy tego typu wycinkach nie musi być wiarygodny(ja nie wiedziałam), więc ten post jest przy okazji takim informacyjnym, na wszelki wypadek. Pozdrawiam.
      • hexella Re: No cóż..... 09.12.10, 15:00
        czegoś nie rozumiem... badano histopatologicznie wycinek z części zmienionej chorobowo, tak? Na podstawie badania struktury tkanki stwierdzono, ze zmiana jest łagodna, nie rakowa. teraz chirurg stwierdza, że nie ma pewności. Rozumiem, że taką pewność da jedynie operacja i zbadanie wyciętego, większego fragmentu? Czy jest jeszcze inny sposób potwierdzenia diagnozy, czy masz tak żyć w niepewności i stresie?
        Chyba się kurna za dużo housea naoglądałam, bo mi strasznie brakiem profesjonalizmu jedzie.
        • joanna35 Re: No cóż..... 09.12.10, 15:05
          Rozumiem, że
          > taką pewność da jedynie operacja i zbadanie wyciętego, większego fragmentu?
          Dokładnie tak. Przy czy mogę się pozbyć solidnego odcinka jelita(+ewentualne powikłania) a zwężenie może być wynikiem przewlekłego aktywnego nadżerkowego zapalenia jelit.
          • hexella Re: No cóż..... 09.12.10, 15:19
            no więc ja bym jednak stawiała na to drugie zwłaszcza, że zdaje się pisałaś o swoim synku, który ma problemy z jelitami. Macie rodzinna skłonność widocznie.
            przykro mi strasznie, że masz taką huśtawkę...choć wierzę dłęboko, że nie taki diabeł straszny.
            Trzymam kciuki za powodzenie terapii (jeśli to na nią się zdecydujesz) i czekam niecierpliwie, aż napiszesz w tym watku, ze juz po strachusmile
      • mynia_pynia Re: No cóż..... 09.12.10, 15:04
        W zeszłym roku też miałam kilka problemów, też był pobierany wycinek, też wynik histopato mówił że to nie noworwór złośliwy.
        Zanim został pobrany wycinek, zanim dostałam wyniki też przży łam koszmar, ja taka silna, opanowana. Nawet beczałam kolegą z pracy - siara wink.
        Później stwierdziłam, że się wykończe psychicznie i odganiałam wszelkie myśłi związane z chorobą, niemniej jak już szłam po wynik mimo że rozmawiałam z mężem i byłam w dobrym humorze to nie pamiętam nic poza ochotą wyrzygania się i brakiem kontroli nad moimi nogami, których nie czułam.
        Wynik wcale mnie nie zadowolił, bałam się, że się pomylili, bałam się że to nie ten wycinek.
        Po zabiegu usunięcia tego czegoś znowu nie mogłam się doczekać wyników, znowu stres nie do opisania w drodze po wyniki - na szczeście wyszło to co na poprzednim wyniku.

        A w szpitalu to wszystkich dookoła pocieszałam, zarażałam swoim humorm, wiedząc jednocześnie że mi nikt nie jest w stanie pomóc bo tego nie chciałam, nie okazywałam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja