gwiazdozbiory
15.11.10, 19:16
Watek o wybijaniu tesciowej z glowy swieta z rodzina osmielil mnie do przedstawienia mojego problemu.
Mam dorosla, zamezna corke. Byla spokojnym dzieckiem, uczyla sie bardzo dobrze. Jako nastolatka nie sprawiala problemow. Bylismy z niej dumni, dbalismy o jej potrzeby, podziwiali i chwali. Corka wyjechala na studia, tam poznala chlopaka. Zamieszkali razem. Zaszla w ciaze co dla mnie osobiscie bylo wiecej niz prawdopodobne. Przyjelismy te wiadomosc z radoscia, no bo to przeciez wnuk w drodze. Corka ciaze stracila, ale slub wzieli i doczekali sie syna i corki.
I teraz problem. Dopoki corka byla niezamezna, ale juz miala chlopaka, przyjezdzala do domu na swieta i wkacje. Byla zawsze bardzo w domu szczesliwa. Miala bardzo dobre kontakty z mlodsza siostra, nas kochala i wyrazala te milosc.
Po studiach, wrocila z mezem do naszego miasta, my w tym czasie przenislismy sie okolo sto kilometrow dalej, ale w miescie rodzinnym bywalmy bardzo czesto, bo mamy tam rodzine i biznes. Po urodzeniu pierwszego dziecka, corka przestala sie prawie z nami kontaktowac, nie chciala nas zaprosic abysmy mogli zobaczyc wnuka, chociaz minal juz miesiac od porodu i mowilam jej, ze wpadniemy tylko na chwile, na dziesiec minut.
Drugie dziecko poznalismy na ulicy, szla z mezem i straszym dzieckiem do parku. Wiedziala, ze jestesmy od trzech dni w miescie, malo tego, mieszkamy w tej samej kamienicy. Czekallismy na zaproszenie. Pokazala nam dziecko i powiedziala, ze sie spiesza, bo na synka w parku czekaja koledzy. Jej maz nie mowi nam dzien dobry, udaje, ze nie widzi albo podnosi tylko brwi do gory. Byli pare razy u nas w domu z okazji swiat, nie bylo zle, ale np. kiedys wszyscy skladali mi zyczenia urodzinowe, a on nie podzszedl i nie zlozyl. Swoja rodzine szanuje - mame, babcie, ojca, siostre. Byly momenty, ze wydawalo sie, ze bedzie dobrze, ale teraz od dwoch lat jest okropnie. Zblizaja sie swieta, wiem, ze corka zadzwoni by zlozyc zyczenia, ze bedzie to dla nas strasznie bolesne, bo nieprawdziwe. Kiedys, jeszcze na poczatku ich malzenstwa, razem obchodzilismy swieta, ale z roku na rok bylo gorzej. Nie umiem nawet tego opisac, bo sytuacja jest absurdalna, jak w jakims sennym koszmarze. Nie wiemy co jest powodem takiego ich zachowania. Nie jest to sprawa tylko meza corki, bo ona zawsze umiala postawic na swoim i jesli chcialaby z nami utrzymywac kontakty, to nikt by jej w tym nie przeszkodzil. Co stalo sie z moja corka?