Co sie stalo z moja corka?

    • gk102 Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 20:09
      A ja po prostu wierzę Ci - autorko tego posta. Nie doszukuję się w waszym (rodziców) zachowaniu jakiejkolwiek patologii, niemoralnych zachowań, odchyleń itp. Ot normalna rodzina i...patologiczne zachowanie córki. Na pewno nie jest normą oddzielanie wnuków od dziadków, niezauważanie Was na ulicy, nie zapraszanie do domu, odseparowanie od rodziny. Czy jest jakaś przyczyna?
      Jak ja to dobrze znam. U nas niewinne pytanie ojca skierowane do 23 letniej (niepracującej i nieuczącej się córki - od matury), co zamierza robić ze swoim życiem - może jakies ambicje, moze powiinaś szukac pracy, może studia??? spowodowało zerwanie kontaktów z nami. Trwa to 3 lata i trwa...
      Rozmowy, zaproszenia, próby połaczeń telefonicznych itp - nic nie dały - więc ja cię rozumiem autorko, że boisz się odezwać, wymusić, dobic się o swoje - bo bijesz głowa w mur!
      Oby było lepiej!
    • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 20:52
      Nie chciałabym nikogo urazić, chociaż pewnie tak mi wyjdzie. To tylko spekulacje, domysły. Może córka ma poczucie "utraty tożsamości". Pisałaś, że z ojcem biologicznym poznała się bardzo późno. Może dla niej Wasza rodzina to taki rodzaj kłamstwa, a ona woli śnić o wyidealizowanym związku z ojcem (być może sądząc czy raczej łudząc się, że Ty jesteś winna, że on odszedł czyli że Ty zabrałaś jej ojca). Paradoksalnie, kochający ojczym to w takim układzie tylko zgrzyt.
    • mrs.solis Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 21:40
      Przeczytalam prawie polowe postow i najpierw nasunelo mi sie,ze twoja corka jest ofiara przemocy,ale pozniej po twoich wyjasnieniach mysle,ze ona jest zwykla socjopatka. Jako nieletnia corka grala role jaka musiala grac,zeby dostac to czego chciala. Byliscie jej tylko potrzebni do tego zeby ona mogla osiagnac cel jakim bylo pewnie ukonczenie studiow i zdobycie wyksztalcenia. Teraz ona jest samowystarczalna i poprostu was nie potrzebuje. Moglabym zrozumiec,ze mogla sie poczuc urazona twoim zdaniem na temat ciazy,ale to nie powod zeby zerwac kontakty ze wszystkimi. Uwazam,ze kluczem do wyjasnienia moglyby byc jej dzieci,ale z tego co piszesz ty prawie nie masz z nimi kontaktu,a jak raz mialas szanse zostac ze starszym wnukiem sama kiedy ona musiala isc do placzacego mlodszego dziecka to cie poprostu wyprosila. Jak przychodzisz niezapowiedziana,to poprostu nie wpuszcza cie,bo moze nie zdarzyla odpowiednio ustawic dzieci i boi sie zeby z czyms sie nie chlapnely. Jak juz masz wstep do jej domu to jest to z gory zapowiedziana wizyta i wszystko wtedy jest ustawione. Co do jej meza to poprostu dobrali sie oboje w korcu maku. Nie jestem psychologiem,ale naprawde wybacz mi ,ale to co wyprawia twoja corka nie jest normalne. Moge zrozumiec,ze ktos chce zerwac kontakty z rodzina ,bo doznal z jej strony jakichs krzywd,ale tu z jednej strony na zapowiedziane wizyty corka cie wpusza,a juz jak przyjedziesz bez zapowiedzi nawet nie raczy ci otworzyc drzwi???? Historia z babcia tez jest alarmujaca jesli chodzi o postepowanie twojej corki. Kazdy normalny empatyczny czlowiek zaprosilby na wigilie samotna babcie, ktora chyba w dziecinstwie jej nie maltretowala ani nie molestowala. O nakazie sciagania butow juz nawet nie wspomne. Po czyms takim powinna ci sie w glowie zapalic wielka czerwona lapa,i zdac sobie sprawe,ze czegos wczesniej poprostu nie zauwazylas,albo wytulmaczylas sobie jej niepokojace zachowania w jakis inny sposob. Mi sie wydaje,ze taka bezuczuciowa egoistka byla od zawsze,a wam sie tylko wydawalo,ze to z powodu silnego charakteru. Tak sobie mysle, ze gdyby mnie tak traktowala moja corka to chyba zaprzestalabym prob skontaktowania sie z nia,zeby za kazdym razem nie czuc sie tak jak ty sie czujesz kiedy mijasz ja na ulicy, kiedy wyprasza cie z domu badz nie otwiera ci drzwi.
      Przykro mi,ze cie spotkalo cos takiego i ciagle sie dreczysz i zastanawiasz co ty zrobilas zle ,chociaz dla mnie wyglada na to,ze to z twoja corka jest cos bardzo nie halo.
      • ca.melia Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 22:09
        Też przebrnęłam przez wszystko - ile ludzi, tyle opinii... dorzucę własną..



        Idealna Matka - nie narzucająca się, przyzwalająca, rozmawiająca, pozwalająca na wszystko
        Idealny Ojciec - mądry, spokojny, opanowany, kochający, pozwalający,
        Idealna Siostra - zakochana w starszej

        normalnie sielanka. Żadnych złości, sprzeczek, no nic.

        I CÓRKA - "silna, bezwzględna, bezkompromisowa,uparta, złośliwa, zawistna, jędzowata", która była całe życie SAMA z własnymi decyzjami, wyborami, problemami, bo Idealna Rodzina nie wtrącała się w jej życie (?!). Sama podejmowała decyzje, sama naturalnie ponosiła konsekwencje, wygląda na to, że bez względu na wiek, w którym była. Cóż, dzieci potrzebują wsparcia rodziców, wyznaczonych granic, praw, czasem zakazów. Bo to daje im poczucie bezpieczeństwa.

        Twoja córka radziła sobie SAMA, przypuszczam, że niewiele (jeśli nic) nie wiedziałaś o jej młodzieńczych wzlotach i upadkach, nastoletnich problemach. Lepiej mieć taką Idealną Córkę, którą można się pochwalić przed rodziną, znajomymi, że ładna i ambitna, że bez buntu.

        Skoro w swoim życiu była sama (czuła się sama), to być może teraz to tylko "dopełniła", zamykając za sobą drzwi. Mąż - może on pierwszy dostrzegł ją, jej problemy, radości, jej życie.

        bo gdyby było tak idealnie, tak sielankowo, to byłoby inaczej


        " Przecież wszyscy dojrzali ludzie wiedzą, że miłość nie istnieje"
        • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 22:53
          Nie, nie. Poprzekrecalas. Nadinterpetujesz. Co to znaczy, ze radzila sobie sama. Podejmowala decyzje, a ja to akceptowalam, bo nie byly glupie, oraz te decyzje finasowalam. Jak to nic nie wiedzialam o jej mlodzienczych problemach? Wiedzialam i to duzo. Nie czula sie sama. uwielbiala przyjezdzac do domu i spedzala z nami fajnie czas. Zawsze byla w domu szczesliwa.
          • ca.melia Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:04
            • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:30
              ca.melia napisała:

              To jest TWOJE zdanie, jej może być zupełnie inne...

              To jest jej zdanie, a ja moge je potwierdzic.
              • el_jot Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:35
                gwiazdozbiory napisała:

                >>
                > >
                > To jest jej zdanie, a ja moge je potwierdzic.
                Skąd ta pewność??? Obecna sytuacja świadczy o czym innym
              • ca.melia Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:45
                gwiazdozbiory napisała:

                > ca.melia napisała:
                >
                > To jest TWOJE zdanie, jej może być zupełnie inne...
                >
                > To jest jej zdanie, a ja moge je potwierdzic.

                jesteś tak pewna?

                ja bym w takim wypadku nie była.
          • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 10:40
            Przyjeżdżala do Was w ferie i wakacje. Już pytałam: jak daleko od Was była?
      • monika19782 Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 22:36
        Jezeli faktycznie jedyną rzeczą jaką możesz sobie zarzucić jest odradzanie jej szybkiego zachodzenia w druga ciążę to powiem brutalnie, ojej ją.
        Masz dla kogo zyć.
        Przeżyłam podobną sytuacje do Twojej, w imię zachowania wiezów rodzinnych dałam sie stłamsić, wpędzic w kompleksy i nieuzasadnione wieczne poczucie winy. Daj sobie spokój bo w postów wynika ze odpowiedzi nie uzyskasz.
        • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 22:47
          monika19782 napisała:

          > Jezeli faktycznie jedyną rzeczą jaką możesz sobie zarzucić jest odradzanie jej
          > szybkiego zachodzenia w druga ciążę to powiem brutalnie, ojej ją.

          Wycisnelam to z niej. Ja sobie tego nie zarzucalam. Bardzo sie zdziwilam, ze takie ma do mnie o to pretensje. Znalazlam tutaj wypowiedzi, ze moglam ja tym bardzo zranic, wiec widac zranilam.
          • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:27
            Nasuwa mi się jeszcze jedno pytanie.
            Czy ona nadal utrzymuje kontakty za swoim ojcem? I czy mówiła Ci o ich rozmowie?
            • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:41
              magotka11 napisała:

              > Nasuwa mi się jeszcze jedno pytanie.
              > Czy ona nadal utrzymuje kontakty za swoim ojcem? I czy mówiła Ci o ich rozmowie

              Ma z nim zle stosunki i jest sklocona z jego zona.
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:43
                A najwazniejsze zdanie jakie jej powiedzial, z mojego punktu wiedzenia to - nie wiem dlaczego odszedlem od mamy, bo przeciez kochalismy sie.
                • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:54
                  a kiedy ona się z nim spotkała, przed ślubem?
                  • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:13
                    Pytam bo może to spotkanie też miało na nią wpływ. Niemal całe życie go nie widziała, może utworzyła sobie jakiś jego wizerunek a potem on coś tam jej innego zasugerował, pwiedział. A nie wiesz czy nie obwiniał Ciebie? Czy do całego jej wcześniejszego zachowania nie doszedł fakt, że on tak potraktował matkę to i ja mogę?

                    A nie myślałaś o specjalistycznej poradzie? Może w jakiejś grupie wsparcia patologicznych rodzin czy u psychologa, ktoś wyspecjalizowany zwróciłby uwagę na coś co Tobie wydaje się normalne a źle wpłynęło na córkę.
                  • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:14
                    magotka11 napisała:

                    > a kiedy ona się z nim spotkała, przed ślubem?

                    Miala bardzo spradyczne spotkania w ciagu zycia. Tak moze z piec razy, pozniej w wieku okolo 19 lat nawiazali znajomosc. Ona go trakuje bardzo przedmiotowo - podaj, przynies, pozamiataj.
    • titta Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:17
      Jeszcze jedna rzecz przychoodzi mi do glowy:
      Czy jak mialyscie dobry kontakt to przytulala sie? Tak sama od siebie?

      Wiem, ze to ociera sie o socjopatie, ale moze ona nigdy nie czula sie kochana (nie z waszej winy tylko z powodow tego, ze cos jej w mozgu "nie klikalo"), nie rozumiana i w odpowiedzi sama nie nauczyla sie kochac (piszesz ze zawsze wszystko miala, wszystko dostawala, wiec byliscie zaopaczycielami nie rodzicami). Teraz pierwszy raz poczula do kogos uczucie, radosc i bol wiezi i bycia odpowiedzialnym. Do dzieci: i totalnie sie temu oddala. Poza tym pewnie nie wszystko gra (dwuch socjopatow szczesliwego zwiazku nie zbuduje), pewnie widzi wlasnie siebie jako wyprana z emocji "suke" i sie odciela od wszystkiego co przynosi jej dyskomfort.
      To tylko gdybanie...ale oparte na doswiadczeniu. (Ja jako dziecko gryzlam jak chciano mnie przytulic, a u siebie w pokoju tulilam miska i ryczalam, bo tak chcialam kontaktu. Rodzice normalni i kochajacy - to ja mialam lekki autyzm wink.
      • titta Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:20
        A i co moze wazne, z punktu mojej mamy bylam szczesliwym dzieckiem, po prostu nie lubiacym przytulania.
        Nikt nie wie, co w czlowieku siedzi jesli ten nie zechce tego pokazac. Dopiero przy takich "historiach" wychodzi, ze cos jednak jest nie tak, czegos sie nie dostrzega...
        • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:11
          titta napisała:

          > Nikt nie wie, co w czlowieku siedzi jesli ten nie zechce tego pokazac. Dopiero
          > przy takich "historiach" wychodzi, ze cos jednak jest nie tak, czegos sie nie d
          > ostrzega...

          Jak dostrzec, ze nie dzieje sie dobrze. Mam teraz w domu szesnastolatke. Zdolna, kochana, dobra, ale ja patrze na nia troche ze strachem. Co ja boli, czego sie boi? Dzisiaj pytalam - kochanie, cos cie dreczy, powiedz, moze masz jakies klopoty ? A ona, ze nie, ze wszystko w porzadku, troche zestresowana szkola. To pytam dalej, ale ona sie juz niecierpliwi, ze szukam dziury w calym.
          Trzeba sie nauczyc tworzyc przestrzen na glebokie zwierzenia, albo uczyc dziecko autoanalizy.

          Znalezlismy dla niej dobrego psychologa mlodziezowego. Chodzi raz w tygodniu i zwierza sie ze wszystkiego. Ona to bardzo lubi. Dostaje profesjonalne wskazowki i rady. I wiem, ze gdy bedzie miala jakis problem z nami, rodzicami, nie bedzie sama, ze bedzie ktos, kto ja wesprze.
          • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:19
            > Znalezlismy dla niej dobrego psychologa mlodziezowego. Chodzi raz w tygodniu i
            > zwierza sie ze wszystkiego. Ona to bardzo lubi. Dostaje profesjonalne wskazowk
            > i i rady. I wiem, ze gdy bedzie miala jakis problem z nami, rodzicami, nie bedz
            > ie sama, ze bedzie ktos, kto ja wesprze.


            No pieknie.
            Sielsko i anielsko.
            • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:32
              nutka07 napisała:

              > No pieknie.
              > Sielsko i anielsko.

              Zle?
              • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:43
                A po co jej psycholog?
                To profilaktyka, bo takie odnioslam wrazenie?
                • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:58
                  nutka07 napisała:

                  > A po co jej psycholog?
                  > To profilaktyka, bo takie odnioslam wrazenie?

                  Tak, profilaktyka. Chcemy, zeby zawsze miala wsparcie kogos madrego i kompetentnego.
                  • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:02
                    A co z Toba, jaka jest Twoja rola?
                    • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:05
                      nutka07 napisała:

                      > A co z Toba, jaka jest Twoja rola?

                      Kochac. Uwielbiam ja.
                      • anorektycznazdzira troll. n/t 17.11.10, 06:56
                        • anorektycznazdzira Re: troll. n/t 17.11.10, 07:10
                          po namyśle: ... albo osoba, która sama powinna iść na terapię.
                          • nangaparbat3 Re: troll. n/t 17.11.10, 10:49
                            Albo już wysiadła - to musi być niesłychanie trudne doświadczenie taki wątek. Ja nigdy bym sie na to nie odważyła.
                            • lacitadelle Re: troll. n/t 17.11.10, 10:56
                              nangaparbat3 napisała:

                              > Albo już wysiadła - to musi być niesłychanie trudne doświadczenie taki wątek. J
                              > a nigdy bym sie na to nie odważyła.

                              A moim zdaniem nieźle się bawi - patrz żarcik o deficycie bliskości fizycznej i spaniu trochę na boczku.
                              • nangaparbat3 Re: troll. n/t 17.11.10, 11:17
                                Jednak nie sądzę.
                                Sama nasłuchałam się w realu tak zdumiewających historii rodzinnych, o tak dziwacznych zachowaniach i postawach ludzi, że ta nie wydaje mi się wcale niemożliwą.
                                • lacitadelle Re: troll. n/t 17.11.10, 11:21
                                  > Jednak nie sądzę.
                                  > Sama nasłuchałam się w realu tak zdumiewających historii rodzinnych, o tak dziw
                                  > acznych zachowaniach i postawach ludzi, że ta nie wydaje mi się wcale niemożliw
                                  > ą.

                                  historia jak najbardziej możliwa, ale sposób pisania autorki moim zdaniem wskazuje na to, że ona się opowiadaniem tej historii i naszym przejęciem nieźle bawi.
                                  • nangaparbat3 Re: troll. n/t 17.11.10, 11:35
                                    Czy ja wiem? Mnie zaskoczyły pojedyncze fachowe określenia - ale Gwiazdozbiory ma wykształcenie humanistyczne, więc też nie ma co się dziwić.
                                    Zresztą - jakie to ma dla nas znaczenie?
                                    Jesli nawet bohaterowie są zmyśleni - nasza dyskusja jest prawdziwa, i chyba jednak ważna smile
                                    • gwiazdozbiory Re: troll. n/t 17.11.10, 12:19
                                      nangaparbat3 napisała:

                                      > Jesli nawet bohaterowie są zmyśleni - nasza dyskusja jest prawdziwa, i chyba je
                                      > dnak ważna smile

                                      Bohaterowie sa prawdziwi. Historia tez. Opisalam ja tutaj, bo szukam przyczyn zachowania mojej corki. Przeszlam juz wszystkie etapy przezywania tej sprawy, jak czlowiek dowiadujacy sie za ma raka. Z poczatku niedowierzanie, oburzenie, wypieranie, gniew, potem niby sie pogodzenie i akceptacja. Ale znalezc lekarstwo na naszego "raka" pragne z calej duszy.

                                      Byc moze przyczyna tego zachowania lezy we mnie, albo czesciowo we mnie, to nie znaczy, ze nie moge szukac lekarstwa, ze mam posypac glowe popiolem i nie miec mozliwosci naprawienia bledow. Problem z moja corka polega tez na tym, ze ona wysyla niejednolite informacje. Z jednej strony bezwgledne drzucenie nas, ale jej brak serca dla mlodszej siostry, dla babci, ktorej sporo zawdziecza, jej dziwaczne podejscie do dzieci - malpia milosc, jej zle stosunki w pracy, nieakceptowanie mamy meza, skupianie sie na drobiazgach i czepianie sie o drobiazgow, jej zle stosunki z jej ojcem i jego zona (bardzo jest na nia rozzalona i nie chce sobie odpuscic), zrywanie wiezi z przyjaciolmi, nagle i dosc msciwe, te sprawy wskazuja, ze przyczyna jej braku wiezi z nami nie lezy tylko w mojej toksycznosci czy toksycznosci maszej rodziny, jak tutaj ktos napisal.
                                      Nie moge przyjac calego ciezaru opowiedzialnosci za postepowanie corki, bo widze, ze postepuje z ludzmi bezwglednie, co mnie doprowadza do rozpaczy.
                                      Prosze nie oceniac zbyt pochopnie moich uczuc do corki. Nie bede przytaczac tutaj wszystkich moich najczulszych mysli o niej, najczulszych slow ktore do niej wypowiedzialam przez ostatnie lata, prosb i blagan, chec pomocy czy odrzucanie wlasnej dumy. Wiem, ze nie jestem idealna matka, ale staralam sie byc przyzwoita.
                                      • filipianka Re: troll. n/t 17.11.10, 12:28
                                        > te spra
                                        > wy wskazuja, ze przyczyna jej braku wiezi z nami nie lezy tylko w mojej toksycz
                                        > nosci czy toksycznosci maszej rodziny,

                                        Ależ właśnie leży.

                                        Wiesz że jest źle, próbowałaś analizować na milion sposobów, nic to nie dało, dlaczego nie wpadłaś na pomysł aby iść do specjalisty? Potrzebna jest wam rodzinna psychoterapia. Wiem, że córka nie ma chęci. Idź na początek sama do dobrego psychologa, nakieruj najpierw siebie, uporządkuj swoje emocje, potem zabierz się za córkę.
                                        • gwiazdozbiory Re: troll. n/t 17.11.10, 12:36
                                          filipianka napisała:

                                          Idź na początek sama do dobrego
                                          > psychologa, nakieruj najpierw siebie, uporządkuj swoje emocje, potem zabierz si
                                          > ę za córkę.

                                          Tak zrobie. Dziekuje.smile

                                      • nangaparbat3 Re: troll. n/t 17.11.10, 14:27
                                        Zobacz to:
                                        www.psyched.pl/index.php?m=193
                                        Metoda nie ma naukowych podstaw - ale działa, widziałam na własne oczy, trudno było uwierzyć. Link do ustawień prowadzonych przez bardzo dobrego i doświadczonego psychoterapeutę, co jest niezmiernie ważne, bo posługiwanie się tą metodą przez osobę przypadkową (czyli inną niż bardzo dobry i doświadczony psychoterapeuta) przypomina małpę z brzytwą.
                                        Uważam, że dla Ciebie to jest najlepsze - na ten moment. Naprawdę masz szanse zobaczyć, co się dzieje.
                                        Jeśli chcesz więcej o tym pogadać, to chętnie, ale w mailu.
                                        • gwiazdozbiory Re: troll. n/t 17.11.10, 14:55
                                          Slyszalam o tym i cos niecos czytalam. Dziekuje.
                                        • nowel1 Re: troll. n/t 18.11.10, 17:33
                                          Bardzo, ale to bardzo ostrożnie Nanga z ustawieniami.
                                          Wiem co mówię.
                                          • nangaparbat3 Re: troll. n/t 18.11.10, 18:31
                                            Zgadzam się.
      • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 16.11.10, 23:55
        Juz jako nastolatka czy dorosla przytulanki byly okazyjne. Jako dziecko ciagle siedziala mi na kolanach. Pozniej zrobila sie troche sztywniejsza, ale wieczorem gdy wszyscy siedzielismy na kanapie lubila siedziec na kolanach u taty, nawet jako 12, 13 letnia dziewczynka. Dla mnie byla za ciezka.
        Mnie to, ze nazwala siebie zimna suka, zwalio z nog, ale jednoczesnie pomyslalam, ze to adekwatne do niej okreslenie. Zaluje, ze balam sie drazyc temat. Stchorzylam.

        Bardzo mnie interesuje Twoja historia. Gdybys zalozyla watek, chetnie bym poczytala i wziela udzial.smile
        • ca.melia Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:01

          gwiazdozbiory napisała:

          > Juz jako nastolatka czy dorosla przytulanki byly okazyjne. Jako dziecko ciagle
          > siedziala mi na kolanach. Pozniej zrobila sie troche sztywniejsza, ale wieczor
          > em gdy wszyscy siedzielismy na kanapie lubila siedziec na kolanach u taty, nawe
          > t jako 12, 13 letnia dziewczynka. Dla mnie byla za ciezka.
          > Mnie to, ze nazwala siebie zimna suka, zwalio z nog, ale jednoczesnie pomyslala
          > m, ze to adekwatne do niej okreslenie
          . Zaluje, ze balam sie drazyc temat. Stcho
          > rzylam.


          fajne zdanie masz o córce..
          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:17
            Rozumiem, ze Ci sie to nie podoba, mnie tez.
        • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 09:48
          Troll!!!

          I już wiemy, w jakim kierunku to zmierza..................... ale podziwiam, bo sprawnie skrojone.
    • kobieta_z_polnocy Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:04
      Gwiazdozbiór, cokolwiek by nie pisały forumowiczki (zwłaszcza te, co projektują swoje przeżycia na twoją historię), zachowanie twojej córki wobec LUDZI ogólnie normalne nie jest, nie wspominając o jej mężu.

      Na pewno popełniliście jakieś błędy, ale któż ich nie popełnia i nie jest to wytłumaczenie na takie zachowanie, zwłaszcza kiedy rodzona matka błaga o podanie przyczyn.

      Twoja córka to, wbrew pozorom, bardzo niepewna osoba, która nadrabia mocną gębą i odstawia przed wami wszystkimi przedstawienie. Zresztą kto normalny bierze sobie TAKIEGO faceta za męża?

      I teraz tak: jedyne co mogę wam zarzucić na podstawie opisu to "pasywną agresję", która przejawia się w tym, że na wszystko się godzicie i wszystko cierpliwie znosicie, choć przecież boli. Naprawdę, przymykanie oczu na tak chamskie zachowanie zięcia jest niedoprzyjęcia!! I nie pojmuję waszego braku reakcji! Czy ty nie widzisz, że ta wasza pobłażliwość i pokora jest bardzo nie na miejscu, żenująca wręcz? W takich chwilach bądź jak przy sytuacji z babcią musicie wreszcie reagować.

      Na super udane relacje z córką nie macie co liczyć. Moim zdaniem to samolubna osoba, skoncentrowana wyłącznie na sobie (poczytaj sobie o osobowości narcystycznej), jednocześnie przewrażliwiona na swoim punkcie i dodatkowo chroniąca męża-buraka. Jedyne co możecie zrobić to reagować wtedy, kiedy dzieje się coś niewłaściwego, jak oburzające traktowanie babci, czy też burkliwe zachowanie zięcia. Może wasza stanowczość zjedna jej szacunek do was? Bo na razie ma was wszystkich równo "gdzieś".

      • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:26
        Masz calkowia racje, tylko powiedz jak mam wymusic na kims szacunek do siebie? Z mezem ustalismy, ze jedyne co mozemy zrobic, to zachowywac sie przyzwoicie wobec nich.
        Kazda proba ominiecia z mojej strony prostych konwenasow konczyla sie dla mnie mysla, ze jesli ja tak postepuje, to oni maja tez prawo tak postepowac. Byc moze jest to pasywna agresja, ale gdy ktos jest chamem, to jedyne wyjscie jest, nie stac sie chamem jak on.
    • claudel6 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:08
      uff..przebrnęłam przez to wszystko. niewiele mam do dodania, bo chyba wszystko zostało powiedziane. Potwierdzam wrażenie kilku osób, że to wyglada na socjopatię - o ile znamy wszystkie fakty i przemoc lub molestowanie w rodzinie wykluczamy.
      Autorko wątku, a co by się stało, jak Twoja córka by odpowiedziała, gdybys ją wprost spytała:
      Córeczko za co ty nas tak nienawidzisz?

      I jeszcze rada - może idź do psychologa i opowiedz mu te historię, moze on będzie w stanie pomóc Ci wykryć, o co chodzi, naprowadzić na właściwy trop
      • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:30
        claudel6 napisała:

        > Autorko wątku, a co by się stało, jak Twoja córka by odpowiedziała, gdybys ją w
        > prost spytała:
        > Córeczko za co ty nas tak nienawidzisz?

        Nie bylaby szczera i udala, ze nie wie o co chodzi.

        Ale zapytam ja jak mi nadarzy okazja. Wypada zapytac w Wigilie?
        • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:37
          >>
          > Ale zapytam ja jak mi nadarzy okazja. Wypada zapytac w Wigilie?

          Noo jeśli tę wigilie postanowi spędzić jak najdalej od rodziców...

          A może zrób wypasioną wigilię u swojej mamy? Ona nie będzie sama a i córka zobaczy, że sobie świetnie radzisz bez niej. Oczywiście ją też zaproś ale jak odmówi odpowiedz z uśmiechem, że jeśli zmieni zdanie niech wpadnie i nie drąż tematu .
          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:42
            Nie moge u mojej mamy, to by ja zabilo.wink

            U siebie zrobie. Bedzie ladnie jak zwykle.smile
            • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:54
              Wiesz co, nie piszesz jakos ciezko ale zle mi sie Ciebie czyta, oglonie bardzo meczaca jestes (dla mnie wink ). Pomimo wykazania chceci zrobienia czegos, odnosze wrazenie ze jestes bardzo zamknieta. Jedziesz jak tramwaj swoim torem a przydaloby Ci sie wypadniecie z szyn.

              Moze wcale nie bylo tak fajnie jak Ci sie wydaje.

              > Nie moge u mojej mamy, to by ja zabilo.wink

              Piszesz jak potluczona.

              A moze to dla Ciebie jest problemem zrobienie swiat u mamy?

              Umiesz okazywac uczucia?
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:03
                Mama ma 80 lat. Nie luibi dzamieszania w jej domu, chce sie polozyc w kazdej chwili, ma uszkodzone biodro. Nie znosi halasu.

                Pomimo wykazania chceci zrobienia czegos, odnosz
                > e wrazenie ze jestes bardzo zamknieta. Jedziesz jak tramwaj swoim torem a przyd
                > aloby Ci sie wypadniecie z szyn.

                Masz jakos racje, czuje to. Powinnam wypasc z szyn. Powiedz jak to widzisz.
                • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 10:58
                  Może przestań się zastanawiać, co "wypada", a co nie. Uderzyło mnie Twoje pytanie, czy wypada zapytać corkę w Wigilię.
                  Swoją drogą czarno widzę szanse na zmianę - może jakaś terapia? Ale 90% potencjalnych terapeutów będzie o 20 lat (i doświadczeń) od Ciebie mlodsza, to jest problem, wiem z doświadczenia.
                  • gwiazdozbiory Nangaparbat3 17.11.10, 13:25
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Może przestań się zastanawiać, co "wypada", a co nie.

                    W mojej sytuacji jest tak, ze kazde slowo moze byc i jest wziete przeciwko mnie.
                    8tys. km
                    • totorotot Re: Nangaparbat3 17.11.10, 13:38
                      > A to co piszesz mnie się wyświetliło przy pozostawieniu babci starej i chorej s
                      > amej w Wigilię. J

                      dla jednego biedna babcia, dla drugiego toksyczna radiomaryjna jędza, ktora telepie ozorem wyrzuty jaka wnuczka jest zła i okropna bo zerwala stosunki z rodzina


                      wiele sformulowan Gwiazdozbiorow zapala u mnie czerwona lampke: toksyna toksyna toksyna

                      ps. to nadawanie przez dwiescie postow na corke nie wzielo sie znikad-mamusia pewnie dziecku dupe rabie do wszystkich sąsiadek i znajomych, teraz na podstawie na podstawie tego watku poczuje sie zobowiazana chodzic po znajomych córki i sie zwierzac, ze ni9ewdziecznica sie od mamusi odwrocila jak juz dostala samochod

                      pss. corce-pannie umarło dwoje dzieci, mamusia z niedostrzegalną ulgą (taki wstyd przedszedł koło nosa...!) radzi z najlepszymi intencjami: no, to tylko sie teraz nie pospiesz z nastepnymi czasem!

                      Na widok reakcji mamusia odwraca kota ogonem: chodzilo mi coreczko li i jedynie o twoje dobro, o twoje zdrowie
                      • gwiazdozbiory Re: Nangaparbat3 17.11.10, 13:51
                        totorotot napisała:

                        > dla jednego biedna babcia, dla drugiego toksyczna radiomaryjna jędza, ktora tel
                        > epie ozorem wyrzuty jaka wnuczka jest zła i okropna bo zerwala stosunki z rodzi
                        > na
                        Babcia jest niewierzaca. Wnuczce swojej boi powiedziec sie bodajby slowo.

                        > wiele sformulowan Gwiazdozbiorow zapala u mnie czerwona lampke: toksyna toksyna
                        > toksyna

                        Jesli to widzisz, podaj przyklady. Taka wiedza jest dla mnie bezcenna. Nie twierdze, ze wszystko widze dokladnie. Napisz mi o tej toksynie. Mam druga corke i nie chce zrobic jej krzywdy.

                        teraz na podstawie
                        > na podstawie tego watku poczuje sie zobowiazana chodzic po znajomych córki i s
                        > ie zwierzac, ze ni9ewdziecznica sie od mamusi odwrocila jak juz dostala samocho
                        > d
                        Skad wiesz do czego sie poczuje zobowiazana? Jestes wrozka?

                        > pss. corce-pannie umarło dwoje dzieci, mamusia z niedostrzegalną ulgą (taki wst
                        > yd przedszedł koło nosa...!) radzi z najlepszymi intencjami: no, to tylko sie t
                        > eraz nie pospiesz z nastepnymi czasem!

                        To jest juz podlosc z Twojej strony. To byla dla nas tragedia. Stan cywilny naszej corki w ogole mnie nie interesowal. Corka po wyjsciu za maz nadal nosi swoje nazwisko, dzieci maja nazwisko ojca.
                        • totorotot Re: Nangaparbat3 17.11.10, 15:20
                          > Babcia jest niewierzaca. Wnuczce swojej boi powiedziec sie bodajby slowo.

                          na wszystko masz gładką odpowiedź-ale może łopatologicznie Ci napiszę:
                          Jedna dana osoba przez dwie osoby będzie odbierana zupełnie inaczej. Dla Ciebie babcia ta to ukochana mamusia, dla córki Twojej może być ona toksyczną osobą, która mówi złe rzeczy (a babcia może myśleć, że to dla dobra wnuczki i prawnucząt).

                          Gwiazdozbiory, nie chcę przekopywać się przez ten wątek, nie chcę Ci podawać konkretnych sformułowan-po cóż wywoływać dodatkowy zamęt? Przedstawiasz się jako nieistniejący ideał, który jako swój jedyny błąd wobe córki uważa niezgrabne zdanie po poronieniu.
                          Umówmy się-nawet najlepsi rodzice popełniają masę błędów, każdy z nas jest zdolny wymienić całą masę rodzicielskich potknięć. Ty nie.
                          Sugerujesz, że córka nie potrafi się dogadywać z ludźmi, dziwujesz się, że się spotyka z mamami innych dzieci i od razu zakładasz jej interesowność w tych znajomościach (żeby jej dzieci miały się z kim bawić) negując mozliwość emocjonalnego zaangażowania córki w te relacje.
                          Z Twoich postów wychodzi raczej urażona odrzuceniem duma niż autentyczna tęsknota za dzieckiem-być może się mylę, jeśli tak to proszę o wybaczenie.
                        • totorotot Re: Nangaparbat3 17.11.10, 15:23
                          > To jest juz podlosc z Twojej strony. To byla dla nas tragedia. Stan cywilny nas
                          > zej corki w ogole mnie nie interesowal. Corka po wyjsciu za maz nadal nosi swoj
                          > e nazwisko, dzieci maja nazwisko ojca.

                          Mówię Ci tylko, jak to mogło zostać zinterpretowane.
                          W ogóle robienie jakichkolwiek planów/ustaleń dot. planowania rodziny wobec kobiety świeżo po utracie dzieci jest błędem kardynalnym często implikującym zerwanie stosunków z tak nietaktowną osobą.


                          Ale wiem, że zaraz odpiszesz mi coś gładkiego i poprawnego, aby zbić moje słowa i domysły.

                          - -
                          Don't let them change ya
                          Or even rearrange ya!
                          • gwiazdozbiory Re: Nangaparbat3 17.11.10, 15:27
                            totorotot napisała:

                            > Mówię Ci tylko, jak to mogło zostać zinterpretowane.
                            > W ogóle robienie jakichkolwiek planów/ustaleń dot. planowania rodziny wobec kob
                            > iety świeżo po utracie dzieci jest błędem kardynalnym często implikującym zerwa
                            > nie stosunków z tak nietaktowną osobą.

                            Ale ja niczego nie ustalam. To ona zadzwonila do mnie, pare miesiecy pozniej, i powiedziala, ze chce zajasc w ciaze, a ja na to - kochanie, to troche chyba za szybko, nie masz dobrych wynikow itd itd
                            • totorotot Re: Nangaparbat3 17.11.10, 15:48
                              . To ona zadzwonila do mnie, pare miesiecy pozniej, i
                              > powiedziala, ze chce zajasc w ciaze, a ja na to - kochanie, to troche chyba za
                              > szybko, nie masz dobrych wynikow itd itd

                              To już jest 'ustalanie', wypowiadałaś się na niebywale drażliwy temat i Twoje słowa mogły zostać opacznie zrozumiane, znadinterpretowane i naprawdę jest to kwestia, na której temat należało zmilczeć. Ale sama już to wiesz...
            • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:55
              gwiazdozbiory napisała:

              > Nie moge u mojej mamy, to by ja zabilo.wink

              a niby dlaczego? Przecież do niej nie pójdziesz gdyż właśnie tego sobie nie życzy. Ona pokazuje, że sobie życie bez Ciebie świetnie układa a Ty, że bez niej nie możesz żyć, więc ona "dokopuje" bardziej, Ty się bardziej dołujesz i tak w kółko.
              Zajmij się sobą i swoim życiem. Może tak właśnie powinnaś zrobić? Nie możesz przecież bez przerwy wszystkiego robić tylko tak aby córce w drogę nie wejść. Masz też siebie, męża, matkę i drugą córkę.
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:07
                Kochana Magotko, to by zabilo nie moja corke, ale moja matke.smile
            • okrent9 Do "Gwiazdozbiory" 17.11.10, 01:00
              Przeczytaj moje wypowiedzi na temat BPD (ustaw drzewko jako "od najnowszego", wtedy łatwiej je zobaczysz).

              • gwiazdozbiory Re: Do "Gwiazdozbiory" 17.11.10, 01:08
                Dziekuje, zaraz bede czytac. smile
        • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:41
          > Nie bylaby szczera i udala, ze nie wie o co chodzi.

          Zadziwiajace, ze na prawie kazde pytanie odpowiadasz, ze wiesz co zrobi.

          Wiesz takze co czula wczesniej, wiesz ze byla szczesliwa itd. Dziwne, ze nie znasz tylko odpowiedzi na pytanie dlaczego sie nie odzywa.
          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:48
            nutka07 napisała:

            > > Nie bylaby szczera i udala, ze nie wie o co chodzi.
            >
            > Zadziwiajace, ze na prawie kazde pytanie odpowiadasz, ze wiesz co zrobi.Dziwne, ze nie zn
            > asz tylko odpowiedzi na pytanie dlaczego sie nie odzywa.



            Chyba znam. Nie chce nas, nie potrzbuje. Ma swoja rodzine i nie moze objac niczego ponad to.
            Ma jakis deficyt, moze deficyt uwagi, moze deficyt pojemnosci serca.
            • afortunada ... 17.11.10, 00:58
              a mnie zadziwia to, że Pani w każdym zdaniu pisze w liczbie mnogiej - "my", "nas", "byliśmy" itd., jakby zupełnie identyfikowała się Pani z mężem, jakbyście stanowili swego rodzaju jednostkę, nie czuję w tych postach uczucia matki do dziecka, Pani własnych, indywidualnych emocji...
              • gwiazdozbiory Re: ... 17.11.10, 01:15
                afortunada napisała:

                > a mnie zadziwia to, że Pani w każdym zdaniu pisze w liczbie mnogiej - "my", "na
                > s", "byliśmy" itd., jakby zupełnie identyfikowała się Pani z mężem, jakbyście s
                > tanowili swego rodzaju jednostkę, nie czuję w tych postach uczucia matki do dzi
                > ecka, Pani własnych, indywidualnych emocji...

                To jest dobre spostrzezenie. Mysle, ze w tej sprawie mojej corki jest nas dwoje na dwoje. Nie moge jej odbierac jako indywidualnej osoby, bo oni stanaowia jakas jednosc. Nie mielismy problemoa z niezamezna corka.

                • afortunada Re: ... 17.11.10, 01:26
                  Obawiam się, że nie zrozumiała mnie Pani.
                  Chodziło mi o to, że to Pani identyfikuje się ze swoim mężem.
                  Nie miałam na myśli tego, czy odbiera Pani córkę jako indywidualną osobę czy jako jedność z mężem. Chodzi mi o to, w jaki sposób Pani się wypowiada - czemu dała Pani dowód i w tej wypowiedzi ("Nie mieliśmy", a nie "Nie miałam").
                  • gwiazdozbiory Re: ... 17.11.10, 01:34
                    afortunada napisała:
                    Chodzi mi o to, w jaki sposób Pani się wypowiada - czemu da
                    > ła Pani dowód i w tej wypowiedzi ("Nie mieliśmy", a nie "Nie miałam").

                    Bo czasem wypowiadam sie w "naszym" imieniu, a czasem tylko w swoim.
                  • magotka11 Re: ... 17.11.10, 01:43
                    > Chodzi mi o to, w jaki sposób Pani się wypowiada - czemu da
                    > ła Pani dowód i w tej wypowiedzi ("Nie mieliśmy", a nie "Nie miałam").

                    Ja nic złego w tym nie widzę. Oboje z mężem ją wychowywali i oboje odczuwają stratę.
                    Ja to odebrałam tak, że autorka rozpatruje również to jaki kontakt miała córka też z ojcem a nie tylko z nią.
                    • nangaparbat3 Re: ... 17.11.10, 11:05
                      A mnie to trochę wygląda na "wspólny front". Na to, że relacja z mężem jest najważniejsza - w tym zresztą ni byłoby nic złego, pod warunkiem że nie uderzałoby w córkę. Nie mam pewności, że nie uderzało - może tak, a może nie.
                • nangaparbat3 Re: ... 17.11.10, 11:02
                  O, a mnie na to samo napisałaś, że nie mam racji. W międzyczasie znalazłaś kolejną racjonalizację, sądzę.
            • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:00
              A Ty jaki masz deficyt?
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:10
                nutka07 napisała:

                > A Ty jaki masz deficyt?

                Mysle, ze kontaktu fizycznego. Kocham bardzo mojego meza, ale spac wole jakos tak z boczku.
                • okrent9 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:51
                  gwiazdozbiory napisała:

                  > nutka07 napisała:

                  A Ty jaki masz deficyt?
                  >
                  > Mysle, ze kontaktu fizycznego. Kocham bardzo mojego meza, ale spac wole jakos t
                  > ak z boczku.

                  Hm, widzę tu sprzeczność. Spać wolisz z boczku, chociaż masz deficyt kontaktu fizycznego? Nie lubisz kontaktu fizycznego z mężem? A przecież wydaje się, że macie bardzo dobre układy. Czegoś tu nie rozumiem.
            • okrent9 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:07
              Moim zdaniem jeśli Twoja córka ma BPD, to nie ma sensu dopytywanie jej, "dlaczego Was nienawidzi". Szkoda Twojego zdrowia i nerwów. Ona w tej chwili przeżywa ekstazę mając małe dzieci, które może sobie całkowicie podporządkować, to zapewnia jej poczucie że jest super. Nie potrzebuje nikogo innego.

              A tak jeszcze ostatnim nawiasem mówiąc, to to siadanie ojcu na kolanach w wieku 12-13 lat mnie osobiście wydaje się trochę dziwne, ale może ja dziwna jestem albo wychowałam się w takim kręgu etnicznym, w którym nikt się z dziećmi starszymi niż kilka lat fizycznie nie pieścił. Ty odbierałaś to siadanie na kolanach jako zupełnie naturalne? Może było, takie trochę w żartach, że niby młodsza siostra może, to ona też... Ale jak Ty to odbierałaś?
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:19
                okrent9 napisała:
                Ty odbierałaś to siadanie na kolanach j
                > ako zupełnie naturalne? Może było, takie trochę w żartach, że niby młodsza sios
                > tra może, to ona też... Ale jak Ty to odbierałaś?

                Tak, dla nas to bylo naturalne. Siedzielismy wszyscy na kupie i bylo nam dobrze.
                Pamietam jak corka miala dwa lata i chciala usiasc swojemu biologicznemu ojcu na kolana. On ja odstawil i powiedzial, ze mu spodnie wygniecie.

          • claudel6 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:52
            no wiesz, jak sie kogoś zna tyle lat, to można przewidzieć niektóre jego odpowiedzi..
            ale swoją drogą, warto spróbować i zapytać.
            • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 00:58
              Ja bym probowala.

              A moze przydalaby sie awantura z piorunami, jazda bez trzymanki zeby corka stracila kontrole i moze wykrzyczala cos na temat.
              Z drugiej strony moze siedziec jak kamien.
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:22
                nutka07 napisała:

                Z drugiej strony moze siedziec jak kamien.

                Nutka, trafiasz w sedno. Ona bedzie jak kamien. Nie da sie jej rozruszac. Nie da sprowokowac.

                • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 11:09
                  To czasem działa z opóźnieniem. Nawet naprawdę długim.
            • anorektycznazdzira Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 07:07
              claudel6 napisała:

              > no wiesz, jak sie kogoś zna tyle lat, to można przewidzieć niektóre jego odpowi
              > edzi..
              > ale swoją drogą, warto spróbować i zapytać.

              Zna??? Bardzo niewiele z tej niekonsekwentnej historyjki wskazuje na to, że ktoś tam kogoś zna.
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 13:27
                anorektycznazdzira napisała:

                > Zna??? Bardzo niewiele z tej niekonsekwentnej historyjki wskazuje na to, że kto
                > ś tam kogoś zna.

                Jaki brak konsekwenji tutaj widzisz?
    • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 01:39
      Gwiazdozbioy, myślę, że powinnaś udać się do psychologa jeśli chcesz się dowiedzieć o co naprawdę chodzi.
      Fachowym okiem pomoże znaleść to co przeoczyłaś, co Twoim zdaniem nie wzbudzało podejrzeń a mogło być już przejawem jakiś problemów. Czy to w dzieciństwie czy po rozwodzie czy też w kontaktach z ojczymem.
      Jeżeli córka ma zaburzenia on je nazwie i powie jak należy z nia postępować.
      Wydaje mi się , że to najlepsze wyjście.

      A jeśli chcesz wykluczyć przemoc w jej rodzinie wprowadź się do kamienicy na dłużej. (już o tym pisałam). Nie szukaj na siłe wówczas porozumienia z córką ale obserwuj i nie bój się że coś zrobisz co się córce nie spodoba. Staraj się zachowywać normalnie tzn żeby nie widziała, że np bardzo się denerwujesz jak ją spotykasz.
      Zawsze będziesz mogła przyjść do niej pożyczyć cukru bo ciemno i sklepy już zamknięte, przecież nie odmówi (chyba) a Ty zajrzysz do niej na te parę sekund wink
    • totorotot Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 04:52
      W ten sposób zrywa się kontakt z toksyczną matką- Twój post mogłaby napisać także moja matka, która zawsze była taaaka kochana i się bardzo starała i naprawdę nie wie, co wstąpiło w jej córkę, że zerwała kontakt z matką...

      córka sama o sobie mówi zimna suka-problem z okazywaniem uczuć jest jednym z objawów wychowywania się w toksycznej rodzinie.
      Twój tekst o niestararaniu sie o dziecko tu piszesz 'ja tylko sugerowałam', ale tak naprawdę wypowiedzieć by się musiała tu Twoja córka, abyśmy się dowiedzieli, co naprawdę powiedziałaś
      ciążę przed ślubem przełknęliście bez jednego komentarza?
      cóż takiego mówisz do wnuków, że córka stara się Ciebie zagłuszyć?

      Kurcze, być może to z powodu moich osobistych doświadczeń jestem do Ciebie tak negatywnie nastawiona, wybacz
      • premeda Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 08:42
        Przeczytałam cały wątek i nasuwa mi się taka myśl, że Gwiazdozbiory tak naprawdę nie kocha swojej córki, a chciałaby tylko unormowania kontaktów, żeby wyglądały na sielskie i anielskie. I to nie o prawdziwe uczucia między matką i córką chodzi tylko o to jak wygląda ich relacja na zewnątrz. Autorka wychwytuje z naszych wypowiedzi te najgorsze hipotezy odnośnie córki i z nimi się zgadza, reszta jest do sprawdzenia ale wiadomo z góry, że są niemożliwe. Z wszystkich jej wypowiedzi przebija ogromne uczucie do męża (co już wyżej zauważono), tych uczuć nie ma w stosunku do córek (i to obu) i matki. Patrząc na całość tej rodziny, powiedziałabym, że tam jest ogromny problem w relacjach między samymi kobietami, one wszystkie są dla siebie jak "zimne ryby", przynajmniej po tym jak założą własne rodziny. Problem więc nie leży tylko w zachowaniu córki ale to cała rodzina powinna udać się do specjalisty.
        • nangaparbat3 premeda 17.11.10, 11:13
          Zgadzam się. Im dłużej czytam, tym bardziej widzę to jako łańcuch braku dobrych relacji między kobietami kolejnych pokoleń. Te stosunki babcia-matka-córka-wnuki w kolejnych pokoleniach różnią się natężeniem, ale nie jakością. Takie odnosze wrażenie.
          • claudel6 Re: premeda 17.11.10, 15:48
            dlatego ustawienia hellingerowskie, o których ktos wczesniej wspominał, mogłyby pomóc
            • malila Re: premeda 17.11.10, 17:01
              Nie Hellingerowskie, tylko systemowe. Ustawianie według wytycznych Hellingera może mocno zaszkodzić. To powinny być ustawienia systemowe, rodzinne z naprawdę dobrym terapeutą, który nie będzie narzucał rozwiązania.
              • nangaparbat3 Re: premeda 17.11.10, 18:21
                To ja podsunęłam - i robi je naprawdę świetny terapeuta, który zanim zacząl "ustawiać" juz był świetnym i doświadczonym terapeutą. Jego mogę w tej sprawie polecić z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem, natomiast tak w ogóle doradzam dużą ostrożność.
    • asia_i_p Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 09:36
      Nie przeczytałam całego wątku, więc może się powtórzę.
      Córka przeżyła tragedię. Pomimo, że na poziomie zewnętrznym poradziła sobie z nią, może teraz przechodzić depresję. I bać się, że jeśli będziecie się spotykać częściej, to nie uda jej się utrzymać pozorów szczęśliwej dojrzałej kobiety z udanym życiem.
      • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 09:52

        > Córka przeżyła tragedię. Pomimo, że na poziomie zewnętrznym poradziła sobie z n
        > ią, może teraz przechodzić depresję.

        ... a gwiazdozbiory jest trollem, może psychologiem, może jakąś ninią od genderu, i bada sobie nasze reakcje na tak sprytnie wkomponowane aluzje o wykorzystywaniu i wypieraniu tego przez matkę. Bosskie smile ale wybaczam, bo napisane tak sprawnie, że aż mnie zassało.
        • lacitadelle Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 10:07
          hellulah napisała:

          >
          > > Córka przeżyła tragedię. Pomimo, że na poziomie zewnętrznym poradziła sob
          > ie z n
          > > ią, może teraz przechodzić depresję.
          >
          > ... a gwiazdozbiory jest trollem, może psychologiem, może jakąś ninią od gender
          > u, i bada sobie nasze reakcje na tak sprytnie wkomponowane aluzje o wykorzystyw
          > aniu i wypieraniu tego przez matkę. Bosskie smile ale wybaczam, bo napisane tak sp
          > rawnie, że aż mnie zassało.

          Popieram i również składam gratulacje za udaną prowokację.

          Ale takie osoby (które są święcie przekonane o byciu idealnymi matkami i nie rozumieją, dlaczego dzieci uważają zupełnie inaczej i okazują taką niewdzięczność) znam z życia.
          • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 10:55

            > Ale takie osoby (które są święcie przekonane o byciu idealnymi matkami i nie ro
            > zumieją, dlaczego dzieci uważają zupełnie inaczej i okazują taką niewdzięczność
            > ) znam z życia.

            A to i ja tym razem Ciebie poprę. Zna się takie okazy. Występują w obu wariantach płciowych.
          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 13:13
            lacitadelle napisała:
            > Ale takie osoby (które są święcie przekonane o byciu idealnymi matkami i nie ro
            > zumieją, dlaczego dzieci uważają zupełnie inaczej i okazują taką niewdzięczność
            > ) znam z życia.

            Nie napisalam nigdzie, ze jestem czy bylam idealna matka. Napisalam, ze corka kochala nas i te milosc okazywala do pierwszej ciazy. Potem zaczelo sie sypac.
        • totorotot Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 13:30
          tez mi sie wydaje to jakims badaniem-co ktora foremka napisze to widać jakie miała doświadczenia w przeszłości smile

          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 14:00
            totorotot napisała:

            > tez mi sie wydaje to jakims badaniem-co ktora foremka napisze to widać jakie mi
            > ała doświadczenia w przeszłości smile

            Teraz juz wiem, ze wrozka nie jestes.
    • mondovi Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 10:13
      takie problemy nie biorą się z "niczego". może idealizujesz Wasze wcześniejsze stosunki, córka może mieć zupełnie inne odczucia.
    • lacitadelle do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musierowicz 17.11.10, 10:27
      Czy autorka wątku nie przypomina Wam świętej Gabrieli Poznańskiej?

      Idealna matka, idealny ojczym, idealna babcia, idealna siostra (tylko młodsza), ten zły ojciec biologiczny, którego córka praktycznie nie znała (więc brak kontaktów i informacji nie może być przyczyną jej problemów), no i wreszcie clou programu, czyli ta zła córka, zimna suka (oczywiście po ojcu), której autorka od początku się bała.
      • hellulah Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 10:53
        Przypomina. I tak jak Gabriela jest godna hmm jeśli nie potępienia, to solidnej dekonstrukcji smile
      • gwiazdozbiory Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 13:20
        lacitadelle napisała:

        > Czy autorka wątku nie przypomina Wam świętej Gabrieli Poznańskiej?
        >
        > Idealna matka, idealny ojczym, idealna babcia, idealna siostra (tylko młodsza),
        > ten zły ojciec biologiczny, którego córka praktycznie nie znała (więc brak kon
        > taktów i informacji nie może być przyczyną jej problemów), no i wreszcie clou p
        > rogramu, czyli ta zła córka, zimna suka (oczywiście po ojcu), której autorka od
        > początku się bała.

        Nie widze powodu dla ktorego urzadzasz sobie kpiny. Ani ja nie jestem idealna, ani moja mama. Biologiczny ojciec porzucil jeszcze dwoje innych, malenkich dzieci i ich matki, ojczym prawie siegnal idealu. Siostre (nic nie wspominalam, ze jest idealem) corka kochala i miala z nia silna siostrzana wiez, do urodzenia sie jej pierwszego dziecka.

        • lacitadelle Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 13:45

          > Nie widze powodu dla ktorego urzadzasz sobie kpiny.

          Jakie kpiny, porównanie do literatury, możesz to uznać za komplement smile

          • gwiazdozbiory Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 13:53
            lacitadelle napisała:

            > Jakie kpiny, porównanie do literatury, możesz to uznać za komplement smile

            Ale to literatura niskich lotow. smile smile
            • lacitadelle Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 13:58
              gwiazdozbiory napisała:

              > lacitadelle napisała:
              >
              > > Jakie kpiny, porównanie do literatury, możesz to uznać za komplement smile
              >
              > Ale to literatura niskich lotow. smile smile

              Ale czytelnictwo wysokie - to też jakaś analogia.
              • gwiazdozbiory Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 14:03
                lacitadelle napisała:

                > Ale czytelnictwo wysokie - to też jakaś analogia.

                Nie przesadzalabym. Polowa wpisow jest moja.
      • a_gurk Re: do Verdany, Croyance i innych fanów p. Musier 17.11.10, 15:32
        Tygrysek nie był i nie jest zimną suką. Wręcz przeciwnie. Jest tylko zagubioną i poszukującą tożsamości nastolatką. Co p. Musierowicz pięknie przedstawiła. Polecam lekturę wszystkich ostatnich książek tej autorki nt. Borejków.
    • amidala Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 14:41
      Mam bardzo podobny układ z moim bratem. Jest ode mnie 6 lat młodszy i kontakt zawsze mieliśmy niezły, jak na taką różnicę wieku, ale wygląda na to, że się myliłam. Odkąd związał się z dziewczyną w typie "zimna ryba", (mało powiedziane, mrożona ryba...) wszystko zaczęło się rozłazić. Tak samo, jak mówisz: powoli, nie wiadomo dlaczego, odsuwał się, nie odzywał, nie zapraszał, gdy przychodzili do nas siedzieli z minami, jakby odbywali karę i to ciężką. Wiele razy próbowałam rozmawiać, mówiłam, że mnie rani, że nie wiem, o co chodzi, czy jakoś go uraziłam, nic. Milczenie, albo cedzone przez zęby "przesadzasz". To wszystko. Jedyna reakcja. Gdy urodziłam synka, prosiłam go żeby się wybrał zobaczyć siostrzeńca - usłyszałam: "po co? To tylko dziecko". Widział go dwa razy, ostatni raz, gdy miał roczek i można było spokojnie nawiązywać kontakt - jedyne co robił to olewał go wręcz demonstracyjnie. To było wręcz chamskie, ale tak samo zachowywała się jego dziewczyna. Znowu rozmawiałam, tłumaczyłam, że to nowy członek rodziny, że może wiele stracić nie nawiązując kontaktu teraz, bo potem będzie dla siostrzeńca tylko obcym człowiekiem... Usłyszałam, że mam wobec niego wymagania emocjonalne, którym on nie jest w stanie sprostać. Ręce mi opadły i od tej pory wychodzę z założenia, że moja rodzina to mąż i syn. Trudno, nie będę przebijać głową muru.
      Może twoja córka też trafiła na człowieka, przy którym uznała, że już nie musi się starać o nikogo, oprócz siebie i swojej rodziny. Jest to koszmarne i nie do przebicia, bo gdy nie rozumiesz takich ludzi, nie pojmiesz co nimi kieruje, a oni nie mają ochoty ci tłumaczyć. Bo nie muszą i mają to gdzieś. Nie wiem, co ci radzić, ja się od dwóch lat usiłuję z tym pogodzić i jakoś idzie...
      • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 14:53
        amidala napisała:

        > Mam bardzo podobny układ z moim bratem.

        Ciesze sie, ze napisalas i bardzo dziekuje.
        Bolesne zmiany u naszych bliskich. Moj maz ma chyba racje mowiac, ze oni, czyli corka ze swoim mezem, nawzajem nakrecaja swoje zle cechy, ktore np. u mojej corki kiedys tylko zarysowane, wzmocily sie i staly sie trwalym elementem jej charakteru.
        • sonia-3 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 15:29
          Ja to jeszcze myślę, że córka i zięć nie widzą w swoim zachowaniu nic złego, bo dla nich to normalka. A Twoje zarzuty to zwykłe czepianie sie. I w ogóle wszyscy są głupi i nie warto poświęcać im uwagi. W rezultacie tacy ludzie z regóły zostają sami. No, ale jak sobie pościelą......
        • kobieta_z_polnocy Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 16:02
          Nieźle cię forumowiczki podsumowały, prawda? Pisałam w poprzednim poście (jakąś setkę wcześniej wink ) o projektowaniu własnych przeżyć na swoje życie, no i okazało się, że poniektóre skrzywdzone córki widzą w tobie własne matki. Mam nadzieję, że nie bierzesz sobie tego do serca.

          Faktem jest, że twoja córka nie umie sobie układać stosunków z ludźmi. Sądzę, że było tak już w liceum, tyle tylko że maskowała to swoją bezkompromisowością. Świadczy o tym typ faceta jakiego sobie wybrała (wybacz, ale wychodzenie za mąż za takiego buraka świadczy niemalże o desperacji - sądziła, że nikt "lepszy" jej nie zechce?), złe kontakty ze wszystkimi dorosłymi i nadmierna koncentracja na dzieciach.
          I zgadzam się z tobą, że ona i zięć nakręcają siebie nawzajem. On ma na nią zdecydowanie zły wpływ. No ale cóż, ona jest dorosła i sama podejmuje wybory życiowe.

          Jaka była i jest twoja w tym rola? Jak widać, najpewniej się nie dowiesz, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Na pewno coś gdzieś przestało grać. Tym niemniej, wyżywanie się za jakieś swoje traumy na siostrze, babci i reszcie świata brzmi bardzo niedojrzale i świadczy, moim zdaniem, o bardzo dużym przewrażliwieniu na swoim punkcie.

          Pomysł z psychologiem dla ciebie nie jest taki zły. Może nie dowiesz się niczego o córce, ale spojrzysz na samą siebie z innej perspektywy. To może być nieocenione w chwilach całkowitego zagubienia, kiedy zaczyna się wątpić w samego siebie.

          Co do poronienia i twojego pytania. Z całym szacunkiem, ale nie brzmi ono dla mnie ani wyjątkowo niegrzecznie, ani złośliwie. Nawet jeżeli wtedy zrobiło jej się przykro, to emocje powinny były już opaść do tej chwili. Wygląda jednak na razie tak, jakby ona uczepiła się tego jednego pytania sprzed lat i machała ci nim przed nosem za każdym razem, gdy prosisz o twarde argumenty. Tak jakby nie potrafiła wskazać na nic innego. Co do samego poronienia - ja wiem, że to smutne przeżycie, itd., ale nie można budować na tym całej swojej tożsamości i pozować na ofiarę losu. To zgubne i niebezpieczne dla samych zainteresowanych.

          Co robić? wyjścia masz dwa. Albo stanowcza reakcja na kolejne niewłaściwe zachowanie, czy to męża czy jej. I nie rozumiem czemu mówisz o zachowywaniu się chamsko. Zwrócenie komuś uwagi, że wypada się przywitać/nie wypada tak traktować babci to żadne chamstwo przecież.
          Albo całkowite olanie sprawy. Kto wie jak zareaguje, jak przestanie czuć przy sobie waszą niewidzialną obecność.
          • verdana Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 16:48
            Ale przez 23 lata umiala sobie doskonale ulożyć stosunki z rodziną i rodzina nie zauwazyła, ze dzieje się cokolwiek złego...
            Cos mie tu nie gra. Myslalam wczoraj nad taka sytuacją, ze mój dorosły syn czy córka przestaje się do mnie odzywać. I z jednej strony uwazałabym, ze to świnstwo i na to nie zaslużylam, ale z drugiej bez żadnego problemu, umialabym powiedzieć, co mogło ich tak dotknąć, albo co moglo im tak przeszkadzać, ze woleli mnie nie widzieć na oczy. Nie uważam tego za dostateczny powod, ale rozważyłabym taka mozliwość.
            To samo dotyczy mich kontaktow z rodzicami, ktore są bardzo dobre, a mimo to pewnie bez problemu znalazłabym powód, dla ktorego moglabym z nimi zerwać.
            To, ze Ty nie jesteś w stanie absolutnie znaleźć niczego w dzieciństwie i mlodości córki czym mogłabyś spowodować zerwanie, przeciwnie, twierdzisz, ze bylo wlasciwie idealnie - chyba najlepiej świadczy, że coś było bardzo nie w porzadku. Normalna, przeciętna rodzina może bez wysiłku powiedzieć "Corka nie wytrzymała presjii", "Niepotrzebnie tak na nią krzyczeliśmy o porzadek w pokoju", "Trzeba było machnąć ręką na oceny, a nie zmuszać do nauki cały dzień".
            U Ciebie nie ma cienia takiej refleksji.
            • claudel6 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 17:07
              "Niepotrzebnie tak na nią krzyczeliśmy o porzadek w pokoju", "Trzeba
              > było machnąć ręką na oceny, a nie zmuszać do nauki cały dzień"
              no ale z powodu takich bzdur sie nie zrywa kontaktow z rodziną, stad gwiazdozbiory nie przytacza tego kalibru rzeczy, tylko pewnie szuika czegos powazniejszego
            • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 17:25
              verdana napisała:

              > U Ciebie nie ma cienia takiej refleksji.


              Bo zaistniala sytucja nie dotyczy tylko corki, ale rowniez jej meza. Niezrozumiale zachowania corki staly sie niezrozumiale dopiero od pewnego czasu. Kiedy byla w domu wiedzialam co sie z nia dzieje, co dzieje sie w jej glowie, jakie ma problemy i dlaczego moze sie np. nie odzywac.
              Teraz nie wiem.
          • claudel6 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 17:04
            > Nieźle cię forumowiczki podsumowały, prawda? Pisałam w poprzednim poście (jakąś
            > setkę wcześniej wink ) o projektowaniu własnych przeżyć na swoje życie, no i oka
            > zało się, że poniektóre skrzywdzone córki widzą w tobie własne matki. Mam nadz
            > ieję, że nie bierzesz sobie tego do serca.

            dokladnie to samo myślę smile jakoze nie jestem skrywdzoną córką, to ze zdumieniem czytałam te interpretacje międzywierszy jak złą matką jest gwiazdozbiory
            • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 17:31
              claudel6 napisała:

              > dokladnie to samo myślę smile jakoze nie jestem skrywdzoną córką, to ze zdumieniem
              > czytałam te interpretacje międzywierszy jak złą matką jest gwiazdozbiory

              To naprowadzilo mnie na nowy pomysl, zeby przyjrzec sie dokladnie stosunkom pomiedzy mezem corki, a jego matka. Przypomnialy mi sie pewne fakty.
              • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 18:40
                gwiazdozbiory napisała:


                > To naprowadzilo mnie na nowy pomysl, zeby przyjrzec sie dokladnie stosunkom pom
                > iedzy mezem corki, a jego matka. Przypomnialy mi sie pewne fakty.

                Zaraz. Jakim sposobem, skoro nie utrzymujecie z sobą żadnych kontaktów?
                • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 18:49
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Zaraz. Jakim sposobem, skoro nie utrzymujecie z sobą żadnych kontaktów?

                  Poprzez przypomnienie sobie wszystkiego co wiem o jego mamie i przeanalizowanie tego pod katem ew. projekcji jego krzywdy na mnie. Tak jak robia to skrzywdzone corki w tym watku.

                  Z tym Edypem masz racje, ale starac sie trzeba, mimo wszystko.
                  • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 18:59
                    Oj tam, oj tam. Nie jestem skrzywdzoną córką. Z moją mamą układy miałam może i nieidealne, czasami trudne, kochałam ją bardzo - dopóki żyła. I teraz też ją kocham.

                    Wypraszam sobie takie kategoryzowanie. Nie jestem skrzywdzoną córką (heh pisząc o ojczymie i stracie tożsamości, nie mogę pisać o sobie, nie mam ojczyma, mam i miałam biologicznego ojca). Jestem tylko wnikliwą i dociekliwą osóbką, której Twój wątek pachnie feromonami trolla sieciowego, trollusa internetusa incidentalisa.

                    Ale fajnie się czyta, pisz dalej.

                    [flame on] Nadal uważam, że trollujesz. Tylko z tymi aluzjami co do wykorzystywania (z jednej strony zaprzeczasz, że to możliwe i idealizujesz męża, a z drugiej piszesz jakieś bzdury o siadaniu ojcu na kolanach w wieku lat 13...) nieco przyszalałaś. [flame off]

                    • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:10
                      hellulah napisała:

                      Nadal uważam, że trollujesz. Tylko z tymi aluzjami co do wykorzystyw
                      > ania (z jednej strony zaprzeczasz, że to możliwe i idealizujesz męża, a z drugi
                      > ej piszesz jakieś bzdury o siadaniu ojcu na kolanach w wieku lat 13...) nieco p
                      > rzyszalałaś.

                      Uwazasz, ze trzynastoletnia corka nie moze usiasc ojcu na kolanach?
                      • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 11:18
                        Ależ może, może siadać i 20-letnia, zależy od kontekstu. Niemniej jednak ja uważam, że info o siadaniu nie zostało nam podsunięte bez przyczyny.

                        W pewnym momencie zaczęłaś/zacząłeś IMHO nieco wychodzić z roli. Wyszły jakieś cuda-wianki z psychologiem dla młodszej córki, wyszło jakieś siadanie na kolanach ojczyma. Zrobiło się gęściej, jakby tak dla wyrazistszego podsunięcia wskazówek. Fajnie.

                        Gazeta...? może już dla niej pracujesz. Może pracujesz całkiem gdzie indziej, albo zbierasz portfolio aby aplikować w całkiem inne miejsce. Good luck, virusówki to przyszłość marketingu smile
                        • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:23
                          Łomatko, a co to są "wirusowki"? Mnie się kojarzzą z ospą wietrzną.
                          • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:37
                            Dobrze Ci się kojarzą. Treści - memy - ikony mają się rozprzestrzeniać jak wirus, z człowieka na człowieka, niejako bez ich wiedzy, a w sposób naturalny.

                            Zwykle bronimy się przed natłokiem informacji, reklamie nie dowierzamy, ale ploteczki od sąsiadek, sprośne przyśpiewki albo intrygujące, mroczne tajemnice..... ooo, tego sami szukamy z wypiekami na policzkach!

                            Przykładem sztandarowym są śmieszne niby-amatorskie filmiki na YouTube, albo heh wpisy na forach smile

                            Tu link do bardzo oględnego i nie do końca akuratnego wpisu na wiki (lepszy na angielskiej Wiki) pl.wikipedia.org/wiki/Marketing_wirusowy

                            • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:43
                              To się zgadza. Sama podrzuciłam linka wink
                        • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:33
                          hellulah napisała:

                          > Ależ może, może siadać i 20-letnia, zależy od kontekstu. Niemniej jednak ja uwa
                          > żam, że info o siadaniu nie zostało nam podsunięte bez przyczyny.

                          Mnie właśnie przyszły do głowy ewentualne powody.
                          1. zwrócić na siebie uwagę matki zajętej wyłącznie niemal idealnym mężem,
                          2. zwrócić na siebie uwagę ojca zajętego wyłącznie matką tudzież też chęć pokazania, że ona też potrafi być jak matka .
                          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 15:12
                            magotka11 napisała:

                            > hellulah napisała:
                            >
                            > > Ależ może, może siadać i 20-letnia, zależy od kontekstu.

                            Ale Ty po prostu wiesz w jakim kontekscie siadla moja corka. Wiec moze przedtaw nam tutaj ten kontekst. Prosze bardzo.

                            Mnie właśnie przyszły do głowy ewentualne powody.
                            > 1. zwrócić na siebie uwagę matki zajętej wyłącznie niemal idealnym mężem,
                            > 2. zwrócić na siebie uwagę ojca zajętego wyłącznie matką tudzież też chęć pokaz
                            > ania, że ona też potrafi być jak matka .

                            Nie trafione.

                    • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:13
                      hellulah napisała:

                      > Ale fajnie się czyta, pisz dalej.

                      Dziekuje.smile Moze Gazeta zacznie mi placic.smile
                  • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:50
                    Rozumiem ze w Twoim przypadku o projekcji nie moze byc mowy?
          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 17:08
            kobieta_z_polnocy napisała:

            > Nieźle cię forumowiczki podsumowały, prawda? Pisałam w poprzednim poście (jakąś
            > setkę wcześniej wink ) o projektowaniu własnych przeżyć na swoje życie, no i oka
            > zało się, że poniektóre skrzywdzone córki widzą w tobie własne matki. Mam nadz
            > ieję, że nie bierzesz sobie tego do serca.

            Tak, trudno forumowiczkom zachowac dystans. Ale wlasnie te corki sa wielka pomoca do zrozumienia co sie moze dziac w duszy mojej corki. Tez przeciez czuje sie skrzywdzona - chyba, bo do konca nie wiem o co jej chodzi.

            > Faktem jest, że twoja córka nie umie sobie układać stosunków z ludźmi. Sądzę, ż
            > e było tak już w liceum, tyle tylko że maskowała to swoją bezkompromisowością.
            > Świadczy o tym typ faceta jakiego sobie wybrała (wybacz, ale wychodzenie za mąż
            > za takiego buraka świadczy niemalże o desperacji - sądziła, że nikt "lepszy" j
            > ej nie zechce?), złe kontakty ze wszystkimi dorosłymi i nadmierna koncentracja
            > na dzieciach.

            Odnioslam wrazenie, ze nie tyle bala sie, ze nikt jej nie zechce, ile planowala szybka ciaze. Znalazla sobie reproduktora. Zauwaz, ze w pierwszym poscie pisze, ze jej ciaza byla dla mnie do przewidzenia. Kiedy zadzwonila do mnie, ze musi mi cos powiedziec, wiedzialam o co chodzi. Powiedzialam - wiem, jestes w ciazy.
            Moze to nie takie trudne zgadnac, co moze zakomunkiwoac matce dorosla corka, ktora mieszka z mezczyzna, ale ja wiedzialam od poczatku, ze tak sie stanie. Nie mialo to zadnego wplywu na nasze stosunki. Wiedzialam, ze jest troche zafiksowana na posiadanie dzieci. Kiedy je stracila, szybko, moim zdaniem za szybko, zaczela myslec o nastepnych.

            > Jaka była i jest twoja w tym rola? Jak widać, najpewniej się nie dowiesz, przyn
            > ajmniej nie w najbliższym czasie. Na pewno coś gdzieś przestało grać. Tym niemn
            > iej, wyżywanie się za jakieś swoje traumy na siostrze, babci i reszcie świata b
            > rzmi bardzo niedojrzale i świadczy, moim zdaniem, o bardzo dużym przewrażliwien
            > iu na swoim punkcie.

            To przewrazliwienie byloby do zniesienia, gdyby komunikowala nam co jest nie tak, a nie zamykala sie w sobie. Moj maz twierdzi, ze ona milczy z jednego powodu. Nie ma nic do powiedzenia. Jest na tyle madra, zeby nie wymyslac banialuk na nasz temat.
            Jaka byla moja rola? Moze dowiem sie kiedy bedzie w moim wieku, kiedy bedzie miala dorosle dzieci i sama stanie przed jakims problemem.


            > Pomysł z psychologiem dla ciebie nie jest taki zły. Może nie dowiesz się nicze
            > go o córce, ale spojrzysz na samą siebie z innej perspektywy. To może być nieoc
            > enione w chwilach całkowitego zagubienia, kiedy zaczyna się wątpić w samego sie
            > bie.

            Poczucie winny, doszukiwanie sie w nieskonczonosc przyczyny, niedowierzanie, bol.

            > Co robić? wyjścia masz dwa. Albo stanowcza reakcja na kolejne niewłaściwe zacho
            > wanie, czy to męża czy jej. I nie rozumiem czemu mówisz o zachowywaniu się cham
            > sko. Zwrócenie komuś uwagi, że wypada się przywitać/nie wypada tak traktować ba
            > bci to żadne chamstwo przecież.

            Wydaje mi sie niemozliwym w obecnej sytuacji zwracac im uwage, czy w inny sposob zaostrzac konflikt.

            > Albo całkowite olanie sprawy. Kto wie jak zareaguje, jak przestanie czuć przy
            > sobie waszą niewidzialną obecność.

            Chyba nie mamy innego wyjscia.

            Dziekuje Ci za post.
            • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 18:47
              Gwiazdozbiory,
              po tym poście mniej się dziwię, że zięć nie chce z Tobą kontaktów.
              Wcześniej sądziłam, że to z nim coś nie tak - być może zresztą też.
              Ale przeczytaj sama, jak o nim piszesz - a skoro tak piszesz, pewnie myślisz, może mówisz - często wyobrażamy sobie, że nasi bliscy, do których mamy negatywny stosunek, nie mają o tym pojęcia - ale tak nie jest. Na dłużśzą metę to wyłazi.
              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 18:53
                nangaparbat3 napisała:

                > Gwiazdozbiory,
                > po tym poście mniej się dziwię, że zięć nie chce z Tobą kontaktów.
                > Wcześniej sądziłam, że to z nim coś nie tak - być może zresztą też.
                > Ale przeczytaj sama, jak o nim piszesz - a skoro tak piszesz, pewnie myślisz, m
                > oże mówisz - często wyobrażamy sobie, że nasi bliscy, do których mamy negatywny
                > stosunek, nie mają o tym pojęcia - ale tak nie jest. Na dłużśzą metę to wyłazi
                > .
                Bo myslisz, ze mam mu to za zle. Nie mam. Wiem po prostu do czego dazyla moja corka.
                • verdana Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:26
                  Nie.
                  Z Twoich postow wynika, niestety, cos czego jesli nie jesteś trollem, nie widzisz.
                  Negatywny stosunek do ciąży i dzieci Twojej córki. "reproduktor', " zafiksowana na punkcie ciąży", "dziamganie do dzieci", jakieś pogardliwe zdania o zainteresowaniu dzieciecymi ubrankami, o tym, ze córka jest dziwna, bo nie chce, aby w butach chodzno tam, gdzie raczkują dzieci - wszystkich nie wymienię, ale tego jest pełno.
                  Moim zdaniem jesteś o te dzieci cholernie zazdrosna. Bylas dla córki osobą najwazniejszą, ojca nie było, ojczym się nie liczył, siostra była malutka.
                  Mąż (reproduktor i gbur) stał się naturalnym wrogiem, dzieci - konkurentami. Byc moze Ty tego nie widziesz, córka tak. I wtedy jej zachowanie jest zrozumiałe.
                  • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:43
                    verdana napisała:
                    > Moim zdaniem jesteś o te dzieci cholernie zazdrosna. Bylas dla córki osobą najw
                    > azniejszą, ojca nie było, ojczym się nie liczył, siostra była malutka.
                    > Mąż (reproduktor i gbur) stał się naturalnym wrogiem, dzieci - konkurentami. By
                    > c moze Ty tego nie widziesz, córka tak. I wtedy jej zachowanie jest zrozumiałe.

                    Nie jestem zadrosna o dzieci, ani o corke, ani o ich zwiazek. Pisalam o jej stosunku od dzieci w kontekscie, ze jest zajeta tylko soba, dziecmi i ubrankami. Babcia nie przyszla w butach, bo mieszka w tym samym budynku, przyszla w kapciach. Ma uszkodzone biodro i zlamana stope. Nie moze chodzic na boso.
                    O jej mezu napisalam reproduktor, bo ona nie szukala meza i przyjaciela. Szukala ojca dla dzieci, chodzilo jej glownie o reprodukcje. Chyba nie pierwszy przypadek na swiecie? To tez bylo pisane w kotekscie, jej wyboru meza, jako odpowiedz kobiecie z polnocy.

                    I na koniec, nie lubie byc dla kogos osoba najwazniejsza, jedynie dla meza. Bycie najwazniejsza zobowiazuje.
                    • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:53
                      Zawsze bylas dla meza najwazniejsza?
                      • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 20:01
                        nutka07 napisała:

                        > Zawsze bylas dla meza najwazniejsza?

                        Nie zawsze.
                  • kobieta_z_polnocy Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 19:51
                    Jezu, kobiety zdecydujcie się. Albo autorka idealizuje córkę ("silna, zaradna i podejmująca właściwe decyzje"), albo uważa za zło wcielone. I tak źle, i tak niedobrze jak widać.

                    Jakby nie było, zachowanie kochanego zięcia pozostawia dużo do życzenia i nie widzę wytłumaczenia dla jego chamstwa. Sorry, ale takie ostentacyjne olewanie to wyłącznie dowód niedojrzałości. Trudno inaczej to nazwać.

                    Kobiety która jest skłócona z całym światem i która ani kochanej siostrze ani babci nie boi się zrobić przykrości naprawdę nie można tłumaczyć toksycznym (co wciąż pozostaje do udowodnienia) zachowaniem matki! Jak już macie radzić komuś, to zostawcie swoją własną historię za drzwiami.
                    • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 20:09
                      Rozumiem, ze Ty zostawiasz swoja historie.
                    • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 12:43
                      > Jezu, kobiety zdecydujcie się. Albo autorka idealizuje córkę ("silna, zaradna i
                      > podejmująca właściwe decyzje"), albo uważa za zło wcielone. I tak źle, i tak n
                      > iedobrze jak widać.

                      Idealizuje produkt swojego wychowania. Złem wcielonym jest córka jako integralna osoba, niezależna od matki.
                      • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 12:51
                        hellulah napisała:

                        > Idealizuje produkt swojego wychowania. Złem wcielonym jest córka jako integraln
                        > a osoba, niezależna od matki.

                        Moja corka nie jest produktem mojego wychowania. Podziwialam ja i ja podziwiam, bo bedac nastolatka do piet jej nie dorastalam. Mialam swiadomosc, ze moja corka przewyzsza mnie we wszyskim, no moze nie inteligencja, ale pracowitoscia, uporem i ambicja. To nie ja wyksztalacilam w niej te cechy, bo ich po prostu nie mam.
                        • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 12:59
                          Ok, ujmę inaczej. Idealnie było w waszym domu. Jest poza nim, i jest fatalnie.

                          Gdzieś powinna być jakaś nieścisłość. A danych brakuje.
                          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 13:13
                            hellulah napisała:

                            > Ok, ujmę inaczej. Idealnie było w waszym domu. Jest poza nim, i jest fatalnie.

                            Byla piec lat poza domem i bylo idealnie. Fatalnie zaczelo stawac sie wtedy, gdy wyszla za maz.
                            • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 13:30
                              Zgadza się. Dopóki nie wyszła za mąż nie czuła się na swoim, czy to logiczne, czy nie. Więc, na mój malutki rozumek, gdy wyszła za mąż, odcięła pępowinę i weszła w świat, budowany na swoich zasadach. A wasze są teraz dla niej zbyt odległe, a wręcz obrzydliwe.

                              Albo ma zaburzenia.

                              Albo męża przemocowca.

                              Albo żal, że nie byłaś z jej ojcem.

                              Albo żal o wasze układy z drugą córką.

                              Albo wstąpiła do sekty.

                              Albo Ty nie mówisz o czymś istotnym.
                            • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:40
                              gwiazdozbiory napisała:

                              > Byla piec lat poza domem i bylo idealnie.

                              Było idealnie, kiedy mieszkała 8000 km od Was, przyjeżdżała na ferie i wakacje.

                              Fatalnie zaczelo stawac sie wtedy, gd
                              > y wyszla za maz.
                              I wróciła.

                              Powiem Ci tak: mam wspaniałą, naprawdę nadzwyczajną matkę. I nikt nie potrafi mnie zranić czy rozwścieczyć tak jak ona, nie dlatego, żeby ona robiła coś złego, ale tylko i właśnie dlatego, że jest moją mamą.
                              Był czas (miałam między 20 a 30) kiedy miałam ochotę uciec na koniec świata - bo działo się tak, że ona, na przekór jej intencjom, w każdym razie świadomym, odbierała mi siły, napęd, odwagę.

                              Co było najtrudniejsze?
                              Jej lęk przed każdą silniejszą emocją. Pozytywną też. Nieakceptowanie wyrażania tych silnych emocji przez innych - i pewnie wypieranie własnych. Gdybym jej powiedziała (zresztą próbowalam) o tym, powiedziałaby że wydziwiam.

                              Co więcej - ja się tego od niej nauczyłam. Musiałam się oduczać przez wiele lat, i pewnie będę oduczać do śmierci.
                              Musi się tego oduczać jej wnuczka, a moja córka, chodząc na terapię.

                              To jeszcze a propos Twojej dyskusji z Verdaną.
                              • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 15:02
                                nangaparbat3 napisała:

                                > Fatalnie zaczelo stawac sie wtedy, gd
                                > > y wyszla za maz.
                                > I wróciła.

                                Wrocila, ale nie do nas.


                                > Powiem Ci tak: mam wspaniałą, naprawdę nadzwyczajną matkę. I nikt nie potrafi m
                                > nie zranić czy rozwścieczyć tak jak ona, nie dlatego, żeby ona robiła coś złego
                                > , ale tylko i właśnie dlatego, że jest moją mamą.
                                > Był czas (miałam między 20 a 30) kiedy miałam ochotę uciec na koniec świata - b
                                > o działo się tak, że ona, na przekór jej intencjom, w każdym razie świadomym, o
                                > dbierała mi siły, napęd, odwagę.
                                >
                                > Co było najtrudniejsze?
                                > Jej lęk przed każdą silniejszą emocją. Pozytywną też. Nieakceptowanie wyrażania
                                > tych silnych emocji przez innych - i pewnie wypieranie własnych. Gdybym jej po
                                > wiedziała (zresztą próbowalam) o tym, powiedziałaby że wydziwiam.

                                Musze to przemyslec. Bardzo wazna informacja. Musze sie temu przyjrzec. Dziekuje

                                Gdybym jej po
                                > wiedziała (zresztą próbowalam) o tym, powiedziałaby że wydziwiam.

                                Ja bym tak nie powiedziala. Wgryzlabym sie w temat.
                            • totorotot Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 15:31
                              > Byla piec lat poza domem i bylo idealnie. Fatalnie zaczelo stawac sie wtedy, gd
                              > y wyszla za maz.


                              A może powiedz nam, jakie są Twoje oczekiwania wobec córki, jaka częstotliwość Waszych spotkań byłaby dla Ciebie satysfakcjonująca? Czego oczekujesz aby zrobiła, abyś uznała, że wszystko jest w idealnym porządku?\
                        • kakadu.pl Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 13:30
                          > bo bedac nastolatka do piet jej nie dorastalam. Mialam swiadomosc, ze moja cor
                          > ka przewyzsza mnie we wszyskim, no moze nie inteligencja, ale pracowitoscia, up
                          > orem i ambicja. To nie ja wyksztalacilam w niej te cechy, bo ich po prostu nie
                          > mam.

                          a mnie niepokoi to co napisałaś. Za bardzo uwierzyliście w tą wspaniałość i samowystarczalnoś swojej córki. Z jednej strony to fajnie dla nastolatki kiedy rodzice patrzą w nią jak w obraz, ale z drugiej strony to destrukcyjne.
                          Ona została pozostawiona sama sobie, dostała niewerbalny komunikat:
                          "możesz zrobić co chcesz, bo jesteś wspaniała, mądra, zaradna, a my ci do pięt nie dorastamy, możemy jedynie finansować twoje pomysły i nawet nie będziemy komentować i krytykować"

                          To straszne! Ona podejmowała sama decyzje życiowe, na pewno popełniała błędy i nawet nie mogła się poskarżyć, bo to były jej decyzje i sama musiała za nie odpowiadać. Może nie raz myślała "dlaczego mnie nie odwiedli od tego pomysłu? dlaczego mi nie roztłumaczyli? popełniłam błąd, bo jestem młoda i niedoświadczona i nikt mnie nawet nie przestrzegł. Nie chronią mnie, dlatego że mnie nie kochają"
                          Ja sama miałam podobną sytuację, w wieku 16 lat zrozumiałam, że mogę liczyć tylko na siebie i ewentualne wsparcie finansowe, bo: "ty wiesz lepiej, jesteś mądrzejsza, lepiej zorientowana niż ja" - taki dostałam komunikat od mojej matki. Jednak przyczyny były inne, moja matka była osobą z problemami, niezaradną, przytłoczoną przez ojca, chorą, dlatego nie mam jej tego za złe. Jednak było mi bardzo, bardzo ciężko.
                          • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 13:58
                            kakadu.pl napisała:

                            > To straszne! Ona podejmowała sama decyzje życiowe, na pewno popełniała błędy i
                            > nawet nie mogła się poskarżyć, bo to były jej decyzje i sama musiała za nie odp
                            > owiadać. Może nie raz myślała "dlaczego mnie nie odwiedli od tego pomysłu? dlac
                            > zego mi nie roztłumaczyli? popełniłam błąd, bo jestem młoda i niedoświadczona i
                            > nikt mnie nawet nie przestrzegł. Nie chronią mnie, dlatego że mnie nie kochają
                            > "
                            albo dlatego, że ich nie obchodzi co się ze mną dzieje i nie chcą brać za mnie odpowiedzialnośći.
                            • hellulah Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:10
                              > > nikt mnie nawet nie przestrzegł. Nie chronią mnie, dlatego że mnie nie k
                              > ochają
                              > > "
                              > albo dlatego, że ich nie obchodzi co się ze mną dzieje i nie chcą brać za mnie
                              > odpowiedzialnośći.

                              ...bo nie jestem "ich", jestem niczyja, nie tak jak młodsza - przyrodnia - siostra.
                              • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:20
                                i stąd tworzenie idealnego obrazu rodziny, superostrożne obchodzenie się z córką, pozostawianie wolnej ręki do wszystkiego i tego w końcu miała dosyć.

                                A co z małą dziewczynką, od której odszedł ojciec, której matka od nowa się zakochała w idealnym panu? przecież ona tam była i widziała to wszystko (wspomniałam już o tym). Czy matka miała przy tym czas i siłę zajmować się nią?
                                Możliwe, że wszystko od najmłodszych lat się nawarstwiało dodając więcej zmartwień i niejasności, których nie miał kto jej wyjaśnić.
                          • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:16
                            kakadu.pl napisała:
                            > To straszne! Ona podejmowała sama decyzje życiowe, na pewno popełniała błędy i
                            > nawet nie mogła się poskarżyć, bo to były jej decyzje i sama musiała za nie odp
                            > owiadać.

                            Dlaczego nie mogla sie poskarzyc? Skad taki wniosek? Skarzyla sie i zmieniala swoje decyzje na inne.

                            Ja sama miałam podobną sytuację, w wieku 16 lat zrozumiałam, że mogę liczyć tyl
                            > ko na siebie i ewentualne wsparcie finansowe, bo: "ty wiesz lepiej, jesteś mądr
                            > zejsza, lepiej zorientowana niż ja"

                            Moja corka nie byla zostawiona sama sobie, zle wnioski wyciagasz. Miala swobode podejmowania decyzji, a to nie jest jednoznaczne z tym co insynuujesz.
                            • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:22
                              gwiazdozbiory napisała:

                              >
                              > Dlaczego nie mogla sie poskarzyc? Skad taki wniosek? Skarzyla sie i zmieniala s
                              > woje decyzje na inne.
                              >
                              Przecież niejednokrotnie pisałaś, że się nie wtrącaliście
                              • nangaparbat3 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:50
                                Rodzice starszego nastolatka już nie powinni sie wtrącać, kontrolować, narzucać. Obrazowo mówi się, że nastolatek to akrobata, a rodzice są siatką, która uratuje go, gdyby spadał.
                                • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 15:08
                                  tak starszego nastolatka. Ale gdzieś wcześniej pisało, że córka zawsze sama podejmowała decyzje i nigdy się nie wtrącaliśmy.
                                  Czyli niekoniecznie musiała już być nastolatką.
                                  • gwiazdozbiory Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 15:28
                                    magotka11 napisała:

                                    > Czyli niekoniecznie musiała już być nastolatką.

                                    Czytaj uwazniej, prosze, bo faktycznie pobijemy rekord dlugosci watku, jesli ciagle bedziesz wymyslac jakies dyrdymaly.smile
                                    • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 20:38

                                      >
                                      > Czytaj uwazniej, prosze, bo faktycznie pobijemy rekord dlugosci watku, jesli ci
                                      > agle bedziesz wymyslac jakies dyrdymaly.smile
                                      nie nie wymyślam. Po prostu pamiętam jak od samego początku pisałaś o tym. Potem coś tam się zmieniło w odpowiedzi na różne posty, ale początek pamiętam - wtedy nie było jeszcze tak "nagmatwane" wink i nie sądziłam, żę to są dla Ciebie dyrdymały tylko poważny problem.
                            • kakadu.pl Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:24
                              > Moja corka nie byla zostawiona sama sobie, zle wnioski wyciagasz. Miala swobode
                              > podejmowania decyzji, a to nie jest jednoznaczne z tym co insynuujesz.

                              No ale sama napisałaś, że nie dorastałeś jej do pięt. To tak nie powinno być, aby matka tak o sobie myślała. Ja osobiście wolałabym mieć matkę, która jest dla mnie autorytetem.
                              • claudel6 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:49
                                Moja matka tez w któryms momencie mojego życia zaczęła mnie traktowac jak autorytet w wielu sprawach, chociaby dlatego, ze jestem bardziej wykształcona niż ona, bardziej obyta z techniką, internetem itd., co nie znaczy, ze straciła moja miłość do siebie, mój szacunek do niej jako osoby i do jej życiowego doświadczenia.
                                Gdzies tam na górze napisałam, ze historia córki gwiazdozbiorów bardzo przypomina moją do pewnego momentu - włącznie z tym bardzo dobrym ojczymem, który pojawił sie bardzo wczesnie, z dużym zaufaniem, jakim darzyli mnie rodzice, dając mi sporą swobodę w decydowaniu o sobie, z cechami charakteru, które ma ich córka (uparta, ambitna, zdolna) i z dużo młodszą siostrą - córka biologiczną ojczyma. I w żadnym stopniu nie mogę powiedziec, zeby takie warunki startowe mogły byc odpowiedzialne za taki koniec - żeby mogło to się skończyć sie wychowaniem kogoś, kto de facto nie chce znac własnej rodziny i tak sie od nich odcina. Ja ze swoją jestem cholernie mocno związana, kocham rodziców i siostrę i widuje się z nimi min. raz w tygodniu
                          • claudel6 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 14:40
                            > To straszne! Ona podejmowała sama decyzje życiowe, na pewno popełniała błędy i
                            > nawet nie mogła się poskarżyć, bo to były jej decyzje i sama musiała za nie odp
                            > owiadać.

                            kolejna!
                            powtarzacie te wersje jak jakies katarynki, a przeciez gwiazdozbiory wielokrotnie tu odpowiadala, ze córka mogła liczyc na ich wsparcie, nie była zostawiona sama sobie, że po prostu miała swobodę decydowania o wielu sprawach, ale to nie znaczy. że była wydana na pastwę losu.
                            zacznijcie do cholery czytać tę kobietę, a nie układac sobie jakies swoje sprojektowane dramatyczne wersje tej historii, odbiegające kompletnie od tego co ona pisze
                  • totorotot Re: Co sie stalo z moja corka? 17.11.10, 23:26
                    verdana napisała:

                    > Nie.
                    > Z Twoich postow wynika, niestety, cos czego jesli nie jesteś trollem, nie widzi
                    > sz.
                    > Negatywny stosunek do ciąży i dzieci Twojej córki. "reproduktor', " zafiksowana
                    > na punkcie ciąży", "dziamganie do dzieci", jakieś pogardliwe zdania o zaintere
                    > sowaniu dzieciecymi ubrankami, o tym, ze córka jest dziwna, bo nie chce, aby w
                    > butach chodzno tam, gdzie raczkują dzieci - wszystkich nie wymienię, ale tego j
                    > est pełno.
                    > Moim zdaniem jesteś o te dzieci cholernie zazdrosna. Bylas dla córki osobą najw
                    > azniejszą, ojca nie było, ojczym się nie liczył, siostra była malutka.
                    > Mąż (reproduktor i gbur) stał się naturalnym wrogiem, dzieci - konkurentami. By
                    > c moze Ty tego nie widziesz, córka tak. I wtedy jej zachowanie jest zrozumiałe.


                    amen

                    ps czy jestes nauczycielka, Gwiazdozbiory?
    • anorektycznazdzira premeda, nangaparbat 17.11.10, 17:05
      Też się z premedą zgadzam, że tak to wygląda.
      (forum.gazeta.pl/forum/w,567,118746134,118814019,premeda.html)
      Od dłuższego czasu uważam, że to troll, ewentualnie może osoba, która koszmarnie kłamie (głównie samą siebie). Nieważne, historia w sumie inspirująca.

      Uderzające w tej historii jest dokładne odwzorowanie pomiędzy matka a córką, przy czym matka wierzy (?), że jest dokładnie inna. Czytamy litanie jak prawą, szlachetną i kulturalną rodziną są oboje, mąż to ideał, żyli w sielance, etc. Córka, dopóki z nimi- też ideał, jak poszła w świat to jej sie pogorszyło. Potem następuje seria uściśleń, jaka w istocie była córka: bezwzględna, samowolna, okrutna dla koleżanek a teraz dla matki. W ogóle socjopatka. Matkę ma w nosie wchodzi w de mężowi. Ten obrazek jest zestawiony z obrazkiem starej matki Autorki spędzającej samotnie Wigilię ze złamaną nogą. Podobno córka Autorki od 5 lat olewa rodzinę, jej matka świetnie o tym wie jak o raku i miała milion przemyśleń w każdą stronę. Ale czytelników się wysterowuje na łzawą historię, że sytuacji babci w Wigilię winna jest omawiana córka. Nie Autorka a jej córka rodzona, która świetnie wiedziała czego się po córce spodziewać, ale w tym czasie robiła to, co ją tak u własnej córki boli: była z mężem i do niego dostosowała plany i styl. Dowiadujemy się w 15 miejscach, że mąż Autorki to człowiek nieskazitelny, prawy, szlachetny, niepodlegajacy nawet hipotetycznej ocenie, jakoby mógł nie spełniać aż tak wysokich standardów. Domniemany bzik córki na punkcie jej męża jest już za to wysoce naganny.
      Cudne jest również zestawienie licznych (aż za licznych- chyba ktoś chce, zebyśmy się na ten temat rozgadały) deklaracji strachu przed zrobieniem czegokolwiek co mogłoby rozgniewać córkę z deklaracjami wielkiego niepokoju o nią. Potem w szczegółach niepokoju już nie ma, bo ona taka zaradna i zawsze sobie radzi. A jak jeszcze poczytać, to wychodzi, że relacje od paru lat są wyzerowane do tego poziomu, że moze nie być dzieńdobry na ulicy, czego się więc bać? Czekam na coś, co zasugeruje, ze dziewczyna jest nie tylko zimna, ale też niezrównoważona i mściwa. W paru miejscach jest, że chodzi przede wszystkim o wnuki (co ktoś ładnie zinterpretował, że sednem jest zewnętrzny wizerunek rodziny).



      • gwiazdozbiory Anorektyczazdzira 17.11.10, 17:17
        Masz w koncu prawo myslec co chcesz i nawet pisac, ale bardzo Cie prosze trzymaj sie faktow, lub jesli powolujesz sie na moje slowa przytaczaj je dokladnie. Nigdzie nie napisalam, ze jestesmy szlachetna rodzina, ze zylismy w sielance, ze corka jest samowolna czy okrotna. Itd.
        • nangaparbat3 Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 18:33
          Mnie się zdaje, że Zdzira ma dużo racji co do struktury problemu - ale przesadza z natężeniem. I oskarżaniem Ciebie.
          Wielokrotnie obserwowałam, że często nie chcąc potraktować własnych dzieci w sposób, którego doświadczyliśmy ze strony rodziców i który strasznie nas ranił, i tak im to robimy. Że często funkcjonujemy jak król Edyp - czyniąc dokładnie to, czego najbardziej chcielibysmy uniknąć. Uważam, że znakomita większość ludzi stara się i robi co może, by było dobrze - ale nie wychodzi.
          • monika19782 Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 19:19
            Nie pomyslałaś o tym że twoja córka moze przeczytać to wszystko co tu napisałaś, to że rozłożyłas publicznie jej życie na czynniki pierwsze z najdrobniejszymi szczegółami dzięki którym bedzie łatwo ją zidentyfikować, wiele osób czytuje to forum nic nie pisząc. moze to zrobic np. jej koleżanka.
            Właśnie dlatego myslę że jesteś trollem.
            Jeżeli jednak nie to współczuje waszej rodzinie takiej sytuacji.
            • gwiazdozbiory Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 19:46
              monika19782 napisała:
              monika19782 napisała:

              > Nie pomyslałaś o tym że twoja córka moze przeczytać to wszystko co tu napisałaś
              > , to że rozłożyłas publicznie jej życie na czynniki pierwsze z najdrobniejszymi
              > szczegółami dzięki którym bedzie łatwo ją zidentyfikować, wiele osób czytuje t

              Pomyslalam. Jest to niemozliwe.
              • monika19782 Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 19:59
                No własnie znowu masz gotowa odpowiedź. Znasz jej kolezanki, znajomych, skad wiesz że któraś z nich nie jest aktywna na forum. Moja mama nie ma pojecia o 99% rzeczy które robie lub robiłam. Nie ma pojecia kogo znam, z kim i o czym rozmawiam, co czytam i co piszę. To właśnie potwierdza moją teorię że próbujesz pobic rekord na najdłuższy wątek sad
                • gwiazdozbiory Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 20:08
                  monika19782 napisała:

                  > No własnie znowu masz gotowa odpowiedź.

                  Co zlego jest w "gotowej" odpowiedzi?

                  Zadnego rekordu nie chce pobic. Odpowiadam na posty. Czy to jest zle widziane?
              • totorotot Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 23:29

                > Pomyslalam. Jest to niemozliwe.


                ale że jak- nie umie czytać?
                • myga Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 23:35
                  Bo ona nie ma corki. Dlatego niemozliwe.
                  • gwiazdozbiory Mozemy temu zaradzic. 17.11.10, 23:57
                    myga napisała:

                    > Bo ona nie ma corki. Dlatego niemozliwe.

                    Jesli wybierzecie sposrod Was osobe, do ktorej macie zaufanie, wysle do niej wyjasnienie, a ona potwierdzi, ze mowie prawde.
                  • frisky2 Re: Anorektyczazdzira 18.11.10, 14:43
                    Moze nie mieszkaja w Polsce i jej corka nie rozumie polskiego
          • kobieta_z_polnocy Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 19:58
            No dobrze nangaparbat, nawet jeśli autorka była toksyczną matką ze wszystkimi freudowskimi kompleksami, to jak wynika z tego wątku: (1) krzywdę wyrządzała nieświadomie, (2) rozpaczliwie prosi córkę o jej szczere spojrzenie.

            WYbacz, ale córeczka która potrafi przywołać jedynie jedno mało znaczące pytanie sprzed kilku lat zachowuje się po prostu jak egoistyczny człowiek, który wreszcie wyrwał się na swoje i wreszcie nie musi z nikim (=cały świat) się zadawać.

            Skoro rodzice, babcia, siostra proszę o wytłumaczenie, to uparte milczenie jest po prostu okrutne. I proszę, nie tłumaczcie tego wychowaniem przez ojczyma, poronieniem, toksyczną matką i czym tam jeszcze chcecie. Dorosłość poznaje się nie po braku problemów, lecz po umiejętności radzenia sobie z nimi.
            • nangaparbat3 Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 20:28
              Ależ nikt tu nie napisał (chyba), że corka nie zachowuje się okrutnie. Gwiazdozbiór, jak zrozumiałam, i inne foremki chyba podobnie, chciałaby zrozumieć, dlaczego jest jak jest. Więc padają najróżniejsze hipotezy.
              Można by odpowiedzieć po prostu, na przykład: rys socjopatyczny, dość silny. Ale nie byłoby go widać wczesniej?
              Można napisać: wdała się w biologicznego ojca. Proste i wygodne, prawda?

              Pewnie wiele nieporozumień wątkowych wynika z formy naszej rozmowy - trudno wszystko spamiętać, połączyć, różne fakty wyłaniają sie stopniowo, a o oceny w necie łatwo. Wiedza dyskutujących jest bardzo ograniczona, tym bardziej więc projektujemy nasze własne doświadczenia.
              Ale z tą projekcją to nie takie znowu nieporozumienie - bardzo doświadczona terapeutka powiedziała mi kiedyś, że wszystkie rodzinne historie są do siebie zdumiewająco podobne.

              Tak sobie myślę: opędzałam się od mojej z pewnością nadmiernie kontrolującej matki, ale kiedy urodziłam dziecko, relacje między nami niezmiernie się poprawiły. Ale też: przestałam pozawalać ojcu wrzeszczeć na siebie.
              Sytuacja: rodzi się dziecko i wtedy córka odcina się od rodziców, babci i siostry - albo ona jest poważnie zaburzona, albo cały układ rodzinny nawala. Zauważ: babcia, bardzo już chyba stara, z chorym biodrem, złamaną nogą mieszka sama. Dlaczego?
              • gwiazdozbiory Re: Anorektyczazdzira 17.11.10, 21:55
                Zauważ:
                > babcia, bardzo już chyba stara, z chorym biodrem, złamaną nogą mieszka sama. D
                > laczego?

                Jest samowystarczalna, umyslowo bardzo sprawna i nie lubi lokatorow. Chodzi na krotkie dystanse. Stopa zlamana byla kiedys, dokucza jej bol.
        • anorektycznazdzira Re: Anorektyczazdzira 19.11.10, 06:55
          gwiazdozbiory napisała:

          > Masz w koncu prawo myslec co chcesz i nawet pisac, ale bardzo Cie prosze trzyma
          > j sie faktow, lub jesli powolujesz sie na moje slowa przytaczaj je dokladnie. N
          > igdzie nie napisalam, ze jestesmy szlachetna rodzina, ze zylismy w sielance, ze
          > corka jest samowolna czy okrotna. Itd.

          Jest taki zabieg w literaturze, który się niekiedy nazywa budowaniem obrazu. Pozwala osiągnąć wybrany efekt w sposób bardziej inteligentny niż zdanie wprost z użyciem szczerego zestawu przymiotników- bo później można powiedzieć, że się czegoś nie mówiło.
      • claudel6 Re: premeda, nangaparbat 17.11.10, 21:39
        totalna nadinterpretacja faktów. nie wiem, dlaczego zakładasz, że mąż autorki nie może byc szlachetnym, dobrym człowiekiem, dobrym mężem i ojcem? tacy ludzie nie istnieją czy co?
        ja też miałam ojczyma od jakiegos 3 roku życia. i ten ojczym, mój drugi tata, jak go nazywam, to jest najlepszy ojciec jaki mógł mi się zdarzyć. i najlepszy mąż dla mojej matki. ten człowiek dalby się pokroić za nas, za rodzinę. pomimo że nie jestem jego córka biologiczną, kocha mnie bardzo, a teraz równie mocno kocha swoja wnuczkę.
        • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 17.11.10, 21:45
          claudel6 napisała:

          > ja też miałam ojczyma od jakiegos 3 roku życia. i ten ojczym, mój drugi tata, j
          > ak go nazywam, to jest najlepszy ojciec jaki mógł mi się zdarzyć. i najlepszy m
          > ąż dla mojej matki. ten człowiek dalby się pokroić za nas, za rodzinę. pomimo ż
          > e nie jestem jego córka biologiczną, kocha mnie bardzo, a teraz równie mocno ko
          > cha swoja wnuczkę.

          Dziekuje, bardzo dziekuje.
        • anorektycznazdzira Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 12:03
          > dlaczego zakładasz, że mąż autorki
          > nie może byc szlachetnym, dobrym człowiekiem, dobrym mężem i ojcem? tacy ludzie
          > nie istnieją czy co?

          Ja nie zakładam, że nie może, tak jak Ty, mam nadzieję, nie zakładasz, że MUSI. I to na podstawie Twojego życia i Twojego ojczyma.

          Zauważmy oczywisty fakt, że autorka dopuszcza ulokowanie problemu we wszystkich innych osobach, poza własnym mężem. Jakie są reakcje na najrozmaitsze hipotezy? Mąż córki jako sprawca przemocy? Możliwe. Córka psychopatka? Proszę bardzo. Sama o swoje błędy pyta w wielu miejscach i dzielnie znosi kolejne teorie co powiedziała lub zrobiła nie tak. Nawet próbne nazwanie jej rodzonej matki radiomaryjną jędzą zbyła wykwintnym żarcikiem. Jedyną osobą poza podejrzeniami pozostaje jej mąż i jego cnoty broni z głęboką irytacją.

          Co z tego wynika? Jedynie to, że rozmawiamy z osobą całkowicie zaimpregnowaną na dyskusję w wybranym a ważnym obszarze. Bo zawinić wobec drugiej osoby można na milion sposobów, nie tylko molestując ją seksualnie. Co, gdyby w ogóle weszło pod obrady, mogłoby być wysoce informatywne. Życie pisze scenariusze przerastające znacznie pojemność wyobraźni nawet u internetowych trolli.
          • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 12:26
            anorektycznazdzira napisała:

            rozmawiamy z osobą całkowicie zaimpregnowaną n
            > a dyskusję w wybranym a ważnym obszarze

            Z Twojego wywodu i glosow innych w sprawie molestowania, mam prawo twierdzic, ze jest mozliwe, iz Wasi mezowie, Wasi synowie molestuja Wasze corki. Teraz tego nie wiecie, ale za pare lat ta smutna prawda wyjdzie na wierzch. Kto wie, moze Wy tez molestujecie swoje dzieci. Czy tak?
            • hellulah Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 12:40
              Tak, jeśli nasze dzieci wykazywałyby tak nietypowe objawy, relacje z nimi byłyby tak ewidentnie zaburzone, to tak. Masz prawo także i tego się domyślać.

              Wiesz, jest taka zasada mądrych ludzi: "nigdy nie mów nigdy". Gdyby - teoretycznie - moje dzieci miały objawy mogące wskazywać na molestowanie, nie byłabym tak kategoryczna, aby w 100% negować możliwość molestowania. Byłabym ostrożna w rzucaniu oskarżeń, owszem. Tu na forum, poproszone o spekulacje, spekulujemy, nikt przecież nie napisał, że na pewno mąż gwiazdozbiorów wykorzystywał pasierbicę.

              Trochę zabawne (co mam za podpuchę) w tym wątku jest to (co zresztą i inne forumki zauważały), że pani gwiazdozbiory dopuszcza wszelkie najmroczniejsze opcje w przypadku córki (że o zięciu nie wspomnę), dopuszcza psychopatię i 'zimne suczostwo', ale jak zagaić o męża/ojczyma, to nie, nie i nie, bo nie i nigdy nie. Bo nie. Ale za to podsuwa smaczne tropy. Bo czyż zanegowanie przez matkę molestowania nie jest w oczach córki największą zdradą, wartą, aby nigdy się do tej matki nie zbliżać? czy w takim układzie nie należy chronić dzieci przez przyszywanym dziadkiem, ale brak siły, aby wyjawić komuś (poza najbliższym mężem) prawdę?

              (a tak nawiasem, jakoś zaniedbany jest wątek żalu córki za "rozbicie" rodziny, tęsknoty za biologicznym, wyidealizowanym ojcem oraz tożsamość rozchwiana z racji wychowywania się z ojczymem i przyrodnią siostrą)

              • magotka11 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 14:07
                Dodać jeszcze można tylko to, że z reguły osoby winne ukrywają się kaj mogą. Tworzą swój obraz idealniedobry, żeby w żadnym wypadku nikt nigdy się nie domyślał co ukrywają.

                A wg Gwiazdozbiorów jej mąż jest idealny cytat "sięgnął ideału.
                Może i nie jest to niemożliwe ale budzi podejrzenia.
            • nangaparbat3 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:15
              No właśnie to zadziwia. Zdzira przecież nie upiera sie przy molestowaniu, a Ty tylko w tej jednej kwestii reagujesz atakiem - że coś nie tak w relacji z ojczymem.
              • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:31
                nangaparbat3 napisała:

                > No właśnie to zadziwia.

                Mnie zadziwia, ze drazysz ten temat. To daje do myslenia i przypuszczen, ze jestes ofiara molestowania.
                • nangaparbat3 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 16:15
                  No widzisz - walisz na odlew. Jestem. I żona tego pana, z najbliższej rodziny, nigdy nic nie widziała - i nie wie do dziś. Poza jedną jedyną osobą nikt nic nie widział, nie słyszał. Gdyby nie świadectwo tej osoby, gdyby nie jej słowa: pamiętam, widziałam, wierzę - w żaden sposób bym sobie nie poradziła, choć było to molestowanie - jeśli tak można powiedzieć - w bardzo ograniczonym zakresie. A żona tego pana dałaby się za niego posiekać, tak mu ufa, szanuje, kocha.
                  Ale nie zrozumiałaś, co napisałam - że reagujesz zaskakująco sztywno i twardo nie tylko kiedy chodzi o molestowanie, ale w ogóle o jakiś - nie wiadomo jaki - ale jednak problem, poważny, w relacji Twojej córki z Twoim mężem.
                  I w tym nie byłoby nic dziwnego ( konflikt ojciec/nastoletnia córka to naprawdę nic nadzwyczajnego) gdyby nie Twoja postawa w tej sprawie - z jednej strony opowiadasz, jak chroniłaś córkę przed jego gniewem (włosy, ja jednak sądzę, że ciąża też), z drugiej budujesz jego obraz skrajnie wyidealizowany. Własnie to idealizowanie go tak niepokoi.
                  • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 16:37
                    nangaparbat3 napisała:

                    > No widzisz - walisz na odlew.

                    Pokazalam Ci, ze walenie na odlew troche boli.

                    Jesli chodzi o Twoje doswiadczenie, to wcale sie nie dziwie, ze wyciagasz takie wnioski, ale prosze nie upieraj sie. Pozwol, ze sama to przemysle, nie wtykaj mi tego na sile.
                    • nangaparbat3 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 17:55
                      gwiazdozbiory napisała:

                      > Pokazalam Ci, ze walenie na odlew troche boli.


                      > Jesli chodzi o Twoje doswiadczenie, to wcale sie nie dziwie, ze wyciagasz takie
                      > wnioski, ale prosze nie upieraj sie. Pozwol, ze sama to przemysle, nie wtykaj
                      > mi tego na sile.

                      Mam wrazenie, że nieuważnie przeczytałaś mój ostatni post.
                    • nangaparbat3 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 19:13
                      A wiesz, spodziewalabym się jednak jakiegoś zdawkowego "przykro, że cię to spotkało".
                      Ale nie - mam odczucie jakiejś zimnej satysfakcji z twojej strony.
                      I jeszcze jedno: nigdy nie pisałam o wnioskach, zawsze o przypuszczeniach, hipotezach, fantazjach.
                      One są fałszywe - OK.
                      Ale Ty stawiasz moje rzeczywiste doświadczenia na równi z fałszywymi przypuszczeniami na temat Twojej rodziny - piszesz, że podobnie boli.
                      Nie wiem, co jest przyczyną, że córka odcięła sie od Was - ale nie zdziwiłabym się, gdyby to był dokładnie ten sam mechanizm, który zadziałał tutaj.
                      • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 19:45
                        nangaparbat3 napisała:

                        > A wiesz, spodziewalabym się jednak jakiegoś zdawkowego "przykro, że cię to spot
                        > kało".

                        Nie lubie w takich chwilach zdawkowych slow. Nie umiem ich wypowiadac na zawolanie. Przykro mi sie zrobilo, bo chcialam Ci dac tylko przyklad, a trafilam w cos bolesnego. Bardzo Cie przepraszam. Bardzo mi przykro.

                        > Ale Ty stawiasz moje rzeczywiste doświadczenia na równi z fałszywymi przypuszcz
                        > eniami na temat Twojej rodziny - piszesz, że podobnie boli.

                        Nie wiem czy podobnie, ale piekielnie bola takie falszywe przypuszczenia i wiesz, mechanizm dziala w obydwie strony. Swoim natarczywym przypuszczeniem tez uruchomilas jakis mechanizm.
                        Jeszcze raz przepraszam.
          • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 14:29
            anorektycznazdzira napisała:

            Jedyną osobą poza podejrzeniami pozostaj
            > e jej mąż i jego cnoty broni z głęboką irytacją.
            >
            > Co z tego wynika? Jedynie to, że rozmawiamy z osobą całkowicie zaimpregnowaną n
            > a dyskusję w wybranym a ważnym obszarze

            Normalnie jak w kryminale Agathy Christie. smile

            Ty oczywiscie na insynuacje, ze Twoj maz mogl molestowac Wasze dziecko mowisz po prostu - ach rzeczywiscie, jakos nie pomyslalam o tym, to wielce prawdopodobne.
            A forumowiczki stwierdzilyby jednoglosnie, ze no nie, maz nie moze byc winny, bo przeciez tak gladko przelknelas te insynuacje, dopuszczasz problem z tego obszaru, nie masz kompleksu, stac Cie na spokojne rozwazenie tej sugestii.

            Jesli wyobrazasz osbie ze tak wlasnie powinnm zareagowac, to nie znasz prostych mechanizmow psychicznych, a gdybys Ty tak zareagowala, to Ciebie i Twoja rodzine zaliczylabym do ciezkiej patologii.
            • hellulah Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 14:46
              O, siedzę przy kompie to odpiszę smile

              > Ty oczywiscie na insynuacje, ze Twoj maz mogl molestowac Wasze dziecko mowisz p
              > o prostu - ach rzeczywiscie, jakos nie pomyslalam o tym, to wielce prawdopodobn
              > e.

              Rozumiesz, gwiazdozbiory - idziesz na forum, piszesz o córce z objawami lekkiej lub i nielekkiej socjopatii (skierowanej ostrzem w Twoją stronę), to chyba możesz się spodziewać, że forumki zaproponują jakieś zawiesiste, mało strawne przyczyny tejże?

              Zaburzone do n-tej potęgi relacje = coś bardzo nie teges.

              Poza tym, no, nie wiem jak anorektyczna, ale taka hellulah napisała by tak (mniej więcej): kurde, to straszne!!! ohyda! nie...! nie wierzę! myślicie, że powinnam zbadać sprawę? niby niczego nie podejrzewałam, ale skoro są pewne objawy - zbadam sprawę! byłabym zdruzgotana, ale nie zostawię dziecka bez pomocy!!!

              Dostrzegasz różnicę? pomiędzy nieodrzucaniem możliwości (gdy istnieją poważne przesłanki) a całkowitym zanegowaniem a priori?

              I dalej nic o innych powodach możliwego żalu. Jak któraś z pań zauważyła, nie musiało to być zaraz molestowanie. Ale nie - według Ciebie NIC nie mogło nastąpić. NIC.
              • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 14:50
                hellulah napisała:

                Poza tym, no, nie wiem jak anorektyczna, ale taka hellulah napisała by tak (mni
                > ej więcej): [i]kurde,

                No fajnie, ze mowisz mi, co powinnam byla napisac. Ciekwe co Verdana na to? smile
                • hellulah Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 14:56
                  Mówię, co napisane, nie naraziłoby (Ciebie, nie Ciebie, kogokolwiek) na zarzut, że wypierasz możliwość molestowania (albo innej - zwłaszcza w optyce córki - niesprawiedliwości).

                  Napisałaś, że wypierasz - zarzucają Tobie, że wypierasz.

                  Piszesz, co piszesz - czytasz na forum, co czytasz. Proste?

            • anorektycznazdzira Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 16:38
              >, dopuszczasz problem z tego ob
              > szaru, nie masz kompleksu, stac Cie na spokojne rozwazenie tej sugestii.

              O, czyżbyś wreszcie zauważyła, że masz z tym problem i nie stać Cię na spokojnie rozwazenie tej kwesji? To krok naprzód.
              Z tego że nie stać nadal nie wynika, że mąż coś zawinił, ale wynika, że z pewnością będąc na takim etapie pojmowania układów we własnej rodzinie nie będziesz w stanie rozwikłać zagadki (BTW dziękuję Nangaparbat, która cierpliwie po raz któryś zwraca Twoją uwagę, że ani ja ani nikt nie napisał że ten biedny mąż TO zrobił). Bo wybierasz sobie zagadnienia do analizy, a to w analizie kardynalny błąd.

              O tym co ja mam do powiedzenia w kwestii rozważania bolesnych opcji wypowiedziałam się wiele postów temu, jeśli nie zrozumiałaś, to trudno.

              Wydaje mi się zresztą (tu na chwilę zapominamy o efekcie trollasmile), że mąż poprostu czyta ten wątek namiętnie- błysnęło coś w jednym poście, że mu powiedziałas czy pokazałaś. To by wszystko wyjaśniało, co masz w takiej sytuacji napisać? To zrobiłas babola na samym początku, trzeba było raz próbować pomyśleć samodzielnie.
              • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 16:50
                anorektycznazdzira napisała:
                > Z tego że nie stać nadal nie wynika, że mąż coś zawinił, ale wynika, że z pewno
                > ścią będąc na takim etapie pojmowania układów we własnej rodzinie nie będziesz
                > w stanie rozwikłać zagadki

                Chyba zartujesz, a ilez to czasu uplynelo, ze uzywasz slowa NADAL.?
              • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 16:57
                anorektycznazdzira napisała:
                > Wydaje mi się zresztą (tu na chwilę zapominamy o efekcie trollasmile), że mąż popr
                > ostu czyta ten wątek namiętnie- błysnęło coś w jednym poście, że mu powiedziała
                > s czy pokazałaś. To by wszystko wyjaśniało, co masz w takiej sytuacji napisać?
                > To zrobiłas babola na samym początku, trzeba było raz próbować pomyśleć samodzi
                > elnie.

                Nie, maz nie czyta tego watku, ani zadnego innego.Powiedzialam mu, ze zalozylam taki watek i ze przypuszczenia sa podobne do naszych. Nie dociekal, bo wyjechal.
                • anorektycznazdzira Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 18:22
                  ... a jak wróci, to zapyta co z tego wynikło albo, jako, że nie pochodzi z buszu, sam sobie otworzy i poczyta, teraz lub później, w miejscu zamieszkania lub poza nim.
            • verdana Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 14:28
              jakoś w molestowanie nieszczególnie wierzę, ze wzgledu na to, ze Twoja córka wracała do domu przed slubem.
              Natomiast nie wierze też w idealne kontakty z ojczymem, jeśli bałas sie, zę zareaguje na ciąże ćórki ta, ze natychmias włączyła Ci się opcja "Niech nic nie mowi bez zastanowienia, bo bedzie źle".
              czyli musisz znać go na tyle, ze wiesz, zę potrafi bez zastanowienia ciężko zranić córkę. Albo wszystkich w swoim otoczeniu. Uwazasz też, ze mężów nalezy "przygotowywać" na rózne wiadomości - tak jakbyś się bała męskiej reakcji.
              Nie wierze zatem w idealny dom z facetem, ktorego reakcji się boisz...
              • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 14:44
                verdana napisała:

                Uwazasz też, ze mężów nalezy "prz
                > ygotowywać" na rózne wiadomości - tak jakbyś się bała męskiej reakcji.
                > Nie wierze zatem w idealny dom z facetem, ktorego reakcji się boisz...

                Nie boje sie reakcji meza. Zycze kazdej kobiecie takiego oddanego, dobrego i milego czlowieka za meza.
                • verdana Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 16:49
                  Pisałaś, ze bałas się jak zareaguje.
                  W momencie, gdy o to zapytalam, okazuje się, że wcale się nie bałaś, ze mąż jest po prostu chodzacym ideałem.
                  I to jest bardzo wyraźny problem, z ktorym córka mogla sobie nie poradzić - absolutna niemożność skrytykowania ojczyma, który dla Ciebie jest najwyraźniej poza krytyką, cokolwiek by się nie działo. Nawet gdy cos piszesz, na pierwsza wzmiankę, ze coś mogło być nie tak - wycofujesz się.
                  • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 16:58
                    verdana napisała:

                    > Pisałaś, ze bałas się jak zareaguje.
                    Nawet gdy cos piszesz, na pierwsza wzmi
                    > ankę, ze coś mogło być nie tak - wycofujesz się.

                    Nie wycofuje sie, myslalam, ze uscislam. Zle to opisalam, bo powierzchownie. Chcesz koniecznie doszukiwac sie w naszej z mezem komunikacji czegos zlego, na moje wyjasnienia nie reagujesz. Trudno. Nie idealizuje meza, jest to wyjatkowy facet, po prostu. smile
                    • nutka07 Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 17:40
                      No oczywiscie, ze ideal... dla Ciebie.
                      Skoro tutaj tak reagujesz na ewentualne cienie rzucane na jego osobe to w rzeczywistosci moze byc tak samo. Tylko pamietaj to jest Twoj ideal, nie innych.
                      • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 17:51
                        nutka07 napisała:

                        > No oczywiscie, ze ideal... dla Ciebie.
                        > Skoro tutaj tak reagujesz na ewentualne cienie rzucane na jego osobe to w rzecz
                        > ywistosci moze byc tak samo. Tylko pamietaj to jest Twoj ideal, nie innych.

                        Ci "inni" tez sa zdania, ze moj maz jest wspanialym czlowiekiem.
                        • nutka07 Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 18:17
                          Twoja corka tez?
                          • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 18:27
                            nutka07 napisała:

                            > Twoja corka tez?

                            Moja corka tez.
                            • nutka07 Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 22:59
                              A pytalas ja o to, czy wiesz poprostu co odpowie?
                  • gwiazdozbiory Verdana 19.11.10, 17:24
                    Rozmowa nie polega na tym, ze juz w pierwszym zdaniu wszystko opowiemy i wszystko sobie wyjasnimy.
                    Rozmawiasz z przyjaciolka, ona opowiada Ci pewna historie, czegos nie roumiesz, dopytywujesz, przyjaciolka mowi - alez nie, to nie tak - probuje wyjasnic Ci sytuacje. Ty jednak zadych wyjasnien nie przyjmujesz. Trzymasz sie twardo swoich koncepcji.
                    To nie jest rozmowa.
                    • verdana Re: Verdana 19.11.10, 23:07
                      A jaka może być rozmowa z kimś, kto zmienia zeznania - najpierw piszesz, ze bałas sie negatywnej reakcji męża, a potem, gdy człowiek dopytuje dklaczego, okazuje się,z ę wcale o zadnej reakcji nie bylo mowy, tylko o "uroczystym" podaniu informacji. To nie jest uscislenie, to jest zwyczajna sprzeczność.
                      No i Twoja córka uwielbia - jak wszyscy - Twojego męża, ma go za ideał, tylko się do niego nie odzywa, nie pokazuje wnukow, nie wpuszcza do domu?
          • claudel6 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 14:59
            ok, zgadzam sie, ze tak teoretycznie trzeba rozważyć wszystkie mozliwości. ale ja np. gdybym była moja matką, wykluczyłabym na 100% mojego ojczyma jako osoby winnej molestowania. bo wiem, jakim on jest człowiekiem i wiem, ze nigdy nie byłby do tego zdolny. teoretycznei trzeba rozważyc kazdą możliwość - co tu czynicie - ale w praktyce nie oznacza to, że każda mozliwość jest prawdopodobna - niektórzy ludzie do pewnych zachowań po prostu nie są zdolni i już.
            a wy zakładacie, że skoro ona to wyklucza, to naa peewno cos jest na rzeczy.
            • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:07
              claudel6 napisała:

              > ok, zgadzam sie, ze tak teoretycznie trzeba rozważyć wszystkie mozliwości. ale
              > ja np. gdybym była moja matką, wykluczyłabym na 100% mojego ojczyma jako osoby
              > winnej molestowania. bo wiem, jakim on jest człowiekiem i wiem, ze nigdy nie by
              > łby do tego zdolny. teoretycznei trzeba rozważyc kazdą możliwość - co tu czynic
              > ie - ale w praktyce nie oznacza to, że każda mozliwość jest prawdopodobna - nie
              > którzy ludzie do pewnych zachowań po prostu nie są zdolni i już.
              > a wy zakładacie, że skoro ona to wyklucza, to naa peewno cos jest na rzeczy.

              Bardzo dobrze to ujelas, tak wlasnie mysle, tak uwazam.
            • hellulah Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:11
              claudel6, nie wiem jak inni, jak zakładam jedynie, że skoro ono to wyklucza, to ona to wyklucza, co kłóci się z obrazem matki zdeterminowanej, aby poznać przyczyny i walczyć o córkę. Tudzież, że zbyt łatwo rzuca kamyczkami w córkę czy zięcia, ale nawet nie przybliży nam dlaczego nie może podejrzewać męża. Znowu kwestia formułowania myśli; widzisz, Ty napisałaś tak, że Tobie chce się uwierzyć, a gwiazdozbiory ucięła temat. A my tu przecież operujemy tylko na werbalnym przekazie zapośredniczonym komputerowo smile

              • gwiazdozbiory Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:16
                hellulah napisała:
                Ty (claudel6) napisałaś tak, że Tobie chce się uwierzyć,
                > a gwiazdozbiory ucięła temat. A my tu przecież operujemy tylko na werbalnym pr
                > zekazie zapośredniczonym komputerowo smile

                Nie umialam tak napisac jak claudel6, ale przyjmij, ze w sprawie meza to sa jakby moje slowa. Podpisuje sie pod nimi.
            • nangaparbat3 Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:21
              A jednak co innego kiedy wyklucza corka, a co innego, gdy robi to żona.
          • totorotot Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 15:28
            Zdzirko,

            1. mama autorki jest osobą tajemniczą-jakie znamy staruszki, które nie chciałyby rodziny, która u nich zrobi święta? Są takie, wiemy, ale jaki mają mniej więcej charakter?
            2. mąż autorki jest jej "kulą"-podpiera się na jego autorytecie (uprzednio go zbudowawszy "mądry, spokojny człowiek"); zapewne chcąc podkreślić swoje zdanie, nie czując zapewne że jej samej wypowiedz byłaby potraktowana z należytą powagą
            3.zadałam Gwiazdoziobom kilka pyań, które zostały potraktowane milczeniem. Może warto przyjrzeć się tym drażliwym pytaniom?
            • anorektycznazdzira Re: premeda, nangaparbat 18.11.10, 16:39
              totorotot napisała:

              > Zdzirko,

              ;D
            • kura17 Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 09:41
              > 1. mama autorki jest osobą tajemniczą-jakie znamy staruszki, które nie chciałyb
              > y rodziny, która u nich zrobi święta? Są takie, wiemy, ale jaki mają mniej więcej charakter?

              nie wiesz nic o starosci (albo bardzo malo), skoro cos takiego napisalas.
              moja tesciowa jest w podobnym wieku, co mama autorki. jest bardzo pogodna, ciepla, rodzinna osoba. ale jest STARA (ma ponad 80-lat), ma klopoty ze zdrowiem. uwielbia swoje dzieci, wnuki, nas (wzenionych w rodzine) tez. ALE gdy cala rodzina sie do niej zjawiw, na swieta chocby, w tym samym czasie, to to jest dla nie ZA DUZO. jedno dziecko z rodzina - ok. same dzieci (bez wnukow i malzonkow) - tez ok. ale cale rodziny po prostu sa ponad jej sily. NIGDY tego nie powie, wszystkich przyjmie, ale widac, ze to jej nie sluzy. po prostu. my to widzimy, rozumiemy, planujemy odpowiednio wizyty i swieta. i nie waz sie powiedziec zlego slowa o mojej tesciowej w zwiazku z tym, ze jej nie chcialaby, aby CALA rodzina robila u niej swieta! jest cudna mama, babcia, tesciowa, dzieciaki ja uwielbiaja! jest super-babcia!

              a znowu MOJA babcia, mimo tego samego wieku i gorszego zdrowia, UWIELBIA, gdy jest cala, spora, rodzina wokol niej. i dlatego do niej zjezdza sie cala rodzina na swieta, a z tesciowa musimy postepowac ostrozniej.

              troche wyrozumialosci, ze ludzie sa rozni i maja rozne potrzeby! zwlaszcza osoby starsze.

              i nie osadzaj tak szybko. to bardzo latwe, ale niezbyt dojrzale.
              • totorotot Re: premeda, nangaparbat 19.11.10, 16:34
                kura17 napisała:
                >
                > nie wiesz nic o starosci (albo bardzo malo), skoro cos takiego napisalas.
                > moja tesciowa jest w podobnym wieku, co mama autorki. jest bardzo pogodna, ciep
                > la, rodzinna osoba. ale jest STARA (ma ponad 80-lat), ma klopoty ze zdrowiem. u
                > wielbia swoje dzieci, wnuki, nas (wzenionych w rodzine) tez. ALE gdy cala rodzi
                > na sie do niej zjawiw, na swieta chocby, w tym samym czasie, to to jest dla nie
                > ZA DUZO. jedno dziecko z rodzina - ok.


                Kuro, zauważ, że ja nie piszę o babci, która nie chciała przyjąć trzydziestu osób, a jednego dziecka z rodziną, czyli jednak nie ok......
    • gwiazdozbiory A jaki jest tutaj rekord dlugosci watku? :)n/t 17.11.10, 20:18
      • anorektycznazdzira jesteś blisko n/t 17.11.10, 20:29
        • kocio_007 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 08:19
          Gwiazdozbiory, przebrnęłam przez cały wątek - z ciekawością, bo temat nie jest mi obcy.
          Bez wdawania się w szczegóły - albo córkę zraniłaś bardziej, niż sądzisz (nie tylko tym zdaniem o ciąży, ono mogło być tylko kropką nad i), albo ma problemy z mężem (przemoc psychiczna, fizyczna) albo córka ma ze sobą problemy (np. psychiczne). Wiem, że to wszystko wcześniej już zostało powiedziane, ale każdy z tych powodów jest równie możliwy.
          Nikt ot tak sobie nie rezygnuje z rodziny, z miłości, pomocy, babci dla swoich dzieci, nie ma takiej opcji.
          Sądzę, że ani sama, a ni na forum nie rozwiążesz tej zagadki. My nie znamy Ciebie ani Twojej córki, a to, co o niej piszesz, przepuszczasz przez swój własny "filtr" - to zrozumiałe, ale nie może być obiektywne.
          Jeśli naprawdę chcesz wyjaśnić sprawę i naprawić stosunki z córką, idź do dobrego psychologa. I nie rób z góry żadnych założeń. Możesz się zdziwić. Ale jeśli potraktujesz poważnie, to czego się dowiesz o córce i o sobie, jest szansa na poprawę. Oczywiście jeśli tego naprawdę chcesz. Życzę Ci powodzenia.
          • kakadu.pl Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 09:00
            kocio_007 napisała:

            > Bez wdawania się w szczegóły - albo córkę zraniłaś bardziej, niż sądzisz (nie t
            > ylko tym zdaniem o ciąży, ono mogło być tylko kropką nad i), albo ma problemy z
            > mężem (przemoc psychiczna, fizyczna) albo córka ma ze sobą problemy (np. psych
            > iczne). Wiem, że to wszystko wcześniej już zostało powiedziane, ale każdy z tyc
            > h powodów jest równie możliwy

            dokładnie tak samo myślę jak kocio.

            Dodam jeszcze od siebie, że może być czwarta opcja - czegoś ważnego nam nie powiedziałaś, o czym wiesz, ale wolisz zapomnieć. I to może być klucz do zagadki.

            Moim zdaniem sytuacja jest na tyle krytyczna, że nie ma czego zepsuć, bo już wszystko zostało zepsute, nie rozumiem więc twojej obawy przed konfrontacją. Nie chcesz pogarszać sytuacji, ale już nie może być gorzej.
            Może ona twoją delikatność, nienapraszanie się, bierność interpretuje jako brak miłości. Powinnaś być bardziej otwarta, za dużo tu "nie śmiałabym" "wolałam przemilczeć" "nic nie narzucałam" - to jest kochająca matka z krwi i kości? Ja bym walnęła pięścią w stół i to nie jeden raz.

            Wpadł mi do głowy pewien pomysł - napisz list do córki, upewniając się, że dotrze tylko do jej rąk. Napisz o wszystkim co cę boli, zapewnij o swojej miłości, zapytaj wprost dlaczego tak bardzo ograniczyła kontakty, napisz że wszyscy tęsknicie za nią i za wnukami. Poproś aby to przemyślała i dała ci szczerą odpowiedź, bo przecież sama jest matką i jej dzieci też będą kiedyś dorosłe. Myślę, że list będzie lepszy niż telefon bo daje możliwość refleksji, ona może przeczyta go wielokrotnie, może dotrze coś do niej.

            powodzenia
            • pasikonik10 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 09:11
              a dlaczego Twoja córka nie pracuje? i jak duże są dzieci? siedzi z nimi cały czas?nigdy nie prosiła Ciebie o opiekę- zeby wwyjść do fryzjera itp? Chorują?
              Kiedy ostatnio dzwoniłaś do niej?
              Co by się stało gdybyś dzwoniła raz w tygodniu?
              • zmija9 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 10:49
                jaj córka pracuje i ma nianie

                warto by choć trochę zorientować się w dyskusji , a nie zadawać pytania od czapy.
                • pasikonik10 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 12:03
                  a to przepraszam... przebrnelam rzeczywiscie przez wiekszosc ale nie przez całosc
              • kocio_007 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 11:08
                Jeszcze raz ja. Przyszło mi cos do głowy - wspomniałaś, że córka zmieniła się po urodzeniu dzieci. Ktoś zauważył, że może córka, doświadczając macierzyństwa, coś sobie uświadomiła w związku ze swoim dzieciństwem. Zastanowiło mnie to, bo sama czegoś takiego doświadczyłam. Otóż po urodzeniu pierwszego dziecka i totalnym pokochaniu go (co zajęło mi kilka mies) uświadomiłam sobie, jaką s...ką była dla mnie moja matka. Przepraszam za ostre słowo, ale jest tu jak najbardziej na miejscu. Wcześniej wiedziałam (rozumowo), że jest toksyczna, wredna, złośliwa i nie lubi mnie. Krytykowała wszystko - wygląd, zachowanie, znajomych, to jak jem, jak się poruszam (wypinasz dupę jak twoja ciotka). Dużo by pisać. Ale dopiero jak poczułam, co to znaczy mieć własne dziecko i jak bardzo jest ono bezbronne i zalezne od matki, ODCZUŁAM głęboko jak złym człowiekiem była dla mnie. Żeby własnemu dziecku zgotować takie dzieciństwo, jakie ona mi zapewniła, trzeba go chyba nienawidzić. A przecież jeść miałam zawsze co, rajstopki czyste i wzorowego ucznia. Nie sprawiałam więc kłopotów, prawda smile
                Nie utrzymujemy obecnie żadnych stosunków i pewnie juz tak zostanie. Co ciekawe, ona po rodzinie zgrywa nieszczęśliwą, i "nie wie, co się stało, dlaczego ja się tak zmieniłam".
                Ale mnie nie ma odwagi zapytać wink, a dowiedziałaby się od razu. Ale ona woli się użalać, niż zmienić ten stan rzeczy.
                Tak wieć, gwiazdozbiorze, być może mimo przekonania o tym, że byłaś ok matka dla Twojej córki, nie wszystko było ok? Może odczuła to, kiedy sama została matką? Pomyśl też o tym. Tak czy siak, bez psychologa nie razbieriosz. Oczywiście, jeśli naprawdę tego chcesz.
                • totorotot Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 11:36
                  kocio_007 napisała: (...)


                  I tu jest moim zdanie właśnie pies pogrzebany: Gwiazdozbiory nie lubi swojej córki i tyle smile Córka o tym wie i jest na tyle dojrzała, by nie ciągnąć tej relacji na siłę.
                • gwiazdozbiory Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:19
                  kocio_007 napisała:

                  Otóż po urodzeniu pierwszego dziecka i total
                  > nym pokochaniu go (co zajęło mi kilka mies) uświadomiłam sobie, jaką s...ką był
                  > a dla mnie moja matka.

                  Zerwalas wiezi z cala rodzina?
                  • kocio_007 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:31
                    Nie smile ale tylko dlatego, że już wcześniej zrobiła to moja matka. Nie miałam praktycznie z nimi kontaktów od zawsze. Teraz matka, mimo że wszystkich ma "poobrażanych", obrabia mi du..ę gdzie tylko może. Ale dzięki licznym terapiom, procesom itp. mam to dokładnie tam - w du...e smile. Dużo mnie to kosztowało - czasu, energii i pieniędzy, żebym mogła to z czystym sumieniem napisać.
                    U Twojej córki nie wiem, o co chodzi. Może po prostu jest chora? Ma przewlekłą depresję?
                    Trzeba znaleźć przyczynę, a potem szukac drogi powrotu.
                    • gwiazdozbiory Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:36
                      kocio_007 napisała:
                      Ale dzięki licznym terapiom, proce
                      > som itp. mam to dokładnie tam - w du...e smile. Dużo mnie to kosztowało - czasu, e
                      > nergii i pieniędzy, żebym mogła to z czystym sumieniem napisać.

                      Jakie to byly terapie, moglabys cos o tym napisac?
                      • kocio_007 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:44
                        Mogę, ale na priva. Wieczorem napiszę.
                        • gwiazdozbiory Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:51
                          Dobrze, dziekuje.smile
                        • afortunada Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 20:15
                          czy... mogłabyś napisać o tym również do mnie, na priva?
                          • kocio_007 terapia 19.11.10, 10:04
                            Napisałam.
                  • totorotot Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:51
                    > Zerwalas wiezi z cala rodzina?

                    Gwiazdozbiory, zapukaj na to forum:
                    Toksyczni rodzice


                    Jest tu mnostwo osób, które zerwały stosunki z matką/ojcem/inną toksyczną osobą. Często-gęsto rodzeństwo "czarnych owiec" lub inni członkowie rodziny ciosa im za ten czyn kołki na głowie "jak tak można-wigilie spedzacie sami bez mamusi?".
                    Tak to mniej wiecej wygląda w toksycznych rodzinach, ze złymi relacjami itp. Osoby, które zdecydowały się na zerwanie stosunków są już psychicznie poranione i chcące jedynie SPOKOJU. Potrafią siedzieć w ciszy i samotności np. tylko z własnymi dziećmi i DELEKTOWAĆ się ciszą i spokojem-plastrem na poranioną duszę.
                    Telefon od siostry, że "mamusia dziś płakała przez ciebie bo nie oddzwaniasz, jesteś niedobra blablabla" potrafi wytrącić z równowagi taką osobę na kilka godzin/dni. Dlatego też nie odbiera sie telefonów od rodziny, aby nie słuchać pouczeń, naprostowań, wyrzutów itp.
                    Siedzi się w spokoju i każdą minutę miłej atmosfery zjada się jak złocistą kropelkę miodu.

                    Wiesz, piszę Ci o moich doświadczeniach i naprawdę na Twoim miejscu przyjrzałabym się moim wypowiedziom, ponieważ rozmawiasz z osobą, która zerwała stosunki z matką i osobami, które ewentualnie mogłyby starać się wybić tę decyzję z mojej głowy.
                    Niestety, Ty z premedytacją ignorujesz moje posty udając,że ich nie ma. A być może w nich kryje się odp. na Twoje pytanie: dlaczego.

                    Aha, moja matka też nie może zrozumieć "dlaczego". I też pisząc na forum starałaby się napisać jaka jej rodzina była wspaniała, a jaka ja jestem psychopatyczna, zimna, okropna i że taka się zrobiłam poznawszy mojego męża. Że się zrobiłam "dziwna" po poznaniu go smile
                    • gwiazdozbiory Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:57
                      totorotot napisała:

                      > Wiesz, piszę Ci o moich doświadczeniach i naprawdę na Twoim miejscu przyjrzałab
                      > ym się moim wypowiedziom, ponieważ rozmawiasz z osobą, która zerwała stosunki z
                      > matką i osobami, które ewentualnie mogłyby starać się wybić tę decyzję z mojej
                      > głowy.
                      > Niestety, Ty z premedytacją ignorujesz moje posty udając,że ich nie ma.

                      Jestem troche rozwalona i nie moglam uniesc Twojej agresji. Teraz, kiedy wiem o co chodzi, przeczytam Twoje posty z uwaga. Dziekuje za link i przepraszam jesli poczulas sie zignorowana.
                      • totorotot Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 16:30
                        No właśnie to zimnosukowanie, agresja (wiele osob mi mowi, ze pisze agresywnie, podczas gdy ja jestem przekonana, ze piszę lagodnie jak baranek, miło i spolegliwiewink- nie bierze się znikąd, to pokłosie wychowania w toksycznej rodzinie.
                        Jeśli Cię uraziłam wcześniej to bardzo przepraszam-trochę zapewne projektuję na Ciebie moją złość na matkę.
                        Jeśli nawet nie mam racji w tym, co piszę-tj. moje doświadczenia nijak się mają do Waszej sytuacji- na pewno świadomość, że istnieją też osoby, które zerwały stosunki z kilkoma osobami naraz, będzie dla Ciebie jakimś doświadczeniem.
                        Pozdrawiam smile

                        P.S. Wcześniej napisałam, jak możesz zagaić spotkanie ze swoją córką. Podczas niego w ogóle nie podejmowałabym tematów "osobistych". Pytanie "czemu mnie nienawidzisz" to przyczynek do skwaszenia atmosfery, co nie jest wskazane zwłaszcza w Wigilię. W ogóle bym inaczej sformułowała rozmowy z corką. Kilka miesięcy spotkan i gadania na spokojne, niedrażliwe tematy pozwoliłoby córce zmniejszyć lęk przed Tobą, może złość na Ciebie itp.

                        W ogóle pytanie "czemu mnie nienawidzisz" w domyśle jest oczekiwaniem na zaprzeczenie, nie, mamo, bardzo cię kocham. Ale możesz też usłyszeć zarzuty, których nie jesteś gotowa przyjąć "na klatę". Nie rozmawiałabym z córką o uczuciach, skoro-jak wiesz-ma problem z ich wyrażaniem czy rozmową na ten temat.


                        Może ona uważa, że nie kochasz dostatecznie jej dzieci, nie podzielasz jej sfiksowania na ich punkcie? Matki z automatu nie lubią osób, które nie lubią ich dzieci

                        Ok, musze kończyc-pozdrawiam
                        • gwiazdozbiory Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 16:42
                          totorotot napisała:

                          > No właśnie to zimnosukowanie, agresja (wiele osob mi mowi, ze pisze agresywnie,
                          > podczas gdy ja jestem przekonana, ze piszę lagodnie jak baranek, miło i spoleg
                          > liwiewink-

                          Teraz wlasnie napisalas jak baranek, wessalam sie w Twoje slowa. Dobre, madre rady i je wykorzystam. smile
                    • kakadu.pl Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 16:24
                      totorotot napisała:

                      > Aha, moja matka też nie może zrozumieć "dlaczego". I też pisząc na forum starał
                      > aby się napisać jaka jej rodzina była wspaniała, a jaka ja jestem psychopatyczna


                      ha, to ja mam identycznie ze swoim ojcem, on też nie wie dlaczego, zaskoczony jest że córka nie chce go znać. A całe życie bardzo ciężko pracował nad tym abym zerwała definitywnie z nim kontakty - nie wie gdzie mieszkam, nie ma mojego telefonu, dla mnie on nie istnieje, po prostu go nie ma. Też mi tyłek obrabiał, że on stary człowiek tak został potraktowany.

                      Długo by opowiadać co mi zrobił, jedna mała historyjka opowie wam wszystko:

                      Gdy miałam może z sześć lat przywiózł "od Ruskich" rzutnik, taki do wyświetlania bajek na ścianę. Cieszyłam się bardzo, całymi dniami bawiłam się tym cudem. Po kilku dniach rzutnik zniknął, razem z nim mój ojciec. Ojciec pojechał do swojego brata, na umówione wcześniej urodziny bratanka, też sześciolatka. Rzutnik oczywiście nie był kupiony z myślą o mnie, tylko na prezent dla tamtego dziecka, a ja miałam go przez kilka dni, bo akurat wypatrzyłam go w torbie i myślałam że to dla mnie. Dla mnie nie kupił nic.

                      I tak było całe życie.
                      I takim tatusiom dziękujemy.
                      On też jest nie rozumie dlaczego.

                      Oczywiście nie sugeruję, że w rodzinie autorki było podobnie. Chciałam się tylko trochę pożalić.
          • gwiazdozbiory Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 14:46
            kocio_007 napisała:

            > Jeśli naprawdę chcesz wyjaśnić sprawę i naprawić stosunki z córką, idź do dobre
            > go psychologa.

            Naprawde chce wyjasniec sprawe i do psychologa pojde. Byc moze corka jest gleboko zraniona, szkoda, ze nie chce nic o tym powiedziec. Lepsza najgorsza prawda niz takie trwanie w prozni.
            Swego czasu, podczas jakiejs romowy o zyciu, bardzo goraco przeprosilam corke za swoje macierzynskie przewiny. Prosilam o wybaczenie tego, ze ja uderzylam, ze bylam nieuwazna lub niesprawiedliwa.
            Twierdzila, ze nie ma zalu, ze rozumie.
            • kocio_007 Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:16
              Twierdzila, ze nie ma zalu, ze rozumie.

              Może tak jest. Ale może też być tak, że ona wie, że TY nie zrozumiesz/nie pomożesz/odrzucisz/zlekceważysz i nawet nie ma co tłumaczyć, bo po co. I mówi to na odczepnego.
              Bez zdiagnozowania problemu można sobie gdybać.
          • erba Re: jesteś blisko n/t 18.11.10, 15:01
            kocio_007 napisała:
            > Bez wdawania się w szczegóły - albo córkę zraniłaś bardziej, niż sądzisz (nie t
            > ylko tym zdaniem o ciąży, ono mogło być tylko kropką nad i),


            A dlaczego wszyscy rozważając tę opcję nie widzą, że córka nagle obraziła się nie tylko na matkę, ale również na całą rodzinę? Jakoś nie wierzę, że nagle zyskała świadomość, że najbliżsi jej ludzi byli toksyczni, jak jeden mąż z siostrą i babcią włącznie. Szczerze wątpię w to, że córka zraziła się, bo matka powiedziała o kilka słów za dużo. Jeżeli cała sprawa to prawda, to coś tu nieźle śmierdzi.
    • gwiazdozbiory Nie bylo moim zamiarem 18.11.10, 16:06
      bicie tutaj rekordow. Dziekuje wszystkim za udzial w moim watku, za cenne uwagi i spostrzezenia. Dziekuje tez za wsparcie i zrozumienie tym, ktorzy mnie wspierali i rozumieli.
    • el_jot Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 18:06
      Oj dziewczyny, dziewczyny, dałyśmy się nieźle wkręcićbig_grin Toż to trolisko, że ho ho. Ale zadowolone pewnie - wątków prawie 600, rekord pobitybig_grin
      • nutka07 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 18:13
        Ciii ja licze na tysiac. Moze jakby tak na glowna watek wyrzucic, pojawia sie nowe i swieze spojrzenia na sprawe wink
      • anorektycznazdzira Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 18:26
        Mnie się podobasmile
        i też myślę, że tysiak będzie, zrobię, co mogę tongue_out
        • magotka11 Re: Co sie stalo z moja corka? 18.11.10, 23:10
          Łooo, nie bedzie tysiąca!
          Może sie dokończy jak gwiazdozbory da znać czy sprawy uległy poprawie? wink
    • ila79 To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 11:18
      pewnie na sam koniec jedną hipotezę. Przeleciałam ten wątek bardzo pobieżnie, więc jak się powtórzę to prosze o wybaczeniesmile. Zastanawiałaś się, czy córka nie jest chora psychicznie, np. na jakąs łagodną postac schizofrenii? Czy masz jakies informacje na temat, czy w rodzinie, szczególnie tej od strony biologicznego ojca były jakies przypadki tego typu zaburzeń?
      • 1-luna Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 13:19
        Bardzo,bardzo żałuję,że ten wątek nie jesł prawdziwy.To zwyczjna prowokacja,choć brzmiała wiarygodnie.Autorka pobije rekord, również dzięki mojemu wpisowi i / być może potem /pojawi się jakiś artykuł w prasie tzw.kobiecej na zadany temat.Szkoda.
        • nangaparbat3 Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 13:26
          Ale dlaczego żałujesz? Bo nie rozumiem.
          • gwiazdozbiory Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 13:48
            nangaparbat3 napisała:

            > Ale dlaczego żałujesz? Bo nie rozumiem.

            A wiesz, spodziewalabym się jednak jakiegoś zdawkowego slowa w odpowiedzi na moje przeprosiny. A tak, wyszlo, ze przyganial kociol......
            • nangaparbat3 Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 13:51
              Chyba żartujesz.
              • gwiazdozbiory Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 14:04
                nangaparbat3 napisała:

                > Chyba żartujesz.

                A skad mam wiedziec, czy przeczytalas moj post, czy przeprosiny przyjelas, albo moze nie?
                • nangaparbat3 Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 14:12
                  Przeczytałam, przyjęłam. Ale coś się we mnie zatrzasnęło.
        • kura17 Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 13:35
          ale o czym konkretnie mialby byc ten artykul?
          o pogaduszkach na forum? bo chyba nikt tego nie potraktuje "naukowo"?
          a na bycie "krolikami doswiadczalnymi", to chyba ludzie musza wyrazic zgode, tak? nie musza znac celu, ani zalozen badania, ale powinni byc swiadomi, ze biora udzial.
          i tak mala probka, jak tutaj na forum, nie moze byc statystycznie wiazaca.

          artykul moglby byc co najwyzej na temat "jedna pani drugiej pani..." wink
          • totorotot Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 16:38
            kura17 napisała:

            > ale o czym konkretnie mialby byc ten artykul?
            > o pogaduszkach na forum? bo chyba nikt tego nie potraktuje "naukowo"?
            > a na bycie "krolikami doswiadczalnymi", to chyba ludzie musza wyrazic zgode, ta
            > k? nie musza znac celu, ani zalozen badania, ale powinni byc swiadomi, ze biora
            > udzial.
            > i tak mala probka, jak tutaj na forum, nie moze byc statystycznie wiazaca.
            >
            > artykul moglby byc co najwyzej na temat "jedna pani drugiej pani..." wink
            >

            Kuro naprawdę nie spotkałaś się jeszcze z artykułami z treścią z forów? Np. w newsweeku było o klubie matek wyrodnych itp.

            Jeśli jest obserwacja uczestnicząca, to obiekty nie muszą wyrazić zgody na ich badanie, ba-gdyby o nim wiedzieli, nie miałoby ono sensu.

            Nie wszystkie badania dotyczą statystyki.


            > o pogaduszkach na forum? bo chyba nikt tego nie potraktuje "naukowo"?

            smile Wiesz, ile prac powstało właśnie na podstawie/na temat pogaduszek na forum?
        • gwiazdozbiory Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 13:50
          1-luna napisała:

          > Bardzo,bardzo żałuję,że ten wątek nie jesł prawdziwy.

          A ja, bardzo, bardzo zaluje, ze ten watek jest prawdziwy.
        • wbka1 Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 22:26
          A dlaczego sądzisz, że Gwiazdozbiory wymyśliła sobie problem? Moim zdaniem problem bardzo wstydliwy, ale dotyczy wielu rodzin, i to nie ze względu na trudne czasy, tylko ponadczasowy.
          • verdana Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 23:07
            Dlatego, byż może, że ta historia nie uklada sie w całość?
            • totorotot Re: To ja sobie pozwolę dorzucić jeszcze 19.11.10, 23:29
              Verdano, wydaje mi się, że historia już się całkiem wyjaśniła. Jak dla mnie jest klarowna, a kazdy post Gwiazdozbiorów tylko potwierdzał moją początkową teorię.
              Pozdrawiam i przekazuje wyrazy uszanowania dla sposobu, w jaki prowadziłaś w tym wątku dyskusję smile
    • luksusowa.narzeczona gwiazdozbiory 20.11.10, 03:21
      minal juz tydzien jak piszesz w tym watku. czy robisz cos oprocz tego? jakie dzialania podjelas? jaki jest twoj plan?
    • fajka7 Re: Co sie stalo z moja corka? 20.11.10, 05:29
      Fajny wątek, przeczytałam cały smile Historia możliwa, ale faktycznie autorce trudno zaufać, bo całkowity brak oczywistych uczuć w takiej sytuacji (głęboki smutek, tęsknota itd.) powoduje, że mam wrażenie jakby ktoś opowiadał mi kiedyś obejrzany film, a nie własne życie.
      Taka skreślona z grubsza historia bez szczegółów.
      Ale nie o tym. Chciałam dorzucić, bo nie wychwyciłam czy było - o okresie życia córki od narodzin do odejścia ojca. Czy była dzieckiem oczekiwanym, czy matka (autorka czyli) zajmowała się nią, czy może depresję miała, a może wcześniak albo chorowała i co tam się w domu działo.
      Bo to bardzo ważny okres dla umiejętności budowania więzi i relacji z ludźmi w przyszłości. Niedoceniany zresztą. A zwróciły moją uwagę te mściwie zrywane przyjaźnie od dzieciństwa - i to ma być bezproblemowe dziecko? I dziecko potrafiło dorosłym rodzicom tak wytłumaczyć, że bezkrytycznie przyjmowali wszystko za dobrą monetę? Jakaś totalnie odrealniona postawa szczerze mówiąc. Niby mściwie i bezwzględnie wg schematu, ale po wytłumaczeniu jednak zawsze miała rację smile No bosko musiało być, skoro to dziecko dorosłym tłumaczyło co się robi, jak i dlaczego i zmieniali zdanie ot tak.
      Wybacz Gwiazdo, ale komunikujesz się w taki sposób, że nie brzmisz wiarygodnie. I jeżeli jednak jesteś tą matką, za którą się podajesz, to będąc Twoją córką nie czułabym się bezpiecznie, gdybyś rozkminiała ze mną rzeczywistość i problemy w takim stylu.
      A poza tym masę Twoich odpowiedzi jest jakby żywcem z poradnika amerykańskiego "kurs odwagi w weekend" a z drugiej strony jakoby boisz się z własnym dzieckiem poruszyć najprostsze sprawy, gdy jest zagrożenie konfliktem. A konflikt to zdrowa rzecz, tak wiele niby wiesz, a tego wcale.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja