kamelia04.08.2007
19.11.10, 12:16
o braku miejsca w mieszkaniu na to zbieractwo i wreszcie
o tym jak mnie cholera wzieła.
Czasem w człowieku cos peka i ma dosyc.
Nie wiem czy wy tez tak macie. Moja matka umie przepuszczac kase na duperele, na "przydasie", rupiecie i inne dziadostwa - byle by było tylko w zakresie cenowym tanie - sredniotanie.
na poczatku lat dziewięcdziesiatych jak byłam nastolatka, to zaczeli przyjeżdzac do PL tzw. Ruscy i handel bazarowy kwitł, pewnie pamietacie. Zaczeło sie masowe kupowanie, bo wszystko było tanie, kupowała scierki, poduszki, rozne rupiecie kuchenne, łazienkowe, bo tanie, bo sie przyda.
Potem Ruscy sie skończyli, zaczeły sie lumpeksy, zanowu ciag dalszy raju. Ile szmat potrafiła stamtad przynieśc, godziny tam spedzac, a to 5 zł, to 10, zł, a to 8 zł, uszczesliwiała tym badziewiem domowników, kupowała całe torby tego - ubrania "po domu" (wyjśc na ulicę bez poczucia obciachu sie nie dało), kolejny komplet firanek, kolejny komplet poscieli, podkładki plastikowe pod cerate.
Potem jeszcze doszła ikea i rupiecie z koszy w hipermarketach.
Oczywiscie obdarowywała tymi rzeczami i mnie, dostałam róze poduszki osdobne nie pasujace kompletnie do niczego, dzisiatki (!!!) scierk kuchennych, byle jakie ręczkini, wieszadełka na mokre ubrania, specjakne obrusiki na pralke, woreczki do prania staników itp, itd (lista długa). Nie było gdzie tego kłasc, wynosiłam na stych, bo wtedy miałam gdzie to zsypywać. Potem wyprowadziłam sie za granice i duza czesc tych skarbów została w PL.
Nie pisałabym o tym, gdyby mnie po tylu latach nie trafiło. Przeprowadziłam sie niedawno z mieszkania do mieszkania. Kto przezywał przeprowadzke, to wie czym to pachnie. W starym mieszkaniu była piwnica i tam sie składowało rózne rzeczy. Starzy przyjezdżali z róznymi ww. gadżetami, dokupowali na miejscu, ladowało w piwnicy. Teraz piwnica jest mniejsza.
Proszenie, tłumaczenie, mówienie, że nie ma miejsca nic nie dawało. W lumpelsie w PL nakupiła córce dosłownie góry ciuchów, 3/4 z tego nie nadawało sie, bo albo zjechane, albo dla lalki, albo w ogóle porozciagane, albo dla chłopca, albo piaty polar czy wdzianko.
Przysłali mi nawet paczke, a w nim znowu sterta ubran lumpeksowych, troche nowych, rupiecie, w tym zelazko do prasowania w pionie - poszło do piwnicy bez otwierania. O trzeszczacych zabawkach, o trzeszczacopłaczacych lalkach nie wspominam już.
Zaznaczam uprzejmie, że oboje zarabiaja ponad przecietnie i byłoby ich stac na drozsze rzczy, na zabawki drozsze i w lepszej jakosci. Nigdy nie kupowali, bo drogie, a le na wagony dziadostwa pieniadze zawsze były.*
Teraz, jak zmieniłam mieszkanie, to własnie mówiłam im, że musiałam powyrzucac rózne rzeczy, bo niepotrzebne, zagracały, zuzyte, albo nieuzywane i zajmuja miejsce. Na koncu jezxyka miałam, że to sa prezenty głównie od nich. Tłumacze znowu, jak chłop krowie na rowie, ze nie mam miejsca, ze nie mam 150 m2 na 2 osoby, tylko 60 m2 na prawie cztery i nie mam gdzie tego składowac. A szanowny rodziciel, po wysłuchaniu tego: to wyslili mi adres smsem, bo ci paczke przysłac chcemy.
To mnie trafiło...................
*uczciwie przyznaje, że córka dostała raz lego prawdziwe - prezent udany.
To tak popisałam i wylałam zal.